Rosja znów szykuje się do dominacji w wyścigu kosmicznym – ale musi polegać na chińskim sprzęcie

  • Home
  • /
  • Blog
  • /
  • Rosja znów szykuje się do dominacji w wyścigu kosmicznym – ale musi polegać na chińskim sprzęcie

Data: 8 sierpnia, 2026

Rosja znów szykuje się do dominacji w wyścigu kosmicznym - ale musi polegać na chińskim sprzęcie

Rosja planuje znaczące przyspieszenie produkcji swoich rakiet Angara, chcąc w ciągu najbliższej dekady zwiększyć roczną liczbę egzemplarzy nawet czterokrotnie. Za tym ambitnym celem stoi jednak mniej „samowystarczalna” rzeczywistość, niż mogłaby sugerować oficjalna narracja o budowaniu krajowej niezależności przemysłowej. Z wewnętrznych dokumentów planistycznych wynika, że modernizacja zakładów będzie w dużej mierze opierać się na maszynach sprowadzanych z Chin.

Chińskie maszyny w rosyjskim programie kosmicznym

Analiza listy zakupowej pokazuje ciekawą zależność: sprzęt pochodzenia rosyjskiego dominuje liczbowo, ale to nie on odpowiada za najważniejsze elementy całego przedsięwzięcia. Spośród 541 pozycji w planie zakupów 477 urządzeń miało pochodzić z Rosji, 57 z Chin, a 2 z Bułgarii. Na pierwszy rzut oka chiński udział wydaje się więc niewielki, bo to około 10,5% całej listy.

Sytuacja zmienia się jednak diametralnie, gdy nie liczymy sprzętu „sztuka po sztuce”, ale oceniamy jego znaczenie technologiczne. W takim ujęciu chińscy dostawcy odpowiadają już za 28,2% kluczowego rdzenia całego projektu. To pokazuje, że w praktyce nie chodzi o ilość, lecz o to, które urządzenia są naprawdę niezbędne do uruchomienia produkcji na większą skalę.

Warto zauważyć, jak często w analizach przemysłowych liczby potrafią mylić bardziej niż ich brak. Sama przewaga ilościowa lokalnych dostawców nie oznacza jeszcze realnej niezależności technologicznej. To właśnie kluczowe komponenty najczęściej decydują o skali zależności.

Gdzie widać największą zależność

Najbardziej uzależniony od importu ma być dział obróbki metalu, bez którego nie da się ruszyć z poważną modernizacją fabryki. W tym obszarze ponad 47% potrzebnego sprzętu ma pochodzić z Chin, a nie od rodzimych producentów. Jeszcze bardziej wymowny jest podział budżetu: ponad 84% z puli 3,62 miliarda rubli przeznaczono na właśnie ten technologiczny rdzeń.

Zobacz także: Zdalne operacje stają się powszechne, chiński robot Toumai uzyskał zgodę UE po zabiegu z Londynu. To kolejny przykład, jak technologia z Chin przenika do sektorów o strategicznym znaczeniu.

Łącznie koncern Khrunichev chce wydać na urządzenia z Chin blisko 900 milionów rubli. Za większość tych zakupów odpowiada około dziesięciu producentów, z których część sprzedaje swoje maszyny także klientom w Europie i Stanach Zjednoczonych. To ważny element układanki, bo pokazuje, jak bardzo światowy rynek sprzętu przemysłowego jest dziś spleciony mimo politycznych napięć.

Sankcje nie zatrzymały przepływu sprzętu

Od początku wojny Rosji z Ukrainą w 2022 roku Zachód zaostrza ograniczenia wobec rosyjskiego przemysłu, zwłaszcza w obszarze ciężkich pras hydraulicznych i urządzeń do kucia. Unia Europejska objęła takie maszyny restrykcjami, jeśli ich odbiorcą jest podmiot z Rosji. Stany Zjednoczone poszły podobną drogą, nakładając sankcje m.in. na rosyjskiego producenta ciężkich pras hydraulicznych Pressmash.

Mimo to import chińskich obrabiarek do UE nadal pozostaje bardzo wysoki. W 2025 roku osiągnął poziom 207 milionów euro, a w pierwszych sześciu miesiącach 2026 roku wzrósł jeszcze o 17,6% rok do roku. W praktyce oznacza to, że te same firmy mogą korzystać z zachodnich rynków, a jednocześnie wspierać modernizację rosyjskiego przemysłu kosmicznego.

Dlaczego pojedyncze sankcje mogą nie wystarczyć

Problem polega na tym, że rynek takich maszyn jest dość szeroki i konkurencyjny. Nawet gdyby jeden chiński dostawca został objęty restrykcjami, jego miejsce prawdopodobnie szybko zajęłaby inna firma oferująca podobne rozwiązania. Z tego powodu skuteczność sankcji na pojedyncze przedsiębiorstwa może być ograniczona.

