Satya Nadella chce, by komputer przestał być jedynie urządzeniem do uruchamiania gotowych programów. W wizji szefa Microsoftu każdy pecet ma stać się „nieskończoną fabryką oprogramowania”, w której Copilot tworzy aplikacje na żądanie. Brzmi to jak zapowiedź świata bez ograniczeń narzucanych przez sklepy z aplikacjami. W praktyce pomysł może jednak napotkać przeszkody — szczególnie w firmach, gdzie samo szybkie stworzenie programu nie wystarczy.
Copilot ma budować programy na komputerze
Microsoft zapowiada, że Copilot będzie potrafił tworzyć aplikacje, pulpity nawigacyjne i przepływy pracy na podstawie poleceń napisanych zwykłym językiem. Funkcja Code ma pozwolić opisać potrzebne narzędzie, a następnie wygenerować jego działającą wersję bez konieczności samodzielnego programowania.
Jednym z fundamentów tej wizji jest model MAI-Code-1.1 Flash, który ma 137 miliardów parametrów i został przystosowany do pracy na komputerze. Microsoft promuje też tzw. hybrydową inteligencję: Copilot może korzystać z modeli lokalnych, a w razie potrzeby przekazywać zadania do chmury. Według firmy takie rozwiązanie ma ograniczać koszty i pozwalać na przetwarzanie wrażliwych danych bezpośrednio na urządzeniu.
Nadella przedstawia tę zmianę jako sposób na uniezależnienie użytkowników od katalogu gotowych aplikacji. Zamiast szukać programu odpowiadającego konkretnym potrzebom, można będzie spróbować stworzyć własny. To atrakcyjna obietnica, ale nie oznacza jeszcze, że każdy komputer będzie w stanie sprawnie pełnić rolę małej fabryki oprogramowania.
„Lokalnie” nie zawsze znaczy bez chmury
Dokumentacja Microsoftu studzi nieco entuzjazm związany z działaniem AI na urządzeniu. GitHub Copilot ma samodzielnie decydować, czy dane zadanie wykonać lokalnie, czy w chmurze, a firma zaznacza, że lokalne wnioskowanie nie oznacza pracy całkowicie offline. Mechanizm kierowania zadań między komputerem a chmurą ma zostać udostępniony pod koniec października 2026 roku.
Ważne są również wymagania sprzętowe. Lokalna wersja modelu została zmniejszona do około 53 GB, ale przy maksymalnym kontekście na komputerze testowym zużywała nawet 75,5 GB pamięci. Był nim Surface Laptop Ultra z układem Nvidia RTX Spark — urządzenie, którego najmocniejsza konfiguracja z 128 GB pamięci ma kosztować 5899 dolarów.
To znacznie więcej niż cena podstawowego wariantu laptopa, a najdroższa wersja nie była jeszcze dostępna w sprzedaży. W rezultacie możliwości lokalnego modelu mogą pozostawać poza zasięgiem wielu użytkowników i organizacji. Tymczasem obietnice dotyczące wydajności pochodzą na razie przede wszystkim od samego Microsoftu.
Zobacz także: Microsoft 365 Copilot w Excelu rzeczywiście sprawdza się w finansach.
Stworzyć aplikację to nie to samo, co na niej polegać
AI może znacząco obniżyć koszt przygotowania prostych narzędzi, ale nie rozwiązuje automatycznie problemu ich jakości. Program stworzony na podstawie krótkiego opisu może działać na tyle dobrze, by pomóc w pojedynczym zadaniu, lecz w środowisku zawodowym liczą się także niezawodność, aktualizacje i obsługa błędów.
Przykładem są tworzone z pomocą AI alternatywy dla popularnych programów Adobe. Jeden z niezależnych twórców opublikował siedem otwartoźródłowych narzędzi tego typu, ale sam ocenił, że jego zamiennik Photoshopa zaspokaja jedynie część potrzeb profesjonalnego użytkownika. To pokazuje różnicę między szybkim wygenerowaniem aplikacji a zbudowaniem produktu, na którym można bezpiecznie oprzeć codzienną pracę.
Firmy kupują nie tylko funkcje. Potrzebują również wsparcia technicznego, jasnego harmonogramu poprawek, dokumentacji i możliwości ustalenia, kto odpowiada za szkody w razie awarii. Narzędzie stworzone samodzielnie przez pracownika może nie oferować żadnej z tych gwarancji.
