W Polsce od lat notuje się ogromną ilość nieprawidłowo ogłaszanych i rozstrzyganych zamówień publicznych na oprogramowanie komputerowe. Wynika to także z faktu, iż przetargi na narzędzia informatyczne są specyficzne, a w trakcie ich konstruowania niezbędna jest dodatkowa, często specjalistyczna wiedza informatyczna. Kolejne władze, choć problem zauważają, nie radzą sobie z rozwiązaniem tego problemu.
Problem leży w dużych opóźnieniach związanych z opracowywaniem i wdrażaniem rozwiązań prawnych regulujących to zagadnienie, a także niechęci urzędników do zmiany wieloletnich nawyków, przyzwyczajeń i w braku kompetencji urzędniczych. Ponadto podczas konstruowania w/w przetargów, Wolne i Otwarte Oprogramowanie jest często pomijane lub nie daje się szansy na składanie ofert równoważnych, zawierających rozwiązania oparte na liberalnych wolnych licencjach.
Dlatego też Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania (FWiOO), od października 2009 roku do końca września 2010 roku, będzie realizować projekt pt. „Prawidłowe i transparentne przetargi publiczne na narzędzia informatyczne”. Projekt ma zasięg ogólnopolski.
GŁÓWNYMI ZAŁOŻENIAMI PROJEKTU SĄ:
- Przeciwdziałanie negatywnym trendom w w/w zakresie poprzez:
- Monitorowanie zamówień publicznych na oprogramowanie i interweniowanie w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości.
- Działania prewencyjne, polegające na:
- opracowaniu i udostępnieniu instytucjom rządowym i samorządowym materiałów informacyjnych nt. poprawnego konstruowania przetargów na narzędzia informatyczne,
- przeprowadzeniu pierwszego zewnętrznego ogólnopolskiego ilościowego i jakościowego badania nt. wykorzystywania i zapotrzebowania przez administrację rządowa na wolne i otwarte oprogramowanie,
- przygotowanie ekspertyzy (kalkulator zwrotu inwestycji, tzw. ROI) nt. wykorzystania oraz kosztów wdrożenia (dotyczy korzyści długo i krótkoterminowej z migracji na wolne i otwarte oprogramowanie w urzędzie państwowym), w przeliczeniu na jedno stanowisko komputerowe.
- Działania edukacyjne poprzez podniesienie kompetencji urzędniczych na terenie całego kraju, kluczowych w procesie konstruowania przetargów na oprogramowanie. W trakcie cyklu zamkniętych szkoleń dla pracowników urzędów, praktycy IT, specjaliści ds. przetargów publicznych i prawa, przekazywać będą wiedzę z zakresu prawidłowego konstruowania przetargów, zalet wolnego i otwartego oprogramowania oraz prawnych aspektów dotyczących jego wdrażania i stosowania.
- Uczynienie działalności administracji centralnej i samorządowej transparentnej w zakresie realizacji przetargów na oprogramowanie.
- Zwiększenie świadomości społecznej w zakresie wagi problemu wskazanego w projekcie poprzez kampanie informacyjną oraz zaangażowanie obywateli do aktywnego uczestnictwa w projekcie.
Działania projektowe mają wyłącznie charakter współpracy i wsparcia jednostek administracji szczebla rządowego i samorządowego w ich bieżącej działalności.
Projekt będzie zrealizowany przy wsparciu udzielonym przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz budżetu Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych.


Cóż, mogę tylko odnieść się do regulaminu komentowania i krzyknąć "hurra!", bo tylko tyle mi przechodzi przez gardło 😉 Hurra, bo w końcu komuś się zachciało się ruszyć i coś zrobić, a nie tylko biernie narzekać 🙂
Bardzo dobra inicjatywa, w pełni popieram.
Przetargi były, są i będą najbardziej korupcjogenną formą zakupów przez instytucje publiczne. Zatrudnianie zewnętrznych ekspertów tutaj niczego nie zmieni. Jedyne, co może zmienić ta inicjatywa, to zwiększenie udziału WO w administracji publicznej. To może, ale nie musi wiązać się z mniejszymi wydatkami na działy IT, szczególnie w początkowym okresie wdrażania. Jako zwolennik WO, uważam, że to dobry krok dla propagowania idei WO.
