Na blogu Alexandra „Tolimara” Reichle-Schmehla, jednego z deweloperów dystrybucji Debian, pojawiła się informacja o tym co jeszcze dzieli nas od nowego wydania Wheezy, które obecnie znajduje się w fazie alfa1. Okazuje się, że jest to 975 bugów.

Lista błędów do naprawienia w nadchodzącym wydaniu
Jak zauważa Tolimar, 500 z nich to wartość krytyczna, niezbędna do załatania przed wydaniem, jednak z pozycji menadżerów wydania 7.0 jest ich 975.
Jakiś czas temu deweloperzy Debiana zapowiadali większą częstotliwość wydań. Mocno trzymam kciuki i ciekaw jestem czy już tym razem się uda.
Więcej informacji o nadchodzącym wydaniu, zawierających między innymi wykaz zadań dla poszczególnych grup pracujących nad Wheezy’im znajdziecie na tej stronie.
Już w tym momencie podczas instalacji Debiana z gałęzi testing deweloperzy polecają korzystanie z proponowanych obrazów dla nowego wydania, wydanego 13 maja.


Największym bugiem w Debianie jest jego mrożenie 🙁
Oczywiście fajnie mieć na serwer stabilne wydanie, ale na desktop przydałoby się utrzymywać testinga w aktualnym stanie.
Był przecież projekt Debian CUT (Constantly Usable Testing). I co? Zdechło?
I jest sid.
Od kiedy w Sidzie w czasie mrożenia pojawiają się jakieś faktycznie nowe wersje, a nie jedynie poprawki?
od zawsze? to testing jest zamrażany a nie unstable (sid)
ale Debian jest na serwery. Dlatego taka filozofia jest IMHO słuszna. Jeśli chcesz ciągły system – arch spełni Twoje oczekiwania.
Nie, Debian to "Universal Operating System" (za http://www.debian.org/), co znacz, że jest i na desktopy, i na serwery. Ale nawet na przeciętnym desktopie dystrybucje ciągłe to porażka. Nie chcesz, żeby stacje robocze Ci się psuły w najmniej oczekiwanych momentach, nie chcesz codziennie na kilkudziesięciu albo kilkuset desktopach przeprowadzać skomplikowanych aktualizacji. W takich warunkach chcesz stabilnej dystrybucji, nawet półroczny cykl Ubuntu jest zbyt żwawy (zresztą po to mają LTS-a).
Zwykły użytkownik domowy też chce przede wszystkim stabilnego systemu, który będzie się zachowywał w sposób przewidywalny i wymagał aktualizacji tylko raz na kilka miesięcy bądź (lepiej) lat. Rzadko kiedy potrzebuje kompletu świeżego oprogramowania, zwykle starczy kilka aplikacji, które można zbackportować do stabilnego systemu.
A jak ktoś potrzebuje ciągłej dystrybucji: gorąco polecam testing/unstable/unstable+experimental. Sprawdza się świetnie 🙂 Ale używam tylko u siebie na laptopie, w innych miejscach stable (+ew. backporty).
Co do wine: polecam http://dev.carbon-project.org/debian/wine-unstabl…
„Ale nawet na przeciętnym desktopie dystrybucje ciągłe to porażka” i tak o to, po raz kolejny, dowiaduję się o swojej wyjątkowości. Owa wyjątkowość objawia się tym, że miałem Ubuntu LTS, LMDE, PCLOS, OpenSUSE i chyba coś tam jeszcze, a najstabilniejszą dystrybucją okazał się być Arch Linux…
Niewykluczone, że Twój desktop nie jest przeciętny 😉 Jeśli na przykład starałeś się być bleeding edge, to dystrybucja ciągła wydaje się sensownym rozwiązaniem. Ale wyobrażasz sobie codzienne aktualizacje na kilkudziesięciu desktopach? Albo u użytkownika, który jedyne co to chce mieć firefoksa, amaroka i kadu? Dla niego aktualizacje dystrybucji ciągłej to niepotrzebny kłopot.
