Do 2020 roku Internet 30 Mbps dla wszystkich – nowy plan Komisji Europejskiej
- Dodano: 20 May 2010
- Wprowadził: spookypld
- Komentarze: 110
Komisja Europejska chce, by do 2020 roku każdy Europejczyk miał dostęp do szerokopasmowego Internetu o łączu 30 Mbps. Jest to kluczowa część planu, który ma przyspieszyć rozwój gospodarczy Europy. Plan to ambitny, bowiem dziś 30% Europejczyków nie korzystało jeszcze z Internetu.
Plan jest częścią strategii rozwoju Europy na najbliższe 10 lat znanej jako Inteligentny i zrównoważony rozwój sprzyjający włączeniu społecznemu, a część dotycząca rozwoju IT i technologii komunikacyjnych stanowi pierwszy z jego siedmiu głównych punktów.
“Technologie informacyjne i komunikacyjne stanowią kluczowy element strategii rozwoju gospodarczego Europy przeciwdziałający zmianom klimatycznym i starzeniu się społeczeństwa.” – źródło: http://ec.europa.eu/news/science/100519_en.htm
W chwili obecnej stan sieci informatycznej w Europie pozostaje daleko za Stanami Zjednoczonymi i Japonią. Dostęp do pasma o wysokiej przepustowości ma zaledwie 1% Europejczyków, 12% Japończyków i 15% mieszkańców Południowej Korei. Komisja Europejska ma nadzieję, że połowa mieszkańców Europy uzyska dostęp do łącz o pasmie przepustowości wynoszącym 100 Mbps.
Siedem głównych punktów planu to:
1. Jednolity, cyfrowy rynek
W chwili obecnej jest zbyt wiele barier utrudniających swobodny rozwój usług online. Plan zakłada uaktualnienie prawa dotyczącego rynków cyfrowych. W planie jest m.in. ułatwienie sprzedaży muzyki online poprzez uproszczenie prawa i licencji, a także ochrona użytkowników wirtualnej przestrzeni.
2. Współpraca i standardy
Internet jest świetnym przykładem współpracy – tu jednocześnie współpracuje z sobą wiele aplikacji należących do różnych podmiotów. Zdaniem Komisji Europejskiej kluczową sprawą w zwiększeniu tej współpracy jest wprowadzenie standardów.
3. Zaufanie i bezpieczeństwo
Zaledwie 12% Europejczyków czuje się komfortowo podczas zawierania transakcji online. Zagrożenia takie jak niebezpieczne oprogramowanie i oszustwa stanowią barierę dla rozwoju wirtualnych rynków. Komisja Europejska zaproponowała praktyczne rozwiązanie tego problemu poprzez odpowiedź na cyber ataki oraz zmiany w prawie dotyczącym przechowywania prywatnych danych.
4. Dostęp do znacznie szybszego Internetu
Nowe serwisy takie jak telewizja online czy video-konferencje wymagają znacznie szybszego dostępu do Internetu niż ma to miejsce obecnie. By dogonić światowych liderów w tej dziedzinie – Południową Koreę i Japonię Europa potrzebuje Internetu o prędkości 30 Mbps dla wszystkich oraz 100 Mbps dla co najmniej 50% jeszcze przed 2020 rokiem. Ten ambitny plan ma za zadanie stymulację rozwoju biznes i jest częścią znacznie większego planu.
5. Więcej inwestycji w badania i rozwój
By zachęcić największe europejskie umysłu do badań potrzeba światowej klasy infrastruktury oraz adekwatnych środków finansowych. Najlepsze pomysły powinny zostać wykorzystane na rynku produktów i usług. Obecne finansowanie na rzecz badań stanowi zaledwie połowę środków przeznaczanych na ten cel przez Stany Zjednoczone. By zachować konkurencyjność Europa musi działać wspólnie i poradzić sobie z problemem jej fragmentaryzacji.
6. Zwiększenie e-umiejętności
Ponad połowa Europejczyków korzysta z Internetu na codzień, ale aż 30% nie korzystało nigdy. Co więcej, ludzie niepełnosprawni nie mogą w pełni korzystać z elektronicznych materiałów i usług. Ponieważ coraz więcej codziennych czynności jest przeprowadzanych online należy zwiększyć umiejętności obsługi Internetu w społeczeństwie. Dla Komisji Europejskiej obecny stan jest nie do zaakceptowania.
7. Zmniejszenie poboru energii oraz umożliwienie dostępu dla ludzi starszych i chorych
Cyfrowe technologie posiadają niesamowity potencjał by ulepszyć nasze codzienne życie i stawić czoło wyzwaniom stawianym przed społeczeństwem. Komisja Euroejska chce zmniejszyć pobór energii przez te urządzenia, wspomoć życie osób starszych, zrewolucjonizować służbę zdrowia oraz udostępnić lepsze publiczne przychodnie. Jednym z celów jest także większy dostęp online do wspólnej kulturowej spuścizny.
Strona oficjalna projektu: http://ec.europa.eu/information_society/digital-agenda/index_en.htm
Wpis pochodzi ze strony http://bit-tech.net.pl/do-2020-internet-30-mbps-dla-wszystkich Jestem jej autorem i posiadam pełne prawo do jego opublikowania na OSNews.pl
Więcej informacji: http://europa.eu/rapid/pressReleasesActi...anguage=en
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
110 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
To wspaniałe co chce uczynić dla nas Unia. Ale proponuje zmianę jej statusu. Może lepiej się spełni jako fundacja.
Ostatnio mam wrażenie że to nie ja się podłączyłem do sieci tylko inni chcą mnie do niego podpiąć. Co tu dużo gadać ostatnio dużo rzeczy jest uzależniane od sieci. Mam więc co do takich rzeczy coraz bardziej mieszane uczucia.
Wszystko fajnie, ale ja z kilkoma megami już więcej na razie nawet nie potrzebuję, za to zwracam uwagę na inne rzeczy.
Być może za 10 lat będzie istotne czy mam chociaż te 30 mega, ale w tej chwili bardziej mnie martwi, że nadal pcha się wysiłki prawie wyłącznie w sprzęt i kabelki, czyli infrastrukturę "twardą", natomiast największym problemem jest prawo autorskie i zagadnienia pokrewne, czyli infrastruktura "miękka", i tu jakoś nie widać ułatwień, tylko coraz większe ograniczenia.
Może dlatego, że ta "twarda" pozwoli sprzedawać więcej różnego autoramentu usług? Zarówno TV/VOD (po co zarządzać skończoną liczbą kanałów U/VHF, skoro bardziej skalowalne są światłowody?) jak i innych typu gry, hazard czy co tam innego. Oczywiście wszystko odpowiednio opodatkowane.
A te utrudnienia to po to, żeby świadczenie usług związanych z prawem autorskim (TV/VOD/itp) miało szansę się opłacać.
A czy teraz przynoszą straty?
Skoro dzisiaj już można w neopodobnych wykupić łącze 20 Mbps to myślę, że za 10 lat te 30 Mbps na wiele może sie nie przydać.
Problem jest taki, że ten przeskok z 24 na 30 Mbit to naprawdę coś i wymaga dość kosztownych inwestycji (DSLAM do VDSL2+ na każdym osiedlu czyli praktycznie FTTB/FTTC), przy czym prawdopodobnie trzeba by było też wymienić sporą część kabelków w domach, więc w praktyce do osiągnięcia 30Mbit/s potrzebne jest FTTH (które nie ma zyliona wad DSL, za to jest problematyczne w instalacji – trzeba wszystkich prosić o zgodę i potencjalnie budować sporo kanalizacji).
No ale TP na razie tylko "testuje" FTTH na jednym osiedlu
hmm mnie zastanawia inna kwestia otóż przetestowałem swoje dane na netii i mi pokazuje, że mogę mieć wariant internetu 1 Mbps lub 20 nic pomiędzy (teraz mam 2 Mbps). Co ciekawsze w moim rejonie nie ma LLU, a kable są tylko TP. W takiej konfiguracji zawsze wychodziło, że nie mogłem mieć więcej niż 6 Mbps i do tego miałem inne stawki (~10 zł drożej na miesiąc niż przy LLU).
Czyzbym przegapił coś? Tepsa uwolniła całkiem łącza?
co z tego, że mogę wykupić 20mbps jak przy moich 2 obecnych monter stwierdził, że to i tak za dużo na tą linię.
Nie pytaj się montera, bo u mnie nie wiedział co to jest ADSL2 i myślał, że o 2mbps mi chodzi. Też mówił, że linia kiepska, że tylko 2mbps ruszy. A tu 6mbps chodzi idealnie.
W modemie sprawdź sobie tłumienie i stosunek sygnał-szum. Potem poszukaj na google kalkulatora ADSL/ADSL2 i sprawdź sam ile ci uciągnie.
Z doświadczenia wiem, że przy SNR=12 na ADSL1 spokojnie ruszy 6mbps. Przy nawet 10 na ADSL2 ruszy 10mbps (o ile centrala ma sprzęt).
Jest też kwestia długości linii, ale to przekłada się na SNR.
I podziel się swoimi parametrami, bo jestem ciekawy
Tłumienie:
Bliski koniec : 56.5 (dB)
Odległy koniec : 27.5 (dB)
Sygnał/Szum:
Bliski koniec : 12 (dB)
Odległy koniec : 20 (dB)
Nie ma jak socjalizm! Każdemu po równo! Kto za to płaci? Ja płacę, pan płaci – wszyscy płacą!
Kiedyś towarzysze jechali do Moskwy, teraz do Brukseli…
Jakie po równo? To minimum, a jak będziesz chciał to sobie kupisz lepsze…
Gospodarka planistyczna wiecznie żywa:)
a skąd wniosek, że ten internet ma być za darmo? Dostęp do enrgii elektrycznej ma niemal każdy czy to oznacza, że prąd jest za darmo?
a kazdy bedzie mial swoj unikalny kod dostepu do sieci…
I to się nazywa kontrola idealna. Orwell na naszych oczach.
Wszystko ładnie pięknie, kupy się nie trzyma, ale nie o to chodzi. Może by tak coś użytecznego wymyślili np wymuszenie stosowania IPv6?
Żałosne są te wysiłki Unii. Jak coś jest nie tak, to należy powołać komisję, która uchwali następne 10000 przepisów. A przecież USA i Japonia przegoniły Europę dawno z powodu silnej i wolnej konkurencji. W 2000 roku Unia uchwaliła Strategię Lizbońską która zakładała, że Unia przegoni USA gospodarczo do roku 2010. Wynik? Hehe, nowy plan 10-letni… Socjaliści w ogóle się nie uczą, że postęp techniczny nigdy nie jest robiony biurokratycznie – zawsze musi być tu nieskrępowany ludzki geniusz. Nieskrępowany przez wysokie podatki, miliony przepisów, norm, uchwał, ustaw, rozporządzeń, itd.
Fanboy USA?
Ceny są porównywalne ale nie patrz na promocje przy umowie na czas określony, zapewniam że w polsce też nie jest źle, w mojej sieci można w ten sposób mieć do końca roku 20Mbps (w nocy x4) za 69zł miesięcznie. W starych krajach unii europejskiej ceny internetu po przeliczeniu na złotówki są w podobnej cenie co polskie, z tym że po przeliczeniu zarobków okazuje się że jest tam co najmniej 4x taniej
Nie fanboy USA, lecz fanboy postępu technicznego. USA jest coraz bardziej socjalistyczne, ale mimo to jest wciąż znacznie bardziej wolnorynkowe niż Unia Europejska.
Mówisz że nie jest w Polsce źle? No to co powiesz na 100-1000 Mbit/s w Japonii, Hong-Kongu, Korei Płd? Oni mają to od paru lat. A my (Europejczycy) mamy mieć 30Mbit/s za 10 lat… Po prostu, technologiczna odległość Polski do światowej czołówki WZRASTA, a nie maleje.
Ech, opowiadasz bajki, tak jakby rzekomy socjalizm miał wiele wspólnego z postępem technicznym w praktyce.
W wielu amerykańskich aglomeracjach dostęp do sieci jest beznadziejny, bo albo "się nie opłaca", albo rynek jest podzielony i jest cicha zmowa dostawców. Jeśli nie wierzysz, zajrzyj do amerykańskiego Internetu i poczytaj ich narzekania, jak to chcą mieć jak we Francji czy w Niemczech. Oczywiście nikt nie pisze, że chce mieć jak w Polsce – ale to akurat nie jest wina Unii Europejskiej (a Polska do tych statystyk wchodzi mocno je pogarszając).
Z drugiej strony trudno nazywać Japonię bardziej wolnorynkową od Europy zachodniej – jest wręcz przeciwnie.
Podsumowując, próbujesz tu sprzedać swoją ideologię, szkoda że bez poparcia w faktach…
> No to co powiesz na 100-1000 Mbit/s w Japonii, Hong-Kongu, Korei Płd? Oni mają to od paru lat.
Ale jaką oni mają w porównaniu do nas gęstość zaludnienia? Jak cała ludność kraju mieszka na blokowisku, to okablowanie tego światłowodem naprawdę nie jest żadną sztuką.
