- 9 marca 2010
- blinkkin
EMI nie chce już finansować RIAA?
- Dodano: 29 listopadaa 2007
- Wprowadził: michuk
- Komentarze: 3
EMI, jedna z czterech największych wytwórni muzycznych (znanych jako “Big Four”), prawdopodobnie znacznie zmniejszy swój budżet przeznaczony na finansowanie organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi jak IFPI czy RIAA.
Jak donosi Reuters, Wielka Czwórka dotuje tego typu organizacje kwotą $132,3 mln USD rocznie. Z tych pieniędzy RIAA i spółka finansują m.in. kampanie przeciw piractwu oraz pozwy sądowe przeciwko “piratom” — zarówno indywidualnym, zorganizowanym.
Czy EMI uwierzyło w niedawny raport na zlecenie kanadyjskiego rządu? A może po prostu tnie koszty gdzie jest to możliwe ze względu na słabą sprzedaż?
Więcej informacji: http://arstechnica.com/news.ars/post/200...-ifpi.html
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
3 komentarze
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
Nie można swoich klientów traktować jak złodziei – nie tędy droga! Myślę, że EMI to właśnie zrozumiało.
Koncerny osiągnęły już swoje cele:
1) zakorzenienie w społecznej świadomości, że, rozpowszechniając dobra kultury (lub z nich bezpłatnie korzystając), jesteś złoczyńcą (złodziej, “pirat”);
2) doprowadzenie do zmian prawodawstwa w USA i innych krajach (patrz: konwencje WIPO…) mających na celu skomercjalizowanie kultury i totalne zmonopolizowanie rynku dzieł kultury.
Należy podkreślić, że:
1) takie prawodawstwo prowadzi tylko do ekonomicznej hegemonii USA uzyskanej dzięki dominacji w warstwie symbolicznej (jako że znaczna część światowej produkcji (pop)kulturowej dokonuje się właśnie w USA);
2) ratyfikacja traktatów WIPO wymuszana jest argumentami ideologicznymi (kradzież) i politycznymi (sankcje USA przeciw krajom nie walczącym z “piractwem”);
3) przedłużanie ochrony tzw. praw autorskich ponad 10 lat prowadzi do dalszych utrudnień w korzystaniu z dóbr kulury, co prowadzi do dalszej dominacji USA.
Wydaje się, że jedyną rozsądną metodą na rozwiązanie problemu “piractwa” jest:
1) przeprowadzenie rzeczowej dyskusji nt. kultury, dóbr kultury i praw autorskich – z dotarciem do sedna zagadnienia (bez rozpatrywania jedynie racji przemysłu rozrywkowego, ale przede wszystkim – twórców i odbiorców – czyli, w kosekwencji, społeczeńtwa i ludzkości);
2) zdefiniowanie dóbr kultury i metod korzystania z nich:
3) ewentualnie zdefinowanie praw autorskich, jakie przynależą twórcom, i czasu ich ochrony (być może w ogóle odrzucenie tej konstrukcji myślowej…).
Podoba mi się szczególnie ostatnia część wypowiedzi, propozycja kroków, jakie należy podjąć. Nie rozpisując się i nie wywołując kolejnej dyskusji (tym samym narażając się na ataki) dodam tylko, że kultura o jakiej Wy tutaj mówicie od bardzo, bardzo dawna nastawiona jest na komercje. Z uwagi na to, nasze postulaty, to nie propozycja powrotu do normalności i właściwego porządku rzeczy, ale wielka zmiana, szok kulturowy.