Otwarte Źródło dla Ameryki

  • Home
  • /
  • Blog
  • /
  • Otwarte Źródło dla Ameryki

Data: 23 lipca, 2009

Open Source for America to koalicja firm i instytucji na rzecz stosowania oprogramowania o otwartym źródle w agencjach rządowych USA.

Inicjatywa ta powstała w wyniku coraz większego zainteresowania tematyką w kręgach rządowych, a jednocześnie w dalszym ciągu dyskryminacji rozwiązań otwartych w publicznych przetargach.

Celem koalicji jest zwrócenie uwagi na zalety otwartego oprogramowania jako takiego i zachęcanie do brania go pod uwagę przy podejmowaniu decyzji IT. Organizatorzy akcji nie domagają się jednak dyskryminacji oprogramowania zamkniętego wierząc, że kluczowa jest przezroczystość i neutralność w procesie podejmowania takich decyzji.

Wśród założycieli O.S.A. są m.in. liczne amerykańskie uniwersytety i firmy z branży komputerowej.

Podobne wpisy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone


  1. Marcin pisze:

    Każda taka inicjatywa bardzo mi się podoba. Na radość trzeba jednak poczekać do chwili kiedy usłyszymy o zasługach tej koalicji.

    1. maciek pisze:

      Szansa na sukces jest. wśród założycieli są m.in. tak wpływowe firmy jak: Oracle, AMD, Novell, Red Hat czy Google. Inicjatywa już doczekała się pewnego rozgłosu w mediach (i nie tylko geekowych portalach webowych), więc sytuacja… napawa optymizmem.

  2. barteqx pisze:

    Celem koalicji jest zwrócenie uwagi na zalety otwartego oprogramowania jako takkiego i zachęcanie do brania go pod uwagę przy podejmowaniu decyzji IT.

    Hę? "takkiego"? 🙂

    1. Michał Tomaszewski pisze:

      Mam zrobić screena czy sam dasz radę zgłosić literówkę? Hę?

  3. hmmm pisze:

    Na początku może się wydawać, że open source rzeczywiście niesie korzyści, ale na dłuższą metę jest zupełnie odwrotnie. Jakoś nie wyobrażam sobie aby dosłownie w każdym komputerze było jedynie wolne oprogramowanie, bo wtedy pomyślcie skąd kasę brali by pracodawcy firm informatycznych.
    Systemy i pakiety biurowe open source = koniec MS i innych, tysiące ludzi na bruk, to ma być dobrze?.
    Programy graficzne open source = koniec Adobe i innych.
    Sam pracuję w jednej z firm tworzących oprogramowanie i dla szkody mojej i mojego pracodawcy jest to, że ktoś zrobił jakiś darmowy odpowiednik.

    Na koniec proszę darujcie sobie komentarze w stylu "fanboj MS". I jeszcze jedno: nie sposób się nie zgodzić (tylko troszkę) z opinią Billa Gatesa, że "otwarte opgoramowanie to rak". On przynajmniej wie jak zarabiać kasę, a spójrzcie na Stallmana, on chyba dużo się nie dorobił, chyba nawet oszczędza na fryzjerze.

    1. maciek pisze:

      oprogramowanie open source też nie powstaje za darmo i też ktoś musi je napisać. Różnica jest taka, że jeśli instytucja finansowana przez Państwo kupuje program własnościowy, to program ten pozwala rozwiązać problemy danej instytucji. Gdy instytucja kupuje program otwarty, z programu korzystać może cały naród, co jest tańsze.

      1. mby7930 pisze:

        "óżnica jest taka, że jeśli instytucja finansowana przez Państwo kupuje program własnościowy, to program ten pozwala rozwiązać problemy danej instytucji. Gdy instytucja kupuje program otwarty, z programu korzystać może cały naród, co jest tańsze."

        Ale po co całemu narodowi np. program służący do comiesięcznego przesyłania raportów do np. ZUS (zakładając, że rząd zleciłby napisanie opensoure'owej wersji Płatnika)?

