The Document Foundation wydała wczoraj LibreOffice 3.3. To pierwsza stabilna wersja tego pakietu biurowego, wywodzącego się z OpenOffice.org.
Zaledwie 4 miesiące temu LibreOffice proklamował swoje istnienie, wzbudzając od razu duże zainteresowanie – choćby tym, czy nie skończy się na słomianym zapale. Tymczasem liczba deweloperów wzrosła przez ten czas z niemal 20 do ponad setki, a tempo prac jest całkiem przyzwoite, zwłaszcza jak na tak duży i złożony projekt. Znany jest już kalendarz przyszłych wersji aż do końca maja, a wkrótce mają się pojawić codzienne migawki kodu oraz zautomatyzowany system budowania wersji binarnej.

LibreOffice 3.3 pozwala między innymi wstawiać grafiki wektorowe w formacie SVG (Draw potrafi je modyfikować) i zawiera wygodny konfigurator stron tytułowych we Writerze. Nowy Impress daje użytkownikom wygodny panel sterowania prezentacją poprzez załączone w LO rozszerzenie Presenter Console. Pojawiły się także importery plików z pakietu MS Works oraz Lotus Word Pro, a import plików WordPerfecta znacznie się poprawił.

Inne ciekawe nowości to na przykład link do stron pomocy Wiki w menu Pomoc, odczyt i zapis formatu ODF w postaci płaskich plików XML (dla wygodniejszej obróbki przez XSLT) lub szybszy import plików Excela, DBF i ODF w Calcu. Dodatkowo użytkownicy dostają do dyspozycji tryb eksperymentalny, w którym można testować jeszcze nieukończone funkcje pakietu – w tym wydaniu można testować interaktywną edycję wzorów w dokumencie.

LO zawiera też wszystkie nowinki z (wydanego zresztą tego samego dnia) OpenOffice.org 3.3, takie jak nowy font Liberation Narrow, obsługę do 1.048.576 wierszy oraz możliwość kolorowania zakładek w Calcu, wbudowywanie w pliki PDF standardowych fontów PDF-owych, wstawianie obiektów rysunkowych oraz hierarchiczne etykiety osi w module Charts czy lepszą obsługę układu slajdów w trybie edycji w Impressie. W obu pakietach znacznie poprawił się eksport do formatu RTF, możliwe jest też importowanie wykresów w formacie PPTX.
OpenOffice.org zyskał więc naprawdę silnego i zorganizowanego rywala. Najbliższe miesiące pokażą zapewne, czy OOo zdoła odzyskać zaufanie wśród użytkowników, zmęczonych wieloletnim powolnym rozwojem tego pakietu, czy też nastąpi dalszy ich odpływ do LibreOffice.


Zna ktoś jakieś repo dla stabilnej Fedory?
NTG czy raczej NTP(ost), NTN(ews)
A tak poza tym – to nie działają uniwersalne RPMy ze strony LO?
ściągnij standardowe wersje ze strony libreoffice.org, dzialają świetnie, zainstaluj ręcznie, ale najpierw usuń wszystkie pakiety OO. Serwera repo jeszcze nie ma.
> czy też nastąpi dalszy ich odpływ do LibreOffice.
Jaki dalszy? Jeszcze nie spotkalem nikogo kto by tego uzywal,
o czy wiec mowa? O tych paru programistach?
Ja używam i sobie chwale.
Ja używam od chwili powstania LibreOffice. Jest w nim wszystko co w OOo, a dodatkowo poprawiają masę błędów i wprowadzają nowe funkcje. Najważniejsze, że jest wybór.
ja też od poczatku próbuję, ale mam mieszane wrażenia. Używam tego na Slacku i na wersji bieżącej LO działa całkiem dobrze, ale na starszej (12.2) już nie – nie działają np. kluczowe funkcje ; otwórz dokument i zamknij (ctrl – o ; ctrl – q). Ot tak sobie nie reaguje na plecenia. To błąd powtarzalny, niezleżny od sposobu instalacji. Zresztą oraclowy produkt też nie jest dobry – na jednym z komputerów zgubił historię plików, w pewnym momencie mu znikła i nie ma. Nie mam czasu dochodzić, czemu tak się dzieje.
A może trzeba przekompilować w tej starszej?
„Najważniejsze, że jest wybór.”
^_^
Myślałem, że po OpenMoko ludzie zaczną w końcu inaczej patrzeć na tę ideę wyboru… Widać nie wszyscy 🙂
Pozostaje mieć nadzieję, że „wybór” to nie jest to, co przyświeca ludziom od LO 🙂
Myślę, ze LO można kibicowac co raz bardziej – kolejny dzień i nie ma paczki OO 3.3 w wersji polskiej a LO 3.3 PL było od razu.
I tak będzie jeszcze bardzo długo. To dlatego, że polskie lokalizacje w OO.o są testowane, zatwierdzane i uploadowane na serwer.
Natomiast LibreOffice nie ma społeczności. Nikt nie tłumaczy nowych dialogów i nikt nie czuwa nad QA tłumaczeń. Za parę wydań będzie tam więcej angielskich wyrazów niż polskich.
Gdybyś chciał zostać liderem projektu i zorganizować tłumaczy, zapraszam na http://wiki.documentfoundation.org/Translation_for_3_3 🙂
To chyba naturalne, że na wstępie pojawiają się ciekawscy, którzy chcą sprawdzić LO (zwłaszcza ci zawiedzeni) i że część z nich zostanie. W dodatku np. Ubuntu zdecydowało się na przesiadkę, zabierając ze sobą wkrótce całą gromadkę, czyli decydując zbiorowo, i zdaje się nie tylko oni.
