Rynek finansowy coraz uważniej słucha dziś nie tylko bankierów centralnych, ale też inwestorów, którzy od lat patrzą na makroekonomię z szerszej perspektywy. Jednym z nich jest Ray Dalio, założyciel Bridgewater Associates, który ponownie ostrzega przed narastającym problemem zadłużenia w USA. Tym razem jego zdaniem portfel inwestora powinien zawierać nie tylko złoto, lecz także „odrobinę Bitcoina”.
Dalio: dług publiczny staje się realnym zagrożeniem
Dalio od dawna powtarza, że nadmierne zadłużenie państw może doprowadzić do poważnych napięć na rynkach. W jego ocenie obecna sytuacja w Stanach Zjednoczonych coraz bardziej przypomina scenariusz, o którym pisał w książce How Countries Go Broke. Na taki wniosek mają wpływać między innymi słabszy popyt na amerykański dług oraz rosnące rentowności obligacji skarbowych.
Problem polega na tym, że dług musi być stale finansowany. Jeżeli inwestorzy przestaną chętnie kupować obligacje, państwo będzie musiało zaoferować wyższe oprocentowanie, by przyciągnąć kapitał. To z kolei podnosi koszt finansowania gospodarki i może ciążyć zarówno rynkom, jak i wzrostowi gospodarczemu.
Dlaczego Bitcoin trafia do tej układanki
Choć Dalio wciąż uważa złoto za ważniejszą ochronę przed kryzysem, coraz wyraźniej dopuszcza także Bitcoin jako element zabezpieczenia. Jego logika jest prosta: gdy waluty tracą siłę nabywczą, a rządy i banki centralne reagują ekspansją monetarną, aktywa niezależne od państwa zyskują na znaczeniu. Właśnie dlatego obok złota wymienia również BTC.
To ciekawa zmiana tonu, biorąc pod uwagę, że jeszcze kilka lat temu jego podejście do kryptowalut było znacznie bardziej ostrożne. Dalio już wtedy sugerował niewielką ekspozycję na Bitcoin, a z czasem zaczął mówić o szerszym sensie trzymania aktywów odpornych na dewaluację pieniądza. Obecnie nie podaje konkretnego procentu dla BTC, ale wyraźnie stwierdza, że warto mieć go „trochę” w portfelu.
To dobry moment, by zauważyć, że zmiana tonu u tak znanego inwestora ma znaczenie nie tylko dla rynku krypto. Pokazuje też, jak mocno problemy fiskalne zaczęły przebijać się do głównego nurtu dyskusji inwestycyjnej. W praktyce coraz częściej chodzi nie o modę, lecz o zabezpieczenie kapitału.
Złoto nadal na pierwszym miejscu
Mimo coraz łagodniejszego podejścia do Bitcoina, Dalio nie zmienia swojego głównego faworyta. Nadal rekomenduje, by znaczącą część zabezpieczającej alokacji przeznaczyć na złoto, nawet na poziomie 10–15% portfela. Bitcoin widzi raczej jako uzupełnienie niż pełnoprawny zamiennik tradycyjnego „bezpiecznego aktywa”.
Taki pogląd wpisuje się w jego szerszą filozofię inwestycyjną. Według Dalio obligacje powinny być raczej niedoważane, jeśli ryzyko fiskalne rośnie, a inwestorzy powinni szukać ochrony w aktywach, które nie są bezpośrednio kontrolowane przez państwo. Z tego punktu widzenia złoto i Bitcoin pełnią podobną funkcję, choć różnią się charakterem, zmiennością i historią.
Co dzieje się z amerykańskim długiem
W wypowiedziach Dalio szczególne znaczenie mają liczby. Zwraca uwagę, że USA mają dziś ogromny deficyt budżetowy: wydatki są wyraźnie wyższe niż przychody, a sam koszt obsługi długu zbliża się do poziomów, które jeszcze niedawno wydawały się trudne do wyobrażenia. Jeśli trend się utrzyma, presja na system finansowy będzie tylko rosła.
