Narzekają na piratów, sami korzystali z P2P
- Dodano: 1 sierpnia 2008
- Wprowadził: czepol
- Komentarze: 21
Artyści są w stanie zrobić bardzo dużo by dotrzeć do swoich fanów. Tym śladem poszła grupa rockowa BuckCherry. Jak się okazało po raz kolejny, Internet nie jest anonimowy. Oszustwo się wydało po śledztwie zrobionym przez redaktorów TorrentFreak.
Informacje o tym, że nowy singiel tej grupy pojawił się w sieci BitTorrent pojawiły się już w zeszłym miesiącu. Sami artyści mocno skrytykowali takie działania. Stwierdzili, że nie lubią gdy coś takiego się dzieje, bo chcą aby ich fani dostali nowe płyty jako pierwsi. Sprawą zainteresował się serwis TorrentFreak, którego zainspirował rozgłos stworzony przez artystów z BuckCherry oraz to, że nie starali się o usunięcie swoich utworów z sieci. Najpierw redaktorzy namierzyli adres IP osoby, która pierwsza udostępniła nagranie. Był to mieszkaniec Nowego Jorku. Następnie korzystając z narzędzia Wiki-Scanner odkryto, że ta sama osoba edytował artykuł na temat BuckCherry na wikipedii, uzupełniając informację o Menadżerze Zespołu. Krąg podejrzeń się zawęził, ale nadal istniała możliwość, że wszystkie działania podejmował jakiś zapalony fan grupy BuckCherry. TorrentFreak wysłał więc pytania dotyczące tej sprawy do menedżera zespołu Josha Klemme. Gdy ten odpowiedział okazało się, że to jego adres IP był taki sam, jak adres osoby udostępniającej plik w sieci BitTorrent. Na więcej pytań Klemme nie chciał już odpowiadać.
Więcej informacji: http://torrentfreak.com/band-leaks-track...es-080731/
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
21 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.


No i co? Jak długo jeszcze musimy czekać aż artyści przestaną psioczyć na internet?
artyści psioczą bo tak im każą wytwórnie i menadżerowie, no chyba, że nie są artystami tylko chciwymi ludźmi zajmującymi się tym co sie w danej chwili sprzedaje
A'propos chciwych artystów jest taka flashowa historyjka o Metallice… Boska
A co do tego, że część jest przymuszana do takich zachowań przez ich menedżerów, przypomina mi się historia Umberto Eco (pisarza, autora "Imienia Róży" i kilku innych książek), który rozsyłał swoje książki przez p2p, gdyż twierdził, że są za drogie. Ciekaw jestem, czy miał później przez to problemy z wydawcą…
Ja czytałem o Paulo Coelho, który podobno sam stawiał trackera do dystrybucji swoich książek w Rosji. Podobno po udostępnieniu książek sprzedaż znacznie (3-krotnie) wzrosła.
"Podobno" to można przy piwie mówić. Fajnie by było gdybyś miał link do dobrego źródła z tą informacją. Jeśli mówił to sam Coelho to będzie to genialny argument w dyskusji ze wszystkimi maruderami!
Piwa nie pijam. Umiem natomiast używać googla, aby znaleźć stare news z osnews.pl
http://osnews.pl/paulo-coelho-udostepnia-w-intern…
W podanym linku ciągle jest "podobno"!
Ich zachowanie moim zdaniem jest całkowicie normalne i zrozumiałe. Chodziło tutaj głównie o rozgłos, pokazywanie społeczeństwu, jacy Oni są dobrzy, możliwość zwalenia powodów niepowodzeń kolejnych singli, itd. Posiadanie własnego wyimaginowanego wroga ma więcej korzyści niż posiadania wyimaginowanego przyjaciela
. Artyści chyba od bardzo długiego okresu w historii cierpią zyski z rozgłosu i popularności, dlatego takie ważne jest dla nich bycie pokrzywdzonym i niemożność ukończenia świętej krucjaty na rzecz szerzenie kultury.
