Trwa dyplomatyczne napięcie po głośnym wyjściu Google z Chin. Zarząd firmy apeluje do amerykańskiego rządu o reakcję w tej sprawie, nadając jej tym samym charakter konfliktu międzynarodowego. Chiński rząd rozsyła tymczasem do mediów szczegółowe instrukcje jak informować o aferze.
Już na wstępie instrukcji, która przeciekła do prasy, widzimy jak wielką wagę (mimo oficjalnych zapewnień, że to nieistotny i oderwany od szerszego kontekstu incydent) przykładają komuniści do sprawy Google:
Google ogłosiło oficjalnie swoje wyjście z chińskiego rynku. To istotne wydarzenie o dużym wpływie na rynek. Spowodowało ono dyskusje, które nie ograniczają się do spraw biznesowych.
W następnej części listu przeczytać możemy szczegółowe instrukcje dla prasy i mediów internetowych w jaki sposób należy opisywać temat. Przykładowo: nius o wyjściu Google nie powinien być w żaden sposób wyróżniony, nie może być też niusem numeru. Zabrania się też prowadzenia wszelkich otwartych dyskusji pod tą informacją (zablokowanie komentarzy). Jedynym źródłem na które należy się powoływać to oficjalne informacje od strony rządowej. Zabrania się też publikowania jakichkolwiek treści, w tym zdjęć czy wideo, przychylnych Google, takich jak nawoływanie do powrotu czy informowanie o kwiatach składanych na logo firmy przed jej — wkrótce zamkniętym — chińskim oddziałem.
Mimo chęci szybkiego zatuszowania sprawy przez rządzących, sprawa może się łatwo wymknąć spod kontroli. Światowy lider rynku domen, GoDaddy, zapowiedział właśnie wstrzymanie się z rejestrowaniem nowych domen na rynku chińskim z powodu naruszających prywatność użytkowników zasad jakie narzuca firmie chiński rząd (m.in. aby zarejestrować w Chinach domenę należy przedstawić swoją fotografię oraz dostarczyć wiele dodatkowych danych osobowych).
Nie wiadomo jeszcze jak ostra będzie reakcja amerykańskiego rządu lub Kongresu, ale sam fakt, że reakcji wszyscy się spodziewają pozwala przypuszczać, że jeszcze przez dłuższy czas serwisy niusowe informować będą o chińskim „kryzysie internetowym”, a to na pewno nie jest na rękę lokalnemu reżimowi.


Wątpię aby rząd USA cokolwiek zrobił, w końcu pożyczyli niedawno od Chin grubą kasę której nie są w stanie nawet oddać więc tylko podkulą ogonek albo co najwyżej zachęca ich do złagodzenia/zniesienia cenzury 🙂
Dlatego jedyne na co stać zachód to nieobecność na Igrzyskach 🙁
Spotkania na szczycie ChRL to raj dla każdego. (bo jak tu besztać kogoś kto ma większy "kurek" niż rosja na nas).
Jakiś czas temu Polska sprzedała czołgi do Indonezji. To dobrze, bo nasz kraj się wzbogacił. Od 1975 tamtejsze wojska wymordowały w Timorze Wschodnim 200tys. ludzi. To źle. No i co z tym zrobić?
Takiś moralny? To zakaż eksportu broni, wyjdź z NATO (bo Turcja prześladuje Kurdów, a USA troszkę się rozbijają), zbojkotuj Izrael, olej gaz z Rosji, potęp działania MFW w Argentynie…Sorry, albo rozliczamy wszystkich albo zamieniamy się w pożytecznych idiotów którzy lamentują nad prawami człowieka, tam gdzie to dla kogoś okazuje się wygodne. Ponad połowa państw uczestniczących w olimpiadzie nadaje się do bojkotu.
