Richard Stallman ostrzega przed aplikacjami internetowymi
- Dodano: 30 September 2008
- Wprowadził: init.d
- Komentarze: 107
Guru świata Wolnego Oprogramowania, Richard Stallman stwierdził w wywiadzie dla pisma The Guardian, że obecna moda na chmury obliczeniowe i używanie programów, takich jak Gmail „to głupota – a nawet gorzej niż głupota”.
Charyzmatyczny i ascetyczny twórca m.in. pakietu aplikacji GNU, stwierdził, że chmury obliczeniowe to pułapka na użytkowników, która ma zmusić coraz więcej ludzi, by wchodzili w zamknięte, własnościowe systemy, które z roku na rok będą ich kosztowały coraz więcej.
Podsumował to następująco:
Nie powinieneś korzystać z aplikacji webowych, ponieważ tracisz kontrolę. Jest to równie złe jak korzystanie z własnościowego, zamkniętego oprogramowania. Zajmij się swoją pracą na swoim komputerze przy wykorzystaniu programów, które szanują twoją wolność. Jeśli używasz własnościowego oprogramowania lub cudzego serwera WWW, jesteś bezbronny. Jesteś marionetką w rękach tych, którzy stworzyli to oprogramowanie.
Więcej informacji: http://webhosting.pl/Richard.T..Stallman...to.pulapka
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
107 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
bez przesadyzmu
Gmail to bezkonkurencyjna poczta a dostęp przez IMAP do niej to bajka (w sensie że taki dobry
). Co prawda korzystam z klienta pocztowego aby z niej skorzystać, a nie ze strony www to nadal jestem według tego pana marionetką. Co dalej, telefony też powinniśmy sobie sami konstruować?
wydaje mi się że Stallman ma rację, tzn… na pewno przesadza, nie powinno się wszystkiego aż tak radykalnie traktować. Ale jakby nie patrzeć ma racje. Nie masz pewności czy za rok nie będziesz musiał zapłacić za swoje maile na gmailu. A fakt że nie zapłacisz za rok nie jest powodem do radości – bo możesz zapłacić za 13 miesięcy. Sam trochę używam gmaila (mam 3 skrzynki na: wp.pl; o2.pl; gmail.com) i jest dobry… ale dla mnie nie na tyle bym musiał go używać za wszelką cenę a biorąc pod uwagę problemy z prywatnością w google… Nie twierdzę że od razu mamy sobie "ręce odcinać" ale może warto powoli starać się tworzyć inicjatywy które pozwolą nam pracować w sieci i zarazem "w" wolnym oprogramowaniu? A co do twojego argumentu na temat konstrukcji własnych telefonów… co w tym dziwnego? Wiesz co to android? OpenMoko? freerunner? Wiesz że symbian (ponoć) zamierza się otworzyć? W czym problem kupić otwarty sprzęt z otwartym oprogramowaniem albo założyć firmę która będzie to produkować? Poza tym nie trafia do mnie argument "to jest dobre więc zostaję przy tym za wszelką cenę" może jest coś lepszego? może można pomóc przy konstrukcji czegoś lepszego i wolnego, w jakikolwiek sposób? Po prostu skoro można być na chama "zamkniętym" to nie widzę problemu z byciem na chama "otwartym". Różnica jest na dzień dzisiejszy taka, że będąc otwartym masz zszaragne nerwy a będąc zamkniętym masz chudszy portfel a twoi dostawcy oprogramowania za pół roku wydadzą droższą edycję która jest _niby_ lepsza od twojej.
nie wydaje żeby google opłacało się zrobić płatne serwisy z tych darmowych
za dużo na nich zarabiają
Za dużo stracą ludzi, którzy mogą się obyć bez google
Kiedyś ze znajomymi śmialiśmy się ze google wprowadzi opłaty dopiero wtedy gdy będzie niezbędne każdemu do życia
Jak na razie można się bez niego obyć ale po co ?
Z całym szacunkiem dla Stallman'a ale on ostatnio robi się coraz bardziej nawiedzony
ps. android też jest od google a google to zuuoooo
tak apropo zarabiania pieniedzy prze Google to przypominam tylko ze 99% jest zarabiane na reklamach czyli w sumie 2ch uslugach, AdWords i AdSense 99% of
. Sam sie spytalem to poco robia reszte programow takich jak chociazby google Earth czy Maps, proste, moga dawac reklame = moga zarabiac i tyle. Jak to sie zmieni to wtedy bedzie znak zeby mocno przygladac sie w ktora strone zmierza firma z wieeeelka liczba.
to nieistotne czy sadzisz czy nie. Pytanie co zrobisz jezeli to zrobia, bo moga.
@bartz: jak to co to co znajde darmowe odpowiedniki i nie będę oglądał reklam google
A Twoją pocztę szlag strzelił.
Żeby rozwinąć to co powiedział michuk: poczta to nie tylko skrzynka odbiorcza, którą faktycznie można sobie zassać przez POP3/IMAP. Co ze skrzynką nadawczą (która się zapełniło pisząc w przeglądarce) i z listą adresów? Już sama zmiana adresu pocztowego to problem, bo trzeba powiadomić różne osoby o tym, a tu jeszcze nie wiadomo jak w pełni i łatwo przenieść swoje dane z poczty A do poczty B.
Krytycy Linuksa (to nie obelga, chodzi o wszystkich zgłaszających uwagi) zmienili ostatnio swoje argumenty; już rzadko piszą o tym, że coś nie działa pod Linuksem, za to narzekają — i słusznie — że coś nie działa w pełni albo jest niewygodne. Uważam, że (analogicznie) tego samego należy oczekiwać od serwisów sieciowych: żeby swoje ważne dane można było nie tylko używać, ale też usunąć, wydobyć oraz przenosić.
..w to bym mocno wątpił bo co jak co ale nie będą pobierać pieniędzy za pocztę. To jest główny czynnik dla których ludzie wybierają takie konta bo sa darmowe i każdy dostawca dobrze o tym wie. Z drugiej strony
to świetny pomysł. Ale trzebaby bylo sie zetrzec z problemem sprzetu (serwery na ktorych moglibysmy sobie postawic sami WOLNA poczte) i laczy, tu nie wystarczy wolne oprogramowanie, ono za nas nie zaplaci rachunkow za prad. Trzebaby stworzyc projekt ala WikiMail czy OpenMail
.. Sam uzywam Gmail'a chociaz wiem ze po 9/11 rzad USA dla bezpieczenstwa wszystkich a zwlaszcza ich samych wprowadzili poprawke ktora pozwala im na skanowanie poczty w poszukiwaniu "kluczowych" slow takich jak: bomba, atak itd/itp.. ale za bardzo mi to na razie nie przeszkadza. Tylko powstaje pytanie czy ja juz nie usypiam na laurach szczescia
.
