OpenOffice konta MS Office to temat rzeka. Napisano pewnie o tym konflikcie setki artykułów oraz stoczono niezliczone ilości 'flame war’. Czas skończyć walkę. MS zrobił użytkownikom Open Office nieoczekiwany prezent. Dodał możliwość edytowania plików ODF za pomocą edytora w przeglądarce bez konieczności konwersji plików. Co w połączeniu z dyskiem SkyDrive daje możliwość wspólnej edycji pomiędzy Open Office, MS Office oraz przeglądarkowym Office Web App.
Do tej pory jeżeli ktoś używał pakietu Open Office jako darmowej alternatywy dla MS Office miał kłopot jeżeli chciałby takie pliki edytować w przeglądarce. Jedyną znana mi aplikacją WWW która potrafiła otworzyć pliki w formacie ODF (Open Document Format for Office Applications) był Google Docs. Edytor ten jednak nie pracował bezpośrednio na plikach w formacie ODF ale je konwertował na swój własny format. Jak w przypadku każdej konwersji czasami mogły tu pojawiać się problemy. Co gorsza gdy ktoś zakończył edycję poprzez WWW musiał plik wyeksportować z powrotem do formatu rodziny ODF. To kolejna konwersja. Także pojawienie się Google Drive okazało się rozczarowaniem. Pliki dokumentów przechowywane i edytowane w ramach Google Drive niestety na komputerach okazały się prostymi linkami do wersji WWW. Co oczywiście spowodowane jest niestandardowym formatem wykorzystywanym przez Google Docs którego i tak nie byłby w stanie edytować żadna aplikacja na PC/Mac. Konieczna jest konwersja przed i po każdej edycji za pomocą WWW by pliki można było otworzyć w Open Office. Tym samym synchronizacja Google Drive jest w przypadku użytkowników Open Office całkowicie bezużyteczna.
Pomoc pojawiła się z najmniej oczekiwanej strony czyli najnowszej wersji SkyDrive oraz Office Web Apps. Microsoft dodał do swojego pakietu biurowego działającego w przeglądarce obsługę plików w formacie ODF. I co najważniejsze jest to natywna obsługa pracująca bezpośrednio na plikach ODF. Nie jest wymagana żadna konwersja ani przed edycją ani po edycji. Pliki dokumentów ODF możemy zapisać w ramach naszego synchronizowanego folderu SkyDrive i tym samym uzyskać bardzo ładną integrację pomiędzy pakietem Open Office oraz edytorem przeglądarce Office Web App. Po każdym zapisie w pakiecie Open Office plik automatycznie przesyłany jest na SkyDrive i można go edytować za pomocą strony WWW. Każda zmiana w edytorze WWW jest automatycznie nanoszona na pliki na każdym komputerze który synchronizuje się z danym kontem SkyDrive.
Co więcej pliki ODF są także obsługiwane od dawna przez pakiet MS Office dla Windows oraz Mac. Scenariusz współpracy Open Office, MS Office oraz edytora w przeglądarce Office Web Apps jest dosyć zaawansowany. Może jednak ułatwić pracę grupową. Nikt nie zmusza nas byśmy całą edycję wykonywali tylko i wyłącznie przez proste edytory WWW gdzie nie wszystko da się zrobić. Mamy możliwość zdecydowanie wygodniejszej pracy w aplikacjach desktopowych. Jednocześnie nie tracimy możliwości dokonywania mniejszych modyfikacji poprzez WWW gdy są one konieczne a na danej maszynie nie mamy zainstalowanego żadnego pakietu biurowego. Dodatkowo dysk SkyDrive będzie pamiętał 25 ostatnich wersji naszego dokumentu. Tak by można było łatwo śledzić zmiany lub przywrócić jedną z wcześniejszych wersji dokumentu.
Przykładowy plik ODT prezentujący wsparcie ODF można zobaczyć pod tym adresem
PS: Jeżeli ktoś ma konto w ramach usługi SkyDrive (Hotmail) to należy pamiętać o odwiedzeniu tej strony. Dzięki niej nasze darmowe konto zostanie zwiększone z 7 GB do 25 GB powierzchni jeżeli nasze konto jest starsze niż 23 kwietnia 2012r


Microsoft jak zwykle wymiata, ale linuksiarze i tak tego nie zrozumieją. Na szczęście biznes, czyli osoby które wiedzą jak alokować swoje środki żeby na tym nie stracić wybierają rozwiązania Microsoftu – przynajmniej na desktopie i serwerze domenowym.
Generalnie mają teraz to co Macowcy: Unix + MS Office. Co w tym złego?
Oni nie mają teraz tego samego, co Macowcy. Oni maja Windows + MS Office + Wirusy.
Wirusy są gratis.
