Polscy wydawcy idą na wojnę z Chomikiem

  • Home
  • /
  • Blog
  • /
  • Polscy wydawcy idą na wojnę z Chomikiem

Data: 24 kwietnia, 2010

Wydawcy książek skarżą się na praktyki serwisu Chomikuj.pl, w którym jest pełno nielegalnych kopii książek – w tym „Zaginiony symbol”, najnowsza powieść Dana Browna, autora „Kodu Leonarda da Vinci”.

Od redakcji: Nius (podobnie jak inne tego autora) został całkowicie skopiowany z innego serwisu. O ile nie zostanie przepisany, zostanie usunięty z OSnews (lub skrócony do granicy dozwolonego prawa cytatu) z powodu niezgodności z regulaminem i podstawami etyki.

Podobne wpisy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone


  1. morsik pisze:

    Z tego co widzę, wiaderko.pl nie istnieje (chyba chodziło o wiaderko.net w newsie), a co ma peb.pl do tego? Oni tylko składują linki, a w chomikuj.pl sa jednak umieszczane też pliki.

  2. Biedni ci autorzy! Normalny pracownik tylko raz dostaję pieniądze za wykonaną pracę, a oni coś tam skrobną i czerpią zyski 60 lat(?). Też bym chciał tak żyć. Szkoda tylko, że Pan Bóg nie obdarzył mnie dobrym piórem…

    1. quest pisze:

      Kiedyś na wykopie było o gościu, co malował obrazy penisem. Spróbuj i ty.

      1. mby7930 pisze:

        Wygląda na to, że przy pisaniu tego komentarza myślałeś czymś innym niż głową.

        1. Speaktrap pisze:

          patrz wyżej – tym, czym można malować obrazy?

          wydawcy to dranie co zabierają większość zysków!

      2. Nie wiem czy to takie bezpieczne. A co jeśli facet opatentował swój nowatorski wynalazek? Za kradzież tak poważnej własności intelektualnej spokojnie mogą zasądzić z 1.000.000 $.

        1. azhag pisze:

          I przepadek narzędzi służących do popełnienia przestępstwa.

        2. Wizard pisze:

          A dlaczego w Polsce sąd miałby używać waluty jakiejś byłej brytyjskiej kolonii?

    2. el.pescado pisze:

      Pisz książki a nie narzekaj!

      1. Ajnsztajn pisze:

        Dokładnie… Spróbuj, to przekonasz się że wcale nie jest to takie proste i że nie jest to cudowny pomysł na zarabianie pieniędzy za nic…

        1. Niech się uczą angielskiego, czy chińskiego, przynajmniej będzie z nich jakiś pożytek, a nie wojny domowe mi tu prowadzić.

    3. sprae pisze:

      A co Tobie przeszkadza tak żyć?

    4. aegis maelstrom pisze:

      Kolego RRH: jeśli lubisz pracować za darmo, zapraszam do siebie albo do pracy w czynie społecznym. Możesz zanieść staruszkom zakupy i skopać im ogródek, naprawić płot albo ulicę zamieść.

      A od innych ludzi to ty się odczep. Trzeba być po bolszewicku bezczelnym typkiem, by z taką lekkością pisać, jak to inni mają być okradani.

      Kiedy zaczniesz zarabiać na siebie dowiesz się, że jedzenie i dom z nieba nie spadają i musisz sprzedać swoją pracę. A to sprzedawca ustala cenę za towar i dotyczy to pracowników, przedsiębiorców, ludzi wykonujących wolny zawód. Niewolnictwo już minęło.

      1. Tomasz Woźniak pisze:

        @aegis maelstrom: jesteś w stanie powiedzieć mi w którym momencie RRH napisał, że należy pracować za darmo?

        Komentowanie w stylu wsadzania w cudze usta słów jakich nie powiedział, to trochę nieelegancki styl.

        1. aegis maelstrom pisze:

          O, widzę że ktoś mnie uporczywie zjechał minusami.

          Kolego Tomku: kłania się czytanie ze zrozumieniem. W którym momencie RRH to napisał? Np. w tym:

          "Biedni ci autorzy! Normalny pracownik tylko raz dostaję pieniądze za wykonaną pracę, a oni coś tam skrobną i czerpią zyski 60 lat(?)."

          Kolega RRH sugeruje, że książki powinny być za darmochę.

          Biorąc pod uwagę, że w artykule mowa o nielegalnych kopiach książek i że autor otrzymuje wynagrodzenie tylko z tytułu praw autorskich (nieważne, czy jako odsprzedaż praw, czy jako % od sprzedaży) – to w efekcie RRH sugeruje, że autorzy powinni pracować za darmo.

          To są proste konsekwencje tego bezmyślnego komentarza – co zauważyła przynajmniej część czytelników OSNews.

          Proszę więc nie pisać mi o stylu. Teraz kolego Tomku, mam nadzieję że pokażesz "elegancki styl" i mnie przeprosisz. Za co z góry serdecznie dziękuję.

          Pozdrawiam.

        2. Marcin pisze:

          Chyba jednak nadinterpretujesz słowa RRHa. Nie zasugerował on tego, co wkładasz w jego usta. Więc i żądanie przeprosin jest tu "nieeleganckie".

      2. Pahf7ceefich pisze:

        Hmm, czemu nie chwalą sie tym, że w sumie podatek od piractwa już został pobrany?

        Kupując wieże odtwarzaczem CD i magnetofonem zapłaciłem 1.5% odprowadziłem 1.5% podatku na tzw. piraty.

        Od każdego dysku twardego 1%, nagrywarki CD 3%, dyktafonu 3%, każdej płytki CD/DVD 3%, karty pamięci 1%, skaner 1%, itd.

        Proszę poczytać:
        http://www.kopipol.kielce.pl/pliki/rozpimport.htm…

        Punktu kserograficzne także płacą 1-3% wpływów (nie zysku!!!), mimo iz kserują notatki kolegi/koleżanki, materiały wytworzone przeze mnie, itd.
        http://www.kopipol.kielce.pl/pliki/rozpksero.html

        Skoro w cenie nośników jest już podatek na "utwory kopiowane dla własnego użytku osobistego osób trzecich", to znaczy że jest to już opłacone? ;>

        Więc o co chodzi?

        Ja jako zwykły użytkownik już dawno zapłaciłem za KOPIOWANIE, ale o tym się często zapomina!

        Dobra, wiem o co chodzi (model biznesowy chomikuj.pl), ale się tak drażnię :), bo widzę, że o pewnych rzeczach się zapomina :(.

        A szkoda. Bo jasno pokazują, że już całkiem niezłą kwotą wsparłem "biednych artystów", mimo iż nie korzystam (nielegalnie/bez opłat) z ich pracy w bardzo dużym procencie (powoli zbliżającym się do 100%).

    5. Może źle się wyraziłem, a raczej użyłem skrótu myślowego. Oczywiście zanim utwór (nie tylko książka) trafi do domeny publicznej, zyski czerpią właściciele praw autorskich, tak? Przecież nawet po śmierci autora ktoś czerpie z jakiegoś utworu zyski. Autorzy niekoniecznie muszą czerpać garściami, bo to zależy od podpisanych umów z wydawcami.
      Ten skrót myślowy (X lat) odnosił się raczej do systemu praw autorskich, który każdy wie jaki jest. Książka nie była tu dobrym przykładem, bo lepszym jest utwór muzyczny.

      Przepraszam za niedoprecyzowanie.

      1. aegis maelstrom pisze:

        Wciąż nie rozumiem o co Ci chodzi.

        Ponadto w "systemie prawa autorskiego" książka jest traktowana tak samo jak utwór muzyczny.

