Wynalazek tysiąclecia
- Dodano: 16 lutego 2012
- Wprowadził: cutugno
- Komentarze: 57
Seria sądowych zwycięstw Motoroli w Niemczech dobiegła końca. Dziś sąd uznał, że produkty Motoroli łamią patent Apple na odblokowywanie urządzenia przez przesunięcie palca i zakazał ich dystrybucji w Niemczech. Wyrok nie jest prawomocny.
Motorola ma możliwość odwołania się od wyroku, ale Apple może żądać jego natychmiastowego wykonania. Będzie wtedy ryzykować konieczność wypłacenia odszkodowania Motoroli gdyby wyrok został zmieniony na jej korzyść w apelacji. Jest to więc sytuacja podobna jak w przypadku niedawnego wyroku na korzyść Motoroli.
Jest jednak istotna różnica w sytuacji tych firm: odszkodowanie, które musiałaby wypłacić Motorola za niesłuszne (o ile za takie zostałoby uznane) zablokowanie sprzedaży iGadżetów mogłoby zagrozić jej istnieniu – a jeśli byłoby to po zakończeniu przejęcia przez Google, kosztować kwotę podobną do kwoty przejęcia. Apple tymczasem ma swobodnej gotówki ponad 8 razy więcej niż cena przejęcia MMI, raczej więc nie będzie się zbyt długo wahać.
Motorola może jeszcze wnieść do wyższego sądu o zawieszenie wykonania wyroku, co na pewno zrobi. Podobnie postąpiło Apple i zawieszenie wykonania uzyskało.
Z sytuacji tej można wyciągnąć trzy wnioski:
1. Nie jest prawdą, że w Europie nie ma patentów na oprogramowanie.
2. W Niemczech patenty bywają jeszcze głupsze i łatwiej egzekwowalne niż w USA.
3. Największą innowacją od wynalezienia kuszy jest gest odblokowania telefonu palcem.
Komentarze (RSS) | Trackback (URI)
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
57 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.


Przepraszam za tytuł, ale trochę mi się ulało.
I bardzo słusznie. Od jakiegoś czasu staram się znaleźć przykład jakiegokolwiek patentu (nie tylko softwareowego), który przyczynił się do rozwoju ludzkości. I co? Nie znalazłem żadnego. Za to kontrprzykłady – a i owszem :} (warto poczytać o Newcomenie i Wattcie oraz o „pirackich” silnikach parowych – in your face patent law :}).
Tu akurat popełniasz błąd myśląc, że alternatywą dla patentów byłby powszechny raj techniki na licencji CC-BY albo wręcz w public domain, ale tak naprawdę byłoby powszechne utajnianie wszystkiego. Może w czasach silnika parowego by to niewiele się różniło, dziś już dość istotnie.
Nikt nikogo nie zmusza do ujawniania jak działa jego nieopatentowany wynalazek. Przykładem jest CocaCola. Każdy może próbkę kupić i przepuścić przez spektrometr masowy żeby dowiedzieć z czego się składa i zrobić podróbkę. I tak na prawdę Pepsi (i inni) robią podróbki ale jednak CocaCola innymi metodami niż patentowe, legalnymi metodami, utrzymuje dominację na rynku. Da się?
Przykład jest o tyle ciekawy i według mnie odpowiedni, że CocaCole ,,wymyślono'' w 1886 (z Wiki) a spektrometr masowy później, w 1899 (również z Wiki). Więc o ile do zachowania tajemnicy składu w 1886 wystarczało mieć sejf na recepturę to już po 1899 skład można było poznać z produktu. Model biznesowy CocaColi działa poprawnie od 126 lat, pomimo postępu techniki.
Według mnie obecne prawo patentowe to przykład bardzo złego prawa. Pozwala bogacić się już bogatym, utrzymywać monopole, niszczyć konkurencję, hamować postęp. Obecny system patentowy powoduje więcej złego niż dobrego więc jego zlikwidowania lub radykalna reforma jest niezbędna.
"Przykład jest o tyle ciekawy i według mnie odpowiedni, że CocaCole ,,wymyślono'' w 1886 (z Wiki) a spektrometr masowy później, w 1899 (również z Wiki). Więc o ile do zachowania tajemnicy składu w 1886 wystarczało mieć sejf na recepturę to już po 1899 skład można było poznać z produktu."
