Mozilla wyda 100 tysięcy USD, żeby przeforsować Theorę
- Dodano: 27 stycznia 2009
- Wprowadził: michuk
- Komentarze: 110
Fundacja Mozilla Foundation poważnie traktuje otwarte standardy. Na tyle poważnie, że wydała właśnie $100.000 USD na grant, dzięki któremu znacznie ma się polepszyć jakość formatu wideo Theora, który Mozilla forsuje jako standard wideo dla sieci.
Grantem — i tym samym pracami nad Theorą — zarządzać będzie inna fundacja, Wikimedia. Mozilla dodatkowo zobowiązała się dodać natywną obsługę formatów Theora i Vorbis w przeglądarce Firefox i zachęca twórców stron do korzystania z możliwości zagnieżdżania wideo i audio bezpośrednio na stronach www z użyciem specjalnych znaczników (nie będących jeszcze standardem W3C).
Jest wiele kontrowersji na temat tego czy Theora to dobry kandydat na standard wideo. Obecnie ustępuje bowiem swoją jakością znacznie MPEG-4 czy Windows Media Video (WMV), które są zamkniętymi i opatentowanymi formatami często wykorzystywanymi w sieci.
W długim poście na blogu (why open video?), Christopher Blizzard wyjaśnił czemu to jednak Theora powinna zostać standardem. Jego argumentacja sprowadza się do otwartości (rozumianej zarówno technologicznie — czyli otwarty kod — jak i prawnie — czyli brak ograniczeń patentowych) jako nadrzędnej wartości w sieci. Tylko dzięki niej wideo może, według Blizzarda, stać się „pełnoprawnym obywatelem” w sieci.
Więcej informacji: http://www.techcrunch.com/2009/01/26/moz...r-the-web/
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
110 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.


Znakomita informacja – dwa ważne podmioty, konkretne pieniądze, właściwe (poważne, a nie "gadżeciarskie") pojmowanie znaczenia standardów, no i słuszne przekonanie, że jak jest słabe technicznie, to trzeba poprawić.
Jestem jak najbardziej za tym, by uczynic OGG standardem (nawet nieformalnym, ale powszechnym), poniewaz jest ideowo najbardziej zgodny z duchem FLOSS.
Dlaczego reszta nie jest? Nie wiem, jak to sie stalo, ze za standard MPEG zostalo przyjete cos, co obciazone jest juz od wieku dzieciecego patentami i umowami licencyjnymi. Z jednej strony mozna sie spierac, ze tylko konkretna implementacja kodeka (bo mozna napisac wlasna, ktora bedzie zgodna co do pliku wyjsciowego — czyli formatu), ale pewien niesmak pozostaje…
To zapewne bylo przyczyna swoistej porazki duo Instytutu Fraunhofera i Thomsona. Pewno, ze odtwarzacze MP3 do dzis obsluguja ten format, ale swiat idzie dalej (w tym przypadku pcha sie w rece Apple'a i innych, vide MPEG4, AAC). Gry od dlugiego czasu raczej uzywaja OGG niz MP3; choc niezbyt wyszukane acz popularne produkty multimedialne — slowniki, leksykony, kursy — z kolei wciaz sa robione pod WMV/WMA.
Konkludujac: oby OGG rosl w sile, bo ma potencjal (przynajmniej odnosze takie wrazenie po przeczytaniu specyfikacji; a kto mi takowa pokaze do Windows Media? No, po ludzku, nie z SDK?).
PS Zabawne, ze tylko pierwszy i ostatni post pod artykulem sa napisane na temat
@[r4]: Jesli z jednej strony masz patenty i licencje, a z drugiej strony wolnosc, ale piec albo dziesiec lat pozniej, to tylko najbardziej radykalne nerdy wybiora drugi wariant. Dlatego wlasnie MP3 sie upowszechnilo, a Ogg nie. Analogicznie z pozostalymi formatami kompresji. Tam, gdzie danych nie trzeba z nikim wymieniac – chociazby w grach – Ogg faktycznie jest popularny (zadnych patentow, zadnego IP, licencja BSD) ale wszedzie indziej, od torrentow po sklepy internetowe, uzywa sie prawie wylacznie formatow zamknietych.
A co do specyfikacji – znasz jakas implementacje Ogga inna niz ta z Xipha?
Mp3 było pierwsze i dostatecznie dobre, większość przetworników analogowo-cyfrowych znajdujących się w wbudowanych kartach dźwiękowych daje większe zniekształcenia niż kompresja.
Do tego dochodzi fakt, że przez pierwsze lata nikt nie pobierał opłat licencyjnych a zaczęto gdy stał się standardem.
Jeszcze jedna sprawa, opłaty za używanie mp3 użytkownik ponosi teraz w formie ukrytej i prawie nigdy nie jest tego świadom. Gdyby za licencje na mp3 musiał płacić osobno (co oznacza świadomie) za każdym razem gdy nabywa jakiś odtwarzać to mogłyby nerwy puścić. Nikt nie lubi płacić za to samo wielokrotnie, nawet jeśli sumy nie są jakieś duże.
@rkowal: Tylko kogo to obchodzi? Wazne, ze jest i dziala pod wszystkim.
Na takiej zasadzie można uzasadnić każdą głupotę. Na przykład osoby szpikujące się różnymi wspomagaczami nie przejmują w żaden sposób konsekwencjami a nie znam żadnego kraju w którym obrót takimi środkami nie był by choć trochę regulowany.
@rkowal
Jeśli mówimy o jakości muzyki, a nie filmów, filmików, to dorzucę 2 gr.
Syfiastość mp3 nie polega na "zniekształceniach" ale na zmianach w materiale dźwiękowym, które objawiają się nawet na byle jakim sprzęcie w postaci braku pełni dźwięku, rażących zakłóceniach ciągłości linii melodycznej instrumentów maskowanych przez inne instrumenty, itp, nie wspominając już o zupełnym braku cech które są cnotą materiału dźwiękowego/sprzętu dla każdego audiofila (nawet amatora).
OGG, jak i każda inna kompresja stratna, nie jest w tym wiele lepsza, dlatego używam prawie wyłącznie kompresji bezstratnej – a konkretnie FLAC.
Dodam, ze ja, muzyki skompresowanej stratnie, nie jestem w stanie słuchać !!!!
@rkowal
Jeśli mówimy o jakości muzyki, a nie filmów, filmików, to dorzucę 2 gr.
Syfiastość mp3 nie polega na "zniekształceniach" ale na zmianach w materiale dźwiękowym, które objawiają się nawet na byle jakim sprzęcie w postaci braku pełni dźwięku, rażących zakłóceniach ciągłości linii melodycznej instrumentów maskowanych przez inne instrumenty, itp, nie wspominając już o zupełnym braku cech które są cnotą materiału dźwiękowego/sprzętu dla każdego audiofila (nawet amatora).
OGG, jak i każda inna kompresja stratna, nie jest w tym wiele lepsza, dlatego używam prawie wyłącznie kompresji bezstratnej – a konkretnie FLAC.
Dodam, ze ja, muzyki skompresowanej stratnie, nie jestem w stanie słuchać !!!!
Ale nie możesz słuchać bo ma rozszerzenie .mp3 czy bo w ślepych próbach słyszałeś różnicę i dobrze rozpoznałeś z 50% próbek?
A dirac. Wiem, że jest zasobożerny, ale jest jeszcze duże pole do optymalizacji.