        Mam wrażenie, że zysk jest tutaj w trochę innym miejscu. Ważne jest, że w razie czego kod ma rząd (oczywiście dostępny dla wszystich poprzez rządową stronę www) i rozwój danego oprogramowania może zlecić innej firmie.

    2. SeeM pisze:

      Tak samo mówili jak wchodziły pierwsze drukarnie – tysiące ludzi bez pracy, bo nikt nie zapłaci kopistom. Mechanizacja do fabryk – tysiące robotników na bruk. Telegrafy – poczty upadną. Ale jakoś żyjemy. Robimy to samo co wcześniej, tylko inaczej.

      1. W czasach kapitalizmu łatwo zapomniećże bogactwa narodów pochodzą z ciężkiej pracy klasy robotniczej. Najważniejsza jest praca, potem człowiek.

  4. mby7930 pisze:

    "Jakoś nie wyobrażam sobie aby dosłownie w każdym komputerze było jedynie wolne oprogramowanie, bo wtedy pomyślcie skąd kasę brali by pracodawcy firm informatycznych."

    Twoja postawa wynika z wcześniej przyjętych, w dużym stopniu wzorowanych na MS, założeń, że firma programistyczna ma tworzyc oprogramowanie dla tzw. mas.
    Jest jednak zupełnie inaczej. Realnie mamy do czynienia z wielością bardzo różnorodnych podmiotów, których potrzeb nie zaspokoi "oprogramowanie generyczne". Oni potrzebują rozwiązań "tylko dla nich".

    Mówiąc krótko, czasy, gdy można było stworzyć jedną wersję programu i "byczyć się" czekając, aż monopol zagna ich w nasze podwoje już się kończa i bardzo dobrze.
    Programista nie może być na bardziej uprzywilejowanej pozycji niż np. kafelkarz, hydraulik czy inny pracownik fizyczny, który poświęca swój czas wykonując usługę dla JEDNEGO, KONKRETNEGO klienta.

    Mówiąc krótko, wracamy do normalności, gdy ludziom płaci się za realną usługę, a nie jakieś nie-wiadomo-co pod nazwą "licencji na uruchamianie".

    1. ufoludek pisze:

      @mby7930: pomiędzy kafelkarzem a programistą dostosowującym wolny soft do potrzeb klienta jest jedna drobna różnica — klient programisty może ten dostosowany soft rozdać potem (w ramach FOSSowej wolności) dowolnej liczbie ludzi, którym przez przypadek taka wersja programu również jest potrzebna.
      Przykładowo większość aptek ma zbliżone potrzeby, więc jeśli jedna zapłaci za stworzenie/dostosowanie softu do swoich potrzeb, to będzie ono też pasowało do potrzeb innych aptek w okolicy. A ponieważ soft jest "wolny", to gość, który za niego zapłacił może z nim zrobić co chce — na przykład dać kolegom aptekarzom. Czyli programiście zapłaci się raz, i na żadnej innej aptece już nie zarobi (a przynajmniej nie tyle samo).
      Kafelkarz ma nieco lepiej — nawet jeśli każdy klient chce identycznie ułożone takie same kafelki jak wszyscy inni, to i tak płaci osobno.

      1. Spodziewaj się "argumentu", że korporacje wyprały ci mózg. Z mby nie ma żartów.

        1. mby7930 pisze:

          "Spodziewaj się “argumentu”, że korporacje wyprały ci mózg. Z mby nie ma żartów."

          Ze zwolennikami monopolu żartów nie ma na pewno. W końcu stoi za nimi władza całego państwa, które ten monopol zapewnia.

      2. mby7930 pisze:

        "@mby7930: pomiędzy kafelkarzem a programistą dostosowującym wolny soft do potrzeb klienta jest jedna drobna różnica — klient programisty może ten dostosowany soft rozdać potem (w ramach FOSSowej wolności) dowolnej liczbie ludzi, którym przez przypadek taka wersja programu również jest potrzebna."