Słowem – migracja części użytkowników jest i tak nieunikniona i nie ma co się jej dziwić ani zaprzeczać. Teraz jest tylko pytanie, czy na tym się na razie zatrzyma, czyli czy OOo będzie dalej tracić (swego czasu XFree86 się poddał i X.Org przejął praktycznie wszystkich użytkowników), czy – jak się to mówi w relacjach sportowych – nawiąże jakąś walkę.
Ubuntu używało Go-oo, więc to żadna przesiadka. O jakiej gromadce piszesz? Piszesz o gromadce programistow, czyli o paczkujacym i tłumaczu na jakis tam język? Ubuntu, jedno z ostatnich przeszło na LO. W innych dystrybucjach już dawno było dostępne.
Ale o co chodzi? To właśnie w tych dystrybucjach nastąpił odpływ od OOo. I żartujesz sobie tylko, że nikt nie pobiera LO bezpośrednio i nie przesiada się na to. Jak będą statystyki, to będziemy mogli rozmawiać o liczbach, na razie wystarczy prosta analiza sytuacji.
Ja używam od wersji RC3 i jak dla mnie działa OK (z pewnością nie gorzej niż OO). 🙂
Choć gdybym MUSIAŁ wybierać jeden pakiet biurowy do wszystkiego to niewykluczone, że byłby to MSO 2010 – dla świętego spokoju. Na szczęście nie muszę, więc LO ma się na moich prywatnych komputerach dobrze.
Inna sprawa, że MSO wcale świętego spokoju nie gwarantuje. Dość regularnie obserwuję "kompatybilność" dokumentów MSO 2003, 2007 i 2010 i jej brak bywa udręką – nie mniejszą niż otwieranie dokumentów z pakietu microsoftowego w OO/LO. 🙂
No właśnie: tak patrząc z lotu ptaka to sądzę, że w dziedzinie pakietów biurowych jesteśmy gdzieś na etapie "MSIE wygrało z NN" – jest jeden lider, ale nawet on ma swoje znane ogony i daleko jeszcze do porządnej interoperacyjności. Słowem – dopóki się nie ma poważniejszych wymagań i trzyma się twardo lidera, to można przeżyć.
W porównaniu z pakietami biurowymi obsługa sieci jest dziś prawdziwą bajką – są znane, publiczne standardy, mamy do wyboru kilka sensownych przeglądarek, a nawet uznawany za najgorszego w stawce (MSIE8) jest o niebo lepszy niż dawny lider (MSIE6). Tu szanse są dość wyrównane, więc wybór polega bardziej na dopasowaniu do swoich upodobań, niż na przykrej konieczności "bo pod czym innym mi nie pójdzie jakaś strona".
Wiem, że to nie to samo (lepsza interoperacyjność to m.in. zasługa webdeweloperów, którzy robią różne sztuczki, a nie tylko lepszych przeglądarek), ale naprawdę czuć brak mocnej konkurencji, a ODF dopiero zaczyna nabierać rangi podobnej do HTML – na razie sukces, że w ogóle jest i że wszyscy go lepiej lub gorzej implementują. Naprawdę mam wrażenie, jakbym się cofnął w czasie i to jest frustrujące. Z drugiej strony dzięki temu rozumiem, że może być znacznie lepiej i przyszłość pakietów biurowych nie jawi mi się jako wieczne gonienie króliczka w postaci MSO.
I jeszcze ja używam. Choć tylko na jednym z moich komputerów. Nie widzę na razie jakiejś większej różnicy. A jak Ubuntu przejdzie na LO to około 60% linuksowów zacznie używać LO
Niemniej większość OO używa na Windows i nie zapowiada się by ludzie wymienili OO.o na LO – gdyż większość ma gdzieś jakieś tam spory i woli to co już ma.
Jasne że tak. Z drugiej strony gdyby to była zawsze prawda, to większość do dziś używałaby MSIE, bo po co instalować przeglądarkę (przepraszam – "Internet" =} ), skoro już jest w systemie i nie trzeba nawet myśleć? Widać nie chodzi tylko o spory.
LO ma nawet większe szanse niż Firefox, bo OOo nie leży gotowe pod ręką pod MS Windows (a w popularnych dystrybucjach Linuksa LO już będzie).
Ja używam od ok 1,5 miesiąca. I nie dlatego że jest nowy trend a zwyczajnie szybciej działa. Zastanawiałem się dlaczego tak mi mulą dokumenty Calca, OO potrzebował dobrych kilka sekund na narysowanie interface i pokazanie dokumentu, LO robi to samo w chwilę. I wywaliłem Javę suna. Paczki mam prawie od początku (Opensuse).
"Odpływ" nastąpi. Jeszcze 3 miesiące 😉 W *buntu 11.04 nie ma już OpenOffice.org. Jest LibreOffice i paczki openoffice.org, które instalują LO. W repozytoriach nie będzie już OOo. Z repozytoriów *buntu korzystają także inne dystrybucje. Z najpopularniejszych – Mint. Policz sobie ile łącznie mają Ubuntu, jego wersje jak Kubuntu, Xubuntu, Lubuntu itd. oraz forki jak Mint. Wyjdzie na to, że pośród linuksów masz *buntu/-chodne, a potem długo nic.
Różnice między LO a OOo są na razie tak niewidoczne, że trudno przypuszczać, by ktoś świadomie chciał zmieniać LO na OOo pochodzące z ich strony bądź – znów – któregoś forku OOo jak Go-OO (który i tak zniknie).
Jakoś mnie LibreOffice 3.3 nie zachwycil. Korzystan z OO 3.2 i po zainstalowaniu LO 3.3 zauważylem w LO Writerze, że:
– scrollowanie mojego dokumentu odczuwalnie zwolniło – stało się nawet irytujące, gdy chcąc szybko przesunąć dokument kilka stron dalej, scrollowanie działa z opóźnieniem i jeszcze długo po zakończeniu używania scrolla dokument jest przesuwany przez pewien czas. W OO 3.2 tego problemu nie mam.