Wiesz,że gdzieś dzwonią, ale nie do końca. Czołgi sprzedano do Malezji a nie Indonezji, a Malezja ma do Timoru tak daleko jak ty do Portugali
Tak to jest jak się pisze z pamięci. Tak czy siak rozmowy z Indonezją też były prowadzone. Tekst z "Politki":
"W Indonezji natomiast sprawy elektroniki i radarów oraz dostaw samolotów i śmigłowców zdominowały rozmowy w ministerstwach i sztabach rodzajów sił zbrojnych. Ważne jest, że pani prezydent Megawati Sukarnoputri, córka Sukarno, dobrze zapamiętała Polskę i poświęciła naszym ministrom aż 45 minut na rozmowy o możliwościach współpracy. Indonezja jest zainteresowana radarami kontroli obszaru powietrznego, oferowanymi przez warszawskie – Radwar i Przemysłowy Instutut Telekomunikacji razem z systemem dowodzenia wojskami lotniczymi, radiostacjami oraz samolotami Skytruck, śmigłowcami Mi-2 i Sokół. Stocznia Marynarki Wojennej zaś może odegrać znaczącą rolę przy modernizacji indonezyjskiej floty. Linia kredytowa polskiego rządu jest w Dżakarcie kluczem do sukcesu."
a mi chodziło tylko o pokazanie, że bez sensu jest obrażać się na pewne kraje wybiórczo. Za uwagę dziękuję.
Przecież mogliby dołożyć Chinom, przez co nie musieliby zwracać tych pieniędzy 😉 .
Rząd chiński posiada bilion dolarów rezerw. Gdy poczuje się zagrożony, to rzuci je na rynek, a potem na złość dozbroi Iran. Złapał Kozak Tatarzyna…
Nie o cenzurę w Chinach tu chodzi (była od "zawsze" i zagranicy to nie przeszkadzało), ale przygotowania do konfliktu związanego ze stanem amerykańskich finansów. A że w Chinach jest paskudny zamordyzm i cenzura, to ludziki dają się złapać na jakieś szczytne ideały. Tak samo było z Irakiem. Za Saddama cenzura była i teraz…też jest.
@X: czy moglbys do tej analizy zalaczyc podstawy dla ktorych takie stawiasz?
Przeraza mnie poziom pewnosci jaki reprezentujesz, zastanawiam sie czy studiowales stosunki Chinsko-Amerykanskie na jakiejs uczelni, czy moze pisales o tym prace doktorska, czy jestes politologiem, czy moze… tylko moze… po prostu probujesz dezawuowac czyjes dzialania, bo nie lubisz mysli, ze ktos moze cos robic majac naprawde dobre intencje.
oh, zakladam oczywiscie, ze o Iraku i cenzurze tam, rowniez posiadasz szczegolowe dane dowodzace tez ktore stawiasz, ktorymi chetnie sie podzielisz.
p.s. tak, chodzi mi o to, ze to, ze kazdy z nas ma jakas opinie i zdanie na kazdy temat nie implikuje, ze musimy pisac o tym jakbysmy byli ekspertami. Zwlaszcza kiedy chcemy podwazac czyjes intencje, uczciwosc lub moralnosc, warto by bylo bysmy robili to majac w reku dane, a nie nasze kompleksy i chec ich leczenia przez dezawuowanie dzialan innych. :/
Czy to znaczy, że do wyrażania publicznie swojego zdania, potrzebne jest specjalistyczne wykształcenie? Tytuł naukowy? Moje gratulacje!
Jak patrzę na swoje studia to czasami sobie (błędnie) myślę, że tytuł naukowy bardziej szkodzi niż pomaga. 🙂
@X:
To nie ma sensu. Chiny, gdyby mogły, już dawno pozbyłyby się dolarów. Problem w tym, że spowodowana tym utrata wartości USD uderzyłaby właśnie w Chiny i ich dolarowe obligacje. Cały świat próbuje odejść od dolara i on w końcu musi się sypnąć, bo USA już od dłuższego czasu zjadają własny ogon, ale takie "rzucenie" to być nie może. Tak samo z tym dozbrajaniem Iranu "na złość". Na złość to Karolek może Ani napluć do zupy w przedszkolu, a w stosunkach międzynarodowych trudno postępować nieracjonalnie, bo na dłuższą metę szkodzi się samemu sobie. Nie widzę żadnego powodu, dla którego Chiny miałyby interes w militarnym wzmacnianiu Iranu.
