„Artyści powinni być wynagradzani za swoją pracę”
- Dodano: 10 listopada 2009
- Wprowadził: ninapaley
- Komentarze: 301
Następujące zdanie pojawia się w wielu dyskusjach dotyczących praw autorskich: “Artyści powinni być wynagradzani za swą Sztukę”. Zakłada się, że a) Artyści posiadają przyrodzone prawo do pieniężnego wynagrodzenia z swoją Sztukę, oraz że b) prawa autorskie zapewniają to wynagrodzenie.
Kwestionuję oba te założenia.
Oczywiście, ludzie zazwyczaj mówią: “Artyści powinni być wynagradzani za swą Pracę”. Poniżej postaram się wykazać różnicę pomiędzy Sztuką, a Pracą, bo mylenie jednego z drugim jest głównym problemem.
Zgadzam się, że artystom należy się zapłata ZA ICH PRACĘ.
Praca to wykonywanie czynności za pieniądze. Pracodawca i pracownik negocjują stawkę, praca zostaje wykonana i pracownik otrzymuje zapłatę. Wielu artystów jest pracownikami: są kelnerami, kierowcami, sprzedawcami. Powinni otrzymywać zapłatę za swą pracę i otrzymują ją, gdyż właśnie dlatego pracują. Niektórzy artyści wykonują za pieniądze pracę zgodną ze swoimi kwalifikacjami. Taki rodzaj wstępnie negocjowanej pracy nazywa się pracą na zlecenie. Zlecona praca zostaje wykonana i artysta otrzymuje wynagrodzenie, gdyż właśnie dlatego podejmuje się pracy na zlecenie.
Ale artyści nie mają przyrodzonego prawa do pieniężnego wynagrodzenia ZA ICH SZTUKĘ.
Sztuka to dar. Artysta tworzy Sztukę (nie należy tego mylić z pracą zgodną z kwalifikacjami) z własnej inicjatywy. Artysta “pracuje”, aby służyć swojej wizji, swojej Muzie, Sztuce samej w sobie. To Muza jest dla Artysty pracodawcą. Dyskusyjną kwestią jest, czy Artysta może negocjować z Muzą przed podjęciem się zadania – ja często próbuję – ale warunki, jak w przypadku większości prac, raczej wynikają z konieczności. Tak jak ekonomiczna konieczność zmusza wielu pracowników do ciężkiej pracy za marne wynagrodzenie na warunkach pracodawcy, tak cierpienie zmusza Artystów do pracy na warunkach Muzy. Ale w przeciwieństwie korporacji czy ludzkich pracodawców, Muza ma zawsze na względzie najlepsze interesy artysty. Zawsze wolę służyć Muzie niż pracodawcy, ale Muza nie ustala pieniężnej zapłaty. Pieniężne wynagrodzenie nigdy nie jest częścią tego układu.
Muza “płaci” mi Życiem. Mówi “Zrób to, a będziesz Żyć. Odrzuć ofertę, a co najwyżej będziesz wegetować”. Mam wybór: mogę tworzyć Sztukę lub nie. Przyjmuję warunki Muzy. Wykonuję pracę i otrzymuję “zapłatę”: Życie.
SZTUKĘ negocjuje się z MUZĄ. “Zapłatą” jest ŻYCIE.
PRACĘ negocjuje się z PRACODAWCĄ. Zapłatą są PIENIĄDZE.
Jeśli artyści chcą być wynagradzani pieniędzmi, to powinni wynegegocjować wynagrodzenie zanim podejmą się wykonania pracy. To jest właściwy warunek otrzymania zapłaty. Albo mogą stworzyć dzieło bez wcześniejszego ustalenia zapłaty, jednocześnie nie żądając jej po fakcie. To też jest w porządku. Domaganie się zapłaty po dobrowolnym wykonaniu pracy na własnych warunkach – to już jest wymuszenie.
Popatrzmy na człowieka myjącego szyby samochodom na skrzyżowaniu. Nieproszony przeciera szyby, a potem domaga się zapłaty. Wykonał pracę, więc czy nie “należy mu się wynagrodzenie”? Większość z nas stwierdziłaby, że nie – bo jeśli chcielibyśmy mieć umyte szyby, to najpierw wynegocjowaliśmy warunki tej usługi.
Jeśli decyduję się siedzieć za biurkiem, odbierać telefony, wymyślać pokrętne plany biznesowe i kłamać, czy ZASŁUGUJĘ, aby wynagradzano mnie jak prezesów banków? Nie. Praca prezesa banku jest wcześnie negocjowana. Dostaje miliony wynagrodzenia i premii, bo taka była umowa ZANIM zasiadł za biurkiem i wykonał swą robotę.
Czy prezes banku zasługuje na takie wynagrodzenie? Cóż, wielu ludzi zaczyna to ostatnio kwestionować. Aż dziw bierze, że trzeba było do tego wielkiego krachu finansowego, ale przynajmniej ludzie zaczynają się zastanawiać.
Mamy olbrzymi kryzys artystyczny od dziesięcioleci, więc może ludzie już przestali zastanawiać się, czy topowe 0,5% artystów zasługuje na swoje wynagrodzenia. Czy jeśli zaśpiewam i poskaczę po scenie, to należy mi się 110 milionów dolarów rocznie? A to jest to samo, co robi Madonna, i tyle właśnie za to dostaje. Ale Madonna załatwiła sobie to wynagrodzenie z góry, zanim zaśpiewała i poskakała, i wykonała to jako pracę.
Jeśli artyści zasługują na wynagrodzenie, to na ile dokładnie zasługują? Czyż sztuka nie jest bezcenna? Jak ustala się, co ile jest warte?
Moglibyśmy pozwolić ustalić to rynkowi. To mogłoby zadziałać, GDYBYŚMY POZBYLI SIĘ MONOPOLI. Wolny Rynek działa jedynie w przypadku braku monopoli. Monopol informacyjny praw autorskich niszczy taki system. Jestem za tym, aby zadziałał Wolny Rynek, ale może on działać jedynie bez praw autorskich.
Tak naprawdę, Madonna nie jest wynagradzana jako artystka, czerpie zyski ze swego informacyjnego monopolu, czyli praw autorskich, które ograniczają jej Sztukę. Jeśli Madonna jest dla ciebie modelem, to nie popierasz artystów, a popierasz monopolistów. Jeśli twój mechanizm “wynagradzania” artystów wymaga, aby zostali monopolistami, a potem, jak to monopoliści, rozrastali się i rozbudowywali swoje monopole, to jesteś orędownikiem monopoli, a nie Sztuki.
Sztuka to nie towar, to jest dar. Jeśli chcesz produkować towary, negocjuj ich cenę z góry. Sztuka tworzona jest z inicjatywy artysty. W przeciwnym razie, to jedynie praca zlecona, która w oczywisty sposób i tak wynagradza pracownika. Ale zazwyczaj zleceniodawca to korporacja albo grupa inwestycyjna, która spodziewa się monopolistycznych przychodów ze swej inwestycji. Dlatego też popieranie praw autorskich to przysługa na rzecz utrzymania oligarchii, której elity są jednocześnie głównymi patronami współczesnej sztuki. To jak wspieranie monarchii, bo królowe i królowie są patronami artystów.
Może trudno to zaakceptować, ale wielu artystów, którzy twierdzą, że chcą jedynie jeść i mieć gdzie mieszkać, kłamie (być może okłamują i siebie). Większość artystów nie chce jedynie zarobić na życie – chcą wygrać na loterii. Zasugeruj większości filmowców czy muzyków, że “sukces” to jakieś 75 tysięcy dolarów rocznie, a od razu zaczną kręcić nosem. To nazywasz wygraną? Przecież im chodzi wyłącznie o grube miliony, kochanie. Jeśli oznacza to, że muszą pracować w innym zawodzie i pozostawać nieznanymi, to niech tak będzie. Miliony muszą klepać biedę, aby jeden został bogaty. Godzą się na spędzenie pewnego czasu jako biedacy, aby jednego dnia zostać bogaczami na koszt innych. Myślą, że nadejdzie ich czas.
Radzę im zagrać w kompletnie inną grę, gdyż loteria to podatek od tych, którzy są słabi w liczeniu. Ale ten rodzaj artystów woli bardziej grać na loterii niż sprawić, aby ich sztuka dotarła do ludzi.
Nie chcę tu sugerować, że wszyscy artyści mają takie podejście. Są także tacy, którzy zadowolą się jedynie zarobkiem na życie, co jest dobre, gdyż jest rozsądnym oczekiwaniem nawet w przypadku bardzo utalentowanego artysty. Problem w tym, że dyskusja o prawach autorskich zdominowana jest przez podejście loteryjne, co oznacza, że gdy ludzie mówią “Artyści powinni być wynagradzani za swą pracę”, to naprawdę oznacza to, że “Sztuka powinna być objęta monopolem, aby niektórzy Artyści mieli malutką szanse na zostanie kiedyś bogaczami”.
Najlepszy sposobem, aby sztuka “konkurowała” na “wolnym rynku” jest swobodny jej przepływ. Internet sprawia, że artysta może bardzo łatwo przedstawić swoje prace publiczności. Sprawia także, że publiczność może łatwo odwdzięczyć się za ten dar. Dawanie jest całkiem odmienne od płacenia czy ulegania wymuszeniu. Pieniądze ofiarowane różnią się od pieniędzy wymuszonych. To jest dobrowolna, swobodna transakcja.
Nie każdemu spodoba się każde dzieło sztuki. Nie chcę, aby ludzie, którym dzieło się nie spodobało, byli zobligowani do zapłaty za nie. Pewne dzieła, które mnie urażają, wzbudzają odrazę, czy nudzą, nie zachęcają mnie do wynagradzanie ich twórców. Ale dzieła, które mnie poruszają i inspirują, jednocześnie zachęcają mnie do wspierania ich autorów. Jestem poruszona przez uczucia Artysty i chcę zaoferować coś w zamian. Pieniądze to rozwiązanie oczywiste: Artysta może z pewnością z nich skorzystać. Ale nie zawsze jest to właściwy wybór. Wiele utworów Beatlesów mnie porusza, ale nie zachęca mnie to wysłania czeku Paulowi McCartneyowi. Nie potrzeba mu pieniędzy (nie wspominając, że jest prominentnym monopolistą). Jednak pieniądze są prawie zawsze właściwym darem dla nie-bogatego (czytaj: typowego) artysty. Zostaną docenione, a jednocześnie nie są zbyt osobiste, aby były krępujące czy stresujące.
Internet sprawia, że fanom jest łatwo wysyłać artystom pieniądze.
To naprawdę proste. Sztuka konkuruje ze sztuką jedynie na podstawie jakości. Internet pozwala na rozprzestrzenianie jej, docieranie to tylu odbiorców ilu to możliwe. Ci, którym się spodoba, mają do dyspozycji prosty mechanizm odwdzięczenia się Artyście, jeśli poczują potrzebę. Nie każdy poczuje potrzebę, ani nie każdy musi. Nie każdemu musi się wszystko podobać. Nie wszystko może nas poruszyć.
Podsumowując:
Artyści NIE posiadają przyrodzonego prawo do pieniężnego wynagrodzenia z swoją Sztukę. Choć my, jako społeczeństwo, możemy zadecydować, że chcemy wspierać Sztukę. Problem w tym, że 95% Sztuki jest do kitu. Większość z nas nie chce wspierać artystów, którzy są do kitu, ani nie chce pozwalać rządowym komisjom decydować, co jest warte wspierania, a co nie. Nie przyznany mi grant NYSCA i towarzyszące temu komentarze nauczyły mnie, aby już nigdy nie ufać rządowym agencjom do spraw sztuki. Chętnie przyjmę od nich pieniądze, ale dobrze zdaję sobie sprawę, że nie są oni dostatecznie kompetentni, aby oddzielać ziarno od plew.
Najlepszy sposobem, w jaki społeczeństwo może wspierać Sztukę, jest pozwolenie, aby Sztuka swobodnie się rozprzestrzeniała, oraz zachęcanie, aby przekazywać pieniądze bezpośrednio artystom. Co i tak wydaje się najbardziej naturalnym sposobem dla wielu ludzi, a dodatkowo nie narusza wolności innych.
Autorką tego artykułu jest Nina Paley. Tłumaczenie tekstu wykonał Maciej Miąsik (artykuł wcześniej opublikowany został na blogu autora oraz w oryginale na stronie QuestionCopyright. Artykuł dostępny jest w domenie publicznej, tłumaczenie natomiast opublikowane zostało na licencji Creative Commons BY 2.5 PL.
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
301 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.


Ciekawy tekst, jestem w stanie podpisac sie pod nim wszystkimi konczynami. Kopirajt to swego rodzaju monopol, a monopole jak wiemy sa zle. Aha, sam cos tam moze i tworze i nie uwazam, ze 'kopiowanie' mozna porownac z kradzieza samochodu (taka lubiana przez niektorych analogia
).
W końcu muzyka, to muzyka, a utwór, to utwór. Nie można porównać skopiowania jakiegoś krążka z kradzieżą muzyki. Nie można powiedzieć, że skopiowanie binariów, to kradzież programu.
Skoro rozróżniamy, prócz własności zwyczajnej, także własność intelektualną, a własności intelektualnej chcemy przypisać wszelkie przymioty własności tradycyjnej, to np. Ubuntu należy do własności intelektualnej. Kradzież Ubuntu, to nie skopiowanie krążka, lecz podpisanie się pod tym dziełem swoim nazwiskiem czy opatentowanie kodu Ubuntu, albo też włączenie kodu Ubuntu do jakiegoś zamkniętego projektu(w końcu odróżniamy własność intelektualną od własnośc tradycyjnej, więc Ubuntu nie można ukraść w sposób tradycyjny, jednak można go też ukraść).
Jest to logiczne, a mi powoli nudzi się tłumaczenie tego. Co człowieka nauczą w szkole(skopiowanie płytki, to kradzież, a kradzież jest dobra), to ten człowiek do końca życia będzie to wyznawać. Mi, jak już wspomniałem, znudziło się tłumaczenie.
Ekonomiczny analfabetyzm na tym forum się szerzy.
Nie, nie wiemy.
Przeciwnie, monopole są często bardzo pożyteczne. Weź dowolny podręcznik dla I roku i znajdź hasło "monopol naturalny".
Kopiowanie można porównać do jazdy komunikacją na gapę czy nieopłaconego wejścia na koncert. Od jednego takiego przypadku dostawca nie zbiednieje.
Ale jeśli zrobią tak wszyscy, zdechnie z głodu.
Tak naprawdę osoby kopiujące okradają tak autora, jak i wszystkich fanów, którzy na niego się zrzucają.
"Ekonomiczny analfabetyzm na tym forum się szerzy."
Racja, szerzą go różni zwolennicy monopoli próbujący (dzisiaj już na szczęście bezskutecznie) ukryć przed ludźmi fakt, iż monopole jako takie maja TYLKO negatywne cechy wynikające z braku konkurencji takie jak wysoka cena, niska jakość, w dalszej konsekwencji ich obowiązywania zapóźnienie technologiczne.
I prosta podpowiedź: jednym naturalnym monopol jest państwo jako realizujące wyłączne władztwo nad danym terytorium.
Wszelkie inne "naturalne monopole" to tylko zaszłości z czasów, gdy wierzono, że "monopole są pożyteczne".
Najlepszy przykładem są np. różne sieci przesyłowe, które kiedyś miały być podstawowym przykładem monopoli naturalnych, a dziś widać, że przy włączeniu WIELU podmiotów w ich zarządzanie, rozbudowę i wykorzystywanie, możliwe jest zaistnienie konkurencji.
Naszym, polskim, słabym przykładem(bo przecież tp ciągle jest właścicielem większości sieci, dzięki takiej a nie innej decyzji prywatyzacyjnej) jest możliwość korzystania z usług innych dostawców Internetu na łączach naszego monopolisty.
mby: "monopole jako takie maja TYLKO negatywne cechy wynikające z braku konkurencji"
W tych segmentach rynku gdzie nie ma co marzyć choćby o zbliżeniu się do symetrii informacji monopol może być efektywniejszy niż wolny rynek. Może też być korzystniejszy dla klientów, wystarczy choćby porównać opiekę zdrowotną w Europie Zachodniej i USA.
"Najlepszy przykładem są np. różne sieci przesyłowe, które kiedyś miały być podstawowym przykładem monopoli naturalnych (…) Naszym, polskim, słabym przykładem(…) jest możliwość korzystania z usług innych dostawców Internetu na łączach naszego monopolisty. "
To rzeczywiście dobry przykład: te sieci to rzeczywiście są monopole naturalne a zaistnienie konkurencji, które opisujesz jest możliwe tylko dzięki przymuszeniu przez państwo właściciela sieci przesyłowej do działania wbrew własnemu interesowi ekonomicznemu. W warunkach wolnorynkowych, bez tego przymusu byś miał coś a la wodociągi w Boliwii.
Weźmy takiego iPhona. Dzieło sztuki (projektowanie inżynierskie jest dziedziną sztuki). Apple powinien dawać go za darmo. A ja się zastanowię, czy zapłacę, czy nie. Eee… nie… to się nie trzyma kupy. A patrząc na takie dziedziny jak malarstwo, czy rzeźbiarstwo, gdzie kupuje się monopol bez jakichś ograniczeń prawnych, to już w ogóle traci sens. Poza tym pojawia się kolejna kwestia. Komu należy płacić pieniążki, jeśli dzieło mi się podoba, wydawcy, czy autorowi? Pewnie autorowi. A co z tego będzie miał wydawca? Pewnie nałoży marże. A jaką nakłada się marżę? Wysoką! Konkurencja wtedy zbija marżę. Ale nie za szybko, bo każdy chce zarobić. A gdy trzeba płacić za książkę, to trudno płacić jeszcze autorowi. Pewnie znalazłoby się jeszcze mnóstwo takich dziwnych problemów w tym toku rozumowania. Mój ulubiony to spostrzeżenie "popyt napędza podaż". Co w dzisiejszych czasach jest bzdurą. Dziś tworzy się produkty, które ludzie będą chcieli (ale jeszcze o nich nie wiedzą). Tak działa dziś cały biznes. Od sztuki po jogurty.
Co do tego iPhone'a – sztuką jest jego zaprojektowanie a nie masowa produkcja. Apple nie może "dawać" ich za darmo, chociażby dlatego że musi za coś kupić potrzebne materiały. O ile można dyskutować o zasadności płacenia za stworzenie dzieła, o tyle (IMO) bezsprzeczne jest że należy ponieść co najmniej koszt użytych materiałów.
Odnosząc to do przykładu malarstwa: nie wiem czy zapłacić za malowanie, natomiast na pewno muszę zapłacić za płótno i farby.
"sztuką jest jego zaprojektowanie a nie masowa produkcja"
Zgadzam się, ale sam projekt nie jest sztuką. Sztuką jest produkt. A czy wynik masowej (iPhone) produkcji różni się od produkcji produktu jednostkowego (identyczny iPhone). Chyba nie. Jeśli mielibyśmy sprzedawać po cenie materiałów. To kto by to produkował i kto by to projektował? Ludzie dobrej woli? Wątpię, do tego trzeba mieć kwalifikacje (a o te bardzo trudno).