– SVG wstawione do dokumentu we Writerze tak samo źle działa (m.in. dziwne artefakty)
– W LO znacznie przyspieszylo zapisywanie mojego pliku do PDF-a.
Ta pierwsza niedogodność niestety powoduje, że zostaję na razie z Oraclem:(
Ja widziałem jak Calc z LO zamulał zapis jak był wczytany QuickStart z OO. Osobiście siedzę na LO 3.3rc3 i sobie chwalę.
"OpenOffice.org zyskał więc naprawdę silnego i zorganizowanego rywala." Tylko kiedy MS Office zyska takiegoż rywala?
MSoffice już odpadł z rozgrywek. Jego stosunek jakości do ceny jest żenująco niski, więc nikt go nie chce (chyba, że pirata).
Nie zgadzam się. Ceny są różne (vide akcja z cenami dla użytkowników domowych), wiele ludzi instaluje nieautoryzowane kopie i pomija cenę, a sam pakiet jest sensowny w użyciu. Nie znam się na własnościowych rywalach MS Office, ale z tych na wolnych licencjach to właśnie LO ma szansę takim rywalem dla MSO zostać – oczywiście nie w perspektywie kilku miesięcy, ale kilku lat.
Mamy już analogię w historii – jak MSIE przebił NN, to zapanowało przekonanie, że to koniec wojny. I faktycznie był, ale tylko pierwszej. W drugiej potomek NN, czyli Firefox, przebił MSIE i nadal świetnie sobie radzi. Cóż, nawet liderowanie na rynku przez lata nie czyni żadnego produktu wiecznym zwycięzcą.
Słowem, chcesz powiedzieć, że jedyną rzeczą, która ratuje (Libre|Open)Office jest stosunek jakość/cena (gdzie ta ostatnia dąży do zera)?
Heh, no dokladnie to samo przyszlo mi do glowy, w rankingu jakosc/cena
darmowe 'hello world' jest nie do pobicia.
Patrząc na promocję jakie robi MSOffice to już widać, że MS czuje zagrożenie zatem OO jest rywalem dla MSO.
raczej widac ze walczy z piractwem
Jakoś przed spopularyzowaniem OO nie przejmował się tak bardzo piractwem.
Piractwo to akurat największy sprzymierzeniec MS. Czy to w kwestii systemu operacyjnego czy pakietu biurowego.
Jeśli piractwo to największy sprzymierzeniec to z czego utrzymuje się firma?
Vista kosztowała MS jakieś 6*10^9$ co podzielone przez 400*10^6 sprzedanych daje wynik 15 dolarów na użytkownika. Jak tu nie utonąć w gotówce?
MS nie ma problemów z pieniędzmi, jedyne z czym mogą mieć problem w przyszłości to utrzymanie pozycji lidera na rynku a tu piractwo jest ich sojusznikiem.
MS jest firmą produkująca oprogramowanie i zarabiająca na sprzedaży oprogramowana, a nie na pozycji lidera. Owszem im większy udział oprogramowania w rynku tym większa parcie na konieczność zakupu. Jednak stwierdzenie, że piractwo jest MS na rękę to czysta bzdura, bo gdyby wszyscy piracili to MS nie zarobiłby ani złotówki (upadłby), a w sytuacji, gdy wszyscy by kupowali – MS miałby największe zyski. Obecna sytuacja jest jedynie wypadkową, zderzenia teorii z rzeczywistym światem.
Jeśli wybór dla MS wygląda tak: albo piracki word albo konkurencyjny open office to MS głosuje za piractwem bo dzięki temu mogą utrzymać pozycję a pozycja to wartość rynkowa.
MS nie ma nic więcej do osiągnięcia na rynku PC, tu muszą tylko utrzymać obecny status a że 50% softu to piraty? Kogo to obchodzi? Koszt i tak się zwraca z nawiązką a dzięki temu można snuć plany o zbliżonych o (a nawet większych) zyskach w przyszłości.
Inwestorzy właśnie tego oczekują.
Proste?
Jednak trudno nazwać wybór mniejszego zła, sprzymierzeńcem. zważywszy, ze celem każdej firmy jest maksymalizacja zysków, a nie utrzymanie pozycji (choćby nie wiem jak była dobra).
Gdyby było tak jak mówisz, to MS obniżyłby cenę do takiej która pozwoliłaby każdemu nabyć oryginał. Zysk by był taki jak dotychczas, a udział w rynku też, ba może i nawet większy, bo już by nikt nie szukał alternatywy w związku z ceną Windowsa.
Nie, MS by tego nie zrobił. To znaczy źle. Zrobił to już.
Office zanim powstał i zyskał popularność OO kosztował majątek. Teraz można go mieć za dość niską cenę (jak na zachodnie warunki) o ile jest się użytkownikiem domowym a jeśli jest się studentem uczelni z programem partnerskim ─ za darmo. Firmy są i tak dość skutecznie zabetonowane technologią od MS więc tam sytuacja jest pod kontrolą.
Ale MS ma problem z Officem. Gdyby nie miał nigdy nie byłoby wersji Office pod Mac.
Oczywiście masz rację, że celem MS jest maksymalizacja zysków. W skali długoterminowej gdy ma się pozycję giganta piractwo pozwala UTRZYMAĆ zyski na maksymalnym poziomie, zwłaszcza że nic nowego na rynku software dla pc chyba już nie da się wymyślić.
Od pewnego czasu już tak robi MS Office jest coraz tańszy w wersjach dla domowego użytkownika.