Na Archu zalecany odstęp pomiędzy aktualizacjami to tydzień, a co tyle właśnie aktualizuje się domyślnie Ubuntu (chyba, że coś pokręciłem, bądź od czasu ostatniego jego używania przeze mnie coś zdążyło się zmienić). Poza tym albo piszesz o przeciętnym desktopie, albo wchodzi w temat administrowania wielu komputerów.
Użytkownika, który chce mieć raz postawiony system, a potem tylko sobie korzystać z przeglądarki, odtwarzacza multimediów i komunikatora, bez myślenia o aktualizacjach, powinno się wysłać na kurs dbania o bezpieczeństwo swojego komputera.
Tyle, że aktualizacja Ubuntu to jedynie poprawki, nic nie psują, nic nie zmieniają nie wprowadzają nowych wersji softu. W dystrybucji ciągłej z definicji dostaniesz nową wersję, być może z nowymi bugami/niespodziankami albo innymi zmianami. Użytkownikowi, który chce korzystać tylko z przeglądarki, odtwarzacza i komunikatora nie tyle przeszkadza to, że raz na tydzień się w tle jakieś aktualizacje zaciągną, a to, że po tych aktualizacjach coś mu się poprzestawia, albo co gorsza przestanie działać. W stabilnej dystrybucji chodzi o to, żeby użytkownik nie musiał myśleć o aktualizacjach, a nie o to, aby ich nie robił. Póki luki bezpieczeństwa są łatane wszystko jest OK.
Piszę o desktopach domowych i o desktopach administrowanych, bo to są właśnie dwie kategorie przeciętnych desktopów. Wspominam o obu, bo chcę pokazać, że na obu wydania stabilne często są lepszym pomysłem. Pewnie, że to nie jedyne kategorie — jak już pisałem, na swoim laptopie mam unstable. Ale nie poleciłbym go ZU ani nie wdrożył na workstacjach. Z podobnych przyczyn, dla których używam stable na serwerach.
Nie lubię się powtarzać, ale…
Miałem Ubuntu LTS, LMDE, PCLOS, OpenSUSE i chyba coś tam jeszcze, a najstabilniejszą dystrybucją okazał się być Arch Linux…
Ja z kolei po Slacku RH i Gentoo zainstalowałem na notebooku Ubuntu 12.04 LTS i niczego nie muszę kompilować 'z ręki' działa stabilnie od paru tygodni. Jak ktoś ma czas, to może się bawić z gentoo archy i inne freebsdy. Stabilne binarne i aktualizaowane pakiety dają 100% zadowolenia z korzystania z komputera a nie walki z nim.
Nie musisz, czy nie możesz tego robić w prosty sposób? Nikt nikogo nie zmusza do używania AURa i najczęściej nie jest on potrzebny, bo repozytorium Archa w miarę duże. Sęk w tym, że AUR jest i korzysta się z niego bardzo łatwo (są do tego nawet narzędzia GUI), a wielką jego zaletą jest to, że są paczki, które zamiast ściągać kod źródłowy i go kompilować, ściągają gotowe binaria i tylko je pakują w paczki, co pozwala na wkomponowanie ich w system zależności. W Ubuntu oficjalna Java Oracla jest dostępna do instalacji tylko na modłę Windowsową – trzeba ściągnąć ze strony Oracla i ręcznie instalować. W Archu legalnie można tę Javę instalować korzystając z AURa, bo same binaria są ściągane z serwerów Oracla, a po stronie użytkownika są one tylko pakowane w system zależności.
Mam Archa równy rok, co jest obecnie rekordem biorąc pod uwagę wszystkie dystrybucje i Windowsy, z jakich korzystałem nie bojąc się kombinować i bawić. Arch nie tylko jest stabilny, ale i dość odporny na mnie jako użytkownika. Może jest to bardzo odosobnione doświadczenie, ale ode mnie wielki plus dla twórców tej dystrybucji.