;-))
Żeby napisać dobrego wirusa trzeba być biegłym programistą skoro takowych nie ma pod Linuksem i Mackiem to najlepiej świadczy o poziomie koderów na te systemy – dno i metr mułu.
Dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi zacząć dzień od minuty szczerego śmiechu pełną gębą 😀
Przez twój post mam kawę w nosie i na klawiaturze :/
Podobnie jest z grami. Napisać dobry silnik 3D też jest ciężko dlatego nie ma żadnego pod Linuksem.
Unreal engine, id tech, uniengine, wkrótce source.
Generalnie to te silniki dla niskobudżetowych gier robionych przez amatorów są windows only.
Możesz wymienić jakieś gry pod Linuksa wykorzystujące id Tech 5 lub Unreal Engine 3? Bo z tego co się orientuję to żadna. A angielska Wikipedia sugeruje, że te silniki nie zostały wydane pod Linuksa.
"Generalnie to te silniki dla niskobudżetowych gier robionych przez amatorów są windows only. "
Beznadziejnie technologicznie, nieprzenośne silniki których nikt nie chce są linux only.
Wyszły pod linuksa tylko dla tego, że pod windows czy mac os nikt nawet by na nie nie splunął :).
Żeby napisać wirusa który działa, już nie mówię że działa poprawnie, to trzeba to robić pod badziewnie napisanym systemem. Linux jest virus-proof. A badziewny C®a$hdows i ShitOSX nie (choć OSX przed Lionem też był dobrze napisany, inaczej Flashback pojawiłby się wcześniej – MacDefender tak naprawdę nie był virusem tylko scamware – musiałeś sobie to coś samemu zainstalować)
a jak napiszę skrypt składający się w sumie z dwóch linijek, gdzie główny fragment kodu to "rm -rf ~" ( nie wykonywać w celu sprawdzenia), i podczepię pod jakiś inny z du*y plik, to to już jest wirus czy jeszcze nie? Wszak system zostaje nie ruszony, tylko dane magicznie znikają,
Bezpieczeństwo systemu, czy też jego brak zależy od osoby używającej dany system, a nie od samego systemu
> Bezpieczeństwo systemu, czy też jego brak zależy od osoby używającej dany system, a > nie od samego systemu
Niestety, mylisz się. Bezpieczeństwo zależy i od samego systemu, i od użytkownika. W przeciętnej sytuacji jednak bardziej od systemu, bo w dobrze sonstruowanych systemach, żeby użytkownik mógł zaszkodzić komuś poza sobą samym musi (po 1.) mieć odpowiednie uprawnienia i (po 2.) wiedzę jak z tych uprawnień skorzystać.
W Twoim przykładzie z poleceniem usuwania bez pytania plików (w postaci kanonicznej: rm -rf * – nie trzeba pisać skryptu w tym celu, wystarczy to wpisać w konsoli), możesz sobie skasować sprawnie wszystkie pliki, które masz prawo skasować. I tyle. Nb.n jest to poprawne i uzyteczne polecenie, jak robisz sensownie kopie zapasowe, to nawet nie jest takie straszne. Dołączanie tego do jakiegoś pliku, jeśli w ogóle jakieś skutki spowoduje, to będą one podobne do tych, które byś osiągnął wydając same poelcenie.
To tak jak z teoriami Ś.P. Marka Sella (twórcy mks_vir) na temat wirusów linuksowych – żeby te jego koncepty zadziałały wymagały zdobycia uprawnień roota. Od tego czasu nic się nie zmieniło.
Ja to wiem, sam korzystam z systemów uniksopodobnych od lat. Ale w erze Ubuntu, nowych jego użytkowników i wszechobecnego "sudo" to też jest takie pewne co wyżej napisałeś? Co z tego, że to pełnowartościowy GNU/Linux z ułatwieniami dla początkujących, jak tam tylko non-stop sudo to, sudo tamto.
> Ale w erze Ubuntu, nowych jego użytkowników i wszechobecnego "sudo" to też jest takie pewne co wyżej napisałeś?
a czym sudo zmniejsza bezpieczeństwo? żeby użyć sudo też trzeba wpisać password. W Ubuntu password roota jest jakoś generowany przez system, więc user go nie zna i to jest bardzo dobre rozwiązanie.
Sudo chroni system przed nadużyciami i jak dotąd to się sprawdza. Dzięki temu sprawdził się też Ubuntu jako OS dla nowicjuszy. NB. ponoć ostatnio M$ opatentował sudo, więc może i uzyje tego "swojego" patentu w windozie?
"Bezpieczeństwo zależy i od samego systemu, i od użytkownika. W przeciętnej sytuacji jednak bardziej od systemu, bo w dobrze sonstruowanych systemach, żeby użytkownik mógł zaszkodzić komuś poza sobą samym musi (po 1.) mieć odpowiednie uprawnienia i (po 2.) wiedzę jak z tych uprawnień skorzystać. "
np. Windows XP. W firmach użytkownik jest zalogowany jako user i jest spokój.