@Zbigniew Braniecki
Wielkość chińskich rezerw dewizowych i główną walutę w jakieś one są, może sprawdzić już gimnazjalista z dostępem do sieci. Tak samo opinie mainstreamowych fachowców na temat ewentualnego wypuszczenia ok. biliona dolarów na rynek. Ta wiedza leży na głównych portalach i blogach ekonomicznych. O Iraku to nawet nie ma co wspominać, bo skoro obnosisz się z bezradnością w sprawie niekontrowersyjnego tematu jak wysokość chińskich rezerw i jej znaczenie geopolityczne, to tutaj będzie zupełny klops.
Swoje "przerażenie", które jest niczym innym niż formą agresji, zachowaj na przyszłość dla siebie…
@arhan
Chyba nie zauważyłeś, że komentowałem wypowiedź Sławka na temat "dołożenia Chinom" przez Stany w celu uniknięcia spłaty długów. Chodzi o to, że Chinom trudno tanio dołożyć nie obrywając solidnej kontry i to jeszcze na etapie wojny niekonwencjolanej. Na marginesie: w wojnie konwencjonalnej jeszcze trudniej, ale aż boję się rozwijać temat, bo pan "przerażony" zarząda ode mnie papierów ukończenia WAT oraz West Point, może stażu w dużej gazecie i co wtedy? 😀
Napisałem wyraźnie: gdy chiński rząd poczuje się zagrożony (domyślnie: ze strony USA). W takiej sytuacji nie ma sensu by dbał o wysoki kurs dolara, wręcz przeciwnie, dobrze dolarowi gwałtownie zaszkodzić destabilizując ekonomię przeciwnika.
j.w. pomijasz kontekst. W razie eskalacji konfliktu Chiny mogą uzbroić przeciwników USA, w tym Iran. Jest to działanie "na złość", w takim sensie jak ZSRR uzbrajał Wietnamczyków, Kubę, Koreę Północną, a USA tal…pardon, Mudżahedinów, a Iran Hezbolach. W ten sposób gra się Kurdami, Albańczykami, być może Tybetańczykami i Ujgurami. Grano tak w XIX wieku Polakami. Amerykanie niedawno zagrali tak Gruzją, ale się przeliczyli, bo Rosja nie chciała w nią wdepnąć na dłużej. Jest to działanie racjonalne, bo wykrwawia przeciwnika bez toczenia formalnej wojny. Otwarta wojna jest bardzo kosztowna, Sun Tsu ją gorąco odradzał.
Nie uwzględniasz kontekstu sytuacji, czepiasz się słówek, a efektem jest męcząca, jałowa dyskusja. Śmieszyła mnie egzaltacja pana "przerażonego", ale tym razem ja napiszę. Jestem przerażony jak niewielu ludzi zadaje sobie trud rozumienia świata i jak niewiele osób czyta ze zrozumieniem :(.
@X: Wiem, ze to irytujace dla Ciebie, ale bede upieral sie, ze stawiajac takie tezy warto byloby podeprzec sie czyms troche mocniejszym niz zdaniem "opinie mainstreamowych fachowców".
Czy moglbys wskazac zrodla ktore dowodza, ze: "(W tym konflikcie) nie o cenzurę w Chinach tu chodzi (…), ale przygotowania do konfliktu związanego ze stanem amerykańskich finansów."
To bardzo wazne zdanie. To teza, z ktora wchodzisz w dyskusje. Nie mowisz jednak o swoich podejrzeniach czy domyslach. Mowisz o tym w formie faktoidalnej – tak jest. Ja to *wiem*. Pytanie zatem skad to wiesz.
Rozumiesz, troszke czym innym jest pisanie "sadze, ze tutaj mamy doczynienia" albo "wydaje mi sie, ze tak moze byc", a czym innym to co napisales. Zwlaszcza, ze to co napisales reprezentuje wyjatkowo ryzykowne obnizenie zlozonosci poznawczej. Mowisz o czyms tak skomplikowanym, wieloczynnikowym, zlozonym jak polityka miedzykontynentalna, a nastepnie redukujesz to do jednej przyczyny.
