Odzyskanie nadpisanych danych nie jest możliwe

  • Home
  • /
  • Blog
  • /
  • Odzyskanie nadpisanych danych nie jest możliwe

Data: 6 grudnia, 2012

Pora obalić jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów dotyczących odzyskiwania utraconych danych. Na forach internetowych pojawiają się liczne podpowiedzi, jak sobie radzić w kryzysowych sytuacjach, gdy dojdzie do utraty cennych danych. Niestety często pozostawiają one złudną nadzieję, że odzyskać można wszystko. A to nieprawda!

Uszkodzenia fizyczne i logiczne

Dane można stracić z powodu fizycznego uszkodzenia dysku bądź za sprawą naruszenia struktury logicznej. Pierwszy typ uszkodzenia wywołany może być na przykład upadkiem dysku, przypadkowym uderzeniem, awarią elektroniki. Odzyskiwanie danych nie jest wtedy łatwe, wymaga bowiem wiele czasu, nakładu pracy, i wysokich kosztów. Z kolei uszkodzenia logiczne, które polegają na naruszeniu integralności struktury logicznej danych zapisanych na nośniku, mogą być spowodowane atakiem wirusa komputerowego, błędem w oprogramowaniu czy niewłaściwymi działaniami użytkownika. Nieuwaga bądź niewiedza użytkowników jest zresztą główną przyczyną uszkodzeń logicznych. Możliwość odzyskania danych z dysku przy tego typu uszkodzeniach jest bardzo wysoka. Bardzo ważne jest jednak, aby człowiek, który często doprowadził do całego problemu, nie próbował samodzielnie nic naprawiać. Może się to bowiem skończyć nadpisaniem danych, co uniemożliwia ich odzyskanie.

Wolna przestrzeń do odzyskania

Skuteczne procedury odzyskiwania danych (data recovery) są możliwe do momentu ich nadpisania. Nadpisanie nowych danych sprawia, że poprzednie stają się niedostępne; niektóre z nich nieodwracalnie, do innych możliwy jest bardzo ograniczony dostęp. Niektórzy twierdzą, że jest możliwe odzyskanie takich danych, ale tak naprawdę wszystko zależy od tego, jak wiele nowych danych pojawiło się w miejsce poprzednich. Wynika to z zasad zapisu danych na nośnikach. Najmniejszą i niepodzielną jednostką przechowywania danych w systemach plików jest klaster, jego wielkość zależna jest od stosowanego systemu operacyjnego. W jednym klastrze mogą się znaleźć dane tylko z jednego pliku, jeśli zatem zdarzy się, że plik jest mniejszy, w klastrze pozostają swego rodzaju niewykorzystane resztki, wolne przestrzenie (ang. slack space). I tak naprawdę o nie toczy się walka podczas odzyskiwania danych z dysku, jeśli wcześniej doszło do nadpisania danych. Tylko w nich bowiem mogą się znajdować jakieś pozostałości poprzednich danych. Nadmieńmy, że dane te dla zwykłego użytkownika z reguły nie stanowią żadnej wartości, nie można z nich złożyć żadnego w pełni sformatowanego dokumentu, poprawnego zdjęcia czy filmu. Natomiast na potrzeby tzw. informatyki śledczej (ang. forensic recovery), takie zapisy mogą decydować o winie lub nie, właściciela tych zasobów.

O tym, że nadpisywanie danych może być sposobem na naprawdę ostateczną utratę danych, świadczyć może świadome wykorzystywanie tego procesu do kasowania danych. Wiadomo, że skasowanie pliku nie usuwa go ostatecznie z dysku, a jedynie „ukrywa”, przy odpowiedniej wiedzy i umiejętnościach możliwe jest więc odzyskanie go. Jeśli plik ma być niemożliwy do odzyskania, wówczas trzeba zrobić coś więcej niż po prostu skasować. I tu specjaliści wykorzystują właśnie nadpisywanie danych. Rzecz jasna nie może to być nadpisywanie przypadkowe, ponieważ wtedy zawsze istnieje ryzyko przetrwania części informacji w slack space, czyli w wolnych przestrzeniach. Trzeba wykonać nadpisanie pełne. Są różne metody. Jedni specjaliści jednokrotnie nadpisują wszystkie dane zerami, jedynkami lub przypadkowymi wartościami. Inni zalecają najpierw nadpisanie zerami, potem jedynkami, następnie wartościami przypadkowymi i powtórzenie całego cyklu kilka lub kilkadziesiąt krotnie. Na przykład popularny algorytm Guttmana to nadpisywanie aż 35 razy za pomocą wartości pseudolosowych. Bez względu jednak na wybraną metodę za każdym razem chodzi o wykorzystanie skuteczności nadpisywania danych do czyszczenia dysku. Nie dziwi zatem fakt, że nadpisanie może być przeszkodą w odzyskaniu danych.

