Australijczycy protestują przeciw cenzurze Internetu
- Dodano: 14 grudnia 2008
- Wprowadził: michuk
- Komentarze: 29
Dziewięć tysięcy Australijczyków wyszło na ulicę, żeby zaprotestować przeciw planom rządu na ocenzurowanie Internetu.
Rząd Australii chce wprowadzić prawo nakazujące dostawcom Internetu filtrowanie treści na podstawie dostarczonych przez agencje rządowe czarnych list. Chodzi o tysiące stron, które mogą przestać być dostępne dla australijskich użytkowników sieci. Planowane ustawy spotkały się z ogromnym sprzeciwem większości Aussies, co jednak nie zmieniło zamiarów rządu i ministra komunikacji Stephena Conroy’a.
Oto kilka zdjęć z manifestacji. Więcej na stronach Computerworld: In Pictures: Aussies rally against against sanitised Internet.
Informację o wydarzeniu uzyskałem dzięki serwisowi Slashdot (Australia Says No to Internet Censorship ).
Więcej informacji: http://geek.viewfromwithin.net/wpmu/2008...a-says-no/
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
29 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.


Bardzo ważne wydażenie – tym bardziej, że w zasadzie w większości krajów świata rozwijają się tendencje do 'kontrolowania' internetu (nie wchodzę w przyczyny – różne dla różnych państw czy regionów). Całość sprowadza się jednak do batalii (celowo używam tego słowa) o kontrolowanie treści docierającej do ludzi między nimi krążącej – słowa, obrazy, idee. W USA potrzebę restrykcyjności próbuje się tłumaczyć ochroną praw autorskich oraz walką z terroryzmem; Chiny nawet nie udają, że po prostu chodzi o 'zamordyzm'. W Australii jak i innych krajach Oceanii (np. Nowa Zelandia) kontrolę interentu próbuje wytłumaczyć się ochroną praw autorskich oraz walką z patologiami (np. pedofilią).
Kilka powyższych słów to nie tylko bezrefleksyjne stwierdzenie faktów, ale przypomnienie, że i Europie (dotąd skutecznie opierającej się takim pomysłom), też kiedyś przyjdzie nam zmierzyć się z podobnym problemem. Scenariusz wprowadzania ograniczeń jest prawie zawsze podobny (nawet w Chinach) i polega na wprowadzaniu w ustawodastwie teoretycznie kosmetycznych poprawek (przecież one nikomu nie szkodzą, zapobiegną patologiom itp.) a następnie dosłownemu egzekfowaniu co de facto osiąga skutek znacznie szerszy od propagowanego.
Chyba trochę przynudzam – więc podsumowując. Myślę, że Australijczycy mimo protestów mają już 'posprzątane'
. U nas (w Europie) dobrze że ludzie potrafią zareagować czynnie na takie pomysły jak Sarkozyego, ale one wrócą. Więc we własnym dobrze pojętym interesie należy bardzo czynnie zwalczać takie pomysły.
Czy ja wiem czy posprzątane… Zależy jak się będą bronić. Jeśli po wprowadzeniu cenzury będą się pojawiać strajki, ataki na serwery rządowe i dostawców internetu, bojkot najpierw muzyki i filmów a potem internetu (dajmy na to przez jeden miesiąc nikt nie płaci za internet i nikt go nie używa) no i w końcu zamachy na polityków to może mają jakieś szanse.
Czyli pozamiatane
Znasz jakieś ważniejsze przypadki w których bojkot odniósł sukces?
Zniszczenie transportu herbaty w 1773 r. było pretekstem do wojny. Sytuacja jest podobna – próba przejęcia kontroli nad wymianą dóbr kluczowych w danym okresie historycznym.
Muzyki, filmów ani Internetu nikt nie zbojkotuje. A za wszystkie pozostałe 'genialne pomysły' grozi co najmniej komornik, jak nie więzienie. Otwórz oczy, tu jest prawdziwy świat, a nie jakieś wymysły gimnazjalisty.
Czy Ty wiesz, o czym piszesz? Naprawdę sądzisz, że ludzie będą mordować polityków w imię walki z cenzurą?
Nie nudziłeś, ale wydarzeniem byłoby gdybyś wyegzekwował u siebie używanie sprawdzania pisowni. Przepraszam za tę drobną złośliwość.
ROTFL.
No, takie sa skutki pisania niusow bez kojarzenia pewnych… zjawisk. Nikt nie skojarzyl "OVER 9000!" i "We are Anonymous". I zrobilo sie z, pokazane na zdjeciach, dziewiec tysiecy osob.