Jednak skoro dalej występuję piractwo i ludzie myślą o alternatywach znaczy, że chyba jednak tego nie zrobił. Office obecnie to 300zł – tyle co minimum społeczne.
300 złotych to tylko 88 dolarów. Całe nic jak na bogaty kraj.
Jak dla Ciebie prawie połowa pensji większości Polaków to mało, to tylko pozostaje mi pogratulować zarobków.
Sądzisz, że MS przejmuje się zarobkami Polaków? My jesteśmy mały biedny kraj o trzeciorzędnym znaczeniu dla MS. Ceny są ustalane względem zarobków Amerykanów lub Niemców.
To, że połowa pensji Polaka starcza na odkurzacz albo parę dobrych butów to już inny, dużo poważniejszy problem.
"Jednak stwierdzenie, że piractwo jest MS na rękę to czysta bzdura, bo gdyby wszyscy piracili to MS nie zarobiłby ani złotówki (upadłby),"
To nie takie proste. W sytuacji gdy na "rynku" jest właściwie MSO i nie nadające się do żadnego sensownego użytku szajsowate OOo/LO może się tak wydawać. Tylko że piractwo ratuje MS przed pojawieniem się sensownej konkurencji komercyjnej sprzedajacej pakiety, które nawet jeśli uboższe w funkcjonalność nadawałyby się do użytku nie tylko dla biczowników FLOSS i ich ofiar. Na podobnej zasadzie zresztą MS użył piractwo do wykończenia takiej konkurencji gdy jeszcze istniała.
" a w sytuacji, gdy wszyscy by kupowali – MS miałby największe zyski."
Problem w tym, że niekoniecznie by kupowali od MS.
nie ma nic zdrowszego niż konkurencja !
jest: współpraca. ale ludzkość do tego jeszcze nie dojrzała.
Współpracę już mieliśmy, za komuny. Nie sprawdziła się.
No właśnie problem w tym, że nie współpracę a samą pracę. A i konkurencja była – wyścig pracy 🙂
Dobrze, że jest wybór dobrze, że mogę pójść do sklepu i kupić MS Office – najlepszy pakiet biurowy pod moje potrzeby 🙂 A to czy OO czy LO lepsze, nie moja działka, ale na chwile obcą wygląda to jak robienie na złość Oracle, bez widocznej przyczyny – podobny manewr zrobił RH.
Chciałeś chyba powiedzieć: odpalić torrenta i ukraść MS Office. Bo tak wygląda to u 90% domowych użytkowników.
W końcu nazwałeś ściąganie z torrenów tak jak trzeba czyli kradzieżą – będą z Ciebie jeszcze ludzie ;).
Ale dzięki temu, że jest OO to zostawiasz w sklepie mniej pieniędzy. Co więcej im lepsze będzie OO lub LO to tym mniej wydasz na MSO 🙂
Otoz to. Dzieki temu mozna kupic MS Office (co zrobilem) a dodatkowo sciagnac za darmo Open Office.
Dzieki temu Microsoft zarabia, a Open Office sie rozwija. No, a uzytkownik ma komplet oprogramowania biurowego i moze w danej chwili uruchomic ten, ktory jest najwlasciwszy do danego zadania.
Masz racje, jednak to nie licznym udało się przejąć pałeczką, czasem się udawało z namaszczeniem jednak, z skutkiem dyskusyjnym (ALSA). Nie mam przeciwko takiemu rozdrobnieniu, jednak jak to się mówi w kupie siła.
Hm, nie zrozumiałem odpowiedzi, chyba jest za bardzo skrótowa dla mnie – możesz jaśniej?
Chodzi o to, że nawet 100000 mrówek, nie współpracując nie sa w stanie nic osiągnąć. A z taką sytuacją mamy do czynienia w wielu projektach OS. Oracle w zasadzie za nic naraziło się na ostracyzm OS. Natomiast w przypadku RH tego ostracyzmu nigdy nie było. Hipokryzja OS, sięga zenitu. Fork OO można było zrobić w każdej chwili kiedy działania Oracle, by faktycznie spowalniały rozwój OO, na chwilę obecną nic takiego nie widać, tym bardziej, ze to w interesie Oracle jest rozwój OO – gdyż na nim zarabiają. Tak wiec, będzie sytuacja, ze w OO bedzie działac to i to, a LO to i to – jedno i drugie nie bedzie idealne, jedno i drugie nie bedzie wstanie zastąpić konkurenta .
No, spowolnienia może nie widać, bo rozwój tego zawsze był tragicznie powolny. 5 lat temu tego używałem i nie działały podstawowe funkcje – sypała się np. numeracja nagłówków i listy wypunktowane. Ostatnio też spróbowałem tego użyć (3.2.1) i… też posypała mi się numeracja nagłówków i listy wypunktowane. Rzeczywiście bardzo szybki rozwój. Jeśli goście nie potrafią zrobić takiej prostej rzeczy jak wypunktowanie i numerowanie, albo przez kilka wersji nie potrafią zrobić aby sensownie działała edycja pól tekstowych w Impressie (muli jak diabli, a chyba oni to w C++ piszą, a nie w Basicu), to ja nie wróżę nic dobrego temu projektowi.
BTW: Kiedyś myślałem, że LaTeX, choć świetny do składu tekstów, nie nadaje się do robienia prezentacji. Po ostatnim tygodniu użerania się przemiennie z OO Impress oraz z MS PowerPointem 2007 doszedłem do wniosku, że LaTeX nadaje się do robienia prezentacji najlepiej z tych trzech.
Święte słowa – wystarczy porównać gdzie dziś jest Firefox, a gdzie OOo. A Oracle, a raczej Sun, nie jest niewinny i jak najbardziej zasłużył na generalny opieprz – OIDP obiecywał, że będzie lepiej, i większość na to czekała. Gdyby powiedzieli od razu "spadajcie na drzewo", to pewnie nie zmarnowałoby się tyle lat i rozwój forka poszedłby dużo szybciej.