To dobre pytanie, niech jakaś mądra głowa się wypowie. Dlaczego Theora a nie Ogg/Dirac lub Ogg/Schrödinger?
jeden z komentarzy, mówi że
aczkolwiek ile to mna się z prawdą pojęcia nie mam.
parę słów nt temat padło również na mozillazine
quest: pytalem o to Asy Dotzlera tydzien temu. Powiedzial, ze prolem z diraciem jest taki, ze algorytmy wokol diraca sa bardzo mlode i wymagaja znacznie wiecej pracy aby osiagnac zadawalajaca jakosc produkcyjna, choc w efekcie daja wyzsza jakosc obrazu.
Pokazal mi tez na jakims blogu eksperymenty jednego z developerow theory ktory poprawia jakosc obrazu i osiagnal calkiem fajne rezultaty. Theora wydaje sie po prostu bardziej realistyczna w niedlugim okresie. W ciagu roku chcielibysmy miec dobrej jakosci kodek wraz ze streamingiem. dirac zabija proce na tym
ale nie jestem ekspertem, to tylko opis rozmowy
@Zbigniew Braniecki: też to wszystko słyszałem, czy raczej czytałem właśnie u Monty'ego, a zapewne chodziło o te wpisy:
http://linuxnews.pl/thusnelda-czyli-lepsza-theora…
dowiedzialem sie dzis wiecej. Wiec Wikimedia placi developerom za prace nad theora w formie stypendiow, a te dodatkowe 100k idzie wlasnie miedzy innymi na wsparcie dla Monty'ego.
No prosze, powrot do tradycji niestandardowych znacznikow w HTML. Witamy w latach dziewiecdziesiatych. ;-/
gdy Kali bierze to dobre ale gdy Kalemu biorą to źle ?
Lub bardziej nowocześnie – gdy ActiveX dają to dobrze, a gdy dają to źle.
trasz, czasem mógłbyś zachować chociaż pozory konsekwencji w swoich wywodach.
@Rsh: Alez zachowuje. Zauwaz, ze jednym z najczesciej podnoszonych argumentow za przegladarkami innymi niz MSIE byla zgodnosc ze standardami. A teraz okazuje sie, ze Firefox ma zamiar robic to samo, co kiedys MSIE. Z jedna roznica – gdy Microsoft wprowadzal 'marquee', a Netscape 'font', standardy W3C praktycznie nie istnialy. Teraz natomiast standardy juz sa, i milo byloby nie wprowadzac niekompatybilnosci z innymi przegladarkami tylko dlatego, ze mozna.
Blah, obcięło
video ..
@Rsh z przykroscia i nieco oszolomiony ale co jak co, trzeba trashowi przyznac racje
chyba bardziej chodziło o to że MSIE interpretował ISTNIEJĄCE standardy INACZEJ (czyt. po swojemu), niż wprowadzał te nieistniejące.
jeśli organizacje jak Mozilla nie zaczną promować(wymuszać?) używanie otwartych/wolnych standardów kompresji audiovideo, zrobią ta inne firmy lobbując kodeki niewolne lub nawet płatne, co już robi m.in. nokia i motywuje to korzyścią dla biznesu i dla biznesu (i czasem dla użytkowników, jeśli zapłacą)
Wiesz, trash.
Jeżeli W3C twierdzi że wyda następny "standard" dopiero w 2020, to nic dziwnego że Mozilli nie chce się na to czekać ?
Po drugie, otwarte są zarówno Ogg Theora, jak i Firefox. więc stworzenie takiego własnego standardu w żaden sposób nie szkodzi innym przeglądarkom, więc sprawa nie jest tak poważna jak w przypadku IE, które jest zamknięte.
Jaki więc problem żeby Microsoft (i wszelka inna konkurencja) też zaimplementowali nowy standard w IE (o ile się spopularyzuje) ? Żadnego.
@trasz:
1) Gdy MS wprowadzał Marquee, a Netscape Font standardów W3C nie było z tego prostego względu, że nie było tego konsorcjum. Były za to standardy IETF.
2) Znaczniki video i audio są w planach do wprowadzenia przez W3C w HTML5 (możliwe, że też w XHTML2, ale pewny nie jestem). Niestety obecnie kandydatem do standardu jest jakiś zamknięty format. Nie pamiętam w tej chwili który.
Skoro nagle się okazje, że biznes wprowadza standardy to po co w takim razie jest W3C, skoro mogą oni już tylko "po fakcie" wystawić swoją pieczątkę pod specyfikacją ? Myślę, że jednak w internecie nie powinno się konkurować standardami, bo inaczej szybko okaże się, że do każdej witryny będziemy potrzebowali innego kodeka.
Uważam jednak, że "forsowanie" w wydaniu zillowym przyniesie chyba mniej szkody niż to co MS wyprawia przy każdej okazji.
Mi też się ten znacznik video nie podoba, a to z tego względu, że jest object. Tutaj w XHTML-u dwa znacznik img miał w ogóle zniknąć, a sam object miał być rzadziej wykorzystywany, gdyż chodził o łatwe zapewnienie treści alternatywnej. Tutaj jednak się okazuje, że pojawia się kolejny diabełek – video.
Co do Mozilli, to w pełni popieram ich zachowanie. Wprowadzają obsługę OGG/Theora niczego nie psują, bo przecież od czegoś są typy MIME, które się sprawdzają na szerokim polu. Mozilla daje więc obsługę Theory i Vorbis-a, jako dodatek, a nie coś, co ma zastąpić jeszcze nie uchwalony standard. Kiedy go uchwalą, to Mozilla będzie mogła się zastanowić nad jego implementacją. Jeżeli jednak będzie to zamknięty format, to wątpliwe, by do tego doszło z przeczy biznesowych. Od tego właśnie chce się uwolnić Mozilla. Tutaj mamy idealny przykład, że standardy powinny być otwarte i wolne od opłat.
Niestandardowe, za to *udokumentowane* i zaimplementowane już w minimum dwóch testowych przeglądarkach (Opera 10, Firefox 3.1). Do tego możliwe do implementacji przez inne przeglądarki bez ponoszenia *dodatkowych* kosztów (sam kod owszem, trzeba napisać).
@Zajec: Marquee tez jest udokumentowane. Powiedzialbym, ze nawet lepiej.
Mało tego Marquee ma spełniony warunek "minimum dwóch testowanych przeglądarek", który proponuje Zajec – IE i Firefox (fakt w Firefoksie nędzna jest to implementacja bo w XBL-u ale jest).
Theora -> kolejne wydania Firefoksa i Opery, jeżeli się mylę, proszę mnie poprawić. Człowiek całe życie sie uczy.
Marquee jest nieużyteczne i psuje strony. Ze znacznikiem video nie koniecznie tak musi jednak być. Ja sobie nie wyobrażam, że w celu dodania filmiku, miałbym ograniczony zbiór narzędzi.
Kiedyś podstawowym warunkiem, by uznać coś za standard była właśnie działająca implementacja w co najmniej dwóch różnych(np. różnych producentów, opartych na innym silniku) produktach. Przypomnę, że W3 niegdyś sama deklarowała, że nie tworzy standardów, a jedynie rekomendacje.
Czytałem, że polityka W3C w tej mierze jest taka, żeby raczej akceptować to, co się przyjmie, niż narzucać czysto papierowy standard. Stąd także przerażone głosy, że co to za tempo prac, jak HTML5 ma być za kilka czy kilkanaście lat.