Linkow nie wkleje z oczywistych przyczyn, ale polecam zapoznanie sie z haslami "over 9000" i "Anonymous" na Uncyclopedii.
"OVER 9000" dla znawców memów internetowych kojarzy się jednoznacznie, ale nie widzę w tekście na slashdocie ani w galerii computerworld tego hasła "standalone" ale w kontekście że tyle właśnie było osób… Więc myślę że to lekka przesada mówić że to jest błąd w tłumaczeniu czy nieznajomości.
Ale fakt, anonymous (mimo że w masce guya fawkesa aka. epic fail guy) się kojarzy jak trzeba
W pierwsze w newsie wyraźnie jest "slated", czyli tyle się zapisało. Z tego, co wiem w Sidney przyszło jakieś 300 osób, co by wskazywało, że akcja zaliczyła "epic fail" (zdjęcia to tak jakby potwierdzają. No chyba, że fotograf nie potrafił uchwycić tłumów. Nie mówię już o tym, że spodziewano się 15tyś).
Należy jeszcze dodać że nie tylko ludzie, ale i firmy się sprzeciwiają. Za http://tnij.org/w_kupie_sila_australia
"Jednak najwięksi australijscy ISP – Telstra i Internode – odmówili podporządkowania się decyzjom władz, stwierdzając, że nie wezmą udziału w testach. Inny duży dostawca, iiNet stwierdził, że do testów przystąpi, ale tylko po to, aby udowodnić, że rządowy plan nie ma szans powodzenia. Z kolei Optus, popularny przede wszystkim w północnej części kraju poinformował, że przeprowadzi testy, ale tylko na ograniczonej liście 1300 witryn, a w dodatku nie będzie uruchamiał głębokiej inspekcji pakietów (DPI), by wychwytywać „nieodpowiednie treści”."
Odpowiedzią jest TOR
Wydaje mi się że jeśli serwer stoi w Australii to też może być problem. Wtedy dane będą musiały i tak przejść przez łącza jednego z operatorów niezależnie od tego którędy będzie szło połączenie TOR.
Ps. nie mam tylko pojęcia jak to się odnosi do mojego komentarza:)
Łapy precz od Internetu!
Niech się rządy zajmą problemami swoich obywateli, a nie swoimi "problemami" w postaci ostatniej ostoi wolności słowa.
Internet nie powinien być w ogóle cenzurowany. Jeśli strona:
- nie ma charakteru przestępczego (dziecięca pornografia, nielegalne oprogramowanie, itp)
- nie jest listowana w wyszukiwarkach, a przynajmniej autor dołożył wszelkich starań, aby nie była (robots.txt)
- oraz nie jest reklamowana publicznie (czyli nie jest rodzajem serwisu, gazety, źródłem publicznych informacji, z którymi autor CHCE dotrzeć do wszystkich odbiorców i dokłada do tego starań)
to powinna mieć prawo zawierać dowolną treść.
Aby dotrzeć do takiej strony, trzeba włożyć sporą pracę, bo nie jest ona publicznie dostępna. I jako taka jest prywatnym zdaniem autora, a odwiedzający ją otrzymuje te informacje na zasadzie prywatnej, dwustronnej "rozmowy" z autorem.
Do stron spełniających takie zasady nie powinny mieć zastosowania żadne przepisy dotyczące obrazy uczuć, (nie)tolerancji, politycznej cenzury, itp. Nikt nie może czuć się urażony, jeżeli sam dobrowolnie i nieprzypadkowo uzyskuje dostęp do takich treści.
Oczywiście strony linkujące do opisanych stron również musiałby spełniać powyższe kryteria, albo brałyby na siebie odpowiedzialność za głoszone na linkowanych stronach treści.
właśnie przez zajmowanie się przez rząd problemami obywateli mamy takie chore inicjatywy (a także wysokie koszta życia w socjalizmie) … państwo powinno ograniczyć się do spraw wagi państwowej (przy okazji ostro odchudzając budżet, a co za tym idzie zmniejszając podatki), zaś obywatele ze swoimi poradzą sobie lepiej i taniej niż państwo.
Obywatele sobie poradzą tylko, że w nowoczesnych społeczeństwach jest niestety coraz więcej skarlałych moralnie dupków, niegodnych nosić to miano. W socjalizmie mnożą się jak karaluchy a potem głosują na jeszcze większy socjalizm. Wątpię czy postępujący upadek zachodniej cywilizacji uda się komuś zatrzymać.