Ale ossochozii? Wykupujemy hosting, albo stawiamy swój serwer w szafie, instalujemy wolny system i MTU i mamy stuprocentowo wolny serwer pocztowy pod naszą kontrolą – a że nie jest za darmo? Nic nie ma za darmo.
niby tak, ale 1) trzeba kupowac 2) troszczyc sie, dlatego mysle ze fajnym rozwiazaniem bylby jakis ogolne openProject ktory by dawal poczte/doki/itd za free bez reklam z dostepem do kodu i na open licencji.. bo ze stawianiem 'swojego' mtu to sie zgodze ale ja nie mam czasu caly czas sie tym zajmowac jak pewnie kazdy z nas, po to robi sie chyba projekty ze 'w grupie mozna wiecej zdzialac' co nie
?
wolny + bezpłatny + bez reklam? żartujesz sobie? ktoś musi za to płacić.
@ eee
Dokładnie. Wolny byłby super, ale niech twórcy zarabiają choćby na reklamach (ale nie natrętnych, tylko takich jak kontekstowe od google).
@Tor: Mi tam się nie podobają kontekstowe cudowne medaliki od Google'a :p
testowałem kilkunastu różnistych providerów pocztowych (niektórzy płatni) i nadal uważam, że Gmail jest bezkonkurencyjny. Onet? Śmiech na sali. WP? Jeszcze większy śmiech i reklamy dołączane do każdej wychodzącej wiadomości – przykład: wysyłałem CV do firmy, WP dokleiło reklamę o wódce – n/c. Polscy providerzy zresztą wogóle są 100 lat do tyłu i odradzam wszystkim korzystanie z tych wynalazków.
Co do tego telefonu to nie chodziło mi o oprogramowanie, sam mam Motorolę z Linuxem (i jest wolna jak diabli – sorry Pingwin), a raczej żartobliwie zasugerowałem, że aby wysnuć się z okowów "zamkniętych" najeźdźców powinniśmy w piwinicy wujka Zbyszka za pomocą lutownicy i wiertarki skręcić własny kawałek plastiku – wtedy będzie pewność, że postępujemy zgodnie z duchem pana Stallmana.
Czesc, Myslalem ze Symbian juz jest Open Source.
Zgadzam sie ze Stallmanem w tym ze korzystanie z uslug innych firm jest uzaleznieniem od tych innych firm. Pytanie co od nich bierzemy i czy bedziemy mogli bez problemu z nich zrezygnowac w momencie kiedy warunki przestana odpowiadac. Sam mam domene w google apps ale czuje sie komfortowo bo w kazdym momencie moge ja stamtad zabrac.
Popieram. Poza tym przeglądarka internetowa powinna służyć tylko i wyłącznie do przeglądania stron, a nie zawierać w sobie rozwinięte aplikacje.
A co do tego, że RMS jest ascetyczny, to się nie zgadzam i nie wiem, skąd taki pogląd.
Może chodziło bardziej o "ekscentryczny"?
Google, Gmail, Maps, Dokumenty, Adsense, Analytics… ile jeszcze danych oddacie w ręce jednej firmy? Uważam, że jest to po prostu niezdrowe.
Nie tyle my oddamy co odda konkurencja – a raczej jej brak
A dopóki nie jestem jakiś znanym biznesmenem/politykiem/whatever i moje dane nie są warte dużych pieniędzy to specjalnie mi nie przeszkadza to, że G. je trzyma.
Pisal o aplikacjach webowych, czyli Gmailu per se – nie jego skladowych. Zwaz na to, ze wiekszosc ludzi kozysta z niego przez przegladarke; pamietasz informacje ktora "ostrzegala" "your browser is not fully supported" (czy cos w tym stylu); dobrze, ze (jeszcze) nie ma "Best viewed with Chrome".
Gwoli scislosci, uzywam Gmaila jedynie przez IMAP.
Wydaje mi się, że niedługo będzie tak, że Gmail całkowitą funkcjonalność będzie oferował tylko w przegladarce Chrome.
A jakie przesłanki skłaniają Cię ku takim sądom?
@kruk: nieee no jak, zeby sobie podcinac samemu galaz na ktorej siedza. gmail+tylko chrome znaczy malo uzytkownikow, ciezko w to uwiezyc. A wlasnie czemu tak sadzisz wogle?
czyżby sprawa udupiania Opery przez gmail?
amilomi:
Co dalej, telefony też powinniśmy sobie sami konstruować?
Wyobraź sobie, że takie OpenMoko możesz w pełni legalnie skonstruować
No pewnie, że nie powinnismy sobie sami konstruować telefonów, klepać rowerów. Jako świadomy klient, wybieram jednak rozwiązania maksymalnie otwarte – wybieram produkt, szeroko sprawę ujmując, najbardziej "open", najlepiej udokumentowany, itp. Jeśli Stallman przestrzega, i podaje sensowne argumenty, to ja chętnie posłucham.
"Zajmij się swoją pracą na swoim komputerze przy wykorzystaniu programów które szanują twoją wolność." Według tego "guru" należało by się zamknąć w piwnicy, przywalić drzwi podkładem kolejowym i zrobić sobie 15 cm firewalla z powietrza pomiędzy swoją kartą sieciową a gniazdkiem. Ten gość powinien się udać na przymusowe leczenie psychiatryczne.
Ten jego bełkot jest żalosny – zwłaszcza bredzenie o "wykorzystaniu programów które szanują twoją wolność" – jaką wolność? Nie mogę sobie zamknąć źdódeł na GPL i co więcej, wiecznie muszę to co dopiszę pchać na GPL.. Gdzie tu jest wolność?
Nie możesz zamknąć kodu. Tu jest wolność.
A dokłanie jest to gwarancja podtrzymania wolności danego kodu.
twój kod na bsd zawsze będzie wolny, bo nikt ci jego nie zabierze, co najwyżej jakaś firma będzie miała ten kod w zamkniętym programie, ale to nie znaczy że TWÓJ kod stracił wolność, on dalej jest wolny i możesz z nim robić co chcesz
Nic nie rozumiesz. Nie chodzi o to by się izolować ale o to, by granica pomiędzy prywatnym obszarem a globalną siecią była jasno wyznaczona. Nie chodzi o prostą usługę pocztową ale o nowoczesne aplikacje webowe, które znoszą tą granicę. Jest przerażające, że masy ludzi bezmyślnie korzystają z takich aplikacji do załatwiania najpoufniejszych spraw i nawet im do głowy nie przyjdzie, że to jest bardzo podobna sytuacja jakby im stały monitoring w mieszkaniach pomontowano.
Co prawda uważam, że GPL akurat wolność zapewnia ale z resztą się zgadzam… Niestety, koleś to paranoik.