Jako obywatel, zastanawiam się nad celowością pchania publicznych pieniędzy z naszych podatków w tzw. ,,informatyzację'' kolejnych gminnych czy powiatowych biurw. Łudzę się, że ta akcja pomoże decydentom znaleźć odpowiedź na pytanie o cele informatyzacji. Bo praktyka (w części małych gmin) wygląda tak, że kupuje się sprzęt dla lepszego samopoczucia lokalnych władyków, tfu, przepraszam, samorządowców.
Z moich dotychczasowych doświadczeń wynika, że spora część ,,informatyzacji'' była robiona na łapu-capu i pociągała za sobą wzrost wydatków i zatrudnienia w urzędach.
Przetargi to najlejsza forma jaką kiedykolwiek wymyślono. To ze w Polsce jest korupcjogenna to nie wina przetargów ale generalnej mentalności w naszym kraju. Przetargi istnieją wszędzie, tak jak zresztą korupcja. Jedno nie ma z drugim wiele wspólnego. W krajach, które są od Nas "dalej" są też przetargi a korupcja jest o wiele mniejsza. Co do alternatywy w postaci wolnego oprogramowania..rozumiem, że firma, która wygra przetarg ma pisać nieistniejący soft o ściśle specyficznym zastosowaniu i wydać go na wolnej licencji czy tak?
Pracujesz może w instytucji publicznej i musisz kupować coś w przetargu, że tak ochoczo agitujesz za taką formą zakupów?
Podaj bardziej przejrzysta forme zakupow — dziekuje z gory za informacje.
Co do OS, to rozwiazaniem byloby nie tyle edukacja urzednikow, tylko odgorne zarzadzenie, ze ma byc OS i koniec. A dokladniej – jednostki powinny kupowac kod zrodlowy i go "wlasnorecznie" kompilowac, aby uniknac ciekawych manewrow, ze binarka jest "ulepszona" w stosunku do zrodel.
Jestem ciekaw, ile Polacy w podatkach sfinansowali koni trojanskich.
Licytacja malejąca. To taki przetarg gdzie w momencie otwarcia ofert zaczynamy licytację ile, kto zejdzie z ceny.
@bies: produkt, produktowi nierówny. Licytacja malejąca nie jest tu rozwiązaniem. A wtedy jedynym kryterium oceny byłaby cena.
"Co do OS, to rozwiazaniem byloby nie tyle edukacja urzednikow, tylko odgorne zarzadzenie, ze ma byc OS i koniec."
Nie ma co z jednej skrajnosci w druga, a moze by tak zakazac uzywania komputerow, po co im takie rzeczy jak moga uzywac liczydla 🙂
vries pisze:"A wtedy jedynym kryterium oceny byłaby cena."
Obecnie też w wielu przetargach kryterium decydującym jest cena. W przetargu opisane są ramowe warunki, przy ich spełnieniu produkt/usługa z najniższą ceną wygrywa. Jako przykład podam stadiony budowane na Euro2012. Ze spełniających specyfikacje ofert wybierano najtańszą.
"produkt, produktowi nierówny"
No i co z tego? Wymagania są znane. Produkt któregoś nie spełnia, to wypada w przedbiegach. Ma dodatkowe funkcjonalności – super, ale dlaczego mam płacić za coś, czego nie zamawiałem?
Ewentualnie można by dołożyć jakieś współczynniki określające np. wygodę korzystania – ale to jest zwodnicze, bo narzędzia konsolowe są wygodniejsze jak się umie z nimi pracować, a graficzne jak się nie umie. Ktoś, kto spędza przy takim programie kilka godzin dziennie mógłby się nauczyć, ale jak widzę choćby szybkość pisania pań siedzących za biurkami, to mam wrażenie, że nie da się ich czegokolwiek nauczyć.