Po za tym ważne jest to w co klika user. Pod Linuksa nie ma żadnych dobrych gier i programów więc pod Windows gracze stanowią łakomy kąsek dla hackerów ponieważ większość softu jest spiracona i trzeba kliknąć w wielką niewiadomą, którą stanowi crack. Linuks ze względu na gównianość softu jest bezpieczny.
Kupa tam, pamiętam że jak nie miałem praw do zainstalowania czegoś w xp, czy to w pracy czy to jeszcze na studiach, to instalowałem na pulpicie, a same programy szły normalnie do rejestru i tyle po zabezpieczeniach XP'ka.
Nie wiem, może trafiałem na niekompetentnych administratorów, ale nie wydaje mi się, bo w takich instytucjach już raczej dbają o ustawienia, szczególnie jeśli 60 – 90% pracowników / studentów to informatycy.
jak dobry admin zechce to nawet firefox-a z pendriva nie uruchmisz, nie mówiąc o instalowaniu czegokolwiek
Kupa tam, pamiętam że jak nie miałem praw do zainstalowania czegoś w xp, czy to w pracy czy to jeszcze na studiach, to instalowałem na pulpicie, a same programy szły normalnie do rejestru i tyle po zabezpieczeniach XP'ka.
Co do drugiej części postu, to nie wiem czy wiesz, ale i firefox i chrome wyszło spod skrzydeł open sourcowych projektów. GIMPy, OpenOffice i inne to samo. Więc byłbym ostrożny w wypowiadaniu się na temat gównianych programów pod dany system, bo możliwe że nawet nie wiesz, że używasz jakiegoś programu, który GNU/Linux już miał zanim ty miałeś świadomość, że taki program może istnieć. Co do gier to się w zupełności zgadzam.
". GIMPy, OpenOffice i inne to samo"
Te programy również są dostępne pod Windows i to za darmo więc nie o nich mowa. Po za tym wystarczy zerknąć np. tu:
http://www.tomshardware.co.uk/chrome-17-firefox-1…
żeby stwierdzić, że wersja windowsowa firefoxa czy chroma deklasuje linuksową.
No i widzisz jaki suuper system używasz?! Jak dla mnie koniec dyskusji.
> Linuks ze względu na gównianość softu jest bezpieczny.
jak zwał, tak zwał (kwestia gustu, smaku) – ważne, że jest bezpieczny 🙂
W tym momencie teoretyzuję, ale na 95% jestem pewien, że takie coś dałoby radę. Przy np. wgrywaniu wygaszacza ekranu ( który de facto potrzebuje roota ) można w pliku instalacyjnym można umieścić dodatkowo kilka linijek na dopisanie do /etc/sudoers "ALL=(ALL)NOPASSWD: komendy itd" i potem wykonywania ich bez hasła. Szczytem by było ustawienie wykonywania sudo bez jakiegokolwiek pytania o hasło użytkownika na wszystkie komendy. Znając życie przeciętny user pewnie by był zadowolony, że jakimś dziwnym trafem już nie trzeba podawać hasła, a potencjalnemu "hakierowi" dałoby to pełne pole do popisu. I to samo jest jest z innymi dystr GNU/Linuksa, bo przecież sudo nie posiada jedynie Ubuntu, ale właśnie w Ubuntu zdaje mi się, że tam podstawowe ustawienie sudo jest mniej restrykcyjne niż w innych dystrach.
Tak czy inaczej uważam, że mimo dobrego systemu przywilejów dostępów do plików, to właśnie od użytkownika i jego zachowań zależy, czy system będzię "virus proof" czy też nie.
@xvz: nie obraź się, ale nie tylko tak wybitni znawcy uniksów jak Ty już próbowali zgłębiać ten problem. Twój pomysł ma z grubsza te same słabe strony, jak koncepty M. Sella.
NIe chciałbym jednak podcinać Twojego zapału w tym kierunku – są dwody, że niektórzy odnosili na tym polu spore sukcesy, wnosząc choćby z ostatnich przypadków kernel.org, czy wcześniejszych przygód Debiana, czy FSF.
>… to właśnie od użytkownika i jego zachowań zależy, czy system będzię "virus proof" czy też nie.
No, oczywiście zawsze taki użytkownik może się podłaczy do Sieci zalogowany w X-windows jako root (o ile distro akceptuje takie działania) i wybrać sobie jakieś niebezpieczne strony, żeby efekt był szybszy, albo wręcz zainstalować jakiś podejrzany soft spoza oficjalnego repozytorium (tu niestety istnieje ryzyko, że może nie zadziałać, np. z uwagi na niezgodność binarną np.), albo np. ustawić serwer ssh z jakimś prostym hasłem. Fakt, użytkownik sam administrujący swoim systemem ma dużo możliwości wystawienia go ryzyko, aczkolwiek zawsze wymaga to od niego pewnej inwencji.