Dajcie już spokój z tym "socjalizmem", bo tylko zaciemniacie sedno. Cenzura to problem niezależny. Może być państwo opiekuńcze bez cenzury, państwo opiekuńcze z cenzurą, państwo "minimalne" z cenzurą i państwo "minimalne" bez. Poza tym wysokość świadczen socjalnych tez nie jest prosto związana z fiskalizmem, bo np. wysoki fiskalizm może cechować państwo wydające 90% budzetu na zbrojenia. Dobrym przykładem jest ZSRR lat 20 i 30, ktory industrializowano kosztem poziomu życia obywateli. Z kolei niski fiskalizm takiego kraju jak Cesarstwo Rzymskie lub USA wynika z imperializmu – opodatkowania innych państw (Rzym bezpośrednio, a Stany przez emisję światowej waluty) – wiec ktoś jednak brakujące podatke płaci. Z kolei sama pomoc socjalna może mieć różny efekt. Może np. polegać na dawaniu lumpom pieniędzy na wódę, a urzędasowi z pomocy społecznej miłą synekurkę, ale może i polegać na opłaceniu nauczyciela w wiejkiej szkole albo systemu komunikacji miejskiej, który wybawi miasto z korków.
Wogóle, choć nie jestem socjalistą, to mam już powyżej uszu tych gadek o minimalizowaniu państwa. Na pl.comp.lang.c jest ciekawa dyskusja "jobless java programmers" i tam pada sporo krytyki pod adresem "wolnego rynku" i przemysłu (użytkownik A.L). Okazuje się, że wolny rynek np. na uniwersytetach sieje spustoszenie w poziomie nauczania. Studenci (klienci) potrafią np. wywalić z programu język ADA, bo nie ma ogłoszeń o pracę z ADĄ i profesor jest zmuszony przepisać wykład dotyczacy progreamowania współbieżngo na język C. Zwycięztwo wolnego rynku.
Oczywiście socjalizm lubi się z cenzurą, tylko, że Wy panowie bijecie go nie tam gdzie on cenzurę generuje. Pomoc socjalna ma sredni związek z cenzurą, socjalizm gospodarczy nieco większy, ale obyczajowy z tym swoim kultem politpoprawności to kwintesencja cenzury.
Cenzura powstała dlatego że rząd uważał iż wie lepiej od obywateli co dla nich dobre…. a teraz zastanów się jaki to nurt: kapitalizm? liberalizm? nie to socjalizm (czyli nawet nie próbuj myśleć bo rząd robi to za ciebie) w najczystszej postaci.
ps przyznaję, jestem skrajnym prawicowcem (przy czym chodzi mi tu o prawdziwą prawicę a nie nasze polskie pseudopraMozilla/5.0 (X11; U; Linux i686; pl; rv:1.9.0.4) Gecko/2008102920 Firefox/3.0.4 – Build ID: 2008102920wicowe partie (UPR jest po częsci na prawicy, zaś cała reszta to lewica).
przydałby się edit….. niewiem jak ale do poprzedniego posta dostał się identyfikator przeglądarki
Ech, miałem się powstrzymać od polityki na OSNews, ale widzę, że nie dam rady.
"Może być państwo opiekuńcze bez cenzury, państwo opiekuńcze z cenzurą, państwo “minimalne” z cenzurą i państwo “minimalne” bez."
Tak, to prawda. "Ja to jednak między bajki włożę", jak pisał poeta. Im więcej państwa opiekuńczego, tym więcej cenzury i innych zakazów. Bo skoro można ingerować w gospodarkę (a na tym właśnie polega socjalizm), to dlaczego nie w tę część działalności człowieka, która dotyczy rozpowszechniania różnych treści?
"Z kolei sama pomoc socjalna może mieć różny efekt. Może np. polegać na dawaniu lumpom pieniędzy na wódę, a urzędasowi z pomocy społecznej miłą synekurkę, ale może i polegać na opłaceniu nauczyciela w wiejkiej szkole albo systemu komunikacji miejskiej, który wybawi miasto z korków."
Proponuję wyjechać z Nibylandii i wrócić do rzeczywistego świata. Socjalizm ma zawsze i wszędzie zgubne skutki (polecam lekturę książek Ludwiga von Misesa oraz Fryderyka Augusta von Hayeka).
"Okazuje się, że wolny rynek np. na uniwersytetach sieje spustoszenie w poziomie nauczania."