Muszę wtrącić swoje trzy grosze. Od ponad 10 lat używam linuxa codziennie. Archa od roku na 5 komputerach w tym na jednym serwerze. Oj zdarzały się przygody a najciekawsza z nich to że po aktualizacji w tym kernela również nie potrafił wybootować (błąd w kernelu nie widział dysku na USB).
Męczą mnie jego codzienne aktualizacje z którymi czasami są przygody. Np nie wiem jak na innych dystrybucjach przeszła zmiana katalogu /lib -> /usr/lib ale na archu były jaja niezłe.
Fedore też nie polecam ze względu na jej zbyt czestę wydawanie dystrybucji. Testuję obecnie centosa w miejscu krytycznym 24/7 i powiem wam tak. System działa fajnie pakiety stare ale jare. Tylko aby w ciągu miesiąca dwa razy nowy kernel wypuścić ? Nie zdążyłem załadować poprzedniego a już nowy poprawiony kernel wyszedł kolejny.
Ludzie chyba myślą że restarty na głównym ruterze można sobie robić co chwile 😉
Debiana znam tylko z wielu pochlebnych opinii, że dla mnie byłby chyba optimum ale nie miałem okazji przetestować. Będzie kolejny system stabilny stawiany to poleci debian.
@Druedain
"Użytkownika, który chce mieć raz postawiony system, a potem tylko sobie korzystać z przeglądarki, odtwarzacza multimediów i komunikatora, bez myślenia o aktualizacjach, powinno się wysłać na kurs dbania o bezpieczeństwo swojego komputera".
Ja jestem takim użytkownikiem, stawiam system na komputerze, konfiguruję to co mi jest potrzebne i … to ma działać latami. Od tego są aktualizacje automatyczne, żeby komputer AKTUALIZOWAŁ SIĘ AUTOMATYCZNIE.
Komputer ma robić to do czego ja go potrzebuję a kiedy nie jest potrzebny, ma nie zaprzątać mojej uwagi. I tu, jak pisze @Jarek idealnie spisuje się Debian, wersja stabilna. Uruchomiony nawet po półrocznej przerwie, po minucie jest ZAWSZE gotowy do pracy a najdalej po kwadransie dysponuję pełną mocą komputera.
A jeśli zatęsknię za cotygodniowym grzebaniem w systemie i kursami dbania o bezpieczeństwo komputera to … kupię sobie po prostu Windowsa. Nie muszę być wyjątkowy, mi to ma działać i tyle.
Tyle, że mnie cały czas chodzi wyłącznie o twierdzenie, że dystrybucje ciągłe w takiej sytuacji to porażka. Ja bym użytkownikowi o takich potrzebach też nie polecał Archa, tylko bardziej Debiana, czy coś tam, ale nie powiedziałbym mu, że Arch to porażka.
Nie rozumiem dlaczego dyskusja skręciła w takim dziwnym kierunku. To tyle z mojej strony w tej kwestii, mam nadzieję, że wyjaśniłem niejasności.
Jest wydanie testowe, jest niestabilne, są backportsy. W najgorszym razie przy pewnej dozie szczęścia można sobie samemu coś skompilować (ja tak robię z Wine). Aktualnie Debian jest łatwiejszy do postawienia niż Arch.
A dla wielu użytkowników lepiej mieć sprawdzone wersje pakietów niż np. ręcznie "syntezować" sobie Xorga z różnych wersji bo sterowniki do grafiki są, ale nie działają (Arch i grafika SiS650, komuś działają sterowniki z najnowszej wersji?).
Ale przyspieszony cykl wydań to słabsza dokumentacja, niestety tak jest zawsze, a Debiana lubię właśnie za dokumentację.
@Zra
SiS650/741/761 powinny pracować na tym samym sterowniku. Na stronie SiS-a były nawet sterowniki pod Linuxa dla zintegrowanej grafiki.