Zgorzkniały człowiek, któremu wszystko przeszkadza. Nie oferuje niestety niczego w zamian w swoich poglądach. Głodne kawałki o tym, że tracimy kontrole są mocno naciągane. Zawsze można zmienić usługodawcę, przenieść sobie pocztę gdzie indziej. Tylko czy to się opłaca ? Tego nigdy Stallman nie bierze pod uwagę. Może taniej jest zapłacić za usługę i mieć _porządnie_ działającą pocztę niż tracić czas pracownika na konfigurowanie serwera pocztowego i pilnowanie poprawnego funkcjonowania mechanizmów użytych w takim serwerze. Czas też kosztuje, pewnie z punktu użytkownika różnica będzie niewielka – ot kilka maili ze spamem więcej mu wpadnie do skrzynki, ale dla pracodawcy to koszt sprzętu i czasu pracownika.
naprawdę masz wygodne narzędzia do migracji swojej poczty z gmaila na inną webową usługę pocztową? Też korzystam z gmaila, ale moja poczta idzie na lokalną skrzynkę pocztową i gdyby Google wprowadziło kiedyś opłaty, po prostu zmienię serwer poczty.
Jest IMAP to sobie można narzędzie napisać, a jak nie ma czasu na to, to można kupić gotowe rozwiązanie. Zawsze to kwestia stosunku ceny do użytych zasobów ludzkich.
Z jednej skrajnosci (Stallman) w druga (komentarze). Moze potraktujcie to w ten sposob, ze ostrzega Was przed tym, zeby nie sprzedawac wszystkich swoich prywatnych/firmowych spraw w rece korporacji. Nie chodzi przeciez stricte o Gmail, lecz o aplikacje tego typu jak webowe arkusze kalkulacyjne, webowe oprogramowanie ksiegowe itp.
"Nie powinieneś korzystać z aplikacji webowych, ponieważ tracisz kontrolę". Glupio troche atakowac cala technologie. Przeciez kazdy moze sobie postawic swoj wlasny serwer aplikacji webowych z wlasnymi (badz open source) aplikacjami. Wilk syty i owca cala
Nie wyobrażam sobie wycofania się z usług sieciowych do aplikacji desktopowych, w których pracowałem przez paręnaście lat. Teraz mam wolność, która mi się podoba.
To, że teoretycznie mogę się potknąć na chodniku, nie oznacza, że rezygnuję z chodzenia po nim. Ryzyko likwidacji czy komercjalizacji poważnych usług, jak Gmail czy Kalendarz Google oceniam jako bardzo niewielkie.
Nie chodzi o zrezygnowanie z chodzenia po chodniku, tylko o wymiane polbruku na asfalt. – bo w tedy zakładamy rolki i przemieszczamy się kilkakrotnie szybciej i wydajniej niż jakimkolwiek innym środkiem transportu. I nikt nie da rady nam rolek ukraść, bo nie zostawiamy ich przypiętych do latarni, jak to się dzieje z rowerami.
Za środek transportu podstaw dane
Ale przecież konto mailowe nie musi być bezpłatne. Jeśli nie podoba Ci się gmail który masz za darmo to uruchom swój własny serwer pocztowy.
nie rozumiem czasem tego faceta ….
ale przeciez On wlasnie, mniej wiecej to powiedzial:
nie uzywaj cudzego, uzywaj swoj
problem w tym, ze aby zrealizowac to o czym pisze Stallman, wszyscy korzystajacy z komputera, musieliby byc informatykami
Masz rację Jotte. Czyli utopia do kwadrtatu
Już kiedyś coś takiego ludzkość przerabiała i nie wiele z tego wszysło
Pozdrawiam
ej, ale mozna zrobic serwer nie wymagajacy konfiguracji i latwy w obsludze. przeciez w epoce wifi kazdy i tak ma w domu router, to czemu nie moglby to byc tez serwer pocztowy?
Tylko kto go zrobi? Kowalski? Nie. Jakaś firma.
Dobrze, że jest sobie taki Stallman, nawet jeżeli jego tezy wydają się ocierać o paranoję. Od tego mamy mózgi, by wysłuchać go, przemyśleć za i przeciw i zrobić co uważamy za stosowne. Lepiej mieć przeczulony wykrywacz metalu, niż dziarskim krokiem kierować się na minę.
Jak się ma przeczulony wykrywacz metalu, to można zdechnąć w połowie drogi. Przeczulony Stallman mocno spowalnia rozwój technologii, co zresztą nie dziwi, jeśli zauważyć fakt, że to socjaldemokrata.
Stallman czesto przesadza w swych wypowiedziach i bywa ze jego opinie sa wyrazane lub cytowane w sposob mocno je wyostrzajacy. Jednakze nie da sie mu odmowic racji w tej dyskusji.
Rozwazmy kilka mozliwych scenariuszy :
-> z jakiegos powodu Google popada w tarapaty finansowe, traci na wartosci, ostatecznie bankrutuje (scenariusz zawsze mozliwy, najwieksze firmy moga wpasc po uszy na chybionej strategii rozwoju, przeinwestowaniu czy w koncu np. aferze kryminalnej)
-> w zwiazku z utrata plynnosci finansowej G traci zasilanie i lacza do swoich serwerow
-> firmy/osoby hostjace sie na G licza straty spowodowane przestojem w komunikacji na czas przesiadki na innego operatora, traca archiwum poczty, traca dokumenty w Gdocs, zapominaja o spotkaniach ustawionych w Gcalendar, traca funkcjonalnosci map na swoich stronach co obniza ich wiarygodnosc u klientow, utrudnia dotarcie, traca przychody z reklam na stronach bedacych ich zrodlem utrzymania, wyszkiwarki na stronach przestaja dzialac etc.
a przyczyn inicjujacych taki bieg wypadkow moze byc nie malo… z innej zas strony zalozmy na chwile ze np. G zostaje kupiony przez konsorcjum z krajow arabskich, ktore oprocz zarabiania na ropie wspiera po cichu miedzynarodowy terroryzm -> az strach sie bac do jak wielu informacji uzyskuja dostep…
i tak mozna by fantazjowac na tematy zagrozen z tego wynikajacych, wiele z nich zas mozna sobie wyczytac we wszelakiej literaturze s-f…
nie przesadzajmy z popadaniem w paranoje, ale zdawajmy sobie sprawe z zagrozen niesionych przez konkretne rozwiazania nawet w perspektywie dziesiecioleci i przynajmniej trzymajmy w rekawie alternatywne pomysly, albo obudzimy sie kiedys w kryzysie spowodowanym nasza wlasna nieroztropnoscia (vide sektor bankowy nowdays)
No i właśnie w sferze s-f powinny takie rozważania pozostać. Bo jak zaczniemy rozważać różne "możliwe" scenariusze to łatwo w 3 punktach uzasadnić konieczność budowania schronów przeciwatomowych w każdej piwnicy, konieczność posiadania skafandrów przeciw broni biologicznej itp… No bo przecież:
Stallman (jak każdy człowiek) czasem ma racje a czasem nie. Można go posłuchać ale nie trzeba zaraz robić co karze.
