Serwis internetowy z e-książkami na nowy rok szkolny
- Dodano: 31 sierpnia 2010
- Wprowadził: Szymon Barczak
- Komentarze: 21
Nowy rok szkolny zbliża się wielkimi krokami. Tak samo rok akademicki. Uczniowie niedługo zasiądą w ławkach, a studenci na salach wykładowych. Obie grupy łączy to, iż potrzebują podręczników by chłonąć wiedzę. Właśnie dla nich powstał nowy serwis z e-bookami.
Torrent My Books, bo o tym serwisie mowa, został stworzony przez dwóch studentów. Ma na celu stanie się serwisem torrentowym z największą na świecie bazą e-booków.

W 2008 roku pośród amerykańskich studentów popularnym serwisem był TextBookTorrents. Młodzi ludzie, na utrzymaniu rodziców, starali się o jak największe oszczędności, dlatego pobierali książki z internetu za darmo. W szczytowym okresie serwis posiadał aż 70 tysięcy użytkowników, z przeszło 20 tysiącami peerów. Po pewnym czasie serwisem zainteresowali się wydawcy książek, został on szybko zdjęty z Sieci w październiku 2008.
Różnica pomiędzy TextBookTorrents, a Torrent My Books jest taka, iż ten drugi serwis nie posiada swojego trackera. Dostarcza jedynie bazę danych plików torrent, nie angażując się w wymianę samych plików książek elektronicznych, co może być dobrym argumentem w przypadku obrony przed oskarżeniami ze strony wydawnictw.
Więcej informacji: http://torrentfreak.com/college-starts-w...te-100830/
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
21 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
Przyklad TPB pokazuje, ze to zaden argument w przypadku pozwu. Prawo nie zajmuje sie szczegolami technicznymi wymiany plikow; zajmuje sie dokonanymi czynami, okolicznosciami i motywacjami.
Ale nadal serwis służy do dzielenia się materiałami chronionymi prawem autorskim i jego właściciele na pewno nie mają żadnych umów z wydawcami ani autorami udostępnianych/linkowanych materiałów? To nie wróżę im zbyt długiego pobytu w sieci. Zresztą nie życzę im tego nawet.
„Ale nadal serwis służy do dzielenia się materiałami chronionymi prawem autorskim”
Co?!
Czyli jak powiesz komuś gdzie można kupić broń palną, to będziesz potem jego wspólnikiem w ewentualnym morderstwie?
Fajne porównanie broni palnej do książki
Czyli jak wskażę komuś gdzie może znaleźć książkę to stanę się współautorem
Bardziej ta sytuacja wygląda tak: „A wiesz, że Heńkowi się zepsuł zamek w drzwiach i jak się pociągnie za klamkę a później ją naciśnie to mu można na chatę wpaść jak go nie ma?”.
Ale zupełnie o co innego mi chodziło. Miałem nadzieję, że właściciele strony dogadali się jakoś z właścicielami praw autorskich żeby nie robić siary i np. wynegocjowali jakieś dobre warunki „bo to dla studentów” (coś jak MSDN AA) albo udostępniają jakieś materiały na CC albo Public Domain albo cokolwiek. A tu widzę, że im zamknęli jeden serwis to się na wydawców wypięli i założyli taki, że trackera im nie zamkną bo go nie używają… jestem po prostu zawiedziony.
@oO: Jesli bedziesz zajmowal sie doradzaniem, gdzie kupic bron palna w celu popelnienia przestepstwa, to owszem, bedziesz winny pomocnictwa.
Tobie raczej nic nie pomoze, ale dla osob, ktore nie czytaly o tym wczesniej, krotkie wyjasnienie: cala roznica jest w motywacji osoby doradzajacej. Przykladowo, taksowkarz, ktory podwiezie kogos pod bank nie wiedzac o tym, ze ten ktos ma zamiar bank okrasc, jest zupelnie ok. Jesli natomiast podwozi sie kogos pod bank na napad, wiedzac o tym, to jest to pomocnictwo. Na tym polega roznica miedzy normalna wyszukiwarką a, na przyklad, The Pirate Bayem – Google sluzy do roznych celow, w wiekszosci legalnych, natomiast TPB sluzy do ulatwiania lamania prawa.
Żaden z administratorów TPB nigdzie nie napisał, że jego celem jest łamanie prawa (or did they?). Google także tego nie zrobiło. Zarówno TPB, jak i Google posiadają wyszukiwarkę, która pozwala na znajdowanie plików .torrent, które NIEKONIECZNIE zawierają materiały chronione prawami autorskimi.
Zastanawiam się jaka jest prawna różnica między serwisami One-Click Hosting a stronami z plikami .torrent – dlaczego te pierwsze nie są ścigane z urzędu i pozwala im się na procedurę „Zgłoście, to usuniemy” podczas gdy sytuacja tych drugich jest zupełnie inna? Czy to kwestia ‘struktury’ takich portali?
@Trinollan: pierwsze oferują z reguły konta vip/pro/premium i mają z tego niezłą kasę. Są więc w stanie posmarować odpowiednim osobom.
@Trinollan: Kogo obchodzi, co administratorzy TPB napisali? Liczy sie fakt, iz do legalnych zastosowan TPB nie wykorzystuje prawie nikt.
A co do „one click hosting” – jesli chodzi ci o serwisy w rodzaju RapidShare, to takie serwisy bardzo szybko usuwaja materialy, co do ktorych dostana zgloszenie. TPB robilo na odwrot – mialo prosby gdzies, i jasno to manifestowalo, dowodzac zreszta, ze doskonale wiedzieli o procederze i kontynuowali go celowo.