@aegis maelstrom – ok, dużo osób z dużych miast amerykańskich narzeka na własną sieć. Ale jak duzo jest z kolei zadowolonych ludzi? Jeśli np. 98%, to nie ma o czym mówić (bo wtedy ci niezadowoleni stanowią margines statystyczny). A w Polsce byłoby więcej niż tylko 2-3% niezadowolonych mieszkających w dużych miastach.
"Z drugiej strony trudno nazywać Japonię bardziej wolnorynkową od Europy zachodniej – jest wręcz przeciwnie."
Wolnorynkowość nie musi się odnosić do tylko do całej gospodarki. Przykładowo, Polska gospodarka ogólnie nie jest wolnorynkowa, ale np. świat webdeveloperów w Polsce jest bardzo wolnorynkowy.
Tak samo jest z Japonią, z tym że to tam rynek dostępu do sieci jest wolnorynkowy, a nie u nas.
@krzy3 – nie można wszystkiego tłumaczyć dużym zaludnieniem. Te kraje były kiedyś bardzo biedne (i też bardzo zaludnione). Dzisiaj np. Chiny i Indie są bardzo zaludnione (i sporo tam obszarów o wielkiej koncentracji ludności), ale spróbuj być w tych krajach dostawcą Internetu
Wysokie podatki? Jak dla mnie podatki w wielu krajach Europy nie są wysokie, tylko źle wydatkowane. To samo się tyczy Polski.
@KMelon – wszystkie wysokie podatki są źle wydatkowane, bo taka sytuacja oznacza, że rząd lepiej wie ode mnie na co wydać moje ciężko zarobione pieniądze. Przykładowo, dochód z akcyzy w paliwie w Polsce wynosi jakieś 30mld PLN rocznie. To zaś wystarczy na budowanie rocznie parę tysięcy km autostrad. Jeśli tych autostrad nie ma, to gdzie te pieniądze idą? Jeśli ja bym był tak bogatym prywatnym inwestorem, to nie pozwoliłbym na AŻ TAKIE marnotrawstwo (bo mi by się to oczywiście nie opłacało).
A jeśli podatki są niskie, a państwo sprawne – to wtedy wiem jako podatnik, że te moje podatki nie są całkiem źle rozdysponowane.
@abcman, byłeś kiedyś w Szwecji? Albo w Niemczech?
Powiem tyle: chciałbym płacić takie podatki. Biorąc pod uwagę co za nie dostaję robię dobry interes.
"rząd lepiej wie ode mnie na co wydać moje ciężko zarobione pieniądze"
Nie, rząd niczego nie wie. Społeczeństwo wie, ono ciężko zarabia i ono wydaje poprzez rząd. Wiem, że z polskiej perspektywy wygląda to podejrzanie, ale musisz się na chwilę od niej uwolnić.
"A jeśli podatki są niskie, a państwo sprawne"
Ale jedno nie ma nic do drugiego. W Stanach są teoretycznie niskie podatki, a jakość życia czy poziom ubóstwa rażąco odbiegają od wielu państw zachodnioeuropejskich, bo liberalizm traktuje się tam dogamtycznie. Przykładem niech będzie absurdalna z naszej perspektywy walka o wprowadzenie powszechnego ubezpieczenia. Wydawanie 19% PKB na służbę zdrowia nie świadczy chyba o sprawności?
@KMelon "Powiem tyle: chciałbym płacić takie podatki. Biorąc pod uwagę co za nie dostaję robię dobry interes."
Tak, jasne. Bardzo bym chciał płacić wysokie podatki po to, aby urzędnicy mieli o wszystkim decydować (na przykład czy odebrać mi dzieci, której bankrutującej konkurencyjnyjnej firmie pomóc, z kim mam mieszkać w okolicy, itd.). Tak naprawdę, to nie mam co z własnymi pieniędzmi robić, a moja wolna wola mnie brzydzi.
Jakbyś nie wiedział, to powyższe było ironią.
"Społeczeństwo wie, ono ciężko zarabia i ono wydaje poprzez rząd. Wiem, że z polskiej perspektywy wygląda to podejrzanie, ale musisz się na chwilę od niej uwolnić."
Tak, jasne. Akcyza w paliwie jest jest wysoka ale drogi mamy kiepskie. Składka zdrowotna jest wysoka (około 230PLN /m-c), a służba zdrowia jest w zapaści. Składki emerytalne (liczę tu wszystkie filary) są wysokie, ale moja emerytura będzie i tak niższa niż dzisiaj ludzie dostają.
W każdym z powyższych przykładów pieniądze idą nie tam gdzie trzeba. Jesteś zatem całkiem pewien że społeczeństwo wie na co idą jego podatki? Bo ja, widząc powyższe sytuacje, nie mam pojęcia na co. Zgaduję, że do kieszeni polityków (którzy pewnie udają że dbają o kraj), ale co ja (jako pionek) mogę wiedzieć…
"Ale jedno nie ma nic do drugiego."
Owszem, ale przecież napisałem warunek: "jeśli podatki są niskie, a państwo sprawne". Oznacza to koniunkcję logiczną. Czyli w uproszczonej formie: "jeśli podatki niskie i państwo sprawne, to wiem że pieniądze z podatków są dobrze zagospodarowane". Czytaj uważniej. Z Twoją trzecią częścią postu się zresztą zgadzam.
Od początku chodziło mi o relację wysokość podatków – jakość wydatkowania, o tym przecież rozmawiamy. Może istotnie niezbyt jasno to ująłem.
“Akcyza w paliwie jest jest wysoka ale drogi mamy kiepskie.”
Nie wiem jak jest u Ciebie, ale np. moje miasto co roku topi setki milionów w zgrubsza ujmując zbędną infrastrukturę drogową. A tymczasem tramwaje stoją w korkach, a kolej się nie liczy. Więc szwankuje wydatkowanie, bo podatki samochodowe mamy dość niskie jak na koszty zewnętrzne użytkowania samochodu. Widać to zresztą po strukturze ruchu wg środka transportu w Polsce i choćby w Czechach.
“Składka zdrowotna jest wysoka (około 230PLN /m-c)”
230 zł to wysoka składka?! Masz pojęcie ile kosztują usługi medyczne? Akurat służba zdrowia to idealny przykład, że szwankuje system, a podatki nie są wysokie!
“Składki emerytalne (liczę tu wszystkie filary) są wysokie, ale moja emerytura będzie i tak niższa niż dzisiaj ludzie dostają.”
Przyznam, że nie mam dobrego porównania, bo się tym nie interesuję, ale czy nie wynika to głównie z demografii i nieodłożenia składek z boomu w PRL?
Żeby nie być gołosłownym: http://en.wikipedia.org/wiki/Health_care_system#C… – zobacz wykres.
Poziom wydatków na służbę zdrowia jest w Polsce dramatycznie niski, pomijając niewydolność systemu, czego się spodziewasz za takie pieniądze?
@KMelon
"Od początku chodziło mi o relację wysokość podatków – jakość wydatkowania, o tym przecież rozmawiamy. Może istotnie niezbyt jasno to ująłem."
Dam przykład – gdyby nie wszelkie podatki, to zarabiałbym 10000PLN/m-c. Ale w Polsce wysokość wszystkich podatków szacuje się przynajmniej na 70%. Czyli zostaje mi 3000PLN/m-c. Jednak w Szwecji albo w Niemczech podatki są jeszcze wyższe (bo socjal tam większy niż w Polsce). Zachowaj ten przykład w pamięci. Teraz lećmy po kolei:
1) "Nie wiem jak jest u Ciebie, ale np. moje miasto co roku topi setki milionów w zgrubsza ujmując zbędną infrastrukturę drogową. A tymczasem tramwaje stoją w korkach, a kolej się nie liczy."
U mnie też topi zbyt dużo. Ale jest tak, bo ludzie tak chcą. Ludzie głosują nogami i wybierają samochody. Stąd mała popularność komunikacji publicznej. Czyli chyba zła struktura wydatków nie ma tu nic do rzeczy.
2) "Więc szwankuje wydatkowanie, bo podatki samochodowe mamy dość niskie jak na koszty zewnętrzne użytkowania samochodu. Widać to zresztą po strukturze ruchu wg środka transportu w Polsce i choćby w Czechach."
Po pierwsze, możliwe że w Czechach więcej ludzi jeździ publicznymi środkami lokomocji, ale w Polsce wg mnie jest widoczna tendencja, że Polak własne auto mieć MUSI. I wtedy administracja chcąc, nie chcąc, musi podążać za ludnością.
Po drugie, nie jest tak, że "podatki samochodowe mamy dość niskie jak na koszty zewnętrzne użytkowania samochodu", bo i tak ludzie będą chcieć jeżdzić autami i będą nawet ubożeć by jeździć nimi zamiast autobusami i tramwajami. Dlaczego? Bo mam leszy pomysł: obniżmy te podatki paliwowe tak, aby bezyna kosztowała np. 2PLN/litr. No i jeszcze inne podatki, aby auta były sporo tańsze. Wtedy zacznie się boom na auta i kilometraż robiony autami. I niech ludzie wtedy zobaczą, że jeśli nawet w małym mieście przejechanie 10km zajmie 1h lub więcej, to na pewno będą patrzeć za pogardzanymi środkami transportu publicznego. Będą patrzeć, bo dojdą do ściany gdy dojazd do pracy autem nawet w małym mieście zajmie np. 2h w jedną stronę.
3) "230 zł to wysoka składka?! Masz pojęcie ile kosztują usługi medyczne?"
Tak się składa że mam pojęcie. Mieszkałem kiedyś w Wawie i tam w prywatnej służbie zdrowia podstawowy koszyk kosztował 50PLN/m-c. A te 230PLN/m-c (które płacimy w publicznej służbie zdrowia) to wystarczyłyby tam na pakiet Gold. Przypominam że to w Wawie. Najdroższy był tam pakiet Platinum, który kosztował miesięcznie 500PLN i obejmował wszystko, co medycyna znała (np. neurochirurgia).
A te niższe pakiety oferowały mniej, ale za niepełną opłatą także oferowały wszystko. Czyli np. jakaś tam skomplikowana operacja w pakiecie podstawowym kosztowała dajmy na to, 80000PLN, w Gold np. 20000PLN. Natomiast ten sam zabiegi bez pakietów kosztował np. 120000PLN.
W skrócie: publiczna służba zdrowia to zdzierstwo na niebywałą skalę. Płacę tak jak w pakiecie Gold, a dostają mniej niż w pakiecie podstawowym. A czasem nic i wtedy pozostaje mi się żegnać że światem.
4) "Przyznam, że nie mam dobrego porównania, bo się tym nie interesuję, ale czy nie wynika to głównie z demografii i nieodłożenia składek z boomu w PRL?"
PRL nie ma tu nic do rzeczy, bo brałem pod uwagę generacje które będą korzystać z nowego systemu emerytalnego (trójfilarowego). Ten nowy system miał zapewnić minimum utrzymania z I-go i II-go filara oraz dodatkowy bonus z III-go filara. Dlaczego wprowadzili nowy system emerytalny? Ze względu właśnie na demografię.
Jaki jest efekt? Tragiczny, mówiąc najprościej.
abcman: "Najdroższy był tam pakiet Platinum, który kosztował miesięcznie 500PLN i obejmował wszystko, co medycyna znała (np. neurochirurgia)."
Jeszcze mi powiedz, że obejmował też np. pięć lat niestandardowej chemioterapii. Normalnie święci Mikołaje.
A tak poważnie: te pakiety goldy nie goldy rzadko kiedy obejmują coś ponad tzw. chirurgię jednego dnia czy najwyżej kilkudniową hospitalizację. Naprawdę drogich, długotrwałych procedur u prywaciarzy nie uświadczysz – i dlatego są tacy tani.
"W skrócie: publiczna służba zdrowia to zdzierstwo na niebywałą skalę."
W rzeczywistości: poczytaj sobie choćby o tym jakie przyjemności czekają w raju prywatnej służby zdrowia (którego demontaż na szczęście już się rozpoczął). Zwróć szczególną uwagę na hasło "preexisting conditions" czy "uninsurables".
@cutugno "Jeszcze mi powiedz, że obejmował też np. pięć lat niestandardowej chemioterapii. Normalnie święci Mikołaje."
Może i nie obejmował, nie sprawdzałem tak dokładnie. Ale jeśli chodzi o takie długie i kosztowne leczenia, to publiczna służba zdrowia też nie jest świętym Mikołajem. Zobacz na pojawiające się w internecie, TV i ulotkach numery kont, na które można przelewać pieniądze na osoby (szczególnie dzieci) ciężko chore i wymagające długiego leczenia. Pojawiają się, bo PUBLICZNA służba zdrowia ich ODRZUCA. Jeśli czegoś więc u prywaciarzy nie uświadczysz, to w publicznej tym bardziej.
"Naprawdę drogich, długotrwałych procedur u prywaciarzy nie uświadczysz – i dlatego są tacy tani."
Dobrze że zwróciłeś uwagę na to, że prywaciarze są tani. Zwróć więc jeszcze uwagę na to, że publiczna i "darmowa" opieka jest droga. Znacznie droższa.
"Zwróć szczególną uwagę na hasło “preexisting conditions” czy “uninsurables”."
Zwróciłem. Chodzi tu o ludzi przewlekle chorych lub z obciążeniami zdrowotnymi, którym "proponuje się" droższe pakiety zdrowotne albo wyłącza się ich choroby z listy leczonych chorób.