@szatox: Bardziej chodziło mi o platformę sprzętową i jej niezawodność. Na oprogramowaniu firma nie ma jak oszczędzać (ilość godzin pracy programistów będzie taka a nie inna).
jeśli soft dedykowany, jeśli nie można korzystać z gotowego kodu własnego lub wolnego, jeśli nie da się nic zlecić tańszym podwykonawcom, np. studentom…
Taaa… A ja pracuje w angielskiej firmie, dzialajacej na terenie Anglii i bioracej udzial w przetargach na kontrakty lokalnie – uwierz mi, moj szef rozdaje ogromne lapowki za kazdy kontrakt i jeszcze przy tym klamie lepiej ode mnie…
Jeżeli sam mówisz że kłamiesz, to jak można Ci wierzyć w to co mówisz? Może po prostu wolisz jak to kolega napisał poniżej "zakupy uznaniowe"?
– Chociaż z powodu paradoksu kłamcy, nie można Ci zarzucić kłamstwa 🙂
Fakt. Powinienem byl to rozwinac – moj szef buja lepiej niz ja w zakresie rzeczy do jakich firma zdolna nie jest ale dla klienta mozemy wszystko 😉
"Przetargi były, są i będą najbardziej korupcjogenną formą zakupów przez instytucje publiczne."
Z tego zdania wprost wynika, ze zakupy uznaniowe ("bo Staszek sie kumpluje z szefem firmy X") sa mniej korupcjogenne. Tow.Misiak lepiej by tego chyba nie wymyslil.
> zakupy uznaniowe sa mniej korupcjogenne
Bo są. Wystarczy skorumpować tylko decydenta, a przy przetargu trzeba całą komisję — wychodzi drożej, ale jest równie łatwo. Poza tym, mówiąc brutalnie, zakup w przetargu (rzekomo) bez korupcji jest droższy od zakupu z wolnej ręki (nawet z korupcją). Dlaczego? Bo wygląda to tak:
– System bez przetargu z korupcją: oferent daje decydentowi łapówkę w wysokości 1-10% wartości kontraktu. Kontrakt jest zrealizowany w terminie i wszyscy są zadowoleni.
– System z przetargiem bez korupcji: oferent zaniża kosztorys o 20% żeby wygrać przetarg. Rozgrzebuje robotę i gdzieś tak trzy miesiące przed końcem ogłasza wzrost kosztów o 50% (rzekomo z powodów obiektywnych, np. wzrostu cen materiałów) i żąda aneksowania umowy. Ponieważ zerwanie umowy i rozpisanie nowego przetargu na dokończenie prac spowodowałoby rok opóźnienia, zamawiający potulnie płaci.
– System z przetargiem z korupcją: oferent korumpuje komisję przetargową i wygrywa. Przegrani składają odwołania. Projekt nie zostaje nigdy rozpoczęty, bo wszycy są zbyt zajęci chodzeniem po sądach.
Bez sensu. Zakupy z wolnej ręki też może zatwierdzać komisja.
http://images.despair.com/products/demotivators/c…
,,Z tego zdania wprost wynika, (…)''
Z tego zdania wynika, że według mnie, przetargi były, są i będą najbardziej korupcjogenną formą zakupów przez instytucje publiczne. Tak wynika z moich doświadczeń. Czy zakupy uznaniowe są mniej korupcjogenne? Tego nie wiem. Z moich doświadczeń wynika, że za zakupy uznaniowe ktoś personalnie odpowiada. Za przetargi ,,odpowiada'' komisja. W cudzysłowiu, bo w rzeczywistości za nic nie nie odpowiada. W zakupie uznaniowym ktoś jest personaklnie za zakup odpowiedzialny. W związku z tym kilka razy się zastanowi zanim te pieniądze wyda.
Ciężar gatunkowy sprawy leży jednak gdzie indziej. Urzędasy mają za dużo naszych pieniędzy, które muszą wydać w określonym terminie. I nikt z nich nie odpowiada za sposób wydatkowania tych pieniędzy. Dopóki urzędasom nie patrzy się na ręce, pieniądze publiczne są przeważnie marnotrawione. To jest specyfika pracy urzędów nie tylko w naszym kraju, ale na całym znanym mi świecie.
Akcja, której dotyczy news może pomóc, zachęcić ludzi z zewnątrz, do patrzenia urzędasom na ręce. To z kolei może pomóc (wariant optymistyczny) w poprawie efektywności wydatków.