"Jeśli używasz własnościowego oprogramowania lub cudzego serwera WWW, jesteś bezbronny. "
To teraz w ramach wolnosci kazdy stawia swoj serwer pocztowy, bo z poczty to kazdy korzysta. Pale sobie wlasnie fajke i tak mysle, ze jak wszystko ma tak byc na calym swiecie to niedlugo bede tyton na podworku sadzil, zeby byc wolnym. Wszystko bedzie robic sami, kazdy bedzie piekarzem, lekarzem, programista, murarzem i jeszcze nie wiadomo kim. Po to chyba ludzie robia to na czym znaja sie najlepiej, aby wszystkim bylo dobrze, google daje dobre konta pocztowe po to zebym nie musial sam sobie stawiac serwera, ktory napewno bedzie bardziej zawodny i calkowicie nieoplacalny. Ludzie na starosc podobno dzicinnieja, ale zeby po raz drugi przechodzic okres buntu przeciwko calemu swiatu?
Jeśli coś kupujesz od kogoś albo robisz sam to wiesz co się dzieje – ale technika cyfrowa jest nowością i ludzie nie bardzo się w niej orientują, więc wiele rzeczy łykają na ślepo.
Oczywiście że tak jest wygodniej – ale dlaczego przy okazji jeszcze tego nie zrobić lepiej?
Dlaczego np. nie przechowywać poczty na zewnętrznym serwerze w postaci zaszyfrowanej, niedostępnej dla dostawcy, kodowanej i dekodowanej z lokalnego komputera? Tak by było i wygodnie i już bezpieczniej. Myślisz że jest wiele osób, która rozumie jaka jest różnica, skoro wyświetliłoby im się tak samo?
A poza tym dlaczego wszystkim naszym ważnym muszą się zajmować firmy? Dlaczego instytucje zajmujące się standardami nie są firmami (a przynajmniej te, do których jest większe zaufanie)? Może więc warto pomyśleć o większym udziale instytucji non-profit w infrastrukturze internetowej?
To już dwa pomysły jak poprawić sytuację. Plus edukacja – nieustanna potrzeba tłumaczenia użytkownikom co ta wygodna technika znaczy, jakie daje możliwości i jakie może powodować problemy. Dlaczego uważasz, że wystarczy zwracać uwagę tylko na zalety (którym nikt nie przeczy) i pomijać wszelkie zastrzeżenia, nie szukając ulepszenia sytuacji?
Problem ze Stallmanem jest taki, że nawet jeśli to o czym myśli ma sens, to mówi to w taki sposób, że wszystkich czytających odrzuca jego fanatyzm.
MSZ problem jest inny — zawsze jest źle mówić niepopularne i niespodziewane rzeczy, niezależnie od sposobu.
Jeśli mówi ogólnie o zagrożeniach wolności, to dostaje mu się za fanatyzm i oderwanie od życia. Jeśli FSF (pod jego kierownictwem) organizuje akcje przeciw konkretnym problemom (np. w Viście czy w iPhone), to za to, że dlaczego wytyka się u tych producentów, a nie u innych, którzy są tacy sami, jeśli nie gorsi.
Jak wobec tego należy mówić o tych problemach, żeby do ludzi dotarła treść, a forma nie zaprzątała tak ich uwagi?
Mnie nie odrzuca.
coraz większa dziecinada w komentarzach tutaj.. 90% nie wie o co wogóle chodzi, albo czyta co 5 zdanie, albo sam nagłówek albo jeszcze są w podstawówce…
Sposób wypowiadania się Stallmana zawsze jest podobno – "pali się, ratuj się kto może" taki ma styl bycia, próbuje uszczęśliwić ludzi na siłę – co jest bez sensu i wychodzi na nawiedzonego człowieka.
Niestety ludzie z biegiem lat i rozwojem technologii głupieją, i bardzo chcą być coraz głupsi, nie myśleć. Większość komentarzy to niestety potwierdza…
"Wygoda przede wszystkim i za każdą cenę"
Nie wiem czy któryś z mądrali zauważył że RMS nie jest odosobniony w swoich "chorych wypowiedziach", bardzo podobną opinię wyraził też całkiem niedawno Larry Ellison, ale jego chyba też wyklniecie – dla zasady.
Chcecie powierzyć Wasze prywatne i niekiedy służbowe maile/dokumenty/i całą resztę jednej firmie – Wasza sprawa, ale nie krzyczcie że wiecie lepiej jeśli nie macie większego pojęcia o tym o co chodzi i jak coś działa
http://i34.tinypic.com/eb20b4.jpg
Jakby na świecie była tylko jedna webowa poczta, tylko jeden serwer WWW i tylko jeden usługodawca, to może miałby rację. Konkurencja jednak istnieje dokładnie po to, ażeby mieć wolność wyboru. Ta wypowiedź Stallmana to kolejny raz jak szuka on wolności tam gdzie jej nigdy nie było. Ciekawy jestem czy Stallman czuje się zniewolony przez swoje BMW, dezodorant w sprayu albo serek Hochland.
Tyle że wszyscy (aka większość) wybierają jeden konkretny produkt. Pewnie dlatego, że jest lepszy od konkurencji
ale taki monopolizm zawsze ma ciemniejszą stronę.
IMO tu nie chodzi raczej tylko o google, ale ogólnie o rzucanie wszystkich maili, dokumentów (nierzadko firmowych) w ręce (na serwer) komercyjnej firmy (nie tylko google)
Warto pamięta, że ostatnio nie tylko Stallman ostrzegał przed modą na hosting aplikacji w chmurach. Larry Ellison, który na pewno nawiedzony nie jest, też dość pojechał po tym paradygmacie.
IMO wypowiedź Stallmana miała na celu wywołanie takiej dyskusji. Używający wolnego oprogramowania raczej nie przejdą pod jej wpływem na zamknięte alternatywy, ale korzystający z zamknietych rozwiązań może zastanowią się nad zmianą. To, że jego wypowiedź jest taka dosadna jest IMHO spowodowane tym, że gdyby była spokojna, normalna, to nikt by się tym nie przejął, nie było by dyskusji o tym. To jego sposób na wybicie się z tłumu innych opinii promujących wolne oprogramowanie.
O, to jest jakiś tłum promujący wolne oprogramowanie? =}
Moim zdaniem po prostu widzi problemy w zalążku, a przy obecnym tempie zmian jeśli się nie mówi odpowiednio wcześnie, to potem trudno się wyplątać z sieci zależności ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_sieciowy ), nawet jeśli nagle okażą się niekorzystne.