No cóż, jeszcze większe kwiatki są w PUBLICZNEJ służbie zdrowia. Oni odmówią Ci leczenia gdy jesteś za długi, za krótki, za stary, za ciężki, itd. Było to w doniesieniach informacyjnych.
Nie wspominam też że w publicznej służbie często proponują ci jakąś operację ratującą zdrowie lub życie za np. dwa lata. Za te dwa lata jest oczywiście już po ptakach.
Zrozum więc dla własnego interesu: prywatna służba zdrowia jest TAŃSZA niż publiczna bo:
a) darmowego leczenia nigdy nie ma,
b) prywaciarze kontrolują skutecznie koszty i często wprowadzają postęp techniczny do medycyny poprzez np. wprowadzanie laparoskopii zamiast operacji wymagający odsłonięcia niemal całego wnętrza tułowia,
c) takich tańszych i szybszych operacji jak w pkcie b) często nie uświadczysz w publicznej służbie, bo tam olewają koszty, bo na pewno podatnik zapłaci,
d) szybsze operacje (punkt c) ) oznaczają większe zyski po obu stronach: szpitala prywatnego (bo jest więcej pacjentów) i pacjenta (bo szybciej wraca do zdrowia).
Chciałbym żebyś te powyższe kwestie zrozumiał, bo będzie z korzyścią dla nas obu (i dla wszystkich pozostałych), gdy będziemy mieli prywatną służbę zdrowia: niższe podatki, lepiej opłacani lekarze i pielęgniarki i wyższy poziom opieki zdrowotnej.
A jeśli są jakieś problemy w prywatnej służbie zdrowia, to przecież i tak nie są one tak wielkie, jak w przypadku publicznej służby.
abcman: "jeśli chodzi o takie długie i kosztowne leczenia, to publiczna służba zdrowia też nie jest świętym Mikołajem. Zobacz na pojawiające się w internecie, TV i ulotkach numery kont"
Dlaczego porównujesz polską służbę zdrowia, niedofinansowaną i zacofaną o kilkadziesiąt lat, a nie np. szwedzką, francuską czy hiszpańską? Jakoś tak się dziwnie składa, że zachodnioeuropejska SZ działa sporo lepiej niż amerykańska i że jest to mierzalne.
Jak zresztą widać na drugim wykresie, polska SZ radzi sobie całkiem dobrze jak na poziom jej finansowania. Lepiej niż czeska, słowacka, węgierska czy heheheh amerykańska.
"Dobrze że zwróciłeś uwagę na to, że prywaciarze są tani."
Dokąd w ramach pakietu standard masz internistę i laryngologa a w GOLD jednodniówki to mogą być tani. Rzecz w tym, że nie zajmują się długotrwałymi, trudnymi w leczeniu chorobami.
"Pojawiają się, bo PUBLICZNA służba zdrowia ich ODRZUCA. Jeśli czegoś więc u prywaciarzy nie uświadczysz, to w publicznej tym bardziej."
To oczywiście kłamstwo, właśnie najtrudniejsze, najdroższe i najbardziej długotrwałe procedury są dostępne tylko w publicznej SZ.
I teraz skup się: nigdy, żadna publiczna SZ nie będzie w stanie wyleczyć wszystkich ze wszystkiego. Dlatego takie zbiórki będą się zdarzać. Bo u prywaciarzy uświadczysz przede wszystkim cennik.
"Chodzi tu o ludzi przewlekle chorych lub z obciążeniami zdrowotnymi, którym “proponuje się” droższe pakiety zdrowotne albo wyłącza się ich choroby z listy leczonych chorób."
No i to jest właśnie logika prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych: nie jesteś idealnie zdrowy – nie ubezpieczysz się. Jeśli byłeś a zachorujesz, to więcej niż na leczenie wydamy na detektywa, który sprawdzi czy nie było wcześniej podstawy do PEC. I niech tylko znajdzie cokolwiek, to się teraz sądź. Jak masz jeszcze na adwokata i nie zdechniesz do końca wszystkich apelacji… powodzenia.
"Zrozum więc dla własnego interesu: prywatna służba zdrowia jest TAŃSZA niż publiczna"
Wręcz przeciwnie. Wystarczy porównać system amerykański ze szwedzkim, hiszpańskim czy nawet brytyjskim albo niemieckim żeby widzieć, że to bzdura. Amerykanie wydają najwięcej na leczenie a mimo to mają żenująco niską długość życia jak na kraj o takim stopniu rozwoju.
"Nie wspominam też że w publicznej służbie często proponują ci jakąś operację ratującą zdrowie lub życie za np. dwa lata. Za te dwa lata jest oczywiście już po ptakach."
W prywatnej za to mało kogo stać więc na dzień dobry po ptakach. Albo i nie na dzień dobry: prawie 2/3 bankructw prywatnych w USA było spowodowanych przez koszty leczenia przewlekłych chorób, a prawie 4/5 tych bankrutów na początku choroby była ubezpieczona. Naprawdę tego chcesz? (Dane via Trystero)
"b) prywaciarze kontrolują skutecznie koszty i często wprowadzają postęp techniczny do medycyny"
Zgadzam się, że wykonywanie zabiegów w prywatnych placówkach kontraktowanych przez publiczny zarząd SZ (czyli u nas NFZ) ma sens – sam się tak operowałem w zeszłym roku (Warszawa, 2 tygodnie czekania na zabieg, procedura jednego dnia – full prywaciarze chcieli 3 tysiące za zabieg plus jeszcze co najmniej 3 dni hospitalizacji czyli dodatkowe 2kzł; tańszy prywaciarz he he he).
"bo będzie z korzyścią dla nas obu (i dla wszystkich pozostałych), gdy będziemy mieli prywatną służbę zdrowia: niższe podatki"
Jak dowodzi porównanie wydatków na zdrowie USA i podobnie rozwiniętych krajów, to nie takie proste. Dostępne dane sugerują raczej odwrotną relację, nawet jeśli część podatków zamienić na finansowanie ubezpieczenia.
wcięło mi posta.
po kolei:
“Dam przykład – gdyby nie wszelkie podatki, to zarabiałbym 10000PLN/m-c. Ale w Polsce wysokość wszystkich podatków szacuje się przynajmniej na 70%. Czyli zostaje mi 3000PLN/m-c.”
Jeśli w Polsce z 10k dajesz sobie odebrać 7k to [nie banujcie mnie] jesteś kretynem. Chyba że wliczasz VAT, ale takie liczenie nie ma sensu. Żaden konsument nie operuje cenami bez VAT (pomijam branie na firmę).
“Ale jest tak, bo ludzie tak chcą. Ludzie głosują nogami i wybierają samochody. Stąd mała popularność komunikacji publicznej. Czyli chyba zła struktura wydatków nie ma tu nic do rzeczy.”
No to jak niby chcesz przekonać ludzi do komunikacji publicznej bez inwestowania w nią? Brak alternatywy wobec korka to nie jest wina struktury wydatków?
“Po pierwsze, możliwe że w Czechach więcej ludzi jeździ publicznymi środkami lokomocji, ale w Polsce wg mnie jest widoczna tendencja, że Polak własne auto mieć MUSI.”
Nie znam się na antropologii. Za to wiem, że korelacja między złą strukturą ruchu a słabością państwa/obywatelskości jest bardzo silna.
“Po drugie, nie jest tak, że “podatki samochodowe mamy dość niskie jak na koszty zewnętrzne użytkowania samochodu”, bo i tak ludzie będą chcieć jeżdzić autami i będą nawet ubożeć by jeździć nimi zamiast autobusami i tramwajami.”
To dlaczego w Europie coraz mniej chcą jeździć, a u nas coraz więcej? Przecież wskaźnik motoryzacji już dawno przekroczył u nas poziom miast Zach. Eur.
“I niech ludzie wtedy zobaczą, że jeśli nawet w małym mieście przejechanie 10km zajmie 1h lub więcej, to na pewno będą patrzeć za pogardzanymi środkami transportu publicznego.”
Ale w moim mieście już przejechanie 10km zajmuje nawet 1,5h, podatki samochodowe są niskie, ludzie patrzą za środkami transportu publicznego, ale ich nie widzą, bo miasto źle wydaje pieniądze.
@cutugno
@cutugno
"Dlaczego porównujesz polską służbę zdrowia, niedofinansowaną i zacofaną o kilkadziesiąt lat, a nie np. szwedzką, francuską czy hiszpańską?"
Bo te kraje co wymieniłeś, są znacznie bogatsze od Polski. Więc znacznie więcej można tam marnować kasy. Tam jest może i dobry efekt, ale osiągnięty wielkim kosztem. Takim kosztem, na który Polskę nie będzie stać przez co najmniej 20 lat. A tymczasem JUŻ DZIŚ prywatna służba lepiej działa w POLSCE niż publiczna.
"To oczywiście kłamstwo, właśnie najtrudniejsze, najdroższe i najbardziej długotrwałe procedury są dostępne tylko w publicznej SZ."
Wskazywałem już praktykę publicznej służby zdrowia: odrzucanie ludzi kosztownie chorych. I OK, może na Zachodzie jest lepiej, ale my żyjemy w jeszcze długo biednej Polsce.
"I teraz skup się: nigdy, żadna publiczna SZ nie będzie w stanie wyleczyć wszystkich ze wszystkiego. Dlatego takie zbiórki będą się zdarzać. Bo u prywaciarzy uświadczysz przede wszystkim cennik."
Hehe, i to jest mój ulubiony argument: nie widzisz że służba publiczna DROGO nas kosztuje, a jednocześnie nazywana jest DARMOWĄ lub prawie darmową
Mówisz że prywaciarze pokazują nam cennik? Ok, ale popatrzny co te cenniki zawierają. Otóż zawierają znacznie niższe kwoty niż to kosztuje w naszej pucznej służbie, która jest dziurawa, skorumpowana i niedofinansowana.
"Amerykanie wydają najwięcej na leczenie a mimo to mają żenująco niską długość życia jak na kraj o takim stopniu rozwoju."
A tak, to prawda. Ale dzieje tak wskutek – przygotuj się na szok – socjalizmu! Jakiego rodzaju socjalizm? Oto one:
a) Koncerny farmaceutyczne (Big Five) sztucznie podnoszą ceny leków (czasem kilkadziesiąt razy w stosunku do generyków) – jest możliwe dzięki oligopolowi i umów zawartych z rządem.
b) Polisy zdrowotne przyporządkowuje się do stanowiska pracy. Przez co nie mogę swobodnie zmieniać "dostawcę" usług medycznych, bo wtedy ceny tych usług dobijają.
Nawet w Polsce takiego socjalizmu w ww. obszarach służby zdrowia nie ma.
"No i to jest właśnie logika prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych"
A logika państwowych ubezpieczeń to: "dawaj nam kilka razy więcej kasy w składkach niż zapłacisz w prywatnej służbie, a może coś Ci się trafi. Kilka razy więcej, bo nasza administracja i politycy przymierają głodem."
"W prywatnej za to mało kogo stać więc na dzień dobry po ptakach. Albo i nie na dzień dobry: prawie 2/3 bankructw prywatnych w USA było spowodowanych przez koszty leczenia przewlekłych chorób, a prawie 4/5 tych bankrutów na początku choroby była ubezpieczona"
W polskich warunkach nie da się sprawiedliwie wprowadzić prywatnej służby zdrowia w taki sposób, że od pewnego pięknego dnia wszyscy nagle muszą bulić po kilka tysięcy złotych za coś tam z własnej kieszeni. Wynika to z istnienia rzeszy ludzi, którzy swoje składki już płacili (np. przez 40 lat). Jeśli ma być zatem 100% prywatnej służby zdrowia, to tylko w taki sposób że pieniądze idą za pacjentem, ale do wybranego przez pacjenta szpitala. Oczywiście tu 100% szpitali ma być prywatne ze względu na pilnowanie kosztów. I nie żadne NFZ jak dzisiaj, lecz niech pieniądze ze składek indywidualnych pacjenta automatycznie idą za tym i TYLKO tym pacjentem.
"Zgadzam się, że wykonywanie zabiegów w prywatnych placówkach kontraktowanych przez publiczny zarząd SZ (czyli u nas NFZ) ma sens – sam się tak operowałem w zeszłym roku (Warszawa, 2 tygodnie czekania na zabieg, procedura jednego dnia – full prywaciarze chcieli 3 tysiące za zabieg plus jeszcze co najmniej 3 dni hospitalizacji czyli dodatkowe 2kzł; tańszy prywaciarz he he he)."
Nie ma sensu finansowanie przez NFZ, bo NFZ są państwowe. Efekt rządzenia NFZ przez polityków? Wszystkie te kwiatki publicznej służby zdrowia o których dyskutowaliśmy.
Poza tym, mówisz że 5000PLN za zabieg z hospitalizacją to dużo? Może i tak, ale ja bym się obawiał że ZNACZNIE więcej straciłeś poprzez podatki na te NFZ. Co z oczu, to sercu lżej, prawda?
"Jak dowodzi porównanie wydatków na zdrowie USA i podobnie rozwiniętych krajów, to nie takie proste."
Nie wiem czy pamiętasz to, ale za PRL stomatologia była w większości publiczna. I jej poziom był tragiczny. Dziś jest na odwrót. I taki sposób reformy bym widział najchętniej.
