Coraz więcej europejskich firm patrzy dziś na amerykańskie usługi cyfrowe nie tylko jak na wygodne narzędzie pracy, ale też jak na potencjalne źródło poważnego ryzyka. Najnowsze badania pokazują, że obawa przed tzw. „tech kill switch” ze strony USA stała się dla biznesu niemal tak samo realna jak strach przed atakiem ransomware. To sygnał, że zależność od zagranicznej infrastruktury technologicznej zaczyna być postrzegana jako problem strategiczny, a nie jedynie operacyjny.
Zależność od amerykańskich usług coraz bardziej niepokoi firmy
Z danych przywoływanych w badaniu Proton, obejmującym 1500 przedsiębiorstw z Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, wynika, że trzy na cztery europejskie firmy obawiają się scenariusza, w którym dostęp do amerykańskich technologii zostałby ograniczony lub całkowicie odcięty. To pokazuje skalę niepewności wokół usług, z których wiele organizacji korzysta na co dzień. Chodzi przede wszystkim o narzędzia chmurowe, pocztę elektroniczną i przechowywanie plików.
Jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że ponad połowa badanych firm nie przetrwałaby nawet jednego dnia bez dostępu do amerykańskich usług cyfrowych i chmurowych. Dla części przedsiębiorstw nawet krótki przestój oznaczałby bardzo wysokie straty finansowe. Jedna czwarta ankietowanych szacuje je na nawet 100 tysięcy euro, a połowa wskazuje kwotę przekraczającą 50 tysięcy euro.
Ryzyko geopolityczne stało się ryzykiem biznesowym
Narastające napięcia między Europą a Stanami Zjednoczonymi sprawiają, że firmy zaczynają inaczej patrzeć na swoją infrastrukturę IT. Nie chodzi już wyłącznie o cyberataki, awarie czy błędy systemów, ale także o decyzje polityczne, które mogłyby ograniczyć dostęp do usług kluczowych dla codziennego działania. W praktyce oznacza to, że geopolityka coraz mocniej wchodzi do sal konferencyjnych i działów odpowiedzialnych za ciągłość działania biznesu.
W praktyce wiele firm dopiero teraz uświadamia sobie, że ryzyko technologiczne nie kończy się na awarii serwera. Coraz częściej trzeba brać pod uwagę także napięcia międzynarodowe i decyzje regulacyjne. To zmienia sposób myślenia o bezpieczeństwie całej organizacji.
Istotną rolę w tej dyskusji odgrywają także wypowiedzi Donalda Trumpa, który po powrocie do Białego Domu ponownie ostro krytykuje europejskich sojuszników. Wśród jego zarzutów pojawiają się kwestie wydatków na NATO, unijnych regulacji wobec amerykańskich firm technologicznych oraz kar nakładanych na Big Tech za praktyki antykonkurencyjne i naruszenia GDPR. Dodatkowo administracja USA nakładała cła na partnerów handlowych, co jeszcze bardziej podnosi temperaturę sporu.
Zobacz także: Kryzys AWS: Dlaczego kryptowaluty nie mogą polegać na scentralizowanej infrastrukturze. To dobry przykład, jak centralizacja infrastruktury może tworzyć ryzyko dla całych ekosystemów cyfrowych.
Obawa przed „wyłącznikiem” dla technologii z USA
W tle pojawia się scenariusz, w którym amerykańskie władze mogłyby wykorzystać przepisy handlowe, by podważać europejskie kary i regulacje wobec firm z USA. Z europejskiej perspektywy odpowiedzią mogłoby być zablokowanie działalności amerykańskich dostawców technologii na rynku unijnym. Taki ruch byłby w praktyce cyfrowym „wyłącznikiem”, który mógłby uderzyć w tysiące przedsiębiorstw zależnych od zagranicznych narzędzi.
Raphaël Auphan z Proton podkreśla, że ten problem przestał być abstrakcyjną dyskusją o geopolityce. Według niego jest to już bezpośredni kryzys ciągłości działania, który firmy powinny traktować na równi z ransomware. To ważna zmiana sposobu myślenia, bo oznacza, że zagrożenie polityczne zostało wpisane do tego samego katalogu ryzyk co ataki przestępcze.