        "Kafelkarz ma nieco lepiej — nawet jeśli każdy klient chce identycznie ułożone takie same kafelki jak wszyscy inni, to i tak płaci osobno."

        Nie zrozumiałeś, kafelkarz dostaje pieniądze ZA USŁUGĘ na rzecz konkretnego podmiotu.
        I tak samo powinna funkcjonować firma programistyczna.
        Program tworzony jest pod KONKRENTY podmiot i firma świadczy usługi z tym związane (uwzględniając zmieniające się prawo, potrzeby podmiotu itp.).

        1. "I tak samo powinna funkcjonować firma programistyczna."

          Tak psioczysz na ten monopol, ale posiadanie monopolu na prawdę to strasznie przyjemna rzecz, no nie?

        2. ufoludek pisze:

          @mby: kafelkarz dostaje pieniądze ZA USŁUGĘ, ale ta usługa jest świadczona DLA KAŻDEGO OSOBNO. A efekt usługi programisty może być skopiowany N razy, więc dostanie on N razy mniej kasy.

        3. maciek pisze:

          N razy mniej pieniędzy za N razy mniej pracy? Skąd pomysł, by wynagrodzenie za program było wprost proporcjonalne do ilości komputerów, na których jest program zainstalowany?

        4. ufoludek pisze:

          @maciek: jak sobie tak na spokojnie siądziesz i pomyślisz, to zauważysz, że to "N razy" jest równoznaczne ze zmniejszeniem N razy rynku. Czyli N razy mniejsze zapotrzebowanie na programistów, więc lepiej odpuść sobie studia informatyczne.

        5. maciek pisze:

          Nie jestem przekonany co do teorii o zmniejszaniu rynku. Skoro będzie potrzebnych tyle samo programów, to tyle samo programów będzie napisanych. ergo: pracy będzie tyle samo. Ino zysk będzie będzie inaczej między autorów rozłożony: wprost proporcjonalny do trudności zadania, a nie do ilości komputerów, na których program jest zainstalowany.

          To, że trudniej będzie zostać milionerem dzięki wypromowaniu trywialnej aplikacji na poziomie projektu zaliczeniowego na pierwszym roku studiów informatycznych… nie znaczy, że nie będzie popytu na rzeczy bardziej złożone. Rzeczy, których "nietechniczny" klient nie skleci na poczekaniu z luzem leżącego kodu open source, a do czego najmie informatyka.

          Ostatecznie postulat, aby chronić rynek przed zalewem otwartego oprogramowania przypomina nieco pochwałę działalności łobuza wybijającego okno: dzięki niemu szklarz ma więcej roboty… chociaż i w przypadku szklarza zysk jest (po odjęciu kosztu narzędzi) proporcjonalny do poniesionej pracy – nie może on raz wykonanej usługi sprzedać po kolei kilku klientom.

        6. cutugno pisze:

          maciek: "Skoro będzie potrzebnych tyle samo programów, to tyle samo programów będzie napisanych."

          Skąd pomysł, że tyle samo będzie potrzebnych? Potrzebny to jest chleb i piwo a nie programy.

          "Ino zysk będzie będzie inaczej między autorów rozłożony: wprost proporcjonalny do trudności zadania, a nie do ilości komputerów, na których program jest zainstalowany."

          To nie jest problem, problemem jest rozłożenie finansowania między klientów. Z oczywistych powodów na rynku będzie wygrywał ten, kto nie płaci tylko zakłada biznes taki jak ten frajer za rogiem, co sobie zafundował oprogramowanie a teraz można wziąć i postawić mu pod nosem konkurencyjny biznes o niższych cenach.

          Więc kto zapłaci? I nie schowa softu do sejfu żeby nie sponsorować konkurencji?

          "To, że trudniej będzie zostać milionerem dzięki wypromowaniu trywialnej aplikacji na poziomie projektu zaliczeniowego na pierwszym roku studiów informatycznych…"

          Wypromuj i zostań.