        Natomiast jeśli ktoś wrzuca nowy ebook Dana Browna to chyba oczywiste, że okres ochrony nie minął i autor nie zarobił. Ponadto akurat Dan Brown ma najmniejszy problem: problem mają wydawcy, którzy kalkulują portfelowo (każdy bestseler pokrywa ileś nietrafionych pozycji), tradycyjni dystrybutorzy oraz mniej popularni pisarze, zwłaszcza debiutanci.

        Cierpi na tym "system" i cała kultura. Już teraz, z moich obserwacji, oferta księgarska w mniejszych miejscowościach jest słabiutka (a nawet w dużych miastach jest ciężko o wiele pozycji). Natomiast jeśli ebooki będą masowo kopiowane, to nikt w Polsce nie będzie szeroko promował czytników i elektronicznych księgarń: za duże ryzyko, że wszystko sobie pobiorą i zostaniesz na lodzie.

        Efekt: brak dostępu do dóbr kultury; zostają tylko największe bestsellery i chłam. Częściowo to się stało z muzyką w Polsce, gdzie ambitniejsze zespoły kombinują po spelunach, kilku miejscach "alternatywnych" i we własnych mikrowytwórniach i widać, że to ciężko idzie. Gdyby nie grupa zapaleńców, nie byłoby i tego. A o promocji poza Polską, pewnych możliwościach nagraniowych (założenia studia nagraniowego teraz jest już tanie; ale naprawdę dobre studio to wciąż kosmiczne pieniądze) itd. można zapomnieć.

        1. KrNi pisze:

          Ludzie opamiętajcie się. Dzięki temu, że e-booki, mp3 i filmy są w internecie dostępne zarobek mają operatorzy internetowi, którym płacicie co miesiąc haracz. Gdyby tych dóbr intelektualnych tam nie było, to wielu z Was nie brałoby łącza internetowego, bo po co. I gdyby procent tego haraczu leciałby do kieszeni ZAIKSÓw i tym podobnych to naprawdę byłoby sporo pieniędzy. Co do książek, w pamiętajcie, że część ceny wydania książkowego kształtuje jej druk. Więc dostępność danej publikacji niby "na lewo" w internecie w postaci Ebooka nie daje zarobić drukarni. Gdyby autor książki pomyślał na elektronicznym wydaniem swojej książki za kwotę jaką dostaje od swoich obrońców to byłaby dla nas naprawdę śmieszna kwota. Nie uszukujmy się. Ci antypiraci, to wielkie firmy, które muszą jakoś zarobić. Ten co jest naprawdę chroniony, dostaje śmieszną kasę za swój utwór.

          A co niektórzy z Was zapomnieli, że istnieje coś takiego jak biblioteka /niestety komputery są ważniejsze/, gdzie można za darmo wypożyczyć książkę. Naprawdę, za darmo. Więc w myśl artykułu, biblioteki do likwidacji. A akcja uwalniania książek?Można też pożyczyć książkę od kolegi. Więc jak widzicie, czego nas niedługo "wielki brat", bo żeby wyeliminować piractwo bez tego się nie da.

  3. el.pescado pisze:

    Nie biorą oczywiście pod uwagę tego, że większość osób pobierających książki z Sieci nie kupiłaby papierowych wydań. Po prostu nie byłoby ich na nie stać. Straty, o których mówią wydawcy, są na pewno przesadzone, a nawet w pewnym stopniu wydumane.

    Ciekawe skąd autor to wie – mógłby przytoczyć jakieś materiały źródłowe.

    1. Wykaż trochę własnej inwencji. Zestaw sobie typowe dla Polski płace oraz ceny i masz źródło.

      1. niedzwiedz pisze:

        Książka kosztuje jakieś 30zł czyli tyle co 4 piwka w pubie (5 jak tani pub). Innymi słowy żeby kupić książkę wystarczy raz nie iść z kumplami na piwo.

        Średnie zarobki w Polsce to około 3000zł a płaca minimalna – około 1300 (podać dokładnie?). Dalej wydaje mi się, że 30zł to NIE jest dużo. Program za kilkaset złotych – ok, jestem w stanie zrozumieć taki tok myślenia, podobnie filmy, które ogląda się zazwyczaj raz (czytaj rozrywka na trochę ponad godzinę) kosztujące ponad 100zł.

        1. kocio pisze:

          Z drugiej strony – z programu zwykle korzystam wielokrotnie, a książkę najczęściej czytam tylko raz.

          To też utrudnia szacowanie, które w kwestiach dóbr niematerialnych jest o niebo mniej pewne niż przy zapłacie za przedmioty materialne. Stąd np. taki fragment analizy skutków "piractwa" napisanej przez urząd o nazwie Government Accountability Office:

          "Ogólnie rzecz biorąc, charakter nielegalnego podrabiania i piractwa sprawia, że oceny ekonomicznych skutków naruszenia własności intelektualej są niezwykle trudne, zatem pewne założenia i uproszczenia wykorzystywane są do zrekompensowania braku rzeczywistych danych. (…) Każda metoda ma swoje ograniczenia, a większość ekspertów stwierdziła, że trudno jest, o ile nie całkiem niemożliwe, by oszacować skutki podrabiania dla całej gospodarki."

          [ http://prawo.vagla.pl/node/9046 ]

        2. ubik pisze:

          "Z drugiej strony – z programu zwykle korzystam wielokrotnie, a książkę najczęściej czytam tylko raz."

          I właśnie dlatego można pójść do biblioteki…

        3. szarpaj pisze:

          Podaj dokładnie. Coś mi się *wydaje*, że to są płace brutto. Ostatnią zmianę jaką tu pamiętam, to podniesienie stawki minimalnej o jakieś, jakże szalone, 30 czy 40 zł. Co dalej skutkowało podniesieniem tej, którą człowiek dostawał do ręki o, (ponownie) jakże szalone, 26 zł (chodzi o rząd wielkości, a nie dokładne kwoty — taka informacja dla czepialskich). Więc tak, podaj dokładne kwoty, jeżeli już to proponujesz.

          I drugie wrażenie, które odnoszę: cena nowej książki, którą podałeś, jest netto i bez marży. Nie widziałem od dawna nowej książki z ceną poniżej 40 zł — w sklepie (na aukcjach można wyciągnąć taniej, ale z przesyłką i tak wychodzi na jedno) — a jeżeli już taka była, to autor w stylu Noname Foobarski albo cena 38,99. A „normalne” ceny to 40‑60 zł…

        4. filut pisze:

          Dobrze ci się wydaje, średnia to ok. 3200 do 3400, oczywiście brutto. Wg Gus ponad 60% Polaków zarabia ok. 2000zł, też oczywiście brutto. Mam znajomych, którzy dostają miesięcznie od minimum do ok. 20000 brutto miesięcznie i wiem, że osoby, które zarabiają słabo ( właśnie do średniej krajowej ) nie tylko nie wydadzą na książkę 30-50 zł, nie wydają również w pubie na piwo więcej niż 3 zł ( nie mówiąc już o tym, że do pubów nie zaglądają zbyt często ). A książki czytają chętnie. Z książkami jest problem, bo skłaniają do myślenia. To nie jest rozrywka, i nie mówię tu o harlekinach czy g…. pokroju Browna, kto przeczytał jego pierwsze 2-3 "powieści" wie o co chodzi, ale czymś poważniejszym. Nikomu z decydentów nie zależy, żeby przeciętny niewolnik posiadał wiedzę, która mu pozwoli na kwestionowanie jego zaleceń. Pomijając moją chaotyczną wypowiedź i przechodząc do sedna – darmowe książki są potrzebne bo mamy demokrację. Im ludzie są mądrzejsi tym powinniśmy mieć lepszy system. Piszę to jako pragmatyk-kapitalista szanujący każdego człowieka.