"Odnosząc to do przykładu malarstwa: nie wiem czy zapłacić za malowanie, natomiast na pewno muszę zapłacić za płótno i farby."
Ale przyznaj sam, nie zapłacisz złamanego grosza za płótno i farby. Zapłacisz za efekt pomalowania płótna farbami.
Artykuł poddaje w wątpliwość sens płacenia twórcom za ich sztukę. Nie chcę podejmować na temat dyskusji, jako że nie mam jeszcze wyrobionego zdania w tej sprawie. Chcę natomiast zwrócić uwagę, że do stworzenia dzieła (dowolnego) artysta potrzebował materiałów, których koszt powinien zostać mu zwrócony gdy ktoś "zabiera" dzieło.
iPhone to rzecz materialna. Artykuł jest o "rzeczach" niematerialnych. Porównanie nie ma więc większego sensu.
A dylemat z wydawcą jest wydumany. W erze bez copyrightu nie będzie wydawców, bo przestaną być potrzebni skoro sztuka będzie powszechnie dostępna. Wynagradzać więc możemy twórcę i tylko jego.
Sztuka ma się do biznesu jak pięść do oka.
Niemniej wzornictwo przemysłowe jest dziedziną sztuki. Rozumiem, że każdy ma prawo skopiować sobie wygląd, sposób obsługi itd. iPhone'a. Apple ma prawo tylko dostawać kasę za montaż, którego nie robi.
To samo tyczyć się będzie innych rozwiązań software'owych (płacimy tylko za implementację). W takiej sytuacji Apple momentalnie znika z rynku. Pytanie za 100 punktów: jaki interes będzie miał chiński producent, by wykładać ciężką kasę w badania użytkowalności i rozwój produktu, skoro każdy będzie mógł go skopiować?
Dylemat z wydawcą – nie jest taki wydumany. Nie każdy twórca będzie chciał/potrafił być wydawcą.
W dodatku masowe będzie piracenie sztuki (zwykłe podróbki obrazów, rzeźb itd., o muzyce czy literaturze nie mówiąc).
Jako współtwórca tzw. sztuki wyższej śmiało mogę powiedzieć, że jesteś w błędzie.
Pozdrawiam,
a.m.
Artykuł nie mówi nic o wzornictwie przemysłowym, a nie chcę się wypowiadać za autorkę (czy uważa to za sztukę czy nie). Wnioskując jednak po sposobie rozumowania naszkicowanym w tekście, wydaje mi się, że wyłączność na tworzenie urządzeń mających design iPhone'a Nina nazwałaby monopolem i byłaby przeciw.
Nie mówię, że sztuki nie można sprzedawać (na sztuki zresztą), tylko tłumaczę artykuł, którego jedna z tez jest taka, że cele tworzenia sztuki są rozbieżne z celami robienia biznesu.
Ja mam taki wydumany pomysł:
Dodajmy do projektu Rep-Rap możliwość wypalania obwodów scalonych. Następnie otwórzmy stronę internetową, gdzie będziemy publikować własne wzory, a każdy będzie mógł nam wpłacić darowiznę. Myślicie, że na tym nie można zarobić?
> Dodajmy do projektu Rep-Rap możliwość wypalania obwodów scalonych.
opencores.org. A teraz idź i popytaj tamtejszych twórców ile na tym zarobili
"Nie mówię, że sztuki nie można sprzedawać (na sztuki zresztą), tylko tłumaczę artykuł, którego jedna z tez jest taka, że cele tworzenia sztuki są rozbieżne z celami robienia biznesu."
Bzdura. Jeszcze dziś pamiętam artykuł, w którym pytano jednego z polskich reżyserów, dlaczego wybrał taki zawód. Odpowiedź mnie zaskoczyła – "Bo można się szybko dorobić dużych pieniędzy". Jego film się ponoć podobał, więc jednak można tworzyć sztukę dla pieniędzy.
"A dylemat z wydawcą jest wydumany. W erze bez copyrightu nie będzie wydawców, bo przestaną być potrzebni skoro sztuka będzie powszechnie dostępna. Wynagradzać więc możemy twórcę i tylko jego."
W świecie wolnej kultury książka się sama wydrukuje, sama zaprojektuje sobie okładkę i sama się przetłumaczy? Wątpię.
Chodzi o rozpowszechnianie drogą internetową.
Sfera internetowa? Tu również potrzebna będzie dystrybucja. Wyspecjalizowane strony do wyszukiwania i udostępniania książek. Te niekoniecznie będą płacić autorom, za to będą żyć z reklamy, która napędzana jest pracą innych. Więcej, w internecie łatwiej będzie o powstawanie monopoli na dystrybucję. W takim wypadku strony nawet jeśli miałyby płacić autorom (kwestie marketingowe) to będą to ochłapy ze stołu pańskiego.
@michuk
"W erze bez copyrightu nie będzie wydawców, bo przestaną być potrzebni skoro sztuka będzie powszechnie dostępna. Wynagradzać więc możemy twórcę i tylko jego."
W erze bez copyrightu poziom (jakosciowy i ilosciowy) sztuki bedzie taki jak w krajach socjalistycznych. 2 rodzynki na krzyz i to te finansowane przez panstwo/mecenasa. Fakt, w terazniejszej Polsce nie jest lepiej, ale przeciez praw tworcow sie tu nie respektuje/egzekwuje to jak ma byc inaczej?
Tzn., że nie możesz wykorzystać darowanej obudowy od iPhona do skonstruowania własnego telefonu?
O_o a od kiedy za patrzenie na iPhone Apple kaze ci placic? albo za zrobienie mu zdjecia?
Ten artykuł to intelektualna mielizna. W dodatku słabo napisana, bo autorka uporczywie co krok zaprzecza sama sobie i nie wie do końca o czym pisze.
Na wstępie blogerka zaznacza, że artyści nie powinni być wynagradzani za swoją sztukę (o.O) a całość kończy się tym, że społeczeństwo powinno wspierać artystę płacąc mu bezpośrednio za sztukę.
Niechże się autorka zdecyduje.
Teza za wstępu – płacimy nie za sztukę (czytaj efekt) a za pracę, to socjalizm utopijny w czystym wydaniu ("każdemu wedle możliwości, każdy według potrzeb").
Niestety autorka pomija milczeniem fakt, że taki model gospodarzenia się w historii nie sprawdził. Być może dałoby się temu zaradzić – niestety w tej utopijnej wizji nie widzę żadnej recepty.
Z historii znamy już ustroje, w których dziarski chłoporobotnik był z góry lepszy od jakiegoś tam inteligenta, a wkład w pracę mierzyło się liczbą położonych cegieł, a nie jakimiś tam wynalazkami.
Ja do tamtych czasów wracać nie chcę.
Nie zamierzam też być "Jankiem Muzykantem". Bzdury o "Muzie" i "cierpiących artystach" niech sobie autorka wsadzi głęboko w tyłek. Normalni ludzie chcą dobrze żyć.
Autorka ignoruje też fakt, że ostatecznie ktoś musi zadecydować komu i ile płacić. Jeśli pieniądze ma otrzymywać każdy "artysta" niezależnie od dokonań, to nagle "artystami" zostanie połowa społeczeństwa, z osiedlowymi pijakami na czele. Jeśli zaś, jak chce autorka, decydować ma jakość sztuki – to de facto płacić będziemy właśnie za sztukę i powielamy obecny model.
Autorka więc sama do końca nie wie, o co jej właściwie chodzi. Najpierw stawia na socjalistyczną utopię (patrz passus "Wiele utworów Beatlesów mnie porusza, ale nie zachęca mnie to wysłania czeku Paulowi McCartneyowi. Nie potrzeba mu pieniędzy (…)" – czyli "nie płacę lepszemu, tylko biednemu".
Obraża też się na rzeczywistość i upodobania milionów ludzi.
Potem autorka sprzeciwia się urawniłowce, państwowym dotacjom i ciałom eksperckim (zapewne zarówno pod postacią ostatnich pomysłów lewackich środowisk twórców w Polsce – takich jak powielanie Instytutu Kinematografii – jak i np. działalności muzeów i filharmonii narodowych…)
Na końcu autorka postuluje wolny rynek bez ochrony prawnej dla twórców. A więc coś w rodzaju mecenatu.
Załóżmy, że to (obok powrotu do społeczności pierwotnej) jest celem autorki. Niestety autorka ignoruje fakt, że w tym modelu:
1. Powszechny będzie efekt gapowicza (większość za sztukę nie zapłaci)
2. Powszechna będzie komercjalizacja i przywłaszczanie sobie cudzego dorobku
3. Gwałtownie przeobrazi się sztuka "niska" – zostanie zredukowana i pozostanie utylitarna, choć w inny, bardziej partykularny sposób
4. Sztuka wysoka będzie w jeszcze większym zaniku i jeszcze bardziej "dworska"
5. Szeroka sztuka oddolna nie powstanie bez wsparcia w edukacji itp.
Z pewnością zmniejszy się strumień środków przeznaczonych na sztukę. Przemysł rozrywkowy i instytucje jakie znamy praktycznie znikną.
Bez głębokich zmian mentalnościowych *najpierw* tego nie widzę.
Tyle na prędko, bo tu trzebaby napisać esej, tylko lepszy i szerszy od tego komentowanego.
Na koniec przepraszam, że nie byłem przeczytać całego bełkotu panienki Niny i czytałem po łebkach. Nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy mam do czynienia z takim kretynizmem. Proszę o mądrzejsze artykułu tutaj.
Ależ skąd. Nic takiego nie zakłada. Autorka pisze jedynie, że artyści nie posiadają "przyrodzonego prawa do pieniężnego wynagrodzenia z swoją Sztukę".
Oczywiście. Ale nie pod przymusem, tylko wtedy kiedy faktycznie mają na to ochotę.
Reszty Twojego komentarza już nie czytałem, gdyż jak widzę został on napisany po pobieżnym zapoznaniu się z tekstem (i chyba bez zrozumienia jego idei).
No nie wiem. Pani najpierw definiuje sztukę, później jasno stwierdza, że nie wolno brać za nią pieniędzy.
wudać to w cytacie "SZTUKĘ negocjuje się z MUZĄ. “Zapłatą” jest ŻYCIE. PRACĘ negocjuje się z PRACODAWCĄ. Zapłatą są PIENIĄDZE."
To o czym ty piszesz jest oczywiste i powszechne.
Obawiasz się o swój kawałek tortu?
http://prawo.vagla.pl/node/7220
Polecam koniec tekstu Vagli, będący cytatem z naszego prawa autorskiego:
Zatem tak, sądzę że nawet osiedlowy pijak może być wielkim artystą. Czy może jednak trzeba mieć jakieś szczególne pochodzenie?
"Dworskość" sztuki to właśnie dzisiejsza dominacja wydawców. Tak jak przed wiekami władca, tak dziś różne "organizacje" decydują kto, kiedy, gdzie i ile za dostęp do artysty ma płacić oraz ile z tego otrzyma artysta. Moim zdaniem te organizacje są po prostu nowszą, bardziej zinstytucjonalizowaną, bardziej zasymilowaną ze strukturami państwowymi formą mecenatu ale także, a może przede wszystkim – anachronizmem.
zajrzyj na Youtube. juz sie stalo.
Cały czas czekam na publikację mojego długiego komentarza. :]
Już.
Moja zasada jest prosta – Jeśli ebook który przeczytam , film który zobacze okaze się dobry to go kupie .
Podobnie jest z koncertami czy cdkami .
Nie kupie kota w worku
Jak ktoś stworzy coś dobrego to nie musi się bać że abraknie chętnych na zakup jego produktu
W przypadku sztuki trochę trudniej jest określić, co jest "dobre". Takie podejście wyklucza niemal całkowicie tzw. sztukę "wysoką", która ma małą grupę odbiorców. W takim wypadku, nawet gdyby każdy z nich zapłacił, artysta nie miałby szans się z tego utrzymać.
Moja zasada jest prosta. Jeżeli smakuje mi obiad w restauracji – to za niego zapłacę. Zresztą co ja tu stosuję reductio ad absurdum, autor sam mnie wyręczył pisząc "Podobnie jest z koncertami".
Toż to jakaś paranoja. Jeżeli książka, którą przeczytam mi się nie spodoba, opycham ją na allegro czy w antykwariacie. Tak powinno być.
krzabr: zgadzam sie. rzadko zdarza sie album, ktory w 100% jest dobry.
zaplacilbym spokojnie po $50 Metallice i Slayerowi za skladanki, po
15-20 dobrych wg mnie kawalkow z roznych ich albumow. a tak — jak
tylko dostalem prace, kupilem jedna plyte Metalliki, na ktorej mam
75% dobrych utworow… 45 zl, ile z tego dostanie Ulrich, ktory ma
$80 000 000 i kolekcjonuje obrazy? nie wiem, Vertigo (o ile istnieje,
albo ktokolwiek, kto ich przejal) dostanie duzo.
Tekst ciekawy, ale realne zastosowanie bardzo odległe. Problemów z wprowadzeniem czegoś takiego jest cała masa i ze sztuką nie związanych.
Zresztą sztuka i przemysł to dwa różne światy – jeśli odbiorca zacznie je odróżniać wtedy będzie można o czymś rozmawiać.
Bardzo ciekawa dyskusja w dobie, gdy korporacje chcą, aby z pieniędzy publicznych lub z dorobku innych artystów, artyści mieli wypłacaną emeryturę. To jest zwyczajne żerowanie na dorobku innych i jawne wprowadzanie komunizmu(tzn. odpowiednika polskiej instytucji ubezpieczeń społecznych). Pokazuje to jasno, iż korporacje/mafie próbują stworzyć fałszywy obraz świata w głowie ogromnej szerzy ludzi, a także samych artystów. Dobrym przykładem są ostatnie wydarzenia związane z Google. Wiele podnoszono lamnetów(wielkie gwiazdy, jak również korporacje o tym wspominały), iż internet, to śmierć dla sztuki, nie można udostępniać własnych utworów w internecie, bo nie można na tym zarobić, itd. Co dziś się okazuje? Że wszystkie te korporacje kłamały. Przyszło Google z walizką grubej gotówki, a już korporacje chcą wyrwać dzieła z rąk artystów, by bez ich wiedzy, rzucić je w paszczę Google. Jak się okazało, to tzw. sztuka może w internecie zarobić. W każdym razie artykuł ukazuje wiele prawdy o obecnych relacjach artysta-wydawca, komu służą tzw. 'prawa autorskie', itd. Wraz ze wzrostem technologii, ułatwieniem w przepływie informacji, artysta może w końcu zarabiać. Pokazuje to historia wielu zespołów, które zdecydowały się opublikować swoje utwory w internecie za darmo. Czy jednak pozolimy mafią nadal blokować postęp. Dla przemyśleń przypomnę, że twórcy Hollywood, telewizji kablowych, a także wielu innych rzeczy, też byli nazywani piratami. W dobie, gdy Hollywood samo rozszerza pojęcie piractwo nikomu nie chce się wierzyć, że kiedyś twórcy tych wszystkich firm sami byli tak określani przez tamtejszych oligarchów.
Zwrócę tylko uwagę, że prawo autorskie jest nam potrzebne, jednak nie w takiej postaci, jak obecnie. Zwrócę uwagę, że (O zgrozo!) obozy, które walczyły z ucieczką naszej cywilizacji od dorobku prawnego naszych przodków, tzn. np. tak zwanej domeny publicznej, same zaczęły honorować pewne elementy 'prawa autorskiego'. Gdyby nie one, to wielkie korporacje włączyłyby ich dzieła do swojego kanonu, właściwie pozbawiając twórców praw do nich(nie byłoby, że osoba A stworzyła utwor B, tylko firma C stworzyła utwór D). Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby programy na GNU/GPL były objęte jakąś licencją akademicką? Prawdopodobnie wielu ludzi korzystałoby dzisiaj z WinTUX 1000.11.1(za TUX proszę wstawić dowolny inny wyraz
). Twórcy tych wszystkich narzędzi nie dostaliby nawet symbolicznego uścisku dłoni, bo oficjalnie to wszystko wydał jakiś wielki moloch.
Proszę zwrócić więc uwagę, że niektóre regulacje w prawie autorskim są nam, społeczeństwu potrzebne. Inaczej artysta nigdy nie dostałby wynagrodzenia, bo zostałby okradziony przez tych, którzy oficjalnie bronią artystów. Poza tym, to dla poserzenia horyzontów myślowych, normalny człowiek powinien móc dotrzeć do wydawcy pierwowzoru, by nie dochodziło do dezinformacji społecznej.
Dziwi mnie tylko czemu na ebayu często płyty są tańsze z przesyłką do polski, a nie zarabiamu tu kokosów…I kto tu nas przerabia w tym kraju hm
O, i to jest prawdziwy problem. Dlaczego u nas nie ma porządnych cen i porządnej dostępności muzyki i filmu? W dobie internetu wydaje się to nie do pomyślenia.
Co to ma wspólnego z tym artykułem?
Elektronika też jest w Polsce droższa. To też spisek HP, Apple i Sony?
Elektronika to dobro materialne, które trudniej się dystrybuuje niż muzykę, czy film. Te go typu dobra wymagają np. magazynowania i transportu. To kosztuje i generuje pośredników, którzy pobierają marżę. Dobra takie jak muzyka, czy film w dobie internetu nie są obciążone tymi kosztami.
Problem w tym vries, że pisaliście o *płytach* – a więc o jak najbardziej fizycznym nośniku materiałów audio-video.
Nośnik taki trzeba dystrybuować całkiem fizycznie, co rodzi dodatkowe koszty. Do tego mniejsza skala biznesu i postrzeganie Polski jako kraju co najmniej B robią swoje.
I to jest przyczyna dużej części różnic cenowych. Reszta to cło i VAT (ponadto podając ceny USA zazwyczaj pomija się Sales Tax, który jednak się płaci).
I tak, podzielam pogląd, że płyty są w Polsce zbyt drogie i krew mnie zalała gdy zobaczyłem w USA ile tam kosztują nowości płytowe i jak to się ma do ich zarobków. Tam naprawdę kupno kompaktu to kwestia 1-1,5h najprostszej pracy (choć pomijając ryczałtowane podatki), zarobić nietrudno.
Zauważ, że czasem dystrybutorzy próbują coś z tym zrobić (akcje typu "polska cena" – nieśmiały odpowiednik postępowania z rynku ukraińskiego czy chińskiego). Dystrybutorzy muszą jednak wykombinować jak zapobiec redystrybucji do Europy zachodniej, a do tego musi im się chcieć :/ (pamiętam, jak próbowałem się umówić na większą sprzedaż bezpośrednio od dystrybutora by pominąć marżę – zostałem olany bo przecież "każdy trendi" sobie kupi w Empiku).
Niestety, ludzie są ludźmi a handel detaliczny w Polsce jest jeszcze mniej doświadczony niż w USA. Na razie koło się zamyka: płyty są drogie, bo "dzieciaki i tak ściągną z Internetu" a oryginalna płyta CD jest bardziej symbolem statusu i deklaracją ideową (właśnie takim dobrowolnym datkiem z artykułu) niż zwyczajnym kupnem rozrywki.