Jego zdaniem istnieją dwa główne sposoby reakcji na słabnący popyt na obligacje. Pierwszy to wzrost rentowności, czyli de facto wyższy koszt długu. Drugi to większa interwencja banku centralnego, który może tworzyć pieniądz i skupować papiery dłużne. Oba rozwiązania są jednak problematyczne, bo jedno uderza w gospodarkę przez wyższe stopy, a drugie może osłabiać walutę i podbijać inflację.
Szerszy problem niż tylko USA
Dalio uważa, że podobne napięcia mogą pojawić się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w innych dużych gospodarkach. W jego ocenie ryzyko związane z zadłużeniem dotyczy również Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej, Chin i Japonii. To ważne, bo oznacza, że problem nie jest lokalny, lecz systemowy.
W takim otoczeniu inwestorzy szukają aktywów, które nie są związane z polityką fiskalną konkretnego kraju. Bitcoin ma tu przewagę symboliczną i praktyczną, bo jest ograniczony podażowo i funkcjonuje poza bezpośrednią kontrolą rządów. Dlatego dla części rynku staje się nie tylko spekulacją, ale także narzędziem dywersyfikacji.
Czy to sygnał dla inwestorów?
Wypowiedzi Dalio nie brzmią jak wezwanie do masowego kupowania kryptowalut, lecz raczej jak ostrzeżenie przed zbyt dużą wiarą w tradycyjne aktywa dłużne. Jego przekaz można streścić prosto: jeśli ryzyko związane z długiem publicznym rośnie, warto mieć w portfelu elementy odporne na deprecjację pieniądza. Bitcoin jest w tym zestawie jednym z możliwych wyborów.
Nie oznacza to jednak, że Dalio uważa go za idealne rozwiązanie. Nadal stawia złoto wyżej i podkreśla, że Bitcoin powinien stanowić jedynie niewielką część alokacji. Mimo to sam fakt, że tak wpływowy inwestor mówi dziś o BTC w pozytywnym kontekście, pokazuje, jak mocno zmienił się główny nurt dyskusji o aktywach ochronnych.


Trochę mi się nie podoba te podpowiedzi o BTC. Złoto to złoto, a bitcoin to zaledwie spekulacja. Jak można polecać coś, co jeszcze kilka lat temu Dalio ganił? Zmiany nastrojów, ale ryzyko nadal wysokie.
W końcu ktoś dostrzegł znaczenie bitcoina. Czasy się zmieniają, a z nimi podejście do aktywów. Lepsze to niż trzymanie wszystkich jajek w jednym koszyku z obligacjami. Sam już od lat mam BTC w portfelu.
Zgadzam się z obawami Dalio, ale te 10-15% w BTC to raczej przysłowiowe „odrobinę”. Jeśli nie jesteśmy przekonani, to nie ma co szaleć z takimi ruchami, lepiej trzymać się sprawdzonych aktywów.
Moim zdaniem problem zadłużenia to jedno, a BTC to druga sprawa. Możliwość spekulacji na kryptowalutach wcale nie znaczy stabilności. Złoto zawsze było bezpieczniejsze. Ciekawe, co na to ci, którzy już stracili na kryptowalutach.
Czyli według Dalio, nie mamy się co martwić, bo BTC jest remedium? Trochę to niepokojące, jak na myślenie wpływowego inwestora. Nie wiem, czy bym zaufała jego radom w tej kwestii. Złoto to wciąż król aktywów.
Jak bym miał polegać na tych analizach, to lepiej sam już będę inwestował w aktywa, które rozumiem. Obecnie bałbym się łączyć BTC z portfelem, bo jego zmienność nie jest czymś, co bym chciał mieć na dłuższą metę.
Złoto jak było pewniakiem, tak jest, a BTC? Kto wie, co się wydarzy w najbliższym czasie? Mamy już do czynienia z powoli narastającą paniką, a tu mówimy o dodawaniu czegoś bardzo ryzykownego do portfela. To bardziej reklamowe podejście, niż poważna analiza.