Należy pamiętać, że to zysk sprawia że ludzie chcą zostać lekarzami i pielęgniarkami. Możliwa jest misja, ale nie na skalę ogólnospołeczną. I jeśli w jakiś sposób ten mechanizm rynkowy się rozreguluje, to wtedy MUSZĄ powstać patologie (na których nakazy i zakazy nie pomogą). W Polsce ludzie będący pacjentami lub rodzinami tych pacjentów i będący w publicznej służbie zdrowia w Polsce rozumieją to i często dają "gratyfikacje" dla Pana Ordynatora. "Gratyfikacje", czyli normalne łapówki za to, aby Pan Ordynator Pełniący Misję Publiczną poczuł, że jego praca nie jest daremna.
Innym mechanizmem rynkowym wprowadzanym oddolnie i spontanicznie to proceder używania sprzętu z publicznej służby zdrowia prawie za darmo we własnych gabinetach lekarskich.
Czyli ludzie głosują nogami za prywatyzacją służby zdrowia w Polsce, a werbalnie są protiw. Podejrzewam że Ty też tak masz
@KMelon
"Jeśli w Polsce z 10k dajesz sobie odebrać 7k to [nie banujcie mnie] jesteś kretynem. Chyba że wliczasz VAT, ale takie liczenie nie ma sensu. Żaden konsument nie operuje cenami bez VAT (pomijam branie na firmę)."
No to Cię zmartwię: my wszyscy jesteśmy takimi kretynami i pozwalamy sobie odebrać przynajmniej 70%. WSZYSCY, a nie tylko np. właściciele firm. Swoją drogą, właściciele firm mają łatwiej w Polsce niż biedota (bo ogólnie dla nich ceny towarów są netto) – witaj w socjaliżmie.
"No to jak niby chcesz przekonać ludzi do komunikacji publicznej bez inwestowania w nią? Brak alternatywy wobec korka to nie jest wina struktury wydatków?"
Ależ to bardzo proste i to już mówiłem. Niech ludzie jadą choćby za pomocą 50 mln aut osobowych. Ponieważ wielka ilość aut spowolni im dojazd do pracy, szkoły, itd., to pojawia się szansa na pomyślunek z ich strony: "k…, czemu gdy mam auto za 100kPLN, to dojazd zajmuje mi 3h, a mój podwładny na rowerze osiąga ten sam dystans w 25 minut??"
"Nie znam się na antropologii. Za to wiem, że korelacja między złą strukturą ruchu a słabością państwa/obywatelskości jest bardzo silna."
Nie wiem. W USA było i często do dzisiaj tak jest, że każdy ma auto. Czy USA to słabe państwo lub ma słabą owybatelskość? Na pewno nie. Więc ta korelacja ogólnie nie istnieje.
"To dlaczego w Europie coraz mniej chcą jeździć, a u nas coraz więcej? Przecież wskaźnik motoryzacji już dawno przekroczył u nas poziom miast Zach. Eur."
No bo my jesteśmy jeszcze na dorobku i nie wszyscy mają auta. Poza tym, my mamy dziś mniej aut na jednostkę niż takie USA. A Zachód Europy także miał więcej aut dawniej niż dzisiaj mają. Najpierw my musimy osiągnąć wielkie nasycenie autami – by dojść aż do ściany – a potem dopiero liczba aut w Polsce spadnie.
"Ale w moim mieście już przejechanie 10km zajmuje nawet 1,5h, podatki samochodowe są niskie, ludzie patrzą za środkami transportu publicznego, ale ich nie widzą, bo miasto źle wydaje pieniądze."
To jeszcze nie jest ściana, o której mówiłem w poprzednim akapicie. Jacyś tam ludzie patrzą za publiczną komunikacją (także i ja), ale jest ich za mało. Dowód? Za PRL było O NIEBO więcej użytkowników PKS, PKP czy różnych MKS albo ZTM niż dzisiaj. Naprawdę, jeszcze do ściany nie doszliśmy.
@cutugno
"Dlaczego porównujesz polską służbę zdrowia, niedofinansowaną i zacofaną o kilkadziesiąt lat, a nie np. szwedzką, francuską czy hiszpańską?"
Bo te kraje co wymieniłeś, są znacznie bogatsze od Polski. Więc znacznie więcej można tam marnować kasy. Tam jest może i dobry efekt, ale osiągnięty wielkim kosztem. Takim kosztem, na który Polskę nie będzie stać przez co najmniej 20 lat. A tymczasem JUŻ DZIŚ prywatna służba lepiej działa w POLSCE niż publiczna.
"To oczywiście kłamstwo, właśnie najtrudniejsze, najdroższe i najbardziej długotrwałe procedury są dostępne tylko w publicznej SZ."
Wskazywałem już praktykę publicznej służby zdrowia: odrzucanie ludzi kosztownie chorych. I OK, może na Zachodzie jest lepiej, ale my żyjemy w jeszcze długo biednej Polsce.
"I teraz skup się: nigdy, żadna publiczna SZ nie będzie w stanie wyleczyć wszystkich ze wszystkiego. Dlatego takie zbiórki będą się zdarzać. Bo u prywaciarzy uświadczysz przede wszystkim cennik."
Hehe, i to jest mój ulubiony argument: nie widzisz że służba publiczna DROGO nas kosztuje, a jednocześnie nazywana jest DARMOWĄ lub prawie darmową
Mówisz że prywaciarze pokazują nam cennik? Ok, ale popatrzny co te cenniki zawierają. Otóż zawierają znacznie niższe kwoty niż to kosztuje w naszej pucznej służbie, która jest dziurawa, skorumpowana i niedofinansowana.
"Amerykanie wydają najwięcej na leczenie a mimo to mają żenująco niską długość życia jak na kraj o takim stopniu rozwoju."
A tak, to prawda. Ale dzieje tak wskutek – przygotuj się na szok – socjalizmu! Jakiego rodzaju socjalizm? Oto one:
a) Koncerny farmaceutyczne (Big Five) sztucznie podnoszą ceny leków (czasem kilkadziesiąt razy w stosunku do generyków) – jest możliwe dzięki oligopolowi i umów zawartych z rządem.
b) Polisy zdrowotne przyporządkowuje się do stanowiska pracy. Przez co nie mogę swobodnie zmieniać "dostawcę" usług medycznych, bo wtedy ceny tych usług dobijają.
Nawet w Polsce takiego socjalizmu w ww. obszarach służby zdrowia nie ma.
"No i to jest właśnie logika prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych"
A logika państwowych ubezpieczeń to: "dawaj nam kilka razy więcej kasy w składkach niż zapłacisz w prywatnej służbie, a może coś Ci się trafi. Kilka razy więcej, bo nasza administracja i politycy przymierają głodem."
"W prywatnej za to mało kogo stać więc na dzień dobry po ptakach. Albo i nie na dzień dobry: prawie 2/3 bankructw prywatnych w USA było spowodowanych przez koszty leczenia przewlekłych chorób, a prawie 4/5 tych bankrutów na początku choroby była ubezpieczona"
W polskich warunkach nie da się sprawiedliwie wprowadzić prywatnej służby zdrowia w taki sposób, że od pewnego pięknego dnia wszyscy nagle muszą bulić po kilka tysięcy złotych za coś tam z własnej kieszeni. Wynika to z istnienia rzeszy ludzi, którzy swoje składki już płacili (np. przez 40 lat). Jeśli ma być zatem 100% prywatnej służby zdrowia, to tylko w taki sposób że pieniądze idą za pacjentem, ale do wybranego przez pacjenta szpitala. Oczywiście tu 100% szpitali ma być prywatne ze względu na pilnowanie kosztów. I nie żadne NFZ jak dzisiaj, lecz niech pieniądze ze składek indywidualnych pacjenta automatycznie idą za tym i TYLKO tym pacjentem.
"Zgadzam się, że wykonywanie zabiegów w prywatnych placówkach kontraktowanych przez publiczny zarząd SZ (czyli u nas NFZ) ma sens – sam się tak operowałem w zeszłym roku (Warszawa, 2 tygodnie czekania na zabieg, procedura jednego dnia – full prywaciarze chcieli 3 tysiące za zabieg plus jeszcze co najmniej 3 dni hospitalizacji czyli dodatkowe 2kzł; tańszy prywaciarz he he he)."
Nie ma sensu finansowanie przez NFZ, bo NFZ są państwowe. Efekt rządzenia NFZ przez polityków? Wszystkie te kwiatki publicznej służby zdrowia o których dyskutowaliśmy.
Poza tym, mówisz że 5000PLN za zabieg z hospitalizacją to dużo? Może i tak, ale ja bym się obawiał że ZNACZNIE więcej straciłeś poprzez podatki na te NFZ. Co z oczu, to sercu lżej, prawda?
"Jak dowodzi porównanie wydatków na zdrowie USA i podobnie rozwiniętych krajów, to nie takie proste."
Nie wiem czy pamiętasz to, ale za PRL stomatologia była w większości publiczna. I jej poziom był tragiczny. Dziś jest na odwrót. I taki sposób reformy bym widział najchętniej.
Należy pamiętać, że to zysk sprawia że ludzie chcą zostać lekarzami i pielęgniarkami. Możliwa jest misja, ale nie na skalę ogólnospołeczną. I jeśli w jakiś sposób ten mechanizm rynkowy się rozreguluje, to wtedy MUSZĄ powstać patologie (na których nakazy i zakazy nie pomogą). W Polsce ludzie będący pacjentami lub rodzinami tych pacjentów i będący w publicznej służbie zdrowia w Polsce rozumieją to i często dają "gratyfikacje" dla Pana Ordynatora. "Gratyfikacje", czyli normalne łapówki za to, aby Pan Ordynator Pełniący Misję Publiczną poczuł, że jego praca nie jest daremna.
Innym mechanizmem rynkowym wprowadzanym oddolnie i spontanicznie to proceder używania sprzętu z publicznej służby zdrowia prawie za darmo we własnych gabinetach lekarskich.
Czyli ludzie głosują nogami za prywatyzacją służby zdrowia w Polsce, a werbalnie są protiw. Podejrzewam że Ty też tak masz
"No to Cię zmartwię: my wszyscy jesteśmy takimi kretynami i pozwalamy sobie odebrać przynajmniej 70%. WSZYSCY, a nie tylko np. właściciele firm. Swoją drogą, właściciele firm mają łatwiej w Polsce niż biedota (bo ogólnie dla nich ceny towarów są netto) – witaj w socjaliżmie."
Co za bzdury..
"Czy USA to słabe państwo lub ma słabą owybatelskość?"
Słabe? USA to jest fatalne państwo, przeżarte przez lobby medyczno-wojenno-więzienno-samochodowe. W zasadzie w każdej z tych dziedzin USA ma tragiczne wyniki przy największym na świecie poziomie wydatków.
"No bo my jesteśmy jeszcze na dorobku i nie wszyscy mają auta. Poza tym, my mamy dziś mniej aut na jednostkę niż takie USA. A Zachód Europy także miał więcej aut dawniej niż dzisiaj mają."
Nieprawda, poza paroma miastami nigdy nie miał więcej.
"To jeszcze nie jest ściana, o której mówiłem w poprzednim akapicie."
No tak, tylko weź pod uwagę, że po dojściu do ściany nasze miasta będą wyglądały tak jak wiele miast w USA – czyli jednym nie będą się nadawały do życia. Nie da się budować miast bez projektowania zorientowanego na transport, jak się rozpełzną to ich nie pozbieramy. Pisząc te słowa słyszę nieustanny huk ulicy, choć 10 lat temu był tu spokój. Tak wygląda Twój eksperyment.
@KMelon
"Co za bzdury.."
Bo?
"Słabe? USA to jest fatalne państwo, przeżarte przez lobby medyczno-wojenno-więzienno-samochodowe. W zasadzie w każdej z tych dziedzin USA ma tragiczne wyniki przy największym na świecie poziomie wydatków."
No właśnie, strzeliłeś więc sobie w stopę
"Nieprawda, poza paroma miastami nigdy nie miał więcej."
To pooglądaj sobie tę mapkę poniżej. Za PRL aut dysproporcja była jeszcze większa.
Mapka (ilość samochodów na 1 mieszkańca
"Pisząc te słowa słyszę nieustanny huk ulicy, choć 10 lat temu był tu spokój. Tak wygląda Twój eksperyment."
No i OK. Ponieważ nie doszliśmy jeszcze do ściany, więc za 10 lat usłyszysz jeszcze większy huk. Chyba że wcześniej ludzie zrozumieją bezsens używania auta tylko w jednym mieście.
I coś jeszcze: piszesz że "Nie da się budować miast bez projektowania zorientowanego na transport". Otóż da się. Są takie miasta, w których obowiązuje zakaz ruchu samochodowego. Co więcej, Moje miasto (około 50k mieszkańców) jest chyba zorientowane na transport (bo buduje mnóstwo nowych parkingów, poszerza główne ulice), ale efekt jest taki jak w przypadku administracji. Czyli jeśli jest jakieś wolne miejsce, to ludzie to miejsce zagospodarują z naddatkiem. Tak więc "projektowanie zorientowane na transport" to pic na wodę. Jedyne wyjście to dojście do ściany.
abcman: "Bo te kraje co wymieniłeś, są znacznie bogatsze od Polski. Więc znacznie więcej można tam marnować kasy. Tam jest może i dobry efekt, ale osiągnięty wielkim kosztem."