        5. falkon pisze:

          Masz całkowitą rację. Tylko, że jest taka instytucja, jak biblioteka 😉

        6. vries pisze:

          @filut: może masz trochę racji, ale nie wiem czego ty oczekujesz? Książki się same nie napiszą. Autorom trzeba płacić. Państwo udostępnia nam biblioteki publiczne. Co jeszcze można robić? Kupować i wydawać za darmo z kasy podatników? Przecież to niemożliwe. Pozwolić ludziom kraść i zniszczyć rynek wydawniczy? (a tym samym sprowadzić rolę pisania do hobby) Osobiście tego nie widzę.

        7. Reddie pisze:

          @falkon, @vries: rozumiem, że wydawcy robi różnicę czy przeczytam książkę wypożyczoną z biblioteki czy ściągniętą w domowym zaciszu kopię, skoro i tak nie zamierzam jej kupować?

          (czysto hipotetycznie; nie ściągam książek)

        8. vries pisze:

          @Reddie: Istnieje różnica. Biblioteki nie są wygodne, jeśli chodzi o pozyskanie książki.

        9. Reddie pisze:

          Nie mniej niż księgarnie.

        10. vries pisze:

          @Reddie: idziesz do biblioteki – musisz się zapisać, muszą ci wystawić kartę, czasem musisz czekać na dany tytuł, no i oczywiście tytuł musisz oddać. W internecie wystarczy znaleźć (to akurat może być problematyczne) i nacisnąć odpowiedni link.
          Księgarnia jest często umiejscowiona w centrum handlowym (lub w wypadku mniejszych miejscowości w centrum miasta), w którym i tak musisz zrobić zakupy.

        11. Reddie pisze:

          Za każdym kolejnym razem już nie muszę się rejestrować, a okresy wypożyczania są wystarczająco długie bym książkę przeczytał – kupiona po tej czynności ląduje na półce.

        12. vries pisze:

          @Reddie: jasne, te bariery nie są nie do przeskoczenia (i nie są jakieś szczególnie straszliwe). Ale o zdziwiłbyś się jakie niekiedy mają znaczenie.

        13. mini pisze:

          @Reddie
          Skoro nie ma roznicy to rozumiem, ze od teraz bedziesz chodzil do biblioteki. Nam udowodnisz, ze masz racje, no i zostaniesz dobrym obywatelem (nie bedziesz piracil).

        14. trasz pisze:

          Poza bibliotekami sa jeszcze znajomi, ktorym – i od ktorych – pozycza sie ksiazki.

        15. Reddie pisze:

          @mini:

          1) pisałem, że nie ma różnicy z punktu widzenia wydawcy, bo zarówno użytkownik biblioteki jak chomika od początku nie ma zamiaru kupić danej książki;
          2) pisałem też, że robię dokładnie to czego oczekujesz. Czytanie z monitora mnie męczy, no i nie zabiorę takiej książki w dwa najlepsze do czytania miejsca, jakimi są wanna i wc 😉
          3) "Skoro nie ma różnicy to rozumiem…" – źle rozumiesz, bo jeśli rozwiązania są równoważne można się trzymać dowolnego z nich.

        16. DeBill pisze:

          @Reddie
          "rozumiem, że wydawcy robi różnicę czy przeczytam książkę wypożyczoną z biblioteki czy ściągniętą w domowym zaciszu kopię, skoro i tak nie zamierzam jej kupować?"

          Robi ogromną różnicę. Jeśli książki nikt nie pożycza, to biblioteki nie zainwestują w kolejne tomy, żeby zaspokoić czytelników, stare egzemplarze się nie niszczą i nie zużywają – więc tu również ucinamy koszty.
          Wydawcy zależy na tym, żeby sprzedać, a kto zapłaci – to już bez różnicy. Byle się opłacało.

      2. @ niedzwiedz “Książka kosztuje jakieś 30zł czyli tyle co 4 piwka w pubie (5 jak tani pub). Innymi słowy żeby kupić książkę wystarczy raz nie iść z kumplami na piwo.”

        I o to właśnie chodzi. Większość ludzi mając ograniczony budżet, łatwiej zrezygnuje z książki niż z piwa.

        “Średnie zarobki w Polsce to około 3000zł a płaca minimalna – około 1300 (podać dokładnie?).”

        Na te trzy tysiące składają się zarobki biznesmenów, prezesów, polityków itp. Spodziewam się, że większość chomikowiczów zarabia raczej w okolicach płacy minimalnej, bądź jest w wieku szkolnym i siedzi na garnuszku rodziców. Słyszałem jak w TV mówili, że znaczna część polskich rodzin nie posiada żadnych oszczędności. Ja się zgadzam, że na pojedyncze książki te rodziny pewnie mogą sobie pozwolić, ale pamiętaj, że na tych chomikach trzymane są często dziesiątki albo setki plików. Często zapewne zupełnie niepotrzebnych, bo wątpię by przeciętny Polak był w stanie tyle przeczytać.

        1. a płaca minimalna – około 1300

          Brutto… Do ręki masz niecały tysiąc, a nie brak ludzi, co z nadgodzinami mają 800zł… Nie każdy mieszka w wawie.

        2. marcinsud pisze:

          znane "pół etetu, albo spadaj", a tygodniowo co najmniej 40h wyrobione. Takie życie

        3. @Tor
          "nie brak ludzi, co z nadgodzinami mają 800zł… "

          Mogą zmienić pracę.

        4. Tomasz Woźniak pisze:

          @Led: lubię takie teksty… może nie mogą, bo to jedyny zakład w ich pipidówie. No to kolejne- mogą zmienić miejsce zamieszkania- powodzenia… skąd kasa na kaucję pod wynajem, przekalkulowanie kosztów wynajmu do lepszych zarobków i co najśmieszniejsze- znalezienie takiej pracy bez porzucania aktualnej i jeżdżenia na dziesiątki rozmów kwalifikacyjnych.

          Można otworzyć oczy i zobaczyć, że największą w Polsce dyskryminacją jest dyskryminacja geograficzna- miejsce w jakim się urodzisz determinuje twoje szanse na godne życie.

          Poza tym- ludzie mogą bać się zmian- to naturalne i nie można mieć do tego pretensji. Państwo powinno motywować ludzi do działania i wspierać kreatywnych. Łatwiej jednak wyrzygać kuroniówkę, dać kasę do urzędu pracy na jakieś kursy oderwane od rzeczywistości, przewidzieć w budżecie dotację na pierwszą działalność (która kończy się w okolicach marca), a jakiekolwiek porażki tłumaczyć- "ludzie mogli się przeprowadzić", "ludzie mogli coś zmienić"- no bo ludzi nie zmienimy…

          Sorki za offtop.

        5. skiter pisze:

          Na 'bez robotny' :), fajna opcja.

        6. norbert_ramzes pisze:

          @Led pracowałeś kiedyś za 800 że takie głupoty piszesz?

        7. Reddie pisze:

          Chłopaki, z korwinistą się nie dogadacie. Jak go przyciśniecie to zacznie mówić o selekcji naturalnej, która uśmierca słabsze jednostki.