Pomysł na rozwój standardu dobry jak każdy inny – może skuteczny, może nie – ale ważne, że to świadoma polityka.
Akurat w tym wypadku mylisz się. Tak prowadzi politykę IETF. W3C natomiast niezależnie od implementacji proponuje standardy. Ma to swoje plusy (np. to, że standardy są czyste, bez naleciałości spowodowanymi kompatybilnością z różnymi implementacjami – przykład: VoiceXML) oraz ma swoje minusy (np. to, że standardy nie mające implementacji trudniej się przyjmują – przykład: XSL-FO).
Tak więc jestem zszokowany ale Trash ma racje.
Najpierw wato coś wprowadzić, zaimplementować, przetestować, sprawdzić zachowanie w rzeczywistym środowisku, a później standaryzować (tym bardziej, że w tym przypadku sprawa jest dla wszystkich jasna, format wolny i ogólnodostępny), a później zabierać się za formalną standaryzację. Dobrze by było, żeby ten przyszły standard miał kilka działających implementacji (a przynajmniej jedną). Tak na marginesie, co z OXML? Znajdzie się jego obsługa gdziekolwiek, w dającej się przewidzieć przyszłości? Całkiem poważnie pytam.
Jeszcze jedna myśl mnie się nasuwa, kiedy czytam podobne wypowiedzi (i najczęściej są to osoby dość blisko związane z Microsoftem) – MS wydał dzisiaj IE 8 RC1, który po latach, w wielkich bólach osiągnął wreszcie jako taką zgodność z CCS2.1, nie wiadomo kiedy pojawi się stabilna wersja, a tu już kolejna "nowość" na horyzoncie, a jeszcze silnik JS-a do zrobienia itp., itd. Zawsze coś… Szczerze współczuję.
Tym sposobem programisci IE zapewniaja sobie prace na kilka lat do przodu
Już nie, zostali zwolnieni
i sądząc po pierwszych recenzjach jest niezwykle wolną przeglądarką ten IE 8 RC
I podobno nie rozumie nawet background-repeat: repeat-x;
Problemem nie jest niestandardowość (w sytuacji, gdy nie ma takiego standardu gadanie o niestandardowości zwykłe brednie tak charakterstyczne dla trasza), ale brak dostępu do dokumentacji w przypadku produktów MS, dokumentacji, która Komisja Europejska musiała im z gardła wyciągać, a i to za sowitą opłatą.
A od kiedy to element object w (X)HTML-u nie istnieje?
sam fakt, ze coś istnieje i jest stosowane nie czyni z tego czegoś standardu.
Błagam nie kompromituj się element object jest standardem od wielu lat
http://www.w3.org/TR/html401/struct/objects.html#…
Element video być może będzie standardem w przyszłości.
nie miałem na myśli element object, bardziej się to odnosiło do całości wypowiedzi trasza mby7930 i twojej, niż do jakiejś konkretnej technologii/znacznika etc., więc sorry od razu mogłem napisać jaśniej i pełniej
http://www.whatwg.org/specs/web-apps/current-work…
http://dev.w3.org/html5/spec/Overview.html#video
Te dwa linki odnoszą się do szkiców (nawet bez zaglądania to widać). Może w przyszłości video będzie standardem (ale jak każda przyszłość nie jest pewna). Więc te linki nie są dowodem na "standardowość" elementu video.
och, nie, jasne, ze nie sa.
Ale sa czyms innym, niz, dajmy na to innerHTML, DHTML "behaviors" albo .DOC
> ale jak każda przyszłość nie jest pewna
drafty specyfikacji W3C maja tendencje do stawania sie standardem, choc niezbyt spiesznie. Co do moge Cie uspokoic, ze wedle naszych informacji nawet MS bedzie wprowadzal jego obsluge (pytanie czy z theora…), a WebKit, Opera i Gecko juz w nastepnych wydaniach.
>drafty specyfikacji W3C maja tendencje do stawania sie standardem
Drafty specyfikacji W3C mają tendencje, jak sama nazwa wskazuje, do zmian. Czy te zmiany będą dotyczyć fragmentu dotyczącego video, w skrajnym przypadku usunięcie go tego nie wiem ja, nie wiesz Ty i nie wie nawet Hixie.
vf: masz racje. Tak samo jak CSS 2.1 moze sie zmienic, nie?
Wszak nie jest jeszcze standardem, choc znacznie mu blizej…
Chodzi mi o to, ze nie nalezy przesadzac w zadna strone. Ani z czekaniem 20 lat na HTML5, ani z wdrazaniem wlasnych rozwiazan i ukrywaniem implementacji.
W tym wypadku tag jest udokumentowany i te walsnie implementacje wdroza wszystkie glowne silniki – IE, WebKit, Opera i Gecko. To chyba calkiem niezly kompromis
>Tak samo jak CSS 2.1 moze sie zmienic, nie?
Nie
. CSS 2.1 jest Candidate Recommendation a więc jeśli się coś zmieni to przecinki. HTML 5 jest wczesnym Working Draftem (jeszcze sporo czasu upłynie zanim stanie się chociaż last call working draft).
>Ani z czekaniem 20 lat na HTML5, ani z wdrazaniem wlasnych rozwiazan i ukrywaniem implementacji.
A tutaj to powinieneś Ty zadziałać i pogadać z kolegą Hixim, żeby znormalniał i nie zapowiadał, że HTML 5 będzie wymyślany przez 20 lat. HTML 4 był robiony przez 3 lata, więc i HTML 5 mogłby być w 2009/2010.
>W tym wypadku tag jest udokumentowany i te walsnie implementacje wdroza wszystkie glowne silniki – IE, WebKit, Opera i Gecko. To chyba calkiem niezly kompromis
No ja tak nie uważam, jak napisałem wyżej z marquee jest identycznie, a jednak nie jest uważany za "standard". Dla mnie na kompromis jest czas i miejsce podczas prac nad standardem właśnie w czasie szkiców roboczych, właśnie tutaj Mozilla powinna się spierać z Apple jak ma wyglądać podejście do wideo. Ale niestety tak nie jest. Mozilla nawet nie jest reprezentowana w grupie HTML więc o jakim kompromisie tu mówimy?
>właśnie tutaj Mozilla powinna się spierać z Apple jak ma wyglądać podejście do wideo. Ale niestety tak nie jest. Mozilla nawet nie jest reprezentowana w grupie HTML więc o jakim kompromisie tu mówimy?
http://www.w3.org/2000/09/dbwg/details?group=4031…
10 przedstawicieli Mozilli…
Podsumowujac. Mowie o kompromisie ktory polega na tym, ze zanim wdrozylismy do Fx3.1 zapytalismy developeorw Opery, IE i WebKita czy tez to wdroza. Odpowiedz byla twierdzaca. Wiec nie tylko idziemy w strone standaryzacji tego, ale tez mamy spore szanse na zbudowanie sensownej wiekszosci wdrazajacej dokladnie taka implementacje.
Alternatywa byloby czekanie, a nie chcemy juz dluzej czekac na otworzenie video.
> 10 przedstawicieli Mozilli…
OK, źle się wyraziłem. Chodziło mi o edytorów.
> nie chcemy juz dluzej czekac na otworzenie video.
Ale wideo można zagnieżdżać przez element object, nie trzeba do tego nowego (jak już ustaliliśmy niestandardowego na razie) elementu.
vf: tylko, zeby uzywac do tego object trzeba by budowac cale API do obslugi video wokol tagu object (rowniez rozsadzajac standard).