Rekompilowałeś jądro i ustawiłeś obsługę chipsetu SiS i to nie tylko dla grafiki ale i reszty?
A nie lepiej wybrać zamiast Archa inną dystrybucję np. Slackware, Crux, VectorLinux,…?
Debian i 975 bugów…?! A co to jest 975 bugów! No i lepiej by był to news przed jak po wydaniu. Uważam metodę wydawania dystrybucji w sporych odstępach czasowychza sensowną. Tylko tak się wydaje, że wystarczy zapuścić skrypty, które pościągają najnowsze wydania pakietów a potem je skompilują. Nawet przy tym jest sporo niespodzianek, a do tego dochodzą różne zmiany w obszarze jądra i skryptów choćby HAL, systemd,… . Sprawa bezpieczeństwa systemu jest ważna jeśli docelowo ma trafiać na serwery. Debian ma jeszcze "odnogi" kFreeBSD i Hurd. A to sporo roboty.
W mojej ocenie nawet kwartał poślizgu jest bez znaczenia.
Ja preferuję Debiana, Archa instaluję rzadko, a z Xami jeszcze rzadziej. Ostatnio instalowałem tylko by przetestować Xfce 4.10 (w końcu testowałem pod vesą).
Jądra nie kompilowałem, używałem tego z dystrybucji i wszystkie inne funkcje chipsetu ładnie działały (zadziałały nawet słynne Asus-LEDy, które na Debianie uruchamia się koszmarnie) prócz oczywiście karty grafiki, której nie wykrywało.
Jest otwarty sterownik (video-sis), który może przyjąć dwa stany: Albo wykrywa kartę, i wtedy jest akceleracja 2D, 3D sterownik nie wspiera (nie eksperymentowałem z binarką ze strony producenta, oni tam dają bodajże pod jakąś antyczną wersję RH), albo nie wykrywa karty, i wtedy zostaje vesa.
Używam na tym sprzęcie stale Debiana i ładnie to działa, oczywiście prócz akceleracji 3D, która do pracy w Xfce czy Trinity Desktop wiadomo jak jest potrzebna :).
Nie tak dawno zrobiłem "rajd po dystrybucjach" na dosyć słabym sprzęcie 1.5GHz x86-32bit/768MB/20GB HD : Salix, Slax, Arch, Yopper, VectorLinux, Fedora16, Crux,… Na pierwszej partycji stał Slackware13.37. Stąd miałem pewne "waniliowe" jądro spreparowane rekompilowane pod ten sprzęt i ewentualną katastrofę na drugiej partycji 🙂 . Dlatego zaproponowałem Crux i VectorLinux z minidystrybucji jako łatwe i pewne w instalacji.
W kernelu jest w sekcji:
Graphics support DRM-> SiS Video Card [obsługa chipsetu SiS630 AGP]
-> /dev/agpgart (AGP support) -> SiS chipset support [obsługa grafik wbudowanych w chipset]
Device Drivers -> x86 Platform Specyfic Device Drivers -> Asus Laptop Extras [w tym obsługa diodek i dodatkowych przycisków]
Może warto by trochę porekompilować 🙂 ? Jeśli nawet dystrybucja nie działa z "wanliowym" jądrem to i tak ma na pokładzie te opcje. To nietakie trudne trochę pozmieniać w konfiguracji jądra.
p.s.
Może ktoś z Was stawiał BridgeLinux a także tego spreparowanego Debiana ze strony LXDE?
SiS630 nie SiS650. 315, 550, 650, 741 i któreś z serii 330 nie zostały w pełni reverse-engineerowane i 3D nie ma. Zgodne z Linuksowym trendem wsparcia maszyn dużych lub najnowszych, nie należy sobie dużo obiecywać na tym ekonomicznym sprzęcie.
Asus Laptop Extras… Model A2500 ma coś namieszane z tym. W Xubuntu nie działa w ogóle (drugi Asus F5 – wszystko działa na każdej dystrybcji), w Debianie się to da zrobić, ale trzeba rekompilować moduł. W Archu działa od kopa.