Większość komentarzy pod tym niusem utwierdza mnie w przekonaniu, że Stallman, jego wyczulenie i jego (ośli) upór są nadal potrzebne tak samo jak 25 lat temu. Można by po nich wnioskować, że albo nie ma żadnego zagrożenia, albo jak nie wiadomo co na to poradzić, to lepiej w ogóle nie myśleć…
Nieprawda że "podupadł ton jego wypowiedzi". Nie wiem skąd to wrażenie — mówi dokładnie takim samym tonem co zawsze, tylko pokazuje na nowe zagrożenia, czyli zmienia pola, ale ton i treść ma ten sam, wręcz na granicy monotonii. =}
"Ryzyko likwidacji czy komercjalizacji poważnych usług, jak Gmail czy Kalendarz Google oceniam jako bardzo niewielkie." – przewidywania, zwłaszcza w IT, potrafią być bardzo złudne, w przeciągu kilku lat można się wybić od zera do bohatera i równie szybko zniknąć, przykładów jest aż nadto (np. Apple które o mało nie padło, a teraz znów zaczyna podbijać rynek). Nie musi zresztą ż upaść. Wystarczy, że coś zrobi na odwal się i wytłumaczy, że to przecież beta. Nikt już nie żyje jednym programem, wszystko zmienia się w skomplikowany przepływ danych. Najsłabsze ogniwo w tym łańcuchu ma wpływ na coraz więcej rzeczy, których związków nawet na pierwszy rzut oka nie widać.
Uważam, że RMS-a trzeba słuchać krytycznie, ale słuchać, bo mało kto ma taki czuły słuch na potencjalne zagrożenia wolności. Dlatego właśnie tak to brzmi, jak stan ciągłej paranoi. Z drugiej strony nawet on nie przewidział wielu nowych niebezpiecznych zjawisk, typu DRM czy właśnie przekazywanie naszych danych w nieznane miejsca (a przecież to nie programy są najważniejsze, tylko właśnie dane).
Moim zdaniem to dowodzi, że o ile Stallman jest paranoikiem, to rzeczywistość jest niestety jeszcze bardziej paranoiczna, czyli chora. W spokojnych, normalnych czasach zapewne nie byłoby potrzeby dbania o wolność, a sam RMS zapewne nie zostałby nawet działaczem społecznym, tylko tkwił szczęśliwy w swoim geekowskim światku.
Ale jest inaczej. Dzięki rozwojowi informatyki – widzianej nie jako coraz bardziej wyrafinowana dziedzina wiedzy, ale jako coraz sprawniejsze narzędzie – weszły ze sobą w kolizję dwa dotychczas równoległe kursy: producenci mogą coraz więcej kontrolować, a ludzie coraz więcej tworzyć i przetwarzać niezależnie. Dopóki nie było globalnych narzędzi, możliwość kontroli była ograniczona, więc ludzie jej tak nie odczuwali, a z kolei sami ze swoimi wytworami też nie mieli możliwości dzielić się z całym światem, więc pozostawali głównie konsumentami, a producenci/pośrednicy nie odczuwali zagrożenia twórczością i przetwórczością ludzi. Jednak nagle możliwości obu grup zaczęły się przenikać i zrobiło się nerwowo i groźnie.
To nie zniknie przez rok ani 5 lat, to długi proces. Stallman może nie podawać co dokładnie robić, ale pokazuje gdzie jest kolejny punkt zapalny między użytkownikami a dostawcami, na który trzeba zwrócić uwagę i wymyślić jak się nie władować w potencjalną pułapkę.
To co powiedział Stallman należy postrzegać na wielu płaszczyznach, nie tylko na finansowej.
Z jednej strony mamy ofertę MS usług live, z których wybieram te do których z upodobaniem mogę wchodzić z linuksa
Jednak większość z nich powiązana jest i będzie w coraz większym stopniu z systemem operacyjnym, zdaje się, że windows 7 będzie miał przerzucony punkt ciężkości no to, co w chmurze. W tym kontekście interoperacyjna oferta Google wypada lepiej.
Druga płaszczyzna, to utrata wolności w informacji o mnie, i w tym jak te informacje są użyte to zdobycia monopolu. Obrona tutaj jest wręcz niemożliwa, jeśli ma wyglądać tak jak chce RMS, uda się tylko jeśli pogodzimy się na utratę prywatności i pozwolimy na dostęp do informacji o nas wszystkim konkurującym firmom. Trzeba pamiętać, że internet i prywatność z natury nie idą w parze, już nawet nie wiem czy powinny… za to wszystko Stallmann by mnie ekskomuniką uraczył…
A mi się wydaje, że dziadek Stallman ostrzega przede wszystkim przed zbytnim zaufaniem do usług webowych – Gmail to tylko przykład.
Prognozuje się coraz szersze wykorzystywanie internetowych aplikacji i usług typu wirtualny dysk, wirtualny pulpit czy wirtualny edytor tekstu (wirtualny = aplikacja/usługa uruchamiania na serwerze internetowym z interfejsem obsługiwanym poprzez sieć). Jest tego coraz więcej.
Historia informatyki zdaje się zataczać wielkie koło i powoli wracamy do modelu pracy na terminalu – teraz jest to możliwe również w domu i w podróży.
Wielu mało świadomych użytkowników tych usług zaczyna składować na zewnętrznych serwerach coraz więcej i coraz ważniejszych danych. I to przed tym zdaje się przestrzegać Stallman wg mnie. Bo choć jest to bardzo wygodne (dostęp z dowolnego komputera z internetem), to jednak w każdej chwili taki serwer z naszymi plikami, pocztą lub ulubionymi aplikacjami może zażądać od nas opłat, może także po prostu nagle zniknąć czy po prostu w danej chwili być niedostępnym z powodów sprzętowo-sieciowych.
Większość nas tutaj jest tego świadomym (mam nadzieję) i nie trzyma na zdalnych serwerach nic, czego nie miałaby na swoim kompie pod ręką, a najważniejszych rzeczy zduplikowanych na płytach czy dodatkowych dyskach.
Ale nas jest garstka. Większość zwykłych ludzi nawet nie jest świadoma, że dysk w komputerze (szczególnie w laptopach) może się zepsuć. Również, że może się popsuć serwer internetowy. I wszyscy żyjemy nie chcąc dostrzec nieuchronności tej katastrofy… Zajrzyjcie na swój dysk w tej chwili i zastanówcie się, co byście stracili bezpowrotnie, gdyby za 15 minut on padł totalnie…
Zadałem sobie pytanie: Gdzie moje dane są bezpieczniejsze? Na moim dysku (padło mi ich już kilka), czy może na serwerach googla (nie straciłem tam jeszcze nic)? Odpowiedź była oczywista.
ja tam bym nic poza czasem nie stracił, ale to ze względu an to czym się zajmuję, bo pewnie gdybym był księgowym i miałbym tam księgi z ostatnich 5 lat to bym wiele stracił, choć z drugiej strony w żadnej webowej usłudze też bym tego nie trzymał, raczej miałbym raida postawionego, wszystkie dyski raczej nie padną, a nawet jeśli to cotygodniowy backup na płytach. Powiem tyle brak edukacji większość, ludzi zajmujących się tymi sprawami nawet nie wie o takich możliwościach
Facet ma kompletną rację. Może nie chodzi o same finanse, ale właśnie wystarczy śmierć serwera, nieodpowiedni backup, zły człowiek w złym miejscu i czasie, i naszych danych nie odzyskamy. Lepiej zawsze mieć je przy sobie, a nie na serwerze ot w USA. Takie jest moje zdanie.