Dodajemy rzeczy takie jak .play(), .pause(), .frame() itp. i jest to w 100% zgodne z zalozeniami aktualnego draftu HTML5.
Co wiecej, dodajemy i bedziemy dodawac tez inne elementy HTML5, tak samo jak inne przegladarki (WebKit dodaje, Opera) oraz CSS3.
> Dodajemy rzeczy takie jak .play(), .pause(), .frame() itp.
Świetnie, że pojawia się API do obsługi wideo, jednak nie musi ono łączyć się z elementem video, a mogło by łączyć się z elementem object (i z jego parametrami). Tutaj wychodzi kolejna kontrowersyjna cecha specyfikacji HTML5… Specyfikacja HTML5 ma bardzo mało wspólnego z HTML-em, to głównie JavaScript (ECMAScript), z sporą dawką CSS i niewielką dawką elementów HTML. Tutaj już jak na dłoni widać, że aż się prosi zrobić z tego 3 specyfikacje (przy czym każda powinna powinna należeć do innego Working Group).
kto dostal tengo granta?
wikimedia foundation bedzie go rodzielac
Też mi grant. 100.000,00 $ to utrzymanie 1 pracownika przez rok (pensja, czynsz, sprzęt, pomieszczenia).
No chyba, że wydadzą to w Polsce czy innych Indiach gdzie zatrudnią fascynatów OO(studentów/uczniów/bezrobotnych deweloperów/ew. linuxowych adminów i inne osoby na utrzymaniu rodziców(!)) pracujące za miskę ryżu w imię wolności. Ale z taką armią to osiągną standart mpg4 za 10 lat – może wcześniej jak ukradną troche cudzego kodu
.
> Jego argumentacja sprowadza się do otwartości (rozumianej zarówno
> technologicznie — czyli otwarty kod — jak i prawnie — czyli brak ograniczeń
> patentowych) jako nadrzędnej wartości w sieci.
Mnie bardziej zachwycil powyzszy fragment. czyli zamiast narzedzia
z wysokiej jakosci, zastrzezonego stopu metali, jestesmy za toporkiem
z kamienia lupanego bo kazdy moze sobie go wykrzesac? Zenujace.
Do aix:
Wielu programistów amatorów udowodniło swoją wartość w otwartych projektach. Wielu pracuje za darmo. Gdyby pieniądz gral tak ogromne znaczenie, to siedziałbym teraz na Windowsie a nie na Linuksie (preferuję lepsze według mnie rozwiązania)
Do jarka:
100 000$ wydali na polepszenie jakości rozwiązania. Wyrywać z kontekstu fragment i go krytykować każdy może. Fajnie wyolbrzymiasz różnice między kodekami, ten wielki kanion dzielący dwa rozwiązania, czwarty świat open source, zdefraudowane linijki kodu… Mógłbyś bajki pisać
Zamknięte rozwiązania są opatentowane, w Polsce nie ma to znaczenia, ale za granicą owszem. A teraz po Twojemu.
Czyli, gdybyś w Ameryce używał narzędzia z lepszego stopu i nie zapłaciłbyś za to Genialnemu Doktorowi X Y (doktor dwóch zmiennych, nawet Action Man go nie pokona), to by Cię mogli obłupić z kasy tak, że nawet na toporek by Cię nie było stać.
Pozdrawiam.
Za darmo to mogę posprzątać trawnik i zasadzić na nim kupione krzewy, wywieźć śmieci z lasu lub pomóc potrzebującym – np. chora sąsiadka itd.
Ale za darmo kodzić coś na czym inne firmy/korporacje będą zarabiać – to szczyt głupoty.
W ogóle taniość informatyki wypacza ją. Bo ile jest warta (nic?) praca ludzi których produkty można za ściągnąć za darmo. Budownictwo czy motoryzacja zawsze będą mieć swój etos związany z ceną tych produktów.
W tej chwili praca programisty np. PHP czy Python jest mniej warta niż ładowacza półkowego czy rowokopa. Bo ile może być warta, skoro CMS'y, CRM'y czy inne sklepy internetowe, napisane w PHP, są dostępne za darmo.
A trzeba wziąć poprawkę, że nawet lichy programista musi się wykazać 100 razy większymi zdolnościami niż półko-ładowacz.
W realnym świecie każda praca ma swoją wartość, ale jeśli lubisz być dy_any i konkurować z darmochą to zostań zostań developerem OpenSource
.
> Ale za darmo kodzić coś na czym inne firmy/korporacje będą zarabiać – to szczyt głupoty.
Aha… zakladam, ze wszystkie zjawiska ktorych nie rozumiesz nazywasz szczytem glupoty.
To, ze Ty nie umiesz zanlezc przyjemnosci w programowaniu i jedyna motywacja jaka sobie wyobrazasz sa pieniadze, nie oznacza, ze inni sa tacy sami, ani ze sa glupi.
Dla wielu osob to hobby, przyjemnosc, a dzieki Internetowi to hobby moze skumulowac sie w postaci tak przyjemnych projektow i aplikacji, ze prosze siadac.
> W realnym świecie każda praca ma swoją wartość, ale jeśli lubisz być dy_any i konkurować z darmochą to zostań zostań developerem OpenSource
.
Dzieki za rade. Zostane.
Natomiast Twoj komentarz brzmi jak wypowiedz pana z wytworni muzycznej obrazonego ze rzeczywistosc zmienia sie i powoduje, ze jego firma jest niepotrzebna…
Tak, coraz wiecej popularnego oprogramowania jest za darmo, bo ludzie znajduja przyjemnosc w tworzeniu tego. I tak, tworzenie dzis zamknietej biblioteki JS za pieniadze, albo CMSa nie jest oplacalne.
Straszne, nie? Zly, brzydki Open Source.
Jak zabawnie wygladaja ludzie przekonani, ze sa kapitalistami obrazeni, ze kapitalistyczna rzeczywistosc nie chce im dawac pieniedzy za to za co oni chca je brac…
A tu niestety trzeba ruszyc tylek i znalezc branze w ktorych mozna zarobic, albo zbudowac sobie modele ktore zapewnia dochod mimo, ze produkty sa darmowe. Oj, trudne to, trudne… ten z kazaniem placic ludkom byl prostszy wiec nalezy oglosic, ze Ci co go zepsuli sa winni. I moze sadownie zakazac im? Co?
Już rozumiem Twój nick
Ktoś Cię wcześniej więził? Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
Wbrew pozorom nie każdemu zależy jedynie na mamonie, przykro mi, ale istnieją inne wartości na tym świecie. Ja (i nie tylko ja) cenię pracę tych ludzi dużo wyżej niż osób zarabiających na niej kupę szmalu. Takie poświęcenie swojego czasu dla innych jest piękne, jeżeli tego nie doceniasz, to Twoja sprawa. Nie będę Cię oceniał, bo Cię nie znam.
Pozdrawiam.
Panie "aix…"W swiecie praca jest tyle warta, ile ktos chce za nia zaplacic, podobnie jest z towarami ( np ponad polowa Windows jest za darmo, czyli piracka, czyli jest duzo mniej warte niz sobie zyczy za to Microsoft ). Jedynie ludzie Panskiego pokroju chcieliby, zeby to nie rynek narzucal ceny, a jakies zmowy kartelowe, a najlepiej panstwo. Jest pan najgorszym wrogiem wolnosci, bo udaje pan liberala a jednoczesnie przemawia jak etatysta. Nawet komunisci ( ci ideowi ) w swojej naiwnosci chcieliby komunizm wprowadzic dobrowolnie.