        8. AdeBe pisze:

          Ale to, gdzie się urodziliśmy jest tylko marną wymówką dla tych którzy nie znajdują sobie lepszej pracy. Raczej mało kto jest trzymany w danym miejscu na siłę, a to czego brakuje ludziom to ODWAGA żeby ruszyć tyłek i coś w życiu zmienić.
          I proszę nie mówcie mi, że nic nie wiem o życiu, bo sam pochodzę z małej wioski przy granicy z Białorusią.
          Widzę po swoich znajomych, że ktokolwiek, kto miał trochę ambicji lub potrafił zagadać bez problemu znalazł pracę w Lublinie/Warszawie/Anglii.
          Zostały głównie miernoty, którym wszystko muszą załatwić rodzice bo sami o niczym nie mają pojęcia i boją się cokolwiek ruszyć.

        9. @Tomasz Wozniak
          Wszystkie przyczyny jakie wymieniles oznaczaja ze komus sie nie chce zmieniac pracy. A wtedy mozna znalezc znacznie wiecej przeszkod. Tylko.wyobraznia nad bedzie ograniczac w wyliczaniu.

          Jak ktos chce zmienic prace to moze.

        10. vries pisze:

          @AdeBe: Niestety nie ma możliwości, by wszyscy byli na dobrze płatnych stanowiskach. A mówimy o ogóle ludności.
          Poza tym nie uwzględniasz faktu, że możemy mówić tu o ludziach niemłodych. W wieku 57-lat nie mając kwalifikacji wcale nie jest tak prosto o dobrą robotę. A z drugiej strony naprawdę przydatne szkolenia są albo poza zasięgiem intelektualnym takich ludzi bądź poza ich zasięgiem materialnym. Jednak nie ma co ukrywać oni raczej nie są potencjalnymi klientami księgarni.

        11. norbert_ramzes pisze:

          Nie musi być ~57 lat – czasem może być mniej niż 30 lat – znam jeden taki dość poważny przypadek w mojej okolicy (szczegółów nie będę opowiadał bo mi się najzwyczajniej nie chce, no i ktoś by prędzej czy później mógł go skojarzyć – jedynie wspomnę że jest tylko parę lat starszy ode mnie).

          Jednak nie ma co ukrywać oni raczej nie są potencjalnymi klientami księgarni

          G. prawda – opisany wyżej osobnik jest najlepszym tego przykładem – kupuje dość dużo książek, choć połowę którą kupi nie czyta tylko kolekcjonuje 🙂 Ci bardziej "dziani" zazwyczaj w książkach nic ciekawego nie widzą.

        12. mniej niż połowa ludzi pobiera płacę, więc to żaden wskaźnik. urząd skarbowy nie publikuje statystyk? ale nawet mediana dochodów nie uwzględniałaby przecież liczby osób na utrzymaniu, ani wielu innych czynników

      3. anakinwolf pisze:

        Niedzwiedziu dasz mi prace za 3k?? Bo statystyki sobie a zycie sobie.

    2. Janko Walski pisze:

      Zapewne z doświadczenia własnego i znajomych a także używając logicznego myślenia. Oprócz tego z wielu podobnych wpisów w internecie.

      Akurat to zdanie jest najbardziej ciekawe w całym artykule!

      Zawsze mnie śmieszą podawane straty jakie "ponosi" wydawca
      To tak jakbym ja żądał od wydawców rekompensaty za to, że płyty/książki/filmy są takie drogie. No bo przecież można łatwo policzyć ile jestem w plecy jeżeli wszystko to kosztowało by 2x mniej! Straty mam przeogromne 😉

      Straty to by oni mieli gdyby ktoś im z magazynu ukradł towar albo gdyby ktoś KUPIŁ go od "pirata".

  4. niet pisze:

    Nie chce byc niemily dla autora newsa ale nic z niego nie wynika. Niczego nowego sie nie dowiedzialem. Sytuacja nadal bedzie taka sama. Czytanie go, to strata czasu. Jedynym rozsadnym rozwiazaniem tego problemu byloby zatrudnienie specjalnej firmy, ktora zajmowalaby sie monitorowaniem tych serwisow i za pomoca specjalnej "czeronej linii" wnioskowaniem do adminow o usuwanie nielegalnych tresci. Pozostanie jeszcze
    P2P, ale tego nie da sie kontrolowac.

  5. abcd pisze:

    I bardzo dobrze, niech takie serwisy jak chomikuj.pl czy rapidshare.com upadają, a na ich miejsce wchodzą darmowe, wygodne i szybkie serwisy bez limitów (niestety odsiebie.com padło)

  6. Einstein pisze:

    Osobiście czekam na rozpowszechnienie się elektronicznych ksiażek w Polsce. Sam jestem posiadaczem takiego czytnika (opartego o elektroniczny papier) i uważam to za super sprawę. W stanach mamy przecież Amazona ze swoim Kindle który ma się świetnie a u nas praktycznie nie ma takiego rynku (no moze poza Kolporterem i ich dennym eclito – praktycznie brak normalnych tytułów). Książka w wersji elektronicznej jest zazwyczaj w cenie 50-70% wersji papierowej a komfort czytania porównywalny jak nie większy. Przy braku porządnych sklepów muszę niestety korzystać z "oferty" różnych warezów.

  7. XLII pisze:

    Dodajmy jeszcze fakt radosnego olewania Polski przez wydawców.

    Prosty przykład – moja rodzicielka (jeszcze przed wielkim hypem) była fanką serii Zmierzch. Nagle okazuje się, że tłumaczenie nieoficjalne kolejnej części ukazuje się 6 miesięcy przed oficjalną premierą książki w Polsce. Przecież to jest żart… skoro fani dali radę to oficjalne wydawnictwo nie da? A jednak (kto jest fanem czegokolwiek, ten wie) trudno jest czekać kilka miesięcy skoro ćwierć legalne wydanie jest tuż za rogiem…

    Oczywiście jest rozwiązanie – walczyć o rynek i być skutecznym w działaniach. Zamiast ścigać tłumaczy – zatrudniać co najlepszych (tłumaczenie Shreka 2 w którym oficjalny "Książe z Bajki" był "Czarusiem Czarującym" było zwyczajnie wybitne). Zamiast marudzić, że "ludzie ściągają warezy" tworzyć interesujące wydania i dodatkowy content.

    Ale jasne (przepraszam, lecz samocenzurze się nie poddam, choć moderator zrobi z tym co zechce), łatwiej jest pierd*lić klientów i liczyć na łatwą kasę niż o owego klienta powalczyć.

    1. norbert_ramzes pisze:

      moderator zrobi z tym co zechce

      Żebyś wiedział że zrobi (* jakby ktoś nie załapał).

      Pierwszy raz = ostrzeżenie.

      Drugi raz = BAN.

    2. trasz pisze:

      @XLII: Troche trudno walczyc z "konkurencja", ktora rozdaje za darmo to, co wyprodukujesz. Wlasnie dlatego w Polsce jest pozniej.

  8. jellonek pisze:

    "Publikację, na którą polscy internauci czekali ponad cztery lata, tylko z jednego konta pobrano ponad sześć tysięcy razy. Wszystkich użytkowników Chomikuj.pl jest prawie cztery miliony."
    ta, te liczby sie maja tak do siebie jak zabijajacy nozem do tnacych jedzenie nozem…
    moze by i produkcji nozy zabronic – bo przeciez ich uzytkownicy moga zlamac prawo z ich wykorzystaniem?

    kocio: co do ksiazki/filmu i wykorzystania zazwyczaj jedno/malo-krotnego, np. w porownaniu do programu: sztuka (w tym filmy/ksiazki) nieco innymi atrybutami sie rzadza (nie tylko ekonomicznymi) i mam nadzieje ze mimo wszystko nadal beda pod kloszem ochrony jako "dobra powszechne" czy to za sprawa udostepniajacych ich "fizycznych" bibliotek, czy tez ich elektronicznych odpowiednikow (torrentowni 😉 )

    1. filut pisze:

      Jasne, nieprzypadkowy ciąg zer i jedynek to nie wynalazek na miarę koła!

