Facebook testuje tłumaczenie komentarzy

  • Home
  • /
  • Blog
  • /
  • Facebook testuje tłumaczenie komentarzy

Data: 5 września, 2011

Po wykonaniu tłumaczenia całego serwisu na wiele języków dzięki pomocy użytkowników, część z nich uzyskała już dostęp do funkcji tłumaczenia komentarzy pod postami opublikowanymi na Facebookowych stronach.

Facebook Translate button Przycisk Translate znajdzie się obok Lubię to, jego naciśnięcie spowoduje automatyczne przetłumaczenie treści komentarza oraz wyświetlenie przycisku umożliwiającego powrót do oryginalnej wersji.

Tłumaczenie komentarzy ma za zadanie zintegrowanie społeczności liczącej ponad 750 milionów użytkowników, która niezbyt często komunikuje się za pomocą serwisu z członkami innych narodowości. Do tej pory jedyną pomocą w ich zrozumieniu były translatory (głównie Google Translate) lub manualne wykonywanie tłumaczenia.

Póki co nowa funkcja dostępna jest tylko dla niektórych użytkowników Facebooka, na jego stronach umożliwiając między innymi tłumaczenie z polskiego, hiszpańskiego, francuskiego, hebrajskiego i chińskiego na Angielski. Powyższy zrzut ekranu dowodzi, że translator radzi sobie również ze slangiem, są jednak przypadki w których wyświetla komunikat o braku tłumaczenia.

Już teraz widoczne jest wiele interesujących i poręcznych zastosowań dla tłumaczenia postów. Prawdopodobnie baza tłumaczeń będzie rozwijana przez użytkowników, podobnie jak miało to miejsce przy tłumaczeniu serwisu, obecnie jest ono oparte o translator z usługi Bing.

Podobne wpisy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone


  1. Piotr Pies Ostrowski pisze:

    Baza tłumaczeń opiera się na bingowym translatorze, to raz. Dwa, że z polskiego na angielski też tłumaczy. A przynajmniej próbuje…

    1. sirmacik pisze:

      Zaktualizowałem newsa, dzięki za info. (:

    2. webnull pisze:

      To zauważyłem po jakości. W końcu to Bing.

  2. vampire pisze:

    a jak z jakoscia tych tlumaczen?

    1. webnull pisze:

      Bing mówi sam za siebie.

  3. Darkhog pisze:

    Po za tym lepiej by było jakby skorzystali z googlowskiego translatora. GTranslate to już (w większości wypadków) nie tłumaczy na zasadzie "ja być, ja mieć", jak to było parę lat temu a do tego ma większą bazę języków.

    1. sirmacik pisze:

      Tu raczej największym problemem jest wojna między Facebookiem i Google. FB od dłuższego czasu integruje swoje usługi z Bingiem albo pozostałymi narzędziami od Microsoftu (np. Skype).

      1. Patryk pisze:

        dokładnie, poza tym G+ to konkurent FB więc nie widzę szans na Translate by Google on Facebook

    2. jarek pisze:

      GTranslate to już (w większości wypadków) nie tłumaczy na zasadzie "ja być, ja mieć"

      Bez jaj, dalej tlumaczy kali jesc kali pic, chwilami rece opadaja.
      No ale tlumaczenie jezykow naturalnych to ciezkie zagadnienie.

      1. Speaktrap pisze:

        Oryginalny tekst: "I wonder what's for dinner"
        Google: "Zastanawiam się, co będzie na obiad"
        Bing: "Zastanawiam się, co to jest na obiad"

      2. honey pisze:

        For you to sleep well at night, the aesthetic, the quality, has to be carried all the way through.
        student grants

  4. Szymon Barczak pisze:

    Obecnie nowa funkcja obecna jest tylko dla niektórych użytkowników Facebooka i obecna jest (…)

    A w sieci obecny jest słownik wyrazów bliskoznacznych 🙂

  5. jarek pisze:

    750 mln uzytkownikow? Nie wierze. Naprawde aktywnych pewnie bedzie ze 100mln
    (co i tak jest kosmiczna liczba)

    1. aliendonald pisze:

      Ja też nie wierzę, gdyby od początku była możliwość natychmiastowego usunięcia konta to facebook raczej nie byłby tak potężny jak teraz. Jest rzesza fanów, którzy bez tego portalu żyć nie mogą, ale jest też masa ludzi, którzy zwyczajnie mają niemal nieużywany profil bo uciec do facebooka po prostu trudno.

    2. cutugno pisze:

      Twierdzą, że 750mln aktywnych z czego połowa loguje się codziennie.
      http://www.facebook.com/press/info.php?statistics

      1. jarek pisze:

        Niesamowite liczby, naprawde trudne do uwierzenia. Np:

        "People on Facebook install 20 million applications every day"

        Zamiast uczyc sie merge-sorta lepiej zmajstrowac webaplikacje
        w ktorej e-buraki podlewa sie e-gnojowka.