Co to jest "wielki koszt"? Owszem, te kraje są bogatsze, więc je stać na wydanie więcej.
Co do "marnowania" kasy: można powiedzieć, że jest jeden kraj gdzie bardzo wyraźnie marnuje się kasę i jest to ten gdzie jest największy udział niepubliczny.
Tymczasem w Polsce – czym sam byłem zaskoczony, przyznaję – wcale te pieniądze się tak bardzo nie marnują. Wśród krajów wydających podobne pieniądze i mających podobne warunki socjoekonomiczne Polska wygląda nieźle.
Wychodzi więc na to, że gigantyczne marnotrawstwo pieniędzy w polskiej SZ to kolejny mit – w rzeczywistości dostajemy mniej więcej tyle za ile jesteśmy w stanie zapłacić. Owszem, mniej niż w bogatszych krajach.
"tymczasem JUŻ DZIŚ prywatna służba lepiej działa w POLSCE niż publiczna."
Dokąd Twoim problemem jest przeziębienie albo zapalenie gardła, to pewnie i tak.
"Wskazywałem już praktykę publicznej służby zdrowia: odrzucanie ludzi kosztownie chorych. I OK, może na Zachodzie jest lepiej, ale my żyjemy w jeszcze długo biednej Polsce."
I dlatego uważasz, że lepiej aby odrzucali ich prywaciarze bo nie będą w stanie zapłacić? Z tym odrzucaniem to zresztą bzdura: nie przypadkiem napisałem o chemioterapii, bo tak akurat się złożyło, że to jedna z wielu cholernie drogich metod dostępnych i stosowanych w Polsce tylko w publicznej SZ. Ale pewnie na manekinach bo ludzi odrzucają?
"to jest mój ulubiony argument: nie widzisz że służba publiczna DROGO nas kosztuje, a jednocześnie nazywana jest DARMOWĄ lub prawie darmową"
O wow, zaraz odkryjesz, że drogi nas też kosztują.
"Ok, ale popatrzny co te cenniki zawierają. Otóż zawierają znacznie niższe kwoty niż to kosztuje w naszej pucznej służbie"
No to proszę podziel się tą wiedzą, ile w publicznej SZ kosztują te same procedury, które są dostępne także prywatnie. Ale liczby, nie hasła.
Bo póki co porównujesz wizytę u laryngologa z wieloletnią terapią raka i podniecasz się tym, że laryngolog jest tańszy.
"Koncerny farmaceutyczne (Big Five) sztucznie podnoszą ceny leków (czasem kilkadziesiąt razy w stosunku do generyków)"
Bo oczywiście w tych cenach nie ma wcale a wcale pokrycia kosztów badań, których producenci generyków po prostu nie prowadzą.
"Polisy zdrowotne przyporządkowuje się do stanowiska pracy. Przez co nie mogę swobodnie zmieniać “dostawcę” usług medycznych, bo wtedy ceny tych usług dobijają."
To żaden socjalizm tylko w pełni rynkowy volume discount (jak to ładnie po polsku nazwać?): pracodawca zapisuje na ubezpieczenie kilkadziesiąt albo kilkaset osób więc ma mniejszą cenę jednostkową niż każdy z osobna.
Nic więc dziwnego, że indywidualnie jest drożej. I wcale nie lepiej: jeśli klikasz w linki to już wiesz, że 60% medycznych bankrutów miało właśnie ubezpieczenia indywidualne.
"logika państwowych ubezpieczeń to: “dawaj nam kilka razy więcej kasy w składkach niż zapłacisz w prywatnej służbie, a może coś Ci się trafi"
Każde ubezpieczenie działa podobnie, możesz sobie porównać wydatki na medycynę i wpływy z ubezpieczeń prywatnych w USA. No i porównaj też koszt ubezpieczenia w NFZ do kilku lat leczenia poważnej choroby – na razie porównujesz wciąż do wizyty u laryngologa czy w najlepszym razie prostej operacji.
"nie żadne NFZ jak dzisiaj, lecz niech pieniądze ze składek indywidualnych pacjenta automatycznie idą za tym i TYLKO tym pacjentem."
Czy w ogóle wiesz jak działają ubezpieczenia?
Zaczynam wątpić.
"Nie ma sensu finansowanie przez NFZ, bo NFZ są państwowe."
Są państwowe więc się nie orientują na maksymalizację zysku dla właścicieli.
I teraz uważaj, bo będzie trudne: medycyna zna dziś wiele naprawdę paskudnych chorób, których NIE POTRAFI wyleczyć. Za żadne pieniądze. Ale wiele z nich potrafi kontrolować i przez to pozwalać choremu mniej lub bardziej normalnie żyć mimo choroby.
Tylko że to kosztuje. Kosztuje dużo z gwarancją faila: ten pacjent umrze (jak zresztą wszyscy inni), można mu kupić może 2, może 5 a może i 20 lat życia, ale on umrze. Umrze bez wyzdrowienia.
Z punktu widzenia zorientowanego na zysk przedsiębiorcy taki chory to skarbonka bez dna, w dodatku nie przełoży się to nijak na lepszy PR, marketing czy cokolwiek innego. Czyli najbardziej racjonalną strategią postępowania wobec takiego chorego jest doprowadzić jak najszybciej do jego śmierci: zdechnie i tak, ale taniej dla firmy.
To właśnie, nie żaden socjalizm, tylko czystą ekonomiczną kalkulację widzimy w prywatnych ubezpieczeniach zdrowotnych w USA.
"Efekt rządzenia NFZ przez polityków? Wszystkie te kwiatki publicznej służby zdrowia o których dyskutowaliśmy.
Poza tym, mówisz że 5000PLN za zabieg z hospitalizacją to dużo?"
Po pierwsze, nie wiem czy doczytałeś, że przez NFZ jest to finansowane jako procedura jednego dnia – czyli prywaciarz usiłował wymusić na mnie niepotrzebne dwa dni hotelowania. Zapewne z lepszym jedzeniem niż w prywatno-NFZetowym.
Po drugie, ceny, które NFZ płaci prywatnym wykonawcom za ten sam zabieg są sporo niższe – zapewne wciąż im się opłaca, nikt im po te kontrakty zgłaszać się chyba nie każe? Powiem więcej: ten konkretny zakład oprócz NFZ oferuje także pełnopłatne chirurgie plastyczne itd – więc NFZ musi się BARDZO opłacać skoro w ogóle go robią zamiast skupić się na plastyce.
Tymczasem prywatny po prostu chciał pojechać na rozpowszechnionej legendzie, że państwowo to kiepsko i się czeka latami w nadziei, że nie rozejrzę się za tańszą opcją tylko zapłacę tą kasę za krótsze czekanie. Rozejrzałem się i nie czekałem dużo dłużej.
"Może i tak, ale ja bym się obawiał że ZNACZNIE więcej straciłeś poprzez podatki na te NFZ. Co z oczu, to sercu lżej, prawda?"
Każde ubezpieczenie działa tak, że jak się ma mało szkód to się znacznie więcej "traci" niż wyjmuje z systemu. Ja mam to szczęście, że dotychczas byłem zmuszony wykonać tylko jeden względnie prosty zabieg. Prawdziwa duża kasa idzie na ciężkie przewlekłe choroby a nie proste operacje.
"za PRL stomatologia była w większości publiczna. I jej poziom był tragiczny. Dziś jest na odwrót. I taki sposób reformy bym widział najchętniej."
Stomatologia to ulubiony przykład korwinistów i wcale nie przypadkiem: nawet wymiana całego pyska na implanty kosztuje jakieś śmieszne pieniądze w porównaniu z terapiami wielu chorób przewlekłych. Do tego jest prawie 100% uleczalność (ok, czasem przez instalację protez), bliska 0% śmiertelność. Tylko że w medycynie takie warunki to wyjątek, nie reguła (liczone wg wydatków a nie przypadków zgłoszeń).
"jeśli w jakiś sposób ten mechanizm rynkowy się rozreguluje, to wtedy MUSZĄ powstać patologie"
Naiwnie myślisz, że gdy finansowanie jest prywatne to patologii nie ma. Muszę cię zmartwić: są, tylko inne. Jak choćby wysyłanie ludzi hurtem na niepotrzebne badania, przeprowadzanie zbędnych procedur itp. Tu uśmiecha się śmiertelny wróg korwinisty: asymetria informacji: skąd mam wiedzieć, czy (płatny!) rentgen na który wysyła mnie prywatny pan doktor jest rzeczywiście potrzebny? Gdyby nie to, że operacja, którą przechodziłem jest dość popularna pewnie też nigdy bym się nie dowiedział, że nie trzeba po niej dwa dni leżeć na obserwacji i po prostu zapłacił.
Tyle drobnica: z górnej półki uśmiecha się racjonalna ekonomicznie niechęć ubezpieczycieli prywatnych do finansowania tego co w medycynie najdroższe.
Co najwyżej zamieniamy jedną patologię na drugą. No ale jest istotna różnica: łapówkarstwo jest przestępstwem chyba wszędzie, wysyłanie na niepotrzebny zabieg czy wciskanie niepotrzebnej hospitalizacji, chociaż niewiele się różni od zwykłego oszustwa, jest w pełni legalne. Wykręcanie się od finansowania, jak w USA, też.
"Czyli ludzie głosują nogami za prywatyzacją służby zdrowia w Polsce, a werbalnie są protiw. Podejrzewam że Ty też tak masz"
Nie, nie mam tak. Doceniam udział sektora prywatnego w "małej SZ" czyli właśnie tych tanich ale też częstych procedurach. Sam z tego korzystam i zazwyczaj jestem zadowolony. Tylko że widzę też różnicę między zaplombowaniem zęba czy przepisaniem lekarstw na zapalenie gardła a długotrwałą terapią raka. Ty natomiast widzisz, że można tanio wstawić plombę i rozszerzasz to na całą medycynę.
KMelon pamiętasz jak wprowadzano telefony trzeciej generacji? Większość państw w Europie (i USA chyba też) zrobiło przetargi na koncesje. W Japonii podeszli do tego inaczej (niestety już nie pamiętam, czy były to stałe opłaty za koncesje i brał kto chciał, czy inny sposób). Wydatkowanie wpływów państwa można pominąć. Natomiast efekt licytowanych koncesji był taki, że spowodowało to opóźnienia we wdrażaniu tej technologii. Dlaczego? Ponieważ firmy płaciły miliardy za koncesje, które mogły przeznaczyć na infrastrukturę. Efekt- Japonia miała najszybciej wprowadzoną tą technologię.
Towarzysze! Ogłaszamy nowy plan 10-letni. 30 mega dla wszystkich aby obywatelom żyło się lepiej i mogli sciągać porno w oka mgnieniu. Tako rzecze partia ekhm Komisja
O, widzę, że mnie ubiegłeś. Nie zauważyłem Twojego komentarza.
Ciekawe, czy UE wymusi, aby podłączenie do internetu było obowiązkiem
Dokładnie. A jak ktoś podniesie rękę na społeczny internet, to mu Unia tę rękę odrąbie.
Zła brzydka Unia, wspaniałe, wolne gospodarczo USA. Tylko jakoś wszyscy zapominacie, że internet nie powstałby bez udziału państwa (w końcu był projektem wojskowym). Za chwilę ktoś mi wyskoczy z argumentem, że internet może i powstał za pieniądze podatników, ale już Krzemowa Dolina to prywatne firmy. Tak, tylko te prywatne firmy największą kasę robiły na kontraktach rządowych. Wojsko, wywiad i uniwersytety – to nakręca tak naprawdę rozwój technologiczny, a to w 99% kapitał (przynajmniej na początku) państwowy.
Ja wyskocze z czyms innym: internet tez powstal w USA.
Pociesz sie, ze HTML powstal w Genewie, ale zaraz
Szwajcaria nie jest w UE
@rafaelmet: “Wojsko, wywiad i uniwersytety – to nakręca tak naprawdę rozwój technologiczny”
Nieprawda – “Wojsko, wywiad i uniwersytety” – conajwyżej INICJUJĄ rozwój technologiczny, ale utrzymywać NIE MOGĄ. Jakby mogły, to wtedy ZSRR byłby dziś potęgą technologiczną. Ale tak się jakoś nie stało. Czy wiesz dlaczego? Bo prawdziwy postęp techniczny może być robiony TYLKO oddolnie. Bo co to jest postęp techniczny? To jest POWSZECHNA adaptacja nowych pomysłów, idei i wynalazków. Jakbyś miał wątpliwości czy tak jest, to spójrz na starożytnych kapłanów egipskich – mieli wiedzę matematyczną, astronomiczną, techniczną, ale mimo to mówimy że tamta cywilizacja była prymitywna z dzisiejszego punktu widzenia, bo przeciętny Egipcjanin nic z tego nie miał. Gdyby ci kapłani byli bardziej demokratyczny, to wtedy byśmy mieli np. pierwszy silnik parowy wynaleziony jeszcze przed Chrystusem. Ich wiedza była na to wystarczająca.
A czemu udział państwa się kłóci z oddolnością? Bez urazy, ale to jest myślenie żywcem z lat '80.