Z doswiadczenia rozmowy z takimi ludzmi zazwyczaj wynika, ze im mniej czynnikow zauwazaja jako przyczyny danego skutku tym mniej zazwyczaj wiedza o czym mowia.
Dostrzeganie zlozonosci procesow globalnych zazwyczaj przychodzi z wiedza. Uproszczona interpretacja zas, z ignorancja.
Dlatego prosze o zrodla.
USA i Chiny są ostro konkurującymi mocarstwami, które znalazły się w klinczu ekonomicznym (bardzo ciekawa sytuacja, z ZSRR była prostsza). Instrumentalnie traktowane "prawa człowieka" to stara amerykańska metoda radzenia sobie z przeciwnikami geopolitycznymi u których panuje deficyt demokracji.
Sorry, ale na tym poziomie nie ma sensu podawanie źródeł. Albo ktoś w odpowiednim czasie zetknął się z odpowiednimi faktami i to pojął albo nadal trzyma się wersji: "w Iraku Amerykanie chcieli zaprowadzić demokrację, ale im nie wyszło". Jeśli całymi latami tkwisz w błogiej nieświadomości, to 1 komentarz na osnews coś zmieni? Bez jaj, szkoda czasu.
@Quinn
"Czy to znaczy, że do wyrażania publicznie swojego zdania, potrzebne jest specjalistyczne wykształcenie? Tytuł naukowy?"
Jak się na czymś nie znasz to lepiej milczeć niż się zbłaźnić.
@X:
Zalozenie, ze swiat jest czarnobialy i dzieli sie na dwa obozy, z ktorych jednym jestes Ty a drugim sa "oni", oraz etykietowanie "onych" i przypisywanie im przekonan, intencji i zalozen jest bardzo ograniczajaca metoda oceniania rzeczywistosci.
Powoduje, na przyklad, ze wlasnie teraz uznajesz moje dopytywanie sie o zrodla jako przejaw niezgody z Toba i wpychasz mnie do drugiej szufladki – do onych.
Zalozenie, ze w niej tkwie pozwala Ci sie lepiej poczuc?
Wydaje mi sie, ze powinnismy dyskutowac na argumenty. Argumenty w merytorycznej rozmowie sa tezami stawianymi albo na podstawie jakiejs wiedzy, albo przekonan.
To jak na razie sie wypowiadasz sugeruje oczkiwanie nieomal religijnej akceptacji aksjomatow. "To oczywista oczywistosc i albo ktos to wie, albo nie mamy o czym rozmawiac".
Ja zas pytam wpierw o zrodla Twojej wiedzy. Zaslanianie sie niewymienionymi z imienia "znawcami" jest rowniez niepowazne.
Zaskocze Cie, interesuje sie polityka. Dosc mocno. Studiowalem socjologie w Polsce i Kanadzie, bralem sobie takie przedmioty jak np. "Issues in comparative politics: Obama vs. McCain" w trakcie kampanii wyborczej podczas ktorych wraz z wykladowca i senatorami Rep. i Dem. dyskutowalismy o zagadnieniach politycznych w danym kraju. Relacje z Chinami byly spora czescia tej dyskusji.
Nie oznacza to, ze mam jakas ogromna wiedze, nie oznacza, ze we wszystkim zgadzam sie z tym co mowili tam jedni, drudzy czy trzeci. Nawet to, ze mieszkam tutaj (w kalifornii) kilka miesiecy w roku zazwyczaj i to, ze moi koledzy znaja PMow z Google nie sprawia, ze odwazylbym sie tak stanowczo oglaszac moje zdanie (jakiekolwiek ono jest) jako prawde objawiona, ktora albo sie przyjmuje, albo pozostaje w "nieswiadomosci".