    2. kocio pisze:

      No właśnie ja nie rozumiem różnicy – książka może być o gotowaniu i o filozofii, program może być do liczenia i do gry w kółko i krzyżyk… I ja np. korzystam głównie z oprogramowania, które rządzi się innymi atrybutami niż ekonomicznymi (w sensie pieniędzy). Dla mnie różnica między jednym i drugim jest symbolicznie nieistotna, choć praktyka używania jest rzeczywiście inna.

  9. Adam pisze:

    Nie podoba mi się ten news. Dziennikarz musi zachować neutralność – tak dalece, jak to tylko możliwe, a ja tutaj tego nie widzę.

  10. generic pisze:

    Generalnie u nas w kraju istnieją takie instytucje jak biblioteki … hym biblioteka kupuje 1,2-3 książki i udostępniają ją tysiącom …. Ktoś kupuje eboka i udostępnia innym hym dla mnie brzmi to jak e-biblioteka 😉 (w sumie ciekawym by było coś takiego jak eboki ograniczone czasowo masz np 1 miesiąc na książke tak jak w bibliotece potem nie da się otworzyć )
    Ja osobiście kupuje tylko książki informatyczne do których się czasami wraca bo trzeba coś sprawić bo się zapomniało bo trzeba coś zweryfikować itp itd natomiast inne tylko i wyłącznie wypożyczam kupowanie było by po 1 za drogie(czytam średnio 3 miesięcznie) po 2 gdzie ja bym to składował (jak bym miał ebook reader-a i dostępne by było to co lubię czytać to pewnie sytuacją by się zmieniła) po 3 po co mi książka którą przeczytam raz i odłożę na półkę (po to żeby komuś pożyczyć hym brzmi jakoś znajomo 🙂 ) …

  11. aegis maelstrom pisze:

    Kiedy mowa o muzykach, zawsze wyskakuje tu jakiś orzeł z historyjką pt. "przecież mogą zarabiać na koncertach". Czekam na propozycje dla autorów książek.

    Samodzielne nagrywanie audiobooków? Oh wait, te można skopiować. Publiczne odczyty? Kto będzie na nie chodził… Zostaje tylko sprzedawanie gołego tyłka do szmatławców, ale to też wątpliwe. I nie wiadomo po co brukowce miałyby za to płacić, skoro obywatelom wolno kopiować – no ale to są złe korporacje, krwiopijcy itd. :]

    1. y0g1 pisze:

      Istnieje jeszcze mozliwosc rozprowadzania wersji elektronicznej ksiazki przez samych autorow czy wydawnictwa po nizszej cenie. Odpadaja koszty papieru, druku, dystrybucji, czynszu za ksiegarnie.
      W takiej sytuacji do wyboru mielibysmy legalne, tanie ebooki (mam nadzieje zrobione profesjonalnie) kontra pirackie wersje – niewiele tansze.

    2. falkon pisze:

      Może niech grają koncerty 😉

    3. lazy_bum pisze:

      Mogą zarabiać na książkach, które, ze względu na niską popularność (czytelnictwa, nie konkretnego autora), są drogie. Drogie, więc ludzie nie kupują. Podobna sytuacja jak z grami na Linuksa — nie ma ich, a jeżeli już są, to drogie, bo odbiorców zdecydowanie mniej → a mniej odbiorców, bo gier nie ma i drogie… I koło się zamyka, podobnie jak tutaj. Mało ludzi czyta książki (jak pamiętam jakieś badania, to średnio 0,5 książki na statystycznego obywatela). Czyli jeszcze mniej je kupuje (bo na pewno jakiś odsetek czyta te, które ma na półce/w bibliotece/e‑booka/pożyczoną), więc sprzedaż leży, więc żeby zarobić, to trzeba windować ceny… i znowu koło się zamyka. (;

      1. vries pisze:

        @lazy_bum: tylko jak obniżyć cenę książki, skoro jej druk i dystrybucja tyle kosztuje? Owszem można wydać taniej (gorsza jakość papieru, miękka okładka, tania oprawa graficzna), ale nie oznacza to, że sprzeda dużo się więcej. A pisarz musi z czegoś żyć. Dlatego pakuje się wszystko w dobry papier, twardą okładkę i winduje się marże. Nasz rynek jest stosunkowo mały i efekt skali nie działa tak dobrze.
        Może inwestować w rynek cyfrowy? Nie okłamujmy się, kto wyda u nas kasę na czytnik za 1200zł? To nie jest gwarant dużego rynku (w każdym razie jeszcze nie).

        1. aegis maelstrom pisze:

          Hej vriesie, fakt, koszt elektronicznego czytnika dla większości Polaków to bariera nie do przejścia. Jednak jeszcze większym problemem jest brak treści, także darmowych (wydania elektroniczne gazet) oraz mała świadomość produktu (= zerowy marketing w PL).

          W USA przypuszczalnie byłbym już posiadaczem czytnika, pewnie na epapierze. Świetnie rozwiązałby mi problem co robić ze sobą w komunikacji miejskiej (codzienne kupowanie gazet papierowych to dla mnie obecnie przeginka; muzyka jest taką sobie opcją bo moje uszy słabo reagują na dokanałówki, a mam inne wydatki niż 1,5 k PLN na słuchawy noise-canceling Bose), opcja jako „książka na plażę” i podręczny Internet też byłaby fantastyczna, zwłaszcza z Internetem 3G.

          Jest konkretna potrzeba, jest produkt (choć drogi, taniej wyjdzie prenumerata kilku papierowych czasopism na 2 lata). Musi jednak ktoś rozruszać rynek w Polsce: dostarczyć treści i reklamę.
          Inaczej to wciąż będzie ultranisza (bo widział ktoś w PL kogoś z czytnikiem?)

        2. yantar pisze:

          Wydawcy sami zasrali sobie rynek od połowy lat 90'. I to jest bezsporny fakt. Zarzucali rynek tonami śmiecia "bo czytelnik wszystko łyknie" tymczasem czytelnik wyłożył się finansowo, parę razy sparzył okrutnie i dziś ma to w nosie. Jeden wydawca idzie do agenta w Polsce kupuje tytuł. Co robi drugi? Jedzie do Niemiec i kupuje tytuł u niemieckiego agenta po czym na chybcika wydaje by ubiec konkurencję. Efekt jest taki – na rynku mamy jednocześnie dwie wersje książki (jak nowość to jeszcze różne tłumaczenia), ilość egzemplarzy nie pozwala na osiągnięcie sensownego zysku bo zalegają na rynku. Po czym trzeba to odbić na innym tytule. A na końcu jak zwykle po d..e i kieszeni ma czytelnik. To nie piractwo ebookowe robi zamieszanie na rynku tylko sami wydawcy to zrobili swoimi głupimi działaniami. (Odgórnie jeszcze 22%VAT na książki, nóż się w kieszeni otwiera)
          Grzechów wydawniczych jest cała masa, ale to przecież czytelnik wszystkiemu winien. Kupowałem sporo nowych książek, teraz nie kupuję nic. Raz bo mnie raczej nie stać w tej chwili, dwa bo mam dość durnych praktyk. Niektóre serie lub cykle kompletowałem ponad dekadę łaskawie czekając na kolejne tomy (sic!!!). Zostały mi jeszcze dwa (może dożyje wydania ich ostatnich części, jak sobie qzwa ktoś łaskawie przypomni, że ma je wydać), i to będzie mój ostatni wydatek na nową książkę.
          Pieprzyć czytniki, wydawnictwa, ebooki i całą resztę, dość. Została mi biblioteka niedaleko chałupy.