No cóż, ten świat jest niedoskonały, żaden system nie bedzie bezpieczny, jeśli jego użytkownik będzie sam go psuł. Tutaj taki np. Linux daje duże możliwości, bowiem taki użytkownik z prawami root-a może sobie nawet tak skompilować kernel, ze od razu na starcie otrzyma "kernel panic" i będzie mógł się w ten sposób dowodnie przekonać o przewadze OS do M$, który takich głupich komunikatów przecież nigdy nie wyświetli.
Nie da się ukryć, systemy otwartoźródłowe dają tu duże pole do popisu.
Ale w tym sensie masz rację – wszystko zależy w takiej sytuacji od użytkownika. Chociaż w kwestii bezpieczeństwa systemu niczego to nie przesądza – na ogół zakłada się, że użytkownik jest zainteresowany w bezpieczeństwie swojego systemu. Tak być oczywiście nie musi, ale to już problem użytkownika, nie systemu.
Przede wszystkim mógłbyś rozwinąć temat z kernel.org? Skąd masz takie info? Z tego co mi wiadomo to oni sami nie wiedzieli co się dokładnie stało. Wyprowadź mnie z błędu.
Dalej:
Wybacz, ale żadnym wybitnym znawcą uniksa nie jestem, ot zwykłym użytkownikiem, który na nie jednej dystrybucji "nauczył się życia".
Za to po tonie Twojej wypowiedzi zaczynam sądzić, że chyba ty za takiego uchodzisz, albo przynajmniej się za takiego sam uważasz.
Dziękuję także za wyrazy obawy o to, że możesz podciąć mój zapał na drodze udowodnienia mojego konceptu – uwierz mi, że zupełnie niepotrzebnie. Mam trochę ambitniejsze projekty programistyczne, a to była tylko odskocznia od pracy przed długim weekendem.
Chciałbym Ci także uświadomić, że zakres social proof/ social engineering jest też brany pod uwagę, jeśli chodzi o bezpieczeństwo każdego systemu, i to bez różnicy czy desktopa czy też serwera, nawet w ostatnim czasie, zdaje się, jeszcze bardziej poruszany ten temat w mediach, ale to tylko moje subiektywne zdanie.
Jakbyś się chciał bardziej powkręcać w temat to polecam "Sztukę podstępu" Kevina Mitnicka (2003r?) – trochę komercha, ale sens oddaje.
Co do:
>>>No, oczywiście zawsze taki użytkownik może się podłaczy do Sieci zalogowany w X-windows jako root<<<
Nie no, nie miejmy ludzi za kompletnych idiotów. Nie wiem, nie wnikam czy ty takie rzeczy na samym początku robiłeś, jak tak to masz okazję teraz przed wszystkimi przestrzec początkujących, żeby nie popełniali takiego tragicznego faila. Z resztą jeszcze jakaś powłoka pozwala na takie numery?
>>> wręcz zainstalować jakiś podejrzany soft spoza oficjalnego repozytorium (tu niestety istnieje ryzyko, że może nie zadziałać, np. z uwagi na niezgodność binarną np.) <<<
A miałeś kiedykolwiek jakieś distro gdzie w większości leciałeś ze źródeł? A może instalowałeś jakieś programy, które w oficjalnym repo nie występowały i musiałeś dociągać z jakichś niepewnych?
>>>ustawić serwer ssh z jakimś prostym hasłem<<<
Co do haseł to nic mnie nie zdziwi – "alamak0ta" i tym podobne chyba każdemu z nas są znane, prawda?
>>> bowiem taki użytkownik z prawami root-a może sobie nawet tak skompilować kernel<<<
Uważaj, bo początkujący, który będzie miał blade pojęcie o systemie, skompiluje ci kernel.
>>> Ale w tym sensie masz rację – wszystko zależy w takiej sytuacji od użytkownika. Chociaż w kwestii bezpieczeństwa systemu niczego to nie przesądza – na ogół zakłada się, że użytkownik jest zainteresowany w bezpieczeństwie swojego systemu.<<<
A dziękuję,
i jeszcze jedno:
"Łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo"
Pozdrawiam
@xvz:
> Przede wszystkim mógłbyś rozwinąć temat z kernel.org? Skąd masz takie info? … Wyprowadź mnie z błędu.
Jak jesteś w błędzie, to Ci, niestety, nie pomogę. Wiadomo, że do serwisu dostały się osoby nieupoważnione, więc go zamknęli i wyczyścili. Oficjalne komunikaty publikowano na Linux Weekly (zdaje się), szczegółów nie pamiętam.