X, obawiam sie, na podstawie tego co dotychczas napisales, ze Twoja wiedza jest w calosci zbudowana na Twoich przekonaniach, jako zewnetrznego obserwatora. Z naukowego punktu widzenia (background mam w socjologii), taki sposob konstruowania obrazu rzeczywistosci jest niezwykle narazony na przeklamania – wiedze czerpiesz zapewnie z mediow, ale to Ty dobierasz jakich. Czytujesz artykuly, ale to Ty sam decydujesz ktore. W efekcie to troche dziala jak samospelniajaca sie przepowiednia – wszyscy mamy tendencje do szukania informacji ktore potwierdzaja to co wczesniej uwazalismy i to zjawisko wzmaga sie kiedy zaangazujemy sie w jakies stanowisko.
To taki krotki wycinek z metodologii analiz z nauk spolecznych i opis podstawowych bledow jakie sie popelnia (tzn. wszyscy je popelniamy).
Jesli sie myle, i w rzeczywistosci faktycznie czerpiesz wiedze z mniej narazonego na przeklamania poznawcze zrodla oraz opierasz sie na doswiadczeniu w pracy nad globalnymi procesami politycznymi, to wypadaloby, zebys potrafil wskazac na czym sie opierasz – zazwyczaj nie jest to trudne.
(o, ja na przyklad powyzszy fragment n/t nauk spolecznych opieram na Wojciszke, Aaronsonie czy S. Nowaku)
W kazdym razie pozdrawiam, ale jesli mam racje, proponowalbym wiecej skromnosci i unikanie zakladania, ze to co Ty uwazasz, jest prawda obiektywna, ktora kazdy powinien wyznawac, a jesli tego nie robi, to znaczy, ze cos z nim musi byc nie tak.
Obaj jestesmy bardzo, bardzo daleko od miejsc w ktorych podejmuje sie decyzje (ta czesc obserwowalnej rzeczywistosci politycznej, ktora jest swiadomie decydowana, jest jeszcze ta druga, ktorej tez przypisujemy czesto swiadome intencje) i zakladanie, ze poprzez nasze zrodla wiedzy potrafimy znalezc jeden, albo dwa mechanizmy i ze sa to te wlasciwe jest niesamowicie zludne, niezaleznie od tego jak bardzo poprawia nastroj.
Widać obraziłem czyjeś "uczucia religijne". Żenada.
nie obraziłeś, przesadziłeś trochę z pewnością siebie (pewnością swoich opinii).
Innymi słowy zapomniałeś dodać IMHO, bądź MSZ 😉
Pewnie paroma atmowkami? 😀
Jak na razie to chiński generał Zhu Chenghu groził atakiem atomowym na USA nawet za cenę zniszczenia Chin, jeśli tylko USA będą wspierać obronę Tajwanu.
Kwestia kto pierwszy. Przypuszczam, że USA mają możliwość wykonania salwy po której Chiny nie będą zdolne do odwetu. Podobnie jest z Rosją, która straciła większość infrastruktury po ZSRR (radary wczesnego ostrzegania). Zawsze jest jednak ryzyko, że coś tam jednak przetrwa…
@X
"Przypuszczam, że USA mają możliwość wykonania salwy po której Chiny nie będą zdolne do odwetu."
Nie masz pojęcia o czym mówisz. Scenariusz wojny atomowej przerasta twoją wyobraźnię.
USA i ZSRR rozwinęły arsenały dochodzące do 10tys głowic atomowych + setek mobilnych platform do przenoszenia. Nie zrobili tego dla sportu, ale z logicznych kalkulacji. Inaczej nie byłoby mowy o odwecie. Chiny są w tyle 2 rzędy wielkości, a do tego z powodów geograficznych mają znacznie krótszy czas reakcji – to przesądza o wyniku (dlatego takim problemem był kryzys kubański i "tarcza" w Polsce).
Widzisz. Ty do mnie jak rasowy trol, a ja do ciebie z argumentami. Perłe przed wieprze rzekłbym :). Bez odbioru.
@X
"USA i ZSRR rozwinęły arsenały dochodzące do 10tys głowic atomowych + setek mobilnych platform do przenoszenia. Nie zrobili tego dla sportu, ale z logicznych kalkulacji. Inaczej nie byłoby mowy o odwecie."