Na serwerach dane są z pewnością lepiej chronione przed utratą niż na kompie większości użytkowników.
Może niekoniecznie myślmy o "wszystkich", a pomyślmy o sobie i naszych danych.
Sorry, ale Stallman przesadza. Jeśli za x lat gmail będzie płatny to ludzie będą migrować na inne, darmowe platformy a google będzie tracić klientów. Oczywiście nie od razu, ale wprowadzenie opłat byłoby strzałem we własną bramkę. Więcej realizmu, większość z jego gróźb i ostrzeżeń nie sprawdzi się nigdy. Minusujcie
Prawda, moim skromnym zdaniem, leży jak to zwykle – gdzieś po środku, przy czym ten środek nie musi się znajdować dokładnie w połowie długości. W skrócie:
Totalny bełkot. Z punktu widzenia użytkownika nic takiego nie następuje – użytkownikowi, z całym szacunkiem, zwisa, czy klika w przyciski wewnątrz okna przeglądarki, czy przyciski w programie uruchamianym z ikonki na pulpicie (wnoszę z własnego doświadczenia z klientami) – przy czym za sprawą technologii takich jak XULRunner, Adobe Air itp. wkrótce nastąpi (czy też już nastąpiło) rozmycie między jednym a drugim.
…i dopiero z tym zdaniem cytowany pierwszy fragment nabiera sensu. Problem jednak polega na tym, że – co ktoś słusznie już napomknął – na GMailu i innych "globalnych" aplikacjach webowych świat się nie kończy, co RMS wydaje się wyraźnie przemilczać, tym samym mocno zafałszowując i stawiając w złym świetle aplikacje webowe jako takie. A tak nie jest – gdyż, błagam, wytłumaczcie mi, co jest złego w sytuacji, gdy firma stawia sobie własny serwer, z własnym oprogramowaniem – nie wiem, pocztowym, księgowym i Bóg święty raczy wiedzieć jakim (być może, a nawet często opartym na licencjach opensource), tyle że wykonanym w technologii webowej. I nikt nie wmówi mi, że czas instalacji i konfiguracji jednego – nie wiem, Squirrelmaila, jest dłuższy niż powiedzmy, 400 Thunderbirdów / Outlook Expressów.
Zatem: zagrożenia płynące z "publicznych" aplikacji webowych – oczywiście, zawsze jakieś są. Zagrożenia płynące z intranetowych aplikacji webowych – pomyłka jakaś.
Nie wątpię w to, że Stallman jest pierdolnięty (to jest jeszcze łagodne określenie).
Sęk w tym, że ten stary wariat wypowiada się na gruncie amerykańskim, a niestety statystyczny obywatel USA to przepraszam za określenie -debil, oklejony papką informacyjną. Pewnie podobnie zaczyna też być w Europie, bo wraz z postępem technologii ludzie głupieją okrutnie. Skłonni są uwierzyć, że to co "nowe" jest zawsze lepsze od "starego", albo że właśnie "nastąpił przełom" i produkt X jest rewolucyjny.
Chociaż nie lubię "GNU hipisa", to muszę mu przyznać po części rację.
Co do aplikacji webowych typu office lub np. księgowość zgadzam się z nim całkowicie! Ryzyko utraty danych, utraty czasowego dostępu do danych lub utrata poufności danych jest w stanie wywrócić każdą firmę lub postawić w bardzo kłopotliwej sytuacji osobę prywatną.
Co do aplikacji finansowych typu giełdowego (akcje, waluty, fundusze) to tutaj specjalnego ryzyka nie widzę jeśli korzystamy ze sprawdzonej i wiarygodnej platformy (takie samo ryzyko jak z bankiem internetowym). Kwestie poczty internetowej, no cóż tego komentować nie trzeba, bo nie mamy na to wpływu. Trudno stawiać własne serwery pocztowe, idąc tym tropem to wszystko należałoby zrobić samemu. Co do oprogramowania własnościowego, to niech się dziadek palnie w czoło, bo gdyby nie płatne oprogramowanie inżynierskie i CAD, to nie wiem jak wykonałbym własną robotę (podobnie z systemem, pod którym to biega – ach ta znienawidzona Vista
). Natomiast OpenOffice jest rewelacyjny i nie wyobrażam sobie korzystania z jakiegoś Google Office via przeglądarka (OOffice w połączeniu z niektórymi programami obliczeniowymi i ERP faktycznie jest mocną stroną OpenSource).
Widze ze duzo ludzi nie rozumie o co chodzi Stallmanowi. Chodzi o to, ze stallman twierdzi zeby do emaili itp stawiac wlasne serwery(wtedy nikt postronny nie ma do tego dostepu).
Co jak co, ale mimo, że rozumie ideę jaka przyświeca Stallmanowi, to się z nim nie mogę zgodzić.
Rzeczywistość jest brutalna ;P
1.Nikt(prawie nikt) nie będzie stawiał własnego serwera dla własnego oprogramowania, nie licząc firm.
2.Po drugie koszty takiej operacji będą bardzo wysokie(serwer,UPS,łącze co najmniej od 2 operatorów, prąd), a bezpieczeństwo tych informacji nie koniecznie wyższe. Bo chyba każdy się zgodzi, że bezpieczeństwo własnoręcznie postawionych serwerów będzie niższe niż w jakiejś firmie X, która na tym zarabia i ma administratorów 24h/dobę.
3.Oprogramowanie wolne, nie jest wolne od błędów. Już nie wchodźmy tu w oprogramowanie komputera ale w oprogramowanie sieciowe jak CMSy,CRMy, itd. Znowu jak będziemy stawiać tylko na siebie, by być całkiem pewni swej wolności, będziemy musieli jeszcze więcej czasu poświęcić na sprawdzanie biuletynów bezpieczeństwa itd.
A co do poczty to można mieć całkowitą wolność
PGP i szyfrujmy sobie nasze wiadomości. Proste a jakże skuteczne. Dodatkowo by czuć się niezależnym to jeszcze wykupujemy domenę i robimy odpowiednie przekierowania np. poczty na pocztę google. Coś nam się nie spodoba to szybka zmiana w DNSach i wszystko gra
Zgadzam się ze Stallmanem. Problem w tym, że o ile krytykując zamknięte programowanie, oferuje GNU, to mówiąc, że chmury obliczeniowe są złe, nie proponuje żadnej alternatywy. Bo co to za wyjście konfigurować wielozadaniowy serwer na własnym komputerze?
