Miłość (lub uczucie równoważne)
- Dodano: 25 listopada 2009
- Wprowadził: Tomasz.Barbaszewski
- Komentarze: 12
Czy rząd może przerwać nielegalne praktyki ustawiania publicznych przetargów w branży IT?
Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie ngi24.pl jako głos w dyskusji na temat przetargów w Polsce.
Tekst Pani Anny Borys — „Microsoft moja miłość” (z portalu ng124.pl) — dotknął bardzo ważnego problemu i to wcale nie dlatego, że Autorka poświęciła go dyskusji o możliwości korzystania z Wolnego i Otwartego Oprogramowania (WiOO), lecz ponieważ dotyczy problemu przetargów publicznych.
Niektóre wypowiedzi cytowane w tym tekście świadczą o braku wiedzy o tym, czym jest WiOO i jakie są warunki korzystania z tych programów (WiOO to nie „freeware”!), ale to jest stosunkowo łatwe do sprostowania – wystarczy po prostu przeczytać licencje określające warunki korzystania z oprogramowania, co oczywiście powinno być podstawowym obowiązkiem osób odpowiedzialnych za jego wdrażanie. Problem z przetargami publicznymi jest jednak znacznie poważniejszy.
Jak zapewne wszyscy wiedzą, podstawowym dokumentem każdego przetargu jest tak zwany SIWZ (Specyfikacja Istotnych Warunków Zamówienia). Zamawiający określa w nim, jakich właściwości oczekuje od oferowanego rozwiązania. Jest to w większości przypadków jedyny dokument w postępowaniu przetargowym o charakterze technicznym. To właśnie w dokumentach SIWZ mamy zapisy typu „Oprogramowanie Microsoft Windows XP Professional z Service Pack 3″ czasem z czysto formalnym dopiskiem „lub równoważne”. Oczywiście warunków równoważności (czyli określenia, o jakie właściwości techniczne systemu naprawdę Zamawiającemu chodzi) próżno szukać…
Aby już „zejść z Microsoftu” warto także wskazać na powszechną praktykę przepisywania specyfikacji z kart katalogowych publikowanych przez producentów sprzętu. Przecież to takie proste – wystarczy dostępna w każdym współczesnym systemie funkcja „Paste”. Oto przykład (z autentycznego SIWZ!):
Interfejs sieciowy terminala graficznego:
Gigabit Ethernet 10/100/1000, skrętka (RJ-45), TCP/IP z obsługą DNS i DHCP, Point-to-Point Protocol (PPP), połączenie bezpośrednie przez port RS-232, Point-to-Point over Ethernet (PPPoE), Point-to-Point Tunneling Protocol (PPTP), Layer-2 Tunneling Protocol (L2TP), Wake on LAN (WOL), PXE, Server Network Time Protocol (STNP), Simple Network Management Protocol (SNMP)
Porty we/wy terminala graficznego:
8 portów USB 2.0 (dwa z przodu, cztery z tyłu i dwa w bezpiecznej kieszeni USB), 1 port VGA, 1 port DVI-D, 2 porty PS/2, 1 port szeregowy, 1 port RJ-45
I tak dalej, i tak dalej! Oczywiście dopuszcza się „rozwiązania równoważne” ale:
Płyta główna, klawiatura i mysz muszą być jednego producenta, którego logo musi być w sposób trwały umieszczone na wszystkich elementach zestawu.
Czyli:
Samochód musi być trwale oznaczony logo producenta. Logo musi być wpisane w koło, zaś liczba elementów podtrzymujących okrąg zewnętrzny musi być większa niż dwa, a mniejsza niż cztery…
Warunki wolnej konkurencji zostały zachowane…
Przedstawiciele Zamawiających argumentują – to nasz budżet, nasze środki i chcemy kupić to, co na najbardziej odpowiada, już eksploatujemy takie rozwiązanie itd., itd.