Nie masz pojęcia o czym piszesz. Wydaje ci się, że wojna to wypalenie z każdej broni jaką masz.
Nie jesteś nawet w stanie pojąć jak bardzo się kompromitujesz.
argument o zadłużeniu USA jest nietrafiony:
no właśnie! to Stany mają kasę chińczyków i to chińczycy teraz się martwią czy dostaną ją z powrotem…
cały dowcip polega na tym, że jak USA nie będą w stanie spłacić długów, to po prostu wydrukują więcej dolarów… i już, to że wzrośnie inflacja i dolary stracą na wartości to problem chińczyków.
to nie jest abstrakcja – tak już raz było – tak sobie poradzili z długami po wojnie
Chodzi o to, że dolar był kiedyś wymienialny na złoto i wtedy jeszcze miał jakąś wartość. Poza tym to kontrowersyjny FED drukuje kasę, który posiada taki status, że władza nie zawsze ma wiele do powiedzenia.
Bzdura dodruk pieniądza tylko osłabi dolara w związku z tym zadłużenie zagraniczne jeszcze bardziej się powiększy, USA nie zaciąga kredytu w dolarach tylko w obcych walutach.
Widzisz chodzi o to że USA nigdy nie miało zrównoważonego budżetu każdy kolejny rok to nowe długi zaciągnięte z granicą. Kolo 2012 zadłużenie USA sięgnie 100% PKB jeżeli w tym czasie dojdzie wymiany chińskich rezerw może być tak ze dolar poleci jak kamień w dół w tym wypadku obsługa zadłużenia i dalsze pożyczki mogą stać się niewykonalne. Chiny już pozbywają się akcji USA powodując destabilizacje dalszego kredytu zaciąganego przez rząd. I nie jest to wcale wina wolno rynkowej republiki lecz amerykańskich polityków, demokraci z jednej strony chcą wydawać z drugiej republikanie chcą obniżać podatki, konsensusem tego jest olbrzymi deficyt finansowy.
@Wykrywacz bzdur…. – a w czym zaciągają długi?! w EURO? Chińskich juanach? a może w walucie Zimbabwe?!
ano właśnie cały dowcip polega na tym, że długi zaciągają w dolarach, które sami drukują!!!
Chiny od początku kryzysu namawiają inne kraje do zmiany międzynarodowej waluty, jaką w tej chwili jest dolar, na coś innego, bardziej niezależnego od jakiegokolwiek kraju – EURO, póki co nie ma takiego poziomu zaufania, żeby zastąpić dolara w transakcjach międzynarodowych.
Inflacja oczywiście, że jest kosztem dla gospodarki, ale w pewnym momencie może się okazać, że lepiej zdewaluować dolara i ponieść koszt wysokiej inflacji, niż spłacać całą górę zaciągniętych długów.
Drugim kosztem dodruku pieniądza, byłby spadek zaufania do Stanów, ale dopóki na świecie nie będzie równie dużej i mocnej gospodarki, mogącej konkurować ze Stanami, to inwestorzy będą musieli przełknąć gorzką pigułkę i po jakimś czasie znów inwestować w dolarach…
najmar11 , inflacja to również problem kraju w którym ona panuje. Wysoka inflacja kładzie gospodarkę. Poza tym miecz jest obosieczny, bo po zniszczeniu dolara, USA stracą rentę z tytułu emitowania waluty światowej.
Bez przesady w tej obronie Google jakoś przez wiele lat im cenzura nie przeszkadzała. A prawda jest taka ze kiepsko zarabiali w Chinach to się pod przykrywką walki o wolność wycofali. I tyle…
mozesz podac dane zrodlowe ktore wskazuja, ze slabo zarabiali?
Wszak to jest "prawda", wiec na pewno poznales ja w wyniku zapoznania sie z danymi.
mozesz podac dane zrodlowe, potwierdzajace kazda z twoich tez? Czy wiesz co to jest spekulacja i otwieranie pola do dyskusji?
„A prawda jest taka ze kiepsko zarabiali w Chinach to się pod przykrywką walki o wolność wycofali. I tyle…”
To nie jest spekulacja tylko troling.
