Na północy Szkocji narasta spór wokół planowanej budowy ogromnego centrum danych, które ma stanąć niedaleko niewielkiego, zabytkowego miasteczka Auchertool w hrabstwie Fife. Inwestycja od początku budzi silne emocje, bo mówimy o obiekcie większym niż sama miejscowość, zajmującym ponad 170 akrów i mającym osiągnąć moc 600 MW. Gdyby projekt został zrealizowany, byłby to jeden z największych działających data center na świecie, ustępujący rozmiarem jedynie gigantowi z Nevady.
Fala sprzeciwu wobec inwestycji
Najbardziej uderza skala lokalnego oporu. Przeciwko projektowi zebrano już ponad 1600 formalnych sprzeciwów, a według szkockiego polityka Davida Torrance’a takich emocji nie widział on od lat. Zwraca on uwagę, że w swojej ponad 25-letniej karierze politycznej nie spotkał się z podobnym poziomem sprzeciwu wobec lokalnego planu zagospodarowania.
Problem nie dotyczy jednak wyłącznie Auchertool. Podobne nastroje pojawiają się również w Airdrie i Larbert, gdzie mieszkańcy także protestują przeciwko kolejnym centrom danych. To pokazuje, że w Szkocji rośnie ogólne zmęczenie dużymi inwestycjami tego typu, zwłaszcza gdy lokalne społeczności mają poczucie, że nie mają realnego wpływu na decyzje.
Dlaczego akurat Szkocja?
Z perspektywy firm technologicznych Szkocja wydaje się niemal idealnym miejscem pod takie projekty. Kraj produkuje ponad jedną czwartą całej energii elektrycznej w Wielkiej Brytanii, a do tego oferuje stosunkowo niskie ceny gruntów i chłodniejszy klimat, który sprzyja chłodzeniu serwerów. Dla deweloperów infrastruktury cyfrowej to połączenie jest wyjątkowo atrakcyjne.
W tle jest też szersza strategia Wielkiej Brytanii związana ze sztuczną inteligencją. Rząd liczy na to, że większa liczba centrów danych pomoże państwu zbudować pozycję „mocarstwa AI”. Tyle że im większe ambicje, tym wyraźniejszy staje się opór społeczny.
Warto pamiętać, że tego typu inwestycje rzadko są postrzegane wyłącznie przez pryzmat technologii. Dla mieszkańców liczy się przede wszystkim to, jak centrum danych wpłynie na ich codzienne życie. I właśnie dlatego emocje wokół projektu są tak silne.
Czy Szkocja wprowadzi moratorium?
W parlamencie szkockim coraz poważniej rozważa się ograniczenia dla nowych inwestycji tego typu. Pojawiają się głosy o możliwym moratorium na centra danych, a nawet o mocniejszej regulacji całego sektora. Dodatkowo władze już wprowadziły zasady, zgodnie z którymi organy planistyczne muszą informować rząd o projektach przekraczających 50 MW.
Niektóre inwestycje będą też wymagały oceny oddziaływania na środowisko. To ważny sygnał, bo pokazuje, że państwo zaczyna traktować rozwój infrastruktury AI jako sprawę strategiczną, ale równocześnie coraz mocniej dostrzega ryzyka lokalne. W praktyce może to spowolnić część projektów lub przynajmniej uczynić je znacznie trudniejszymi do przeprowadzenia.
Nowe życie dla twojego starego smartfona? Google współpracuje z naukowcami, aby stworzyć tanie centra danych z 2000 starych telefonów Pixel — podobne pomysły pokazują, jak bardzo branża szuka oszczędniejszych i bardziej nietypowych rozwiązań.
Protesty nie tylko w Szkocji
Sprzeciw wobec data center nie ogranicza się do jednego regionu. W całej Wielkiej Brytanii pojawiają się petycje i inicjatywy mieszkańców, którzy nie chcą takich obiektów w swojej okolicy. W Norwich petycja przeciwko terenowi o powierzchni 32 akrów i zapotrzebowaniu na 150 MW energii zebrała już ponad 12 tysięcy podpisów.
Podobne protesty narastają w Walii, gdzie petycja dotycząca 4,5-akrowej działki przy autostradzie M4 zbliża się do 4500 podpisów. W Irlandii Północnej sprzeciw wobec nowych centrów danych przekroczył już 5000 podpisów. W każdym przypadku powtarza się ten sam argument: lokalne społeczności nie chcą obiektów, które pochłaniają ogromne ilości zasobów, a obiecane korzyści wydają się im niepewne i odległe.