Podam przykład pewnej, malej firmy ze śródmieścia:
- wynajem biura (centrum): ~10 .000 PLN//m-ce
-wynajem magazynu(po za centrum): ~10.000 PLN/m-ce
- koszt pracowników: ~50.000 PLN/m-ce
-koszt paliwa: 8000 PLN/m-ce
-amortyzacja samochodów: 5,5 tys. PLN/m-ce
//————————————————————–
-Hardware: 30.000 PLN
-Software ogólny: 0PLN
-Instalacja soft. ogólnego: 1000PLN(!)
-Software dedykowany(PHP, MySQL): 5000 PLN(!)
-Instalacja soft. Dedykowanego: 0 PLN
//————————————————–
Koszta po 4 latach:
~4.038.000PLN (Kosztów za realny świat)
+6.000PLN (za wirtualny)
Morał z tego taki, że IT bywa bardzo mało opłacalny….m. in. dzięki OO…
No dobrze. A teraz załóżmy, że te 50.000 na pensje oznaczają 10 osób po 5.000 PLN i z czego tylko 5 jest deweloperami.
Teraz dolicz koszt narzędzi programistycznych na każde stanowisko, czy zakup dodatkowych bibliotek — koszty firmy.
Dolicz koszt licencji na wdrażane oprogramowanie (np. MS Exchange, Oracle, czy MS SQL Server), podnoszące koszt produktu — koszty klienta.
Bez grama open-source też da się przeżyć, ale całkowita suma jest wyższa. Do tego rozwiązania wolne i/lub otwarte przez łatwą dostępność i znikomy koszt definiują czasem (zgoda, nie zawsze) standardy de facto. Czy mała firma ze śródmieścia może na tym skorzystać? To zależy: co robi, kto to robi, dla kogo i jaką przy tym politykę/filozofię wyznaje.
EOT
Chyba źle zostałem zrozumiany. Właścicielowi tej firmy byłoby obojętne czy za soft ogólny w tym przypadku Linux + OpenOfice musiałby zapłacić 5.000 PLN czy 50.000PLN (najwyżej opóźniłby o miesiąc/rok zmianę samochodów). Ale skoro licencja nie zobowiązuje go do zapłaty to nie płaci. Moim zdaniem jest to krzywdzące wobec twórców Linuxa czy OpenOfice'a – odwalili kawał dobrej roboty, a nie mają z tego ani centa mimoże firma m. in. dzięki ich pracy prosperuje całkiem nieźle.
Podobnie jest z softem dedykowanym. Programiści PHP musieli konkurować z darmowymi CMS'ami, dlatego będąc na garnuszku rodziców zgodzili się klepać kod za głodowe stawki.
OO jest głównie na ręke administaratorom i instalatorom OS'ów bo mogą więcej kroić za swoję usługi, a developerzy dostają po tyłu.
Dokładnie — jak to uczciwie policzyć, to programista open source ma niższą stawkę godzinową niż robotnik niewykwalifikowany
I w ten sposób spełnia się marzenie Stallmana, żeby programiści zarabiali mniej niż dotychczas.
P.S. Mnie to lotto — na szczęście nie pracuję już jako programista
> jak to uczciwie policzyć, to programista open source ma niższą stawkę godzinową niż robotnik niewykwalifikowany
A policzyles, czy ot tak bzdury pleciesz?
Masz jakies wyniki badan spolecznych ktore (chocby) sugerowaly, ze programista OS zarabia mniej niz programista prioprietary?
Zeby stawiac takie tezy wypadaloby wlasnie "policzyc" i to zanim poda sie wynik…
Np. badania socjologiczne na spolecznosci Mozilli wykazuja kompletnie odwrotna tendencje od oczekiwanej. (badania stare, z 2003 chyba, ale naukowa wartosc maja swietna. Np. srednia wieku wolontariusza 34 lata, dziecko, zona…)
Tzn. deweloperzy open source zarabiają lepiej, a więc ich usługi są droższe niż kupno komercyjnego softu (vide mój przykład)… Ale jednocześnie $100K to wcale nie jest mała kwota?
To weź mi wytłumacz tą sprzeczność. I bez zasłaniania się eksternalizacją kosztów pod hasłem "hobby".
@krzy2
OpenSource to z jednej strony hobby, a z drugiej model rozwoju oprogramowania (zdaniem wielu bardzo przyszłościowy).
Dlatego można pisać/modyfikować oprogramowanie OpenSource dostawać za to duże pieniądze.
Jeżeli firma wybiera ten model, to widać ma z tego zyski. Na przykład płaci tylko za implementację potrzebnej funkcji. I jednocześnie dzięki otwarciu kodu ma bardzo długi okres poprawek do tych zmian oraz niezależny support.
Ma także sensowne warunki licencjonowania. Nie musi liczyć, na ilu komputerach już zainstalowała oprogramowanie, ilu ma użytkowników, czy ile połączeń do hosta, bo może łamie już którąś z kretyńskich zamkniętych licencji.
Nie każdy. Ten, kto umie. Dziwne porównanie z twojej strony. Przeznaczono fundusze nie na lobbing, jak to robią instytucje będące za MPG4, ale na rozwój. Skąd wiesz czym to będzie w przyszłości?? Zresztą, to do uznanie video jeszcze zostało bardzo dużo czasu.
Jeżeli jesteś tak mocno za twoimi niby prawami własności intelektualnej(założę się, że tak byś to ujął), to poczekaj, aż twoja ulubiona przeglądarka któregoś dnia nie będzie miała obsługi tego znacznika. Choćbym nie wiem, jak była doskonała, to producent konkurencyjnej przeglądarki sypnie więcej. Zaczekaj też, aż na YouTube czy WinkiMedii znacznik ten nie będzie wykorzystywany. Wszystko nadal będzie korzystać z Flasha/Javy, a Wikimedia w ogóle będzie serwować treść w Vorbis+Theora. Producenci stron będą nadal zmuszani do tego, bo nie wszystkie przeglądarki obsłużą Video, a przygotowanie dwóch różnych wersji witryny dla tych bardziej uprzywilejowanych i mniej będzie zbyt kosztowne.
Tak czy inaczej. Sądzę, że bo długich bojach standardem zostanie Theora/Vorbis, choć wprowadzenie czegoś innego, jako oficjalny standard, wywoła pewnie sporo bałaganu i niepotrzebnego zamieszania.
nikt go na nikogo nie "wyda" bo modelem nie jest zatrudnianie tylko grant. oznacza to, ze moze 5 osob po 3 miesiace na pol etatu, a moze 2 przez pol roku? Czy 100k to duzo?
Nie wiem, wydaje mi sie, ze to rozsadny grant. W latach kryzysu generalnie rozrzutnosc nie jest roztropna (nigdy nie jest!).
To jest tyle ile wynosi typowy grant badawczy w Polsce. Dla porównania:
Mały projekt europejski to jest 0.5 – 2 mln EUR.
Duży projekt europejski to jest od 10 mln EUR wzwyż.
Cynicznie powiem, że jak ktoś chce robić kodeki A/V to niech się stara o środki państwowe/unijne — będzie miał większe szanse.
daj jakies przyklady projektow
krzy2: ale to nie jest grant na "zrobienie theory" to grant na jej rozwoj.