@Zbigniew Braniecki: Jaki byl udzial Google w rynku wyszukiwarek w Chinach?
Około 20-25% na rynku mającym 250 milionów internautów…
Google w Chinach nie zarabiało a jego pracownicy przymierali głodem.
@satyr: Pamietaj, ze Google zarabia na reklamach. A dla reklamodawcow liczy sie nie tylko ilosc osob ogladajacych reklamy, ale takze ich sila nabywcza. W chinach jest z nia roznie, wiec zalozenie, ze to faktycznie byl dobry biznes, jest takie sobie.
Tylko że w Chinach reklamują się ludzie którzy oferują produkty dla nich i ich siły nabywczej. Inna sprawa, że tamtejsza polityka nastawiona jest ostatnio na propagowanie oszczędności.
@trasz: nie mam pojecia. A czemu mnie o to pytasz?
Ja przeciez wlasnie pytam ze szukam danych na potwierdzenie tez stawianych tu przez dyskutantow.
http://www.frazpc.pl/news/30061-Chinskie,_android…
Według tego to tylko 2% dochodu google.
Poczytaj sobie ile stracą na wycofaniu
http://www.rp.pl/artykul/67344,452530_Google_licz…
proszę o wyjaśnienie, co właściwie implikuje decyzja GoDaddy?
Implikuje implikacje Branieckiego.
Moim zdaniem cała akcja inspirowana jest administracją rządu amerykańskiego. Starają się zgolić społeczeństwo tak, aby bez problemu zaakceptowało wysokie cło na produkty z Chin.
Potem wszyscy zadowoleni, że bronią praw człowieka chętnie zapłacą 10 czy 20% więcej za towary które i tak będą kupować – reperując tym samym nadęty budżet.
Problemem nie są tu prawa człowieka, ale pogarszająca się sprawność gospodarki USA, dla której chińska jest zagrożeniem.
Wnioskuje to na podstawię krzyków tamtejszej administracji o to, by Chiny umocniły Juana (można o tym przeczytać na blogu Pana Gwiazdowskiego).
Hmm…
Cała ta sytuacja pokazuje, jak wielką siłę mają wielkie korporacje. Siły te mogą służyć ku dobremu lub złemu (prawie zawsze jednak chodzi o to, by służyły danej spółce w krótszym lub dłuższym okresie).
Abstrahując nieco od tej sytuacji, nasuwa mi się taka ogólna rzecz: warto stymulować firmy, pokazując, że dla klientów/opinii publicznej jest to ważne, aby dbały o wizerunek firmy jako takiej, która "chce dobrze", "czyni dobrze".
Reżimowi dziennikarze chińscy wytoczyli oskarżenia o szpiegostwo. Czy Google szpiegował czy nie, to osobna sprawa, ale że ma taką możliwość to pewnik i państwa chcące utrzymać niezależność strategiczną biorą to pod uwagę.
Cała sprawa z Chinami IMHO jest trochę szersza.
Patrząc na Chiny jako takie pomimo ogromnej ilości zasobów ludzkich nie posiadają dobrej bazy ludzi kreatywnych (wg mnie bierze się to głównie z tego, że feudalizm jest tam bardzo mocny) co ciągnie za sobą to, że jak sami wiecie Chiny kopiują wszystko co się da(co do jakości – ostatnio skopiowali bodajże BMW 1 – mogę się mylić nie pamiętam dokładnie marki ale chyba BMW albo Mini – które w 95% odpowiadało jakościowo oryginałowi. Co z kolei prowadzi do kogo? Właścicieli praw autorskich, patentów itp. Chiny leją ciepłym m…em na patenty, prawa autorskie itp jeżeli chodzi o rozwój ich kraju … stąd też zaczęła się IMHO cała akcja – google, godaddy, dell itd.
Jednym słowem powtarzając stare przysłowie – jeżeli nie wiadomo o co biega to biega o kasę.
Devil
Prawda jest taka, że jak padną USA to padnie cały świat, także nie ma co się cieszyć z słabej gospodarki USA