Na szczęście zazwyczaj nie nadpisuje się danych z dokładnością co do klastra, a zatem jest szansa, że w wolnych przestrzeniach zachowają się jakieś resztki danych. I tylko one są możliwe do odzyskania.

Potrzebny jest ekspert

Skoro odzyskiwanie danych z dysku, które zostały nadpisane, jest tak trudne i niemożliwe do odzyskania w pełni, tym bardziej należy uważać na wszystko, co się robi przy komputerze, szczególnie w chwili, gdy dochodzi do awarii. Trzeba wówczas zaprzestać wszelkich działań ratujących, można bowiem nieświadomie ponadpisywać całe obszary danych, a tym samym skazać je na bezpowrotną utratę. Większość użytkowników nie zdaje sobie sprawy, że każda operacja dokonywana na komputerze wiąże się z jakimś przetwarzaniem i zapisywaniem danych, więc ryzyko jest naprawdę duże. Klasycznym przykładem jest wykonywanie polecenia reinstalacji systemu operacyjnego, w przypadku gdy system komputerowy odbudowuje się z predefiniowanego przez producenta (np. notebooka) obrazu, w wyniku końcowym komputer gotowy jest do pracy w stanie post produkcyjnym. Część istotnych dla użytkownika danych, zostaje nadpisana nowym obrazem, odzyskać można mniej lub bardziej istotne pozostałości w równie mniej lub bardziej przejrzystej strukturze.

Zawsze rób backup danych
Mówi się, że użytkownicy komputerów dzielą się na tych, którzy robią backupy, oraz tych, którzy dopiero zaczną je robić; niestety często na skutek przykrych doświadczeń utraty danych. Tworzenie kopii bezpieczeństwa ratuje życie w przypadku awarii sprzętu czy ludzkiej nieuwagi, bo to zdarza się znacznie częściej. W końcu spadek koncentracji czy niewłaściwe zrozumienie jakiegoś komunikatu może się zdarzyć każdemu.

Tworzenie kopii ma sens wtedy, gdy są one systematycznie aktualizowane. Trzeba zatem wyrobić w sobie odruch zapisywania nawet w trakcie pracy, nie czekając na postawienie ostatniej kropki, nigdy przecież nie wiadomo, kiedy może się przydarzyć jakaś awaria. Backupy powinny być zapisywane na różnych nośnikach, w ten sposób zmniejsza się ryzyko ich utraty razem z plikami oryginalnymi. Chodzi o to, by zadbać o zróżnicowanie nośników i robienie backupów w kilku miejscach. W ten sposób zyskuje się pewność, że dane są naprawdę bezpieczne. Warto też przemyśleć przeniesienie danych do tak zwanej chmury obliczeniowej (ang. cloud computing), modelu dostarczania rozwiązań informatycznych, który zapewnia użytkownikom dostęp do danych z dowolnego miejsca i urządzenia.

Podobne wpisy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone


  1. Algorytm Gutmana to rzecz przestarzała, a w każdym razie uwzględnia przeplot ścieżek z dysków MFM – dzisiaj nie stosuje się w ogóle tricku z przeplotem.
    Na potrzeby informatyki śledczej rzadko stosuje się odzyskiwanie przy użyciu tzw. itrium grenatite. Jest to chłodzona głowica umożliwiająca uzyskanie obrazu namagnesowania i dalej, z tej mapy, środkami identyfikacji modeli, uzyskanie danych nadpisanych parokrotnie. Różne prace różnie podają skuteczność tych operacji – jedni na poziomie 60%, inni 90%. Biorąc jednak pod uwagę koszt takiego aparatu oraz samego procesu, bo takie coś trwa i "zużywa" azot, jak i moc obliczeniową niezbędną do przetworzenia mapy, nie jest to rozwiązanie dla Kowalskiego czy nawet większej firmy.

