W rosyjskich systemach uzbrojenia ponownie odnaleziono komponent, który teoretycznie nie powinien tam trafiać od lat: mikrokontroler zaprojektowany w Szwajcarii przez STMicroelectronics. Mimo zachodnich restrykcji eksportowych układ STM32 nadal pojawia się w dronach, pociskach i innych elementach rosyjskiej infrastruktury wojskowej, co pokazuje, jak trudne jest dziś skuteczne odcinanie dostaw technologii podwójnego zastosowania.
Szwajcarski układ w rosyjskich dronach
W maju 2026 roku ukraiński wywiad wojskowy wydobył zestrzelonego drona Geran-4 układ STM32 należący do STMicroelectronics. Nie był to przypadek odosobniony. Według ukraińskiej bazy danych ten producent został odnotowany już 270 razy w odnalezionych dronach, rakietach i systemach walki elektronicznej.
Ta liczba jest szczególnie uderzająca, bo przewyższa ponad dwukrotnie wyniki jakiegokolwiek innego europejskiego producenta obecnego w tej samej bazie. Pokazuje to, że mimo formalnych zakazów i sankcji, pewne elementy nadal regularnie trafiają do rosyjskiego łańcucha zbrojeniowego.
Analiza takich znalezisk pokazuje, że współczesne sankcje często działają wolniej, niż zakładają ich twórcy. Nawet niewielki komponent może stać się ważnym tropem w badaniu szlaków zaopatrzenia. To również przypomnienie, jak istotna jest transparentność łańcuchów dostaw.
Jak komponenty przedostają się do Rosji
Kluczowym problemem nie jest już sam zakaz sprzedaży, lecz złożoność współczesnych łańcuchów dostaw. STMicroelectronics wskazuje firmę Avnet z siedzibą w Phoenix jako ważnego partnera dla linii STM32. Z kolei hongkoński oddział Avnetu sprzedawał rosnące ilości tych układów chińskiej firmie Shenzhen Hobbywing Technology, działającej w branży napędów do dronów.
Skala tych zakupów wyraźnie wzrosła. W 2024 roku Hobbywing miało kupić od tej filii Avnetu komponenty za około 400 tys. dolarów, a w 2025 roku już za 1,95 mln dolarów. Następnie Hobbywing odsprzedawał elektronikę sterującą do Nanchang Sanrui Intelligence Technology, firmy produkującej sprzęt pod marką T-Motor.
Chińskie ogniwo pośrednie
Sanrui nie ukrywało, że jego zakupy od Hobbywing przekroczyły 7 mln dolarów w pierwszej połowie 2025 roku. Później amerykańskie władze objęły sankcjami spółkę zależną Sanrui, czyli Jiangxi Xintuo, za eksport technologii dronowych wspierających rosyjskie wojsko. Z dokumentów handlowych wynika również, że Xintuo wysyłało produkty T-Motor do co najmniej sześciu rosyjskich odbiorców, którzy również znaleźli się na listach sankcyjnych.
To właśnie pokazuje, jak działa współczesne obchodzenie ograniczeń. Komponent może wyjść z legalnego obiegu jako zwykły element cywilny, zostać włączony do nowego produktu w Chinach, a dopiero potem trafić do zastosowań militarnych. Na tym etapie śledzenie pierwotnego pochodzenia staje się znacznie trudniejsze.
Zobacz także: Amerykańskie sankcje wobec północnokoreańskich bankierów za pranie pieniędzy związanego z cyberatakami — to kolejny przykład, jak w praktyce egzekwuje się restrykcje wobec sieci finansowych i technologicznych.
Dlaczego sankcje nie wystarczają
Eksperci podkreślają, że sam zakaz eksportu nie zatrzymuje takich przepływów. Samuel Bendett, badacz zajmujący się rosyjską technologią wojskową, zwraca uwagę, że Pekin odgrywa dużą rolę w umożliwianiu Moskwie omijania restrykcji. Jego zdaniem nie istnieje prosty sposób, by całkowicie przerwać ten mechanizm.
Problem pogłębia fakt, że wiele takich części ma charakter „dual-use”, czyli może służyć zarówno celom cywilnym, jak i wojskowym. Z jednej strony trafiają do zwykłych produktów przemysłowych, z drugiej — po odpowiednim wykorzystaniu — stają się elementem uzbrojenia. Właśnie dlatego pojedyncze embargo często spowalnia przepływ, ale go nie blokuje.
Jeszcze trudniejszy do kontroli łańcuch dostaw
Analitycy zwracają uwagę, że kiedy chip wejdzie do chińskiego łańcucha produkcyjnego, ustalenie jego dalszej drogi staje się prawie niemożliwe. Prawnicy określają taki proces jako „istotną transformację”, ponieważ komponent zostaje fizycznie wbudowany w nowy wyrób. W praktyce oznacza to, że proste śledzenie numerów partii czy miejsca sprzedaży przestaje wystarczać.