Proszę, powiedz, że trollujesz. Trudno mi uwierzyć, że ktoś może być aż tak głupi.
"Nikt nikogo nie zmusza do ujawniania jak działa jego nieopatentowany wynalazek. (…) innymi metodami niż patentowe, legalnymi metodami, utrzymuje dominację na rynku. Da się? "
Przecież właśnie o tym pisałem! A teraz wyobraź sobie, że w tajemnicy utrzymuje się na przykład skład lekarstw – i co? Teraz przy systemie patentowym generyki masz po 20 latach, niedługo chyba po 12 a za jakiś czas (sporo w tym kierunku zmierza ale oczywiście jest i silny lobbing przeciwny) może sporo szybciej w krajach trzeciego świata. Tak – po 100 latach wciąż skład i proces by był trzymany w tajemnicy i albo ktoś przypadkiem wpadnie na coś podobnego, albo nie.
"Pozwala bogacić się już bogatym, utrzymywać monopole, niszczyć konkurencję, hamować postęp."
To się nazywa kapitalizm. W rzeczywistości, nie w "Atlasie zbuntowanym".
@cutugno
Dziwnym trafem to kapitalizm jak narazie przeżył każdy inny konkurencyjny ustrój.
M.in. dzięki kapitalizmowi możesz pluć na niego na osnews
@Budyń
Myślę, że musisz koniecznie przedyskutować to z kimś, kto uważa, że kapitalizm nie przeżył konkurencyjnych ustrojów. Ewentualnie możesz pójść na forum libertarianizm i spróbować przekonać ich, że kapitalizm jeszcze gdziekolwiek istnieje.
Ciekawe. Sądziłem, że kapitalizm opiera się na wolnym rynku, w który państwo nie ingeruje wcale/ingeruje tak mało jak się da.
Dzięki za uświadomienie, że podstawą kapitalizmu jest państwowo nadany i egzekwowany monopol.
Zawsze wiedziałem, że ZSRR był ostoją kapitalizmu (no w końcu było w nim bardzo wiele państwowo nadanych monopoli).
" Dzięki za uświadomienie, że podstawą kapitalizmu jest państwowo nadany i egzekwowany monopol. "
Miło mi pozbawić kolejnego korwinistę złudzeń.
Oczywiście to dopiero początek, ale się nie przejmuj. Trochę dorośniesz, to dowiesz się, że równie częste są zmowy cenowe, kanty księgowe i wiele innych przyjemności, które się liberałom nie śniły.
Zastanawiam się jak tego można dokonać. Biorąc pod uwagę, że wielkim graczem są Stany (kraj, w którym szansę na wygranie wyborów często ma ten, kto ma lepszą kampanię, gdzie kampania kosztuje tak jak wszędzie, ale nieograniczone środki może na nią przekazać dowolna osoba / firma, gdzie gigantycznymi kwotami operują firmy, którym zależy na utrzymaniu status quo), jest potem UE, która do niedawna jednym głosem wypowiadała się pozytywnie na temat ACTA, dalej są Chiny, ale to, mam wrażenie, byłoby wejście ze skrajności w skrajność.
Analogiczna sytuacja jest z rynkiem finansowym w Stanach. Wszyscy, którzy się publicznie wypowiadają mówią o tym, że trzeba uregulować sprawę derywatów i reszty śmiecia, które doprowadziły do kryzysu. Obama tyle o tym mówił podczas swojej kampanii wyborczej. Tymczasem Ci sami ludzie robią to samo, konkurencja się zmniejszyła, doradcy w rządzie i prezydenta są tacy sami, uczelnie biznesowe mają swoisty konflikt interesów (polecam dokument Inside Job), więc jest jeszcze gorzej, bo robić to samo w dobie kryzysu to robić znacznie więcej niż robić to samo w dobie rozkwitu i koniunktury.
I jeszcze muszę dodać, ze względu na zdarzające się nieporozumienia: ten komentarz ma na celu wyzwolić dyskusję, a nie być polemiką z Tobą. Ja się z Tobą zgadzam.