    1. krzabr pisze:

      *Biorac pod uwage IQ smutnych Panow i innych panow np w UKS badz specsluzb

  2. Gjenek Ciekawski pisze:

    Czy defragmentacja też niszczy dane możliwe do odzyskania?

    1. Defragmentacja? Nadpisuje miejsce zwolnione przez dane, więc tak. Za to w innych miejscach zostawia kopie obecnych danych, a niektórych usuniętych danych nie nadpisze (np. na końcu partycji, bo nie będą lukami w ciągłości zapisu). Choć oczywiście nie jest to narzędzie do uniemożliwiania odzyskania skasowanych danych.

      Fragmentacja także utrudnia odzyskanie danych, bo dużo łtwiej wyłapać dane ciągłe.

      Problem fragmentacji dotyczy zresztą tylko windowsa i fat/ntfs, a tam dane i tak w żaden sposób nie są bezpieczne.

      Do zamazania danych przed usunięciem używa się np. programu shred, albo nawet można ręcznie nadpisać pliki z /dev/urandom.
      Można też zamazać już "puste" miejsce na partycji. Często zamazuje się je zerami po to, by obraz partycji lepiej się spakował przy archiwizacji.
      Ale takie rzeczy to tylko w Linuksie, a nie w bublowatym windowsie będącym zabawką dla dzieci…

      1. anty pisze:

        Tylko w linuksie – buhahahahahahahahahahah
        Widać poziom Twojej wiedzy.

      2. liner pisze:

        Ehm… niestety zjawisko fragmentacji dotyczy każdego systemu plików. Są tylko systemy plików bardziej podatne/mniej odporne na fragmentację (np. FAT). Co do używania shreda – w systemach plików z journalingiem bardzo mała skuteczność – znajdziesz taką informację w samym manualu do shreda.

        1. Wiekszość systemów plików z journalingiem pisze w to samo miejsce gdzie był plik. Szczególnie gdy piszesz całymi blokami. oczywiscie musisz zapisac dokladnie tyle samo bajtów, albo mniej (z dokładnością do sektora).
          Owszem, nadpisanie nie następuje natychmiastowo, ale jednak po zrzuceniu dziennika następuje.

          Zjawisko fragmentacji oczywiscie dotyczy każdego systemu plików. Tylko w przypadku linuksowych systemów plików to jak mówić, że zjawiska relatywistyczne dotyczą prędkości 2 samochodów przy zderzeniu… Po kilku latach pracy ext3 z całkiem dużą rotacją plików (zarówno ogromnych jak i malutkich) fragmentacja jest na poziomie 2-3%. I raczej przez kolejne kilka lat nie wzrośnie – prędzej przeformatuję partcje na ext4…

          Wracając jeszcze do shreda: osworld lubi robić sobie testy (różnie tu z jakością, ale zawsze) – zróbcie testy shred na różnych systemach plików, przy różnych wielkościach plików i w różnych sytuacjach (np. jednoczesne obciążenie FS innym zapisem). Celem byłoby sprawdzenie czy dane faktycznie zostały w danym miejscu zamazane i nie pojawiły się nigdzie indziej.

          1. Zawisza pisze:

            tak btw. Jak sprawdzasz poziom fragmentacji na EXT?

          2. Rafal pisze:

            fsck podaje w raporcie po skanowaniu stopień fragmentacji jako % nieciągłych plików.

  3. Pan Łukasz pisze:

    Akurat przeniesienie danych do chmury to jedyna rzecz, której nie warto tu rozważyć, a wręcz nie należy. Nie przechowuje się własnych danych na cudzych komputerach. Koniec kropka. Kiedyś wszyscy, którzy tak robicie, obudzicie się z rękami w nocniku i wspomnicie Free Software Foundation, która to fundacja przestrzega przed takim syfem.

    1. Pan Łukasz pisze:

      Głupia chmura obliczeniowa. Co to w ogóle za idiotyczna nowomowa? Skrajnie głupia nazwa, wymyślona chyba przez kolesi podobnych do Ballmera.

        1. Pan Łukasz pisze:

          Odszyfrowywanie. W ogólności nie jest niemożliwe. Poza tym sam fakt trzymania danych u kogoś. To jak życie kloszarda, mieszkanie u kogoś obcego. Niebezpieczeństwo i głupota.