Dodatkową trudność stanowi fakt, że dla producentów ważna jest nie tylko sprzedaż do Rosji, lecz także utrzymanie dostępu do klientów w Europie i Ameryce. Nie wiadomo więc, czy potencjalne straty związane z utratą zachodnich kontraktów byłyby wystarczająco duże, by zrezygnowali z lukratywnych zamówień ze strony Moskwy. To właśnie ten ekonomiczny balans sprawia, że przepływ technologii nadal trwa.

Kosmiczne ambicje a militarne zastosowanie

Rakiety Angara, które mają być wytwarzane przy użyciu chińskiego sprzętu, są wykorzystywane do wynoszenia satelitów rosyjskiego Ministerstwa Obrony. Amerykańscy eksperci twierdzą, że tego typu systemy mogą stanowić zagrożenie zarówno dla obiektów na orbicie, jak i dla infrastruktury na Ziemi. Rosyjskie źródła opisują je jednak bardziej neutralnie, mówiąc o działaniach realizowanych „w interesie rosyjskiego ministerstwa obrony”.

Ta różnica w interpretacji nie jest nowa i utrzymuje się od momentu rozpoczęcia wojny w Ukrainie. Dla Moskwy program kosmiczny pozostaje więc elementem państwowej strategii i prestiżu, a dla Zachodu bywa postrzegany również jako narzędzie o potencjale militarnym. W tle całej historii widać natomiast coś jeszcze: deklarowaną samowystarczalność Rosji, która w praktyce nadal opiera się na zagranicznych technologiach.

Szerszy obraz rosyjskiego przemysłu

Sprawa rakiet Angara dobrze ilustruje, jak trudno dziś oddzielić geopolitykę od globalnego przemysłu. Rosja chce rozwijać własne zdolności produkcyjne i uniezależniać się od zagranicy, ale jednocześnie musi sięgać po maszyny z Chin, by w ogóle realizować swoje cele. To pokazuje, że nawet najbardziej ambitne programy państwowe pozostają zależne od międzynarodowych łańcuchów dostaw.

W efekcie rosyjski plan rozbudowy sektora kosmicznego nie jest tylko opowieścią o technologii, ale też o sankcjach, handlu i politycznej kalkulacji. Chiński sprzęt nie dominuje liczebnie, lecz ma znaczenie tam, gdzie liczy się precyzja, wydajność i możliwość uruchomienia produkcji na wyższym poziomie. I właśnie dlatego jego rola w całym przedsięwzięciu okazuje się znacznie większa, niż sugerują same statystyki.

Podobne wpisy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone


  1. maxim pisze:

    Ciekawe, jak dobrze rosyjski program kosmiczny zdaje sobie sprawę z zależności od Chin. Według mnie to hipokryzja twierdzić, że są samowystarczalni, gdy tak naprawdę potrzebują obcych technologii, żeby się rozwijać. Zwykły marketing, nic więcej.

  2. Ania S. pisze:

    Czemu tak wielu ludzi wciąż wierzy w rosyjską narrację? Wzmacniają swoją armię przy pomocy chińskich firm, a potem chcą być postrzegani jako technologiczną potęgą? To absurd.

  3. Adam P. pisze:

    Dzięki za artykuł. Osobiście używam maszyn z czterech różnych krajów w swojej pracy, więc rozumiem, że współczesny przemysł to globalna sieć. I z tego co widzę, Rosja może mieć problem z wydobyciem z tego maksimum. Z Chińczykami trzeba też być ostrożnym…

  4. Kasia W. pisze:

    Szczerze mówiąc, nie wiem, po co Rosjanie wydają tyle pieniędzy na te rakiety, skoro i tak są uzależnieni od chińskiego sprzętu. Brak samodzielności w tej branży to duży problem. Zobaczymy jak długo to potrwa.

  5. Marek T. pisze:

    Ciekawe jakie drukarki 3D używają do produkcji tych rakiet. Kiedyś spotkałem się z maszynami, które miały problemy z precyzją. Zawsze to ryzyko przy chińskim sprzęcie. Zafundują sobie powtórkę z rozrywki?

  6. Paula K. pisze:

    Czy to nie jest trochę duża zależność? 84% budżetu na obróbkę metalu idzie na chińskie maszyny! A co jeśli sytuacja międzynarodowa się zaostrzy? Też się zastanawiam, jak można ufać takiemu modelowi rozwoju.

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

Newsletter OSnews raz w tygodniu. Bez reklam.