@KMelon – bo ogólnie urzędnik albo polityk nie mają pojęcia o detalach postępu technicznego. Mogą co najwyżej przydzielać środki, ale to ktoś z dołu musi robić całą tę czarną robotę związaną z "researchem".
Mały przykład: ja jako polityk funduję Einsteinowu kredę i tablicę, a on mi tu: "E=mc^2". To jest epokowe odkrycie, ale kto dokonał tego postępu? Ja czy Einstein? To chyba retoryczne pytanie, nieprawdaż?
@jarek Nie napisałem, że powstał w Europie. Doskonale wiem, że powstał w USA jako projekt wojskowy i wiem, że HTML powstał w Genewie, w CERN. Zgadnij kto utrzymuje CERN.
@abcman Po pierwsze – oddolnie to może powstać mały projekt. Za wielkimi projektami stoją albo instytucje państwowe, albo prywatne DUŻE korporacje.
Po drugie – KMelon zadał dobre pytanie. Mały tip dla Ciebie – subsydiarność.
Kolega mieszka 20 kilometrów od centrum Krakowa i jeżeli chodzi o dostęp do internetu to ma do wyboru tylko najtańszą (najwolniejszą) neostradę, albo najtańszą (najwolniejszą) neostradę. Mała gęstość zaludnienia w tym rejonie i stosunkowo trudny teren powodują, że nikomu nieopłaca się poprowadzić tam kabla. Jak myślisz, co lub kto może wymuć (koncesją, ulgami podatkowymi, dopłatą itp.) na dostawcach odpowiednie inwestycje? Właśnie państwo. Kolega nie ma wyboru, przeprowadzka to właściwie żadna alternatywa. Ma piękny dom i szkoda by go było…
Nie jestem "fanem" interwencjonizmu państwowego, ale w ograniczonym stopniu, w niektórych sytuacjach jest on nie tylko korzystny co konieczny.
@abcman "Mały przykład: ja jako polityk funduję Einsteinowu kredę i tablicę, a on mi tu: “E=mc^2″. To jest epokowe odkrycie, ale kto dokonał tego postępu? Ja czy Einstein? To chyba retoryczne pytanie, nieprawdaż?"
Kontynuując Twój przykład, to teraz wyobraź sobie, że kreda i tablica kosztuje np. miliard dolarów i żadna korporacja nie kwapi się do jej sfinansowania. Urzędnik musi podjąc decyzję.
Nikt nie odbiera w Twoim przykładzie chwały Einsteinowi. Oczywiście, że to on dokonał postępu, ale nie byłby on możliwy bez tego obrzydliwego urzędasa, który postanowił wydać Twoje podatki.
Energia atomowa, rozwój IT, loty kosmiczne, czy takie "niepraktyczne zabawki" jak zderzacz hadronów – tam było na początku (FINANSOWO) państwo. Potem mogą to sobie rozwijać firmy prywatne, ale zainicjować, podjąć gigantyczne inwestycje, często (nie zawsze) musi podatnik.
@rafaelmet – ale czemu niby z moich podatków państwo ma fundować w jakikolwiek sposób twojemu koledze kabel do domu na końcu świata?
Ja jako ISP sam taki kabel zbuduję, jeśli państwo przestanie mi przeszkadzać – wliczając w to wpieprzanie się w treść umowy z konsumentem. Bo widzisz, żebym zainwestował w taki kabel, muszę mieć choćby cień nadziei, że mi się to zwróci (czytaj – w tym przypadku np. 20-letnia umowa na świadczenie usługi bądź zwrot kosztów budowy kanalizacji).
@gotar Nie zwróci Ci się. Tak samo jak telekomunikacji nie opłaca się ciągnąć kabla z telefonem. Problem polega na czym innym. Uznajemy jakąś zdobycz cywilizacji za niezbędną dla normalnego funkcjonowania i prawo człowieka. Obowiązkiem państwa jest w tym momeńcie zapewnić każdemu to dobro. Możesz to sobie nazywać socjalizmem, ale tak to działa na całym świecie od dawna. Kiedyś budowało się drogi, potem kanalizację, ciągnęło prąd, gaz itp. Teraz czas na internet.
A dlaczego koledze państwo ma fundować kabel z Twoich podatków? Bo tacy "koledzy" stanowią znaczny procent społeczeństwa, a Ty, czy Ci się to podoba, czy nie, jesteś tego społeczeństwa częścią.
Po drugie, leży to w interesie, również ekonomicznym, ogółu. Gdyby państwo kierowało się Twoją logiką, to połowa kraju byłaby bez prądu i spuszczała ścieki do rzek. Może to Cię nie obchodzić, czy ktoś ma kanalizację, czy spuszcza swoje odchody do rzeki. Problem w tym, że czasem jednak musisz wypić wodę, którą czerpie się z rzeki… I tu już pojawia się Twój interes.
Narzekamy, że infrastrukturę mamy beznadziejną. Mamy, bo państwo woli płacić socjal niż w nią inwestować. Bo jak inwestor chce postawić fabrykę i chce, żeby mu podciągnąć drogę, to podnosi się krzyk, że prywatnemu będziemy budować. W cywilizowanych krajach władze same się pytają czy przypadkiem niepotrzebna jest droga.
Ja potrafię odróżnić dobre działania (inwestycje w infrastrukturę) państwa od złych (socjal). A Ty?
Bo gosciu chcial zaoszczedzic na dzialce i wybudowal w szczerym polu piekny dom za zaoszczedzone pieniadze. A my zasponsorujemy mu szybki internet.
Kolega zaoszczedzil na dzialce budujac w szczerym polu, oszczednosci "zainwestowal" w ladny dom, a my mu zafundujemy szybki internet….
Lokacje na prawie niemieckim sa w Polsce(!) znane od 13 wieku. A Polacy wciaz sie buduja na szczytach gor i zadaja przylacza od energetyki za 1.5k zl…
Internet, html itd..
W USA jak rzad (agencja rzadowa) cos potrzebuje, to rozglada sie za najzdolniejszymi osobami, firmami z najbardziej zaawansowana technologia) i daje im kontrakt/zamowienie. Nie rozdaje wszystkim "za darmo". Przepraszam, tak bylo. Od kilkunastu lat postepuja jak w UE, szerzy sie centralne sterowanie i zwiazana z tym wszechwladza urzednicza, lapowki, ustawione przetargi i kraj powoli upada.
Podpowiem Ci, ze gdy w latach 70-tych Nixon wprowadzil obowiazkowe ubezpieczenia zdrowotne (dla zainteresowanych pracownikow) to ceny natychmiast wzosly 3-krotnie i do dzisiaj koszty leczenia sa najwyzsze w swiecie (oczywiscie wysokie ubezpieczenia od odpowiedzialosci lekarza tez sie przyczynily do tego). USA byly potega, gdy nie bylo tam socjalizmu.
@Mini To nie jest szczere pole, ale mały przysiółek. Never mind. NIe ciągnijmy do takich miejsc internetu. Co z tego, że takich miejsc są tysiące w całej Polsce z prostego względu – jesteśmy dużym krajem o stosunkowo małej liczbie ludności. Co z tego, że taka Finlandia z gospodarki uzależnionej od ZSRR w ciągu kilku lat, dzięki inwestycjom w nauke i infrastrukturę zmieniła m.in producenta opon w największego producenta komórek. Co z tego, że cała Azja rozwija się na tej zasadzie. Co z tego, że jednak w USA interwecjonizm zawsze był silny.
Kontrakty państwowe dla firm to właśnie interwecjonizm. To o czym piszesz, jak niby było w USA, to właśnie to o czym ja piszę. Za pieniądze podatników rząd wynajduje zdolnych ludzi i firmy. Przecież ja nie każę urzędasowi prowadzić światłowodu.
I mitem jest, że problemy USA wynikają z socjalizmu. W USA była szczątkowa kontrola nad systemem bankowym, co doprowadziło do tego co mamy. A co do potęgi USA i Nixona, to w latach kiedy "zapanował u nich socjalizm" dokonało się kilka rewolucji technologicznych a PKB rosło jak w najlepszych latach wojny. "Socjalista" Clinton zostawił 1,5 biliona nadwyżki budżetowej. Przyszedł Bush, obniżył znacząco podatki i nawet wojna nie pomogła by rozruszać gospodarkę.
@rafaelmet
1) Subsydiarność?? Ja mam lepszy tip dla Ciebie: "komasacja". Jeśli jakaś wioska w Polsce składa się z 20 domów na obszarze 20ha, to wtedy nie opłaca się im instalować internetu. Taką wieś należy bowiem wcześniej SKOMASOWAĆ, a potem dopiero dociągnąć im jeden kabel (zamiast 20).
2)
a) My się tutaj nie rozumiemy. Jeśli napisałem "oddolnie", to wliczyłem tu wszystkie osoby i firmy. A Ty z tego "oddolnie" wyłączyłeś korporacje. Przecież korporacje to nie państwo,
b) Napisałeś: "Energia atomowa, rozwój IT, loty kosmiczne, czy takie “niepraktyczne zabawki” jak zderzacz hadronów – tam było na początku (FINANSOWO) państwo. "
Napisałem, że państwo może tylko conajwyżej INICJOWAĆ, a nie wprowadzać postęp techniczny. Lećmy po kolei:
i) Energia atomowa – tak się składa, że ten przykład niezbyt odzwierciedla mój pogląd, bo wykorzystanie tej energii jest bardzo niebezpieczne i dlatego reakcją rządów była monopolizacja (w większości) jego wykorzystania (np. łodzie atomowe, elektrownie atomowe, bomby, itd. są prawie wyłącznie państwowe). Ale odrzucam ten przykład ze względu na to, że to przepisy prawa zniekształciły naturalny (w mojej opinii) proces rozwoju technicznego.
ii) IT – tu już sprawcami postępu były w wielkie przewadze firmy i osoby prywatne. Rola państwa? Tylko warunki stworzone naukowcom na początku powstania IT.
iii) loty kosmiczne – w tym przypadku tylko państwo robiło inicjację. Lecz ta inicjacja nie jest jeszcze postępem (vide kapłani egipscy), bo postęp będzie wtedy, kiedy te loty będą masowe. A to będzie w gestii TYLKO firm prywatnych. Rządowi nie będzie opłacało wysyłać masowo obywateli na wielkie kawałki skały lub gazu pod nazwą np. Mars, Uran, Eris. Tu TYLKO firmy prywatne mogą coś zdziałać, np. poprzez stworzenie hoteli orbitalnych, zainicjowanie handlu międzyplanetarnego, itd. Politycy i urzędnicy są na takie rzeczy o wiele za głupi.
iv) Zderzacz hadronów – znowu mamy do czynienia z inicjacją, a nie postępem technicznym. Postęp będzie z tytułu działania LHC za paręnaście lat. Znowu firmy prywatne się kłaniają.
Możesz tu spytać, czemu takie loty kosmiczne czy LHC nie są postępem technicznym? Spójrzmy na kapłanów egipskich – trzymali całą wiedzę (postępową!) dla siebie, więc rzeczonego postępu nie było w starożytnym Egipcie. Tak samo jest z wykorzystaniem dla ogółu lotów kosmicznych lub LHC. W pierwszym przypadku taka możliwość jest po prostu niedostępna dla ogółu, a w drugim po prostu efektów na razie brak.
> Rządowi nie będzie opłacało wysyłać masowo obywateli na wielkie kawałki skały lub gazu pod nazwą np. Mars, Uran, Eris. Tu TYLKO firmy prywatne mogą coś zdziałać
Firmom prywatnym tym bardziej. Kolonizacja kosmosu wymaga planowania inwestycji w horyzoncie minimum kilkunastu, a w praktyce kilkudziesięciu lat. Jest to całkowicie poza zasięgiem istniejących mechanizmów finansowania inwestycji w systemie kapitalistycznym (kredyt na 50 lat można dostać co najwyżej na nieruchomość, czyli inwestycję praktycznie bez ryzyka). Jest to również całkowicie poza zasięgiem horyzontu planowania w systemie demokratycznym (4-5 lat, w porywach może 20).
Kto skolonizuje kosmos? Pojęcia nie mam, ale jak na razie relatywnie najlepiej radzą sobie kraje zamordystyczne czyli Rosjanie oraz Chińczycy, a USA z demokratycznym kapitalizmem zostaje w tyle…
"To nie jest szczere pole, ale mały przysiółek. Never mind. NIe ciągnijmy do takich miejsc internetu. Co z tego, że takich miejsc są tysiące w całej Polsce z prostego względu – jesteśmy dużym krajem o stosunkowo małej liczbie ludności."
Co to ma do rzeczy. Ludzie musza nauczyc sie odpowiedzialnie wybierac lokalizacje, gdzie zamieszkaja. I ponosic tego konsekwencje.
"Co z tego, że taka Finlandia z gospodarki uzależnionej od ZSRR w ciągu kilku lat, dzięki inwestycjom w nauke i infrastrukturę zmieniła m.in producenta opon w największego producenta komórek. Co z tego, że cała Azja rozwija się na tej zasadzie. Co z tego, że jednak w USA interwecjonizm zawsze był silny."
Bzdury. Azja rozwija sie dzieki wolnosci gospodarczej i niskim podatkom. W takim Singapurze, Malezji, czy Chinach jest kapitalizm w gospodarce, bez wzgledu na system polityczny.