Koszty, które poniosą zwykli mieszkańcy
Największe obawy dotyczą nie tylko krajobrazu czy hałasu, ale również codziennych rachunków. Rozbudowa centrów danych oznacza konieczność modernizacji sieci energetycznych i wodnych, a te koszty bardzo często przerzucane są na konsumentów. W praktyce mieszkańcy mogą płacić więcej za infrastrukturę, z której sami nie korzystają bezpośrednio.
To szczególnie drażliwe w kraju, w którym koszt życia już teraz mocno wzrósł. Od 2020 roku ceny żywności w Wielkiej Brytanii podniosły się o blisko 40%, rachunki za wodę o 50%, a ceny energii po rozpoczęciu wojny w Iranie skoczyły nawet o 70%. Jednocześnie wzrost wynagrodzeń nie nadążał za inflacją, przez co przeciętny mieszkaniec jest dziś w znacznie trudniejszej sytuacji niż sześć lat temu.
AI jako obietnica, ale nie dla wszystkich
Rząd przekonuje, że rozwój infrastruktury cyfrowej przyniesie wzrost gospodarczy, nowe miejsca pracy i większy napływ zagranicznych inwestycji. Problem w tym, że takie argumenty brzmią abstrakcyjnie dla osób, które już teraz walczą z rosnącymi rachunkami i spadającą siłą nabywczą. Dla wielu obywateli hasła o wzroście PKB nie mają większego znaczenia, jeśli nie przekładają się na realną poprawę życia.
Dodatkowym punktem zapalnym jest fakt, że centra danych zostały uznane za infrastrukturę krytyczną. Oznacza to, że w czasie suszy lub ograniczeń wodnych będą miały pierwszeństwo przed częścią innych użytkowników, na przykład podczas upałów czy zakazów używania węży ogrodowych. Dla mieszkańców brzmi to jak kolejny dowód na to, że interesy wielkich projektów są stawiane ponad codzienne potrzeby lokalnych społeczności.
Rosnący konflikt między technologią a lokalnymi społecznościami
Spór o szkockie centrum danych pokazuje szerszy europejski problem: jak rozwijać nową infrastrukturę cyfrową, nie wywołując społecznego buntu. Z jednej strony państwa chcą przyciągać inwestycje związane z AI i chmurą obliczeniową, z drugiej mieszkańcy coraz częściej nie akceptują projektów, które pochłaniają ziemię, energię i wodę.
Jeśli brytyjski rząd chce, by społeczeństwo poparło tę transformację, potrzebuje czegoś więcej niż ogólnych obietnic. Ludzie oczekują konkretnych, odczuwalnych korzyści: niższych rachunków, lepszej infrastruktury albo widocznych inwestycji w lokalne społeczności. Bez tego kolejne plany budowy centrów danych będą nadal trafiać na mur sprzeciwu.


Patrząc na ten projekt, to aż strach. Znamy już efekty podobnych inwestycji, a w końcu mieszkańcy nie chcą być poświęcani w imię „rozwoju”. Zamiast ogromnych centrów danych, może lepiej pomyśleć o wsparciu lokalnych przedsiębiorstw?
600 MW? Wow, to chyba rekord! Ale co z tymi, którzy będą musieli znosić hałas? A te obiecanki o miejscach pracy… Ciekawe, jak długo te miejsca będą istnieć. Dla mnie to wygląda na kolejny marketingowy chwyt.
Szkocja ma świetne warunki dla centrów danych, ale rozumiem, że ludzie się nie zgadzają. Chłodny klimat to plus, ale wydaje się, że tego nikt nie dostrzega. Pokazali już, że lokalne społeczności mają dość takich inwestycji bez ich zgody.
Miałem do czynienia z podobnymi projektami i zawsze w końcu mieszkańcy płaczą. Koszta rosną, a korzyści dla lokalnych społeczności giną w mgle. Trzymam kciuki, żeby to nie przeszło.
Zgadzam się z protestami. Rząd mówi o AI i rozwoju, ale w praktyce każdy z nas ma dość podwyżek. Potrzebna jest zmiana podejścia, bo obecna sytuacja jest dramatyczna. Oby to moratorium rzeczywiście wprowadzili.
Zawsze myślałem, że taka infrastruktura to krok w przyszłość. Ale brak lokalnych korzyści to poważny błąd. Ciekawe, jak długo jeszcze ludzie będą tolerować takie obowiazki. Szkoda tylko, że to my, mieszkańcy, na tym cierpimy.
W artykule zabrakło mi informacji, co tak naprawdę zyskają lokalne społeczności. Wiem, że te obiekty wymagają masę zasobów, ale nikt nie mówi, jak to wpłynie na codzienność. Dobrze, że przychodzi jakieś moratorium, może to przystopuje te szalone plany.