[…]
> Chciałbym Ci także uświadomić, że zakres social proof/ social engineering jest też brany pod uwagę, jeśli chodzi o bezpieczeństwo każdego systemu, …
Nie ma potrzeby. Od wyczynów Mitnicka (a świat zdążył już o nim zapomnieć) wszyscy są już tego świadomi, co nie przesądza wszakże o większym bezpieczeństwie czegokolwiek. Niestety, te techniki są skuteczne od początku cywilizacji i będą skutecznie stosowane do jej końca.
>>No, oczywiście zawsze taki użytkownik może się podłaczy do Sieci zalogowany w X-windows jako root<<
> … Z resztą jeszcze jakaś powłoka pozwala na takie numery?
To nie powłoka o tym decyduje, tylko system, a te bywają różnie ustawione. Pomijam "argumenty" skierowane personalne. Co do doświadczeń, to widziałem taki przypadek, ale gość sobie tak ułatwiał bez kontaktu z Siecią, na szczęście.
> A miałeś kiedykolwiek jakieś distro gdzie w większości leciałeś ze źródeł?
wszystkie BSD tak mają (- ports). Z "linuksów" fundamentalne podejście w tej kwestii znajdziesz w Gentoo (wszystko jest kompilowane ad hoc), niektóre inne "linuksy" możesz w prosty sposób skompilować samodzielnie (np. Slackware). Oczywiście jak masz czas i taką potrzebę.
> A może instalowałeś jakieś programy, które w oficjalnym repo nie występowały i musiałeś dociągać z jakichś niepewnych?
Niektóre dystrybucje oferują nieduży wybór softu i wtedy trzeba sobie radzić samodzielnie. Niekiedy soft jest dostępny tylko w wersji źródłowej, z zasady. W przypadku linuksa repozytoria są zwykle dość wyrównanej pewności.
> Uważaj, bo początkujący, który będzie miał blade pojęcie o systemie, skompiluje ci kernel.
Sam to dawniej robiłem. Kompilacja kernela wymaga tylko elementarnej znajomości systemu, przede wszystkim zaś wymaga znajomości "wnętrzności" komputera i cierpliwości (oczywiście, jak, kto nie ma w tym wprawy) – czytanie helpu punkt po punkcie zajmuje dużo czasu. Poza tym, to stosunkowo prosta operacja. No, teraz to mogło by być jednak uciążliwe, bo komputery się skomplikowały nieco. Ale na ogół – w zastosowaniach desktop – nie ma już takiej potrzeby.
> i jeszcze jedno:
"Łańcuch jest tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo"
Dzięki za ten slogan. Też pozdrawiam
nie musi bo ma "run as"
Bardzo mi przykro. Obsługa formatu w ODF w Microsoft Web Office to kpina i żałość. Jeśli Microsoft gdzieś i coś wymiata, to jest to kurz za konkurencją.
Niestety z przykrością potwierdzam Twoje słowa. Żaden z 6 moich dokumentów stworzonych w LibreOffice (włącznie z dość podstawowymi) nie został nawet wyświetlony, nie wspominając już o możliwości edycji.
Ja mam zainstalowany Open Office 3 (wiem że już nie najnowszy). Działa mi perfekcyjnie każdy mój dokument i prezentacja. Nawet takie które stworzyłem kilka lat temu.
Czy Libre Office jest zgodne z Open Office? Z którą wersją plików ODF jest zgodny ten pakiet? Może używasz jakiejś wersji rozwojowej plików ODF? Spróbuj zapisać w formacie ODF 1.1 i powinno działać.
Ale tu chodzi i odczyt w drugą stronę. Format M$ Office otwierany pod LibreOffice/OpenOffice działa zupełnie przyzwoicie. M$ chciało "zrobić dobrze" swoim "userom" i postanowiło umożliwić odczyt dokumentów w formacie ODF pod ich wiekopomnym dziełem M$ Office xxxx 😀 . Wyszło jak zwykle… 🙂 . Normalnie rewelacja i mistrzostwo świata… !
p.s.
@ !__aix__!
Żaden minus nie jest moim dziełem! Wręcz odwrotnie! Postawiłem "+" przy Twojej wypowiedzi! Skoro męczysz się dobrowolnie z softem M$ to jakaś pociecha ci się przecież należy 😀 …
@Artur :
od dość dawna obowiązuje format ODF 1.2. Co do M$, to słyszałem, że tam opanowano tylko star a wersję: 1.1
Nie tak znowu od dawna. Wersja 1.2 pojawiła się jako specyfikacja w połowie 2011r.