        3. lazy_bum pisze:

          jak pamiętam jakieś badania, to średnio 0,5 książki na statystycznego obywatela

          Uzupełnienie: 0,5 (słownie: pół) książki rocznie.

          Odnośnie ceny, to jakoś da się kupić książki po 15‑20 zł, w różnych „tanich książkach”. To raczej nie działa jako instytucja charytatywna, więc jednak musi się to opłacać. I czasem można trafić bardzo dobre książki, które po wydaniu kosztowały ~50 zł. Znowu więc dochodzimy do sytuacji, że rzuca się na rynek produkt zdecydowanie zbyt drogi, bo „się sprzeda”, „bo nowość”, a i zarobek większy. Tyle, że książkę kupi 1 osoba na 20, a nie 1 na 4, więc zarobek wyjdzie na to samo. A później można narzekać, że się słabo sprzedaje i dlatego ceny tak wysokie. Oczywiście rzucenie w ten sam sposób „taniej książki” oznacza ryzyko, że klienci przyzwyczajeni do wysokich cen też przejdą obojętnie i kupi 1 osoba na 20 i wydawnictwo jeszcze do interesu dopłaci.

          Co ciekawe, od jakiegoś czasu można wyrwać dość tanio, nowe książki w… supermarketach. A co do jakości, to moim skromnym zdaniem jakość papieru jest teraz zdecydowanie gorsza niż kiedyś. Mimo, że jest bielszy i „czystszy”.

        4. vries pisze:

          @lazy_bum: pochopnie zakładasz, że 1 na 4 osoby kupiłaby książkę. Skąd wiesz, że nie jedna na 18 osób? Myślisz, że wydawcy nie kalkulują w ten sposób? Gdyby to się opłacało mielibyśmy tak jak w USA książki w różnych wydaniach – tańszych, na papierze toaletowym, z miękką okładką i droższe na porządnym papierze w twardej oprawie. Ale u nas nie ma dość dużego rynku.
          „że rzuca się na rynek produkt zdecydowanie zbyt drogi, bo „się sprzeda”, „bo nowość”, a i zarobek większy. ”
          Tania książka bierze się z niskich kosztów licencji i opróżniania magazynów ze staroci. Książka książce nierówna.

          @yantar:
          „Zarzucali rynek tonami śmiecia “bo czytelnik wszystko łyknie””
          A nie jest tak? Dan Brawn jest przeciętny, a po dobrej promocji ludzie kupowali go łopatami.Jaką masz pewność, że przy twoim toku rozumowania prawa rynku nie wytną książek wartościowych, a nie pozostawią szmatławców?

          „kompletowałem ponad dekadę łaskawie czekając na kolejne tomy (sic!!!). ”
          Nie widzę nic dziwnego w kompletowaniu czegoś 10 lat i więcej.

          „ilość egzemplarzy nie pozwala na osiągnięcie sensownego zysku bo zalegają na rynku”
          Może cię to zdziwi, ale nasz rynek jest czasem tak mały, że parę tysięcy egzemplarzy to (zbyt) duża ilość.

          @aegis maelstrom:
          gdyby czytanie po angielsku sprawiało mi tak wielką przyjemność jak czytanie po polsku już dawno kupiłbym czytnik. A tak, to nie ma mowy. Tutaj wielkość rynku jest kołem zamachowym do wprowadzania takich innowacji. U nas rynek jest zbyt mały, by wydawcom ryzyko z tym związane się opłacało. Oznacza to tylko tyle, że nie prędko doczekamy się porządnych usług wydawniczych w sferze cyfrowej.
          Ja kupuję czasem gazety papierowe (tygodniki). Wolałbym jednak czytać je na czytniku, bo później nie mam gdzie ich trzymać a szkoda wyrzucać…

        5. Tak mi się wydaje, że coś w tym jest. Sama, książki głównie wypożyczam. Szkoda, że wszystkich książek zawodowych, które mnie interesują w dzielnicowych bibliotekach uświadczyć się nie da. Jeśli już jakąś książkę muszę kupić szukam używanej na allegro albo kupuję w tanich książkach bo zwyczajnie nie stać mnie na nową i nie zależy mi na tym żeby była w stanie kolekcjonerskim. Z ciekawostek szukałam ostatnio książek branżowych w wydawnictwie które je wydaje oraz w znanej sieci tanich książek. Ta sama książka stale dostępna w wydawnictwie kosztuje około 34 zł a w taniej książce zapłaciłam 17 zł (nowa, stan idealny). Inną dostałam za 8 zł (w wydawnictwie około 30zł). Zatem jednak można taniej.

        6. yantar pisze:

          Kiedyś schodziło po kilkadziesiąt tysięcy + dodruki. Dziś to marzenie każdego wydawcy. Rynek nie jest mały, po prostu jest chory. Pomijam drobny fakt, że wiele osób żyje na walizkach po wynajętych pokojach nie ma gdzie trzymać książek. No ale to inna historia.

          Nie widzę nic dziwnego w kompletowaniu czegoś 10 lat i więcej.

          Nie wtedy gdy cykl za granicą został zamknięty dawno temu przez autora i ktoś wydaje u nas 6 tomów by 7 mieć gdzieś na kiedyś, bo są nowości na które warto się rzucić. Po czymś takim inny wydawca nie wyda całej serii tylko dla 7 tomu, którego brak na rynku. Nie mówię o jakiejś niszy tylko o uznanych, nagradzanych cyklach. Tak się zwyczajnie nie robi. To jest nieprofesjonalne.
          Jest plan wydawniczy to należy się go trzymać.
          O takich drobiazgach jak zatrudnianie kiepskich tłumaczy, korektorów to nie wspomnę. Na szczęście to odchodzi już w przeszłość.

        7. vries pisze:

          Kiedyś, czyli za komuny chyba, bo średni nakład w 91 roku wynosił 11 tyś, a teraz spadł mniej więcej do 5 tyś. Wartości te są stałe od jakichś dziesięciu lat. Oczywiście ilość tytułów wzrosła dwukrotnie. Może to świadczyć o tym, ze poprawiły się możliwości druku i zarządzanie stanami magazynowymi. Gdy spojrzymy na ceny książek, to od 98-go do 07-go ceny wzrastały słabiej niż średnia coroczna inflacja. Ceny wzrosły wtedy średnio o 50% a ceny u księgarzy o 30%. Nie mam niestety nowszych danych…

          Sam widzisz… nie opłacało im się wydać serii do końca. Może wydali zamiast tego jakiegoś szmatławca. I ty mi mówisz, że warto zawężać jeszcze bardziej rynek? Co do podejścia, to faktycznie masz rację – brak profesjonalizmu.

        8. lazy_bum pisze:

          @vries
          Nie zakładam, tylko upraszczam. Wdawanie się tutaj w dyskusje typu „wcale nie 1300 zł tylko 1282 zł” jest bez sensu (po raz kolejny mam wrażenie, że „informatyki” nie potrafią ani trochę „czytać między wierszami” (; ).