Długo by pisać…
Pozdrowionka.
Skoro jesteśmy przy cenach płyt… Kiedy zaczynałem przygodę z muzyką, można ją było dostać w formie kasety, która kosztowała ok 20 PLN lub płyty CD, kosztującej około podówczas 50 PLN. Zawsze mnie zastanawiało skąd się wzięła różnica w cenie – szczególnie że słyszałem, że wytworzenie kasety droższe było od wytworzenia płyty CD…
Moim zdaniem straszną głupotą po wycofaniu kaset było niezastąpienie ich niczym innym, czego skutki widać teraz.
ha, tez mialem kasety. oddalem kolezance, a po 10 latach wrocilem
do tej muzyki. sciagnalem wszystko co mialem, bo lubie stary metal,
a nowego nie trawie. mam czyste sumienie (w tej kwestii).
Autorka popełnia szereg błędów logicznych, które całkowicie dyskwalifikują jej wypociny.
> Domaganie się zapłaty po dobrowolnym wykonaniu pracy na własnych warunkach – to już jest wymuszenie. [...] Popatrzmy na człowieka myjącego szyby samochodom na skrzyżowaniu. Nieproszony przeciera szyby, a potem domaga się zapłaty.
Czy autorka jest w stanie wskazać trzy przypadki, kiedy artysta wymusił na niej odbiór dzieła, a następnie ex post zażądał zapłaty, podobnie jak myjący szyby na skrzyżowaniu? Oczywiście, że nie jest, bo odbiór dóbr kultury jest jak najbardziej dobrowolny. Autorka ma wybór czy chce słuchać muzyki czy nie, czy czytać książki czy nie itd. Jedyna sytuacja gdzie takie coś ma miejsce, to kwestia opłat na ZAiKS pobieranych od czystych nośników.
> Jeśli artyści [...] powinni wynegegocjować wynagrodzenie zanim podejmą się wykonania pracy
Finansowanie ex ante (zwane pospolicie mecentem), którego zwolenniczką jest autorka, ma jedną istotną wadę: zmusza artystę do realizacji linii politycznej zleceniodawcy. W obecnym systemie z finansowaniem ex post (należności z praw autorskich) można całkiem dobrze utrzymywać się z pisania rzeczy niewygodnych możnym — vide Waldemar Łysiak albo Korwin-Mikke. System mecenatu, w szczególności państwowego, to nic innego jak cenzura prewencyjna — patrz losy Bułchakowa. Problem ten dostrzegł już w XIX wieku Victor Hugo i był to jeden z głównych argumentów na rzecz wprowadzenia praw autorskich (droit d'auteur). Oczywiście, autorka nie ma o tym pojęcia, bo w anglosaskiej tradycji prawnej nie ma pojęcia praw autorskich, tylko są prawa do kopiowania (copyright).
> Czyż sztuka nie jest bezcenna? Jak ustala się, co ile jest warte? Moglibyśmy pozwolić ustalić to rynkowi.
Demagogia. Sztuka wyceniana jest jak najbardziej mechanizmami rynkowymi. Vide ceny jakie na aukcjach osiągnęło "dzieło artystyczne" Manzoniego pt. "Merda d'artista". Niechże mi autorka znajdzie kogoś, kto zasponsorowałby stworzenie czegoś takiego…
> To mogłoby zadziałać, GDYBYŚMY POZBYLI SIĘ MONOPOLI.
Hasło monopolu jest chwytliwe, tylko nieprawidłowo używane. Otóż: autorka rozpacza nad monopolem Paul McCartneya. Niechże autorka weźmie sobie prawo antymonopolowe i zdefiniuje w jakim segmencie rynku McCartney ma ten monopol. Muzyka? Hm, nie, bo są inne gatunki muzyki. Muzyka rozrywkowa? No, też nie, bo jest jeszcze Madonna i Britney Spears. Angielska muzyka rozrywkowa? Ciężko, bo tam jest masę zespołów od Oasis do Motorhead. Muzyka zespołów czterosobowych, złożonych z wokalu, gitary i perkusji? No zaraz, przecież to standardowy układ jest, stosowany przez wszystkie takie zespoły, od Queen począwszy, a na Metallice skończywszy, i jakoś nie słyszałem, aby McCartney oskarżał ich o plagiat… Wychodzi więc na to, że Paul McCartney ma monopol na rynku… piosenek napisanych przez Paula MacCartneya. Tak, to jest to! Wow! No normalnie pozycja dominująca niczym Microsoftu albo TPSA… Podzielić! Znacjonalizować!
> Zasugeruj większości filmowców czy muzyków, że “sukces” to jakieś 75 tysięcy dolarów rocznie, a od razu zaczną kręcić nosem.
No więc właśnie, dla większości artystów 75 tys. dolarów rocznie, to są bardzo przyzwoite pieniądze. Ale autorka uparła się na postrzeganie rzeczywiśtości przez pryzmat 0.01% najlepiej zarabiających… Polecam otworzyć Wikipedię i zapoznać się z nazwiskiem Pareto. Może pomoże, choć wątpię.
> Nie przyznany mi grant NYSCA i towarzyszące temu komentarze nauczyły mnie, aby już nigdy nie ufać rządowym agencjom do spraw sztuki.
A tu cię boli! Tylko jak zlikwidujemy prawa autorskie, to głównym źródłem utrzymania artystów będzie właśnie mecenat — państwowy albo prywatny. I wtedy to ludzie bez kwalifikacji (jak stwierdza sama autorka) będą decydować o tym jakie dzieło ma powstać, a jakie nie… Zaprawdę, postęp.
Reasumując: stek bzdur, ale zgodny z linią ideologiczną serwisu!
krzy3 "Hasło monopolu jest chwytliwe, tylko nieprawidłowo używane."
Słusznie, to jest szersze zjawisko, którego monopol jest jednym z przypadków ekstremalnych. Zjawisko to nazywa się władza.
Ta zaś należy do uzależnień.
Ja piractwo rozumiem nieco inaczej. Dla mnie jest to nawet coś pozytywnego.
Wyobraźmy sobie, że nagle zniknęło piractwo całkowicie. Nikt nie sciąga muzyki ani programów z nielegalnych źródeł. Czy w takim wypadku np photoshop byłby tak popularny? 4000PLN za jeden program mieszczacy się na 1 płycie CD to powiedzmy dwie pensje przeciętnego użytkownika. W związku z tym mało kto umiałby go obsługiwać, a ludzie, którzy po prostu lubią bawić się w retusz zdjęć korzystaliby z darmowych alernatyw- więcej osób obsługiwałoby GIMPa, a ponieważ dla pracodawcy jest obojętne w jakim programie osiągnie się taki sam efekt- graficy w firmach obsługiwaliby GIMPa. Tym samym photoshop byłby produktem marginalnym. Analogicznie byłoby z systemami operacyjnymi i innymi programami użytkowymi. A co do muzyki… Myślicie, że ci co sciągają muzykę z neta kupiliby płytę, gdyby nie mieli innej możliwości?
ok: "Myślicie, że ci co sciągają muzykę z neta kupiliby płytę, gdyby nie mieli innej możliwości?"
Gdzie byłeś jak w Szwecji po wprowadzeniu przepisów antypirackich sprzedaż wzrosła prawie dwukrotnie? Pewnie na torrentach…
to mógł być krótkotrwały efekt spowodowany nagłym zniknięciem możliwości łatwego ściągania, ludzie mogli pójść do sklepu po to co zamierzali ściągnąć, ale sądzę że po paru nietrafionych zakupach 'w ciemno' poziom sprzedaży może spaść poniżej referencyjnego (sprzed wprowadzenia ograniczeń w ściąganiu)
strug: "to mógł być krótkotrwały efekt spowodowany nagłym zniknięciem możliwości łatwego ściągania, ludzie mogli pójść do sklepu po to co zamierzali ściągnąć,"
Dość długo jak na krótkotrwały bo sprzedaż jakoś spaść nie chce. Raczej bym się spodziewał dalszych wzrostów po zakończeniu pierwszych procesów.
" ale sądzę że po paru nietrafionych zakupach ‘w ciemno’ poziom sprzedaży może spaść poniżej referencyjnego (sprzed wprowadzenia ograniczeń w ściąganiu)"
No pewnie, bo oni teraz idą do sklepu i z kosza losują trzy płyty do kupienia, albo losowo se klikają w spotify (FTW, przebili w Szwecji iTunes).
Niestety, tzw. twórcy nie są i nie będą (w odróżnieniu od artystów, który zależy najbardziej na tym, aby ich dzieła dotarły do jak największej liczby odbiorców) skorzy do zrzeczenia się monopolu, nie rozumiejąc przy tym, że im twardsze jest ich stanowisko, tym szybciej CAŁY obecny system prawnego monopolu legnie w gruzach.
Na szczęście ich walka została praktycznie przegrana. Toczą oni jeszcze kolejne bitwy, sporo z nich nawet ciągle wygrywają, ale przegrali już walkę o umysły, przede wszystkim umysły młodych ludzi.
I rak samo jak wcześniej upadały stare porządki i zmianie ulegało obowiązujące prawo, tak samo obecnie, gdy pokolenie obecnych 20 i 30 latków zajmą miejsca w ciałach przedstawicielskich i rządach, także ten wielokrotnie reanimowany (ile razy przedłużano okres ochrony zwiększając go do 25, 50, obecna propozycja to 95(tak dziewięćdziesiąt pięć!) lat) reżim upadnie.
Co ciekawe, na zmiany nie będziemy musieli czekać tak bardzo długo, jak miało to miejsce w przypadku innym zmian społecznych (przyznanie równych praw osobom o czarnym kolorze skóry w USA, depenalizacja homoseksualizmu i in.).
Dzięki rozwojowi Internetu dostęp do informacji jest nieporównanie łatwiejszy, a przez to łatwiej jest ludziom jak są OKRADANI przez istniejące monopole.
Powiem szczerze, że tempo zmian zaczyna powoli zadziwiać nawet mnie (a przewidywałem, że pierwsze zmiany mogą być widoczne za ok. 5 lat).
Przy okazji dyskusji nt. Pakietu Telekomunikacyjnego, gdy wydawało się, że zwolennicy monopoli znowu odnieśli zwycięstwo, okazało się nagle, że możliwe jest osiągnięcie porozumienia, które (choć tylko częściowo) ogranicza ich zakusy. Widać nawet w obecny Parlamencie Europejskim zaczynają dostrzegać, jak silny jest opór społeczeństwa wobec dalszego umacniania pozycji monopoli.
Z naszego, polskiego podwórka należy wspomnieć, a właściwie gromko ogłosić (trochę dziwi, że jest o tym tak cicho, biorąc pod uwagę implikacje tego dokumentu) o "Rekomendacji Urzędu Zamówień Publicznych dotyczącej udzielania zamówień na systemy informatyczne", która wskazuje na potrzebę uwzględniania przy organizowaniu przetargów przez podmioty publiczne wymogu przekazania przez podmiot tworzący oprogramowanie praw autorskich (kodów źródłowych), aby dany urząd nie był uzależniony do tego jednego dostawcy.
Jest to dość rewolucyjne stanowisko, jeśli wziąć pod uwagę obecną polska praktykę (że przywołam tutaj tylko ZUS i Płatnika, do którego wszelkie prawa zachował Prokom).
Szerzej jak zwykle u Vagli http://prawo.vagla.pl/node/8717
Jeżeli taka rekomendacja naprawdę powstała, to mamy powód do świętowania.
Bzdura. Caly czas maleje wartosc rzeczy materialnych (mechanizacja wsi, robotyzacja fabryk) a rosnie niematerialnych (pomysl ma wartosc), stad nacisk na ochrone tychze bedzie sie zwiekszal.
@mini : Zgadzam się, co do zachądzących procesów. Jednak… jak pomysł może mieć wartość?
@Sławek: bardzo prosto. Wyobraź sobie dwie osoby na pustyni. Jeden wpada na pomysł, jak zdobyć wodę, a drugi nie. Czy ten pomysł ma wartość?
Nie ma żadnej wartości, bo gdyby obie osoby żadna z tych osób nie wymyśliła go w celach zarobkowych. Zresztą – jak chcesz oszacować wartość/koszty tego pomysłu? Gdyvby wynalazca zrobił wyliczenie zużytego materiału, to można by oszacować wartość. Co do wartości rynkowej, to też nie istnieje, gdyż mamy tylko jednego potencjalnego klienta.
Nieważne w jakim celu go wymyśliła. Also: mylisz wartość z kosztami. Twoim zdaniem Mona Lisa jest warta tyle, co koszt płótna + koszt farb?
Rzeczy są warte tyle, ile ludzie są za nie skłonni zapłacić.
Więc powracając do początku wywodu – sztuka jest warta 0, gdyż nikt za nią nie chce płacić.
@Sławek: takie stwierdzenia obala się wskazując dokładnie jeden kontrprzykład, więc niniejszym wskazuję siebie, a Tobie mówię: kłamiesz.
ufoludek: co do pustyni – jesli zadna z tych osob nie wprowadzi w zycie tego pomyslu – nie jest niczego wart…
dokladnie: rzeczy sa warte tyle, ile ludzie sa sklonni za nie zaplacic. dlatego tez prosze nie mylic rzeczy (dobra materialne) z dobrami niematerialnymi…
btw. prosze rowniez o powstrzymywanie sie z powodowanym jedynie emocjami rzucaniem oskarzeniami w stylu "klamiesz" – do definicji tego slowa chyba nie musze odsylac?
Dlaczego mój post się nie ukazał?
To jest przejaw typowej dla zwolenników "wolnej" kultury arogancji. Autorka artystką nie jest, ale deklaruje, że to ONA wie, co czuje artysta (albo co POWINIEN czuć) i twierdzi, że to nie artyści powinni decydować o tym co robią ze swoimi dziełami, tylko INNI. Bo w końcu artystom nie należy się zapłata za ich sztukę, ale za to sztuka należy się społeczeństwu.
Analogia do pracy jest z kolei przejawem skrajnego niezrozumienia, żeby nie powiedzieć debilizmu. A co, jeśli sam z siebie zacznę na przykład hodować jabłka i potem będę chciał je sprzedać? Nie było negocjacji i umowy, to każdy może dać za nie tyle, ile chce?
I kto ma przyrodzone prawo do wynagrodzenia za cokolwiek?
Dalej, stwierdzenie o kryzysie artystycznym świadczy, że koło sztuki Autorka nawet nie stała.
Ręce opadają, jak się to czyta.
Dla porządku: autorka jest artystką, i to nie od wczoraj. Niedawno została orędowniczką wolnej kultury, po tym, jak za piosenki wykorzystane w filmie "Sita śpiewa bluesa" (stare. z lat 20./30.) chciano od niej prawie ćwierć milionów dolców (ale nie kilka milionów, jak błędnie napisałem wcześniej… przepraszam), przy czym sama stosuje te zasady wobec swojego filmu i planuje uwolnić także swoje wcześniejsze prace:
http://en.wikipedia.org/wiki/Nina_Paley
Właśnie dlatego ten tekst jest ciekawy – co innego czyjeś przekonania teoretyczne, a co innego gdy ktoś mówi na własnym przykładzie. I dlatego go zaproponowałem do publikacji u nas. Dyskusja jest ciekawa i (jak się pominie emocje) nawet dosyć bogata w argumenty z różnych stron (nie wydaje mi się, żeby tu były tylko dwie strony).
kocio: "Niedawno została orędowniczką wolnej kultury, po tym, jak za piosenki wykorzystane w filmie “Sita śpiewa bluesa” (stare. z lat 20./30.) chciano od niej kilka milionów dolców"
Bardzo ładnie taką postawę podsumował Wojtek Orliński na BdB:
I to jest chyba to: paniusia, która kręci film a nie wie, że do piosenek są prawa autorskie zostaje ofiarą systemu i ma +100 do lansu na osnews.pl podczas gdy normalni ludzie uważać ją będą za idiotkę.
WO jest uroczy do poczytania sobie czasami, ale ma mentalność publicysty totalnego: wszystko jest dla niego tematem do rozważań ideologicznych, i w tym ma niewyczerpaną inwencję oraz niezwykle barwny styl. Dzięki temu się nie nudzę, ale w zamian nie ułatwia to sensownej dyskusji. Twoja wypowiedź ma sens, ale też nadużywa emocji i od razu zniechęca mnie trochę do dyskusji (jak ktoś w taki sposób pisze, to może sobie robi lans jaki jest bezkompromisowy, ale ja się obawiam, czy nie trafiłem na pieniacza, czego zwyczajnie nie lubię).
"Paniusia" wie o prawach, tylko uzyskanie ich jest niesamowicie skomplikowane (musiała wynająć pośrednika, bo z nią nie chcieliby gadać), a w dodatku niezrozumiale (to nie są nawet rynkowe przeboje, a wychodzi 220 tys.) i zaporowo (kogo będzie stać zrobić film z nagraniami?) drogie.
Polecam w ogóle stronę FAQ do filmu – ona tam dosyć dokładnie wyjaśnia różne rzeczy, także kwestie prawne:
http://www.sitasingstheblues.com/faq.html
Oczywiście nikt jej nie kazał wykorzystywać tych nagrań, ale dla niej to było ważne: właśnie te piosenki były jej natchnieniem – osobistym i do filmu. Jej problem jednak nie jest odosobniony, i dlatego warto mu się przyjrzeć.
Nie pamiętam już niestety jaki to był filmowiec, ale zrobił tani film autobiograficzny, w którym użył muzyki ze swojej młodości – i wpadł na tę samą rafę: nie stać go na publiczne prezentowanie klimatu swoich wspomnień! Nie pamiętam jak się to skończyło, ale są dalsze przykłady jak filmowiec dokumentalista za kilkusekundowe ujęcia np. z "Simpsonami" w tle w TV miał płacić 10.000 USD, tudzież za scenę, w której odzywa się dzwonek komórki będący kawałkiem utworu muzycznego… Te i wiele innych problemów są opisane w komiksie "Bound by law" (polskie tłumaczenie wykonane, zostało jeszcze tylko liternictwo):
http://www.law.duke.edu/cspd/comics/
W ogóle warto przeczytać, bo opowiada np. o tym, jak kiedyś filmy zawierające muzykę nie miały nawet na końcu listy wykorzystanych utworów i wszystko było dobrze, a teraz nawet taka lista nie wystarczy. Czyli coś niedobrego stało się z interpretowaniem prawa.
Słowem – nie chodzi o samą Paley. Ona akurat się wkurzyła, zaczęła działać i daje sobie radę, ale prawo autorskie w ogóle utrudnia robienie rzeczy łączących "klocki" pochodzące skądśinąd.
Sprawa jest poważna, bo jeśli brać je poważnie, to jedyne bezpieczne wizerunki to fotki, nagrania i filmy robione własnoręcznie, odzwierciedlajace siebie (pod warunkiem, że geny rodziców nie są ich własnością) oraz przyrody (wyłącznie dzikiej, bo może ktoś się upomnieć za układ ogrodu).