        1. Cóż, po prostu z tym jest jak z telewizją. W czasach, gdy telewizorom bliżej było do aparatów radiowych, a obraz był rozmiarów pocztowego znaczka, wróżono telewizji przyszłość wspaniałą, wróżono powszechną edukację, dostęp do wiedzy i zastosowań… widzimy co wyszło. Z Internetem jest tak samo – człowiek, z natury leniwy, dzisiaj będzie uprawiać ten nieistniejący ogródek i instalować "e-obornik v.1.1" zamiast podzielić się wiedzą z uprawy tego, co ma za oknem. A nawet jak się podzieli to spece z komercyjnych portali zadbają o to, by niewielu ludzi tą wiedzę znalazło. Bo obywatel lepszy jest, jak nie myśli, nie tylko na tematy polityczne ale ogólnie. Wtedy wiadomo – zamiast naprawić kupi nowe, zamiast zrobić kupi, zysk przyniesie, i o to dzisiaj chodzi.

          1. cutugno pisze:

            "Bo obywatel lepszy jest, jak nie myśli, nie tylko na tematy polityczne ale ogólnie. Wtedy wiadomo – zamiast naprawić kupi nowe, zamiast zrobić kupi"

            Jak rozumiem Ty swój komputer sam zrobiłeś i naprawiasz używając własnoręcznie wykonanych części.

          2. Nie, ale jeżeli mój znajomy (student elektroniki), kupujący każdy komponent z certyfikatami "green", gorliwie segregujący odpady i uważający się za "pro-ekologicznego", i w ogóle tak "zielonego", że niemal defekuje liśćmi, wyrzuca płytę główną i kupuje ten sam model, nową, tylko dlatego, że poleciał w starej rezystor (zabezpieczenie tylego panelu) za 6gr. (Dziękuję mu z resztą za oddanie tej płyty!), to znaczy, że wyraźnie jest coś nie tak.
            A co najlepsze nie trzeba być elektronikiem, żeby to zdiagnozować i naprawić, bo usterka jest opisana na kilkunastu stronach i blogach, tylko zakopanych głęboko pod ofertami kupna płyty (z czego ponad połowa to zwyczajne oszustwo – reklamy czegoś zupełnie innego otagowane modelem popularnej i nietaniej płyty), to można to nazwać tylko brakiem myślenia u "sozologa" i klęską wolnej wymiany wiedzy w Sieci.

          3. cutugno pisze:

            "Nie, ale jeżeli mój znajomy (student elektroniki)"
            "co najlepsze nie trzeba być elektronikiem, żeby to zdiagnozować i naprawić, bo usterka jest opisana na kilkunastu stronach i blogach"

            Ale wiesz, takie historyjki to sobie można przy piwie czy czymś opowiadać, natomiast czy nam się to podoba czy nie, dziś racjonalny wybór zrobić/kupić czy naprawiać/kupić coraz częściej to "kupić". Nic na to nie poradzę.

          4. Ale wtedy mógłby nie wyjeżdżać z tą sozologią. Bo jak widać dzisiaj dobry idealista to posłuszny idealista, nawet jeżeli wykonuje rozkazy sprzeczne z jego normami.

            "Nic na to nie poradzę"
            Ja też nic. Są tacy, co próbują poradzić, to oni Internet na macierze zgrywają. Ale warto takie rzeczy wskazywać. Bo przez ostatnie kilkanaście lat z powodu "nic na to nie poradzę" zdołaliśmy ponieść kilka sporych strat gospodarczych i politycznych, a jako społeczeństwo zlądowaliśmy w piramidzie Masłowa kilka pięter niżej.

          5. cutugno pisze:

            "mógłby nie wyjeżdżać z tą sozologią" "nawet jeżeli wykonuje rozkazy sprzeczne z jego normami. "

            Mało to idealistów, którzy ideały wieszają na kołku kiedy im tak wygodniej?

            "jako społeczeństwo zlądowaliśmy w piramidzie Masłowa kilka pięter niżej."

            Niżej niż w latach dziewięćdziesiątych? Chyba sobie jaja robisz.

          6. Gdyby zawsze byli tacy idealiści, to byśmy dalej żyli w Republice Ludowej, a dodatkowo w wyniku stopniowego zżerania zasobów przez system władzy mielibyśmy zamordyzm co najmniej jak z czasów Stalina.
            A ci, którzy nie odstawiają ideałów gdy pieniądzem ktoś prosi, to już z poprzednich moich postów wiadomo jak kończą.

            Od razu mówię, że kiepski ze mnie socjolog, nie siedzę w dziedzinie, więc piszę z prostego porównania: Na pewno niżej niż w czasach PRLu – walka opozycji z ówczesnym socjalizmem odbywała się przeciwko blokowaniu spełnienia potrzeb, i to nie tylko potrzeb najniższych, typu zakup kiełbasy, ale i potrzeb wyższych, jak rozwoju, samorealizacji, zależności oparcia. Dzisiaj całość jest podporządkowana potrzebom konsumpcyjnym. Dzisiaj najważniejszą potrzebą jest posiadanie oby najnowszej komórki, a by ludzie nie zorientowali się łatwo, można oczywiście kupić odpowiednie namiastki potrzeb z poziomów wyższych. Najlepiej widać "analog" miłości z poziomu 3., dzisiaj całkowicie uzależnioną od standardów materialnych, pomijając ważniejsze aspekty genetyczne i psychologiczne.