Otóż to jest nieprawda – to nie są ŚRODKI ZAMAWIAJĄCEGO – to są ŚRODKI PUBLICZNE. I zostały one przyznane Instytucji nie po to, aby zakupiła „to, co jej najbardziej odpowiada” – lecz to, co jest jej niezbędne do realizacji celów, dla których została powołana (tak zwanych procesów biznesowych). Wielu zamawiających dumnie powołuje się na wdrożenie norm rodziny ISO 9000 – a przecież to właśnie te normy charakteryzuje podejście procesowe… Pytanie – do realizacji jakiego procesu biznesowego niezbędne jest wyposażenie standardowego sieciowego komputerowego stanowiska pracy w 8 portów USB? Czy zamawiający może to umotywować? Jakież to urządzenia peryferyjne planuje się do niego za pomocą tych ośmiu portów USB 2.0 podłączyć?
I tu dochodzimy do sedna sprawy. Otóż Instytut Inżynierii Oprogramowania Carnegie-Mellon University, na którego opracowania z zakresu akwizycji systemów informatycznych powołuje się także w swych „Rekomendacjach” Urząd Zamówień Publicznych RP stwierdza, że pierwszym etapem tego procesu powinno być określenie i udokumentowanie rzeczywistych potrzeb (stated needs), a następnie zaprojektowanie kluczowych interfejsów. O tym, że zamawiający opracowują specyfikację pod rozwiązanie, które sobie „upatrzyli” mówi się od lat – wystarczy przypomnieć słynny „List Otwarty” czołowych polskich producentów sprzętu komputerowego skierowany do najwyższych władz oraz stowarzyszeń informatycznych (15 listopad 2006 r.), w którym wskazywano na umieszczanie w SIWZ przetargów publicznych zapisów nie mających nic wspólnego z rzeczywistymi potrzebami (np. określanie liczby oraz funkcji diod LED na obudowie komputera!). I czy coś się zmieniło – ano nic!
Obawiam się, że nadal wszystko pozostanie po staremu jeśli nie będzie się wymagać od rozpisujących przetargi publiczne określenia i udokumentowania rzeczywistych potrzeb, których zgodność ze stanem faktycznym będzie mogła podlegać merytorycznej kontroli. Tylko postawienie takiego wymagania mogłyby postawić proces przetargowy z powrotem „na nogi” - czyli takie opracowywanie dokumentacji (a zwłaszcza SIWZ), aby zawarte w niej wymagania były odzwierciedleniem rzeczywistych potrzeb organizatora przetargu, a nie zawierały danych katalogowych sprzętu lub oprogramowania preferowanych producentów.
Jeśli to nie nastąpi będzie dalej tak jak jest. I opracowujący SIWZ będą nadal przygotowywać je w taki sposób, aby de-facto wykluczały swobodne konkurowanie różnych rozwiązań.
A przecież jeszcze stosunkowo niedawno (2003, 2004) w większych przetargach prowadzono dobrze przygotowane testy techniczne według jawnych, opublikowanych szczegółowych procedur, do SIWZ dołączano załączniki zawierające dokumentację interfejsów i inne szczegółowo określone wymagania o intersubiektywnym i interkomunikowalnym charakterze technicznym. W takich warunkach możliwa była prawdziwa konkurencja – każdy bowiem mógł się pokusić o przygotowanie odpowiedniego rozwiązania – po prostu wszyscy wiedzieli, o co chodzi (jeśli tylko rozumieli język techniczny)! Zamawiający po zakończeniu testów i porównaniu cen mógł wybrać najkorzystniejsze rozwiązanie.
Dopóki nie zostanie wprowadzona obiektywna kontrola całości procesu przetargowego i zgodności wymagań z rzeczywistymi, udokumentowanymi oraz uzasadnionymi potrzebami zamawiającego – a przynajmniej realne zagrożenie taką kontrolą i jej konsekwencjami nie ma co marzyć o warunkach swobodnej konkurencji – a tym samym szerszym upowszechnieniu Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Zawsze będzie bowiem można znaleźć szczegół różniący „rozwiązanie równoważne” od „jedynie słusznego i pożądanego”, który zostanie użyty do zdyskwalifikowania tego pierwszego, choćby we wszystkich innych parametrach było ono lepsze. Ale – „Przecież nie jest równoważne”.
