Na UW oduczą plagiatów?
- Dodano: 9 July 2008
- Wprowadził: kocio
- Komentarze: 28
Jak pisze na blogu Kultura 2.0 Alek Tarkowski, Uniwersytet Warszawski wprowadzi w przyszłym roku akademickim 4 godziny zajęć pod nazwą “Podstawy ochrony własności intelektualnej”. Zajęcia będą obowiązkowe dla wszystkich rodzajów studiów.
Uniwersytet najwyraźniej próbuje w ten prosty sposób “odfajkować” praktyczny problem prawa autorskiego w życiu studentów:
Przewidywanym efektem odbytych przez studentów szkoleń z podstaw ochrony własności intelektualnej jest zmniejszenie się liczby plagiatów prac oddawanych przez studentów na zaliczenie oraz innych wykroczeń z tytułu łamania praw autorskich oraz zwiększenie liczby studentów zainteresowanych ochroną własnych pomysłów poprzez kontakt z odpowiednimi jednostkami w uczelni.
Widać jeszcze za wcześnie na szerszą refleksję nad znaczeniem prawa autorskiego w rozwoju kultury, także naukowej — nie mówiąc już o tzw. edukacji medialnej.
W tej sytuacji warto przyjrzeć się komiksowi “Bound by law?”, wydanemu w 2006 przez kadrę amerykańskiej uczelni Duke University School of Law i dostępnemu na licencji CC BY-NC-SA 2.5. Komiks w lapidarny i nieco zabawny sposób przedstawia problemy, jakie sprawia zbyt restrykcyjne prawo autorskie, na przykładzie próby nakręcenia filmu dokumentalnego. Głównym bohaterem utworu jest jednak domena publiczna, a to pojęcie z pewnością warto przybliżyć polskim studentom (i oczywiście nie tylko im).
Autorzy oparli się na prawie własnego kraju, ale zachęcają do tworzenia zlokalizowanych wersji, a także ułatwiają przygotowanie tłumaczeń. Materiał edukacyjny z obrazkami może się wydać polskiej uczelni mało poważny, ale kto wie — może dzięki niemu kiedyś doczekamy się także u nas bardziej rozwiniętej refleksji nad rolą prawa autorskiego?
Więcej informacji: http://kultura20.blog.polityka.pl/?p=610
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
28 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
Ja popieram (i czekam na minusy). Plagiaty na uniwersytetach to coś niedopuszczalnego i zastraszające jest, jak dużo ludzi je popełnia. Często również z niewiedzy.
Gorzej, że plagiatem jest też nazywane kupowanie prac, które nie ma z nim nic wspólnego (choć też jest zabronione).
A ja się obawiam, żeby to nie były zajęcia idące w kierunku "samiec twój wróg" (w tym wypadku "pirat"). A jeśli nawet nie zawędruje to tak daleko, to takie wąskie podejście budzi moje poważne zastrzeżenia – to tak jakby uczyć ludzi jak stawiać na forach minusy i banować, a nie pokazać nawet netykiety ani zasad zdrowej dyskusji.
Osobnym problemem jest to, że brak szerszego ujęcia może działać jak pożywka na rzecz wszelkiego rodzaju DRM-ów.
Tak czy siak skrzywienie wywołane takim jednostronnym ujęciem (zdaje się, że nauka nie na tym polega, tylko na wielostronnym i krytycznym podejściu) może spowodować więcej szkody niż pożytku.
ATSD – obecna ochrona przed plagiatami też nie wiadomo czy jest zgodna z prawem, czyli problem nie jest taki prosty żeby go tak odbębnić w formie zajęć do zaliczenia:
http://prawo.vagla.pl/node/7849
przy tym systemie "produkowania magistrow" (mam opory w uzyciu sformulowania: "ksztalcenia") plagiaty sa jednym z najmniejszych problemow.
Racja, jak ja widzę jacy ludzie bronią z powodzeniem tytułu inżyniera czy magistra to mnie ciarki przechodzą. A przyznam, że znam kilku magistrów i inżynierów z programowania, którzy … jakby to powiedzieć, potrafią mniej niż ja sam się nauczyłem w liceum. Sam też obroniłem swoją pracę inżynierską, ale jak widzę jacy ludzie też obronili to nie wiem czy oni w ogóle nadawali by się do napisania najmniejszego kawałka kodu.
dlatego tez zaprotestowalem i na tytule technika zakonczylem "sztafete do zdobywania tytulow".