          1. Druedain pisze:

            Niebezpieczeństwo i głupota… Super! Ty pewnie od zawsze byłeś samowystarczalny i mieszkałeś na swoim. Pomyśl o tym jak o opiece rodziców nad dziećmi – żeby było je stać na własne lokum i miało to sens, muszą najpierw się dorobić. Mała firma dopóki się nie rozwinie patrząc na koszta może dojść do pewnych wniosków. Jakich? To się już sam powinieneś domyślić.

          2. Pan Łukasz pisze:

            Domyślam się, że może dojść do wniosku, że trzeba wybrać mniejsze zło i pogodzić sie z okrucieństwem świata i wybrać przechowywanie swoich plików we mgle, bo nie może pozwolić sobie na trzymanie danych u siebie.

          3. Druedain pisze:

            Bardzo ładnie, w nagrodę dostaniesz plusika!

          4. A dlaczego niby firma nie może sobie pozwolić na trzymanie danych u siebie? Serwer firmowy to jednorazowy wydatek na lata, może to być PC za 1500 zł z dobrymi dyskami, a oprócz backupu może tam być serwer poczty, groupware, WWW, baza danych i chmura prywatna OwnCloud.

          5. Pan Łukasz pisze:

            Też mi się tak wydaje.

          6. pow3rshell pisze:

            Zazwyczaj takie firmy mają jeden serwer a backup ogranicza się do zrzutu bazy na kieszeń a "serwerownia" to magazyn na szczotki. W przypadku padu płyty głównej taka firma leży i kwiczy . Czas przywrócenia tego wszystkiego – 1-2 dni ( zakup serwera + konfiguracja )
            Pozwolisz, ale ja ominę to rozwiązanie. Inwestycja we własny "stand-alone" serwer opłaca się dopiero przy 30+ końcówkach

          7. __xia pisze:

            @Druedain
            A policzyłeś kiedyś koszta czy jak zwykle piszesz na pałę, bo uważasz się za mądrego? Z chmur obliczeniowych opłaca się korzystać głównie jeżeli występują silne piki zapotrzebowania na moc obliczeniową. Dobrym przykładem jest Pixar, który od dwóch lat liczy filmy w Microsoftowej Azure.

            Do normalnego chostowania przy dość równomiernym obciążeniu, chmury wcale nie są takie tanie.

            Przykład pierwszy z brzegu dla SaaS, opłacalność wersji online vs offline wcale nie jest taka oczywista:
            http://www.comarch.pl/erp/comarch-optima/cennik/

          8. Kenji pisze:

            "chostowania"->"hostowania". Już nawet w anglicyzmach "polskie" błędy językowe…

          9. __xia pisze:

            @Kenji

            Dziwne byłoby jakby Polak popełniał np. portugalskie błędy w anglicyzmach ;).

            Drobne błędy się zdarzają – nie rób afery.

          10. marcinsud pisze:

            Każdy kto wynajmuje mieszkanie mieszka u kogoś obcego, a więc jest kloszardem? Dobrze wiedzieć. Metafora dosyć nietrafna moim zdaniem

          11. solokazama pisze:

            Oczywiscie z Bankow nie korzystasz, bo trzymaja Twoje pieniadze. I dane. i caly flow pieniedzy. Z telefonow rowniez, bo maja twoje dane. A nawet zapewne logi z ostatnich 10k sms. Juz po tobie.

      1. __xia pisze:

        Nie chcesz nie korzystaj. Myślisz, że Twoje dane są na tyle cenne? Mylisz się, umrzesz i nikt oprócz twoich bliskich nie zapłacze, a nawet i oni nie będą chcieli dotykać twojego zgromadzonego przez lata na dyskach śmiecia.

        1. Pan Łukasz pisze:

          A już w szczególności muzyki i filmów z torrenta.

          1. __xia pisze:

            Prędzej właśnie tym się zainteresują niż "mądrymi" dokumentami, programami i innymi plikami o ile nie będą przedstawiać realnej wartości materialnej. Ale z racji, że jesteś mocno 'open' to właśnie muzyka i filmy będą mieć pewną wartość, choćby sentymentalną i sobie po stypie puszczą film z Twojego dysku, który miał najwyższe ratio ;).

