Indyjski urząd antymonopolowy nałożył na HP India oraz powiązanych z firmą sprzedawców karę w wysokości 1,42 miliarda rupii, czyli około 14,7 miliona dolarów. Sprawa dotyczyła zarzutów o manipulowanie przetargami rządowymi w latach 2017–2020, a więc o działania, które miały zakłócać uczciwą konkurencję na rynku sprzętu komputerowego i materiałów eksploatacyjnych.
Dwie osobne sprawy, jeden wspólny schemat
Komisja ds. Konkurencji w Indiach przyjrzała się dwóm równoległym obszarom działalności: sprzedaży komputerów oraz materiałów do drukarek, takich jak tusze i tonery. W obu przypadkach miało dochodzić do ustawiania ofert składanych w ramach zamówień publicznych publikowanych na rządowej platformie e-Marketplace.
Według regulatora nie chodziło o przypadkowe nieprawidłowości, ale o zaplanowany mechanizm. Oferty miały być wcześniej uzgadniane między uczestnikami, tak aby sprawiać wrażenie rywalizacji, mimo że w praktyce konkurencja była pozorna.
Jak miało działać ustawianie przetargów
W materiałach zebranych przez CCI pojawiły się m.in. maile, zeznania świadków, rozmowy z WhatsAppa, a nawet nagranie z 2019 roku z jednego ze spotkań resellerów. Z dokumentów tych wynikało, że uczestnicy mogli omawiać nie tylko ceny, ale także poziom rabatów, role poszczególnych firm i to, kto ma wygrać dany kontrakt.
W przypadku rynku materiałów eksploatacyjnych urząd wskazał 16 resellerów drugiego poziomu, którzy mieli naruszyć indyjskie prawo konkurencji. HP India otrzymała za ten wątek karę 119,8 miliona rupii, a łączna grzywna dla partnerów wyniosła 23 miliony rupii.
Tego typu sprawy pokazują, że nawet pozornie techniczne przetargi mogą być podatne na nadużycia. W tle zwykle stoją nie tylko pieniądze, ale też zaufanie do całego systemu zamówień publicznych. Dlatego reakcja regulatorów bywa tak stanowcza.
Druga sprawa: komputery, laptopy i urządzenia peryferyjne
Drugi przypadek dotyczył podobnych praktyk, ale już w szerszym zakresie produktów. Chodziło o laptopy, komputery stacjonarne, stacje robocze, terminale POS, akcesoria i inne urządzenia sprzedawane instytucjom publicznym.
Tutaj komisja również wskazała dodatkowych resellerów obok głównego podmiotu. W efekcie sama kara nałożona na HP India sięgnęła 1,3 miliarda rupii, a dla partnerów przewidziano dodatkowe 12,2 miliona rupii.
Dlaczego kara nie była jeszcze wyższa
Choć suma robi ogromne wrażenie, mogło być znacznie gorzej. HP India zdecydowała się złożyć wniosek o łagodniejsze potraktowanie i samodzielnie przyznała się do naruszeń związanych z okresem 2017–2020.
Taki krok pozwolił firmie uzyskać zniżkę na wysokość sankcji. W praktyce oznacza to, że bez współpracy z organem regulacyjnym finansowe konsekwencje mogłyby być jeszcze dotkliwsze.
Co ta decyzja oznacza dla rynku
Sprawa pokazuje, jak poważnie indyjskie władze traktują manipulowanie przetargami, zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o kontrakty publiczne. Nawet duży i rozpoznawalny globalny producent nie jest tu traktowany ulgowo, jeśli pojawiają się dowody na wspólne ustalanie ofert.
To również sygnał dla resellerów i partnerów handlowych, że odpowiedzialność może rozciągać się szeroko, a nie tylko na główną markę. W praktyce takie postępowania podważają zaufanie do całego procesu zakupowego i mogą zniekształcać ceny płacone z publicznych pieniędzy.
Brak natychmiastowej odpowiedzi HP
Redakcja TechRadar Pro poprosiła HP o komentarz, ale firma nie odpowiedziała od razu. Na ten moment nie pojawiło się więc oficjalne stanowisko odnoszące się do decyzji indyjskiego urzędu.
Sprawa pozostaje jednak ważnym przypomnieniem, że nawet w branży technologicznej, gdzie liczą się innowacje i skala działania, zgodność z zasadami konkurencji pozostaje kluczowa. Gdy firmy próbują sterować przetargami zza kulis, ryzykują nie tylko wysokimi grzywnami, ale też poważnym uszczerbkiem na reputacji.


Typowe, że wielkie korporacje próbują oszukiwać w takich kwestiach. Ciekawi mnie, co dalej z HP – będą się starać o ładniejszy wizerunek? Ludzie powinni być bardziej świadomi, z kim mają do czynienia.
I co z tego? Ile razy już takie coś się wydarzyło? Kara 14 milionów to nie jest nic w porównaniu do zysków, jakie mogą mieć. Liczy się tylko zysk, a nie etyka.
W artykule nie zauważyłam, żeby dokładnie opisano mechanizm ustalania ofert. Moim zdaniem to ważniejsze niż sama kara. Przecież klienci muszą wiedzieć, jakie praktyki są stosowane na rynku.
Od lat uważam HP za potężną firmę, ale jak dla mnie po tym incydencie stracili kredyt zaufania. Jak można w ogóle pomyśleć, że przetargi można ustawować? Dno.
Zastanawia mnie, czy ta kara wpłynie na ceny ich produktów. Generalnie branża jest zatłoczona, więc może postanowią obniżyć marże, żeby szybciej wrócić do normy. Jak myślicie?