"Przykład jest o tyle ciekawy i według mnie odpowiedni, że CocaCole ,,wymyślono'' w 1886 (z Wiki) a spektrometr masowy później, w 1899 (również z Wiki). Więc o ile do zachowania tajemnicy składu w 1886 wystarczało mieć sejf na recepturę to już po 1899 skład można było poznać z produktu. Model biznesowy CocaColi działa poprawnie od 126 lat, pomimo postępu techniki. "
Rozumiem, że jak do spektrometru wrzucę kawałek pizzy to wypluje mi przepis na to jak wyprodukować ser w sposób tradycyjny lub przemysłowy, jak zrobić salami, ketchup, jak z oliwek zielonych robić czarne, jak zakonserwować ogórki, poda przepis na pyszne sosiki oraz wreszcie jak zrobić ciasto na pizze i samą pizze
.
Żeby tylko. Dowiesz się nawet jak zsyntetyzować przemysłowo czarne oliwki i papryczki jalapeno.
Nie, nie rozumiesz.Coca-cola to produkt tyleż sztuczny co płynny, więc sprawa jest mocno ułatwiona.
Zresztą wypadałoby tu podać inną ciekawostkę, która zresztą jest ukryta w nazwie tego produktu: coca. Podobno teraz już tego tam się nie uświadczy, przez co wyniki analizy spektralnej z XIXw byłyby nieaktualne.
"sprawa jest mocno ułatwiona. "
Ta, ułatwiona. Mniej więcej tak, jak łatwiej będzie wysłać misję załogową do układu Aldebarana niż do układu Betelgezy.
Problem patentów jest prosty do rozwiązania, należałoby skrócić czas obowiązywania patentów do jakiś 5 lat i nie pozwalać na patentowanie pierdół, tylko patentować to co faktycznie wymagało dużych nakładów finansowych na badania.
"Problem patentów jest prosty do rozwiązania, należałoby skrócić czas obowiązywania patentów do jakiś 5 lat"
To nie takie proste. Raczej uzależnić od dziedziny w której jest patent. Są takie, gdzie i 20 lat to niewiele, są gdzie i 5 to dużo.
Wszyscy to wiedzą i zgadzają się że skrócenie obowiązywania patentów (jeżeli już upieramy się że mogą zostać) w niektórych dziedzinach zdecydowanie podniesie konkurencyjność i innowacyjność gospodarek.
Problem w tym, że instytucje finansujące kampanie wyborcze stracą na takiej zmianie…
tylko w przypadku prawdziwych wynalazków 5 lat to za mało na wdrożenie przemysłowe.
mam na myśli niektóre przypadki
Może być opatentowany jakiś proces np chemiczny – jednak jego wdrożenie na skalę przemysłową może się ciągnąć latami
Nie można patentować wynalazków, które nie są możliwe do zrealizowania w dniu złożenia patentu (przynajmniej w PL). Tak więc rzeczy teoretyczne do których zrealizowania jest potrzebna dodatkowa nieopracowana technologia odpadają z marszu.
Finlandia buduje nową elektrownię atomową od 15 lat, mimo że technologia budowy znana jest od kilkudziesięciu lat. Jaki powinien być czas trwania patentów na technologie i procesy przemysłowe o takiej skali??
To zupełnie inna sytuacja niż patent w informatyce. Dlaczego do wszystkiego mielibyśmy stosować takie same zasady?
Tanace nie chodziło raczej o to, że coś jest niemożliwe do zrealizowania tylko, że realizacja wymaga więcej czasu niż trwałby taki hipotetyczny patent. Akurat przykład z procesem chemicznym jest całkiem niezły. Najpierw opracowuje się podstawy teoretyczne, rozpoczyna badania w skali laboratoryjnej, testy w skali ćwierć-przemysłowej, półprzemysłowej* (w międzyczasie dopracowujesz szczegóły rozwiązania, optymalizujesz proces), w końcu dopracowana technologia wchodzi w działanie w skali przemysłowej i okazuje się, że konkurencja kopiuje to finalne rozwiązanie, bo właśnie minęło 5 lat ochrony patentowej…
*może być więcej stopni pośrednich niż w przykładzie
Co to znaczy kopiuje? Jeśli dopracowanie wymaga ponad 5 lat, to konkurencja nie zrobi tego nagle szybciej od wynalazcy. Jeśli konkurencja jest w stanie po tych pięciu latach od razu zacząć robić to samo, to znaczy, że wynalazek był raczej jakimś „wynalazkiem”, a fakt, że konkurencja potrafiła tak szybko się uporać (wniosek, szybciej niż sam wynalazca) oznacza, że przyznanie patentu wiązało by się przede wszystkim ze sporym spowolnieniem rozwoju, a właśnie na tym dziś polega problem. W takim razie nawet 5 lat to byłoby już za dużo.