O tym, że uczelnie często wymuszają na studentach używanie piratów to jakoś nikt nie mówi głośno. Jest np. projekt na zaliczenie do zrobienia w jakimś programie, na który studenci muszą poświęcić sporo czasu, a na program nikt studentom licencji nie chce dać.
A to już jest tylko …syństwo. Niewykluczone, że takimi przypadkami powinien zająć się właściwy rektor, minister i prokurator!
Ta, w bajki chyba wierzysz. Przykład u mnie: studia na wydziale budownictwa, więc wymagany jest AutoCad. A zgadnij ilu studentów było by na niego stać i ilu ma go legalnie. A na uczelni nie będziesz przebywał dniem i nocą okupując sale informatyczne by skończyć projekt..
I nikt się tym nie zajmie, bo zawsze masz wybór – możesz wziąć kalkę, tusze i rysować..
AutoCad, Corel, Photoshop, 3D Studio Max, Turbo/Borland Pascal (dawniej) oraz wszelkie oprogramowanie inżynierskie.
do tego jeszcze Catia, SolidWorks, Uniraphix itp itd…
I Word.
sl3dziu, o ile to prawda co piszesz, a nie są to jakieś zasłyszane "rewelacje" o tym jak trudne jest studenckie życie to zajrzyj sobie na http://students.autodesk.com/
Student może sobie spokojnie pobrać taką wersję AutoCADa jaka jest mu potrzebna i legalnie używać jej do nauki.
Jeśli nie zmieniło się to od moich studenckich czasów to licencję dostaje się na 2 lata, a jedynym ograniczeniem jest adnotacja na wydruku, że używa się wersji edukacyjnej.
Jeśli rzeczywiście jesteś studentem budownictwa, to nie chcę nawet wiedzieć na jakiej uczelni, skoro nie poinformowano was o możliwości legalnego używania AutoCADa.
Teoretycznie przynajmniej studenci powinni być pokryci przez site license uczelni.
Zresztą uczelnie dostają soft po takich cenach, że fakt nie zapewnienia licecji dla studentów trudno motywować czym innym niż brakiem chęci (ew. lenistwem).
Skoro poruszono już ten temat, to i ja wtrącę kilka zdań o uczelni zwanej Uniwersytetem Łódzkim, a dokładnie Wydział Matematyki i Informatyki Powiem tak, że część zajęć jest przeprowadzana na wolnym i darmowym oprogramowaniu, a część na całkowicie komercyjnym. Teraz dam kilka przykładów:
- zajęcia z analizy matematycznej dla informatyków => Maple4
- zajęcia z programowania => DevC++, AdaGIDE, GNAT
- zajęcia z Oprogramowania użytkowego => MSOffice 2003
Część softu oczywiście mamy za darmo, jak choćby sporo wersji Windows Vista, Windows XP, Windows Server 2003, Expression Studio, Visual Studio 2008 i jeszcze parę innych. Jednakże nie ma nigdzie MSOffice 2003, 2007, bo MS stwierdził, że to nie jest potrzebne do nauki. Jak miałem zajęcia z Oprogramowania użytkowego, to jak się spytałem pana prowadzącego, czy jak ktoś ma tylko OpenOffica, a nie ma MSOffica, to czy może zdawać w OO. On stwierdził, że mogę zawsze przyjść na uczelnię i się pouczyć :/ Od znajomej słyszałem, że podstaw HTMLa uczyli ich w Pajączku oraz IE6 :>
Dlatego trzeba kombinować dużo, albo zacząć walczyć o swoje prawa. U mnie na wydziale jest tylko jedna pracownia z FreeBSD, reszta to Windowsy XP i chyba się to nie zmieni przez najbliższe lata, bo uczelnia jest w programie MSDNAA.
A co ma do rzeczy MSDNAA? Moja uczelnia też jest w tym programie i mamy pracownie zarówno a Windowsami, Linuksami, jak i jakimiś *niksami (nie pamiętam, studiuję na innym wydziale). Dzięki MSDNAA studenci, którzy potrzebują Windows do nauki dostają licencje za darmo.