          "Rzeczy, których “nietechniczny” klient nie skleci na poczekaniu z luzem leżącego kodu open source, a do czego najmie informatyka."

          Tak jest teraz, tylko ten sklecony kod jakby rzadko trafia z powrotem do opensource.

          "Ostatecznie postulat, aby chronić rynek przed zalewem otwartego oprogramowania"

          Doskonale chroni się sam 🙂

          "proporcjonalny do poniesionej pracy – nie może on raz wykonanej usługi sprzedać po kolei kilku klientom."

          Nie może też podzielić jej kosztów między klientów. Na usługi programistów "jak szklarzy" – czyli jeden program, jeden klient – po prostu mało kto mógłby sobie pozwolić. Jakaś forma dzielenia kosztów jest konieczna i tu najlepiej sprawdza się COTS. Dla klientów, których na to stać oczywiście piszemy też na zamówienie. 🙂

        7. maciek pisze:

          Rynek własnościowego oprogramowania cieszy się bardzo solidną i niezasłużoną ochroną Państwa, bez której zwinąłby się w ciągu tygodnia. Od rajdów na "piratów" począwszy.

        8. cutugno pisze:

          "Rynek własnościowego oprogramowania cieszy się bardzo solidną"

          Bzdura, bardzo niesolidną. Solidna to by była gdyby piractwo było na poziomie mniejszym niż 1%, czego sobie i wszystkim życzę. Skądinąd opensource to też tylko pomoże.

          "bez której zwinąłby się w ciągu tygodnia"

          Każdy rynek bez ochrony państwa zwinie się w ciągu tygodnia, albo wytworzy własną ochronę.

        9. maciek pisze:

          Oczywiście. Problem w tym, że to nie jedynie ochrona na ogólnych zasadach, jaką cieszą się przedsiębiorstwa wszelkich rodzajów, lecz ochrona skonstruowana specjalnie na potrzeby jednego modelu biznesowego – nic więc dziwnego, że w tak _sprzyjających_ warunkach osiąga on nieprzeciętnie silną pozycję. A nie każdy rynek budowany na nieetycznych paradygmatach taką ochronę otrzymuje.

        10. cutugno pisze:

          "lecz ochrona skonstruowana specjalnie na potrzeby jednego modelu biznesowego"

          Bzdura, z ochrony tej korzysta zarówno zły Microsoft nasyłając policję na piratów, jak i dobry Harald Welte wyciskając źródła z łamiących licencję GPL.

          "nie każdy rynek budowany na nieetycznych paradygmatach taką ochronę otrzymuje."

          Stallman nie jest wyrocznią w kwestii etyki. Nie ma nic nieetycznego w tym, że ktoś podejmuje ryzyko i na tym zarabia (lub częściej nie).

        11. maciek pisze:

          Samo GPL powstało jako reakcja obronna na system, w którym domyślnie użycie oprogramowania jest zakazane i jest jedynie krokiem do budowy porządku opartego o wolność użycia oprogramowania.

        12. cutugno pisze:

          "jest jedynie krokiem do budowy porządku opartego o wolność użycia oprogramowania."

          Z powodów o których powyżej, taki porządek nie ma prawa zaistnieć a wprowadzony siłowo się utrzymać. Więc Stallman może sobie bredzić a Ty za nim powtarzać 🙂

        13. mby7930 pisze:

          "Z powodów o których powyżej, taki porządek nie ma prawa zaistnieć a wprowadzony siłowo się utrzymać. "

          Gadasz jak niegdysiejsi przeciwnicy dekryminalizacji homoseksualizmu. Im też się "nie mieściło w głowie", że może być inaczej.
          Teraz też tak będzie, a wynika to z faktu, że tego (w przeciwieństwie do korporacji) chcą ludzie.

        14. cutugno pisze:

          "jak niegdysiejsi przeciwnicy dekryminalizacji homoseksualizmu."

          Zapomniałeś dodać, że jesteś hetero.