Najcięższym etapem w realizacji projektów (przynajmniej w inżynierii chemicznej) jest faza optymalizacji procesu. A to dlatego, że ostateczna opłacalność zależy od wielu czynników (wydajność reakcji – stopień przereagowania, szybkość reakcji, temperatura, ciśnienie, zachodzenie lub zahamowanie reakcji ubocznych, koszty produkcji i utrzymania reaktorów dostosowanych do danych warunków – np. z grubszymi ściankami itp. itd.). W efekcie żeby znaleźć optimum trzeba by przeprowadzić masę eksperymentów zmieniając stopniowo każdą zmienną i tworząc wielowymiarowy "wykres" dla wielu zmiennych (oczywiście są też bardziej praktyczne metody wyznaczania optimum, ale też wymagają nakładów pracy). Z kolei konkurent mógłby sięgnąć po gotowe rozwiązanie z wyznaczonymi wszystkimi parametrami. Naprawdę ustawienie reaktorów i ich podłączenie to najmniejszy problem.
@cutugno
myślę, że utajnianie takich wynalazków, jak ten, o tórym piszesz, nic by w postepie technologii nie zmieniło. Wszystkie (lub prawie wszystkie) wynalazki i odkycia – z teorią wzgledności włącznie – w takiej epoce jak ta 2. poł. XIX w. – mają tak mocne podstawy w osiągnięciach innych odkrywcców (zwłaszcza tych z tzw. nauk podstawowych, których wyników na ogół się nie patentuje), że ich odkrycie, to praktycznie tylko kwestia czasu, nie geniuszu. Patentowac nalezy konkretne rozwiązania, odznaczające się oryginalnością przede wszystkim (w domyśle – ten, który zgłasza patent liczy, że znalezienie innego rozwiązania tego samego problemu zajmie trochę czasu i bardziiej opłaci sie kupić jego wynalazek). Zatem, nie koszt uzyskania wynalazku jest istotny, ale jego oryginalność (to a propos wypowiedzi kolegi _mikolajs_). I rzeczywiście – w dobrze pojętym interesie ogółu ochrona nie powinna być zbyt długa – 10 -25 lat maksimum.
@J_G: Więc dwuklik myszką jest bardzo oryginalny i według Twojej wypowiedzi powinien być patentowany. Moim zdaniem, właśnie ze względu na brak konieczności wykonania badań i poniesienia kosztów, nie powinien być nigdy opatentowany.
Poza tym dlaczego wieloletnie badania nad zjawiskiem indukcji i jej wyniki nie miałyby być opatentowane, a prądnica wykonana przez kogoś na podstawie odkrycia Faradaya już tak?
Idąc za Twoimi argumentami, można by opatentować chodzenie przodem, bo zawsze istnieje inne rozwiązanie które można opracować i wdrożyć, czyli chodzenie tyłem i bokiem.
Moim zdaniem, ochrona patentów jeśli ma w ogóle istnieć to powinna promować nakłady finansowe na badania i przyczyniać się do rozwoju wiedzy i wynalazków.
> Więc dwuklik myszką jest bardzo oryginalny i według Twojej wypowiedzi powinien być patentowany.
To nie jest moja opinia. Dwuklik (czy jednoklik itd.)myszą nie ma nic z oryginalności, nawet jak ktoś ustalił (po raz pierwszy), że będzie to równowaznik entera. Natomiast sama mysz i owszem, jak została wynaleziona, to z pewnością była konstrukcją oryginalną i jako taka mogła podlegać ochronie patentowej.