Samo wygenerowanie aplikacji to dopiero początek drogi do jej bezpiecznego wykorzystania. W firmach kluczowe będą nie tylko możliwości Copilota, lecz także kontrola nad dostępem do danych i odpowiedzialność za błędy. Dlatego obietnice Microsoftu warto oceniać przez pryzmat codziennej pracy zespołów IT.
Firmy obawiają się narzędzi tworzonych przez pracowników
Dane przywołane w artykule wskazują, że obawy dotyczące tzw. „vibe codingu” są powszechne. W badaniu Retool z czerwca 2026 roku 93% z 307 ankietowanych dyrektorów IT, bezpieczeństwa i technologii wyraziło niepokój związany z dopuszczaniem takich narzędzi do środowiska produkcyjnego.
Z kolei w badaniu Harris Poll przygotowanym dla Dataiku 81% z 600 dyrektorów IT obawiało się, że aplikacje tworzone przez pracowników z pomocą AI mogą ujawnić poufne informacje. Ponad połowa badanych organizacji natknęła się już na nieautoryzowane użycie AI. Gartner przewiduje natomiast, że do końca 2027 roku ponad 40% projektów związanych z agentami AI zostanie porzuconych, między innymi z powodu złego dopasowania technologii do potrzeb.
Microsoft deklaruje, że bezpieczeństwo jest podstawą nowej koncepcji. Firma rozwija mechanizmy pozwalające administratorom określać, do jakich danych i działań agent może mieć dostęp, a organizacje korzystające z GitHub Copilot Business i Enterprise będą musiały włączyć odpowiednią politykę, zanim pracownicy użyją lokalnego modelu. Same zabezpieczenia nie usuwają jednak wszystkich wątpliwości — zwłaszcza jeśli narzędzia mogą modyfikować pliki lub wykonywać działania na komputerze.
Wizja Microsoftu czeka na sprawdzian
Pomysł Nadelli nie musi oznaczać końca sklepów z aplikacjami. Bardziej prawdopodobne jest, że Microsoft chce przenieść część procesu tworzenia i uruchamiania narzędzi do Copilota, jednocześnie zachowując kontrolę nad usługami chmurowymi i firmowym środowiskiem pracy. Zadania wymagające większej mocy nadal mogą trafiać do Azure, a lokalne modele będą jedną z części szerszego systemu.
Najważniejszy test nie odbędzie się jednak na drogim laptopie entuzjasty, lecz w działach IT dużych organizacji. To one muszą zdecydować, czy wygoda szybkiego tworzenia aplikacji jest warta ryzyka związanego z bezpieczeństwem, utrzymaniem i odpowiedzialnością. Dopóki firmy nie uznają tych narzędzi za wystarczająco przewidywalne, „nieskończona fabryka oprogramowania” może pozostać przede wszystkim efektowną obietnicą.


75 GB RAM-u na model lokalny, a potem „każdy pecet fabryką oprogramowania”. Na moim służbowym laptopie z 16 GB to najwyżej fabryka komunikatów o braku pamięci.
Generowanie prototypu to jedno, wdrożenie drugie. Ktoś musi jeszcze przejrzeć kod, ogarnąć uprawnienia, testy i aktualizacje. „Działa u mnie” nie jest strategią utrzymania aplikacji.
U nas IT blokuje nawet część rozszerzeń do przeglądarki, więc nie widzę, żeby nagle pozwolili pracownikom generować sobie programy mające dostęp do firmowych plików.
Jeśli Copilot faktycznie zrobi mi mały panel do porządkowania danych bez tygodnia dłubania w skryptach, to chętnie sprawdzę. Ale do poufnych rzeczy i tak najpierw chciałbym wiedzieć, co dokładnie zostaje lokalnie.
„Sam będzie decydował”, czy wysłać zadanie do chmury? No to w firmie taki automatyczny routing raczej nie przejdzie bez jasnych reguł i logów. Lokalny model nie rozwiązuje problemu, jeśli nie wiadomo, kiedy dane opuszczają komputer.
Ciekawe, czy będzie dało się eksportować wygenerowaną aplikację jako zwykły projekt, czy wszystko zostanie zamknięte w ekosystemie Copilota. Bez tego „własne narzędzie” może się okazać tylko kolejną zależnością od Microsoftu.
W artykule jest mowa o mechanizmie dostępnym dopiero pod koniec października 2026. Czyli na razie mamy głównie zapowiedź i testy na bardzo drogim sprzęcie — poczekam na niezależne pomiary, zanim uznam, że to realna alternatywa dla gotowych aplikacji.