Jeśli uważasz, że to paranoja, to producent filmowy opowiadał kiedyś na Chłodnej o tym, jak w scenografii znalazł się kogutek, taki ludowy, i autor tego kogutka potem zażądał zapłaty, a sąd się do tego przychylił.
Naprawdę, nie lekceważyłbym tego.
kocio: "Twoja wypowiedź ma sens, ale też nadużywa emocji i od razu zniechęca mnie trochę do dyskusji "
Napisz jeszcze, że ten styl Cię zaskakuje.
"“Paniusia” wie o prawach, tylko uzyskanie ich jest niesamowicie skomplikowane"
Skoro wie i udało jej się coś wynegocjować to w ogóle nie wiem w czym problem?
"(to nie są nawet rynkowe przeboje, a wychodzi 220 tys.)"
To całkiem mało jeśli wziąć pod uwagę, że ona chce te piosenki (kilkanaście) wykorzystać w utworze, który będzie dostępny dla całego świata. Zresztą wynegocjowała na $50k obniżenie.
Co pewnie zaraz spowoduje kolejną falę zdziwienia, że da się wynegocjować duże obniżenie ceny
"zrobił tani film autobiograficzny, w którym użył muzyki ze swojej młodości – i wpadł na tę samą rafę: nie stać go na publiczne prezentowanie klimatu swoich wspomnień!"
No i? Czy uważasz, że wykorzystanie utworów, które kiedyś były popularne w filmach autobiograficznych powinno być jakimś gwarantowanym prawem, jeszcze za darmo? Pewnie tak.
"jak kiedyś filmy zawierające muzykę nie miały nawet na końcu listy wykorzystanych utworów i wszystko było dobrze, a teraz nawet taka lista nie wystarczy."
Niesamowite. Naprawdę, fascynuje mnie Wasze zdziwienie zawsze gdy napotkacie coś, co dla inteligentnego człowieka jest po prostu oczywistością.
"jak w scenografii znalazł się kogutek, taki ludowy, i autor tego kogutka potem zażądał zapłaty, a sąd się do tego przychylił."
O, na przykład tu: dla mnie jest oczywiste, że dzieło, ludowe czy nie, może być chronione prawami autorskimi i jak chce się je wykorzystać to trzeba się porozumieć z ich właścicielem lub upewnić się, że prawa wygasły.
Panowie, spokojnie.
Moim skromnym zdaniem obaj macie wiele racji; pomaga tu to, że na pewno też łatwiej dojść do porozumienia między stanowiskami Waszymi, niż np. pani Paley i twardego zachowania status quo.
Osobiście potwierdzam słowa Kocia, że prawo autorskie w praktyce jest bardzo trudne, prowadzi do absurdów i ostatecznie czasami nawet zubaża kulturę.
Na problemach opisywanych przez Daniela poległ nawet Viacom – właściciel MTV. Długo zastanawiałem się, dlaczego nie ma wydania na DVD kultowego dla mojego licealnego środowiska serialu – Darii (ten sam problem chyba dotyczy też Beavisa i Buttheada). Wg 'pedii przyczyną są prawa autorskie do muzyki, która była wpleciona w serial. Coś tam kombinowano, generalnie jednak najlepszym obecnie źródłem serialu są własnoręczne zrzuty fanów z nagrań na VHS udostępniane w Internecie. Sprawa była nie do wygrania nawet dla właściciela najsłynniejszej stacji muzycznej na świecie.
Pokazuje to, że obecny system prawa autorskiego potrafi zachowywać się wprost przeciwskutecznie (ekonomista uzna to za przykład market failure). To powinno skłonić do spokojnego rozważenia, czy nie dałoby się go skonstruować lepiej. Niestety, esej pani Paley jest bardzo naiwny. Mamy wiele egzaltacji i twierdzeń wątpliwych, brak jednak fundamentalnych analiz stanu sprawy oraz konkretnych, realnych pomysłów na poprawę stanu rzeczy.
Ponadto muszę zgodzić się z Cutugno – normalny człowiek najpierw sprawdza stan prawny (przynajmniej w podstawowym zakresie), a dopiero potem coś robi.
Chyba potrzebujemy lepszego eseju i spokojnego grona przyjaźnie komentujących (niekoniecznie z jednej opcji). Nie lubię filtrować dyskusji, ale zwyczajowe osnewsowe offtopy o "złych korporacjach" i monopolach niepotrzebnie rozwadniają problem, psują krew i opóźniają dyskusję.
Pozdrowionka.
Styl już mnie nie dziwi, ale jak pisałem to jeszcze nie spojrzałem na nicka – pewnie mój błąd.
W końcu wynegocjowała 50 tys. – cudownie, ale problem w tym ile musiała w to włożyć wysiłku. OIDP Kazik miał takie same pierepałki z płytami "Tata Kazika" i widać jest problem, bo był na to wkurzony (chyba to wyczytałem w jakiejś książce o Kulcie). O tym pisał też Lessig w "Wolnej kulturze" ("Ogólne prawo do swobodnego budowania na fundamencie archiwów filmowych, będących częścią naszej kultury, prawo, które w innych kontekstach przysługuje nam wszystkim, stało się przywilejem zarezerwowanym dla dowcipnych i sławnych, a także dla bogatych.").
Ty się dziwisz z punktu widzenia "no bo każdy przecież musi zapłacić innym zawsze jak wykorzysta choćby fragment". A kogutek sam w sobie też nie jest groźny, ale ponieważ nasila się syndrom "każdy pilnuje swego do bólu" (chyba się zgadzamy, że to się dzieje?), to może się okazać, że nakręcenie filmu zacznie być praktycznie niemożliwe – kogutek był tylko jednym z pewnie tysięcy przedmiotów w tle. A jeśli zrobisz komuś zdjęcie i odezwie się właściciel wzoru koszuli w jaką jest ubrany? Architekt bloku przed którym stoi? Firma która wykonała reklamę stojącą w kadrze? Projektant komórki, którą trzyma w ręku i rozmawia, oraz kompozytor dzwonka? Wedle prawa wszyscy oni są twórcami i każdy może zrobić to samo co wykonawca kogutka. Życzę powodzenia z czyszczeniem praw w takich warunkach, choć już dziś jest to uciążliwe.
O tym, jakie problemy stwarza takie podejście (chcesz przejechać z punktu A do B, a po drodze są co chwila bramki kontrolne), pisał OIDP James Boyle w "The Public Domain" (nie mam już siły szukać w którym rozdziale, a nie znam na pamięć).
aegis: "Pokazuje to, że obecny system prawa autorskiego potrafi zachowywać się wprost przeciwskutecznie (ekonomista uzna to za przykład market failure). To powinno skłonić do spokojnego rozważenia, czy nie dałoby się go skonstruować lepiej."
Na początek powinieneś chyba pozbyć się złudzenia, że w ogóle można skonstruować system praw (nie tylko autorskich), który w żadnej sytuacji nie zachowa się "przeciwskutecznie".
Inne pytanie, czy da się lepiej niż jest teraz. Powinno się dać, Szwecja i Francja idą w dobrym kierunku.
kocio: "W końcu wynegocjowała 50 tys. – cudownie, ale problem w tym ile musiała w to włożyć wysiłku."
Jaki znów problem? Czyżbyś zmierzał do odkrycia, że wynegocjowanie korzystnej umowy może być trudne?
"OIDP Kazik miał takie same pierepałki z płytami “Tata Kazika” i widać jest problem, bo był na to wkurzony"
E tam. Niby z racji materiału genetycznego Staszewski junior miałby mieć jakieś prawo lepsze do czegoś, co lata temu sprzedał Staszewski senior?
"O tym, jakie problemy stwarza takie podejście"
Znów odkrywasz kolejną oczywistość. "100 lat temu bracia Wright latali na drzwiach od własnej stodoły a dziś ta cholerna eurokomuna na byle samolot każe zrobić więcej certyfikatów niż on sam waży!!1!"
Nie chodzi o to, że w przypadku Kazika chodziło o jego ojca, tylko że przy takiej akurat okazji poczuł na własnych plecach jakie to jest doświadczenie.
Jeśli jeden z fragmentów dzieła znacznie przekracza koszt całej reszty (piosenki nie są chyba niczym nadzwyczaj nietypowym, jak budowanie specjalnej scenografii itp.?), to trudno mi to uznać za korzystną umowę – nawet po tej zniżce.
A samoloty – jeśli jakiś problem istnieje i staje się coraz wyraźniejszy, bo dotyczy bardzo szerokiej klasy zagadnień, to warto się zastanowić jak go załatwić. Nie sądzę, że każda komplikacja jest potrzebna i nieodwaracalna.
kocio: "przy takiej akurat okazji poczuł na własnych plecach jakie to jest doświadczenie."
Więc mamy nie jedno epokowe odkrycie a dwa:
1. negocjacje są trudne,
2. dla niedoświadczonych negocjacje są bardzo trudne.
"Jeśli jeden z fragmentów dzieła znacznie przekracza koszt całej reszty (piosenki nie są chyba niczym nadzwyczaj nietypowym"
Dlaczego 11 piosenek uważasz za "jeden z fragmentów"? Pobieżne przeklikanie się przez film raczej sugeruje, ze one są bardzo istotne dla tego dzieła i stanowią pokaźną jego część.
"jeśli jakiś problem istnieje i staje się coraz wyraźniejszy, bo dotyczy bardzo szerokiej klasy zagadnień,"
Dla mnie jest oczywiste, że jeśli ktoś chce wykorzystać cudzy utwór we własnym to się musi dogadać z właścicielem praw do tego pierwszego, dla Was jest to problem.
To jest fascynujące, jak Wy możecie przeżyć w takim wrogim świecie.
A tak nieco poważniej: jeśli to rzeczywiście stanie się istotnym problemem, to powstanie schemat opłat ryczałtowych czy podobny. I oczywiście kolejny powód do narzekania dla freetardów i korwinowców.
Ostatnio w programie Microsoftu wśród kilku tysięcy funkcji znalazła się jedna (bo tyle udowodniono) pochodząca z programu na licencji GPL. Rozumiem, że również uważasz, że dochodzenie w takiej sytuacji naruszenia licencji to jest paranoja? W końcu procentowa zawartość podobna jak kogutka w filmie…
Podwójne standardy, Panie kocio.
Zdaje się, że jak już napisałem ze 2 duże komentarze, to przestaje być niezrozumienie, a zaczyna być ślepe wpatrzenie w jeden punkt.
Przecież nie mówiłem, że nie miał prawa, tak samo jak nie twierdzę, że bezprawnie się doszukiwano tego kodu – skąd pomysł, że tym należy pozwolić, a tym nie? Prawo pozwala i jednym i drugim. Uznaję prawo autorów wszystkich kogutków na świecie do dochodzenia swego. Pokazuję tylko konsekwencje prawa w takim kształcie, takiej definicji "swego", i nie chcę, żeby doszło do sytuacji, w której pewne rzeczy (np. filmy dokumentalne) staną się praktycznie niewykonalne.
Porównujesz dwie różne sytuacje. Microsoft nie musiał wykorzystać tego kodu, bo widać dokładnie jakie są jego warunki, natomiast na kogutku raczej nie ma informacji, że za jego wizerunek trzeba zapłacić. Dalej – napisanie kodu własnymi rękami od zera jest standardową praktyką i wielu to robi, a nakręcenie filmu z własnoręcznym tworzeniem wszystkich dekoracji, kostiumów itp. można zaryzykować tylko jako niezwykle wymagający eksperyment. W tym wypadku pisanie programu jest podobne do pisania literatury – stwarzasz świat z głowy czyli z niczego =} (co za szczęście, że alfabet i większość używanych słów powstały tak dawno temu, że nikt nie zgłosi do nich pretensji… nie byłoby tak, gdyby uznać, że prawa te są naturalne i w związku z tym nie wygasają nigdy, prawda?), natomiast kręcenie filmu jest bardziej podobne do fotografii – jeśli nie idziemy w animacje i eksperymenty, to zawsze rejestrujemy gotowce, czyli remiksujemy rzeczywistość.
Microsoftu mi nie żal (nie podoba mi się ich monopol, ale nie jestem specjalnie sentymentalny jeśli chodzi o firmy i inne monopole albo nieczyste zagrania też mnie niepokoją) ale jak dotknął ich patent Eolasu, to nie cieszyłem się za bardzo – właśnie dlatego, że o ile skopiowania kodu łatwo uniknąć, to uniknięcia patentów jest praktycznie niemożliwe, nawet dla największych, a więc jest to powszechne chodzenie po polu minowym. To chyba dość spójne "standardy"?
> natomiast na kogutku raczej nie ma informacji, że za jego wizerunek trzeba zapłacić
Ale jest to w ustawie, a reżyser, scenograf, poducent, a w ostateczności ich prawnik powinni tę ustawę znać.
I z tej samej ustawy wynika, że cudzego kodu nie wolno wykorzystywać, chyba, że jest na nim explicite napisane, że wolno.
> Dalej – napisanie kodu własnymi rękami od zera jest standardową praktyką
1. Ale tzw. code reuse zawsze było zalecaną praktyką!
2. Kod nie jest pisany "od zera", bo zawsze wykorzystuje konstrukty języka i biblioteki standardowe, więc również można argumentowac, że jest on jedynie "remiksem gotowców".
Jak napisałem niżej: po prostu Kolega nie rozumie jakie są implikacje jego własnych poglądów.
@cutugno:
Mój wniosek jest inny – ani Kazik ani Paley nie są niedzielnymi artystami (w sensie zawodowym), a jednak mieli problemy z załatwieniem czegoś, co wchodzi w skład ich pracy, i kosztowało ich to duże pieniądze. Jak doświadczonym artystą-negocjatorem trzeba być, żeby tego uniknąć, czyli ile tu dadzą zdolności? Jaką masz siłę negocjacyjną wobec umieszczenia tych kilku sekund filmu z "Simpsonami" nie za 10k USD, jeśli nie jesteś dużą firmą – i ile negocjacji trzeba, żeby zrobić wspominaną przez Lessiga antologię Eastwooda; czy rok intensywnej pracy to nie za dużo nawet na dużą firmę?
Moim zdaniem to znaczy, że ten system jest niewydolny, a dokładniej – przestał być wydolny, choć do pewnego momentu (rozwoju powszechnych, tanich środków rejestracji i komunikacji) był chyba funkcjonalny, choć i wtedy powolny.
"My" to znaczy kto – ja i szwagier? To by było proste i nie byłoby takich dużych, budzących emocje dyskusji o modelach kultury niematerialnej i biznesu z tym związanego; ale w tym wrogim świecie znalazła się ogromna grupa ludzi, którzy kopiują albo remiksują i rozprowadzają, wcale niekoniecznie czując się twórcami.
Paley czy Kazik i tak faktycznie są stosunkowo mało poszkodowani, bo wiedzieli (albo łatwo im to ktoś uświadomił), że coś trzeba będzie załatwić w jakiejś konkretnej rzeczy, tylko w praktyce dało im to do wiwatu. Pewnie jak wszyscy mieli idealistyczne podejście, że to negocjowanie to tylko jedna z rzeczy do załatwienia, a nie kosztowna batalia.
Reszta ma mętlik (prawnik specjalizujący się w tej tematyce zadaje podstawowe pytania w banalnej wydawałoby się sprawie na temat wykorzystania cudzej pracy, żeby mieć jakąś jasność co w ogóle wolno i jak z samym udostępnianiem; a gdzie jeszcze jakby coś miksować!), boi się, irytuje, albo nie zdaje sobie w ogóle sprawy że ich to też dotyczy (no, chyba że naprawdę żyjesz w innym świecie).
A gdzie wskazówki, że taki ryczałtowy schemat powstanie? Ktoś gdzieś to przepycha, czy może na razie wszystko stoi jak stało, choć jest już krzywe i niewydolne, i jeśli nie będzie widać problemy, to skupi się na wmawianiu, że nic się nie zmieniło? Nie chcę narzekać, żeby nie wyjść na jakiegoś z tych wstrętnych typków, ale jak twoim zdaniem będzie wyglądała repartycja tego ryczałtu – ZAiKS do kwadratu (zwłaszcza, że uprawnionych do odbioru, czyli twórców, jest wielu)?… Jakby co to nie narzekałem tylko zapytałem, i to jeszcze zanim ktoś to zaczął wprowadzać. =}
@krzy3:
„Ale jest to w ustawie, a reżyser, scenograf, poducent, a w ostateczności ich prawnik powinni tę ustawę znać.”
Znowu coś sugerujesz nie wiem skąd i się z tego nie tłumaczysz – zakładasz, że nie znali. A jeśli się mylisz i znali, to co to zmienia?
MSZ to nie ma żadnego znaczenia czy znali czy nie znali – po prostu zrób zwyczajny film, w którym nie podejmuje się takiego ryzyka, to będzie dopiero coś. Albo nawet pokaż mi teoretycznie, że to jest możliwe. Albo jeszcze prościej – pokaż na przykładzie kilku filmów, że nie wykorzystano tam tysięcy przedmiotów, do których ktoś może mieć prawa takie jak twórca kogutka.
„1. Ale tzw. code reuse zawsze było zalecaną praktyką!”
No pewnie. Dlatego właśnie powstały wolne licencje (tzn. o to chodziło RMS-owi, bo w takim środowisku się wychował, gdzie to było standardem). Ale można wykorzystywać własny kod (np. sprawić, żeby nie był bardzo redundantny) albo wybrane inne komponenty i idzie nad tym zapanować, choć bywa złożone (to wychodzi przy uwalnianiu kodu, zwykle trwa strasznie długo rozplątanie do czego ma się jakie prawa). Nad kręceniem filmu (twierdzę) nie da się nawet w drobnym stopniu tak zapanować. Czy z tym się zgodzisz?
„2. Kod nie jest pisany “od zera”, bo zawsze wykorzystuje konstrukty języka i biblioteki standardowe, więc również można argumentowac, że jest on jedynie “remiksem gotowców”.”
No przecież napisałem – w podobnym stopniu jak literatura. Fakt, ponieważ języki programowania są współczesne, a języki naturalne stare, dodaje to dodatkowe ryzyko.
Ale cieszę się, że widzisz, że tworzenie (w sensie prawnym, nie tylko artystycznym) w naturalny sposób polega na wykorzystywaniu czegoś wcześniejszego lub współczesnego, a nie jest zupełnie samoistne. Dla mnie to podstawowe ustalenie na temat działania kultury niematerialnej, z której większość, „ukąszona” romantyczną wizją indywidualizmu twórczego, nie zdaje sobie sprawy (choć sami romantycy chętnie korzystali z twórczości ludowej).
„Jak napisałem niżej: po prostu Kolega nie rozumie jakie są implikacje jego własnych poglądów.”
A jakie są twoim zdaniem? Będzie krócej, bo na razie nie wiem z czym polemizuję i muszę włożyć wysiłek, żeby odcyfrować twoje przekonania, więc mogę sie mylić, bo nie jestem wróżką.
Kombinujesz jak koń pod górę żeby wykazać, że roszczenia wobec twórcy filmu za kogutka są be, a roszczenia za funkcję wobec MS są cacy.