Nie wiem, czy koło zostało wymyślone wskutek jakichś zaawansowanych badań, nikt tego nie wie, ale gdyby wtedy istniało prawo patentowe … No, ale to w zasadzie głupi przykład. Może lepiej wynalazek Gutenberga. Gość musiał trochę pokombinować, aczkolwiek pewnie nie były to jakieś wyczerpujące badania (tak przypuszczam, może kto wie, jak było naprawdę?). Raczej nie takie, jak musiał przeprowadzić Edison, żeby znaleźć właściwy drucik do żarówki.
> Poza tym dlaczego wieloletnie badania nad zjawiskiem indukcji i jej wyniki nie miałyby być opatentowane, a prądnica wykonana przez kogoś na podstawie odkrycia Faradaya już tak?
Badania nad zjawiskiem indukcji może nie podlegały by i dziś patentowaniu, ale prawa autorskie do konkretnych odkryć są respektowane, i tak jest w przypadku badań podstawowych do dziś. Najczęściej nie wynika z nich żaden konkretny dochód, więc w zakresie autorskich praw majątkowych nic z nich specjalnie nie wynika. Natomiast skonstruowanie jakiejś łebskiej prądnicy może upoważniać do ochrony tego konkretnego rozwiązania (tej łebskiej prądnicy) może podlegać ochronie, nawet jeśli nie chroniony walor tego urządzenia nie powstał w wyniku kosztownych badań, tylko w efekcie nagłego olśnienia – jest konkretny produkt, wytwarzany po to, żeby go sprzedawać i ma w sobie pewne oryginalne cechy, na które inni nie wpadli. To nadaje się do ochrony.
Tak "na chłopski rozum" – główną cechą wynalazku, kwalifikującą go do ochrony, powinna być oryginalność jego koncepcji – to jest autorski wkład, z którego wynikać mogą prawa autorskie majątkowe. Koszt uzyskania wynalazku jest drugorzędny.
Z patentami problem jest chyba głównie w praktyce ich przyznawania – jak z tą myszą – patent na mysz byłby sensowny, ale na dwuklik jest nonsensem. Nie wolno dopuszczać do zawłaszczania idei ogólnych, czy oczywistych.No iczas obowiązywania patentu jest ważny. Nie powinien być długi.
Ochrona praw aautorskich jest potrzebna. Gutenberg, gdyby w jego czasach prawo patentowe funkcjonowało, słusznie byłby zamożnym człowiekiem, a tak (podobno) umarł w przytułku. Konkurenci pewnie szybko by jakieś obejście jego konstrukcji znaleźli, ale i tak większość skorzystałaby z jego technologii (odpłatnie), bo ta była gotowa i nie trzeba by samemu kombinować.
Obawiam się, że definicja oryginalności rozwiązania jest bardzo subiektywna. Koło wydaje się tak samo prostym i oczywistym wynalazkiem jak dwuklik.
Gutenberg swój pomysł oparł o rozwiązanie Chińczyków, choć musiał dużo zainwestować aby móc drukować, na pewno musiał pracować nad sposobem wytwarzania czcionek.
Edison sam mało co wymyślił, też korzystał z rozwiązań wymyślonych w Europie, starał się je tylko udoskonalić i opatentować. Większość wynalazków udoskonalił nie sam tylko dzięki swoim współpracownikom. Nicola Tesla dość szybko zorientował się, że Edison go wykorzysta i zrobił spółkę z konkurentem.
Każda praca badawcza wymaga dużej ilości pieniędzy, na same badania i na utrzymanie ludzi którzy te badanie przeprowadzają i tylko dlatego widzę sens patentowania. Miałby on finansować te badania jeśli nie wymyślimy innej metody. Sama idea wynalazku nie jest niczyją własnością, szczególnie że żaden wynalazca nie działa w próżni i opiera się na wiedzy i osiągnięciach poprzedników, a często i konkurencji.
Gdyby pomysły przychodziły tak jak to jest w anegdocie o Newtonie i spadającym jabłku to nie potrzebne byłyby żadne patenty i tak prędzej czy później ktoś inny wpadł by na pomysł. Tak jednak nie jest, za prawie wszystkimi wynalazkami kryje się dużo pracy i poświęcenia czasu, życia i pieniędzy wynalazców.