Pozdrawiam
Bardzo celny komentarz. Z moich doświadczeń z informatyzacją urzędów i szkół wynika, że bardzo rzadko stawiane jest pytanie o cel informatyzacji. Najczęściej komputery i oprogramowanie kupowane są dlatego, że:
-trzeba kupić komputery, bo musimy być nowocześni,
-akurat mamy pieniądze na zakup komputerów, więc je kupimy żeby powiększyć "majątek" naszej instytucji,
-kupimy sprzęt i oprogramowanie, a potem coś się wymyśli co z nimi zrobić.
Pytanie o cel powinno być zawsze stawiane na początku. Jeśli nie ma zdefiniowanego celu przed przystąpieniem do zakupów, to jest mało prawdopodobne, żeby ta definicja pojawiła potem.
Co to znaczy że przetargi są transparentne? Nie czepiam się, po prostu nie rozumiem tego zwrotu. Chodzi o to że są jawne?
tak, ze wiadomo kto komu i ile dal w kopercie i czy byla
zaklejona ; ) transparentne to takie trendy slowo na
"przejrzyste", czyli w zasadzie wszystkie szczegoly
maja byc dostepne. "open log" : )
problem chyba w tym, ze przetarg to "najmniejsze zlo",
chyba nikt nic lepszego nie wymyslil. choc znam miejsca
i okolicznosci, gdzie reguly sa lamane nagminnie i to
lamanie popieram w calej rozciaglosci — instytucja
chce postawic sobie klaster do rachowania i skadinad
wiadomo, ze preferuje sie procesory AMD, a nie Intel.
nie wolno tego oglosic w przetargu, bo nie wolno podac
producenta — co jest absurdem, bo powinno sie wybrac
oferte nie pomiedzy dwoma wiodacymi dostawcami procesorow,
tylko miedzy dziesiecioma panami Staszkami i Zdziskami,
ktorzy iles tam na tej dostawie chca zarobic…
a jesli chodzi o oprogramowanie — hm, to takie cos,
co ma Ms przed nazwa? "bedzie zalatwione!" : )
No wiec, jak juz ktos wczesniej wspomnial – licytacja malejaca moglaby byc pewnym rozwiazaniem. Kto widzi minusy, niech rzuci pod dyspute – chetnie poslucham.
Problem w tym, że cena nie musi jedynym parametrem oferty.
Ale w praktyce w większości jest (a mam za sobą udział w wielu już przetargach). Teraz właśnie przygotowuję ofertę do takiego, gdzie cena to 70% a termin 30% kryterium wyboru. I to jest niecodzienne.
jstaniek: Zakładasz, że ja, jako kupujący muszę zapłacić za wszystko, co Ty, jako sprzedający mi oferujesz. A ja nie zamierzam płacić za nic, czego nie zamawiałem.
Więc jeżeli moje wymagania są spełnione przez Twoją ofertę, to – jeżeli zaoferujesz najniższą cenę – zapłacę Ci za to, co jest napisane w wymaganiach. Jeżeli nie spełnia, to nie zostaniesz dopuszczony do udziału. Proste
Transparentny to znaczy przejrzysty. To znaczy, że zasady są jasne, proste i skuteczne. W przypadku przetargów niestety tak nie jest. Najczęstsze przekręty są w przypadku opracowywania wymagań. Po prostu wymagania pisze się pod firmę, która ma wygrać.
Inne przekręty, z którymi się spotkałem, to fałszowanie ofert – tworzenie sztucznej konkurencji, przecieki z komisji o ofertach konkurencji (rzekomo zalakowanych), podpisywanie aneksów do umów, zmieniających pierwotne warunki przetargu.
Jeśli łup do podziału jest duży, to inni uczestnicy przetargów wnoszą odwołania, i mogą także zaskarżać decyzje komisji do sądów. W związku z tym dochodzi do takich sytuacji, że instytucja publiczna rozgrywająca przetarg, aby uniknąć opóźnień w realizacji zakupu/inwestycji korumpuje innych uczestników przetargu, w myśl zasady każdemu po trochu.
Tak wygląda niestety rzeczywistość. Nie twierdzę, że w każdym przypadku, ale w przypadkach gdzie w grę wchodzą duże pieniądze.