Trzeba być konsekwentnym. Albo uważamy, że zakres fair use powinien być na tyle szeroki, że twórcy filmu wolno użyć kogutka, to wtedy i pracownikowi MS wolno użyć (jednej! – zachowujemy proporcje) funkcji z GPL-owego kodu. Albo uważamy, że pracownikowi MS nie wolno użyć funkcji (znowu — na zasadzie fair use, czyli bez przejmowania się licencją) i wtedy twórcy nie wolno użyć kogutka. Albo-albo.
> Nad kręceniem filmu (twierdzę) nie da się nawet w drobnym stopniu tak zapanować.
Oczywiście, że się da. Przykład: po zakończeniu produkcji serialu "Battlestar Galactica" producenci wystawili użyte w filmie rekwizyty na aukcjach. Katalog aukcji (kilka tysięcy sztuk) jest na sieci, możesz sobie sprawdzic, jakie "nieistotne" szczegóły scenografii robiono na zamówienie — np. teczki z dokumentami, pokazane w filmie może przez sekundę i to nie w całości. Oczywiście sytuacja szczególna, bo film był SF, ale zadaje kłam Twojemu twierdzeniu, jakoby "nie dało się zapanować".
Z rolą rekwizytów w filmie jest jeszcze o tyle śmiesznie, że czasem to producenci różnych wyrobów nie tyle że się nie czepiają, to jeszcze płacą, żeby pokazać ich produkty w filmie…
kocio: "Mój wniosek jest inny – ani Kazik ani Paley nie są niedzielnymi artystami (w sensie zawodowym)"
Ani Kazik, ani Palin nie zajmują się zawodowo negocjacjami kontraktów na wykorzystanie cudzych utworów. Chociaż może się zajmują?
"mieli problemy z załatwieniem czegoś, co wchodzi w skład ich pracy, i kosztowało ich to duże pieniądze."
No niesamowite, kosztowało ich to.
"Jak doświadczonym artystą-negocjatorem trzeba być, żeby tego uniknąć, czyli ile tu dadzą zdolności?"
Zapewne bardziej niż po przeczytaniu kolorowej książeczki z empiku, ale co to ma do rzeczy?
"Jaką masz siłę negocjacyjną wobec umieszczenia tych kilku sekund filmu"
Wow, zbliżasz się do odkrycia, że pojedyńczy człowiek ma niezbyt wielką siłę negocjacyjną wobec koncernów takich jak Warner, Microsoft czy Coca-cola. Znaczy, mamy postęp. Teraz jeszcze będziesz musiał odkryć, że Paley udało się wynegocjować 75% redukcji ceny od pierwszych propozycji i wyciągnąć z tego logiczne wnioski.
"antologię Eastwooda; czy rok intensywnej pracy to nie za dużo nawet na dużą firmę?"
Nie.
Tobie się chyba wydaje, że negocjacje powinny dawać gwarancję zakończenia szybkim sukcesem za cenę, którą kupujący zechce zaproponować. Niestety, takie rzeczy tylko w Erze i ustawie antyopcyjnej Pawlaka.
"w tym wrogim świecie znalazła się ogromna grupa ludzi, którzy kopiują albo remiksują i rozprowadzają, wcale niekoniecznie czując się twórcami."
Tak, to prawda, wielu chce dać innym coś OdSiebie. Na szczęście mamy też prokuraturę.
"Paley czy Kazik i tak faktycznie są stosunkowo mało poszkodowani, bo wiedzieli (albo łatwo im to ktoś uświadomił), że coś trzeba będzie załatwić"
No więc jeśli wiedzieli i załatwili to super. Nie ma problemu.
Jeśli by nie wiedzieli… cóż, na świecie jest pełno idiotów.
"nie zdaje sobie w ogóle sprawy że ich to też dotyczy (no, chyba że naprawdę żyjesz w innym świecie)."
Jak wyżej: wiem, że na świecie jest pełno idiotów i strasznie ich mi żal. Dla mnie po prostu pewne rzeczy są oczywiste, jak choćby to, że wolno (przynajmniej w sensie karnym) ściągać pliki z chomika, nie wolno ich wystawiać, wolno jechać w samochodzie po wypiciu, nie wolno go w takim stanie prowadzić i wiele, wiele innych, które ludzie mało inteligentni i traktujący prawo jako element wrogiej rzeczywistości codziennie odkrywają, często na nowo.
"Ktoś gdzieś to przepycha, czy może na razie wszystko stoi jak stało, choć jest już krzywe i niewydolne"
Nie jest jeszcze ani szczególnie krzywe, ani niewydolne. Czytając dzieła freetardów można mieć takie wrażenie, ale wystarczy na chwilę włączyć rozum żeby dojść do wniosku, że gdyby choćby połowa tego co opowiadają miała pokrycie w rzeczywistości, od lat nie mógłby powstać żaden film. A potem spojrzeć na repertuar najbliższego kina.
"jak twoim zdaniem będzie wyglądała repartycja tego ryczałtu – ZAiKS do kwadratu"
Nawet do sześcianu niech będzie. Mimo wielu wad ZAIKS z punktu widzenia osoby, która chce otworzyć knajpkę i puszczać w niej klientom muzykę jest genialnym rozwiązaniem: nie muszą kontaktować się z wydawcą każdego utworu, który chcą odtwarzać a tylko płacą ZAIKSowi.
Przepraszam – w ogóle czytasz co napisałem? Powtórzę: "Uznaję prawo autorów wszystkich kogutków na świecie do dochodzenia swego. Pokazuję tylko konsekwencje prawa w takim kształcie (…)". Dużymi literami, żeby nie było nieporozumień – uznaję, że oba roszczenia są uzasadnione na gruncie obecnego prawa, ale ten grunt jest bagnisty. Zgadzam się z tym co napisałeś – w drugim akapicie, więc nie wiem z kim się kłócisz? Ze swoim wyobrażeniem moich przekonań? Błagam… Nie na takim poziomie chcę rozmawiać.
Przykład z BG – wspaniale, przeszliśmy najniższą poprzeczkę! Wykazałeś, że superprodukcja może nie korzystać z żadnego tam dozwolonego użytku (nie widziałem filmu, więc nie wiem do jakiego stopnia, ale w przypadku hard SF to bardzo możliwe), żeby się nie narazić na pozwy o wykorzystanie cennej "własności intelektualnej". Podpowiem życzliwie – animacja też ("Sita" wykorzystała zewnętrzne gotowce z zupełnie innych względów niż wbudowana konieczność). Ale wychodzisz na ulicę z kamerą – i? Jaki budżet trzeba mieć, żeby zastąpić rzeczywistość, i czy to na pewno nie kłóci się z rozsądkiem i uzusem?
Zresztą… Podobno "The show was created by David Eick and Ronald D. Moore as a re-imagining of the Battlestar Galactica television series from 1978 created by Glen A. Larson.", więc ten przykład nie przeszedł nawet tej poprzeczki – wykorzystał coś zupełnie innego i to zremiksował, na zupełnie podstawowym poziomie (jak rozumiem re-imaging to nawet dokładniejsze zapożyczenie niż ogólnie remake). Źle dobrany przykład? Może, ale widać jak trudno jest zrobić coś zupełnie oryginalnego, o co nikt się nie może upomnieć.
Dokładnie, wychodzisz na ulicę z kamerą i masz problem. I dlatego moim zdaniem należy rozszerzyć zakres fair use… ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu (GPL-owe funkcje w Windowsie).
Bo w przeciwnym razie trzeba robić wszystkie dekoracje absolutnie od zera. Co jednak, wbrew Twoim insynuacjom, jest jak najbardziej możliwe, jak przykład BSG pokazuje. Dlatego twierdzenie, że scenograf nie mógł zapanować nad prawami do kogutka jest śmieszne. Utrudnia to życie owszem, ale nie jest niewykonalne, jak twierdzisz.
(A co do tego że serial podawany jako przykład to przeróbka starszego, to rozmowa dotyczy kwestii praw do dekoracji (kogutków), a nie do scenariusza. Tak więc proszę się nie czepiać szczegółów.)
@cutugno: (zwykle nie prowadzę symultany w dyskusji, muszę nawyknąć do pisania co do kogo =} )
"No więc jeśli wiedzieli i załatwili to super. Nie ma problemu." – urocze podejście, coś w stylu felietonisty WO. =} Paley i Kazik też pewnie uważają, że nie ma problemu – ale był i to dotkliwy. Ich problemy szczegółowe się udało załatwić jakoś, ale problem ogólny pozostaje.
"Dla mnie po prostu pewne rzeczy są oczywiste, jak choćby to, że wolno (przynajmniej w sensie karnym) ściągać pliki z chomika, nie wolno ich wystawiać" – to ty jesteś z tych oblatanych. Niemniej nawet bardzo oblatani wielu rzeczy nie wiedzą: niektórzy twierdzą, że wszystko jeszcze zależy, czy plik na chomiku znalazł się zgodnie z prawem, czy nie, a np. VaGla uważa, że pochodzenie nie ma znaczenia (bo jak niby mamy ustalać stan prawny?) – co jeśli będziesz miał pecha i prokuratura będzie podzielać zdanie, że jak ktoś popełnił przestępstwo po drodze, to i tobie się dostanie? A inni ludzie inteligentni pokazują, że jakiś czas temu było możliwe nakręcenie filmu o muzyce i z muzyką bez dodatkowych opłat i formalności – czy to znaczy, że tamte przestały być legalne i może nie wolno nimi teraz obracać? ("Jeśli przyjrzysz się końcówce filmu 'Dont look back' D. A. Pennebakera z 1967 roku na temat Boba Dylana, to zobaczysz, że nie ma tam 10-minutowej listy utworów, którą można spotkać obecnie. Byliśmy przyzwyczajeni do sytuacji, w której prawo autorskie nie kontrolowało każdego użytku. Teraz wielu ludzi uważa, że prawa są absolutne!" – piszą prawnicy z Duke w komiksie na s. 19). Może ty jesteś w stanie to wyjaśnić?
Pewnie, że filmy nadal powstają, muzykę nadal się sprzedaje, gazety się wydaje, powieści się pisze, śpiewa się "Happy Birthday" bez opłat, choć jeszcze nie mamy 2030 r. itp. Ale to właśnie jest dobry czas, żeby pomyśleć co będzie dalej z kulturą, jeśli obecne zjawiska i trendy (postępujące ograniczanie domeny publicznej, absurdalne wydłużanie czasów ochrony, brak pomysłu na "dzieła osierocone", uznaniowość działań OZZ, pomysły na agresywną kontrolę i karanie, brak uwzględnienia zdania nowych użytkowników z dostępem do masowej publikacji) będą trwały.
Nie chciało mi się czytać całej dyskusji.
@cutugno : Masz rację, że najpierw trzeba wykonać rozeznanie. Nikt nie zwraca jednak uwagi, iż te utowy są stare. Pewnie artystka słyszałe je, jak była małym dzieckiem(nie dochodze, jak i kiedy, po prostu przypuszczam).
@Kocio: Masz rację – gdyby wszystkie rekwizyty na filamch musiały być robione od podstaw, to byśmy oglądali jedynie jakieś surrealistyczne nagrania, filmy science-fiction. Może pozwoliłoby to autorowi takiego nagrania na podanie kogoś do sądu za kradzież pomysłu?
Co do Microsoft-u, to smaczku dodaje fakt, iż program, z którego zapożyczono kod dostępny był na CodePlex. Widać komuś, kto ma przeglądać programy na otwartych licencjach, by nikt nie wykonywał zapożyczeń powinęła się noga, dobrze zapamietał czytany przez siebie kod, lecz zapomniał o źródle jego pochodzenia
. Nie mniej jednak, to sytuacja jest tragikomiczna, bo okradli kogoś, kto hostował swój projekt na ich serwisach.
Hej Danielu, miło że wpadłeś. Czekałem.
Z tego co rozumiem, ta pani zachowuje się jak osoba, która wsiadła do pociągu EuroCity, a potem tłumaczy, że nie widziała, że to jest płatne i to aż tyle, a poza tym to hańba, że przewoźnik ustala sobie ceny i każe płacić sobie według taryfikatora. I teraz ta pani walczy z przewoźnikami i koncepcją biletu za przejazd. I odmawia zapłaty.
Bardzo to ciekawe, ale – choć jestem orędownikiem Wolnej Kultury – z tą panią jest mi chyba nie po drodze. I nie jest to tylko kwestia jej niejasnych pobudek, ale przede wszystkim mętnych pomysłów, wszelkich sprzeczności i ogólnego "nakolannizmu" jej wizji.
Mówiąc szczerze, taką odezwę mógłby wygenerować rozgarnięty gimnazjalista. W przypadku środowiska Wolnej Kultury oczekiwałbym bardziej złożonych i klarownych analiz.
Trudno brać na poważnie kogoś, kto np. nazywa postawę artystów wymuszeniem. Równie dobrze mógłbym napisać, że producent pietruszki "wymusza" na mnie jej cenę, podobnie jak firma Daimler-Benz "wymusza" na mnie cenę Mercedesa E klasy…
Takie niedorzeczności są w każdym akapicie. Nawet nie wiem jak traktować ten tekst. O ile kilka poruszonych kwestii mogłoby być do rozważenia, to autorka zupełnie pali temat poruszając się po nim jak słoń w stadzie porcelany.
Aby o czymś dyskutować, trzeba napisać zupełnie nowy esej, od początku.
Pozdrawiam serdecznie,
a.m.
Hej, Michał! Niestety tak to jest jak się wywoła jakiś temat, a nie ma się kilku dni na śledzenie komentarzy i odpisywanie – jak coś piszę to staram się zawsze podawać jakieś linki na temat i sprawdzać swoją pamięć, żeby nie robić zbyt wielu baboli. =} Teraz więc tylko krótko odpowiem.
Chciałbym usprawiedliwić samą publikację – ruch wolnej kultury nie jest jednorodny (badacze to zauważyli ostatnio), poszczególni uczestnicy i zwolennicy mogą się skupiać na różnych aspektach i mieć różne pomysły na rozwiązanie. Taki głos z punktu widzenia samego artysty wydaje mi się cenniejszy niż powtarzanie wyłącznie teorii ludzi nie będących artystami. Chętnie nagłaśnia się słowa Kazika, ale brak mi innych głosów, jak choćby Paley czy Tymona, a jeśli to jest cały esej, a nie trzy słowa, to tym lepiej.
Merytorycznie może jeszcze postaram się coś skomentować, ale nie wiem czy dam radę fizycznie zanim tekst spadnie… ={
Spokojnie, może tak prędko nie padnie.
Nieco mniej kuriozalny wpis "eksperta" na temat Win7 był ciepły co najmniej tydzień, więc mam nadzieję, że zdążysz.
Sam niestety nie mam czasu na pisanie adekwatnego eseju (mam tzw. "real life", a 'pedia i inne takie leżą odłogiem :/) ale pogadać mogę. :]
Zdrowia życzę.
OK, fajnie się bawi metaforami, trochę można to pociągnąć. =} Więc moim zdaniem – wsiadła do starej ciuchci, wiedziała, że to jest płatne, ale ściągnęli z niej za to jak za kupno merca, więc wynajęła kogoś, kto w ogóle był w stanie rozmawiać z przewoźnikiem, i wynegocjowała zniżkę.
Tu analogia MSZ nieodwołalnie się kończy. Bo przewóz zakłada aktywne działanie, a wykorzystanie piosenek Hanshaw nie wymaga od posiadaczy praw nawet kiwnięcia palcem. I tej różnicy się nie przeskoczy. Na szczęście Ramajana jest jeszcze starsza – w jej przypadku nikt nie każe sobie płacić, co nawet z najstarszą ciuchcią nie byłoby możliwe.
Jak wspomniałem, chciałem przede wszystkim pokazać głos z wnętrza. Większość artystów nie ma żadnej wizji, tylko się trzyma tego, co dotąd (do tego nawet licealisty nie trza =} ), a ona nie dość, że ma, to jeszcze stosuje sama na sobie. Warto posłuchać jak można to uzasadniać. To punkt widzenia, a nie prawda objawiona, i tak chciałbym żeby było odbierane.
Natomiast jeśli chcesz klarowności, to nie idź do tych, którzy korzystają, tylko analizują i projektują – do Fogela, Lessiga, Boyle'a, a nawet (jeśli nie będziesz się irytował na ich język =} ) do Boldrina i Levine'a.
Dla mnie to dopiero pierwszy etap – dopiero przeczytałem, porusza znane mi skądinąd problemy, ale jakiś czas potrwa, zanim jej wizje i argumenty się z kimś zderzą. Dopiero wtedy będę miał zdanie co to jest warte. Nie chodzi mi o słowa, jakich użyła, tylko o sens tej wizji.
Bycie aktywistą wolnej kultury jest bardzo fajne. Podobnie jak bycie rewolucjonistą — nic się konkretnego nie robi, a kasa leci. A to że przy okazji rozwala się dorobek iluś tam innych ludzi, to szczegół.
Ta pani mnie mierzi. Z wikipedii:
Czyli przez sprzeciw właścicieli praw autorskich film nie został wydany, ale jednak został wydany (jako "kopie promocyjne"). Praw do jego redystrybucji pani nikomu nie sprzedała, ale jednak sprzedała. Więc ta pani na tym nie nic zarabia, ale jednak zarabia. To nie jest walczenie z systemem, to jest ordynarne obchodzenie przepisów.
Jak ktoś robi takie numery, to ma zerowe kwalifikacje moralne do pouczania innych że powinni żyć powietrzem tworząc dla "Muzy". Bo chodzi tylko o to,żeby inni żyli powietrzem, a pani Paley zrobi sobie z tego remiks i sprzeda. Jako "kopie promocyjne" i prawa wyłączne do wyświetlania w kinach. Hipokryzja normalnie wylewa się uszami.
Jak ta pani chce walczyć z "opresyjnym reżimem praw autorskich", to trzeba było albo wydać film normalnie i ponosić konsekwencje przed sądem (to się nazywa obywatelskie nieposłuszeństwo), albo wrzucić anonimowo na Pirate Baya (to się nazywa "żyć dla Muzy"). A nie mieć ciastko i zjeść ciastko.
Owszem, absurdem jest fakt, żeby piosenki nagrane w latch 20-tych dalej były objęte prawami autorskimi, ale uporządkowanie tego bynajmniej nie oznacza konieczności likwidacji całego systemu praw autorskich. Szczególnie, że większość zwolenników tego rozwiązania wogóle nie zdaje sobie sprawy z jego konsekwencji, jak pokazuje choćby ten artykuł.
"nic się konkretnego nie robi, a kasa leci" – jak to "nic się nie robi", możesz jakoś rozwinąć tę krytykę? Specjalnie zależało mi na publikacji artykułu z punktu widzenia właśnie artysty, bo ona właśnie robi i to od ponad 10 lat, a jednak zasadniczo nie zgadza się z Metallicą, Kazikiem i s-ką.