A artykuł Pani Anny Borys podaje konkretne przykłady potwierdzające, że możliwe jest korzystanie na co dzień z WiOO i przynosi to konkretne korzyści (również finansowe). Czyli jednak można – a może po prostu trzeba chcieć i kierować się zdrową zasadą poszukiwania najlepszego i najefektywniejszego rozwiązywania rzeczywistych potrzeb – a nie zachwycać się posiadaniem aż 8 portów USB w terminalu lub długą listą protokołów, które i tak nie zostaną wykorzystane w naszej instalacji.
System informatyczny budowany jest w celu spełnienia potrzeb „biznesowych” – a te można z powodzeniem dokładnie udokumentować (zwłaszcza w systemach Zarządzania Jakością). Może więc jednak „tabakiera dla nosa – Mości Panowie!”.
Tekst ten wyraża wyłącznie moje osobiste poglądy i nie może być w żaden inny sposób interpretowany.”
Tomasz Barbaszewski*
*Autor jest Przewodniczącym Rady Ekspertów Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania, prezesem firmy ABA, byłym dyrektorem ds. nowych technologii Optimusa, wykładowcą akademickim Uniwersytetu Jagiellońskiego i Politechniki Krakowskiej.
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
12 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.


Z tymi przetargami to nie tylko w TI. W moim mieście była ‘krzyżówka’.
No więc zrobili rondo. tak że ta droga z prawej została skrócona i wpadała w to rondo, a teraz robią znowu tą drogę z prawej tak żeby miała zjazd an rondo oraz stary tor.
Dziwnym trafem przetargi na modernizację wygrywa kolega ze szkoły prezydenta, choć w mieście są przynajmniej 3 firmy się tym zajmujące.
Reasumując wymyśla się problem, którego nie ma, a do rozwiązania zaprzęga się swoich ludzi i podejrzewam, że tak jest w wielu miastach.
Mieszkasz w Toruniu może?
nie ;] ale to potwierdza moje przypuszczenia.
Ta sprawa nie zawsze jest taka prosta, szczególnie w przypadku sprzętu komputerowego i sieciowego. Załóżmy, że tworzymy SIWZ na switche ethernetowe 1Gbps. Jeśli opiszesz jedynie minimalne wymagania, jakie urządzenie musi spełniać, możesz być pewien że pieniądze publiczne zostaną wyrzucone w błoto. Dlaczego? Ano dlatego, że wygra oferta najtańsza, czyli dostaniesz nie żadne Cisco czy chociażby Linksys, lecz badziewia typu Planet czy inny Hung Wang Park Networks. Ten sprzęt będzie działał wolniej, będzie się zawieszał, będzie się sypał na potęgę (zazwyczaj po upływie okresu gwarancyjnego, więc trzeba będzie kupić nowe) itd. Nie ma zdefiniowanych oficjalnych klas urządzeń, nie możesz zatem w SIWZ określić, że np. "przedmiot przetargu musi spełniać wymagania klasy enterprise". Są co prawda jakieś certyfikaty, ISO nie ISO, ale posiadają je także firmy, które produkują sprzęt kiepskiej jakości.
Kolejna sprawa to rozbudowa istniejącej infrastruktury. Jeśli masz sieć opartą na urządzeniach Cisco, logicznym jest że dokłada się sprzęt tego samego producenta (lepsza współpraca, jeden serwis, który może w razie czego zejść z ewentualnych kosztów, gdyż posiadasz dużo urządzeń tego producenta). Na to jest pewna furtka w przepisach, ale nie zawsze to przechodzi.
Jeśli ktoś uważa, że "tańszy" sprzęt nie oznacza "gorszy", proponuję pobawić się access pointami WiFi – Cisco AP-2100 i jakimś Planetem. Różnica powinna być widoczna już po kilku dniach użytkowania.