Inicjatywę FWIOO odbieram jako instruktaż jak pisać warunki przetargów, aby wygrał podmiot oferujący wolne oprogramowanie. To nie wyeliminuje problemu ustawiania przetargów, ale może go utrudnić.
Poza tym zasady podług których mają być pisane wymagania można stosować w licytacjach malejących. Zasady są znane każdemu. Podawana jest cena wyjściowa i zaczyna się jawna licytacja – kto zrealizuje projekt za mniejszą kwotę.
W przypadku przetargów składane są zalakowane oferty, otwierane w jednym czasie przez komisję. I często zdarza się tak, że na placu boju zostaje jeden oferent, a reszta jest odrzucana ze względu na niespełnienie wymagań.
Z całą pewnością zapewniam, że działania projektu nie mają za zadanie instuktażu, jak pisać, żeby wygrało wolne i otwarte oprogramowanie. Nie stoimy na stanowisku, że wybór takiego oprogramowania jest zawsze uzasadniony i najlepszy. Jednakże dzięki projektowi chcemy dać szansę wolnemu i otwartemu oprogramowaniu wszędzie tam, gdzie może a nawet powinno być używane z wielu powodów.
Poza tym projekt nie jest przejawem ataku na instytucje publiczne. Przeciwnie. Ma za zadanie wsparcie merytoryczne w procesie konsrtuowania przetargów, podczas wypracowanej, rzetelnej współpracy z daną instytucją, w najlepszej jak to możliwe atmosferze.
Jasne jak widzę zewnętrznego doradcę to mam ochotę od razu go wywalić za drzwi i to bez względu na to z jakiej opcji jest. Zawsze ma jakiś własny interes i ma gdzieś dobro firmy czy instytucji.
Przetargi to jeden wielki syf i nie zmieni sie to puki nie zostanie zmienione ustawodastwo.
Np podczas przetargu nie mozna podac konkretnych wymagan co do sprzetu lub oprogramowania, przyklad:nie mozna podac np nazwy producenta ktorego procesor chemy miec kompie, lud szczegolowych danych tecnicznych wskazujacych na wybrany przez nas model – bo moze to byc niby niedogodne dla niektorych startujacych w przetargu – tutaj odpada wspomniana wyzej licytacja malejąca, kiepski procesor zawsze bedzie tanszy wiec dostaniemy gniota.
Kto kiedys babral sie w przetargach oglaszanych przez samorzady moze takimi przykladami sypac jak z rekawa.
Wiekszosc firm, rucha samorzady stosujac rozne kruczki prawne, z ktoryc pozniej wynika ze kazdy zakupiony komp ma byc serwisowany przez nich raz w roku za jakas tam cene, np 300 pl od sztuki, przez czas jaki kompy sa objete gwarancja – moj komentarz jw.
Wiekszosc samorzadow oglaszajac jakis przetarg, ma nogi z waty – chca przebrnac przez przetarg jak najszybciej, bez odwolan, skarg firm bioracych udzial w przetargu – moze to przeciagnac przetarg o miesiace, lub doprowadzic do ponowengo ogloszenia przetargu…
o linuxie w samorzadach mozna tylo pomarzyc, chyba ze ktos za darmo przepisze wszytskie windowsowe aplikacje jak rejestr dzialalnosci gospodarczej, ewindenca gruntow itp, i zapewni support dla takiego softu, o przepisaniu GIS'ow nawet nie wspominam.
Rafał, gratulacje za podjęcie tematu!
Komentatorzy rzucili się na ocenianie czy przetargi mają sens czy go nie mają, natomiast rzeczywistość jest prosta: przetargi są i nie znikną szybko, więc warto się tym rzetelnie zająć. Bardzo ładny przykład na realizm w działaniu przy rozumieniu po co to wszystko.
największym problemem pozostaje nie tylko brak wiedzy po stronie kadry zarządzającej, ale często nawet kadry informatycznej. Ponadto w wielu przypadkach mamy niechęć do innych = nie komercyjnych – Linuksowych rozwiązań, często nie uzasadnionych niczym … choć w pewnych przypadkach można podejrzewać, iż nie decydują przesłanki ekonomiczne, czy merytoryczne, ale w przeważającej liczbie przypadków udowodnić tego praktycznie nie sposób … cóż moim zdaniem mogę tak twierdzić, gdyż badam tego rodzaju procesy jako audytor
Mi się wydaje, że źródło problemu leży w dość niskich wynagrodzeniach kadry w administracji państwowej i samorządowej.
