Prywatne witryny WWW zagrożone

  • Home
  • /
  • Blog
  • /
  • Prywatne witryny WWW zagrożone

Data: 26 lipca, 2010

Po licznych pozwach, które kierowane były przeciwko internautom korzystającym z publicznych stron torrentowych, przyszła pora na prywatne witryny WWW.

Już teraz wytwórnie filmowe i fonograficzne szykują kolejne oskarżenia.

Amerykańska organizacja U.S. Copyright Group (USCG) i brytyjska organizacja Gallant MacMillan składają do sądu wnioski przeciwko kolejnym internetowym piratom.

Ponieważ amerykański sąd pozwolił na formułowanie zbiorowych pozwów przeciwko osobom udostępniającym i pobierającym nielegalnie materiały z Sieci, organizacje reprezentujące wytwórnie filmowe i muzyczne postanowiły to wykorzystać i zaczęły przygotowywać oskarżenia przeciwko tysiącom osób.

Już w samym Teksasie do sądu trafił pozew przeciwko 65 osobom, korzystającym z prywatnego trackera sieci BitTorrent.

Sprawa jest o tyle bardziej kontrowersyjna, że dotychczas pozwy kierowano głównie przeciwko dużym i publicznym stronom oferującym linki do plików torrent. Teraz natomiast celem wytwórni stały się dużo mniej popularne trackery.

Trzeba jednak zaznaczyć, że strona pozywająca nie jest wielkim graczem, lecz małą wytwórnią filmów dla dorosłych.

Jeśli sąd wyda wyrok skazujący, inne organizacje trudniące się walką z piractwem internetowym z całą pewnością to wykorzystają.

Podobne wpisy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone


  1. tom000 pisze:

    Ten link na dole "wiecej informacji" możnaby chyba usunąc nie prowadzi on do strony-artykułu gdzie znajdziemy wiecej informacji na ten temat – jest to po prostu wciskanie zwyklej reklamy.

    1. A dokładniej jest to zwykły FUD mający na celu nabicie odwiedzin stronie. Od kiedy spam staje się newsem dnia?

  2. Beznadziejne tłumaczenie jak zwykle.

  3. Co mają prywatne witryny WWW do prywatnych trackerów torrentowych? Tytuł na miarę Faktu.

  4. A tak a'propos prywatnych witryn – Jestem użytkownikiem Internetu od czasów dryńkania ze znakowym terminalem na BBSy. Pamiętam w latach 90-tych batalię właśnie o prywatne witryny – szkic był taki, by twórcy je rejestrowali, czy w inny sposób uzależniali od korporacji (w kapitalizmie rządu, na jedno wychodzi). Batalię wygrali użytkownicy na pozór, bowiem od tego czasu mamy większą śmiertelność witryn niż przyrost. Biorę tu pod uwagę wyłącznie własne obserwacje, według których na necie mamy już >50% zdechłych linków do użytecznej, nie występującej gdzie indziej treści.
    Obecnie żyjemy w Kołchozie 2.0 (czy też Web 2.0, tak czy inaczej pod względem kompetencji ludu pracującego na jedno wychodzi), w którym Internet ogranicza się do adresów policzalnych na palcach rąk. I to ma być internet niezależny? Już Geocitiesy zamknęli, a było to dla mnie wyłącznie potwierdzenie hipotez. Najprawdopodobniej chodzi o to, by ograniczyć internet do tych kilku adresów, po czym taryfikować je jak 0700.
    Powiedzmy szczerze, dzisiaj w większości kwestii specjalistycznych w necie znajdziemy tylko krótką notkę w Wikipedii oraz kilka notek na forum o treści "użyj Google". Przeglądając w tej Wikipedii wcześniejsze strony odkrywamy adresy które, po wpisaniu do archiwum Internetu, ujawniają o wiele lepsze źródła wiedzy. Dzisiaj z Internetu nie można się już niczego nauczyć, gdyż Internet przestał spełniać swoją główną rolę, jako medium wymiany naukowej informacji. Aktualnie mamy coś na kształt gazetki z supermarketu, gazety Fakt, miernych nowinek (patrz ten artykuł) i kanału wymiany rozbieranych fotek na Nasza-Flasza :).

    1. Spróbuj wyjrzeć poza ramy polskiej Sieci, która, tu masz rację, rzeczywiście jest do bani. Przekonasz się o nieprawidłowości Twojej teorii.

      1. Nie mówiłem o całej sieci, przyznam szczerze, że sam prowadzę niewielką stronę z opisami modyfikacji technicznych komputerów, i dziwię się, że ktoś na to w ogóle zagląda (technologia typu "this page is best viewed with a computer"). Z tego, co mam na Google analytics, większość kieruje się na "english version" i tam zostaje na podstronach, na wersję polską jak na razie "pies z kulawa nogą". Więc rzeczywiście, polski Internet jest pod tym względem kiepski.
        Co do stron zagranicznych, niestety, znika masa stron zawierających opisy z dziedzin, których próżno gdziekolwiek szukać (np. kilka naprawdę dobrych stron o fizyce, kilka zawierających wyniki własnych eksperymentów i badań), Patrząc po moich zakładkach przyrost jest, ale niewielki.
        Uczę się za to Rosyjskiego, i u nich jeszcze powstaje wiele stron z inicjatywą podzielenia się wiedzą, a nie odsyłaniem do Googli.

    2. el.pescado pisze:

      Mnie się wydaje, że ilość wartościowych informacji w Internecie jest względnie stała, natomiast lawinowo rośnie ilość śmieci, co stwarza wrażenie ubożenia sieci. Taki jest skutek egalitaryzacji tego medium. Nie ma jednak co rozpaczać – ciekawe informacje można znaleźć, tylko trochę trudniej do nich dotrzeć.

      1. Może inaczej: Rośnie ilość pozycjonowanych śmieci, a strony zawierające informacje nie dostają się do wyszukiwarki. Bo po prostu w erze pre-Google jedna wyszukiwarka zainfekowana oszustwem SEO była przez użytkowników zmieniana na inną, i była to typowa cyrkulacja jak w systemie popyt-podaż.

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

Newsletter OSnews raz w tygodniu. Bez reklam.