Jestem przekonany że zanim pojawi się wsparcie dla tej wersji w każdym pakiecie typu: IBM Lotus, MS Office, Open Office oraz masie innych aplikacji, filtrów, konwerterów to minie minimum 2-3 lata. Wcześniej nikt z wersji 1.2 nie będzie korzystał. Bo format musi mieć obsługę wszędzie (firmy muszą zaktualizować swoje pakiety biurowe, także ich klienci, systemy wewnętrzne itp)
Myślę że wersja 1.2 pojawi się w powszechnym użyciu nie wcześniej jak za 2-3 lata. U mnie w firmie wciąż ponad połowa komputerów ma Office 2003 więc nawet nowe dokumenty w Office 2007 zapisujemy jako DOC a nie DOCX.
Globalna zmiana w każdej firmie wersji ODF to minimum 5 lat
Przypomnij sobie ile czasu firmom zabrało przejście z IE6 na IE8. I będziesz mniej więcej wiedział ile czasu zabierze przejście z ODF 1.1 na 1.2.
Nikt nie chce przechodzić pierwszy i ponosić kosztów instalacji, zakupu nowej wersji (lub przepisania) oprogramowania używanego w firmie itp. Dobrze że takie standardy zmieniają się raz na 5 lat i później znów jest spokój 🙂
Jakbyś nie wiedział to LibreOffice obsługuje od dawna ODF 1.2, teraz nawet 1.2 extended. http://help.libreoffice.org/Common/General_3#ODF_… http://www.linuxtopia.org/online_books/office_gui…
Przez co kompletnie traci kompatybilność z czymkolwiek (ta sama droga co MS Office). I tak korzystam z najnowszego LO ale mogłoby być lepiej.
Zapisujecie ciągle dokumenty w DOC bo nie macie najnowszych wersji Office na komputerach. W przypadku LibreOffice nie ma takiego problemu bo bezpłatnie możesz zainstalować najnowszą wersję. Więc trzymanie się starej wersji ODF zamiast jej udoskonalonej wersji jest bez sensu.
Microsoft wprowadzi pewnie obsługę ODF 1.2 w nowej wersji Office i każdy kto będzie chciał mieć jego obsługę będzie musiał kupić nową wersję Office.
tak, dotyczy to zwłaszcza pakietu Webowego
gdzieś używają w ogóle tego formatu?
no poza oczywiście garstką hejterów MS, coś mi się wydaje że jest tak samo popularny jak narciarstwo na pustyni
http://sandiego.sierraclub.org/ski/images/KelsoSk…
Akurat jazda na nartach po wydmach jest całkiem popularne 😉
Fajnie że są nowe "newsy", ale nie dało by się tych reklam oznaczać jakoś?
Choćby "artykuł sponsorowany", czy coś podobnego?
Mi po przeczytaniu pierwszego akapitu, co najwyżej będą oczy przez kilka dni śmierdziały.
Ale ktoś mniej zorientowany w tematyce może uwierzyć w powyższą papkę marketingową.
Nie musisz przypominać, że jedyną słuszną droga jest wychwalanie na tym portalu produktów open souceowych.
A to niby dlaczego tak uważasz?
Ach, jakaż prawda ze słów twoich płynie.
A więc – amen, moje dziecko, pingwina na maskę, alleluja i do przodu!
Nie sądziłem że mój artykuł będzie traktowany jak reklama Open Office. Rozumiem że może ci to przeszkadzać że pojawiają się nowe możliwości w przypadku Open Office dzięki SkyDrive. Ale zrozum że to produkt darmowy. Rozwija się z roku na rok.
Dzięki współpracy Open Office + SkyDrive pojawia się za darmo możliwość edycji zarówno offline jak i online tych samych dokumentów. Rozumiem że pewnie używasz płatnych pakietów które umożliwiają to od lat. Ale musisz się pogodzić z tym że teraz funkcja taka trafiła także do Open Office oraz innych darmowych pakietów zgodnych z ODF
@Artur
"Nie sądziłem że mój artykuł będzie traktowany jak reklama Open Office".
I słusznie "nie sądziłeś", to na pewno nie jest reklama Open Office. Przypominając sobie listę twoich publikacji – zwykle reklamujesz Microsoft, czasami Nokię, ostatecznie mniej lub bardziej jawnie psioczysz na Google.
Nie inaczej jest i tym razem:
"Pomoc pojawiła się z najmniej oczekiwanej strony czyli najnowszej wersji SkyDrive oraz Office Web Apps".
Żeby nie było nieporozumień: nie mam nic przeciw reklamie, także produktów Microsoftu. Ale niech to będzie wyraźnie oddzielone od newsów i oznaczone jako reklama ewentualnie "artykuł sponsorowany".
Wbrew postępującemu wokół zidioceniu, zwanemu amerykanizacją, nie uważam że "ważny jest tylko zysk, za wszelką cenę". Uważam że trzeba segregować i systematyzować przejrzyście informacje a potem wiedzę i wyraźnie rozdzielać je od papki marketingowej. Co jak zauważyłem jest ciężkie do zrozumienia dla ewangelistów microsoftu.