Nie instalowałem nigdy Slackware, nie wypowiadam się, nie mam doświadczenia w tej dystrybucji.
@zra
"Debiana lubię właśnie za dokumentację."
Naprawdę? Przecież ta dokumentacja jest stara jak węgiel (mam na myśli tą na debian.org). Większość tekstu odnosi się jeszcze do jąder z linii 2.4.
W ogóle linuksowa dokumentacja to najczęściej śmiech na sali. Niestety…
Porównać do Ubuntu, gdzie dokumentacja odnosi się do nieistniejących poleceń GUI, linijek w plikach konfiguracyjnych, czy wręcz plików.
Kiedyś na płytce Linuksa był katalog "doc" zawierający coś więcej niż strony z mana.
Aktualnie sytuacja jest taka, że gdy coś nawala nawet na forach otrzymasz pomoc pod tytułem "Użyj Google" co umożliwi:
a. Uzyskanie >100 wyników typu "Użyj Google".
b. Wymianę sprzętu na taki, w którym problem nie występuje lub występuje podobny tylko można go usunąć.
Dzisiaj jest z dokumentacją ciężko, i to we wszystkich otwartych projektach, w których postawiono na jak najszybszy rozwój. Przykładem może być pewne otwarte środowisko, które jest jedynym emulatorem rzadkiego mikrokomputera. Informację o tym (i jak to uruchomić) uzyskać możemy tylko w kodzie źródłowym! A teraz największy "Zonk": Istniało 16 egzemplarzy wersji sieciowej tego mikrokomputera… i to też można emulować! O tym nie ma informacji nawet w komentarzach kodu – trzeba się wgryźć w sam kod.
I dlatego ja uwielbiam OpenBSD. Ludzie tworzący ten system, błędy w dokumentacji traktują niemalże tak samo poważnie jak w kodzie systemu.
Prrrr, szaleni! Nie tak szybko! ;)))
Póki co u mnie idealnie się spisuje Squeeze, znaczy stabilna wersja nr 6.
W życiu nie miałem na moim zabytkowym laptopie stabilniejszego systemu. Responsywność też jest największa z systemów na Gnome a taki Pulpit preferuję.
ZwSetInformationThread(ZwCurrentThread(), ThreadTrollInformation, (LPVOID)L"975 bledow? O kur…", sizeof(PUCHAR));
I co to posrana składnia najgłupszej firmy na świecie ma wspólnego z newsem?
a standardowego hardeningu paczek jak nie bylo- tak nie ma (i tak, ubuntu daje rade sobie z tym; tak samo jak w zasadzie wszystkie inne liczace sie dystrybucje), paczek deltowych (rozniczkowych? nie wiem jak toto przetlumaczyc na polski) tez nie ma- by zrobic update z paczki w wersji 1 na 1.1 (gdzie roznia sie tylko np 10 kb) trza sciagac caly czas cala paczke w w 1.1 a nie tylko ich roznice- tak to by to dawalo oszczednosci w sciaganiu nawet do 96% (to jest moj rekord: z reguly jest to 80-90%). oczywiscie o czyms takim jak systemd mozna sobie pomarzyc :/
tak wiec ogolem: jesli brac cos debianowego, to tylko ubuntu
http://debdelta.debian.net/
2 minuty w google
potwierdzam wnioski z komentarzy powyżej – ja chcę przede wszystkim systemu stabilnego, niekoniecznie z najnowszymi aplikacjami, ale godnego zaufania – bez konieczności dużych i częstych aktualizacji
kilka kluczowych aplikacji można backportować albo zainstalować ręcznie – zrobiłem to np. ostatnio z LibreOffice, Opera czy Chrome
polityka stabilnego Debiana jest dobra, częstsze wydania kosztem jakości NIE są potrzebne
zbyt mocno pędzące do przodu linuksy to coś co zniechęca większość użytkowników – nie po to mam system aby się na nim w nieskończoność dziabać, tylko pracować, bawić się i spędzać czas na jego używaniu
Ta większość użytkowników ma prawdopodobnie złe nawyki z korzystania z Windowsa, gdzie trzeba czekać kilka lat na kolejne wydanie systemu, mimo że wiele z pojawiających się w tych nowych systemach funkcji można by oczekiwać w zwykłej aktualizacji, czy service‐packu dla poprzedniego systemu. Uzasadnieniem dla wypuszczenia nowego systemu jest dopiero Metro w Win8, które będzie rewolucją, miast ewolucji.