"Kontrakty państwowe dla firm to właśnie interwecjonizm. To o czym piszesz, jak niby było w USA, to właśnie to o czym ja piszę. Za pieniądze podatników rząd wynajduje zdolnych ludzi i firmy. Przecież ja nie każę urzędasowi prowadzić światłowodu."
Nie, to nie jest interwencjonizm. Daje sie kontrakt firmie, zeby zbudowala nowy samolot wojskowy, albo opracowala nowy algorytm szyfrowania do komunikacji, albo nowy wytrzymaly i lekki material konstrukcyjny. Do konkretnego zadania,. A nie jak w Europie, zeby uszczesliwic masy robotnicze.
"I mitem jest, że problemy USA wynikają z socjalizmu. W USA była szczątkowa kontrola nad systemem bankowym, co doprowadziło do tego co mamy."
Bzdura. Twoja wiedza jest z TV. Problemy z USA wynikaja, ze rzad Clintona postanowil uszczesliwic Murzynow swoim wlasnym domem.
"A co do potęgi USA i Nixona, to w latach kiedy “zapanował u nich socjalizm” dokonało się kilka rewolucji technologicznych a PKB rosło jak w najlepszych latach wojny. “Socjalista” Clinton zostawił 1,5 biliona nadwyżki budżetowej."
Dzieki globalizmowi ktory Clinton wypromowal, przecietny amerykanin stracil prace, albo dostal gorsza place. Wzrosly zyski koncernow, ktore przeniosly produkcje do Azji.
"Przyszedł Bush, obniżył znacząco podatki"
bogatym, tylko bogatym…
"i nawet wojna nie pomogła by rozruszać gospodarkę."
No jasne. A Obama narobil 3x wiecej dlugu w 3 lata, co Bush w 8.
PS. Przestan wierzyc, ze wojny sa dochodowe dla obywateli. One sa dochodowe tylko i wylacznie dla koncernow zbrojeniowych.
@krzy3 – ja czytałem że już są projekty budowy hoteli orbitalnych. UWAGA! Nawet w POLSCE!
Oczywiście te projekty są w znakomitej większości robione przez prywatne podmioty. Taki np. polski rząd nie ma siły myślenia abstrakcyjnego na poziomie orbitalnym. Tusk lub Kaczyński mówiący o hotelach orbitalnych? Ja w to nie wierzę 
Dlaczego wspominam o tym? Bo to jest pierwszy krok w masową wizytację kosmosu. No i ten pierwszy krok jest “prywatny”.
@rafaelmet – "telekomunikacji nie opłaca się ciągnąć kabla z telefonem"!? Mi się nie zwróci światłowód!? Chybaś chłopie z księzyca spadł…! Oczywiście, że jeśli ten kabel będzie MÓJ, to mi się będzie opłacało go wybudować (i piszę to właśnie jako ISP, więc racz mnie nie poprawiać). Dlaczego JA nie buduję – już napisałem, TPSA ma dodatkowo taki 'bonus', że nie ma pełni praw do dysponowania swoimi kablami. Właśnie przez socjal się nie opłaca, a po trosze także przez biurokrację.
Natomiast twój "znaczny procent społeczeństwa" musi też jeść i się ubierać – gdzie mam się zgłosić po swoją "zdobycz cywilizacji niezbędną dla normalnego funkcjonowania, prawo człowieka"? Bo zanim zasiądę przed Naszą Szkapą i Fejsbukiem chciałbym zjeść bułeczki z twarożkiem, obejrzeć TV (dostęp do mediów publicznych to wszak moje prawo, ŻĄDAM DARMOWYCH TELEWIZORÓW). Komputery też muszą być darmowe – bo gdzie sobie wetknę ten cały internet. No i oczywiście MIESZKANIE, gdzie się zapisać po przydział?
Umówmy się może tak: przychylę się do świadczenia przez państwo usług 'cywilizacyjnych' jak tylko zacznie świadczyć komplet usług PODSTAWOWYCH (do egzystencji).
@rafaelmet
Tak tak, oczywiście – nie zapominaj tylko, że problemy wywołały kredyty hipoteczne przydzielane przez banki niewypłacalnej biedocie Z OBOWIĄZKU.
abcman: "Dlaczego wspominam o tym? Bo to jest pierwszy krok w masową wizytację kosmosu. No i ten pierwszy krok jest “prywatny”."
Bzdura, ten "pierwszy krok" ma przed sobą w cholerę kroków wcześniejszych finansowanych głównie przez państwa. Chyba że chcesz poważnie bronić tezy, że byłby możliwy bez wcześniejszych badań, przede wszystkim państwowych amerykańskich i radzieckich.
@cutugno
"Chyba że chcesz poważnie bronić tezy, że byłby możliwy bez wcześniejszych badań, przede wszystkim państwowych amerykańskich i radzieckich."
Ech, czytaj moje posty ze zrozumieniem…
Pisałem, że inicjacja postępu technicznego jest możliwa do osiągnięcia przez państwo. Natomiast dalsze upowszechnienie tegoż postępu wymaga już armii osób i firm prywatnych.
abcman: "Ech, czytaj moje posty ze zrozumieniem…
Pisałem, że inicjacja postępu technicznego jest możliwa do osiągnięcia przez państwo"
Więc po co bredzisz o "pierwszych krokach" skoro nie są ani pierwsze, ani nawet tysięczne?
Z tą inicjacją to jest tak, że udział państwa jest konieczny w tych wszystkich obszarach gdzie zarówno wydatki jak i ryzyko klapy są duże a ewentualny zysk odległy o dziesiątki lat. Jak choćby eksploracja kosmosu.
"Natomiast dalsze upowszechnienie tegoż postępu wymaga już armii osób i firm prywatnych."
O widzisz – jak nieco przemyślisz to co napisałeś i spróbujesz przetłumaczyć to na język kosztów, ryzyka i zysków to dojdziesz do wniosku, że rynek się sprawdza tam, gdzie relacje między nimi są mniej więcej takie jak na rynku, powiedzmy, telewizorów. Albo ciepłych bułeczek. W obszarze turystyki marsjańskiej rynek się sprawdza raczej fatalnie, ale za kilkadziesiąt lat dzięki wysiłkom państw może będzie lepiej.
@abcman: Zasadniczo masz rację, jednakowoż:
Firmy prywatne bardzo lubią z infrastruktury korzystać, ale bardzo nie lubią jej budowac, ze względu na długi okres zwrotu inwestycji. Najlepszy dowód, że przodujące mocarstwo jakim jest USA do dziś nie ma ani sensownej sieci autostrad, ani sieci szybkiej kolei — bo inwestycje te uznano za nieopłacalne. W efekcie masę ludzi i towarów wozi się samolotami, co tylko bezsensownie podwyższa koszty (ale za to jest poprawne ideologicznie). Tymczasem kraje takie jak Niemcy, Francja czy ostatnio Chiny rozbudowywują te nieopłacalne szybkie koleje, bo wychodzi im z kalkulacji że dają one pośrednie oszczędności w innych działach gospodarki.
Dokładnie to samo dotyczy Internetu. Na mojej wsi żadnej firmie telekomunikacyjnej nie opłaca się robić wykopu wzdłuż drogi aby położyć światłowód. Ale gmina co parę lat tę drogę przekopuje (bo wodociąg, bo kanalizacja, bo nawierzchnia, bo chodnik, bo remont) to mogłaby przy okazji niewielkim kosztem ten światłowód położyć. Ale go nie kładzie, bo ona nie jest od tego. Za to obywatel może wybrać na wolnym rynku, któremu z kilku dostawców płacić miesięcznie 130zł za radiowe łącze 1Mbit/s.
@krzy3 – jest prawdą że firmy nie lubią długoterminowych inwestycji. No, ale już od dawna ludzie zorganizowali państwa po to, aby takie długoterminowe inwestycje były możliwe (drogi, mosty, kanały, itd.). Jednak ludzie nie byliby sobą, gdyby czegoś raz na jakiś czas nie schrzanili. Przykładem jest państwo opiekuńcze. Ktoś pomyślał, że jak państwo zapewnia "darmowe" drogi, mosty, kanały, to może zapewnić także więcej darmowego życia (urlopy, renty, emerytury, dotacje, subwencje, becikowe, bykowe, itd.). Wtedy ekonomia skrzeczy. Okazuje się że to darmowe życie nie jest takie darmowe. Nie jest nawet tanie. I do dzisiaj trwa spór o zakres obowiązków państwa względem obywateli.
Do czego zmierzam? Otóż uważam, że to ekonomia powinna decydować o zakresie państwa. Oznacza to dwie rzeczy:
1) Z jednej strony państwo powinno ogólnie stworzyć warunki rozwoju dobrobytu społeczeństwa, bo pojedyncze firmy i ludzie tego nie zrobią,
2) Z drugiej strony państwo NIE powinno zapewniać dobrobytu społeczeństwu, bo to jest rzecz, którą państwo prawie na pewno schrzani (bo polityk czy urzędnik mają się znać na urzędowaniu, a nie na wszystkim), a pojedyncze osoby lub firmy na pewno sobie świetnie poradzą (bo się na swoim fachu przeważnie znają).
Niech więc ekonomia decyduje o stosunku podziału pomiędzy państwem a społeczeństwem.
W Twoich 2-ch przykładach:
a) jeśli rządy Niemiec i Francji wyliczyły, że opłaca się im budować koleje, to ja jestem za. O ile te rachunki są z punktu widzenia ekonomicznego rzetelne,
b) Co do internetu w Twojej wsi: jeśli mówisz, że taniej byłoby kłaść światłowód ze strony gminy (bo np. jest to robione przy okazji innych, planowych robót, a firmy musiałyby robić te roboty samemu i tylko pod światłowód), to wtedy kim ja jestem aby się sprzeciwiać ekonomii?
Niech ekonomia decyduje.
Myślę że podałeś te przykłady, aby pokazać że państwo musi obecne gdy mówimy o postępie technicznym. Nie sprzeciwiam się temu, bo chodzi mi o to, że rola państwa ze względów ekonomicznych musi się ograniczać do roli INICJATORA. W odniesieniu do tematu wiadomości oznacza to, że jeśli Unia ustala plan 10-letni by zapewnić WSZYSTKIM mieszkańcom Unii światłowód, to wtedy jest to dla mnie przykład wyrzucania pieniędzy w błoto. Chodzi tutaj bowiem o to, że nikt w Brukseli nie jest w stanie uwzględnić wszystkich uwarunkowań w poszczególnych miejscowościach (w tym w Twojej wsi). Natomiast dostawcy internetu na pewno znają swój teren i nie potrzebują brukselskiej koordynacji działań.
Czyli firmy sobie poradzą, a Unia niech oszczędza swój budżet na inne, bardziej potrzebne (bardzie podstawowe) projekty.
Bzdury. US ma calkiem niezla siec autostrad. Wiekszosc transportu odbywa sie drogami. A to, ze lotnictwo ma wiekszy udzial niz w innych krajach wynika z duzych odleglosci i niskich cen (tak, niskich wlasnie dzieki duzej konkurencji, jest calkowicie prywatne).
a tym czasem ZDM przestał wydawać zgody na budowę kanalizacji, czyli dokładnie w drugą stronę to idzie
sam chciałem dociągnąć światło do siebie, to urząd miasta chciał ode mnie wywrotkę pieniędzy za nic
w związku z powyższymi – hipokryci
Bo panstwo nie powinno wydawac zgody na budowe, zanim nie bedzie kompletnej infrastructury. Tak np. jak w Niemczech.
Wybudowales cos w szczerym polu i rzadasz, zebysmy wszyscy teraz zrzucili sie na Twoj prad?
"Komisja Europejska chce, by do 2020 roku każdy Europejczyk miał dostęp do szerokopasmowego Internetu o łączu 30 Mbps. Jest to kluczowa część planu, który ma przyspieszyć rozwój gospodarczy Europy."
"Duma Europejska chce, by świetlana przyszłość Związku, tfu, Unii przyniosła nam w 2020 roku dla każdego Obywatela dostęp do socjalnego szerokopasmowego UHMEPHEMu o łączu 300% normy. Jest to kluczowa część planu, który ma przyspieszyć i tak galopujący rozwój centralnie planowanej gospodarki Mateczki Europy." itd. itp.
Na szczęście cała ta Unia Pseudodemokratycznych Republik Europejskich rozpadnie się gdzieś w 2015. Uff.
Twój idol Mikke mówił, że Unia Europejska nie istnieje – to jak może się rozpaść?!
Czy jesteś drugim jasnowidzącym tr*szem, że wiesz który z polityków jest moim idolem (o ile którykolwiek)?
To cie zasmucę. Tak jak tr*sz jesteś w tym do niczego.
Dokładniej – JKM twierdził, że nie istniała przed wejściem w życie Traktatu Lizbońskiego. Co nie jest prawdą, gdyż wystarczy zajrzeć do Traktatu z Maastricht, w którym Unia Europejska pojawia się z nazwy.
Natomiast dopiero od wejścia w życie TL UE ma osobowość prawną.
Zlikwidować dochodowy. Wtedy będzie mnie stać nawet na 100 Mbps.Sam sobie podpisze umowę, z kim chce i jaką chce. I sam będę ponosił tego konsekwencje.