Badania podstawowe mimo, że nie są produktem gotowym do zarabiania, to są równie ważne jak odkrycia techniczne. Można by się zastanowić, czy warto je publikować tak aby inne kraje na świecie korzystały z naszej pracy i można by je patentować. Po co odkrywać nowe prawa, lepiej przecież inwestować tylko w wynalazców. Na szczęście nikt jeszcze tego nie proponuje. Chociaż może nie do końca, bo taki np algorytm MP3 jest przecież wzorem i patent na MP3 niewiele się różni od opatentowania np jakieś metody numerycznej rozwiązywania równań różniczkowych. Twierdzenie Pitagorasa mogłoby być opatentowane jako znaczące oryginalne rozwiązanie wyznaczania kątów prostych
Gdyby Gutenberg żył w czasach obowiązywania patentów to być może umarł by równie biedny, ale za to firma, która przejęłaby jego patent byłaby bardzo bogata. Problem z wynalazkiem Gutenberga był taki, że książki wydrukowane przez niego były na początku droższe niż pisane ręcznie, tak to jest z nową technologią, że aby stała się opłacalna, trzeba wdrożyć technologię tak aby stała się opłacalna i do tego znowu trzeba czasu i pieniędzy. A Gutenberg gdy zamiast wymyślać druk zajął się kupiectwem byłby zapewne bogaty, co według mnie znowu świadczy o tym, że znowu chodzi o koszty poniesione przy badaniach.
> Gdyby Gutenberg żył w czasach obowiązywania patentów …
Nie wiem dlaczego się tego Gutenberga uczepiłeś – to tylko przykład wynalazku, w sumie na miarę koła, z którego autor nie miał zbyt wielkich profitów, bo nie istaniała wtedy jeszcze ochrona praw autorskich.
NIe neguję znaczenia badań podstawowych, wręcz przeciwnie. Ich wyniki są publikowane i nie ma co się zastanawiać, czy to robić. Dzięki temu, że są publikowane, czyli dzięki wolnemu dostępowi do wiedzy naukowej w ogóle rozwinęłą się nasza cywilizacja. Natomiast patentowanie tych wyników jest bez sensu – nauka z pewnością powinna być wolna. Bez tego nie będzie się rozwijać.
BTW: Gutenberg nie był pierwszym drukarzem w Europie. Poza tym, to co wydrukował musiało być kosztowne – to była kompletna Biblia, dzieło obszerne, poza ty kanoniczne, więc zapewne kosztowne na etapie redakcyjnym. Wątpliwe jednak, żeby było bardziej kosztowne od podobnego, przepisanego ręcznie. Zresztą klsiążki i dziś są całkiem kosztowne, tym bardziej nie były tanie w XV w., ale podstawową zaletą druków była właśnie możliwość łatwego powielania. Koszt był o tyle nie istotny, że nabywcami książek byli głównie ludzie bardzo zamożni.
a Tesle znasz ?
I jeszcze jedno: znów nie wszedł URL źródłowy, a tym razem NA PEWNO podałem: http://fosspatents.blogspot.com/2012/02/apple-win…
Analfabeta pisał tego news'a???? Prawie ani jednego zdania nie mogłem zrozumieć, musiałem tłumaczyć to co przeczytałem, by wyłapać sens… Czy tylko ja mam z tym problem?
Widać taka przypadłość Makovców, że mają problemy z rozumieniem słowa pisanego.
Analfabeta nie pisał tego newsa, tylko go czytał
Pozdrowienia od myślących, @Makoviec.