          7. cutugno pisze:

            "Gdyby zawsze byli tacy idealiści, to byśmy dalej żyli w Republice Ludowej, a dodatkowo w wyniku stopniowego zżerania zasobów przez system"

            Większość idealistów jest taka i całe szczęście, bo ci co tacy nie są, są naprawdę niebezpieczni. A socjalizm wykończył się z grubsza sam, ze sporą pomocą wyścigu zbrojeń. I na szczęście wtedy po żadnej stronie już idealistów nie było albo byli zmarginalizowani, dzięki czemu Jaruzel nie spróbował zrobić tu Korei a Morawiecki Powstania Wrocławskiego.

            "Dzisiaj całość jest podporządkowana potrzebom konsumpcyjnym. Dzisiaj najważniejszą potrzebą jest posiadanie oby najnowszej komórki"

            E tam. Nie wiem ile miałeś lat w roku np. 1992, ale ja pamiętam jak wtedy godzinami jeździłem po Warszawie szukając jakiejś dobrej książki popularno-naukowej (o naukowych właściwie można było wtedy zapomnieć, chyba że resztki nakładów z czasów PRL) – dziś jest ich sporo, nawet w pobliskim Tesco jest empik a w nim trochę takich książek. A choćby biografię Hitlera kupiłem w supermarkecie. Wtedy – był wybór między Harlequinem a Ludlumem.

            Telewizja to samo – wtedy była niesławna Polonia1 i mało co więcej, dziś mamy po polsku różne NG, HC, DC (ok, ten zszedł na psy) czy fenomenalny DvL.

            A że mamy lepsze gadżety – no fajnie, mamy. Ale to nie tylko głupawe komórki, popularny też jest choćby mało reprezentacyjny ale świetny Kindle. Nie ma co narzekać, jest DUŻO lepiej niż w latach 90.

        2. cutugno pisze:

          "Zamiast uczyc sie merge-sorta lepiej zmajstrowac webaplikacje w ktorej e-buraki podlewa sie e-gnojowka."

          Jak już tą e-gnojówkę jednocześnie wylewa parę milionów userów to obawiam się, że sam mergesort nie wystarczy żeby sobie z tym poradzić.

          1. jarek pisze:

            Od tego zeby im sie to nie rozsypalo przy takich obciazeniach jakie obsluguja
            to FB pewnie ma sztab wysokiej jakosci specjalistow.
            Watpie, zeby to byli ci sami ludzie co klepia webappy z e-bzdetami do klikania.

          2. cutugno pisze:

            "FB pewnie ma sztab wysokiej jakosci specjalistow.
            Watpie, zeby to byli ci sami ludzie co klepia webappy z e-bzdetami do klikania."

            Ojej, Ty chyba myślisz, że wylewanie e-gnojówki działa na serwerach FB.

          3. jarek pisze:

            Ojej, Ty widze wiesz lepiej co ja mysle.
            Masz tu wyjasnienie dla inteligentnych inaczej: uwazam, ze FB zatrudnia ludzi ktorzy
            zajmuja sie ich softem na niskim poziomie, zeby to dzialalo przy takich obciazeniach
            przy jakich dziala. I nie sadze, ze sa to klepacze webaplikacji instalowanych w ilosci
            20mln sztuk dziennie – ci nie maja pojecia jakie algorytmy chodza pod spodem, dostaja
            framework i tego uzywaja.

          4. cutugno pisze:

            "Ojej, Ty widze wiesz lepiej co ja mysle. "

            Na pewno już wiem jaki robisz błąd.

            "uwazam, ze FB zatrudnia ludzi ktorzy zajmuja sie ich softem na niskim poziomie, zeby to dzialalo przy takich obciazeniach przy jakich dziala"

            No to tak nie jest – aplikacje chodzą w iframkach, z własnych sprzętów, i ich wydajność jest ich problemem, nie fejsbuka, który co najwyżej odetnie aplikację, która bruździ.

            I nie, te najpopularniejsze aplikacje to nie jest soft na niskim poziomie, nawet jeśli ich treść jest dość trywialna.

          5. jarek pisze:

            O, dobrze wiedziec, bylem swiecie przekonany, ze FB hostuje to dziadostwo.
            (choc pewnie daja jakies API do wciagania danych z FB do aplikacji).
            Tak czy siak, lepiej niz gdyby trzymali wszystko u siebie.

  6. Indoktrynator pisze:

    Żeby korzystać z Fejsbuka trzeba być odmóżdżonym lamusem/lamuską. Sam założyciel, niejaki Cukierkowy Marek nazwał poje*ami użytkowników tego godnego politowania "portalu".

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

Newsletter OSnews raz w tygodniu. Bez reklam.