"Ta większość użytkowników ma prawdopodobnie złe nawyki z korzystania z Windowsa…."
Jak zwykle Windowsowcy i pewnie też MacOSowcy są w błędzie i mają złe nawyki. Dobrze, że Linuksowcy są w pełni świadomi i posiadają wyłącznie poprawne nawyki co ma odzwierciedlenie w udziale Linuksa na desktopie LOL.
A potrafisz dla odmiany przestać wyrywać wątki z kontekstu i w swoich komentarzach zacząć odnosić się do całości myśli? Bo ja dokładnie opisałem o co mi chodzi. Tak wiem, że przyszedłeś tutaj trollować, ale niestety są ludzie trzeźwo myślący zdający się popierać Twój sposób myślenia. Nie mam pojęcia skąd np. Ci się tutaj wytrzasnął MacOS, skoro nawet słowem o nim nikt tutaj nie wspomina, a osobiście uważam, że jeśli chodzi o dodawanie nowych funkcji, to jest to tam dużo lepiej rozwiązane niż w Windowsie.
Twoja myśl jest taka, że cykl wydawniczy pod Windows jest zły i doprowadził na nabycia złych nawyków wśród użytkowników (popraw mnie jeśli się mylę). A według mnie jest dobry i naturalny co parę lat zmienia się również pralki, telewizory, telefony, aparaty, samochody i komputery więc czemu w raz z nowym kompem nie pozwolić sobie na nowy system ? Również w firmach rzadsze zmiany są mile widziane.
Ale Ty i tak wiesz lepiej od wszystkich, dlatego użytkownicy Windowsa mają ZŁE nawyki, bo tak stwierdził troll Druedain. Rynek nie potwierdza Twoich rewelacji (ja wiem ONI też są w błędzie).
„Ale Ty i tak wiesz lepiej od wszystkich… ”, zdaję się, że przed chwilą ty wiedziałeś lepiej co ja myślę, niż ja sam.
Cykl wydawniczy nie jest zły, bo nowy system pojawia się na rynku co kilka lat, ale dlatego, że wprowadzane zmiany nie tłumaczą potrzeby tworzenia nowego systemu. Nowe wydanie powinno być skutkiem, nie przyczyną wprowadzania zmian! Wgraj użytkownikowi Win XP skórkę z Visty, a potem zmień mu system na tę Vistę. Zobaczysz, że większym szokiem będzie nowa skórka, a nie nowy system. Spytaj przeciętnego użytkownika czym się różni Vista z SP od 7, a zobaczysz, że dla wielu będzie to tylko pasek, do którego można sobie coś przypiąć. Drastycznych zmian pod spodem też nie uświadczysz, bo hamowane są przez ciągłe zachowywanie wstecznej kompatybilności z XP. Ludzie do dziś trzymają stare telewizory kineskopowe w domu i je co jakiś czas zanoszą do naprawy, bo nie widzą potrzeby zmiany. Wymiana nowszych telewizorów na najnowsze częściej wynika z tego, że poprzedni się zepsuł i cena jego naprawy przewyższa jego wartość.
„Również w firmach rzadsze zmiany są mile widziane”, no fajnie, ale przekonujesz przekonanego.