A jak patrzę na twoje propozycje, to są słabe – one tylko konserwują to, co jest. Może jej by to coś załatwiło (a może nie – to jest wielkie pole minowe i najgorsze, że możesz sobie tak pewnie radzić z fotela, ale ona ponosi odpowiedzialność, a nie ja i nie ty: witam na kanapie…), ale raczej nie doprowadziłoby do wypróbowania innego modelu ani nawet zastanowienia na jakich szynach ten pociąg jedzie – a jedzie MSZ w złą stronę, po kursie sprzed gdzieś 100 lat. W dodatku mówisz o "hipokryzji", ale też nie widzę skąd to wziąłeś – nie proponuje innym czegoś, czego sama nie robi. Nie musisz jej lubić ani się zgadzać, ale na to są inne słowa.
ATSD: masz za złe rewolucyjność proponowanych zmian – mnie się zdaje, że rewolucja już zaszła (Internet) i nawet nikt jej nie zaplanował w tym kształcie. Tory poszły w inną stronę, a teraz warto tylko przestawić zwrotnice, żeby pociąg nie pojechał na boczny tor, jak chcą zwolennicy konserwatywnego kursu. W najlepszym wypadku ciężko będzie potem zawrócić, a w gorszym tory mogą się tam nagle skończyć i może nastąpić wykolejenie, czyli katastrofa. To ja wolę szukać rozwiązań pozytywnych, a nie liczyć, że jak do tej pory prosto było dobrze, to dalej też jakoś będzie – brak takiej refleksji mam za lekkomyślność, a nie zdrowy rozsądek.
> jak to “nic się nie robi”
Ano nic. Czołowi aktywiści Wolnej Kultury (i Wolnego Oprogramowania) żyją z… pisania książek i wykładów o Wolnej Kulturze. Jak mi znajdziesz aktywistę Wolnej Kultury który wydał film na CC i miał z niego zysk, to możemy pogadać…
> A jak patrzę na twoje propozycje, to są słabe – one tylko konserwują to, co jest.
Ponieważ _w założeniach_ obecny system nie jest wcale zły. Jest za to dość mocno wynaturzony faktem, że okres ochrony praw autorskich jest przedłużany w nieskończoność tak, aby rysunek Myszki Miki nie wszedł do domeny publiczej.
Moim zdaniem, to okres ochrony prawnoautorskiej powinien być zrównany z patentową, czyli 17-20 lat, z corocznymi opłatami za odnowienie. Jest to jedyne sensowne rozwiązanie. Drugi sensowny postulat to jest duże roszczerzenie zakresu fair use. Jedno i drugie powinno rozwiązać 90% problemów. Tylko tyle i aż tyle.
Jak napisałem wcześniej — bardzo fajnie jest być rewolucjonistą. Bo nie trzeba w ogóle się zastanawiać nad konsekwencjami. Znosimy prawa autorskie? Super. Miesiąc później masz GPL-owy kod w zamkniętym Windows. Legalnie. Rok później rządy wszystkich krajów wysoko rozwiniętych ogłaszają bankructwo, bo nagle zniknęła im połowa gospodarki (ta oparta na wytwarzaniu własności intelektualnej). W USA w 2007 bezpośrednia produkcja IP stanowiła 11% PKB (i 8.5% siły roboczej). Wliczając poddostawców, to spokojnie możemy powiedzieć o poziomie 30%. Dorzucić firmy technologiczne, to będzie coś koło połowy.
Oczywiście, aktywista Wolnej Kultury powie, że ludzie ci znajdą pracą w produkcji podróbek, która wreszcie nie będzie skuta łańcuchami IP… To polecam mu zapoznanie się z historią przemian w Polsce w latach 1989-93, żeby zobaczyć co dzieje się po likwidacji paru sektorów gospodarki. Wtedy też modele teoretyczne które stosowali autorzy planu Sachsa-Balcerowicza, przewidywały, że nadmiar siły roboczej zostanie wchłonięty przez nowe rodzaje działalności które pojawią się na zwolnionym rynku. Przewidywały…
> nie proponuje innym czegoś, czego sama nie robi.
Jak to nie? Wzięła pieniądze za film? Pokrętnie, ale wzięła. Zapłaciła za piosenki? Nie. Nawołuje żeby inni za swoje dzieła nie brali? Nawołuje. No to…?
> Tory poszły w inną stronę, a teraz warto tylko przestawić zwrotnice, żeby pociąg nie pojechał na boczny tor, jak chcą zwolennicy konserwatywnego kursu
Tory poszły owszem w inną stronę, czyli w stronę przepaści.
Osobiście jestem przekonany, że jak "dzieci Neostrady" wreszcie dorosną, to zrobią upragnioną przez Kolegę rewolucję. A skutki jej będą po prostu tragiczne. To będzie powtórka z 1968 r., tyko tym razem z wojną międzykulturową w tle.
ADDENDUM o skutkach likwidacji IP:
Plan Sachsa (po adaptacji z warunków południowoamerykańskich do polskich nazwany planem Balcerowicza) zakładał, że w skutek zlikwidowania nierentownej wytwórczości państwowej na rynku pojawi się zapotrzebowanie na towar, które zapełnią firmy prywatne, ktorych pracownicy rekrutować się będą z byłych pracowników zakładów państwowych. Nie przewidziano jednak tego, że miejsce to na rynku zajęły importowane wyroby chińskie, które były dużo tańsze od kosztów produkcji w Polsce. Skutki to trwające przez kilkanaście lat bezrobocie i deficyt handlowy.
Dokładnie to samo zjawisko będzie miało miejsce w krajach bogatych, które zlikwidują ochronę IP. Ich rynek nagle zostanie zalany chińskimi kopiami ich własnych produktów o znacznie niższych cenach. Cała walka z "piractwem intelektualnym" to nic innego, tylko zwykły protekcjonizm gospodarczy.
Prawdziwie ironiczne jest to, że aktywiści Wolnej Kultury pochodzą właśnie z tych krajów, które mają najwięcej do stracenia na likwidacji IP.
Nie wiem z czego żyją, ale mówisz o Paley i ona właśnie tak zrobiła – wydała na wolnej licencji z rodziny CC i ma zysk. Nadal nie rozumiem dlaczego akurat jej zarzucasz bierność i hipokryzję? Przepraszam, ale na moje oko to się nie trzyma podstawowych faktów.
Nie musisz się czuć osamotniony – James Boyle w "The Public Domain", choć jest za daleko posuniętą ochroną domeny publicznej, jest umiarkowany, podobnie jak Lessig. Nie wiem na ile to ich osobiste przekonania, a na ile sposób na przepchnięcie problemu do mainstreamu bez narażania się na dyskredytację, ale twierdzą, że ten system jest OK, tylko wypaczony.
Co nie znaczy, że na pewno mają rację – ot, zdanie jak to przedstawione przez Paley czy autorów "Against Intellectual Monopoly". Ja wiem tylko, że w tym kierunku trzeba iść, ale jak daleko to jeszcze trudno mi powiedzieć. Być może to co proponujesz rzeczywiście wystarczy – zobaczymy.
Paley zajęła się jednym polem – działalnością artystyczną. To, że ciężko prawnie odróżnić twórczość "artystyczną" od "nieartystycznej", to faktycznie problem, ale mało kto zdaje sobie z tego sprawę, więc nie miałbym do niej o to pretensji, to po prostu częściowa wizja, a nie kształt całości.
Fajnie jest w ogóle pozastanawiać się – mnie to na przykład sprawia satysfakcję, dlatego to w ogóle robię. Ale konserwatyzm nie oznacza, że konsekwencje są już znane i nie trzeba myśleć o konsekwencjach kontynuowania dotychczasowej linii oraz zaniechań.
Jak mówiłem – drastycznie zmienił się krajobraz, wiec teraz część ludzi zajmuje się szukaniem alternatyw, a zwolennicy ancient regime'u (tego mentalnie przedinternetowego) na razie poprzestają na krzyczeniu o zaciskaniu kontroli i jeszcze nawet nie zaczęli tłumaczyć, po czym poznać, że ich model rzeczywiście przynosi takie skutki, jakie miał przynosić. A już w ogóle nie widzą konsekwencji zacieśniania – która oznacza totalną inwigilację (akurat Kazik zauważa, ale na spotkaniu na Chłodnej uznał, że trzeba to zaakceptować albo nie używać komputera – to ja dziękuję!), bo każdą dziurę w płocie się wykorzysta (np. "dziura analogowa").
Nie bierz tego do siebie – masz propozycje zmian, więc nie traktuję cię jako betonu prawnoautorskiego. Ale nie widzę sensu bronienia takich postaw, uważam że są szkodliwe, i warto słuchać wizji, nie tylko prostego ograniczenia okresu ochrony.
Zapłaciła. Przeczytaj FAQ. O fakty kłócił się nie będę – po prostu je poznaj, albo nie mamy o czym rozmawiać.
W Internecie mówi się po prostu "ty" – więc żaden tam ze mnie Kolega. To raz.
Dwa, że nie wiem jaka ta zmiana powinna dokładnie być, jak mocno należy zakręcić, a po raz kolejny od kogoś dowiaduję się, czego niby sobie upragnąłem. Przedstawiam czyjś osobisty przykład, żeby był wiarygodny punkt odniesienia, a jestem automatycznie z nim utożsamiany, bez pytania co o tym sądzę.
A trzy – tory wiele razy w historii skręcały. Internet porównuje się powszechnie tylko z prasą drukarską (Gutenberg akurat nie był w tym pierwszy, ale za to skuteczny) i pewnie jakiś mediewista potrafi opowiedzieć jak to wówczas było spostrzegane. Założę się, że przynajmniej część widziała w tym diabelski wynalazek i wieszczyła tragedię. Niektórzy nawet dziś może chcieliby to cofnąć, ale stało się – mamy druk przemysłowy, mamy Internet. Jeszcze żyjemy (po 1968 też nie umarliśmy, ale nie jestem specjalistą od historii) i małe szanse, że te rzeczy się cofną. Jakaś "wojna kulturowa" już się zaczęła, ale nie strzelaj do pianisty – nie ja ją wywołałem. =} Moim zdaniem coś z tym trzeba zrobić i na pewno nie podoba mi się pomysł, żeby jak najszybciej biec do tyłu, ale możliwości są znacznie szersze. Ja się interesuję nimi, ale nie uważam, że mam receptę.
Fakt, pani Paley coś tam zapłaciła. Tym niemniej dalej uważam, że odstawia hipokryzję.
> Paley [...] wydała na wolnej licencji z rodziny CC i ma zysk
Z artykułu:
> Zlecona praca zostaje wykonana i artysta otrzymuje wynagrodzenie, gdyż właśnie dlatego podejmuje się pracy na zlecenie. Ale artyści nie mają przyrodzonego prawa do pieniężnego wynagrodzenia ZA ICH SZTUKĘ.
Wnioskuję, zatem, że przed rozpoczęciem prac nad filmem, pani Paley uzyskała dla niego finansowanie ex ante. Jeśli tak, to:
1. Dlaczego kosztorys/biznesplan, który musi być w takich razach sporządzony, nie uwzględniał kosztów praw autorskich dla piosenek?
2. Dlaczego pani Paley, sprzedaje ex post edycję na DVD oraz prawa do wyświetlania filmu w kinach, skoro, zgodnie z jej własnym artykułem, pobieranie opłat ex post stanowi wymuszenie? I skoro, zgodnie z jej własnym artykułem, film powinien być już zapłacony ex ante w momencie powstania?
Jedyne wytłumaczenie jest takie, że pani Paley bynajmniej nie sfinansowała swojego filmu ex ante, tylko ex post. (Vide stwierdzenie w FAQ: "Pożyczyłam 50 tys. $…").
I dlatego właśnie ten artykuł to żałosny pokaz hipokryzji: jeśliby pani Paley stosowała się do własnych zaleceń, to w ogóle nie miałaby problemu.
I pani Paley nie wciśnie mi kitu choćby dlatego, że ja zawodowo pracuję przy planowaniu przedsięwzięć związanych z wytwarzaniem IP.
> Ale nie widzę sensu bronienia takich postaw, uważam że są szkodliwe,
Ależ ja właśnie zwolenników opcji "zlikwidować prawa autorskie" uważam za szkodliwych wariatów. Jak jasno pokazałem powyżej, równa się to mniej więcej likwidacji połowy gospodarki w krajach rozwiniętych.
I to nie jest problem prasa drukarska vs. pióro. Własność intelektualna dotyczy obecnie każdego aspektu cywilizacji od książek i filmów począwszy na mikroprocesorach skończywszy. Wynalazek prasy drukarskiej nie miał bezpośredniego wpływu np. na rolnictwo, a majstrowanie przy IP taki wpływ ma (np. rośliny transgeniczne).
Ruch Wolnej Kultury to piękne hasła i zero rozeznania w ekonomicznych skutkach tych haseł. Dlatego zresztą nie jest
traktowany poważnie.
Porównywałem przecież coś innego niż ty piszesz: druk z Internetem (nie druk ze zmianami prawa), a Internet też ma na rolnictwo wpływ tylko pośredni. Nie umniejszaj zasług druku w zmianach cywilizacyjnych.
A kultura zezwoleń to może nie są głównie piękne hasła (żeby artyści mieli co jeść, żeby był rozwój gospodarczy, plik to jak samochód itp.), a tak naprawdę generalna niechęć rozumienia, a tym bardziej ruszania w ogóle czegokolwiek – bo po co się wysilać i udowadniać że te hasła się dobrze sprawdzają, skoro to aksjomat?
Wolna kultura to ruch, który najpierw wynurzył się z inspiracji ruchem wolnego oprogramowania, następnie rozpowszechnił się (książki Lessiga) i nieco sformalizował (CC), a teraz jest mniej więcej w fazie koordynowania międzynarodowego oraz pojawiania się w ogóle jako pojęcie w mainstreamie.
Jeśli za sztandarowy projekt WK traktować Wikipedię oraz peer-based production, to jest traktowany poważnie, zwłaszcza w środowiskach badaczy, którzy zachodzą w głowę jak to jest, że to tak dobrze działa. Ale samo pojęcie WK rzeczywiście dopiero wyrabia sobie markę i trudno żeby było traktowane poważnie, skoro jeszcze nie jest nawet specjalnie znane. Mainstream reaguje dopiero jak coś jest duże, a na to trzeba poczekać jeszcze z kilka lat.
Ja tylko chcialem zapytac, w takim razie skoro 'wolnosc' jest promowana, ludzie promujacy 'wolne slowo/wolny kod', z czego oni zyja? Nasowa mi sie tutaj pewna osoba: Richard Stallman, juz nie o jego poglady mi chodzi, tylko sprawa czysto fizyczna i materialna, bo nie pracuje, a lata sobie na spotkania, placi czynsz za prad itd … ludzie daja kase na jego zycie? Utrzymuje sie z 'datkow', dla przykladu autor Linus pracuje, posiada firme itd … wiekszosc 'hakerow' posiada jakis dochod roczny z danej pracy, ale jak ktos wpomnial wyrzej, czesc aktywistow nie pracuje, zyje tylko z belkotu jaki przedstawia czyli "free for all", gdzie ja bedac producentem tych przyslowiowych jablek, musze oddac ziemie, czas, i nasiona ktore zainwestowalem w ten ogrod, tylko po to by byc zgodnym z duchem czasu. Obawiam sie ze ten stary duch juz dawno jest pogrzebany, ale z drugiej strony ciesze sie ze mamy dwie strony barykady, przynajmniej jest jakis 'dialog'.
Przyznam, że nie rozumiem… Autorce nie podoba się, że artysta ma prawo do dysponowania swoimi dziełami? Jeżeli jakiś muzyk, nazwijmy go A zmontuje sobie powiedzmy utwór AB, to zdaniem autorki nie ma on prawa nim dysponować?
I jeżeli ten pechowy A zawczasu nie podpisał z kimś umowy na AB, to nie ma prawa wziąć za to pieniędzy? Dlaczego musi wcześniej się z kimś umawiać?
Mało spałem dzisiaj i chyba czegoś nie zrozumiałem…
Autorce chodzi o to, że jak robisz coś dla pieniędzy, to prawa do dyspozycji ostatecznym kształtem swoich dzieł zostają zatracone. W takim razie pracownik nie ma prawa dysponować swoimi pomysłami/dziełami.
Artysta jednak ma do tego pełne prawo, bo nie podpisał żadnej umowy, która mogłaby jego sztukę uwiązać, ani nie ogranicza jej świadomie.
W każdym razie napisałem to, co zrozumiałem z jej tekstu, a nie teoretyzuje, jak jej wypowidź może odnosić się do stanu rzeczywistego/co chce osiągnąć. Autorka napisała jasno, co ja umieściłem w poprzednim poście.
Mniej więcej — autorce chodzi o to, że inni mają robić za darmo, a wtedy ona to sobie zremiksuje.
Podsumowujac artykul (z minimalna jedynie strata wartosci informacyjnej) – autorce wydaje sie, ze istnieje cos takiego, jak "przyrodzone prawo", i z niego wynika, za co nalezy sie zaplata, a za co nie.
Ciekawe uproszczenie. A coś z niego może wynika?
@kocio: Ze autorka potrafi napisac duzo tekstu o zerowej wartosci informacyjnej.
A czytujesz jakieś felietony, czy je omijasz? Bo mnie z kolei wydaje się, że hasła jak np. ostatnie kazikowe pozostawiają duży niedosyt co autor właściwie miał na myśli i czy to się trzyma kupy. Niby taki skrót to jest informacja, ale niepełna, tak jak e=mc2 bez wyprowadzenia wzoru.
@kocio: Czytuje. Nie chodzi o to, ze autorka napisala duzo – chodzi o to, ze napisala brednie, na niczym poza jej wlasna fantazja nie oparte i niespojne wewnetrznie.
Znaczy po prostu się z nią nie zgadzasz? Trzeba było tak od razu, a nie czepiasz się "ilości informacji" jak pijany płotu… Im więcej niespójności, tym więcej musi być informacji, które się ze sobą nie zgadzają.
@kocio: Jesli uzywasz Shannonowskiej definicji "informacji" – jasne. Ja uzylem definicji "informacja to cos, co nie jest brednią wzietą z sufitu" – a tak zdefiniowanych informacji artykul praktycznie nie zawiera.
Wszelka publicystyka ma przedstawiać punkt widzenia autora, i ten tekst przedstawił. Zrozumiałeś z tego ile chciałeś, zgadzać się nie trzeba, ale twoja definicja jest tak samo wzięta z sufitu (czyli subiektywna), co jej zdanie. Z jej artykułu jednak więcej wynika, a z twojego tylko jedno – "nie podoba mi się". Smerf Maruda ciągle to powtarzał, ale nie w formie zagadki, tylko wprost.
Ciekawy artykuł, ciekawa dyskusja – może dlatego, że problem palący.
Kiedyś twórca pisał książkę, ktoś to wydawał, księgarze sprzedali a nabywca przeczytał i… pożyczył koledze – i wszystko było OK. Ba, malarz tworzył dzieło, a reprodukcje słoneczników VvG wisiały sobie w tysiącach salonów i nikomu do głowy nie przyszło zabierać z tego powodu mieszkanie.
Więc czemuż teraz to samo zrobione za pomocą nowych nośników staje się nagle kradzieżą? Z drugiej strony – czy jeśli kto stworzy dzieło istniejące tylko w postaci wirtualnej (program, muzyka) ma rezygnować ze swoich praw?