W interesie Oracle jest rozwój OOo, ale przykład Netscape czy pierwotnego konsorcjum X.Org, a potem XFree86 (a także Nupedii czy Citizendium poza kodem), dowodzi, że musi istnieć jeszcze odpowiednia kultura organizacyjna, która nie powoduje zatorów. To samo można zresztą zarzucić GNU – w jego interesie jest rozwój WiOO, a jednak już dawno nie jest najważniejszą organizacją napędzającą ten rozwój (przykład z EGCS pokazał słabości rozwoju GCC).
Natomiast LO jest w stanie przy odpowiedniej ruchliwości mieć wszystko co w OOo plus więcej. W takim wypadku nie będzie dylematu co używać – LO stanie się liderem, a OOo zabawką dla upartych. Ale nawet jeśli się rozdzielą i OOo będzie mieć kilka rzeczy, które nie trafią do LO, to pewnie i tak wygra ten, kto się szybciej rozwija.
Gdyby OO.o miał taki model finansowania jak FF, to byłby znacznie dalej niż teraz. Ale to niemożliwe.
A twoje wywody są dość naiwne. Bez OO.o w chwili obecnej nie ma LO. Nie będzie szybkiego rozwoju forka, gdy nie będzie co forkować.
A co było najpierw: Mozilla zbudowała przez lata całą infrastrukturę do pracy i Firefox powstał oraz zaczął być cool, czy napłynęły fundusze z Google? Bo wydaje mi się, że to pierwsze – ale może to ktoś sprawdzić?
Natomiast zauważ, że OOo nie był rozwijany przez fundację wolontarystyczną, tylko wypączkował z projektu jednej firmy (StarDivision) i był rozwijany przez inną, która miała model sprzedaży na jego bazie, więc było finansowanie. Pieniądze to nie jest magiczny talizman, który zamienia każdy projekt w sukces, tak samo jak wolna licencja. To są tylko składniki projektu.
Fork następuje raz, potem to już tylko ew. synchronizacja. LO już powstało i fajnie, że korzysta z rozwoju OOo.
Czy ja wiem… Dla mnie FF zaczął być w miarę sensowny od wersji 2, gdy nabył karty. Czyli jakiś rok po tym, gdy zaczął być finansowany przez Google (zabawne, że to było tak niedawno). Inna sprawa, że do tego okresu FF miał praktycznie monopol na rynku darmowych przeglądarek.
FF nie musiał być cool, bo nie było alternatyw (no chyba, że ktoś lubił masochistycznie wpatrywać się w reklamy Opery). Dla OO.o nie było solidnej alternatywy. Moim zdaniem, to co prezentuje na dzień dzisiejszy LO, nie świadczy w żaden sposób o przewadze forka. Chyba nawet Lotus Symphony jest ciekawszy.
Bardzo mi przykro, osobiście nie wierzę w szybkie rozwój projektów tej skali bez nakładów finansowych i zatrudnionych programistów.
No sam widzisz – a zasadnicze zmiany w pracy Mozilli nastąpiły jeszcze wcześniej. Firefox mógł pozostać najlepszy wśród przeglądarek na wolnych licencjach (o co wtedy było jeszcze łatwo, bo WebKit dopiero od niedawna atakuje), ale nie zmienia to faktu, że konkurencja była. Ograniczanie zasięgu i pomijanie lidera (MSIE) jest sztuczne i już reklama Firefoksa 1.0 w NYT bodaj wskazywała na ambicję pokonania wszelkiej konkurencji. Była w tym wizja i energia, już wtedy, a pieniądze od Google tylko dobrze się w to wpisały – zobacz jak szeroko w ostatnich latach Mozilla się definiuje, to wielka akcja promująca neutralność sieci, laboratorium pomysłów i cały ekosystem, a nie tylko świetna przeglądarka. Mam wrażenie, że tego nie doceniasz. Jak dosypiesz kasy do beznadziejnego projektu, to nie zmieni się nagle w superprojekt – prędzej zmarnuje się kasa.
Natomiast OOo zdaje się nie zrobiło żadnego mentalnego przełomu podobnego do Mozilli sprzed umowy z Google, to jest tylko masowanie staruszka, żeby nie zastygł całkiem. Być może pieniądze są konieczne dla dużego sukcesu (a być może nie – to wiara jak każda inna, trzeba by zrobić sprawdzenie), ale już pisałem – OOo od początku przecież jest rozwijane pod patronatem firm, ma nakłady finansowe oraz zatrudnionych programistów i, przepraszam, co z tego wynikło? No jakoś niewiele… Dlatego nie fiksuję się na aspekcie finansowym tak jak ty.
Lotus Symphony jest faktycznie ciekawy, bo wprowadził optymalne wykorzystanie poziomych ekranów, MSZ przebijając nawet pasek z nowego MSO. Szkoda, że tego jeszcze nie podchwycili w OOo czy LO. Ale obawiam się, że nic więcej nie wymyślili i nie bardzo widzę w nich taki zapał. LO natomiast wyraźnie mówi, że na razie chce zrobić wielkie porządki, i już za to ich lubię. To jest właśnie ta praca, którą Mozilla wykonała na początku – żmudna, długa, nieefektowna, ale u podstaw, co procentuje później.
