W Wielkiej Brytanii coraz głośniej mówi się o tym, że rozwój centrów danych może wejść w konflikt z jednym z najcenniejszych zasobów kraju — wodą. Branżowa organizacja Water UK ostrzega, że rząd zbyt mało uwagi poświęca temu, ile wody będą potrzebowały nowe inwestycje technologiczne, zwłaszcza centra danych obsługujące sztuczną inteligencję i duże obliczenia.
Rozbudowa infrastruktury bez uwzględnienia wody
Brytyjskie plany zakładają znaczące zwiększenie mocy centrów danych do 2030 roku. Problem w tym, że oficjalne prognozy dotyczące zapotrzebowania na wodę nie uwzględniają w pełni tych obiektów, podobnie jak dużych fabryk baterii czy innych energochłonnych inwestycji. W praktyce oznacza to, że firmy wodociągowe mogą nie mieć podstaw, by przygotować się na przyszły skok zużycia.
Według Water UK taki sposób planowania jest krótkowzroczny. Organizacja zwraca uwagę, że centra danych nie są „suchą” infrastrukturą — większość z nich korzysta z chłodzenia wodnego, bo chłodzenie powietrzem bywa droższe i mniej efektywne.
Warto zauważyć, że dyskusja o centrach danych coraz rzadziej dotyczy wyłącznie mocy obliczeniowej. Coraz częściej pojawia się pytanie o koszty środowiskowe, które nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka. To właśnie one mogą decydować o tempie rozwoju całej branży.
Ile wody naprawdę zużywają centra danych?
Szacunki wskazują, że brytyjskie centra danych zużywają obecnie około 6,6 miliona litrów wody dziennie. To mniej więcej tyle, ile potrzeba dla 20 tysięcy gospodarstw domowych. Jeśli jednak moc centrów danych zostanie potrojona, zapotrzebowanie wzrośnie o kolejne dziesiątki milionów litrów dziennie.
Największym wyzwaniem nie jest nawet średnie zużycie, lecz skoki zapotrzebowania w czasie upałów. W najgorętsze dni centra danych mogą potrzebować nawet 14 milionów litrów wody dziennie. Przy obecnych planach rozwoju oznacza to konieczność przygotowania się na dostawy rzędu 42 milionów litrów dziennie, co pokazuje skalę potrzeb związanych z magazynowaniem i dystrybucją wody.
Nowa beta iOS 26.2 z innowacyjnym AirDrop i zapowiedzią dużych zmian w asystencie głosowym — warto zobaczyć, jak kierunek rozwoju oprogramowania i usług cyfrowych wpływa także na wymagania infrastrukturalne.
Problem, którego nie uwzględniono w planach
Water UK krytykuje także podejście rządu do prognozowania przyszłego zużycia. Według organizacji urzędnicy zakładają, że firmy będą potrzebować mniej wody w przyszłości, co przy rosnącej liczbie centrów danych może okazać się błędnym założeniem. W efekcie planowanie zasobów wodnych nie nadąża za realnymi potrzebami sektora cyfrowego.
To szczególnie istotne w kontekście sztucznej inteligencji, która napędza budowę coraz większych i bardziej wymagających energetycznie obiektów. Im więcej mocy obliczeniowej, tym większe obciążenie dla systemów chłodzenia, a więc także większy pobór wody.
Propozycje dla rządu i branży
Organizacja przedstawiła trzy kierunki działań, które mogłyby pomóc zabezpieczyć przyszłe potrzeby. Pierwszy zakłada czasowe zniesienie ograniczeń dotyczących poboru wody przez firmy wodociągowe, ale tylko pod warunkiem, że równolegle będą one inwestować w nowe źródła jej pozyskiwania.
Druga propozycja to umożliwienie deweloperom finansowania nowych zasobów wodnych przy realizacji projektów. Trzeci pomysł dotyczy wprowadzenia bardziej rygorystycznych norm efektywności wodnej dla samych centrów danych, tak aby nowe obiekty zużywały mniej zasobów.
Technologia potrzebuje nie tylko energii
Spór wokół centrów danych pokazuje szerszy problem: rozwój cyfrowej infrastruktury nie kończy się na prądzie i łączności. Coraz częściej równie ważne stają się woda, przestrzeń i odporność lokalnych systemów komunalnych. Jeśli sektor technologiczny ma rosnąć w takim tempie, planowanie musi obejmować nie tylko zapotrzebowanie na energię, ale też na zasoby, które łatwo przeoczyć.
W przeciwnym razie państwo może zbudować zaawansowaną gospodarkę cyfrową, ale bez zapewnienia jej podstawowego wsparcia w postaci stabilnych dostaw wody. A to może w przyszłości okazać się jednym z największych ograniczeń dla dalszej ekspansji centrów danych.


Kolejny problem, który rząd zamiata pod dywan. Może gdyby centra danych były bardziej efektywne, nie musiałyby tak marnować wody. Przecież można wykorzystać technologie z recyklingiem wody, ale po co? Zawsze łatwiej po prostu przekazać problem innym.
To nie tylko o wodę chodzi. Przy takim rozwoju centrów danych zapotrzebowanie na energię również poszybuje. Zastanawiam się, czy rząd planuje także jakieś ekologiczne podejście do tego. Jak dla mnie za dużo uwagi skupiają na AI, a za mało na tym, jakie to ma konsekwencje dla zasobów naturalnych.
Żaden z tych planów nie ma sensu, jeśli nie zmienią się podstawowe zasady działania branży. Chłodzenie wodne jest super, ale powinno być bardziej efektywne. Może lepiej zainwestować w technologię chłodzenia pasywnego? Woda jest cenna i nie powinna być marnowana w takich ilościach.
Mam wrażenie, że centra danych powoli stają się tym, co fabryki w poprzednich latach – po prostu ogromnymi potworami, które zużywają wszystko. Jeszcze dirtemu pomogą, jak te nowe plany pójdą w realizację. Jak się ma do tego, że woda to świeże powietrze dla całej społeczności?
Jak rząd zabiega o te wszystkie nowe inwestycje, to nie dociera do nich, że to będzie miało konsekwencje. Potem będą się dziwić, czemu woda podrożała. Może ktoś powinien im pokazać, jak wygląda planowanie zasobów w innych krajach. Papierki i prognozy to jedno, a rzeczywistość to drugie.