Oczywiście, że pisała go osoba mająca problemy z językiem polskim. Pozmieniany szyk w zdaniach, przypadkowo powstawiane wyrazy zmuszają czytelnika do zastanawiania się, o co tak naprawdę chodziło autorowi. I jedynie z kontekstu całego artykułu można zrozumieć sens poszczególnych zdań. Na Twoje nieszczęście większość tutaj tak ma, więc stąd "wyminusowano" Twoją wypowiedź. Nikt nie lubi, gdy mu się prawdę mówi w oczy. I uderz w stół, a nożyce się odezwą. Czy jakoś tak
Nie spodziewaj się niczego innego po tak zwanym "dziennikarstwie obywatelskim"
dziwne mysłałem, że język polski nie jest który wymaga twardego szyku (po to są rozbudowane formy przypadków i odmiany czasowników). No cóż ciekawe rzeczy można się dowiedzieć z Internetu
wykreślić z poprzedniej wypowiedzi "jest który". To dla zmyłki wszelkich pedantów językowych
, a tak naprawdę za szybko wcisnąłem "Wyślij"
Nie miałem żadnych problemów ze zrozumieniem. Ciekawi mnie tylko fakt czy Apple opatentował ruchy palca w obie strony i dokładnie których palców. Brak np. kciuka na liście otwiera furtkę Motoroli. Apropos furtki…w drzwiach od wygódki mam zasuwkę, którą otwieram/zamykam przesuwając palec…muszę coś za to płacić Apple'owi?
Chciałem zaproponować zmianę na zamek bębenkowy z gałką, ale pewnie naruszałoby patenty chroniące kółko od iPoda.
zawsze możesz przesuwać zasuwę łokciem ;]
Mnie najbardziej gryzie ta sprawa z patentem na software – z jakiej paki? Przecież w UE nie można patentować algorytmów. No chyba że się jedne Niemcy chciały w ten sposób wyróżnić na tle innych krajów.
Przede wszystkim w UE nie można patentować dokładnie nic. Można patentować w EPO, który jest instytucją od UE niezależną (tak, upraszczam). Poza tym każde państwo UE ma nieco inne prawo patentowe i inne orzecznictwo. Prawo niemieckie jest na pewno jednym z bardziej przyjaznych właścicielom patentów.
Nic tylko zakładać sklepy wzdłuż granic z Niemcami
> Nic tylko zakładać sklepy wzdłuż granic z Niemcami
To już od wielu lat jest normalna praktyka, na ogół robili to ludzie bez magisterium, a moze nawet bez matury.
Hej
Mam takie pytanie do autora artykułu w związku:
[quote]
1. Nie jest prawdą, że w Europie nie ma patentów na oprogramowanie.
[/quote]
Gdzie w tej sprawie jest patent na oprogramowanie?
Devil
http://static.frazpc.pl/board/2012/02/508ac4f8dd2…
i to cała prawda o patentach Apple.
Symbianowa Nokia (np C6-00, taką znam) też jest odblokowywana przez przesunięcie palca. Ale w Nokii to rozsuwa strzałkę, a nie przesuwa rysunek przycisku. Pewnie dlatego Nokii nie skarżą…
A tak mi przysło do głowy – co by było, gdyby złamanie patentu było ścigane z urzędu?
Jak szybko by z nich zrezygnowano?
Noki nie skarżą bo M$ ma w niej udziały, a Apple ma umowę o wymianie patentów z M$.
Umowy miedzy Apple a MS nie mogą dotyczyć Noki bo Nokia to nadal osobna spółka i nie jest ważne że MS ma udziały w Noki.
to jest nic – w 1993 gościu opatentował "zabawę z kotem przy pomocy lasera"
O kurczę! to ja nielegalnie to stosowałem 7 lat później, nic o tym epokowym wynalazku nie wiedząc. Kot też bawił się , jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji
Dobrze, że wtedy nie obowązywało ACTA, bo by nas z Kotem (dziś Dzień Kota – a propos) zaaresztowali.
I po co głupi wspominałeś o tym? Po 12 latach kot pewnie zdechł i nikomu nic nie powie, ale ty wszystko wypaplałeś i tylko czekać, aż wpadną ci do mieszkania antyterroryści.
Kot ma się dobrze, ale wątpię, żeby chciał zeznawać przeciwko mnie. W końcu to on ciągnął korzyści z tego nielegalnego procederu
Poza tym Premier też staje się przeciwnikiem ACTA. Mniejsza o pobudki, ważne są czyny.
Niemcy właśnie udowodnili, że rozwojem intelektualnym są za murzynami, a nawet gorzej.
Pozostaje tylko współczuć i życzyć dalszych sukcesów w uwstecznianiu się.
Noszsz… chyba opatentuję podcieranie tyłka ruchem pionowym i zacznę produkować papier.
W ogole ten caly system patentow jest w dzisiejszych czasach chory i powinien byc zlikwidowany.