"Jak dosypiesz kasy do beznadziejnego projektu, to nie zmieni się nagle w superprojekt – prędzej zmarnuje się kasa. "
"Być może pieniądze są konieczne dla dużego sukcesu (a być może nie – to wiara jak każda inna, trzeba by zrobić sprawdzenie), ale już pisałem – OOo od początku przecież jest rozwijane pod patronatem firm, ma nakłady finansowe oraz zatrudnionych programistów i, przepraszam, co z tego wynikło? "
Było to już przedmiotem wielu badań. Ogólnie w pracy umysłowej liczy się bardziej poczucie ważności i znaczenia wykonywanej pracy niż bezpośrednie bodźce nagrody. Dlatego same nakłady finansowe nie przyniosą efektów w postaci lepszego oprogramowania.
Wystarczy spojrzeć na Google i sytem 80/20 gdzie z tych 20% powstają najciekawsze i najbardziej dochodowe dla firmy projekty. Zastój, brak wiary w sukces oprogramowania, niedopuszczanie programistów do decyzji jak ma wyglądać oprogramowanie, klepanie kodu zamiast tworzenia programu prowadzi do powstawania słabych produktów ewentualnie przeciętnych.
Nie znaczy to, że pieniądze nie mają znaczenia. Wręcz przeciwnie, świadomość że jest się dobrze opłacanym pracownikiem (a więc elitarnym 🙂 ) może wpływać na podniesienie znaczenia swojej pracy. Chociaż tutaj większe znaczenie ma stabilizacja materialna i możliwość skupienia się na swojej pracy. Dzięki pieniądzom można też przyciągnąć zdolniejszych programistów.
Wiedzą o tym dobrze wielcy gracze IT i widać to w ich działaniach, choć stosują różne rozwiązania.
"Wystarczy spojrzeć na Google i sytem 80/20 gdzie z tych 20% powstają najciekawsze i najbardziej dochodowe dla firmy projekty."
Tzn konkretnie jakie, jaki jest ich udział w dochodach Google i skąd w ogóle taka informacja?
> Tzn konkretnie jakie, jaki jest ich udział w dochodach
> Google i skąd w ogóle taka informacja?
Zapewne z poboznych zyczen freetarda.
"Zapewne z poboznych zyczen freetarda. "
A czy wiesz, że 20% twojej pracy daje 80% efektów jakie uzyskujesz?
Nieco przeholowałem. Chodziło mi o projekty wymyślone przez pracowników Google, a nie przejętych wraz z innymi firmami (których jest najwięcej). Przykładowo: GMail, kalendarz Google, różne udoskonalenia wyszukiwarki, GoogleTalk, GoogleSky.
Z wypowiedzi wielu byłych i obecnych pracowników Googla wynika, że wolny czas był źródłem wielu innowacji i idei które Google realizowała.
Ten najbardziej dochodowy projekt to oczywiście sama wyszukiwarka którą Larry i Siergiej zrobili w swoim wolnym czasie 😉
"Z wypowiedzi wielu byłych i obecnych pracowników Googla wynika, że wolny czas był źródłem wielu innowacji i idei które Google realizowała. "
Fajnie, ale ja zadałem proste pytanie: skąd informacja, że Google najwięcej zarabia na projektach, które ktoś wymyślił w tym osławionym 20%. I wychodzi na to, że ssałeś po prostu palucha.
"Przykładowo: GMail, kalendarz Google, różne udoskonalenia wyszukiwarki, GoogleTalk, GoogleSky. "
Wiesz jaki jest ich udział w dochodach Google? Bo ja nie bardzo. I które z nich rzeczywiście zostały napisane, choćby jakiś proof of concept przez inżynierów w tych 20%?
Swoją drogą, nie wiesz czy Facebook, do którego ostatnio uciekają prawie że masowo pracownicy Google też daje 20% wolnego czasu na zabawę? Serio pytam. Bo jak nie to wychodzi na to, że dla najlepszych ważniejsze niż 20% czasu są jakieś promile akcji przed IPO 😉
W piękny sposób uzasadniłeś dlaczego Windows, Oracle, DB2 czy MS Sql ZAWSZE będą lepsze niż MySQL, Linuks, PostgreSQL.
Problem w tym, ze zwolennicy closure code wiedzieli o tym od zawsze – te firmy zatrudniają po prostu najlepszych :).
OIDP, FF miał karty od zawsze, Mozilla Suite od wersji 1.0…
"Oracle w zasadzie za nic naraziło się na ostracyzm OS."
Pisząc "nic" masz na myśli zamknięcie rozwoju OpenSolarisa czy zabawę w trolla patentowego z Androidem?
Zamkniecie? pierwsze słyszę by coś zamknęli – zmienili model na identyczny jak w przypadku Red Hat i Fedory. Red Hat zresztą tez się bawił w trola pozywając choćby szwajcarie. Powodem takich, a nie innych działań patentowych nie jest funkcjonowanie danych firm, ale prawo patentowe – nie machając szabelką tracisz je. Zresztą od kiedy egzekwowanie swoich praw jest czymś złym?
Chyba od momentu, w którym powoduje ostracyzm, bo to on tobie przeszkadza ;>
W rozwoju Fedory spory udział ma społeczność. Rozwój OpenSolarisa przebiega w całości wewnątrz Oracle, tylko co jakiś czas wydają źródła.
1.OpenSolaris juz nie jest rozwijany przez Oracle.
2. Oracle rozwija tylko Solaris Express na własne potrzeby tj tworzenia komercyjnego Solarisa. "OpenSolaris społecznościowy" – ma się dobrze, społeczność w 100% samodzielnie decyduje w którym kierunku rozwija się (nie ma narzuconych celów jak w przypadku Fedory RH), systematycznie ma udostępniany kod Solaris Expressa wprowadzający nowe rozwiązania, tylko od społeczności zależy czy wprowadzają go czy nie.
Tak więc Oracle, dało społeczności całkowitą niezależność.
RH dał pozorną niezależność, bo społeczność ma przede wszystkim realizować cele korporacji.