Pytanie… – nie rozumiem jednej rzeczy, tzn coś mi umyka w rozumowaniu Stallmana. Czy RMS próbuje powiedzieć, że korzystanie z poczty elektronicznej na zdalnych serwerach (których nie obsługuje nasze lokalne SMTP) jest z definicji złe? Tzn., że również jeżeli kupię sobie konto pocztowe u firmy hostingowej to też nie jest to dobry pomysł? Pytanie z jakiej poczty ma korzystać użytkownik modemu ADSL i dynamicznym IP? Ma ustawić Potfixa czy innego sendmaila (przecież każdy serwer wytnie taką pocztę w przedbiegach bo to nigdy nie będzie w pełni funkcjonalny serwer..z wpisami w dns'ach itp). Mógłby mi to ktoś doprecyzować? O co właściwie chodzi? Bo jeżeli o (nie)bezpieczeństwo apliakcji webowych typu gmailowi IMAP to ja to rozumiem.. też jestem przeciwny tym rozwiązaniom, ale czuję się dotknięty, jeżeli RMS mówi, że nie powinienem używać mojej poczty w taki sposób, jak robię to aktualnie…(?!?). Pozdrawiam, dzięki z góry za info.
taaa… nalezy tez wypiekac wlasny chleb, te dranie z piekarni tylko czekaja zeby nas od siebie uzaleznic, co tam chleb..trzeba skombinowac kawalek ziemi i zaczac od zboza, to samo z pradem (zbuduje skromny przydomowy generator)…hmm..na rope? bedzie jej trzeba poszukac..przeciez cel dostawcow energii jest jeden… woda tylko z przeplywajacego nieopodal strumienia bo Ci z wodociagow, wiecie… pamietajcie, czytajcie tylko to co sami napiszecie bo……co to? ktos puka do drzwi..przyszli po mnie..wladcy marionetek…
Masz konto bankowe? Masz umowę z operatorem telefonicznym?
Masz umowę z dostarczycielem wody/prądu/gazu?
Tak? Więc najprawdopodobniej udostępniłeś ww. podmiotom swoje prawdziwe dane. A te ww. podmioty z danymi zrobiły co chciały – np. sprzedały.
Oczywiście nieoficjalnie, ale od czego są pracownicy i ich osobiste inicjatywy?
GIODO?
)))))))
Stallman ogólnie mówi dobrze. Ale nie dostrzega pewnych aspektów technicznych. Albo świadomie je pomija — bo nie zakładam z góry niewiedzy. Np. kryptografii. W gruncie rzeczy jeśli nie podpisujemy listów kluczami zgadzamy się na ich modyfikację. Jeśli nie szyfrujemy korespondencji zgadzamy się, że ktoś, poza adresatem, ją przeczyta. Nawet na naszym prywatnym serwerze jakoś te pakiety musimy przepchnąć do odbiorcy.
Teraz kluczowe jest aby wiedzieć, że tak się dzieje. Jeśli wiemy i godzimy się, że jakiś anonimowy pracownik G. czytuje sobie nasze maile to nie ma problemu. Natomiast jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy… Cóż, ,,śmierć frajerom''. A Stallman to dobry człowiek i ,,frajerów'' chce edukować.
Ryzyko komercjalizacji to żadne ryzyko. W obecnym świecie liczy się informacja (ciekaw jestem czy G. robi analizy i testy podawania specjalnie ,,sprofilowanych'' wyników wyszukiwania — bo co do reklam, to robi je na pewno).
Ja mam telefon komórkowy, net, ale oprócz tego trzymam CB radio + na wszelki wypadek 2 pary krótkofalówek.
Mam moje maile na necie, ale też sciągam je do archiwum na moim komputerze…
itp. itp.
Wiem o co generalnie chodzi Stallmanowi, tylko po przeczytaniu waszych komentarzy jakoś specjalnie nie zalezy mi, abyscie wy, drodzy koledzy, też wiedzieli
Ja mam hodowle golebi pocztowych w razie gdyby poczta ( internetowa i prawdziwa ), nagle padla, wrocmy do czasow kamienia lupanego i zeby wyslac wiadomosc musimy ja zaniesc osobiscie, np bedziemy plynac w plaw na USA.
Kilka reakcji blogosfery anglojęzycznej:
http://blogs.computerworld.com/rms_hates_cloud_co…
Ciekawe, że są to tylko głosy jakoś przeciwne, ale wszystkie te cytaty znów – tak jak komentarze na tym forum – (a) zakładają, że albo nie ma problemu, albo kończą konkluzją, że jak nie proponuje czegoś w zamian, to nie warto się tym problemem zajmować, (b) zakładają, że przecież jest fajnie i w związku z tym nie może być lepiej.
Na łamach komentarzy tego serwisu kilka razy już krytykowałem Stallmana, co spotkało się z ograniczonym zrozumieniem ze strony innych komentujących… Tym razem jednak muszę Stallmana poprzeć. Już od jakiegoś czasu zastanawiało mnie proste pytanie odnośnie cloud computing – "po co?!". Doszedłem do wniosku, że istnienie (a co dopiero rozwój) cloud computing nie ma uzasadnienia w dawaniu użytkownikom nowych możliwości, czy funkcji (korzyści z cloud computing dla końcowego użytkownika są znikome). Jest raczej przejawem biznesowego podejścia do sprawy – zrobić z czegoś zwykłego i oczywistego usługę, za którą będzie się płacić. I nie mówię tu o "łagodnych" przypadkach jak Gmail, a raczej o trzymaniu na serwerach swoich zdjęć rodzinnych, czy dokumentów, do których odetną nam dostęp, jeśli nie zapłacimy abonamentu. Wiem, doprowadziłem przykład do ekstremum, które z dużym prawdopodobieństwem się nie wydarzy, ale czy możemy mieć pewność? Stallman ma rację – trzymając swoje programy i dane lokalnie nie jesteśmy na niczyjej łasce.
Po pierwsze gratuluję podejścia do RMS-a: nie trzeba go popierać ani zgadzać się w pełni, aby podobnie widzieć pewne problemy, o których mówi. I to bez stosowania różnych przytyków osobistych.
Ale to tylko na marginesie. Co do meritum – z korzystaniem z serwisów nie jest tak, że się trzyma tylko mało ważne rzeczy. Jeśli się podoba i jest wygodny albo wyjątkowy, to z czasem wrzuca się tam wszystko, traktując go jako sprawdzone miejsce i właściwie zupełnie przeźroczystą, zawsze dostępną właściwość Internetu. Ile razy ktoś puszcza się służbową pocztę przez prywatne konto, bo tam ma coś przydatnego albo bo jest akurat otwarte okienko?