W przeanalizowanych dokumentach nie ma jednak dowodu, że każdy pojedynczy odzyskany układ trafił do Rosji dokładnie tą samą, opisanym śladem drogą. Mimo to skala zjawiska sugeruje, że podobne schematy działają wielokrotnie i w różnych konfiguracjach.
Sankcje obchodzone, biznes trwa
Co istotne, sankcje nałożone przez Zachód na Xintuo i Sanrui nie zatrzymały ich działalności. Obie firmy szybko dostosowały się do nowych warunków, szukając kolejnych pośredników i rynków zbytu. W nowszych dokumentach Sanrui wskazywało nowych partnerów handlowych i zaczęło eksportować za pośrednictwem tego, co samo określiło jako sieci w Europie Wschodniej.
Z kolei powiązana ze spółką Xintuo strona internetowa nadal sprzedawała produkty T-Motor na całym świecie i według najnowszych informacji wciąż akceptuje płatności kartami kredytowymi. To pokazuje, że nawet mocne restrykcje nie zawsze zamykają źródło dostaw, jeśli firma ma już rozbudowaną i odporną na ograniczenia strukturę sprzedaży.
Szerszy problem wojny i rynku cywilnego
Lilly Lee z think tanku DSET na Tajwanie zwraca uwagę, że celem takich firm nie jest wyłącznie produkcja dronów dla wojska. Chodzi także o skalę, rozwój ekosystemu i zdolność do szybkiego wykorzystywania informacji zwrotnych z pola walki. W jej ocenie ogromny cywilny rynek dronów sam w sobie sprzyja zastosowaniom militarnym.
To właśnie dlatego sankcje i działania wojenne często nie wystarczają, by zatrzymać przepływ technologii. Gdy cywilny przemysł jest duży, elastyczny i oparty na produktach podwójnego zastosowania, pojedyncze zamknięcie jednego kanału handlowego niewiele zmienia. Rosja nadal może korzystać z komponentów, które formalnie powstały z myślą o zastosowaniach pokojowych.
Wnioski
Cała sprawa pokazuje, jak trudnym zadaniem jest współczesna kontrola eksportu technologii. Nawet jeśli kraj zakazuje sprzedaży określonych podzespołów, złożone łańcuchy pośredników potrafią skutecznie rozmyć odpowiedzialność i ukryć końcowy kierunek dostaw. W efekcie niewielki mikrokontroler z Europy może finalnie zasilać systemy używane na wojnie.
To także lekcja o ograniczeniach sankcji w świecie globalnej produkcji elektroniki. Dopóki cywilne i militarne zastosowania będą się tak łatwo przenikać, a handel będzie przebiegał przez wiele krajów i firm, całkowite odcięcie dostaw do rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego pozostanie niezwykle trudne.


Co za szok! Miałem nadzieję, że embargo naprawdę coś zmieni, a tu się okazuje, że nadal produkują drony z naszymi mikrokontrolerami. Pytanie, co władze robią z tymi informacjami. Słowa mówią jedno, ale czyny zupełnie co innego.
Trudno uwierzyć, że tak łatwo można ominąć sankcje. Wydaje mi się, że niewiele mogę w tej sytuacji zrobić jako konsument, ale czuję, że to coś, co powinno mnie niepokoić. Kto wie, co innego jeszcze trafia w ręce Rosjan?
Szkoda, że takie małe komponenty mogą mieć tak duże konsekwencje. Zamiast skoncentrować się na blokadzie eksportu, trzeba by się przyjrzeć, jak zbudowane są łańcuchy dostaw. Myślenie, że zakazy pomogą, to otwarte zaproszenie do obchodzenia przepisów.
Ostatnie doniesienia są niepokojące. Jak dla mnie, coś tu śmierdzi. Nie pierwszy raz mówi się o tym, jak zachodnie technologie bywają wykorzystywane przez Rosję. Uważam, że firmy, które nie umieją zadbać o swoją technologię, powinny być w pełni odpowiedzialne za skutki.
Ależ to jest trudne do zrozumienia. Jak mogą sankcje ignorować tak ewidentne przekroje? Czyżby nikt nie potrafił tego kontrolować? Wydaje mi się, że globalny rynek technologii jest po prostu za luźno rozregulowany.
Na pewno nie jest to tylko problem Rosji. Wiele krajów korzysta z takich „dual-use” produktów. Przemysł cywilny wspiera militarny, a to powinno być zapalne! Obawiam się, że bez wspólnych działań nic się nie zmieni na lepsze.