Zgadzam sie calkowicie. I nie chodzi tutaj tylko o aktywny sprzet sieciowy. Tak samo sprawa ma sie z calym sprzetem komputerowym, poczynajac od dyskow, a skonczywszy na zasilaczach i plytach glownych.
Z drugiej jednak strony medalu najtansze sa klawiatury SHARK (no dobra mozna znalezc tansze ale to i tak dolna polka cenowa), a wg mnie i tysiecy innych uzytwkownikow, sa to najtrwalsze klawiatury od zawsze na rynku, najbardziej niezawodne. To tak z drugiej strony medalu cenowego. Z tym, ze rzeczywisice ciezko tutaj obu stronom przyjac jakiekolwiek zalozenia jakosciowe, gdy nie ma nic zdefioniowanego oraz, gdy w gre wchodzi cena.
Chociaz, gdyby zaoszczedzic na oprogramowaniu, to i kasa na lepszy sprze by sie znalazla…
A to nie można niezwodności wpisać do SIWZ ?? Można.
A nawet interoperacyjność z istniejącą infrastrukturą można wpisać.
Jeszcze tylko jakieś testy na przykładowych urządzeniach i po kłopocie !!
PS Jakoś te Cisci wybierają (jak dla renomy to do bani) a skoro tak to jakieś kryteria mają więc niech je zapiszą w SIWZ.
Chyba jednak zrozumieliście mnie opatrznie (oczywiście to nauczka dla mnie, aby się jaśniej wyrażać). Jestem zdecydowanym wrogiem "kryterium 100% cena", które jest bardzo wygodne dla Komisji Przetargowych (wygrywa najtańszy i do domu!). Jeszcze 5-6 lat temu w przetargach występowały punkty za ocenę techniczną, przeprowadzano testy itp. Potem dyktat prawników oraz innych MBA-owców spowodował, że ocena techniczna "ważyła" coraz mniej (np. 5%!!! – autentyk!), a w końcu w ogóle znikła.
Zaczęły się więc zabawy w układanie specyfikacji tak, aby spełnił ją tylko pożądany produkt. W ten sposób zlikwidowano rzeczywistą konkurencję (np. pomiędzy parami IBM i HP czy NTT i VOBIS itd.) czyli między faktycznie zbliżonymi rozwiązaniami, bo ten, kto chce kupić coś lepszego zrobi specyfikację tak, aby mu przypasował IBM (a nie NTT) – a "przy okazji" wykluczy HP…
Wypadałoby od razu wyjaśnić z jakiego powodu UJ i PK preferują rozwiązania konkretnego producenta z systemem operacyjnym Microsoftu.
Panie Tomaszu
Jak to ktoś już powyżej napisał generalnie przetargi są mocno korupcjogenną formą zakupu ponieważ realnie nikt nie sprawuje nad nimi kontroli; problem jest bardzo szeroki i dotyczy praktycznie każdej dziedziny oraz kryteriów oceny ofert.
Natomiast jak to już napisał Beorn przetarg często pisany jest pod konkretny sprzęt ze względu na istniejącą infrastrukturę, którą się standaryzuje (przykład z mojej firmy – chcesz drukarkę ma być HP, chcesz serwer ma być HP, chcesz laptopa ma być Dell itp) – robi się po to, żeby np.: nie zarządzać dziesiątkami kontraktów wsparcia, zmniejszyć koszty, uprościć wsparcie systemów, itd… ile zna Pan firm poważnie traktujących IT, w których dział IT wygląda jak skład rzeczy przypadkowych?
Dlatego wydaje mi się, że owszem problem mamy ale do tematu z punktu widzenia IT trzeba podejść bardzo ostrożnie. Zapewne znajdziemy wiele przykładów typowej korupcji ale też w wielu przypadkach nie znając dogłębnie danej jednostki możemy się grubo pomylić.
Devil
Zgoda, ale nie przesadzajmy z tą ostrożnością. W artykule jasno napisano o jakie przypadki chodzi. Przypadki typu: "Nie 2, nie 4, a dokładnie 3 złącza USB z przodu (z tyłu)" itd. Nie krytykowano, że np. materiał eksploatacyjny do drukarek HP ma być HP.
