Wiele serwisów udostępnia inną treść (dokumenty, muzykę, wideo) w zalezności od fizycznej lokalizacji odbiorcy. Należą do nich m.in. takie serwisy jak YouTube, Hulu czy BBC iPlayer. Google właśnie otrzymał amerykański patent na technologię umożliwiającą takie praktyki.
Patent numer 7.664.751 zatytułowany jest Variable user interface based on document access privileges czyli „odmienny interfejs użytkownika zależnie od praw dostępu do dokumentów”.
Google wystąpiło o patent 30 września 2004 roku. Przyznano go dziś, 16 lutego 2010.


Faktycznie, niemalże kosmiczna technologia.
Patent by Google, nie ma wiec mowy, ze cos w nim zlego.
"Patent by Google, nie ma wiec mowy, ze cos w nim zlego."
Jest odwrotnie, gdyż każdy patent, czyli jedna z postaci prawnego monopolu jest złem.
dyskryminacja «prześladowanie poszczególnych osób lub grup społecznych albo ograniczanie ich praw ze względu na rasę, narodowość, wyznanie, płeć itp.
U nas zdaje się, nie można dyskryminować ludzi ze względu na położenie grupy? :>
Przydzielanie innych praw ze względu na lokalizację geograficzną (czy też płeć, narodowość, obywatelstwo) to nie dyskryminacja. Przynajmniej tak orzekł Trybunał w Strasburgu jakiś czas temu. Tylko nie wiem czy to orzeczenie dotyczy tego rodzaju przypadku. Ja o nim wiem w kontekście konkretnego kraju i jego mieszkańców, nie prawa międzynarodowego.
Ale było też orzeczenie innego europejskiego sądu odnośnie usług świadczonych drogą elektroniczną w UE zakazujące tego typu praktyk.
Gdyby to, co napisałeś było prawdą, to zabezpieczenia regionalne musiałyby być piętnowane. Obecnie w Polsce zabezpieczenia regionalne można ominąć(nawet złamać), lecz nie oznacza to, że są one nielegalne(gdyby były, to mógłbyś oskarżyć np. producenta o ich stosowanie).
Tekst patentu przeczytałem bardzo pobieżnie i na pierwszy rzut oka wygląda na to, że dotyczy to dokumentów tekstowych. Kilkukrotnie mowa jest o publikacjach i książkach, a także zawartych w nich grafikach.
Ograniczenia dostępności nie dotyczą tylko geolokalizacji, ale także innych uprawnień. Pojawia się wzmianka, że w okrojonym dokumencie może zostać umieszczony odnośnik kierujący do kupna publikacji.
Słowo muzyka czy film nie padło, ani razu.
Książka to przykład zapewne. W patencie mowa o documents. Czy dokumenty mogą być tylko tekstowe, nie wiem. Być może Google zależy tylko na chronieniu Google Books i cały ten patent chcą wykorzystać w celu zapewnienia sobie pozycji monopolistycznej w cyfrowych publikacjach na rynku amerykańskim.
Padają bardzo sprecyzowane sformułowania do czego odnosi się patent. Oto kilka przykładów:
Przykłady natomiast podane są na końcu tekstu patentu, wraz z diagramami etc.
Więc jak trafnie zauważyłeś, cała sprawa prawdopodobnie dotyczy Google Books.
Dziwna sprawa, gdyż NA PEWNO istnieje w tej sprawie "prior art", wiadomo jednak, JAK działa ichni urząd patentowy w USA, raczej nie byłoby problemu z przepchnięciem (podobnie jak to miało miejsce w Australii) patentu na koło, ogień czy coś podobnie "odkrywczego".
No właśnie. Jestem średniakiem technicznym w swojej dziedzinie i zerem w dziedzinach mi obcych. Jeśli przyznany patent jest dla mnie oczywisty (nawet pół godziny nie muszę poświęcić na analizę), to coś jest nie tak z systemem patentów. Kto pierwszy ten lepszy – TAK. Ale pierwszy wymyśli, a nie pierwszy wykaże się hucpą!
Po tytule wnioskuję, że być może wszelkie pakiety biurowe też go łamią. Jeżeli np. posiadamy prawo tylko do odczytu, to przyciski z funkcjami edytorskimi automatycznie blakną. Musiałbym przeczytać ten patent, jednak tytuł właśnie na to wskazuje.