Tak jak grant na wikipedie nie jest po to, zeby ktos zbudowal nowa, tylko, zeby pomoc w jej rozwoju i tak dalej.
Widzisz roznice?
Mam naprawde poczucie, ze sa ludzie, ktorzy zawsze znajda powod do krytyki. Mozilla nie ma pieniedzy? Bo jest beznadziejna. Ma pieniadze? No to nie jest true i real open, tylko komercyjna. Zepsula sie. Oszczedza pieniadze, zeby byc niezalezna – prosze bardzo, odcina galaz, olewa srodowisko, dorobila sie i co? Wspiera inne projekty – jakos malutko, smieszne pieniadze, skapi.
Jestem pewien, ze jakbysmy wydali na rozwoj jquery 3 miliony euro Ci sami ludzie napisaliby, ze marnujemy pieniadze i sprzeniewierzamy sie idealom i pewnie jakis przekret tez za tym stoi…
wracajac do tematu. Zamysl grantu jest znacznie bardziej zblizony do google summer of code tylko z jasnym kierunkiem niz do grantow unijnych na rozwoje projektow. To ma byc wsparcie kogos kto chce nad tym popracowac, a nie srodowisko do zalozenia firmy.
A co jest złego w zakładaniu firmy? Poważnie pytam…
absolutnie nic. gleboko wierze, ze droba przedsiebiorczosc jest najwazniejszym elementem ekosystemu ekonomicznego tak jak klasa srednia spolecznego.
Jedynie zwracam uwage na absurdalnosc tezy jakoby dowodem na nierentownosc jakiegos modelu bylo to, ze "ja probowalem i chcieli mi dac za malo". To tak jakbym wyszedl na sachare sprzedawac piasek i sie irytowal ze nie kupuja i zwalal wine na moje niepowodzenie na procesy geologiczne…
Jesli open source istnieje i daje sobie rade z roku na rok coraz lepiej, bawi sie w to coraz wiecej osob, wyniki sa coraz lepsze, coraz wiecej osob buduje modele biznesowe wokol tego i udaje im sie, a Tobie nie, to idz tam gdzie Twoje modele biznesowe dzialaja, albo wymysl nowy.
Pisalem juz o tym wiele razy, ale rozumowanie tych, ktorym nie podoba sie FLOSS przypomina mi troche narzekanie woznicow ze wynaleziono samochody i jak oni teraz maja zarobic…
> 100.000,00 $ to utrzymanie 1 pracownika przez rok (pensja, czynsz, sprzęt, pomieszczenia).
I to jakiegoś taniego
Wynagrodzenie programisty w USA rocznie to jakieś 60 tys. USD, czyli miesięcznie 5 tys. USD. Z narzutami powiedzmy optymistycznie 5*2.5=12.5 tys. USD. Czyli grant wystarczy na równo 8 osobomiesięcy. Mniej więcej tyle czasu ile potrzeba na napisanie specyfikacji kodu i raportu końcowego
Biorąc pod uwagę dzisiejszy kurs USD/PLN i polskie stawki w naszych warunkach dawałoby to 30 osobomiesięcy. Tu można już próbować coś zrobić, ale żadnej rewolucji nie będzie.
Jeśli miałoby to być coś naprawdę odkrywczego i miałby robić jakiś renomowany zachodni ośrodek naukowy, to kwota jest o dwa zera za mała.
Dlatego też przedpiśca ma rację, że będą to robić studentami i Hindusami.
P.S. Grant dostanie Wikimedia Foundation.
P.S.2. Każdego kto ma zamiar postawić mi minusa proszę najpierw o wskazanie błędu w powyższych wyliczeniach.
O… już dwa minusiki, a ich uzasadnienia merytorycznego jak nie ma tak nie ma…
> Dlatego też przedpiśca ma rację, że będą to robić studentami i Hindusami.
krzy, ty naprawde nie umiesz pojac ideii wokol wolnego oprogramowania. Ty caly czas sprowadzasz to na grunt znanej polityki korporacji.
Czytasz news o takim grancie i mapujesz go na znana i zrozumiala dla Ciebie rzeczywistosc – dajmy na to "Adobe przeznaczy 100 000 USD na rozwoj Adobe Air 2" i tak interpretujesz. Bo gdyby news brzmial tak, to wnioski sa sluszne – beda musieli zatrudnic studentow albo hindusow itp.
Tylko, ze Mozilla nie zatrudnia (tzn zatrudnia, a jakze, jest kilkadziesiat wolnych pozycji w Mozilli, ale nie o to tu chodzi teraz), ani nie zamierza tworzyc nowego projektu, tylko wspomoc istniejacy. I nie zamierza oplacic ludka, zeby zapewnic mu rok utrzymania, tylko wspomoc kogos kto bedzie pracowal nad tym.
Pieniadze to rzecz wtorna, ktora ma zagwarantowac czas na prace, a nie przyczyna dla ktorej sie pracuje. Mysle ze to koncept ktory jest Ci kulturowo obcy co powoduje te wszystkie problemy ze zrozumieniem dlaczego i jak…
@Zbigniew Braniecki: Nie chodzi o wzorzec. Bardziej chodzi o… hm, pozycje zawodowa. W pewnym momencie znajdujesz sie w sytuacji, w ktorej alternatywa nie jest klepanie nudnego kodu vs. praca przy zajebiaszczym projekcie Open Source – bo wtedy niewielka kasa na 'zagwarantowanie czasu' faktycznie moglaby spowodowac porzucenie pierwszego na rzecz drugiego – ale dobrze platna praca przy jednym zajebiaszczym projekcie vs. praca przy innym zajebiaszczym projekcie, z Open Source po dowolnej stronie. I w tym momencie zaczyna sie patrzec na wielkosc tego 'wsparcia' po obu stronach.
Upraszczasz i próbujesz przełożyć swoje mniemanie o świecie i ludziach jako ogólnie panującą zasadę. Zauważ, ile osób się z Tobą nie zgadza zazwyczaj. Zgadnij, dlaczego? Może jednak działają trochę inaczej od Ciebie? Może nie tylko oni? Empatia poznawcza, za jej brak masz u mnie minusa.
OS ma małe zaplecze finansowe, duże ideologiczne. Nie doceniasz tego drugiego.
Pozdrawiam.
a ja, pomimo tego upraszczania, nawet zgodze sie z rozumowaniem trasza.
@trasz: masz racje. Jesli mialbym dwa projekty, rownie "zajebiaszcze" za ktory placiliby mi roznie, to wybralbym lepiej platny.
Ale Jesli mialbym dwa projekty rownie zajebiaszcze przy ktorym w jednym pracowalbym z fajniejszymi ludzmi, to tez wybralbym ten z fajniejszymi.
A gdybym przy jednym z tych projektow (rownie zajebiaszcych) czul fajniejsza atmosfere pracy, to tez wybralbym…
a gdybym pracujac przy nim mial poczucie, ze pomagam w czyms co na dluzsza mete pomaga mojemu niewidomemu bratu to tez…
Do czego zmierzam. Istnieje wiele motywacji. Pieniadze sa tylko jedna z nich ktora zaslepia wielu, zwlaszcza w historycznie tak biednym kraju jak Polska.