Piszę o tym co mnie interesuje i uważam że zainteresuje innych. Artykuły zdobywają sporo plusów i pozytywnych opinii, każdy z nich trafił na stronę główną. To chyba oznacza że ludzie chcą się czegoś ciekawego dowiedzieć (w tym przypadku o ODF oraz SkyDrive). Nawet jeżeli tobie się Open Office oraz SkyDrive nie podobają. Mówi się trudno. Nikt cię nie zmusi do korzystania z Open Office ani do założenia konta na SkyDrive. Tym bardziej nikt nie zmusi cię do używania obu jednocześnie. Nikt cię nie zmusza cię też do czytania moich wpisów na 'OS News' jeżeli ich tematyka ci nie odpowiada o "oczy cię od nich bolą" 🙂
Jeżeli nie podobają ci się moje artykuły to napisz własny. Pokaż że potrafisz. Bo krytykować to potrafi w Internecie każdy ale jak ktoś ma coś zrobić co kogoś zainteresuje to już tylu chętnych nie ma. Żaden z was nic nie potrafi napisać samemu. Takich jak ty są tysiące… bezimienni krytycy wszystkiego i wszystkich 🙂
@Artur
Tak, tak, należę do Globalnej Organizacji Przebiegłych Obalicieli Open Office. Knujemy po nocach zawiły plan przeciążenia serwerów z repozytoriami OO. Aleś się przyczepił.
Co do reszty płaczów i lamentów – poczekam na jakiś twój news nie będący hymnem pochwalnym na cześć produktów Microsoftu, Nokii, ani nie opluwający Google. Póki taki nie powstanie, uważam cię za ewangelistę ms.
Nie podejrzewam cię o żadną przynależność do organizacji, podejrzewam że jesteś zwykłym internetowym trollem. Dlatego napisałem że takich jak ty są tysiące. Osoby które spędzają czas na krytykowaniu artykułów ale same nigdy nic nie stworzyły
Jeżeli się mylę i nie jesteś trollem masz właśnie szansę to udowodnić. Nie podobają ci się moje artykuły i oczy cię od nich bolą. Jakoś to przeżyję 🙂 Wklej proszę w komentarz kilka linków do swoich tekstów. Chętnie je ocenię i się pośmieję 🙂 Udowodnij że nie jesteś trollem… potrafisz?
@Artur
"Wklej proszę w komentarz kilka linków do swoich tekstów. Chętnie je ocenię i się pośmieję 🙂 Udowodnij że nie jesteś trollem… potrafisz?"
Ale to ty cały czas starasz się zmienić temat dyskusji i stosujesz inne zabiegi erystyczne. Obiecujesz mi złośliwe wyśmianie ewentualnych moich tekstów, jeszcze przed ich przeczytaniem… i to ja mam udowadniać że nie jestem wielbłądem(w tym wypadku trollem internetowym)?
Powyżej piszesz : "Piszę o tym co mnie interesuje i uważam że zainteresuje innych".
No to popatrzmy spokojnie na twoje hobbystyczne "newsy":
10 lutego 2012 – Office 2012 za darmo w komputerach z Windows 8 (ARM), — reklama Windows 8 dla procesorów ARM, oraz MS Office dodawane do tego Windowsa jakoby "za darmo". Produktów korporacji microsoft.
19 lutego 2012 – MS Office Web wprowadza obsługę otwartych formatów ODF i integrację z Windows (SkyDrive), — reklama MS Office Web, MS Office 2012, SkyDrive, Windows 8 i ogólnie microsoftowego pakietu usług "Live". Produktów ms.
21 lutego 2012 – Microsoft przekształci nasz domowy dysk twardy w prywatną chmurę jako część usługi SkyDrive, — reklama SkyDrive i microsoftowego pakietu usług Live. Produktów ms.
8 marca 2012 – Pwn2Own 2012 – Google Chrome złamane jako pierwsze, — bezpośrednia krytyka wobec Google Chrome, produktu konkurenta ms.
Z komentarza autora pod "newsem" :
"VUPEN udowodniło że Chrome nie jest tak bezpieczny jak próbował to reklamować dział PR w Google" – pisze autor, nie będący jednak tak konsekwentny wobec działu PR korporacji Microsoft w innych swoich "newsach". Dziecinna naiwność tam gdzie to autorowi jest wygodne.