@Trasz: przytoczenie opowieści o sprzedawaniu noży jest już nudne, więc inaczej: naprawdę uważasz, że prawo uwzględnia to, co robi większość a co mniejszość? Bo sama taka sugestia wydaje się śmieszna.
Jedyne co TPB stwierdzało w swoich humorystycznych kontrach to to, że prawo amerykańskie nie ma nic do powiedzenia w kraju administratorów i że pozwy rozpoczynające się od przytaczania amerykańskich paragrafów są śmieszne – i z tym nie sposób się nie zgodzić, chcesz się kłócić?
Działalność TPB nigdy nie została stanowczo potępiona, problemem administratorów jest zmiana lokalizacji serwera, a nie uciekanie przed tajnymi służbami… więc nie musisz używać takich dużych słów jak ‘proceder’.
Swoją drogą, dziwne informacje znajdują się w artykule. Z tego co mi wiadomo, serwis TorrentMyBooks posiada tracker, w dodatku dobrze działający.
@Edek:
TPB nie mogło usunąć żadnych materiałów chronionych prawem autorskim, bo ich zwyczajnie nie posiada.
@Trinollan
Pewnie, że chce. Widać nowy jesteś
@Trinollan: Przeczytaj jeszcze raz to, co napisalem: prawo patrzy nie tylko na to, co zrobiles, ale takze _po co_. Powyzej masz przyklad z taksowkarzem. W przypadku TPB odpowiedzi na listy (same listy faktycznie byly chybione, ale one nie sa tu wazne) dowodzily, ze goscie od TPB doskonale zdawali sobie sprawe z tego, ze ich serwis jest uzywany do popelniania przestepstw – i nic z tym nie robili. Z kolei „TOP100″ wyraznie pokazuje, ze TPB jest uzywane prawie wylacznie do piracenia – legalnych materialow bylo tam tyle, co kot naplakal. Wiec skoro TPB bylo uzywane praktycznie wylacznie do ulatwiania popelniania przestepstw, a jego administratorzy doskonale zdawali sobie z tego sprawe i byli z tego powodu dosyc szczesliwi, to pomocnictwo jest dosyc oczywistym zarzutem.
@Reddie: Moglo usunac torrenty ze swojej bazy danych.
@Edek: do torrentów wytwórnie nie mają praw autorskich.
@Reddie: To nie ma znaczenia. Wazne, ze TPB celowo i swiadomie pomagal w lamaniu praw autorskich. Celowe i swiadome pomaganie w popelnianiu przestepstwa – dowolnego – nazywa sie pomocnictwem i jest karalne.
@Edek: piszesz, że prawa autorskie są bez znaczenia? No, za takie stwierdzenie należą ci się mimo wszystko słowa uznania.
@Reddie: Znowu to robisz – ciagniesz dyskusje, majac nadzieje, ze ktos jeszcze nie zauwazyl, ze nie masz juz zadnych argumentow.
@Reddie: Od jakiegoś już czasu (rok?) obserwuję OSNews oraz ewolucję sposobu w jaki postrzegany jest celebryta trasz i mimo wszystko dziwi mnie ta agresywna upartość.
@trasz: brniesz w zaparte pod gilotynę przypowieści o sprzedawcy noży. Wszystkie Twoje argumenty można zamienić na kontry…
Poza tym (mniej ‘nożowo’), popatrz na sytuację blogspotów – serwisy oferujące miejsce na bloga istnieją nadal, mimo faktu, że można ściągnąć całą Muzykę (przez duże ‘M’) z blogów muzycznych (które w dodatku linkują do serwisów typu One-Click Hosting, również wykorzystywanych w większości do „popełniania przestępstw” ;-P).
Co więcej, usuwanie plików .torrent z bazy danych już niczego nie zmieni. Większa część ruchu w tej sieci znajduje się we władzy DHT i algorytmów szukających kolejnych węzłów…
Dla mnie sądzenie się z twórcami stron internetowych zaw. bazy danych plików .torrent jest jak pozywanie do sądu dziennikarzy piszących żurnale nt. popełniania przestępstw, wojen, głodu i nędzy. Niczego to nie ograniczy (co pokazała już Francja – ruch nawet się wzmógł) – problem tkwi głębiej.
@Edek: argumenty masz powyżej. Ale „to bez znaczenia” to zbyt słaba na nie odpowiedź żebym miał się wysilać podając kolejne.
@Trinollan: No wiec prosze, kontruj argumenty.
Argument o blogach jest chybiony, bo serwisy oferujace miejsce na blogi nie istnieja w celu ulatwiania lamania praw autorskich – wiekszosc blogow nie robi niczego sprzecznego z prawem. To samo, co z Googlem i dokladnie odwrotnie niz z TPB, ktorego do dzialan zgodnych z prawem praktycznie nikt nie wykorzystywal.
Usuwanie torrentow z bazy bardzo duzo zmieni – w ten sposob osoba chcaca spiracic film uzywajac TPB nie bedzie mogla tego zrobic bo (eureka) nie znajdzie go w wyszukiwarce TPB.
To już wolę iStudents.
O iStudents nie slyszalem, natomiat darmowe iTunesU rządzi.
Well this sort of information is basically worth searching for, good info for readers and obviously shows high quality writing. Its cool to have these kinds of posts around to maintain the information and facts flow. Helping these who definitely delight in this, great work! Thanks once again for taking the time to place this on-line. I unquestionably liked every single part of it.