Żeby siał, to najpierw musiałby tam być. To, co widzimy wokół nas, to nie skutek wprowadzenia wolnego rynku, lecz jego braku. Wolnego rynku nie ma obecnie nigdzie na świecie (wszędzie postępuje socjalizm).
"Studenci (klienci) potrafią np. wywalić z programu język ADA, bo nie ma ogłoszeń o pracę z ADĄ i profesor jest zmuszony przepisać wykład dotyczacy progreamowania współbieżngo na język C."
Reczywiście, istna tragedia. I co teraz będzie? Koniec świata? Dzieci będą umierać z głodu? Pogłębi się kryzys finansowy? Ludzie będą zmuszeni do powrotu do jaskiń? Całe istniejące oprogramowanie będzie musiało zostać przepisane w assemblerze?
@sig: Pozdrawiam, choć sam nie jestem prawicowcem (ani skrajnym, ani w ogóle).
@sig: oczywiście masz prawo uważać, że każdy kto jest bardziej na lewo od ciebie to socjalista, jednak wyklucza to całkowicie możliwość dyskusji z tobą. Całkiem możliwe, że ci to nie przeszkadza, bo nikt nie podejmie próby pokazania, jak się mylisz
a to o czym mowisz ( kwestia zawartosci, ukrywanie strony ) to nie jest (auto)cenzura?
Ktos umieszcza strone w internecie, w ktorej pomawia cie, szkaluje i wyzywa od pedofilow. Strona umieszczona jest na serwerze BogWieJakim w kraju BogWieGdzie.
Jak wyegzekwowac prawo obrony dobrego imienia i zlapac kogos, kto to zrobil?
Ile pieniedzy bedzie Panstwo kosztowalo takie postepowanie?
Dajcie propozycje prostej, skutecznej i taniej metody gwarantujacej zlapanie goscia przy jednoczesnym zachowaniu w Internecie pelnej anonimowosci, braku cenzury itd itp.
Chce miec mozliwosc zpalania goscia, ktory mnie szkalowal i koniec kropka.
Wiele osób ma wiele pragnień. Musisz być świadom że nie da się spełnić ich wszystkich
kto sie opowiada za pelna anonimowoscia?
ktoś w jakiejś kawiarni (lub też umieszcza na ścianie napis, rozsyła w listach) "pomawia cię, szkaluje i wyzywa od pedofilów. Jak wyegzekwować prawo do obrony dobrego imienia i złapać kogoś kto to zrobił? Ile pieniędzy będzie kosztowało państwo takie postępowanie?
Daj propozycję prostej, skutecznej i taniej metody gwarantującej złapanie gościa przy jednoczesnym zachowaniu" "anonimowości itd itp.
Chcę mieć możliwość złapania gościa który mnie szkalował i koniec kropka."
Dlatego też należy wprowadzić powszechny monitoring i podsłuch zarówno w domach jak i w miejscach publicznych, anulować tajemnicę korespondencji i nagrywać wszystkie rozmowy telefoniczne.
B.P. N.M.S.P.
@alex
Jeśli strona jest "na serwerze BogWieJakim w kraju BogWieGdzie", a co najważniejsze spełnia podane wyżej kryteria "prywatnej opinii", to nie masz prawa nikogo za to ścigać.
Jest to prywatne zadanie autora o twojej osobie. Autor tego zdania nie upublicznia, ponieważ nie reklamuje swojej strony. Istnieje zatem ograniczony krąg odbiorców, i tylko od nich zależy, czy zgodzą się ze zdaniem autora, czy nie. Jeżeli chcą poznać to zdanie, to jego sprawa.
Generalnie wolność słowa polega na tym, że można mówić wszystko, łącznie z niepotwierdzonymi informacjami. To, czy odbiorcy w to uwierzą, czy nie, to inna sprawa.
Wolność słowa polega na tym, że nawet na stronie która ma 50milionów uniq/dziennie MOŻNA pisać takie rzeczy. Witryna z CP? Proszę bardzo, tylko że wtedy cię złapią i wsadzą za kratki.
Następna sprawa- nie będzie to nic kosztowało "państwa" tylko obywateli, bo to oni płacą haracze świniom u koryta. Tyle że te świnie wola to wydać na limuzyny niż ściganie gnojków pokroju twórcy redwatch.
Niestety takie trendy (jak np. cenzurowanie internetu) będą zdażać się coraz częściej. Ale cóż takie są wyniki plutokracji i marionetkowych polityków. Dobrze, że przynajmniej ludzie mają jeszcze ochotę się orhanizować.