O ile się nie mylę, to u nas na UMK w Toruniu też coś takiego ma wejść – to chyba jakieś zarządzenie, czy sugestia odgórna.
Nie wykluczone. Ja raz widziałem dziwne pytania na egzaminach z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej.
Widzę, że moje strony
. Napisz newsa, jak będziesz coś wiedział, bo ja nie słyszałem.
Obecnie rektorzy uczelni wyższych z naszego kraju ze sobą współpracują. Uczestniczą wspólnie w posiedzeniach jakiejś komisji, której zadaniem jest zreformowanie i unowocześnienie systemu szkolnictwa wyższego w Polsce. Mogło nie być to odgórne zarządzenie, lecz wspólne ustalenie. Ciekawi mnie, kto jest wpuszczany na posiedzenia tych komisji.
Na ATH w Bielsku-Białej jest to od dawna. Ogólnie nic nadzwyczajnego, głównie teoria prawa własności intelektualnej.
Dokładnie tak samo, jak w Szczecinie na Politechnice. Jak ktos zainteresowany jak to wygląda – mogę przesłać próbkę notatek
No właśnie – jak to w praktyce wygląda? Jakie są tematy, wiedza wykładowców, stopień zrozumienia, że to jest część większego tematu?
No po prostu poproszę o w możliwie szeroką recenzję tych zajęć. =}
U mnie na Wojskowej Akademii Technicznej byl przedmiot 'ochrona wlasnosci intelektualnej' a na wykladach byly podawane rozne ustawy i z nich pozniej bylo zaliczenie, takze nic zachecajacego i ciekawego. Prawde mowiac, nie wynioslem z tego przedmiotu zadnej wiedzy…
kocio: te zajęcia to 'wypełniacze', tylko do odrobienia pańszczyzny. Miałem je (Politechnika Szczecińska) i w sumie prawie nic z tego nie wyniosłem, choć przynajmniej zdrzemnąć się było można..
Ogólnie przez pól roku nuda. Jak by wykładowca w trakcie wykładów zmienił temat na jakikolwiek inny to i tak by nikt nie zauważył.
To jak bronić własnych pomysłów się studentowi może przydać. To jak ominąć prawa autorskie i oprogramowanie sprawdzające prace, to już student wie. znaczy się musi się poduczyć polskiego. Zmiany konstrukcja zdań, szukania synonimów itp. Zresztą to wina naszych uczelni i całego systemu szkolnictwa wyższego. Zaliczenia są stworzone w ten sposób, by kształcić naukowców. Tymczasem uczelnie nie mają na to pieniędzy, by naukowców uczyć (zbyt duże grupy, zbyt mało zajęć praktycznych, mało podręczników w bibliotekach, zero kontraktów z biznesem itd. itp.). W większości uczelnie kształcą specjalistów średniej klasy, którzy nijak nie chcą zostać naukowcami (bo po kiego, skoro doktorant zarabia psie pieniądze). I nie widzę potrzeby zmuszania ich do pisania prac naukowych.
Jakby to cokolwiek dało…
Studenci jak studenci – przesypiają całe studia to prześpią i te czetery godziny. Wielkie mi halo – wykłady.
Na swojej uczelni miałem chyba ze 2 semestry zajęć z prawa w normalnym wymiarze godzin, tj. wykład + ćwiczenia, z czego 1 semestr dotyczył specyficznie praw własności intelektualnej. W sumie dziwi mnie, jak się teraz dowiaduję, że na innych uczelniach tego typu zajęcia NIE SĄ obowiązkowe. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć dwie rzeczy:
1. Były to jedne z najpożyteczniejszych zajęć na całych studiach.
2. I tak było tego za mało, przez co niektóre istotne rzeczy były potraktowane po łebkach (np. prawo patentowe).
Generalnie uważam, że zajęcia zarówno z prawa, szczególnie autorskiego i patentowego powinny być na studiach obowiązkowe i w odpowiednim wymiarze godzin. Znajomość prawa jest znacznie bardziej przydatna niż n+1 frameworku, który za 5 lat i tak wyjdzie z użycia.