Aha Oracle wciąż za darmo hostuje wszystkie projekty OpenSolarisa, Planete OS, bugtraq itd. Ba dotuje część projektów – mimo, że niema w tym szczególnych interesów.
BTW z tego co pamiętam to w Allied Security Trust jest Sun (teraz Oracle) wiec chyba nie walczą sami z sobą ;P
To czy korzystasz z O.O. (L.O.) czy też M$ Ofice, to już Twoja indywidualna sprawa. Ja korzystam z obydwu bo jestem do tego zmuszony. Osobiście wolę OO jako, że wydaje mi się bardziej intuicyjny niż M$ Ofice oraz dla mnie jako matematyka posiada też dość przydatne narzędzie takie jak Math. Zasadniczych różnic jednak w najbardziej popularnych i najczęściej wykorzystywanych aplikacjach jak edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny czy też edytor prezentacji nie zauważyłem.
Inaczej jest gdy to oprogramowanie wykorzystywane jest w urzędach, szkołach publicznych i innych instytucjach (nie prywatnych) użyteczności publicznej. Faktycznie Polska jest tak bogatym krajem, że stać ją na używanie w urzędach aplikacji komercyjnych gdy istnieją ich darmowe odpowiedniki o wręcz identycznej użyteczności, a często je przewyższającej.
To z czego ludzie korzystają w prywatnych instytucjach natomiast mało mnie obchodzi jeżeli te instytucje jest na to stać i chcą za nie płacić. Jednak w państwowych instytucjach utrzymywanych za pieniądze także z moich podatków chce by one były wykorzystywane tam gdzie jest to niezbędne jak już ludzie tak kochają socjalizm, że lubią oddawać bezproduktywnym – pierdzącym w stołki urzędasom ponad połowę swoich pieniędzy, zmuszając mnie do tego samego.
Mam identyczną konsolę prezentacji w OpenOffice.org 3.2.1 (openSUSE), więc ciężko nazwać to nowością.
Sądzę, że wersje w dystrybucjach różnią się od standardowego OOo (tak, jak wiele innych programów, włącznie z jądrem), a to jest nowość w stosunku do gołego OOo. I (jak rozumiem z opisu) to nie jest nowa funkcja, nowością jest tylko włączenie istniejącego wcześniej dodatku do głównej gałęzi LO.
Czy ja wiem… korzystałem z OO.o i OOO.o na Ubuntu, Fedorze i Arch Linuksie i wszędzie była ta konsola prezentacji. Fajna rzecz jak się do rzutnika podpina.
Ja na Gentoo takiej nie posiadałem. Więc to musiał być jakiś patch, który istniał już wcześniej – ale Sun nie chciał wprowadzenia go do głównego kodu. Mieli ją wybrani. Teraz będą mieli wszyscy.
Choć trochę dziwi mnie, dlaczego bym miał nie mieć jeśli były – w Gentoo w portage był standardowo Go-OO + trochę własnych patchy, a takich rzeczy jak ta konsola prezentacji spodziewałbym się o dołączenie do Go-OO.
> Ja na Gentoo takiej nie posiadałem. Więc to musiał być
> jakiś patch, który istniał już wcześniej – ale Sun nie
> chciał wprowadzenia go do głównego kodu. Mieli ją
> wybrani. Teraz będą mieli wszyscy.
Mowisz o tym?
http://extensions.services.openoffice.org/en/project/presenter-screen
Nie trzeba nawet czekać na repozytoria i to mnie pozytywnie zaskoczyło – pierwszy raz próbowałem instalować LO pod Lucidem i za pierwszym podejściem bezboleśnie wg załączonej instrukcji się udało. Nawet późniejsze wyrzucenie OO z systemu nie spowodowało problemów. Czyli nie licząc tego że trzeba było parę razy na zasadzie kopiuj-wklej w terminalu wpastować polecenie "dpkg -i" doświadczenie z instalacją prawie takie jak w Windows.
Ja, natomiast, chciałbym się dowiedzieć co tak naprawdę odróżnia LO od OOo. LO coś tam "uruchamia szybciej". Przepraszam: szybciej od czego? w stosunku do czego? "Szybciej" nie jest bezwzględne, jest względne wobec czegoś, a artykuły, jak ten o tym zapominają. Zatem wobec czego LO ładuje coś tam szybciej? OpenOffice.org? Go-OO? Jeszcze czegoś innego?
Dalej – piszecie, że LO zawiera filtry dla WordPerfecta, WordPro i Worksów. No to pytam: po pierwsze których? Którego WP? Których Worksów? Filtry dla wszystkich tych programów istnieją od dawna w OOo. Czym się różnią te z LO? Coś więcej obsługują?
LO zawiera konsolę prezentacji. Ok. Od wielu, bardzo wielu miesięcy mam taką konsolę w OOo. Czymś się różni? Coś funkcjonalnie dodaje?
Piszecie artykuły, które powodują więcej pytań niż dają odpowiedzi. Te ostatnie zaś, dla kogoś jeszcze przed wypróbowaniem określonego oprogramowania mają sens.
I jeszcze jedno. W końcu przydałby się jakiś artykuł o samym LO. To, że jacyś niezadowoleni programiści opuścili OOo i stworzyli LO to fakt. To, że chcą owe LO wypuszczać we w miarę ustabilizowany sposób i nabijać numerki (brawo za marketing) – też fakt. Tylko co z tego wynika. Czy LO rozpoczęło swoją przygodę od OOo 3.3 w wersji rozwojowej i ma zamiar pójść w swoim kierunku (jak np. Lotus Symphony)? Czy kolejne wydania LO będą oparte na kolejnych OOo (tzn. 3.4 odpowiadać będzie 3.4 itd)? Czy LO to coś w rodzaju Go-OO+oczyszczenie kodu (jeśli), ale w zasadzie niemal dokładnie to samo co OOo? Czy LO ma pomysł na naprawę błędów, które na forach itd. OOo już od lat figurują? Niestety na te pytania nie dostajemy odpowiedzi. A szkoda.