Europejskie firmy szukają suwerennych alternatyw
W odpowiedzi na te obawy Unia Europejska zaczęła mocniej promować własne rozwiązania technologiczne. W czerwcu uruchomiono pakiet Tech Sovereignty Package, którego celem jest ograniczenie zależności od amerykańskich hiperskalerów oraz chińskiego zaplecza produkcyjnego. To element szerszej strategii budowania cyfrowej autonomii Europy.
Badanie pokazuje też, że większość firm byłaby gotowa przenieść się do europejskiego dostawcy, jeśli scenariusz „kill switch” rzeczywiście by się zmaterializował. Problem polega jednak na tym, że alternatywy ze Starego Kontynentu wciąż nie dorównują skalą i dojrzałością największym usługom z USA. To sprawia, że wiele organizacji zna już kierunek zmian, ale nadal nie ma łatwej drogi do wykonania takiego kroku.
Co dziś jest najważniejsze dla biznesu
Najbardziej pożądane są rozwiązania dla poczty elektronicznej oraz przechowywania plików w chmurze, bo to właśnie na nich opiera się codzienna komunikacja i współpraca zespołów. Jeśli te obszary zostaną odcięte, nawet dobrze zorganizowana firma może bardzo szybko stanąć przed poważnym problemem. Dlatego coraz większego znaczenia nabierają plany awaryjne, testowane procedury i dokumentacja ciągłości działania.
Mniej niż połowa europejskich firm ma dziś gotowy, sprawdzony i zapisany plan na wypadek takiego kryzysu. To pokazuje wyraźną lukę między świadomością ryzyka a realnym przygotowaniem. Proton odpowiada na ten problem własnym rozwiązaniem ciągłości biznesowej, którego celem jest pomoc w utrzymaniu działania podczas ataków ransomware, awarii oprogramowania czy właśnie odcięcia od usług amerykańskich.
Europa stoi przed ważnym wyborem
Cała sytuacja pokazuje, że cyfrowa suwerenność przestaje być hasłem politycznym, a staje się praktycznym warunkiem bezpieczeństwa gospodarczego. Firmy coraz częściej rozumieją, że wygoda korzystania z globalnych platform może wiązać się z kosztami, których wcześniej nie brały pod uwagę. W świecie napięć handlowych i politycznych sama wydajność nie wystarcza już jako kryterium wyboru dostawcy.
Jeśli europejskie przedsiębiorstwa chcą ograniczyć ryzyko, muszą zacząć planować z wyprzedzeniem i dywersyfikować swoją infrastrukturę. W przeciwnym razie nawet decyzja podjęta tysiące kilometrów od ich siedziby może sparaliżować codzienną pracę. A to oznacza, że pytanie o technologiczną niezależność Europy staje się dziś jednym z najważniejszych tematów dla biznesu.


W końcu ktoś dostrzega problem. Cały czas korzystamy z amerykańskich rozwiązań, a takie ryzyko jak „kill switch” to już nie tylko fantazja. Trzeba pomyśleć o lokalnych alternatywach, nawet jeśli nie są jeszcze na tym samym poziomie. Czas na zmiany!
Szkoda, że te „suwerenne alternatywy” z UE są tak mało rozwinięte. To, co oferują amerykańskie firmy, trudno przebić. Trochę ambitne plany, ale bez konkretów się nie uda. Ciekawe, co z tego wyniknie…
Świetne, znowu geopolityka wkracza do IT. Ciekaw jestem, jak te firmy zamierzają się przystosować do tego „wyłącznika”. Może będą musieli zacząć myśleć o backupach i awaryjnych planach? Na pewno będzie ciężko.
Mamy problem, a niektórzy ciągle myślą, że amerykańskie usługi są jedynym wyjściem. Bezpieczeństwo cyfrowe już przestało być tylko problemem IT. Czas na prawdziwą rewizję podejścia, bo to nie wygląda dobrze.
W artykule trochę upraszczenia. Wydaje mi się, że strach przed „kill switch” może być przesadzony. Trzeba mieć oczywiście plan B, ale niemożliwe, że nagle wszystkie usługi znikną. Firmy pewnie jakoś się z tym upora, jak zawsze.