Tych instytucji po prostu najczęściej nie stać na zatrudnienie naprawdę doświadczonych menedżerów, analityków, programistów czy wdrożeniowców, jeszcze z rozległą wiedzą techniczną. I właśnie poprzez to "niedopłacanie" (to jest subiektywne odczucie które mogą odczuwać pracownicy – ale takim też jest motywacja) część kadry IT z tych sektorów może:
– grać zachowawczo – może nie lubić zmian, czy nie mieć wystarczającej motywacji do podnoszenia swoich kwalifikacji (zróżnicowanie wynagrodzeń w zależności od doświadczenia jest znacznie mniejsze niż w przypadku sektora prywatnego)
– nie mieć wystarczającej motywacji do wprowadzania większych zmian, przekonywania innych (w tym kierownictwa) do swoich pomysłów i alternatywnych rozwiązań (zwłaszcza że inni też mogą myśleć zachowawczo)
– być bardziej podatnym na różne korupcyjne oferty ze strony (potencjalnych) oferentów
I moim zdaniem wiele problemów o których tu piszecie wynika właśnie z tego.
Bo pieniądze idą w łapy MS a nie na wypłaty.
Jak się ta inicjatywa ma do http://www.standardy.org/ ?
Inicjatywa FWiOO nie ogranicza się do monitorowania i interweniowania w przypadku nieprawidłowości. To tylko jeden z wielu elementów. Dodatkowo, jak treść artykułu wskazuje, planowane są działania edukacyjne, badawcze, analiza finansowa, kampania informacyjna. Tak więc projekt FWiOO zakłada dużo szersze działania. Notabene FWiOO jest członkiem KROS, z ramienia której jest powołana do życia inicjatywa watchdog na standardy.org.
OK, w powiązaniach się mniej więcej orientuję 🙂
Nie wiem czy słowo "transparentny" jest "trendy" a może "jazzy", jednak bardziej kojarzy mi się z transparentami niż z przejrzystością wydatkowania pieniędzy podatników.
Znam problem "zamówień na oprogramowanie Microsoft" od strony instytucji zamawiającej.
Problem nie powstaje na poziomie kierowniczym – osoby decyzyjne delegują pisanie SIWZ administratorom istniejących systemów, którzy piszą je "pod siebie". Może dobrze byłoby kierownikom przypomnieć, że nawet jeśli delegują podjęcie decyzji, to nadal same są za spełnienie wymogów Ustawy odpowiedzialne.
Częste jest podejście takie, że skoro trzeba być w zgodzie z ustawą no to się doda magiczne "lub równoważne". To chyba jest punkt zaczepienia od którego należy zacząć edukację i wyjaśnić na czym polega rzeczywiste dopuszczenie produktów równoważnych i dlaczego samo dodanie tych dwóch słów nie czyni SIWZ poprawnym w świetle prawa.
Choć projekt sugestie już przewiduje, będzie uaktualniony o podane wskazówki, bowiem są cenne. Działania edukacyjne kierujemy do takich beneficjentów jak: osoby na stanowisku kierowniczym (decyzyjne), delegujące pracowników do przygotowania przetargu oraz urzędnicy je konstruujący. Jednakże cenna jest wskazówka mówiąca o tym, aby szkolenia dla kadry kierowniczej przygotowane były tak, żeby bardzo wyraźnie przypomnieć tej grupie osób i zaznaczyć, że są odpowiedzialne ze spełnienie wymogów ustawy.
http://www.ms.gov.pl/przetargi/09013_wyjasnienia1…
Trzymam kciuki za całą akcję. Jednak jak się za to zabrać, jeśli nawet Ministerstwo Sprawiedliwości poprawiając SIWZ, daje takie właśnie wyjaśnienia jakie daje?