Moim zdaniem zmierzamy do jakiegoś kompromisu, w bardzo dużym uproszczeniu – jeśli używasz cudzej własności intelektualnej dla własnych potrzeb – jesteś w miarę w porządku (zadziwiające, jak tolerancyjny jest Microsoft w stosunku do milionów pirackich kopii w prywatnych domach – przecież wie o większości z nich) – jeśli na niej zarabiasz lub tylko przeszkadzasz zarabiać – jesteś piratem… Ale to unosi się jakby w powietrzu, prawo, zresztą różne w różnych krajach, jest niespójne, reaguje napadami drgawek i sprzecznymi decyzjami.
"Więc czemuż teraz to samo zrobione za pomocą nowych nośników staje się nagle kradzieżą?"
Ponieważ jedną fizyczną książkę można pożyczyć jednocześnie tylko jednej osobie, która na dokładkę musi ją kiedyś oddać, więc jak chce mieć do niej wolny dostęp, to albo sobie musi kupić, albo nie dopuścić, żeby oryginalny właściciel danego egzemplarza pożyczał ją innym. Dodatkowo książka się zużywa i prędzej czy później idzie w rozsypkę.
"Nowy nośnik" oznacza, że nagle jedną książkę ma za darmo 30 tysięcy ludzi, którzy autorowi nigdy nie zapłacą, bo swoją kopię mogą trzymać po wsze czasy.
Zanim pojedziesz z debilizmem "ale przecież kiedyś też mogli kopiować, np na ksero" zastanów się, ile kopii można zrobić z jednej fizycznej książki, a ile z jednego pliku pdf.
@ufoludek – sęk w tym, ze prawo nie może (moim zdaniem) różnicować podejście w zależności od nagminności łamania prawa – albo coś jest dozwolone, albo nie – nie może być tak, że jedno zabójstwo – ot, drobiazg, dopiero od jakich 10 tys. to zbrodnia (nawiasem, w praktyce jest akurat odwrotnie – zabójstwo to zbrodnia, ludobójstwo już niekoniecznie).
Druga sprawa – jak masz reprodukcję Van Gogha to możesz ją trzymać "ad mortem kakandum" – możesz sobie nagrać piosenkę z radia i jest OK, możesz nagrać film z Tv na magnetowidzie – ba, na twardym dysku dekodera n-ki i mieć ją dowolnie długo – czemuż to, powtarzam, zmiana źródła czy miejsca przechowywania ma rodzić odpowiedzialność karną?
Odpowiedź dla mnie jest jasna – chodzi o pewne interesy pewnych grup społecznych – i z pewnością nie artystów. Interesy te są w oczywisty sposób sprzeczne z interesami ogółu społeczeństwa (zgoda, upraszczam).
I postawię tu pytanie – niby czemu mam dbać jako szary element (żeby uniknąć członka) społeczeństwa nie o swoje interesy jakimi jest dostęp do dóbr kultury czy pewnych technologii, a o interesy "pewnych grup", o których skądinąd dobrze wiadomo, że należą do grupy jeszcze jednej – najbogatszych ludzi świata?
Ponieważ z debilizmem wyjechałeś pierwszy, dodam, że za debilizm właśnie uważam przedkładanie interesów tej grupy ludzi nad interes własny… (nie mylić proszę tego z naruszaniem prawa – nie mam nielegalnego oprogramowania na kompie np.)
PS. Pozwolę sobie wyrazić jeszcze pogląd, że interesy twórców też są w oczywisty sposób sprzeczne z interesami "pewnych grup" – a za to zgodne z interesami społecznymi – pośrednicy tak naprawdę wykorzystują jednych i drugich a naruszanie swoich interesów reagują napuszczając jednych na drugich (np niejaki Kazik).
odysseusz: "prawo nie może (moim zdaniem) różnicować podejście w zależności od nagminności łamania prawa"
Fajnie, że zaczynasz od chwalenia się ignorancją.
"czemuż to, powtarzam, zmiana źródła czy miejsca przechowywania ma rodzić odpowiedzialność karną?"
Temuż, że z powodu rozbrajającej ignorancji nie wiesz, że odpowiedzialność karną powoduje rozpowszechnianie a nie przechowywanie gdziekolwiek.
"Odpowiedź dla mnie jest jasna – chodzi o pewne interesy pewnych grup społecznych – i z pewnością nie artystów. Interesy te są w oczywisty sposób sprzeczne z interesami ogółu społeczeństwa"
Dziś bezpośrednio tworzeniem IP zajmuje się 11% pracujących w USA, do tego dodaj jeszcze tych, którzy żyją z dostarczania im różnych usług i towarów, i nagle masz coś pod 40% pracujących, którzy w razie załamania produkcji IP idą na bruk.
"(zgoda, upraszczam)."
Nieprawda, po prostu bredzisz.
"Pozwolę sobie wyrazić jeszcze pogląd, że interesy twórców też są w oczywisty sposób sprzeczne z interesami “pewnych grup” – a za to zgodne z interesami społecznymi – pośrednicy tak naprawdę wykorzystują jednych i drugich"
Bzdura, w interesie twórcy jest, żeby ktoś mu sfinansował powstanie dzieła i potem jego dystrybucję, w interesie "pośredników" jest na tym zarobić. Konflikty między nimi jeśli czegoś dotyczą to podziału kasy, ale tak naprawdę jadą na jednym wózku i dobrze o tym wiedzą.
ERRATA: "11% pracujących (…) 40% pracujących"
Nie chodzi o liczbę pracujących a wytwarzany PKB.
@Odysseusz:
"sęk w tym, ze prawo nie może (moim zdaniem) różnicować podejście w zależności od nagminności łamania prawa – albo coś jest dozwolone, albo nie – nie może być tak, że jedno zabójstwo – ot, drobiazg, dopiero od jakich 10 tys. to zbrodnia"
Jest coś takiego, jak szkodliwość społeczna czynu. Pożyczenie jednej książki 10 znajomym nie ma znaczenia. Pozwolenie na skopiowanie jej 10k razy jest już problemem.
Poza tym nie mieszaj proszę jumania szeroko rozumianych utworów z zabójstwami. To jakby różne kategorie.
"możesz sobie nagrać piosenkę z radia i jest OK" — raz: za emisję tej piosenki nadawca zabulił jakąś tam kasę, i w tę kwotę jest wliczone to, że parę osób sobie ją nagra.
Dwa: widzisz różnicę między "nagrałem sobie piosenkę z radia" (często "uszkodzoną" przez wpakowanie na nią reklamy albo zapowiedzi kolejnego programu), a "pozwoliłem skopiować 20k osób album Metalliki"?
"możesz nagrać film z Tv na magnetowidzie – ba, na twardym dysku dekodera n-ki i mieć ją dowolnie długo" — w obu przypadkach odpowiednia kwota została odprowadzona do dystrybutora danego filmu, i jest to kwota znacząco wyższa niż cena 1 dvd, z którego potem tysiące osób mają kopie torrentowe.
W przypadku magnetowidu dodatkowo dochodzi utrata jakości (analog).
"chodzi o pewne interesy pewnych grup społecznych" — zawsze chodzi o "pewne interesy pewnych grup społecznych". Na przykład karanie złodziei samochodów służy interesom grupy społecznej posiadaczy samochodów, ale już niespecjalnie grupie społecznej złodziei.
"(…) nie o swoje interesy jakimi jest dostęp do dóbr kultury" — jesteś święcie przekonany, że jumane są głównie "dobra kultury", a nie Britnej, Transformersy i pornosy?
"Pozwolę sobie wyrazić jeszcze pogląd, że interesy twórców też są w oczywisty sposób sprzeczne z interesami “pewnych grup” – a za to zgodne z interesami społecznymi – pośrednicy tak naprawdę wykorzystują jednych i drugich a naruszanie swoich interesów reagują napuszczając jednych na drugich (np niejaki Kazik)." — czy możesz pokazać, w jaki sposób te "interesy społeczne" są zbieżne z interesem twórców? Że niby jak każdy sobie będzie mógł za darmo skopiować ze 100% dokładnością dowolny utwór nie płacąc za to, to twórca będzie miał w jakiś sposób lepiej?
Owszem, koncerny medialne ciągną kasę ("wykorzystują", jak to wolisz nazywać), ale też ponoszą ryzyko inwestując (swoją!) kasę w zapewnienie artyście warunków do stworzenia dzieła, a następnie w jego promocję, wydanie fizycznych płyt oraz ich dystrybucję.
Jeśli wierzyć insiderowi (Courtney Love), to ponoszone ryzyko sobie świetnie rekompensują:
http://www.therecordindustry.com/courtney_artist_…
A myślę, że można jej wierzyć i nie zmieniło się tak wiele przez tę dekadę, bo nawet znani artyści nie czują się zadowoleni i ostatnio montują własną grupę wkurzonych:
http://prawo.vagla.pl/node/8645
Jeśli tak wygląda sytuacja, to albo ten mechanizm – powszechnie uważany za wystarczająco dobry – jest w rzeczywistości strasznie nieefektywny, albo duże wytwórnie korzystają z oligopolu i doją zarówno artystów, jak i odbiorców. Sukces dystrybucyjny "In Rainbows" pokazał nie tylko, że tak się da, ale również że jeśli jedni płacą mniej i to tylko część, to drudzy mają z tego całkiem miłe pieniądze, a przy okazji brak zależności i pozbywania się praw autorskich.
Poki nikt artystom pistoletu do glowy nie przyklada, domyslam sie, ze dobrowolnie sprzedali swe prawa wydawcom. Czy jezeli teraz artysci zaczynaja sie czuc wykorzystywani tzn. ze nalezy im odebrac prawo spieniezania „wartosci intelektualnych” wogole?
„ponoszone ryzyko sobie świetnie rekompensują”
Kazdy wie, ze deko handlu jest lepsze niz kilo roboty.
@kocio: wszystko świetnie, tylko po pobieżnym przejrzeniu zarówno tego, co pisze Courtney Love, i postulatów FAC odnoszę wrażenie, że tez pani Niny to oni za bardzo nie wspierają. Oni chcą dostawać więcej kasy, a nie „wspierać wolny przepływ sztuki między ludźmi” itp.
W szczególności FAC chce ograniczyć możliwości wykorzystywania utworów „na lewo”:
Also: nikt nikomu nie broni działać zgodnie z postulatami Niny Paley. Mogą sobie wydawać na CC i liczyć, że im ktoś przyśle czek. Jeno na razie jednak artyści wolą odpalić działkę Wielkim Evil Krwiopijczym Korporacjom.
Jasne, przecież nie mówiłem, że wspierają kogokolwiek poza sobą nawzajem. Ich inicjatywa jest zupełnie niezależna i równoległa do tego, co robi Paley czy ktokolwiek inny. Podzieliłem się po prostu swoją wiedzą o tym, co się dzieje na linii artyści-wytwórnie (majorsi; są też mniejsze i tam to może inaczej wyglądać), bo ten obrazek o inwestycjach w artystów zabrzmiał jakoś tak różowo jak z plakatu.
Nie siedzę w przemyśle muzycznym, więc posiłkuje się linkami. Nie mam pojęcia dlaczego muzycy tak się trzymają majorsów – może Courtney Love lepiej to wie. Może per saldo większość uważa że się i tak opłaca, a może tylko nie wyobrażają sobie niczego innego. Jak coś o tym znajdę, to nie omieszkam się podzielić.
Jak przyznaje sama pani Love, wytwórnia ma 5% prawdopodobieństwa sukcesu, czyli jedna dobrze sprzedająca się płyta musi zarobić na 19 innych które przyniosły straty. Co automatycznie oznacza, że aby w ogóle wyjść na zero, wytwórnia musi mieć z dobrze sprzedającej się płyty uzyskać DWUDZIESTOKROTNOŚĆ kosztów produkcji i marketingu. Dziwisz się, że artyści nie chcą ładować własnych pieniędzy w interes który ma 5% szans powodzenia?
Że wytwórnie kantują artystów? Pewnie, że kantują, co jest jak najbardziej godne potępienia, ale artyści też ludzie dorośli i powinni czytać co podpisują. Świetny kontrprzykład to niejaki Phil Collins, który był swego czasu jednym z najbogatszych ludzi w UK, dlatego, że płyty nagrywał za własne pieniądze, a wytwórni zlecał tylko dystrybucję…
Przytoczona powyżej inicjatywa muzykow przypomina mi ostatni strajk scenarzystów w Hollywood. Chodziło w nim o to, że dotychczas scenarzyści otrzymywali tantiemy od emisji filmów w TV i sprzedaży na DVD. I nagle okazało się, że duża częśc sprzedaży współczesnego serialu telewizyjnego (np. przytaczany wcześniej Battlestar Galactica) realizowana jest poprzez serwisy VoD typu iTunes oraz Amazon — od czego scenarzyści tantiemów nie otrzymywali. No i związek zawodowy scenarzystów ogłosił strajk i wymusił nowy układ zbiorowy, który takie należności przewiduje..
Tak więc to co ma miejsce, to walka artystów z wytwórniami o podział zysków. Ale to nie ma nic wspólnego z likwidacją praw autorskich! Podejrzewam nawet, że gdyby kol. Kocio zaczął głosić swoje tezy na zebraniu związku zawodowego scenarzystów, to opuściłby je w karetce…
@kocio: "bo ten obrazek o inwestycjach w artystów zabrzmiał jakoś tak różowo jak z plakatu." — e tam różowo. Ktoś wykłada kasę i oczekuje zwrotu. Dodatkowo wykłada kasę na przedsięwzięcie ryzykowne (te nieszczęsne 5% udanych inwestycji), to i się stara sobie zrekompensować ryzyko.
Niemniej dzięki za podesłanie linków popierających tezę, do której się całym sercem przychylam, a mianowicie że pani Paley opowiada głupoty.
Ogólnie odnoszę wrażenie podobne jak krzy3 — ona po prostu stara się zagospodarować "kontestującą" część rynku kultury. Coś jak ciuchy z logo "no logo".
@ufoludek "Ktoś wykłada kasę i oczekuje zwrotu. Dodatkowo wykłada kasę na przedsięwzięcie ryzykowne (te nieszczęsne 5% udanych inwestycji), to i się stara sobie zrekompensować ryzyko."
Czyli wyciągają z ludzi kasę głównie na finansowanie swoich chybionych inwestycji.
@me: Te inwestycje to artyści debiutujący, niszowi itp. Gdyby nie robili tych "chybionych inwestycji", to na finansowanie twórczości mogłoby liczyć tylko kilku najbardziej kasowych artystów typu Britnej i Backstreet Boys.
@ufoludek „Te inwestycje to artyści debiutujący, niszowi itp. Gdyby nie robili tych “chybionych inwestycji”, to na finansowanie twórczości mogłoby liczyć tylko kilku najbardziej kasowych artystów typu Britnej i Backstreet Boys.”
Ciekawa teoria, przemysł rozrywkowy pod względem przemiału kasy ustępuje najwyżej zbrojeniowemu. Można by obłożyć rozrywkę akcyzą, byłoby więcej na edukację i zdrowie…
@me: no dobra, powinienem napisać "między innymi artyści debiutujący"
Niemniej obawiam się, że stopa zwrotu jest odwrotnie proporcjonalna do ambitności filmu, więc brak tych nietrafionych inwestycji wbrew pozorom na dobre by kulturze nie wyszedł, bo byśmy mieli same przysłowiowe Transformersy.
@ufoludek przemysł zbrojeniowy też jest potrzebny, bo inaczej kto by utrzymywał orkiestry wojskowe
@me "Czyli wyciągają z ludzi kasę głównie na finansowanie swoich chybionych inwestycji."
Nikt nie twierdzi, ze wszystkie ludziska sa wystarczajaco inteligentne, niektorzy twierdza, ze to jest mniejszosc.
Urawnilowke juz mielismy w Polsce i nie tylko. I nigdzie sie nie sprawdzila.
@mini "Urawnilowke juz mielismy w Polsce i nie tylko. I nigdzie sie nie sprawdzila."
Wszechwładzę, rzeczywiście się nie sprawdziła, inaczej do dziś obowiązywałoby niewolnictwo.
Brak słów. Ten artykuł to lewacki bełkot. Nie ma sensu z nim polemizować po prostu.
i’d love to share this posting with the readers on my site. thanks for sharing!
Pretty good post. I just stumbled upon your blog and wanted to say that I have really enjoyed reading your blog posts. Anyway I’ll be subscribing to your feed and I hope you post again soon.
I’d be inclined to concur with you on this. Which is not something I typically do! I enjoy reading a post that will make people think. Also, thanks for allowing me to comment!
Does anyone know how much this is?
Because looking to find a while for that helpful articles or blog blogposts centered on this one particular particular matter !! Examining in Search engines I now uncovered this web site. Seeing this information So i am grateful to express that I get a great impression I stumbled upon just what I used to be uncover. I most certainly is going positive to thoughts this world wide web and take on on a go to on a continuous foundation.
I’m impressed, I should say. Genuinely hardly ever do I encounter a blog site that is equally educative and entertaining, and allow me to tell you, you may have hit the nail around the head. Your believed is outstanding; the issue is a thing that not ample people are talking intelligently about. I am very blissful that I stumbled during this in my hunt for 1 issue referring to this
Hello – Very nice looking site, just browsing around some pages, it appears to be a very attractive platform you are using here. I am presently using WordPress to run a few of my web sites but looking to change one of these over to a platform the same as yours just for a trial run. Anything in particular you would suggest about it?
I recently came across your website and have been scaning along. I thought I could leave my first comment. I don’t know what to say except that I have enjoyed scaning what you all have to say…
This post is in truth assistive for someone who has been having difficulties with this position. I have seen at a amount of resources but to no avail. I will keep learning and studying here in the promise of finally getting past this.
WONDERFUL Post.thanks for share..extra wait .. …
I would like to add that in case you do not surely have an insurance policy or maybe you do not remain in any group insurance, chances are you’ll well really benefit from seeking aid from a health insurance professional. Self-employed or people who have medical conditions ordinarily seek the help of a health insurance brokerage. Thanks for your text.
I believe that youtube is a great tool for anyone interested in watching or uploading videos. I have been using the site for years now, and still think it is doing a good job!
I’d also like to convey that most people who find themselves without having health insurance usually are students, self-employed and people who are laid-off. More than half in the uninsured are under the age of Thirty five. They do not experience they are wanting health insurance because they are young and healthy. Its income is generally spent on property, food, and entertainment. Many individuals that do represent the working class either complete or part-time are not offered insurance through their jobs so they proceed without due to rising expense of health insurance in the usa. Thanks for the tips you reveal through this website.
We stumbled over here from a different web address and thought I may as well check things out. I like what I see so now i’m following you. Look forward to finding out about your web page again.
Hmm it appears like your website ate my first comment (it was extremely long) so I guess I’ll just sum it up what I submitted and say, I’m thoroughly enjoying your blog. I too am an aspiring blog blogger but I’m still new to the whole thing. Do you have any tips and hints for novice blog writers? I’d really appreciate it.