W IT łatwo o demagogię. Np. nie kupujemy laptopa z grafiką AMD i CPU Intela, bo elementy nie będą "interoperacyjne". Tam gdzie istotne jest przeszkolenie pracowników, brakuje standardów – OK, uwiązujemy się z partnerem strategicznym, tam gdzie nie ma żadnych przeciwwskazań, powinna być wolna konkurencja. Nikt mi nie wmówi, że laptopy jednej marki z góry nie będą współpracować z laptopami innej albo że na Win nie pójdzie Oracle, bo przecież MS ma własny serwer SQL. Myśląc w ten sposób można by się przykleić w latach 70 do IBM i zostać z nim do końca świata
. Nikt mi też nie wmówi, że administracja nie ogarnie logistyki, gdy produkty są różnych producentów. No sorry, jak kupuję 30 desktopów, to liczy się, że one są od jednego producenta, a nie że stoi już drukarka HP i będzie grymasić jak producent desktopów okaże sie inny.
Demagogia jest nie tylko w zamówieniach IT. Swego czasu głośno reklamowano F16 jako "standard" NATO sugerując, że reszta nie będzie "pasować". Było to wierutną bzdurą. Po prostu na ludzi podobne argumenty dobrze działają. Wykorzystują ten fakt marketingowcy odpowiednich firm.
@X
Nie chodzi o to, że logistyka nie ogarnie ale wyobraź sobie, że masz dużą jednostkę administracji publicznej (np 800 desktopów + 50 serwerów) i teraz za pierwszą 50-siątką desktopów dzwonisz do firmy A za drugą do B, za trzecią do C … za serwerami do D, za jednym programem do E za drugim do F, za OS do G. Jak potrzebujesz wymienić seciówkę w A to musisz mieć broadcom bo z taką producent testował desktop B chce Intela itd – to jest przykład tego co było w mojej firmie przed standaryzacją – koszmar.
Poza tym jeżeli masz MS SQL i Oracle to nie idzie o to, że to nie współpracuje ale o to, że trzeba zatrudnić kogoś kto zna Oracle – a to kosztuje więc czemu mam kupować to skoro tutaj już mam zaplecze ludzi, którzy znają dany produkt?
Tak samo jak miałbyś w firmie Linuxa – kupowałbyś produkty Windows? Podejrzewam, że nie – w firmie masz zaplecze specjalistów od Linuksa a tu musisz zatrudnić kogoś do Windows itd(nie będę z nikim dyskutował o ideologi, który system jest lepszy bo business ideologię ma głęboko gdzieś – ludzie chcą po prostu pracować).
Co do F-16 to też w elemencie zestandaryzowania nie było łatwo – wymiana radarów na nowsze (bodaj APG-88), przygotowanie DER i TER pod systemy broni NATO, zestandaryzowanie łączności itd… poza tym dla mnie niezrozumiałe było dlaczego kupujemy samolot z poprzedniej epoki a nie np Eurofightera.)
Masz rację może trochę przesadzam z ostrożnością ale w IT naprawdę ciężko jest dowieść, że np ograniczając OS do Windows ktoś ogranicza konkurencję – dla mnie np wprowadzenie Linuksa może się wiązać z ogromnymi kosztami i nakładami pracy (i na odwrót dla kogoś może tak być z wdrożeniem Windows). W takim układzie przed sądem nie wygrasz bo jak ktoś Ci pokaże koszty i wyjaśni dlaczego robi tak a nie inaczej to masz małe szanse na przeforsowanie swojej tezy o ograniczaniu konkurencyjności.
Devil
I am impressed, I must say. Definitely hardly ever before do I encounter a website that is certainly both educative and entertaining, and let me tell you, you might have hit the nail around the head. Your believed is excellent; the problem is something that not enough people are speaking intelligently about. I’m quite blissful that I stumbled throughout this in my search for a single factor referring to this