    2. DeBill pisze:

      "Nie przechowuje się własnych danych na cudzych komputerach."
      Wszystko zależy od rodzaju danych. Akurat ja trzymam 'w chmurze' tylko takie pliki, których rozpowszechnienie byłoby mi wręcz na rękę :). Jak już muszę wrzucić coś bardziej… prywatnego, to szyfrowanie. W Linuksie można utworzyć taki folder, że wszystko co do niego wrzucisz z automatu się szyfruje (w Windowsie zapewne też jest coś takiego).

      1. Darkhog pisze:

        W Windowsie jest szyfrowanie, a jednocześnie go nie ma (może po za rozwiązaniami typu BitLocker, ale TureCrypt i tak lepszy) – niby można "zaszyfrować" folder na partycji NTFS, ale każdy user z prawami admina będzie miał do tego i tak dostęp. Oczywiście chodzi mi o szyfrowanie NTFS – jak mówiłem są rozwiązania takie jak TrueCrypt które lepiej działają.

        1. pow3rshell pisze:

          [[niby można "zaszyfrować" folder na partycji NTFS]] Ja jednak radziłbym poczytać dokładnie co to jest EFS : http://en.wikipedia.org/wiki/Encrypting_File_Syst…
          Szczególnie ten tekst by Ci się przydał :
          In Windows XP and later, there is no default local Data Recovery Agent and no requirement to have one. Setting SYSKEY to mode 2 or 3 (syskey typed in during bootup or stored on a floppy disk) will mitigate the risk of unauthorized decryption through the local Administrator account. This is because the local user's password hashes, stored in the SAM file, are encrypted with the Syskey, and the Syskey value is not available to an offline attacker who does not possess the Syskey passphrase/floppy.

    3. Darkhog pisze:

      A co powiesz na postawienie kilku komputerów z dużymi dyskami (bez przesady, ale gdzieś tak 120-320GB), spięciu ich w sieć i zrobieniu własnej chmury? Jest soft do synchronizacji na takim "setupie", a szansa że wszystkie, no powiedzmy 3 backupy siądą jednocześnie jest znikoma.

      Co do parametrów, to taki serwer (o ile ma służyć jedynie do przechowywania danych, nie do obliczeń) jest tani do zrobienia – procek to P3, czy nawet P2 starczy, może mocniejszy Celeron, najważniejsza jest tutaj wielkość RAM-u i twardziela (wielkość RAM-u, bo niektóre softy mają opcję utworzenia RAM-dysku do najczęściej używanych danych aby dostęp był szybki) a twardziel – wiadomo, trza gdzieś dane zmieścić.

      1. Pan Łukasz pisze:

        Własna "chmura" to co innego. Może być.

  4. krzabr pisze:

    Hydra dobry art w praktyce glownie skupiamy sie na kasowaniu danych.
    Bowiem codzienne dane moze backupowac zwlaszcza na serwerach, a glownym problemem
    dla wielu userow jest wazniejsze ich skuteczne usuwanie, zwlaszcza tych ktorzy chca
    dorobic niekonieczne zgodnie z obecna filozofia panstwa.
    Wtedy z pomoca przychodzi Ereaser, nwipe lub Jetico algorytmy w nich sa na tyle mocne
    ze to wystarczy w przypadku spodziewanego wjazdu smutnych panow na chate.
    Jednak w przypadku najistotniejszych danych to radze miec je trzymac na zaszyfrowanym
    truecryptem np 30literowym passie flaszu wtedy to moga nas pocalowac wiadomo gdzie 😀

  5. jstaniek pisze:

    "O tym, że nadpisywanie danych może być sposobem na naprawdę ostateczną utratę danych, świadczyć może świadome wykorzystywanie tego procesu do kasowania danych."

    I tak np. już w KDE 3 tą funkcję usunięto z menu kontekstowego. a następnie z API. Nadpisywanie bajtów w pliku (a to stosowano) nie gwarantuje bowiem usunięcia danych z dysków magnetycznych dostępnych na rynku, wobec czego nie ma co sugerować tego użytkownikom. Fragmenty mogą pozostać do prostego odczytania z urządzenia blokowego. Zależy to od redundancji na dysku (nie widocznej dla systemu operacyjnego) i konstrukcji systemu plików.