Tak a propos – w zbiorowym wywiadzie z kilkoma polskimi artystami też słychać tylko potępienie. Swoją drogą aż się dziwię, że nie znaleźli dla równowagi choćby jednej osoby, która inaczej to widzi.
Najbardziej podoba mi się wypowiedź Skiby:
"Należę już chyba do wymierającego gatunku – jeśli cenię danego wykonawcę i zależy mi na jego płycie, to ją kupuję. Jak nie w Polsce, to za granicą. Żyjemy w świecie podróbek. Wszystko zaczyna być odbite na ksero, powielone, a ja tęsknię za światem rzeczy prawdziwych."
[ http://muzyka.onet.pl/10172,1498674,0,1,wywiady.h... ]
Uroczy powiew retro, tylko że płyty (zarówno CD jak i te starsze, winyle) są tłoczone od sztancy, czyli powielane, a nie nagrywane każdy egzemplarz osobno… Więc muszę go zmartwić – już i tak od dawna kupuje klony. =}
Nie dziwię się oczywiście artystom, że się obawiają o swoje źródło utrzymania. Jednak trochę żałośnie to brzmi, a mnie trochę przygnębia, że rozumieją tylko erozję dotychczasowego systemu, a nie zdają sobie sprawy z tego, że wyrośnie na tym coś nowego, co może też mieć plusy. Jest tylko postawa obronna.
ludziom bardzo trudno zmieniac przyzwyczajenia.
koncernom jeszcze trudniej.
ja bym powiedział że to nie są przyzwyczajenia tylko brak wiedzy.
I pranie mózgów serwowane przez koncerny fonograficzne … tudzież lobbing.
Bo w dobie sprzedaży on-line twórcy będą mogli ominąć tych darmozjadów dlatego koncerny fonograficzne prowadzą krucjatę przeciwko wolności.
Spokojnie. Plus już wywęszył interes i otwiera sklep z tanimi MP3, w większości podobno bez DRM: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,55…
Dodatkowo startuje też serwis audioteka.pl z audiobookami w MP3, bez DRM.
Wygląda na to, że giganci zaczynają rozumieć, to co wielu Internautów wiedziało już lata temu:).
Niech na cały świeci wprowadzą amerykański model "własności intelektualnej"(i jej ochrony), to dopiero będziemy kręcić się wokół tych rzeczy "prawdziwych" i namacalnych
.
Najmniej do zarzucenia mam kapelom wydającym w SP Records – co prawda twierdzą, że ciągnięcie za darmo, to kradzież, ale ich płyty można kupić za 20-30 zł.
Widać, że manager odrobił pracę domową i przestudiował wyniki badań, które wskazują, że ludzie ściągający muzykę kupują jej zdecydowanie więcej.
Zamiast bawić się w DRM i ścigać piratów wytwórnie mogłyby udostępniać albumy lub ich znaczne części za darmo np. przez torrenta w jakimś bardzo niskim bitrate w stratnym formacie. Do tego dorzuciliby informacje w jakimś pliku tekstowym gdzie można tanio, legalnie i bez pośredników nabyć wersję w formacie flac, .iso, czy też tłoczony krążek.
Kiedy chcę kupić sobie grę zwykle wcześniej testuję demo, dlaczego nie mogę przetestować muzyki. Może branża muzyczna boi się, że nikt nie zechce kupować krążka na którym są 2 hity, a reszta utworów na płycie jest tylko dodatkiem do nich?
w moim życiu (33 lata) spotkałem się tylko z kilkoma płytami, które chciałem mieć całe. Reszta, to właśnie jak piszesz, 1, 2, 3 hity, a reszta lipa. Dlaczego mam więc płacić za badziew i zaśmiecać sobie mieszkanie?
Pozostają Ci tylko płyty typu Best Of i inne tego typu składanki
Problem w tym, że utwory na Best Of też dobiera ktoś inny i może się okazać, że znowu podobają się 2-3 utwory
Pamiętać tylko trzeba, że wynika to nie z faktu ściągania plików, tylko z tego, że są to po prostu ludzie bardziej muzykalni z natury.
Obawiam się, że dla dużej części ludzi coś takiego będzie wystarczające…