7 kwietnia 2012 – Premiera telefonu Nokia Lumia 900 – FLY or DIE?, — reklama chwilowego sprzymierzeńca Microsoftu, Nokii, czyli jej telefonu Lumia 900 oraz "całkiem przypadkiem" … oczywiście microsoftowego Windows Phone. 😉
Jeśli ktoś ma wątpliwości czy to jest news czy reklama, oto fragment tego tekstu tyczący modelu Lumia 900:
"Telefon jest piękny, szybki oraz kosztuje zaledwie 100 dolarów czyli zdecydowanie mniej niż konkurencyjne smartfony" – … i po reklamie! ;)))
24 kwietnia 2012 – Google uruchomi dziś Google Drive (GDrive)!, – niby "news" o Google Drive, ale "całkiem przypadkiem" dużo korzystniej jest tu opisywany SkyDrive, produkt czyj? … oczywiście korporacji Microsoft…
24 kwietnia 2012 – powyższy "news" – pojawia się tu marginalnie Open Office, "zupełnie przypadkiem" "całkowicie bezużytecznym" okazuje się Google Drive. Reszta "newsa" jest hymnem pochwalnym na cześć SkyDrive i Office Web Apps, przetykanym wzmiankami o MS Office. Znów najkorzystniej opisano tu produkty korporacji ms.
Czyli tak jak pisałem powyżej, albo publikujesz kryptoreklamę korporacji ms, albo krytykujesz jej konkurencję. Standardowe działania działu PR. A teraz może ty udowodnisz że nie jesteś ewangelistą korporacji ms? Potrafisz? ;)))
Oj nie masz żadnego własnego tekstu? No ale tego się od samego początku domyślałem. W końcu nikt normalny nie pisze czegoś takiego:
"Mi po przeczytaniu pierwszego akapitu, co najwyżej będą oczy przez kilka dni śmierdziały"
Klasyczny język internetowego trolla. Poczytaj sobie komentarze pod tymi artykułami dziesiątek osób które normalnie dyskutują. Poczytaj jak komentują normalni ludzie. Później poczytaj swoje własne komentarze "o śmierdzących oczach". Widzisz różnicę pomiędzy tobą o resztą osób które czytają OS News? To właśnie różnica pomiędzy trollem a zwykłą osobą która czyta ten portal. Zwykli ludzie nie piszą o "śmierdzących oczach" tak jak ty 🙂
Tak więc kończąc tą bezowocną dyskusję… Piszę o tym co mnie interesuje i nie mam zamiaru przejmować się opinią trolla. Polecam ci więc zwyczajnie nie czytać tych artykułów które podpisane są przez 'art'. Dzięki temu twoje oczy nie będą śmierdziały jak to wcześniej napisałeś 🙂
Pingwiny z Madagaskaru, król Julian w odcinku bodajże "Niewidzialny wróg" wygłasza niezapomnianą kwestię:
" Co Mort robi na moim portrecie?
Zamaż go zanim oczy przesiąkną mi jego smrodem.
Przez ciebie nadal śmierdzą mi oczy! "
Czyli: to jest CYTAT z kultowej kreskówki. I jeśli jest to jakiś specyficzny język, to jest to gadka szurniętego lemura.
Wracając do mojego pytania o to czy jesteś ewangelistą ms … w powyższym tekście nie widzę zaprzeczenia. Nie udowodniłeś że nim nie jesteś, "piszesz o tym co cię interesuje", czyli jesteś oddanym pracy ewangelistą microsoftu. ;)))
W jednym się z tobą zgadzam: koniec tematu.
Widzę że nie tylko masz problem z oczami i ale także z czytaniem ze zrozumieniem. Nie wiem po co w ogóle z tobą dyskutuję. Wyjaśnię ci jednak tak na chłopski rozum:
– piszę o tym co mnie interesuje. Nikt mi za to nie płaci. Nikt nikomu nie płaci za żaden tekst na OS News. Tak działa ten serwis.
– artykuły dodawać może każdy prezentując swoje poglądy (wybiera się ten wielki niebieski przycisk z napisem 'dodaj niusa'). Ty także możesz coś napisać jeżeli potrafisz.
– to o czym pisze interesuje jest dla niektórych czytelników interesujące skoro ten niusy awansują z 'wylęgarni' na stronę główną. Jakby to ludzi nie interesowało to bym o tym nie pisał. Bo po co marnować czas.
– pod artykułami ludzie o różnych poglądach dyskutują. Oczywiście zwykli ludzie dyskutują kulturalne ale niestety pojawiają się też czasami takie osoby jak ty które piszą że im śmierdzą oczy. Urok Internetu na który nic się nie da poradzić.
Przyjmij wyzwanie i napisz coś od siebie. To naprawdę nic a nic nie boli. Może uda ci się kogoś czymś ciekawym zainteresować? Potrafisz?
Niemniej uroczo wygląda szamotanina ludzi "którzy mają poglądy zawsze zbieżne z linią polityczną MS" (jak @Artur) którzy nie mogą się pogodzić że MS to dzisiaj raczej drugoligowy gracz.