Wszystko sprowadza sie do "zajebiaszczosci". Nigdzie nie znalazlem takiej atmosfery, nigdzie nie spotkalem tak fascynujacych ludzi, nigdzie nie mialem okazji uczyc sie od tak swietnych specjalistow, nigdzie nie znalazlem tyle przyjacielskiej pomocy, nigdzie nie znalazlem tyle radosci z programowania i nigdy nie otaczala mnie tak wspaniala grupa pasjonatow, nigdy nie mialem okazji pracowac przy czyms co tak pomaga innym i co tak wyrownuje dostep dla biednych i przy czyms co jest tak wolne od pedu za kasa i brudnych gier o rynek jak przy wolnych projektach…
I nie istnieja pieniadze, ktore moglbyby odmienic moja chec wkladu w np. KDE4 (aby pominac juz Mozille). I wystarczy mi miec na normalne utrzymanie, powyzej tego nic mnie nie sprowokuje do potrzucenia tej zajebiaszczosci.
Panie Braniecki,
Sztuka motywacji pozafinansowej nie została bynajmniej wymyślona przez Pańskich amerykańskich guru od open source. Zanim tam ją odkryto, była bardzo dobrze rozwinięta w dawnym bloku wschodnim. Jednym z jej zastosowań były tzw. czyny społeczne. Polegały one na nakłonieniu pewnej grupy ludzi do zrobienia czegoś za darmo. I co była oszczędność? Była. Bo nikt nie patrzył, że koszty czynu ponosili jego uczestnicy, a nie zleceniodawca.
Dalej, grant to nie jest nic innego tylko umowa o dzieło. Za konkretną robotę (określoną w umowie) dostaje się konkretne pieniądze. I jeżeli prace będącą przedmiotem grantu skalkulować po cenach rynkowych, to wychodzi, że to wcale dużo nie jest. Ale można, wzorem Pańskich guru, przerzucić część kosztów na wykonawcę, czyli zorganizować czyn społeczny albo konkurs w którym można wygrać maskotkę. I to jest właśnie ta cała "innowacja".
Znam doskonale ten mechanizm, bo w czasach kiedy zajmowałem się hobbystycznie pewnym projektem open source, pojawił się pewien dobroczyńca, który był zainteresowany przyznaniem grantu na zaimplementowanie pewnego ficzeru. Zdając sobie sprawę z tego że nie potrafię tego wycenić, poszedłem do znajomego przedsiębiorcy i razem zrobiliśmy kalkulację ile by ta robota kosztowała według polskich stawek (i to dość niskich). Wyszła nam dość niewielka kwota na poziomie 10K EUR. Przedstawiłem to wyliczenie kandydatowi na zleceniodawcę i wtedy okazało się, że on był gotów zapłacić kwotę na poziomie 1K EUR… za około pół roku pracy. Muszę powiedzieć, że było to bardzo pouczające doświadczenie.
Co do innego Pańskiego zarzutu — gdyby Mozilla wydała na ten cel $3M, to wtedy byłbym pewien że za tą forsę coś sensownego będzie się dało zrobić. Natomiast za $100K to mam dość poważne wątpliwości. Po stawkach rynkowych licząc, to jest po prostu bardzo mało pieniędzy. No, ale wystarczy na niezły czyn społeczny…
krzy: nie musisz od panow. ksywa jaka posluguje sie w necie to "gandalf" – imie/nazwisko leci tu z openid. ne moja wina.
> Sztuka motywacji pozafinansowej nie została bynajmniej wymyślona przez Pańskich amerykańskich guru od open source.
Nigdy tak nie stwierdzilem
> Polegały one na nakłonieniu pewnej grupy ludzi do zrobienia czegoś za darmo. I co była oszczędność? Była. Bo nikt nie patrzył, że koszty czynu ponosili jego uczestnicy, a nie zleceniodawca.
Och, to dosc standardowe porownanie. Obawiam sie jednak, ze kompletnie nie trafione. Tamto "naklanianie" mialo zalozenie kontroli i sterowania ludzmi.
Tutaj mowimy o innym mechanizmie jaki mozna zaobserwowac w relacjach spolecznych. Mechanizm, ktory przed powstaniem Internetu w krajach takich jak Polska byl dosc slabo widoczny w skali makro.
O hobby.
Ludzie miewaja hobby. Czy widzisz roznice miedzy "czynem spoleczym" a hobby? Czy widzisz roznice na poziomie modeli motywacji, dynamiki relacji, struktury grupy i tak dalej.
> i wtedy okazało się, że on był gotów zapłacić kwotę na poziomie 1K EUR…
Wybacz, ale jesli dobrze rozumiem, opisales sytuacje w ktorej popyt i podaz sie nie spotkaly. I?
Jesli powstaje projekt open source i nie zbiera wystarczajcej grupy zainteresowanych projektem to umiera i jego potencjalni czlonkowie robia cos innego.
Po raz trzeci w tym watku napotykam rozmowce ktory opisuje mi, ze on chcial, ale nie dalo sie na tym zarobic i to jest czyjas "WINA".
Jesli sie nie myle, na tyle na ile rozumiem modele gospodarek, kapitalizm zaklada elastycznosc, dynamicznosc i adaptowalnosc producentow do potrzeb. Zatem jesli gdzies nie ma kasy, bo "open office i nie da sie zarobic na pakietach office" albo bo "firefox i nie da sie sprzedawac przegladarki" to kapitalizm mowi, ze bierzemy wlasna d. w troki i idziemy szukac gdzie indziej, a nie siedzimy i uznajemy, ze ktos jest winny, bo "powinno sie dac zarabiac".
Jesli ktos zaoferowal Ci 1K i bylo to za malo to mowisz nie. Jesli znajdzie kogos za ten 1K, to znaczy, ze jestes za drogi. Jesli nie znajdzie, to bedzie musial rozwazyc podniesienie oferty… naprawde musze tlumaczyc takie podstawy negocjacji i optymalizacji oferty?
Co do czynu społecznego, to nie każdy opierał się na przymusie. Np. uczniowie mogli iść na czyn społeczny i bez przymusu, bo to oznaczało że nie będzie lekcji
A co do moich negocjacji cenowych, to posłuchaj co było dalej: zleceniodawca nie znalazł nikogo innego kto by mu to zrobił… po czym kupił konkurencyjny zamknięty produkt komercyjny. Za cenę wyższą niż moje proponowane honorarium.
I jak to się ma do Twojej teorii ekonomicznej?
Stwierdził, że za takie pieniądze może mieć gotowe sprawdzone rozwiązanie niż czekać pół roku.
Według kapitalizmu okazałeś się za drogi
amen
Czyli kol. Braniecki przyznaje, że rynkowa wycena kodu open source jest niższa od komercyjnego, jako że ten drugi jest sprawdzony, a przynajmniej tak postrzegany? I że jest ona poniżej rynkowych stawek czasu pracy programisty?
I jakie z tego płyną zdaniem Szanownego Kolegi wnioski?
> Czyli kol. Braniecki przyznaje, że rynkowa wycena kodu open source jest niższa od komercyjnego, jako że ten drugi jest sprawdzony, a przynajmniej tak postrzegany?
Blad w rozumowaniu. Napisalem jedynie, ze moze sie zdarzyc, ze firma wybierze gotowe rozwiazanie zamiast zaplacic za stworznie wlasnego.
I nie ma to nic do tego czy OS sie "oplaca" czy nie. Jesli by sie nie oplacal, to by nie istnial. Chyba, ze wierzymy w spiskowe teorie wedle ktorych sila duze zle firmy zmuszaja wolontariuszy do pracy i spijaja ich krwawice…
Masz ode mnie plusa z matematyki i minusa z myślenia. Zacznę od minusa ]:->
Nie będę się rozpisywał, zgadzam się w 100% ze Zbigniewem.