Jeśli chodzi o rynek, to powiedz mi wciąż jest grupa około 30% użytkowników Windowsa, dla których problemu nie stanowiła ewolucja XP, którego oblicze mniej lub bardziej zmieniały kolejne SP, ale już zmiana systemu z XP na Vistę, czy 7 to za duży kłopot i argumentami są: „jestem przyzwyczajony i nie odnalazłbym się w Win7”, „nie jest mi potrzebny nowszy system”, „mój stary komputer to nie uciągnie”.
no, bez jaj. uzerzy windowsa nie musza upgradowac do nowszej wersji systemu gdy chca sobie zainstalowac np nowa wersje office'a badz baz danych etc- i nie chca sie bawic w kompilacje etc.
To zainstaluj na Windows 2000 SP4, Microsoft Office 2007, najnowszego firefoxa, albo Chrome, i opisz jak to zrobiłeś, bez upgrade systemu. Siedź tam lepiej na facebooku i nie pisz tu, bo tylko zaśmiecasz dyskusję bredniami. Nie znam się, to nie piszę. Skromność jest tu mile widziana.
@Linux_blog
To nie tak. Nikt nawet cię nie zachęca do stawiania nowej dystrybucji! Jak sobie wszystko na sprzęcie poukładasz to wystarczą uaktualnienia tego i owego. Sam jednak rozumiesz, że jest grupa nowonawróconych, którzy po latach zniewolenia umysłowego "nowym-lepszym" i groźba braku wsparcia potrzebują nieco czasu by się zaakliatyzować w wolnym świecie. Poza tym wydania z dużymi numerkami wprowadzają istotne zmiany choćby w skryptach konfiguracyjnych. Po prostu muszą być pewne kamienie milowe na tej drodze by można było się odnieść do konkretnej dystrybucji i jej wersji. Nic więcej i ponad to.
Tak na marginesie pojawi się niedługo Fedora17.
kiedyś leciałem jak dziki za każdym nowym distro, każdą nowa wersją, każdym nowym numerkiem
ale od kiedy FAKTYCZNIE zacząłem używać Linuksa na biurku/w domu/w firmie siłą rzeczy to się zmieniło – doceniam teraz dystrybucje ze wsparciem LTS, a szczególnie distra gdzie w ramach aktualizacji niewiele się zmienia poza krytycznymi lukami bezpieczeństwa – np. Slackware/Salix
ma ktoś jakieś info czy do testinga trafi xfce 4.10 ?
A KDE 4.8? Bo o 4.9 to chyba nie ma co marzyć, choć wychodzi niedługo.
Ciekawi mnie tylko, czy będą łatać KDE 4.8, czy po prostu oleją użytkowników i nie dadzą ani nowych wersji, ani patchy z kolejnych wydań. Obstawiam niestety tę pesymistyczną wersję. Debian z KDE schodzi na psy.
KDE 4.8 jest od ponad jakiegoś tygodnia w experimental.
Zasadnicze pytanie brzmi czy w nowym Debianie będzie Gnome 2.32?
Uzywalem do niedawna ubuntu 10.10 z gnome 2.32. Teraz szukam (a wlasciwie juz znalazlem). Jak wiemy gnome 2.3 nie jest juz rozwijane, developerzy robią to tylko z wersją 3.x.x. Na szczescie sa inni developerzy, ktorzy zrobili forka gnome 2.3.x. Nazywa sie on Mate. Kilka dni temu wyszła nowa wersja LinuxMint 13 Maya wlasnie ze srodowiskiem Mate. Polecam 🙂
Linux Mint wyszedł też w alternatywnej wersji ze środowiskiem Cynamon. Na screenach bardziej podoba mi się właśnie ten drugi, ale czy są jakieś faktyczne róznice to nie wiem. 🙂
Innovation has nothing to do with how many R amp&; D dollars you have. When Apple came up with the Mac, IBM was spending at least 100 times more on R & D. It's not about money. It's about the people you have, how you're led, and how much you get it.