Pisząc niusa posiłkowałem się listą nowości opublikowaną przez LO:
http://www.libreoffice.org/download/new-features-…
Punkty oznaczone gwiazdką to rzeczy odróżniające LO od OOo. Niestety opisy są skrótowe i jeśli chcesz więcej szczegółów, to musisz porównać na własną rękę lub poszperać po łatkach i ich opisach.
Pewnie zresztą i tak jeszcze za wcześnie na podsumowywanie czym LO jest i w którą stronę się rozwinie.
Wiem czym się mogłeś posługiwać, bowiem te informacje (zresztą takie same lub podobne są na ich stronie) są powtarzane niemal wszędzie. Jeśli chodzi o szperanie po łatkach, to cóż… dalibóg, chyba to ktoś (czyli w tym przypadku Fundacja), kto chce (a jak sądzę chce) swej tożsamości produktowej winien mi powiedzieć np. że filtr umożliwiający np. import plików MSWorks jest tożsamy z rozszerzeniem istniejącym już zresztą kilka lat dla OOo, czy też nie. Nadto, których Worksów? 4, 5, 2000? Późniejszych? No jeśli to ostatnie, to w istocie musieliby programiści LO coś zrobić w tym zakresie. Jeśli te wcześniejsze, to po jakiego diabła pchać je do tego pakietu, skoro ich format jest już praktycznie historyczny (zresztą z tej przyczyny wypadły kiedyś z OOo, bowiem w skład tego pakietu wchodziły; w Windows można sobie je było wybrać przy instalacji). WordPRO? Przecież ten program nie osiągnął rynku choćby takiego jak AmiPRO i znów się jawi formatem historycznym. Nikt tego praktycznie nie używa obecnie. W obu przypadkach większość dokumentów, jeśli mają jeszcze jakieś znaczenie, dawno już została przekonwertowana do… doc. Niestety – w tym zakresie – prace, jakie zostały dokonane są po prostu bezsensowne i szkoda na nie było czasu, zwłaszcza, że każdy, kto chciałby użyć tych filtrów może je sobie spokojnie ściągnąć z rozszerzeń OOo.
Osobiście mam nadzieję, że całe zamieszanie wokół LO w istocie coś przyniesie dobrego praktycznie jedynemu pakietowi biurowemu, który jest w jakiś sposób sensowny i możliwy do instalacji na linuksie. Niemniej jednak, by przyciągnąć do siebie także osoby, którym tego wyboru się nie narzuci (*buntu), Fundacja, która się zajmuje tym pakietem winna nieco więcej uwagi przyłożyć do informacji o nim. Rzetelnych informacji.
Jeśli zaś chodzi o ostatnie zdanie, to połowicznie się z Tobą zgodzę. Czym (dzisiaj) jest LO? W zasadzie widać. Forkiem OOo, różniącym się od oryginału w niemal niewidoczny sposób. Czy zaś będzie? Któż to wie. I chyba po trosze także i tu jest pies pogrzebany. Owe "jasno określone plany wydawnicze", to mniej więcej to samo co w przypadku *buntu. Wiadomo, że pojawiać się będzie wydanie w kwietniu i październiku danego roku. Konkretnie co będzie zawierać, nie wiadomo. W przypadku pakietu biurowego, który ma zamiar być w biurach używany jasny plan wydawniczy, zaprezentowana i jasno określona droga rozwoju to coś, co może zadecydować o używaniu bądź nieużywaniu danego pakietu. Obecnie (gdyby nie to, że w *buntu nie mam już OOo w mojej wersji systemu) nie widziałbym powodów dla których mam zmieniać OOo na LO. Bo brak informacji (przykład można wziąć m.in. z również OSowej braci – KDE4).
No i się porobiło… Teraz nie wiem czy instalować ludziom OpenOffice.org czy LibreOffice?
OpenOffice.org
Używam Ubuntu. Żeby sprawdzić LO musiałbym odinstalować OO i dopiero portem instalować LO. Na razie mnie to zniechęca do testów LO. Poza tym nie rozumiem dlaczego te dwa programy nie mogą być równolegle zainstalowane.
Nie musisz odinstalowywać OOo. Obok wersji OOo z repozytorium możesz postawić LO z ich strony (umieści Ci się w /opt). Tylko instalacja LO z repozytorium (obojętnie czy PPA czy z main w 11.04) powoduje, że LO wypiera OOo (swoją drogą, to mało mi się podoba zrobienie w *buntu paczek openoffice.org 3.3, które nie są tą aplikacją, a powodują wymianę OOo na LO).
W taki sposób (czyli OOo /a w zasadzie Go-OO/) z repozytorium oraz LO (a nawet też nowe OOo) ze stron programów miałem u siebie przez pewien czas, zatem sposób jest sprawdzony (przynajmniej na RC). Jedynie musisz sprawdzić, czy obecne paczki deb ze strony LO, wrzucają całą aplikację do /opt.
Z OOo czy LO bedzie tak samo jak z Firefoxem. Jezeli nie bedzie wsparcia dla technologii biznesowych to nie maja szans przebic MSO czy IE. Brak integracji z exchange, lync, ocs czy sharepointem a w przypadku FF brak wsparcia GPO itd (co w chrome juz zaczyna dzialac). Najwiekszy zysk jest na firmach, i dopoki mozilla i ekipy od OOoLO nie zaczna skupiac sie na tym sektorze to nie ma ja szans sie przebic.
Najczesciej jak w pracy kozysta sie z windows+office to i domu nie chce sie miec nic innego.
Pozdrawiam.