60000 USD to nie to samo co u nas stanowiłoby równowartość w złotówkach – ceny w Polsce są dwukrotnie wyższe.
Przepraszam, ale tutaj nikt nie mówi o utrzymaniu, ani o wynagrodzeniu. Projekt jest otwartym, nie trzeba więc gościa więzić w paro gwiazdkowym hotelu. Wystarczy, że starczy mu na utrzymanie, a także dostęp do internetu. Po ukończeniu pracy może dostać resztę. Nie trzeba gościa pilnować, ani nic z tych rzeczy. Zresztą, to nie mam pojęcia, jak Wikimedia chce rozdysponować te pieniądze. Może ogłosi konkurs, więc wygra ten, kto najlepiej to zrobi? W dodatku mowa jest o pracy nad kodekiem. W przypadku dużych projektów, to przed napisaniem kawałka kodu wszystko się testuje, sprawdza, rysuje różne schematy, pisze dokumentację. W przypadku kodeka, to ta droga jest/powinna być bardzo dobra. Załóżmy, że gość zostaje zatrudniony za poprawienie formatu. Nie musi od razu implementować całości dekodera/codeka. Wystarczy, że przedstawi nowy/istniejący i działający rodzaj kompresji, itd. To są jednak tylko moje domysły, jak pewnie i w twoim wypadku.
Nie żadne domysły tylko praktyka. Ja to robię zawodowo
Jak nie wierzysz, to poproś znajomego księgowego albo przedsiębiorcę żeby Ci to policzył…
To np. tacy Indyjscy specjaliści/programiści Microsoftu pracują już za dwie miski ryżu?? :->
Moim zdaniem wprowadzenie do sieci otwartego standardu wideo powinno stać się rzeczywistością już dawno temu. Kiedy chcę obejrzeć plik WMV pod Linuksem, jestem zmuszony do jego bezpośredniego pobrania na dysk twardy i mogę odtworzyć go tylko posiadając wszystkie niezbędne kodeki… Mało wygodne rozwiązanie.
mplayerplug-in kłania Ci się.
kłania się, jeśli akurat działa
Ja też nie mogę oglądnać filmików na moim AmigaOs którego używa dokładnie 0000000000000000000000000000000000000000000000000,1% internautów. Co za chamstwo!
Kącik edukacyjny
000000,1% to tyle samo, co 0,1%, za pewne miałeś na myśli 0,00001%.
Był to kącik edukacyjny
100k $ na wsparcie technologii w powazny sposob to smiech na sali. W przypadku Mozilli jest to 100k $ dla frajerow pracujacych za pol darmo. Wcisnie sie im troche kitow ideologicznych i beda orac po nocach a finalnie paru kolesi z Mozilli zgarnia cala kase od google (kilkaset mln $ rocznie). Przyklad Mozilli to geniusz marketingu ideologicznego, ktory zapewnil prawie darmowych pracownikow i darmowa reklame.
olo: czy mozesz poprzec czyms swoje oskarzenia? Sa to klamstwa i moge to udowadniac na dowolny, wybrany przez Ciebie sposob.
To udowadniaj. Fakty sa proste – mozilla ma umowe z google na wiele mln $ rocznie. Swoim programistom albo nie placi nic albo slabo. Kasy w kosmos nie posylaja wiec ktos ja zgarnia. Szkoda mi Cie stary troche bo zostales zmanipulowany przez genialny marketing.
A skąd wiesz że albo im nie płaci albo płaci słabo? To że jest organizacją non-profit nie znaczy że ludzie za darmo w niej siedzą i pracują.
Ale załóżmy że jest tak jak mówisz. Jakoś to uargumentuj, przedstaw dowód na poparcie swoich słów.
> Fakty sa proste – mozilla ma umowe z google na wiele mln $ rocznie.
Z tego co wiem Mozilla ma umowe na tyle ile zarobi Google dzieki Mozilli.
> Swoim programistom albo nie placi nic albo slabo.
To klamstwo.
> Kasy w kosmos nie posylaja wiec ktos ja zgarnia.
Jak kazda fundacja non-profit ma prawo wydawac pieniadze wylacznie na cele statutowe (cele statutowe Mozilli Foundation sa opisane w Manifescie Mozilli). Pieniadze ktorych nie wydaja oszczedzaja, aby miec spokojna niezaleznosc finansowa.
> Szkoda mi Cie stary troche bo zostales zmanipulowany przez genialny marketing.
Rozumiem, ze wiesz to co wiesz z tajnych zrodel CIA, tak? Nie chce Ci psuc gry ktora musisz prowadzic w swojej wyobrazni, ale jesli bys zgooglal moje imie dowiedzialbys sie, ze… pracuje w Mozilli… trudno zmanipulowac kogos kto siedzi w biurze z innymi osobami pracujacymi w projekcie, a firma jest na tyle mala, ze nie ma zbytnio miejsca na ukrywanie tych pieniedzy przede mna
Zatem powtorze. Nie wiem na ile swiadomie, ale klamiesz albo sie kompletnie mylisz. Nie wiem skad czerpiesz swoje podejrzenia i czy generalnie nie ufasz nikomu (tzn. czy uwazasz, ze kazda fundacja to przekret) czy specjalnie Mozilli, ale jest mi przykro, ze oskarzasz o takie rzeczy ta w ktorej pracuje.
Jesli masz dalsze watpliwosci co do tego co fundacja robi z pieniedzmi ktore zarabia, odsylam Cie do corocznych podsumowan fundacji, ktore sa dostepne publicznie. I uwierz mi, gdyby Mozilla robila przekrety, to jedna z setek kontroli ktore urzedy w Kalifronii przeprowadzaja na kazdej fundacji o statusie non-profit wykazalaby cos co byloby wielkim skandalem.
Fundacje, zwlaszcza takie jak Mozilla, bazuja na zaufaniu spolecznym. To najwazniejsze co maja. Tym bardziej przykro ze sa ludzie, np. Ty, ktorzy w ciemno oskarzaja i dezawuuja te wartosc.
Pozdrawiam
"MPEG-4 czy Windows Media Video (WMV), które są zamkniętymi i opatentowanymi formatami często wykorzystywanymi w sieci"
MPEG-4 nie jest formatem, tylko standardem kompresji wideo, bardzo zreszta zlozonym, majacym wiele wariantow. Jest to *oficjalny standard* (wprawdzie nie W3C, tylko ISO – ISO/IEC 14496) wiec trudno mówić o tym ze jest "zamknięty i opatentowany". Jest to standard otwarty (choć nie wolny – specyfikację standardu trzeba sobie *kupic* od ISO, jak to jest ze wszystkimi standardami ISO) – każdy może stworzyć jego implementację. Popularnymi implementacjami MPEG-4 są np. DivX, XviD, X.264 (standard ITU H.264 jest częścią standardu MPEG-4). Formaty QuickTime Apple'a czy wspomniany tu WMV także implementują MPEG-4, choć oprócz tego zawierają własne zamknięte metody kompresji.
Trudno zatem porównywać MPEG-4 z WMV czy nawet Theorą zwłaszcza że ZTCW chyba jeszcze nie istnieje pełna implementacja MPEG-4… to są rzeczy zupełnie "z innej bajki"
Great article. I merely found your blog along with planned to declare i get genuinely liked looking at your blog blogposts. However I’ll always be opt-in for a supply along with I'm hoping anyone article yet again rapidly.