          I jak pisze Ai jednak da się te same książki kupić o ~połowę taniej. Wydawcy jednak dokładają do interesu? A może łupią nas na wywindowanych marżach? Inna sprawa, że jak ktoś czytać chce, to zawsze znajdzie sobie taki podaj (niestety moim zdaniem mocno zmarniał jak wprowadzili wymianę kupy śmieci poza książkami), aukcję czy bibliotekę…

        9. vries pisze:

          @lazy_bum: nie wiem, ale jak patrzę na serwisy z tanią książką, to widzę "końcówki i zwroty". Innymi słowy, coś czego chcesz się pozbyć. do tego dochodzą pewnie tańsze pozycje. Zresztą u mnie nie ma takiej księgarni, nie wiem, czy jest w miastach ościennych. Ja sobie nie kupię taniej. Możliwe, że "nakład" taniej książki mnie nigdy nie obejmie.
          Kiedyś były "bestselery" za 10zł w koszykach w marketach, ale się skończyły (i może i dobrze, bo nic ciekawego tam nie było).
          Dobrze wiesz, że mam tu dość wybiórcze podejście. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, by nielegalnie wydawać w internecie coś, czego u nas nabyć się nie da (a zdarzają się również przekłady książek tego typu na angielski). Osobiście jest mi obojętne, czy jakiś bestseller zostanie rozprowadzony w necie. Ale osobiście mam nadzieję, że piractwo nie ubije kiełkującego przemysłu dystrybucji cyfrowej. Że ludzie będą wystarczająco rozumni, by kupować książki małych wydawnictw a nie ściągać je z netu. Jako, że nie do końca w to wierzę wolę krytykować piractwo w tej sferze mimo, że sam nie jestem bez winy.

        10. lazy_bum pisze:

          @vries
          Serwisy? Tzn. jakieś www.taniaksiazka.pl? Ja mówię o istniejących sklepach, które się taką działalnością zajmują. I owszem, potwierdzam, że często jest dużo śmiecia, ale można trafić i ciekawe pozycje. Chociaż to też zależy od zainteresowań kupującego… równie dobrze inni mogą odnajdywać mnóstwo ciekawostek z interesujących ich „działów”, a ja nic dla siebie nie znajdę.

    4. mpier pisze:

      Propozycje dla autorów? Coś się znajdzie. Wykładanie towaru w markecie, drobne prace interwencyjne, odśnieżanie chodników, koszenie trawników, zbieranie szparagów (marchewek, co tam komu wygodnie). Z głodu umrzeć nie powinni.

    5. Reddie pisze:

      Ja mam propozycję. Okres ochrony 3-5 lat i niech piszą następne dzieła.

  12. wytrych pisze:

    Ja tam bym pozamykał pijalnie piwa wtedy ludzie kupowali by książki. Zamiast trzepać jakiegoś tam chomika pozamykali by te pirackie biblioteki publiczne. Normalnie takie dziuple są w każdym mieście nawet niektóre wiejskie szkoły mają biblioteki tego nie rozumiem jak można tak łamać prawa wydawców. I jeszcze te szkoły ja nie wiem kto pozwala nieodpłatnie uczyć czytać i pisać.

  13. nikt79 pisze:

    Używam podobnych serwisów , i jeśli tytuł mi się spodoba zazwyczaj trafia na półkę.Ceny książek są faktycznie wysokie więc dobrze że mamy możlwiość skorzystania z "try before you buy"

  14. hanskloss pisze:

    Co tracą? Miliony??? Większość osób, która korzysta z tych serwisów w celach oczywistych, i tak nie zapłaciłaby za udostępnione treści nawet jednej złotówki. Nic nie tracą, tak im się tylko wydaje.

  15. prudicz pisze:

    To o czym mowa w newsie to istne zlodziejstwo. Argumenty w stylu, ze w księgarni nie ma lub jest ciezko dostepne zalezy od osob tam pracujacych i ich operatywnosci. Sprawa biblioteki taki ich urok i polska rzeczywistosc ze zazwyczaj maja po jednej sztuce danego tytulu nie liczac lektur szkolnych. Nie tlumaczy to kradziezy wartosci intelektualnej. Pisanie ksiazki to dlugotrwaly porces wymagajacy sporo pracy jaka musi wlozyc sam piszacy (czesto materialy, zdjecia, notatki uzyte do pisania ksiazek sporo kosztuja lub ich szukanie generuje koszty) nie zapominajmy o łamaniu ksiazki, przygotowaniu do druku i samym druku. Wiem jakie sa realia w naszym kraju, ale ceny ksiazek wahaja sie srednia miedzy 20zl – 80zl i mozna sobie na nia odlozyc jasli kogos na nia nie stac w danym momencie, ale komu sie chce to robic z lenistwa. Wasze tlumaczenie jest takie jak drogo to mozna krasc. Ciekawe jak by do was tak przyszli pracujacych w handlu (art. spozywcze, RTV, AGD, budownictwo) lub innych uslugach i zaczeli was okradac na waszych oczach tlumaczyc sie tak jak wy ze "macie drogo". P.S. Czytanie ksiazek na komputerze czesto miernych skanow tez jest bardzo zdrowe ciekawe jakie koszty poniesie taka osoba przy pierwszej lepszej wizycie u okulisty i czy wtedy tez powie ze bylo warto.

    1. lenwe pisze:

      Co do miernych skanów, to od czego są programy do OCR :), dobry aparat ze statywem też jest do całkiem dobrym pomysłem (oczywiście do robienia kopi na własny użytek)
      Niektórzy autorzy udostępniają fragmenty swoich książek w sieci, np. Dukaj.. gdyby autor udostępnił na swojej stronie pełną (płatną) wersje, nieco taniej niż papierową to z chęcią bym skorzystał (a kupiłem wersje papierową, która zajmuje kupę miejsca na półce).
      Jednak takich (legalnych) książek po prostu nie ma, a jeśli są to kosztują prawie tyle samo co wersja papierowa, jeśli nie więcej.
      Trafiłem co prawda kiedyś na całkiem ciekawą księgarnie internetową z e-bokami, i to chyba nawet po polsku, z tym że sprzedawała je w jakimś strasznie dziwnym formacie, do którego odczytu wymagany był IE i oczywiście Windows, dodam że używałem wtedy łubuntu.

      Reasumując, jeśli wydawcy i sprzedawcy książek nie mają zamiaru traktować swoich klientów poważnie, to nie mam zamiaru im płacić. Pozdrawiam.

    2. Reddie pisze:

      Sprawa biblioteki taki ich urok i polska rzeczywistosc ze zazwyczaj maja po jednej sztuce danego tytulu nie liczac lektur szkolnych.

      No popatrz. W życiu bym nie przypuszczał, że misją bibliotek jest zniechęcanie do korzystania z nich, żeby ludzie kupowali w księgarniach 😀

      1. prudicz pisze:

        Biblioteki maja bardzo ograniczone środki finansowe dla twojej wiadomosci. Na ogół utrzymuja sie z pieniedzy miejskich oraz z wplat dokonywanych przez uzytkownikow bibliotek.

        1. Reddie pisze:

          No pewnie. Tylko z tego co piszesz wynika, że one celowo mają tak niskie środki, by nie zaburzyć rynku księgarskiego.

  16. wyobraźcie sobie idyllę- nasze walczące z bezwzględnymi chomikami o wolność i sprawiedliwość koncerny dochodzą do porozumienia z serwisem i za niewiele wyższą ale rozsądną i nadal proporcjonalną do ilości ściągniętch na dysk danych opłatę (chomikowenie jest przecież płatne) można spokojnie chomikować… Niestety rozwiązanie jest zbyt proste i koncerny wolą liczyć bardzo teoretyczne straty niż bardzo realne zyski z pójścia w końcu po rozum do głowy. Ludzie jak widzicie są w stanie płacić za korzystanie z takiej usługi, pod warunkiem rozsądnych cen. Wiem wiem- zaraz będzie pode mną 200 komentarzy o "rozsądnych" cenach- rozsądne to te na które zgodzą się w miarę chętnie obie strony.

  17. bies pisze:

    Nexto.pl — zapamiętane. Notka do siebie: nie zapłacić nexto.pl ani złotówki.