    1. Lepsze zamazanie bajtów, niż nie zrobienie niczego.
      Dane zapisane redundantnie i tak odzyskasz tylko specjalistycznym sprzętem. Gdy nie zamażesz bajtów, to wystarczy zwykły program.
      Systemy plików też najczęściej nadpisują plik w tym samym miejscu.
      Ostrzec użytkownika, że dane mogą nadal być do odzyskania? Ok. Usuwać przydatną funkcję całkowicie? Bez sensu…

      1. jstaniek pisze:

        Przeczytaj proszę co napisałem. Ta funkcja *nie* robiła tego co głosiła. Co z tego, że byłaby przydatna gdyby działała skoro nie działała? Oto jaki scenariusz był możliwy: po operacji FLUSH przy zamazywaniu system operacyjny zapisywał zmiany do nowych bloków na dysku, nie ruszając oryginalnego bloku (był po prostu zwalniany). Albo robił to inteligentny kontroler dysku, wyręczjąc system.

      2. liner pisze:

        Systemy plików NIE nadpisują najczęściej plików w tym samym miejscu – patrz moja odpowiedź do Twojego komentarza powyżej – robią to dopiero wtedy, gdy nie mają innego wyjścia. Przyda się troszkę korepetycji z informatyki w zakresie działania systemów plików. NIE KARMIĆ TROLLA? 🙂

        1. Widać, że naukę o systemach plików, czy raczej systemikach, skończyłeś na facie i ntfs. One owszem piszą gdzie chcą i ciąglelinkują jeden fragment pliku z kolejnym.
          Ale systemy plików z prawdziwego zdarzenia oczywiście, że nadpisują, jeśli tylko mogą i właściwie wołasz zapis (na poziomie kernela/bibliotek systemowych i robisz to blokami) oraz nie zmienisz rozmiaru pliku. Jasne, że jak klikniesz zapisz w edytorze, to dzieją się z plikiem straszliwe rzeczy. Ale to nie jest _system operacyjny_.
          Na dowód niech wystarczy ci istnienie heksadecymalnych edytorów plików in-place. Oczywiście user-space, nie używających żanych tricków na poziomie kernela. Wyobraź sobie zmiane kilku bajtów w środku kilku-gigabitowego pliku przy twoich założeniach… do jutra byś nie skończył.

    1. jstaniek pisze:

      IMHO nie, jak również nie wiadomość dnia 🙂

  6. Nie do końca zgodzę się z tym tekstem. Autor pominął jedną istotną kwestię, która ma znaczenie jeśli mówimy o dyskach magnetycznych (czyli standardowych dyskach twardych). W przypadku dysków magnetycznych nadpisanie danych nie równa się ich zniszczeniu, ponieważ przy użyciu specjalistycznego sprzętu można odczytać "stare" ślady zapisu (mówi się nawet o kilkunastu "kasowaniach" wstecz). Innymi słowy, pomimo że nośnik został namagnesowany inaczej, to jednak nie tak samo, jak w przypadku gdyby przedtem był całkiem czysty – poprzednie dane i tak pozostawiają po sobie ślady, które można zinterpretować. Można więc dostać się do poprzednich danych pomimo teoretycznego ich nadpisania.

    1. No i po to programy do "bezpiecznego kasowania" nadpisują dane te kilkanaście czy kilkadziesiąt razy…

    2. Tekst jest, a przynajmniej powinien być, właśnie o tym, że nie da się niczego odzyskać, gdyż gęstość zapisu jest zbyt duża, a pozostawione resztki zbyt ulotne. Pamiętaj że eksperymenty z odczytem ze skasowanego dysku wymyślono gdy na 3.5" talerzu leżało sobie 20MB danych. Teraz na podobnym obszarze są gigabajty.
      Zmienił się też sposób zapisu.
      Od tamtego czasu straszy się niepokornych, że FBI, że CIA; nakłania się głupich i bogatych, że lepiej zapłacić za super hardware do 35-krotnego kasowania danych niż narazić się na szpiegostwo przemysłowe; wreszcie naciąga się budżet na te rozwiązania, które są wyposażone w certyfikowane algorytmy (TM) (C) do wielokrotnego kasowania danych.

  7. iron-man pisze:

    You should know the requirements of the chosen format. You can use online essay sample in order to get a clear notion of all rules and restrictions of the format.
    futures stock

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

Newsletter OSnews raz w tygodniu. Bez reklam.