Buahahha. Problemy w świadczeniu takich usług na prawdę powszechnie są tylko dwie:
1. budowa kanalizacji teletechnicznej (prawnie tak samo złożona, jak budynek czy sieć wodociągowa – a przecież to ledwie mała rurka z kablem światłowodowym w środku, która jak już jest pod ziemią to jedynie przy innych pracach ziemnych może kolidować).
2. prawo do wejścia z kanalizacją na czyjąś nieruchomość (grunt czy budynek).
O ile punkt drugi jest kwestią wysoce dyskusyjną (czyje prawo jest wyższe itp., podobnie jak wywłaszczenia pod budowę drogi), o tyle co do punktu pierwszego jestem PEWNY, że komisja jewropejska przepisy budowlane jeszcze nam utrudni (tworząc 180 nowych aktów prawnych, zamiast zlikwidowania 2/3 obecnych). Witamy w ZSRE, kraju kwitnącego socjalizmu.
Sprawa jest znacznie prostsza: gmina i tak regularnie grzebie w ziemi, więc mogłaby przy okazji kłaść światłowody. Potem tylko wynajmować infrastrukturę dostawcom i wszyscy byliby zadowoleni: obywatel miałby Internet, gmina pieniądze z dzierżawy kabli, a dostawca klientów.
@krzy3: no patrz:
http://www.sosnowiec.pl/strefa_mieszkanca/artykul…
Jak widzisz nie pierwszy to wymyśliłeś. Na czym polega problem:
a) zwykle jednak to nie gmina grzebie w ziemi, tylko różne spółki,
b) takie 'grzebanie' nie może być w chaotycznym czasie, tylko planowane,
c) gmina i tak musi rozpisać przetarg, raczej nie może wykonawcy nakazać wykorzystania odpowiedniego 'grzebania'.
W praktyce uzgodnienia na etapie projektowym są zbyt skomplikowane, żeby coś się dało przez gminę zrobić 'przy okazji' (przypominam: gmina==przetarg). Jak to się robi? Wystarczy, aby gmina powiadamiała publicznie o terminach i planowanym zakresie prac ziemnych lokalnych operatorów, umożliwiając im przy okazji partycypację (pozwolenia budowlane, ZUT, plany, geodezja).
Zapomniałem o jeszcze jednym problemie, przez który gminy często nie chcą współpracować z sektorem prywatnym: boją się posądzenia o korupcję. No bo przecież skoro gmina pomaga prywaciarzowi, to ktoś wziął w łapę, nie? Rządy PIS i afery 'wynalezione' przez CBA odniosły taki sam skutek w gospodarce, jak wypowiedź Ziobry w transplantologii. Może nie jest to stały efekt, ale jeszcze widać jego ślady. I na nic się nie przydają tłumaczenia, że gmina zarabia w podatkach, zmniejsza bezrobocie, rozbudowuje taniej infrastrukturę; najistotniejsze, że dzięki 'przeciekowi' ktoś zarobił.
Ten plan to fikcja:
Ad 1.
Ni z gruszki ni z pietruszki mówi się tu o ochronie wirtualnej przestrzeni resztę możecie dodać sobie sami.
Ad 2.
Wielki wyścig łapówkowy o zatwierdzenie standardów
Ad 3.
Ciekawe jak wygląda odpowiedź na cyber atak chyba będę nauczony kontr cyber ataku, wtedy będę się czół bezpiecznie.
Ad 4.
To zrealizuje się samo tv chce się przenieść do internetu a do tego potrzebne są szybkie łącza.
Ad 5.
Literówka powinno być chyba umysły. Stany nie powinny być tu wyznacznikiem sukcesu bo w świetle załamania gospodarczego jest to wzorzec wątpliwy. Reszta to wodolejstwo czyli jak będziemy mieli trochę pieniędzy to może coś zrobimy.
Ad 6.
Furtka dla organizowania szkoleń i otwierania firm które dostaną dotacje na tego typu działalność pieniądze wywalone w błoto.
Ad 7.
Ten punk zrealizuje się też sam przez podniesienie ceny energii elektrycznej. Aby zamknąć ludziom gęby że nic się nie robi wprowadzi się zakaz używania najnowszych kart graficznych nvidia, jak nie zapłacą odpowiednio wysokiej łapówki. W mediach będzie tyle szumu że nikt nie zarzuci że na tym polu się nic nie robi.
ZSRR zazdrosnie patrzyla na produkcje pinezek w obrzydliwym USA
i plodzila plany 5-cio letnie, teraz UE to samo robi z internetem.
A moze zamiast szybki dostep do internetu, szybki dostep do wysokiej
jakosci badan medycznych dla kazdego europejczyka?
Tak, internet szybki rozwiąże wszystkie problemy. Szybciej i taniej dowiezie się materiały na budowy, produkty do sklepów, urzędnicy szybciej załatwią sprawę. Tylko gruntowne uproszczenie i krystalizacja prawa, wywalenie 70% urzędasów wraz ze zmianą mentalności tych co zostaną oraz totalna obniżka jak i kasacja podatków da większy i szybszy rozwój. W poważaniu mam internet 30Mbps, kiedy muszę bulić 22% VATu, w benzynie mam 75% podatków, ZUS wali mnie co miesiąc na 1000zł, niezależnie czy coś zarobię, czy też nie, finansuję takie absurdy jak ZUS, KRUS, PFRON, NFZ, dopłaty do rolnictwa, limity wydobywcze, połowowe, produkcyjne, emisji CO2 oraz setki tysięcy urzędników, którzy robią wszystko aby przeszkodzić, utruć, zniszczyć. Normalnie ZSRR mogłoby się wiele nauczyć
Jeśli dobrze rozumiem znaczenie tego planu, to Unia chce ruszyć gospodarczo dzięki Internetowi. Właśnie po to są te wszystkie przemiany / zmiany, by każdy mógł kupować przez Internet.
Dziś 30% Europejczyków nawet nie zagląda do Internetu. Z innych państw kupuje zaledwie 6%. Sam kupowałem to część sklepów w UK nie robi wysyłek do Polski. To samo tyczy się nawet Amazona. Gdy natomiast chcesz coś kupić spoza UE to na dzieńdobry ci dowalą podatki w wysokości 33%. Ja kupowałem prywatnie, ale co z przedsiębiorcami? Jak mają sobie odliczyć VAT? To strasznie skomplikowane. Liczę na to, że ten plan to ma zmienić.
Gospodarka UE i tak nie ruszy, bo są zbyt leniwi, żeby pracować. Obyśmy tylko nie byli zmuszeni do przyjęcia Euro, a będzie coraz lepiej. Ten plan to dla wielu, którzy siedzą w tym biznesie od lat szansa na zwiększenie obrotów, etc.
Sam Internet 30 Mbps o tzw. “click whore”. Chciałem po prostu, żeby to było na głównej, żeby osoby nie będące geekami zrozumiały.
“część sklepów w UK nie robi wysyłek do Polski. To samo tyczy się nawet Amazona.”
Dziwne. Ja tam kupowałem filmy na brytyjskim Amazonie i nie było problemów…
Co z tego że szybki skoro ocenzurowany (cała europa ku temu zmierza)? I tak będzie powolny skoro trzeba będzie korzystać z TORa… choć z drugiej strony jak przekaźniki będą miały 30 mbit to może będzie lepiej.
Po to właśnie przyspieszają, żeby za 10 lat dało się używać Internet przez TOR tak jak dzisiaj bez niego
No tak, źli "oni" chcą nas zmusić, okraść i jeszcze dogonić innych onych!
Co tak komuna ludziom z mózgów porobiła…
Pachnie trochę Deus Exem i protokołem Akwinu (kto grał, wie, o co chodzi), ale mam nadzieję że wbrew pesymistom (czyt: nobkom, którzy nic się nie znają ale lubią pokrzyczeć) plan się spełni czyniąc dobro – UE udowodniło już to, wspierając OO.org i ganiąc Microsoft za jego monopol.
To może niech się pospieszy z ganieniem microsoftu za ewidentnie nielegalne dołączanie systemów do laptopów po niższej cenie (zmowa producentów, do tego jeden z nich jest monopolistą) oraz ganieniem producentów za transakcje wiązane laptopa z systemem operacyjnym.
Bo to już od kilku lat wisi i nic nie robią.
@oO: Dla wiekszosci sprawnych umyslowo osob system operacyjny jest takim samym komponentem laptopa, jak karta graficzna. Wiec rownie dobrze moznaby pozywac nvidie za montowanie ich chipow w laptopach. Podobnie z cenami, ktore tez sa negocjowane miedzy producentami.
Rotfl.
@trasz
Z jednej strony tak, a z drugiej nie można zapominać o tym, że rynek systemów operacyjnych jest specyficzny. Firma będąca na szczycie rynku (tu: Microsoft) ma bardzo utrudnione spadnięcie z piedestału poprzez klasyczny vendor lock-in. W innych dziedzinach tego tak nie widać, gdyż nawet jeśli 90% dróg budowałaby firma A, to nikt nie zauważy, że pozostałe 10% robi firma B.
Dlatego też KE czepia się Microsoftu (IMHO czasem słusznie, czasem mniej), a już Apple nie, mimo że tam wspomniana konsolidacja rozwiązań idzie o wiele dalej.
@launchpad.net/~mgol: Owszem, jest specyficzny, i owszem, musi byc – i jest – regulowany przez rozne urzedy antymonopolowe. Co nie zmienia faktu, ze tezy, jakoby dolaczanie systemu operacyjnego do reszty komputera bylo nielegalne, to zwykłe bredzenie sfrustrowanego pracownika budzetowki.
pierniczysz windows w laptopach kosztuje ok. 270 zł
Nie chce robić reklamy sklepu, ale akurat ma laptopy z windows i bez windows i widać wyraźnie różnicę w cenie
http://www.agito.pl/notebooki/asus-k50af-sx020.0…. 1801,00 zł
http://www.agito.pl/notebooki/asus-k50af-sx020v.0… 2078,00 zł
Są to dokładnie te same komputery.
A kto pamieta co sie stalo z poprzednim planem 10 letnim ?
Po 5 latach (czyli 5 lat temu) pojawily sie niesmiale glosy, ze nie daja rady…
test
zdany
Zobaczymy ile lat to potrwa:D
Nawet jakby potrwało zgodnie z założeniami – zawsze może się na końcu okazać, że te 30 Mbitowe łącza są 10x wolniejsze i 2x droższe od tych, które wtedy będą już dostępne w kołchozie azjatyckim, indyjskim lub amerykańskim.
Każda normalna (kabelkowa, nie LTE) technologia, która pozwala świadczyć 30Mbit pozwala na co najmniej 100 (VDSL2+), 400 (EuroDOCSIS3 na 8 kanałów, przy czym może być więcej) albo 1Gbit (FTTH). Jeśli nie pojawi się ADSL2,5+ do 35Mbit to nie ma obaw żeby nie dało się za 10 lat przy odpowiednio zrobionej infrastrukturze wyciągnąć tych 100Mbit
Spójdzmy na 10 lat wstecz – w 2000 r. zwykłym userom śniło się, że będą mieli 6-megowe i więcej nerwostrady i kilkudziesięciomegowe czelo, pakiet za 5 dychaczy na miesiąc, a w komóreczce sterowanej ekranem dotykowym będzie można bezprzewodowo oglądać filmiki z jutuba?
W 2000 r. zwykli userzy cieszyli się, jak ich sąsiad założył sieć trzepakową.
To każe mi zachować pewną ostrożność w gdybaniu, gdzie może się znaleźć technologia łączy dostępowych w 2020 r., nawet przy braku stymulacji urzędowych.
No, 10 czy coś lat wstecz TPNET miał wyjście na świat 6Mbit ;P
Co nie zmienia faktu, że z kabelków telefonicznych dużo się nie wyciągnie, więc do 20Mbit (co i tak nie jest możliwe na większości linii, warto przypomnieć) było łatwo, a teraz będzie bolało
A niestety w takiej małej dziurze jak Łódź wcale UPC nie ma i jedynym dostawcą DOCSIS jest śmieszna firemka Toya oferująca 25/1 (tak, /1 na DOCSIS3!!!) za 140 zł, z ofertą specjalnie zniechęcającą do brania szybszych łączy (wyższa opłata aktywacyjna, dodatkowa opłata za inny modem itp.). To już wolę się męczyć z ADSL z Netii za 90 zł za 16Mbit.
Niejeden lodzik przy tym planie zostanie ukręcony, to pewne. A zapłaci za to oczywiście podatnik-baranek, który – gdyby zostawiono mu tą kasę w kieszeni – wolałby kupić książkę albo pójść z dziećmi do parku rozrywki.
Nie mów tak. Od kiedy CBA skrzywdziło niewinną panią sawicką, mówienie o korupcji stało się nie POpularne.
@oO: Jedyne, co stalo sie niepopularne, to agencja stworzona w celu promowania przedstawicieli pewnej partii w mediach, nazwana dla niepoznaki "CBA". Bardziej niz sprawa Sawickiej przyczynily sie o tym raporty z dzialalnosci, z ktorych wynika, ze skutecznosc CBA w sciganiu korupcji jest żadna, w porownaniu na przyklad do CBŚ.
Co tam 30… Bez kozery powiem pińćset.