Panowie, ja pracuję w instytucji publicznej. Problemów jest kilka:
1. Kadra kierownicza większości działów, referatów itp. to (przepraszam za określenie) stare zgredy przyspawane do swoich stanowisk. Nie chcą (bo i po co) czegokolwiek zmieniać, starać się, narażać, walczyć.
2. Komórki odpowiedzialne za zamówienia publiczne umierają ze strachu na samo słowo "protest do przetargu" co skutkuje pisaniem takich specyfikacji że po jej napisaniu naprawdę niejednokrotnie jesteśmy ciekawi co nam sprzedadzą.
3. Ustawa o zamówieniach publicznych zakłada że każdy urzędnik to złodziej i patrzy jak tu tylko zarobić z publicznych pieniędzy na ustawieniu przetargu. Skutkiem tego, są takie zapisy ustawy że patrz pkt. 2
Programy które mają urzędy: Lex, oprogramowanie do zarządzania magistratem, Płatnik, przykłady można mnożyć – działają na Windows i na razie nic się w tej kwestii nie zmienia i długo nie zmieni.
Nie lubię dużo pisać, a z tego tematu możnaby wypłodzić całkiem sporą książkę.
Np.: dla wtajemniczonych – skuteczny protest pewnej firmy w sprawie odrzucenia ich programu do zarządzania obiegiem dokumentów w ramach projektu SEKAP. Protest uznany – zadzwońcie do urzędów i popytajcie o poziom zadowolenia użytkowników.
Proszę was, nie wypowiadajcie się na temat przetargów jeśli nie macie z nimi do czynienia.
Pozdrawim serdecznie.
Dodam jeszcze – każda próba zmiany tego stanu rzeczy, na przykład opisywana w powyższym artykule zasługuje na duże brawa i szacunek.
Zgadzam się, ale jakie szanse ma ktoś z zewnątrz by zmienić tą sytuację?
Z drugiej strony osoby wewnątrz mogą być posądzane o… próbę obejścia Ustawy o zamówieniach, o próby wpłynięcia na "rzetelnie przeprowadzoną procedurę zamówienia" itp.
Ma szansę, taką jak pisze rafal-b, poprzez edukację, edukację i edukację kadr kierowniczych urzędów (najwyższego kierownictwa przede wszystkim) – nie macie pojęcia jak sprawnie jedna osoba na stosunkowo wysokim stołku – Sekretarz Miasta, Skarbnik, czy wreszcie Prezydent potrafi ztorpedować nawet najbardziej rewolucyjny w urzędzie pomysł z zakresu informatyki – zrobi to skutecznie 2-3 razy i już nikomu nic się nie chce. Poziom zaufania kierownictwa do informatyków urzędowych niekiedy – w skrajnym przypadku jest bardzo niski. Wynika to z tego że np.: cytuję "Jak taki Linux może być dobry jeśli mój wnuk który się zna na komputerach instalował go i nie działa! Co mi pan tu opowiada!"
Chłopina nawet nie wie że 80% serwerów których używa w urzędzie stoi na Linux'ie – po co uświadamiać jak można usłyszeć taki tekst?
Jeśli ta edukacja będzie za darmo, to będzie śmierdziała propagandą ("przecież nie ma nic za darmo, więc to podpucha"). Moim zdaniem szkolenia powinny być płatne z zaznaczeniem, że projekt jest refundowany z funduszy XYZ.
"Cena szkolenia: 570zł, jednak tym razem mogą je Państwo odbyć po kosztach nominalnych 75zł dzięki wsparciu finansowemu XYZ.
Dla uczestników, którzy bardzo dobrze napiszą test kończący szkolenie, całość kursu jest refundowana."
Na takie sprawy możnaby pozyskać środki z unii, tego typu działania mają spore poparcie. Ja nawet nie nazwałbym tego szkoleniem, ale pogadanką uświadamiającą. Przedstawić trzeba by było udane przypadki wdrożeń w naszych urzędach np.: OpenOffice. A zacząłbym od napiętnowania ministerstw które bardzo często publikują na swoich stronach dokumenty typu .xls i .doc spakowane rar'em. Ryba psuje się od głowy.
"Szkolenie" brzmi poważniej 😉