Ludzie nie dzielą danych na mało ważne i bardzo ważne, a jeśli nawet tak, to nie zauważają, jak z czasem kolekcja nabiera wartości i już nie jest tym samym co na początku. Zbiór zakładek w przeglądarce, lista kontaktów GG, pliki z tekstami do szkoły, na studia albo do pracy na dysku, zbiór zdjęć na Flickerze albo innej Fotce, poczty na GMailu itp. itd. stają się czymś ważnym powoli ale skutecznie. Mało kto jednak sprawdza okresowo, czy warto zrobić backup albo trzymać je na cudzych serwerach, stosując najprostszy eksperyment myślowy: co bym zrobił, gdyby to zniknęło albo wyciekło w niepowołane ręce?
To wychodzi dopiero jak coś się zwali albo gdy trzeba zrobić migrację, nową instalację itp. Wtedy się dopytują: a gdzie to jest, jak mogę to przenieść, czy mi to nie zginie?
RMS krytykując cloud computing pokazuje kolejną rzecz, która stosowana bez zastanowienia może narazić ludzi na problemy, o jakich nawet nie pomyśleli, zanim one naprawdę nastąpią. Ale tak to jest – ostrzegać trzeba, a ludzie posłuchają albo i nie (vide: kwestia backupu i posiadania wszystkich ważnych instalek i sterowników), ale jak coś pójdzie nie tak, to może sobie przypomną i następnym razem uwzględnią. Oby to była tylko mała katastrofa, one działają jak szczepionka: powodują małe szkody, ale pomagają na przyszłość.
Myślę, że RSS nie chodzi raczej o pocztę. Dlatego uważam dyskusję w tym temacie za chybioną. Myślę, że chodzi raczej o inne produkty Google. Głównie o pakiet aplikacji biurowych. Korzystając z takich pakietów (zamiast np OpenOffice na własnym kompie) uzależniamy się od dostawcy produktu.
Co do maila – konto IMAP googla jest genialne. Darmowe i w zasadzie nie spotkałem się z żadnym problemem, minusem, najmniejszą niedogodnością w używaniu. 10/10 punktów.
Ale aplikacja? GoogleMail jest tragiczny. Najgorszą jego cechą, która skutecznie mnie do niego zniechęciła raz na zawsze jest widok wątkowy, z pomieszaniem wiadomości wysłanych z odebranymi. Dla mnie bezużyteczny i nieczytelny. Może i kwestia gustu, ale generalnie taki widok w każdym innym kliencie poczty to OPCJA. A tutaj nawet nie ma możliwości wyboru. Jest tak i już. Mogę zmienić 100 innych opcji ale nie to.
Roundcube – to jest ideał. Jest mały i prosty. Niektórzy jego prostotę i minimalizm uznają za wadę, ale tutaj pójdę w stronę RSS – od zaawansowanych zastosowań i poważnych funkcji mam aplikację na swoim kompie (ale tu niestety "własnościową" Operę). Tu mam filtry, wyszukiwanie i takie tam. Webmaila używam jak chcę na szybko coś wysłać z kompa gdziekolwiek – aplikacji – kiedy klikam od siebie. Na jedno i drugie jest miejsce.
A co do OpenSource – czasem wolnościowe oprogramowanie jest lepsze – vide Eclipse. Testowałem kilka komercyjnych IDE. Nie mają nawet startu do Eclipse. Owszem, niektóre ostro z nim rywalizują funkcjonalnością – ale jaką są alternatywą przy zerowej cenie Eclipsa?
Z drugiej strony OS-owy Firefox. Mówcie co chcecie, ale jak dla mnie jest wolny nie tylko w znaczeniu free czy open-source, ale po prostu slow. Opera startuje na moim kompie natychmiast. Przyzwyczaiłem się do tego schematu – klikam – czytam stronę. Nie zniosę wersji oferowanej przez FF: klikam – czekam – słucham charczenia dysku – dopiero czytam stronę.
Jako end-user jest mi wszystko jedno czy oprogramowanie będzie free czy non-free. Ważne, żeby było dobre. Sposobem na Microsoft i inne "ikony Babilonu" – jest tworzenie wolnego oprogramowania, które będzie po prostu lepsze. Konkurencja jest nadal otwarta. Wszyscy mają szansę.
Dlaczego tak długo dostępny jest potężny silnik WebKit, a nikt poza Applem nie stworzył sensownej przeglądarki która go używa? (A swoją drogą Safari jest średnio sensowną przeglądarką)
Większość z Was chyba nie rozumie intencji RMS. Rozważacie sytuacje, czy serwery padną i znikną dane, czy ktoś będzie chciał dodatkowych pieniędzy itd. Otóż nie – nikt nie będzie żądał pieniędzy a serwery nie padną. Zarządzający aplikacjami webowymi mają coś o wiele cenniejszego od pieniędzy – Wasze dane. I będą je chronić jak źrenicy oka, gdyż te właśnie dane zapewniają im wielkie dochody, więc się opłaca je chronić i udostępniać narzędzia za darmo. A do czego można wykorzystywać te dane – nawet zdjęcia z grilla na działce – przemyślcie sobie.
Ponadto uzależnienie od aplikacji webowych JEST niebezpieczne. Perspektywa posiadania małego, wygodnego laptopa z nieograniczonym dostępem do Internetu i do swoich danych z dowolnego miejsca na Świecie, i braku potrzeby posiadania w min wyspecjalizowanych programów, jest bardzo kusząca. Jeżeli miałoby to się upowszechnić, koniec z naszą wolnością, niezależności i poufnością. Bylibyśmy jak astronauci z Odysei kosmicznej 2001.
Czego kończąc i pozdrawiając wszystkich nikomu nie życzę.
Głównie chodzi oto, aby liczyć na siebie, na swój komputer, a nie przechowywać dane i programy poza swoim sprzętem. Przykładowo korzystając z serwerów cudzych firm można narazić się na ich ingerencje w nasze dane. Dodatkowo nie wiadomo do końca, co te firmy z tym robią oraz jakie mają oprogramowanie. Jeśli chce człowiek we własnej firmie czy domu mieć pewność większego bezpieczeństwa własnego systemu, plików, poczty itp powinien liczyć na siebie oraz to co oferuje OpenSource.
święte słowa.
Myślę, że Stellmanowi nie chodzi o niebezpieczeństwo za rok, dwa, ale o tendencje i niebezpieczeństwa za, powiedzmy, 20 lat kiedy jakaś firma może mieć o Tobie więcej informacji, niż Ty sam
Na przykład może przechowywać zdjęcia i maile, które Ty już dawno skasowałeś, listy kontaktów, znajomych, listy przeglądanych stron, "ulubionych", twoje artykuły, notatki, programy itd..
Może nawet "więcej informacji" to za mało powiedziane. Będzie posiadała faktyczną wiedzę o Tobie.
W przyszłości może najcenniejszą rzeczą człowieka będzie jego prywatność… oby nie.