  18. esio pisze:

    Artykuł tendencyjny, to, że nie stać mnie na mercedesa to znaczy, że mogę go ukraść?

    1. wisznu pisze:

      nie, ale mozesz go sobie skopiowac ;P

    2. Janko Walski pisze:

      Ukraś NIE, ale ctrl+c -> ctrl+v możesz sobie zrobić 😉

      1. esio pisze:

        To kto będzie kupował samochody jak każdy będzie mógł skopiować? Kto będzie takim frajerem? Skąd koncerny będą miały kasę na badania? Przecież koszt wprowadzenia nowego modelu liczy się w setkach milionów euro, kto za to zapłaci? Tak samo jest z oprogramowaniem, muzyką i filmami, to wydawca ustala cenę i chce on nie tylko na tym zarobić co ponieść koszty wprowadzenia produktu na rynek.

        1. lazy_bum pisze:

          Przykład z samochodami jest kompletnie chybiony. Od jakiegoś czasu technologia stoi na tak wysokim poziomie, że możliwe jest produkowanie samochodów, ktore by się praktycznie nie psuły. Silniki ceramiczne (afair) z gwarancją na milion kilometrów. Tyle, że się to nie opłaca, bo co wtedy ze wszystkimi pracującymi w warsztatach, zarabiających na częściach zamiennych etc.? Idąc tą drogą rozumowania wychodzi, że każdy kupujący (szczególnie nowy) samochód jest, jak to ładnie określiłeś, frajerem.

          Podobna sytuacja jest ze sprzętem AGD. Kiedyś lodówki produkowano z czasem życia obliczonym na 30 lat, teraz ten czas wynosi 10 lat. Czyżby technologia zrobiła kilka kroków do tyłu? [/OffTopic]

        2. trasz pisze:

          @lazy_bum: "Like… There is this guy that invented this car and it runs on water, man. It's got a fiberglass air-cooled engine and it runs on water!"

  19. koniar pisze:

    Nie biorą oczywiście pod uwagę tego, że większość osób pobierających książki z Sieci nie kupiłaby papierowych wydań. Po prostu nie byłoby ich na nie stać.

    Nie stać jak ktoś ma kieszonkowe, a nie normalna pensje. Cena za ksiażke to koszt 30-50 pln (nie piszę o fotoalbumach, albo technicznych), wiec na dwie w miesiącu każdy może sobie spokojnie pozwolić. 3 paczki fajek, 4 piwa w pubie lub kilo sera. Druga kwestia, to że autor usprawiedliwia – "bo nie stać". Czyli co ? jak mnie nie stać to mogę kraść ?? Chleb, książki, telefon, telewizor ?? Nie wiem czy ktoś, kiedyś autorowi tego newsu – "ściągną" komórkę na mieście, albo "download" portfel z kieszeni – też go pewnie nie było stać. Tłumaczenie, że nie uderza autora, tylko wydawców – co za bzdura. 1) Wydawcy to też ludzie, którzy zatrudniają innych ludzi, grafików, drukarnie, recenzentów, dziennikarzom też trzeba posmarować itd. 2) O tyle o można się pokusić, muzycy odbiją sobie "nie autoryzowaną promocje w sieci" (też piractwo) na koncertach to pisarze nie mają takiej opcji.
    Trzeba dorosnąć i prawdę nazwać po imieniu – jeśli artysta nie udostępnia utworu na cc lub innej liberalnej – to jest to kradzież. A nie "ściągnięcie", "pobranie" czy "download".
    @rfv

    dochodzą do porozumienia z serwisem i za niewiele wyższą ale rozsądną i nadal proporcjonalną do ilości ściągniętch na dysk danych opłatę (chomikowenie jest przecież płatne) można spokojnie chomikować

    A czy muzyk ma płacone od 1 nuty, a pisarz o 1 litery ? Jak wycenisz chcesz wycenić proporcjonalnie materiał ? Da się ?
    Idąc twoim tokiem myślenia – równanie:
    Założenie

    nadal proporcjonalną do ilości ściągniętch

    1 MB danych = 1 PLN

    1 MB Ich troje = 1 PLN
    1 MB U2 = 1 PLN
    1 MB Ich troje = 1 MB U2

    SZOK ! Wisniewski to Bono !!!

    Wszytko ok ? Czy pomysł wczesną/poźną nocą przyszedł ?

    @generic
    " …. Ktoś kupuje eboka i udostępnia innym hym dla mnie brzmi to jak e-biblioteka (w sumie ciekawym by było coś takiego jak eboki ograniczone czasowo masz np 1 miesiąc na książke tak jak w bibliotece potem nie da się otworzyć )" <- brawo, w końcu ktoś z jakimś pomysłem – bierz dofinansowanie z UE, ciągnij czytnik kontenerami z ChRL, sprzedawaj je w abonamencie za 1 zeta i dogaduj się z wydawcami – będziesz polskim Amazonem :).

    1. lazy_bum pisze:

      3 paczki fajek, 4 piwa w pubie lub kilo sera.

      To taka sama teoria, jak: Rzucę palenie, to co miesiąc mi zostanie X zł! Zapytaj jakiegoś byłego palacza ile oszczędza po rzuceniu. Zgaduję, że nijak mu się to nie zgadza z wyliczeniami.

      1. koniar pisze:

        Nie wiem czy mnie zrozumiałeś – napisałem w sensie, że koszt ksiażki nie jest jakiś niebotyczny, wiec nie wiem o co mam pytać palacza.
        Przeczytałeś post ze zrozumieniem czy wytargałeś zdanie z kontekstu, i dołożyłeś myśl która sobie gdzieś luźno meandrowała ?

  20. Nie ma czegoś takiego jak "nielegalna kopia".
    Można "nielegalnie", czyli niezgodnie z prawem, WYKONAĆ kopię jakiegoś materiału.
    Plik to plik – nie może być nielegalny (chyba, że zawiera materiały zabronione przez prawo).

    1. koniar pisze:

      Semantyka
      Można sie pobawic..
      – Kopia nieuprawniona
      – Lewa kopia
      – Kopia utworzona nie zgodnie z wolą twórcy/wydawcy
      – Kopia wytworzona w trakcie nielegalnego procesu kopiowania
      … tylko po co ?
      Nie lepiej zamiast "Pobierz" na buttonie zrobić, "Kradnij" ? – proste …
      dobra kończę bo zaraz wyjdę na obrońce Foty, MS, RIAA chodź daleko mi do tego…

  21. Prometheus pisze:

    Problem tkwi w czytelnikach, którzy pomimo deklaracji typu "uwielbiam tego autora"; "kocham tę książkę" i tak jej nie kupią, by wesprzeć jej autora (tak, wydawcę też ale czy to na prawdę zbrodnia?). Przed nami zmiana mentalna w społeczeństwie i pytanie które każdy musi sobie zadać: Czy chcę promować kulturę w moim kraju? Czy chcę, by następna książka mojego ulubionego autora została choć przetłumaczona profesjonalnie na mój język? Oczywiście są tacy ludzie, którzy odpowiedzą twierdząco ale czują się w mniejszości niestety :> Nie mówię, że nigdy nic nie pobrałem z netu, jednak materiały dostępne w internecie traktuję w tej chwili jako swoiste wersje demo. Oszczędziły mi masę kasy za rzeczy, które tylko wydawały się ciekawe a w rzeczywistości były warte funta kłaków. Tak więc nie traktuję umieszczania różnych materiałów w necie, jako "zuo", gdyby nie one nie kupił bym wielu rzeczy 🙂 Problem pojawia się wtedy, gdy się bierze nie dając nic w zamian.

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

Newsletter OSnews raz w tygodniu. Bez reklam.