I enjoyed reading your post and I wanted to tell you that I totally agree with you. It is tricky to find people that think likewise these days. Keep it up
I tried to post a comment previously, yet it hasn’t shown up. I imagine your spam filter may well be broken?
Just curious, what wordpress theme are you using because it looks cool?
Your blog is one of a kind, i love the way you organize the topics.–.’:
You can increase your blog visitors by having a fan page on facebook.-~**.
RSS Feeds on your blog sometimes does not work.’;.;`
I see that you are using WordPress on your blog, wordpress is the best.*–`-
Very good blog! Do you have any helpful hints for aspiring writers? I’m hoping to start my own site soon but I’m a little lost on everything. Would you advise starting with a free platform like WordPress or go for a paid option? There are so many choices out there that I’m totally confused .. Any suggestions? Many thanks!
It is very rare these days to find sites that provide information someone is watching for. I am glad to see that your site share valued info that can help to many readers. nice one and keep writing!
Aside from established ranks such as officers and raid leaders, presently there tend to be a lot of niche roles which guild members may tumble straight into. I’m personally with the opinion that many guilds may benefit from using a chosen whipping boy to call their very own. You understand exactly who I’m talking about. Everybody cracks jokes at his expense. Problems tend to be blamed on him, even though he is possibly not logged on. From the outsider’s viewpoint, it might appear suspiciously like everybody hates him or her!
Well, another blogger already posted a topic like this.-’„”
Hey, what kind of anti-spam plugin do you use for your blog.,:;~*
I am typically to running a blog and i really respect your content. The article has really peaks my interest. I’m going to bookmark your website and hold checking for new information.
Hi, do you have a facebook fan page for your blog?`”;-:
I have to say this post was certainly informative and contains useful content for enthusiastic visitors. I will definitely bookmark this website for future reference and further viewing. cheers a bunch for sharing this with us!
Please keep on dropping such quality articles as this is a rare thing to find these days. I am always searching online for articles that can help me. watching forward to another great website. Good luck to the author! all the best!
If most people wrote about this subject with the eloquence that you just did, I’m sure people could do much more than just read, they act. Great stuff here. Please keep it up.
I will invite all my friends to your blog, you really got a great blog.;~,:.
I have caught brilliant blogs and I have seen not so wonderful sites. This blog is very informative in many ways and certainloy ranks in the former category. Really appreciate the information your providing use avid readers!
Thanks for the great post on your blog, it really gives me an insight on this topic.,~;’,
Very well said, your blog says it all about that particular topic.,.~,:
After study a number of of the weblog posts on your web site now, and I truly like your manner of blogging. I bookmarked it to my bookmark web site record and will probably be checking back soon. Pls try my website as effectively and let me know what you think.
Perhaps you should update the php server on your webhost, WordPress is kinda slow.`*,;*
My friend first found your blog on Google and she referred your blog to me.`.,.*
I’m new to your blog and i really appreciate the nice posts and great layout.;,.,~
Outstanding post however , I was wondering if you could write a litte more on this subject? I’d be very thankful if you could elaborate a little bit further. Cheers!
I’m happy I located this site! From time to time, students want to cognitive the keys of productive literary essays composing. Your first-class know-how about this good post can become a proper basis for such people. cheers!
thank you for such a great site. Where else could anyone get that kind of info written in such a perfect way? I have a presentation that I am presently working on, and I have been on the watch out for such info.
Thanks for the details about this. You helped me personally understand some things I failed to before.
Thanks for sharing the information. I located the info very useful. That’s a awesome story you posted. I will come back to scan some more.
Have you tried twitterfeed on your blog, i think it would be cool.~,,”~
Please keep on posting such quality posts as this is a rare thing to find these days. I am always searching online for storys that can help me. looking forward to another great site. Good luck to the author! all the best!
I’m new to your blog and i really appreciate the nice posts and great layout.;*`*~
Thanks for your marvelous posting! I quite enjoyed reading it, you will be a great author.I will make certain to bookmark your blog and will often come back later in life. I want to encourage you continue your great work, have a nice weekend!
The color of your blog is quite great. i would love to have those colors too on my blog.~:–~
This site post is excellent, probably because of how well the subject was developped. I like some of the comments too though I would prefer we all stay on the suject in order add value to the subject!
I really believe you will do much better in the future I appreciate everything you have added to my know-how base.Admiring the time and effort you put into your site and detailed info you offer!
Hey, what kind of anti-spam plugin do you use for your blog.,;;.:
I would really like you to become a guest poster on my blog.**,,.
I recently came across your blog and have been scaning along. I thought I could leave my first comment. I don’t know what to say except that I have enjoyed reading what you all have to say…
A very informationrmative article and lots of really honest and forthright comments made! This certainly got me thinking about this issue, nice one all.
What would be your next topic next week on your blog.`-.”~
You are so cool man, the post on your blogs are super great.*”*`’
I always visit your blog everyday to read new topics.;.`”.
RSS Feeds on your blog sometimes does not work.*`’”:
I think your blog is getting more and more visitors.”~-~,
Your home is valueble for me. Thanks!
thank particularly for the quickstart vids, I was so excited after downloading the tools that you cannot imagine how disappointed I was to discover I couldn’t get them to work! You came to my rescue and saved the day!
This has to be one of my favorite posts! And on top of thats its also very helpful topic for newbies. thank a lot for the information!
I believe that youtube is a great tool for someone interested in watching or uploading videos. I have been using the site for years now, and still think it is doing a good job!
I’d be inclined to clinch the deal with you on this. Which is not something I typically do! I love reading a post that will make people think. Also, thanks for allowing me to speak my mind!
Great blog post and nice discussion among the comments.:~;..
Thanks for the ideas you talk about through this site. In addition, numerous young women who seem to become pregnant do not even attempt to get medical care insurance because they are full of fearfulness they won’t qualify. Although a lot of states currently require insurers supply coverage in spite of the pre-existing conditions. Rates on these kinds of guaranteed programs are usually bigger, but when considering the high cost of health care it may be the safer way to go to protect your current financial potential.
I would really like you to become a guest poster on my blog..”,”*
I see that you are using WordPress on your blog, wordpress is the best.`,:~-
I always visit new blog everyday and i found your blog..~’~:
RSS Feeds on your blog sometimes does not work.*”–.
Hi would you mind letting me know which hosting company you’re using? I’ve loaded your blog in 3 different internet browsers and I must say this blog loads a lot faster then most. Can you suggest a good internet hosting provider at a reasonable price? Kudos, I appreciate it!
nice one for the post and information! I think education is important for us so we must prepare the best education for our generation by sharing such great info with eachother!
Have you already setup a fan page on Facebook ?”*~-,
I have caught brilliant sites and I have caught not so brilliant sites. This blog is very informationrmative in many ways and certainloy ranks in the former category. Really appreciate the information your providing use avid readers!
You can increase your blog visitors by having a fan page on facebook.~”`:;
nice one particularly for the quickstart vids, I was so excited after downloading the tools that you cannot imagine how disappointed I was to discover I couldn’t get them to work! You came to my rescue and saved the day!
pleasant post, keep up with this interesting work. It really is good to know that this topic is being covered also on this web site so cheers for taking time to discuss this!
Greetings! This is my first visit to your blog! We are a collection of volunteers and starting a new project in a community in the same niche. Your blog provided us useful information to work on. You have done a marvellous job!
Really nice blog post. I simply stumbled upon your own web page and wanted to say that I have seriously liked looking your blog posts. In any case I will be subscribing to your rss feed and I really hope you write again very soon!
Wow, you seem to be very knowledgable about this kind of topics.`~**.
Well, another blogger already posted a topic like this..,,~;
I will invite all my friends to your blog, you really got a great blog.;’:;.
Hey there, I think your website might be having browser compatibility issues. When I look at your blog site in Opera, it looks fine but when opening in Internet Explorer, it has some overlapping. I just wanted to give you a quick heads up! Other then that, awesome blog!
Your blog never ceases to amaze me, it is very well written and organized.~-~,`
I enjoyed reading your nice blog. I see you offer priceless info. feel into this blog by chance but I’m sure glad I clicked on that link. You definitely answered all the questions I’ve been dying to answer for some time now. Will definitely come back for more of this.
Well, another blogger already posted a topic like this.*:’~.
This is a great site post. thanx very much for the great insight and we really appreciate the time you took to write this. cheers again.
Perhaps you should update the php server on your webhost, WordPress is kinda slow.`.”‘`
The post is absolutely wonderful! Lots of great information and inspiration, both of which we all need! Also like to admire the time and effort you put into your blog and detailed information you offer! I will bookmark your site!
It’s quite hard to find a good site. And I think I am lucky enough to have come here. The posts are doing great and full of good insights. I would be glad to keep on coming back here to check for updates!
Howdy! I know this is kinda off topic nevertheless I’d figured I’d ask. Would you be interested in trading links or maybe guest writing a blog article or vice-versa? My website discusses a lot of the same subjects as yours and I feel we could greatly benefit from each other. If you happen to be interested feel free to shoot me an e-mail. I look forward to hearing from you! Terrific blog by the way!
I’m truly enjoying the design and layout of your blog. It’s a very easy on the eyes which makes it much more enjoyable for me to come here and visit more often. Did you hire out a designer to create your theme? Superb work!
Oh i really envy the way you post topics, how i wish i could write like that.;.:~:
I bookmared your site a couple of days ago coz your blog impresses me.*.”-~
My friend first found your blog on Google and she referred your blog to me.~`;~:
I see that you are using WordPress on your blog, wordpress is the best..:*”.
I’m a blog crazed person and i love to read cool blog like yours.:”;.-
The thing i like about your blog is that you always post direct to the point info..~**’
Hey, what kind of anti-spam plugin do you use for your blog.:”"~*
RSS Feeds on your blog sometimes does not work.”;`;,
I think this is really clever that authors are dropping in these very clever hints and jokes, I have never noticed them personally but I will certainly keep a look out from now on.
Hi, do you have a facebook fan page for your blog?’`:`*
Thanks for the blog loaded with numerous information. Stopping by your blog helped me to urge what i was searching for.
RSS Feeds on your blog sometimes does not work.-”‘.’
An impressive share, I simply given this onto a colleague who was doing a bit of analysis on this. And he in reality purchased me breakfast as a result of I found it for him.. smile. So let me reword that: Thnx for the deal with! However yeah Thnkx for spending the time to discuss this, I really feel strongly about it and love reading more on this topic. If attainable, as you grow to be expertise, would you mind updating your weblog with more particulars? It is highly useful for me. Huge thumb up for this blog submit!
Hi, the website took quite a long time to load but it was certainly worth it
Have you already setup a fan page on Facebook ?”,.-*
I’m a blog crazed person and i love to read cool blog like yours.’*;–
Have you already setup a fan page on Facebook ?`~`~”
Judging by the way you write, you seem like a professional writer..*:,’
Great blog post and nice discussion among the comments.~’;';
You can also put a chatbox on your blog for more interactivity among readers.:.`”‘
There is clearly a lot to know about this. I think you made some great points in this post.
Your blog never ceases to amaze me, it is very well written and organized.;:,;~
Really section of content. I just came across your blog page and in accession capital to assert that I get in reality enjoyed account your site posts. Anyway I will be subscribing to your augment and also I achievement you entry frequently quickly.
I’m not sure why but this website is loading extremely slow for me. Is anyone else having this issue or is it a issue on my end? I’ll check back later and see if the problem still exists.
While I tend to side with the post I sincerely believe that car insurance has become too complex for the average car insurance policy holder. Just like any important purchase however you must perform due diligence and research the insurance companies before you purchase.
Thanks for the publish. I have constantly observed that the majority of people are eager to lose weight simply because wish to look slim as well as attractive. Nevertheless, they do not usually realize that there are more benefits to losing weight as well. Doctors claim that over weight people have problems with a variety of diseases that can be directly attributed to their own excess weight. The good thing is that people who sadly are overweight and also suffering from diverse diseases can reduce the severity of their illnesses by simply losing weight. It is possible to see a constant but noted improvement in health while even a negligible amount of losing weight is obtained.
I wish to show my appreciation to the writer for bailing me out of this particular condition. After surfing around through the internet and getting basics which were not helpful, I assumed my life was well over. Being alive devoid of the answers to the problems you’ve resolved by means of your entire article is a critical case, and the kind which could have badly damaged my entire career if I hadn’t encountered your web page. Your main know-how and kindness in handling everything was excellent. I don’t know what I would have done if I hadn’t discovered such a point like this. I can also at this point relish my future. Thank you very much for the high quality and amazing guide. I will not think twice to propose the sites to any individual who requires counselling on this situation.
Now you could have your new web site and also you’re eager to start making some gross sales! But, how can you make gross sales when you do not need high volumes of visitors to your web site?
There is obviously a lot to know about this. I think you made some wonderful points in this post.
I think this is really neat that the writers of these articles are dropping in these very clever hints and jokes, I have never picked up on them before but I will definitely have a look out from now on.
Your blog has the same post as another author but i like your better.`;:”-
This post provided us with valuable information to assist us get going|.
I always visit new blog everyday and i found your blog.`–~,
Salutation, perhaps this is not on topic but anyhow, I have been browsing about your web site and it looks truly tidy. impassioned about your activity. I’m building a new web log and hard put to make it appear great, and provide really good content. I have discovered a lot on your site and I look forward to more updates and will be coming back.
The style of the artwork is like a colorized version of artwork you might find in a novelized version of a well known fable.
If you have a Nintendo Wii games console, you perhaps are amazed featuring its capability to read a person’s movements and translate these into in – activity movements of characters inside different Wii games.
There are some fascinating time limits in this article but I don’t know if I see all of them heart to heart. There may be some validity however I will take hold opinion until I look into it further. Good article , thanks and we wish more! Added to FeedBurner as well
Have you tried twitterfeed on your blog, i think it would be cool.;;;~-
Losing hyaluronic acid leads that will sagging skin and lines, and therefore, boosting production of this particular substance with anti-aging ingredients is usually an effective approach to young looking skin.
Im wondering why VLC is still free? Is there a possibility I could donate money to them?
I was wondering if you ever considered changing the structure of your site? Its very well written; I love what youve got to say. But maybe you could a little more in the way of content so people could connect with it better. Youve got an awful lot of text for only having 1 or 2 pictures. Maybe you could space it out better?
I simply couldn’t depart your websites prior to recommending that I actually enjoyed the standard info a person provide for your visitors? Is going to be back often in order to check up on new articles.
This site rocks !. My wife and i invariably discovered something new & many the following. Appreciate your which often info.
Magnificent Write-up.nice one for portion..alot more delay ..
…
Hello There. I found your blog using msn. This is a very well written article. I will make sure to bookmark it and return to read more of your useful info. Thanks for the post. I’ll definitely return.
Your blog never ceases to amaze me, it is very well written and organized.`.~`.
Thanks bro
I’ve considered numerous web firelogs and I can for sure say that this the first is my favorite .
I find it interesting that many of the people who commented with opposite thoughts and opinions, did so in such a judgemental and authoritive manner.
This website online is really a stroll-by for the entire info you wanted about this and didn’t know who to ask. Glimpse here, and also you’ll positively uncover it.
Great blog you have here. So many blogs like yours cover subjects that just aren’t covered by magazines. I don’t know how we got by 15 years ago with just print media.
You can also put a chatbox on your blog for more interactivity among readers.~’,,-
Search engine marketing needs an excellent search engine optimizer plan. Simply certainly one of these strategies can make an enormous distinction in your sites position and company your website brings you.
Great blog. Lots of websites like yours cover subjects that just aren’t covered by magazines. I don’t know how we got on 10 years ago with just newspapers and magazines.
You made some valid points in this article. I’ve done a lot of searching on the topic and think most people will agree with your blog. Thanks, Tamara Padilla
I’m getting a teeny issue. I can’t get my reader to pickup your feed, I’m using bing reader by the way.
Can I simply say what a relief to search out somebody who really is aware of what theyre speaking about on the internet. You undoubtedly know easy methods to deliver a difficulty to gentle and make it important. Extra folks must learn this and understand this facet of the story. I cant believe youre no more fashionable because you positively have the gift.
Helpful
I am glad to be one of the visitors on this great internet site (:, thankyou for posting.
This one is an inspiration personally to uncover out rather more associated to this subject. I have to confess your information prolonged my sentiments in addition to I am going to right now take your feed to remain updated on each coming weblog posts you might presumably create. You might be worthy of thanks for a job completely performed!
I’m a college student that wants to carry a personal loan of 00 for just a 60 month period. I do not want to obtain a student loan, because I are through using the $ for higher education, rather some personal expenses.
Sometimes, blogging is a bit tiresome specially if you need to update more topics.`**,`
Everytime I read your content articles I feel as if your writting is bettering, see it from the day one.
Amazing blog! Is your theme custom made or did you download it from somewhere? A theme like yours with a few simple adjustements would really make my blog stand out. Please let me know where you got your design. Appreciate it
My partner and I really enjoyed reading this blog put up, I was just itching to know do you trade featured posts? I am all the time trying to find someone to make trades with and merely thought I would ask.
Great – I would definitely articulate, shocked with your website. I had no trouble navigating through all tabs and related info ended up being honestly simple to do to access. I recently found what I wished for before you know it at all. Quite unusual. Will probably appreciate it for people who add forums or anything, web-site theme . a tones way for your client to communicate. Great job.
I’ve been missing for some time, but right now I remember why I used to like this web page. Appreciate it, I will try and check back more often. How frequently you up-date your blog?
Thanks for taking the time to debate this, I feel strongly about it and love studying more on this topic. If doable, as you gain expertise, would you thoughts updating your blog with additional information? This can be very helpful for me.
Having just been browsing forinformative articles for the research project I’ve been working on when I happened to stumble upon yours. Thanks for this informative content! — Emilio Watts
Just killing some in between class time on Digg and I discovered your article . Not normally what I desire to read about, nevertheless it was completely worth my time. Thanks.
I like this post lots. i will be able to positively be back. Hope that i’ll be able to scan additional insightful posts then. will be sharing your information with all of my friends!
you’ve got a great weblog right here! would you prefer to make some invite posts on my weblog?
That is really fascinating. It offered me numerous tips and I’ll be posting them on my net website soon. I’m bookmarking your website and I’ll be back again. Give thanks to you once again!
Hi, do you have a facebook fan page for your blog?`:„:
British Sovereigns are highly valed because of their historical and cultural character. Collectors love sovereigns and they can have tremendous numismatic value on account of their history and rarity.
I would really like you to become a guest poster on my blog.`.*~*
Hey – nice blog, just trying around some blogs, seems a pretty nice platform You Are using. I’m at present using Drupal for a few of my sites but seeking to change one in all them over to a platform very a lot the identical to yours as a trial run. Anything particularly you’ll advocate about it?
Would you be serious about exchanging links?
Your home might be valueble i think. Appreciate it!…
Thanks for this glorious article. Yet another thing to mention is that a lot of digital cameras come equipped with a new zoom lens that enables more or less of the scene to be included by simply ‘zooming’ in and out. These kind of changes in focusing length usually are reflected inside viewfinder and on huge display screen on the back of the particular camera.
My opinion is really a bit another how it is feasible to talk to the author, for example on an e-mail?