          "Teraz też tak będzie, a wynika to z faktu, że tego (w przeciwieństwie do korporacji) chcą ludzie."

          Ludzie chcą też być młodzi, piękni i bogaci, najlepiej bez żadnego wysiłku.

      3. cutugno pisze:

        ufo: "klient programisty może ten dostosowany soft rozdać potem (w ramach FOSSowej wolności) dowolnej liczbie ludzi, którym przez przypadek taka wersja programu również jest potrzebna."

        Może, ale raczej tego nie zrobi. Może rozdać pewne rzeczy, które powstały "obok" właściwego projektu, bo były do czegoś potrzebne, ale na rozdanie softu obsługującego core biznesu klienta bym nie liczył. Dotowałby w ten sposób konkurencję.

        "Czyli programiście zapłaci się raz, i na żadnej innej aptece już nie zarobi (a przynajmniej nie tyle samo)."

        Najśmieszniejsze jest to, że byłoby dokładnie odwrotnie. Soft może i na wolnej licencji, ale klient miałby interes żeby kod źródłowy gdzieś zadołować.

        Jeśli mam aptekę i wydałem melona na soft do zarządzania nią to na pewno nie jest w moim interesie dawanie go koledze-aptekarzowi zza rogu. Może i na piwie się spotykamy, ale w dzień konkurujemy więc sponsorował mu biznesu nie będę.

        Co najwyżej jakiś gruby opensourcowy rdzeń i zarabianie na wdrożeniach mogłoby się teoretycznie sprawdzić, tylko tych grubych rdzeni nie widać za bardzo i tym bardziej nie widać chętnych by sponsorować ich powstanie. Agencje rządowe? Co najwyżej, ale na ile takich projektów je stać? To zresztą absurd by był i z innych powodów.

        Pewnie, duża sieć supermarketów może chcieć obsługiwać sprzedaż softem napisanym w 100% dla niej, na jej zamówienie, ale jednak najczęściej decydują się na COTS i dostosowania. No ale ich najczęściej stać.

        Dostosowania dla użytkowników prywatnych to już czysty absurd, Kulczyka może na to by było stać.

        1. ufoludek pisze:

          @cutugno: W sumie racja. Konkurencji dobrowolnie dawać nie będzie, ale (zakładając, że żyjemy na planecie idealnie sferycznych GNU, w których nikt nie ukrywa źródeł na wolnych licencjach, tylko je grzecznie oddaje społeczności) konkurencja sobie weźmie sama.

        2. cutugno pisze:

          ufo: No więc w świecie idealnie sferycznych GNU opłaca się nie być idealnie sferycznym GNU i pasożytować na frajerach. Czyli strategia bycia idealnie sferycznym GNU nie jest stabilna 😉

    2. ufoludek pisze:

      @mby: tak w wolnym czasie zastanów się nad analogią między "soft dla mas vs usługi tworzone pod konkretnego klienta" a "fabryki Nike/Adidas vs szewcy".

      1. mby7930 pisze:

        "tak w wolnym czasie zastanów się nad analogią między “soft dla mas vs usługi tworzone pod konkretnego klienta” a “fabryki Nike/Adidas vs szewcy”"

        Sprawa wygląda tak, że chcesz być wynagradzany jakbyś tworzył produkt pod konkretnego klienta za produkt tworzony dla mas.

        Takie możliwości "dymania klientów" daje właśnie posiadanie monopolu, którego zniesienie postuluję.

        1. cutugno pisze:

          mby: "Sprawa wygląda tak, że chcesz być wynagradzany jakbyś tworzył produkt pod konkretnego klienta za produkt tworzony dla mas."

          Pewnie, że bym chciał ale to mało realne. Ceny projektów realizowanych pod konkretnego klienta są pięciocyfrowe lub większe, zobowiązania wobec klienta też są jakby inne.

          Mas na takie wynagradzanie nie stać.

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

Newsletter OSnews raz w tygodniu. Bez reklam.