Chińskie firmy technologiczne coraz częściej zaskakują konstrukcjami, które wyglądają jak wyjęte z filmu science fiction, ale w praktyce mają bardzo konkretne zastosowania. Jednym z najnowszych przykładów jest autonomiczna ryba-robot BG-5, która do złudzenia przypomina prawdziwą złotą arowanę. Urządzenie wzbudziło duże zainteresowanie na targach CIFTIS w Pekinie, a jego naturalny wygląd sprawił, że szybko zaczęto mówić o nim jako o potencjalnym narzędziu do działań obserwacyjnych.
Ryba, która porusza się jak prawdziwa
BG-5 została zaprojektowana tak, by nie rzucać się w oczy. W niewielkim zbiorniku wyglądała jak zwykła egzotyczna ryba, choć w rzeczywistości była autonomicznym robotem podwodnym. Według producenta potrafi samodzielnie wyznaczać trasę i omijać przeszkody, co czyni ją szczególnie interesującą z punktu widzenia zadań zwiadowczych.
To jeden z tych projektów, które na pierwszy rzut oka bardziej przypominają pokaz możliwości niż gotowy produkt. A jednak właśnie takie rozwiązania często wyznaczają kierunek rozwoju technologii. Warto patrzeć na nie nie tylko przez pryzmat efektu „wow”, ale też realnych zastosowań i konsekwencji.
Konstrukcja przyciągnęła uwagę nie tylko odwiedzających targi, lecz także internautów. Filmiki z jej udziałem szybko rozeszły się po sieci, a samo urządzenie trafiło do grona najczęściej komentowanych nowinek technologicznych ostatnich dni. Nie jest to jednak zupełnie nowy projekt, bo ślady tej konstrukcji można znaleźć w materiałach firmy już sprzed kilku lat.
Zobacz także: Nowy składany Samsung Galaxy Z trzema ekranami – oficjalna prezentacja. To kolejny przykład sprzętu, który zwraca uwagę nietypową konstrukcją.
Co wiadomo o BG-5?
Producent ujawnia tylko część parametrów technicznych. Wiadomo, że robot ma około 640 mm długości, waży 3 kg i może działać na głębokości do 5 metrów. Maksymalna prędkość wynosi 0,6 m/s, czyli około 2,16 km/h, co nie czyni z niego wodnego sprintera, ale wystarcza do spokojnej, dyskretnej obserwacji.
Nie podano jednak najważniejszych danych, takich jak czas pracy na baterii, szczegóły dotyczące kamer czy ładowności. Tego typu brak informacji może budzić pytania o faktyczne możliwości urządzenia. Z drugiej strony w przypadku sprzętu projektowanego do zadań specjalnych nie zawsze najważniejsza jest widowiskowość, lecz właśnie ograniczenie widoczności i prostota działania.
Nie tylko pokaz technologiczny
Choć BG-5 prezentowane jest jako platforma wielozadaniowa, jego forma i sposób promocji sugerują inne priorytety. Firma Boyagongdao od dawna podkreśla swoje związki z sektorem wojskowym i cywilno-wojskowym. W materiałach promocyjnych pojawiają się także inne roboty o podobnym przeznaczeniu, w tym konstrukcje określane jako narzędzia do działań pod wodą i walki.
Przedstawiciel firmy miał zresztą mówić w jednym z raportów, że ich technologia bioniczna może być wykorzystywana również w obszarze obronności. To sprawia, że BG-5 zaczyna wyglądać nie jak ciekawostka dla publiczności, ale raczej jak sprzęt szyty pod konkretne, bardziej strategiczne potrzeby. Naturalne podobieństwo do prawdziwej ryby może być tu kluczową zaletą.
Narzędzie do obserwacji i ochrony środowiska?
Paradoksalnie taka konstrukcja może być użyteczna także w mniej kontrowersyjnych zastosowaniach. Zrobotyzowana ryba może służyć do monitorowania środowiska wodnego, obserwacji łowisk albo wykrywania nielegalnych działań w rejonach chronionych. Właśnie dlatego pojawia się też wątek walki z kłusownictwem.
W przypadku BG-5 ma to szczególne znaczenie, ponieważ wzór przypomina złotą arowanę, będącą odmianą azjatyckiej arowany. Gatunek ten jest zagrożony przez nadmierne odławianie na potrzeby handlu akwariowego. Urządzenie wyglądające jak prawdziwa ryba mogłoby odstraszać osoby próbujące nielegalnie łowić chronione okazy.
Stara idea w nowej formie
Warto zaznaczyć, że sama koncepcja nie jest nowa. Firma prezentowała podobne rozwiązania już wcześniej, a na jej stronie można znaleźć materiały sięgające 2021 roku. Oznacza to, że BG-5 nie jest przełomem w ścisłym sensie, lecz raczej kolejną odsłoną rozwijanej od lat linii produktów.
Mimo to właśnie ten model zyskał szczególną popularność dzięki swojemu wyglądowi i otoczce medialnej. To dobry przykład na to, jak połączenie bioniki, automatyki i wojskowych skojarzeń potrafi przyciągnąć uwagę świata. W efekcie zwykła na pierwszy rzut oka ryba okazuje się jednym z bardziej intrygujących robotów podwodnych ostatnich miesięcy.
Technologia, która budzi pytania
Największą zagadką pozostaje to, jak dokładnie BG-5 działa pod obudową. Producent nie ujawnia wielu kluczowych informacji, co sugeruje, że prawdziwy potencjał urządzenia może wykraczać poza to, co pokazywane jest publicznie. Brak szczegółów technicznych często oznacza, że najważniejsze cechy sprzętu są celowo ukrywane.
To właśnie dlatego wokół projektu narastają spekulacje. Jedni widzą w nim efektowny gadżet i narzędzie badawcze, inni przede wszystkim platformę do dyskretnego nadzoru. Niezależnie od interpretacji, BG-5 pokazuje wyraźnie, że przyszłość robotyki podwodnej może być znacznie bardziej „biologiczna”, niż dotąd przypuszczaliśmy.


W końcu ktoś pomyślał o monitorowaniu środowiska wodnego w taki sposób. Wygląda naprawdę obiecująco i przydałoby się więcej takich rozwiązań. Jestem bardzo ciekawy, jak sprawdzi się w realnych warunkach. Chciałbym to zobaczyć w akcji!
W sumie to dość dziwne, że mają tak mało konkretów na temat działania tego urządzenia. Gdzie jest czas pracy na baterii? Jakie kamery? Ciekawostka, ale muszą podać więcej info, żeby to miało sens.
Znowu chińczycy próbują nas zaskoczyć jakąś kreacją? Moim zdaniem to tylko kolejna bajka. Zrobić rybę, która przypomina rybę, a docelowo do jakich operacji będzie to używane? Szczerze wątpię w jakiekolwiek pozytywne zastosowanie.
Mam wrażenie, że te wszystkie roboty bioniczne, to jedno wielkie PR. Tak naprawdę każdy wie, że podobne technologie były już przed laty testowane. Interesująca forma, ale brak danych technicznych nie napawa zaufaniem.
Właśnie przesiadłem się na nowy sprzęt do wędkowania i szczerze mówiąc, takie rozwiązania w postaci ryb-robotów mogą się sprawdzić w walce z kłusownikami. Oby to się udało, bo przynajmniej nasze wody będą trochę bardziej chronione.
No, ale chwila! Kto tak naprawdę chce, żeby te „ryby” były używane do szpiegowania? Ciekawa koncepcja, ale to brzmi trochę jak z filmu. Jakie są moralne konsekwencje takiego urządzenia w realnym świecie?