Studenci to mają dobrze ;-). Nie dość, że mogą korzystać z darmowego systemu Windows (w celach edukacyjnych i gdy uczelnia ma podpisaną specjalną umowę) to jeszcze otrzymają za darmo pakiet biurowy Office 365 w wersji Professional Plus.
W skład tego pakietu wchodzą następujące aplikacje:
– Microsoft Word
– Microsoft Excel
– Microsoft PowerPoint
– Microsoft OneNote
– Microsoft Outlook
– Microsoft Access
– Microsoft Publisher
– Microsoft Lync
Ofertą wsparcia ma być objętych około 35 tysięcy uczelni wyższych na całym świecie. Miejmy nadzieje, że znajdą się tam polskie pozycje 😉
Źródło: Microsoft


Jeżeli uczelnia ma być pożyteczna społecznie, to nie powinna uczyć uzależnienia od MS Office.
dokładnie.
Niestety praktyka jest taka, że prawie wszyscy moi studenci używają MS Office. Jednym z głównych powodów jest oczywiście nie-idealny import/export dociksów i ikselesiksów 🙂
Oczywiście ma tu spore znaczenie efekt bezwładności – nawet nie próbują się przerzucić na Libre/OpenOffice bo tego nie znają.
Co do kadry akademickiej – nie znam nikogo oprócz siebie, kto korzystałby z czegoś innego jak MS Office.
Pracuję na uczelni nie od dziś.
Jeżeli już piszę na ten temat – uważam, że wiele dobrego zrobiłaby akcja doklejania w stopkach maili informacji typu: „Akceptujemy ODF ;-)”
Myślę, że zdarza się, że ludzie na wszelki wypadek wysyłają DOCe, XLSy itp. bo myślą, że ODT nie będzie odczytane.
Wysłałem kiedyś cv w formacie PDF (specjalnie, żeby nic się nie rozjechało) do jednej firmy, która później zaprosiła mnie na rozmowę. Podczas rekrutacji państwo rekruterstwo zadawało zadziwiająco dużo pytań, na które odpowiedzi powinno znaleźć w przesłanym dokumencie. Zapytałem więc, o co chodzi. Pokazali mi wydruk mojego pdfa. Wszystko było kompletnie pomieszane, zdania poprzetykane kawałkami tabelek, połowa znaków zamieniona na krzaczki. Okazało się, że zaimportowali mój plik przez jakąś wtyczkę do Worda, a następnie to wydrukowali. Widać stnieją fachowcy, których przerasta nawet PORTABLE document format.
Ja bym wtedy podziękował i wyszedł z takiego spotkania. Pracodawca też musi spełniać minimum wymagań kompetencyjnych.
To u mnie w pracy jest na prządku dziennym. Gości dzwoni i mówi, że jego komputer coś psuje PDF’y. Więc podchodzę i proszę aby pokazał jak je otwiera. Wygląda to tak:
– odpala libre office
– wybiera otwórz plik
– wybiera PDF
PDF się otwiera bo LO ma możliwość importu… 🙂
Wg usera komputer jest „skopany” 🙂
Pierwsza działka za darmo.
Taaa Microsoft i Google działają jak dilerzy narkotyków i to Ci najgorsi co rozprowadzają towar wśród dzieci.
Gołym okiem widać, że OpenOffice to badziew. Cykl rozwoju tego produktu jest następujący:
1. banda nastolatków (lub studentów no-life’ów beż życia towarzyskiego i dziewczyny) postanawia stworzyć alternatywę dla MS Office bo Microsoft jest zły i w ogóle cały soft powinien być za darmo dla każdego z całym kodem źródłowym – ot taka czysto komunistyczna ideologia bez pokrycia w rzeczywistości.
2. znajdują sponsora któremu mydlą oczy – w końcu na oprogramowanie potrzeba funduszy.
3. piszą jakiś badziew który ma zerowe usability a user expierience to pojęcie dla nich nie znane.
4. w tym czasie Microsoft wydaje kolejne usprawnienia które nasi koderzy-buntownicy starają sie kopiować by ich badziew nie odstawał aż tak bardzo od MS Office
5. sponsor w końcu zdaje sobie sprawę, że wywala pieniądze w błoto i odcina fundusze.
6. następuje zmiana nazwy i powtarzają się kroki od drugiego do szóstego.
Efekt? Star Office, Open Office, Libre Office… – ten sam badziew tylko nazwa inna i nowy naiwny sponsor 🙂
Ad1 G..no prawda! Star Office powstał po to, aby zarabiać na min pieniądze. Był wywiad z twórcami w jakiejś komputerowej gazecie
> piszą jakiś badziew który ma zerowe usability a user expierience to pojęcie dla nich nie znane.
Z tym się niestety muszę zgodzić. Przepaść między Office, a wolnoźródłowymi pakietami biurowymi jest ogromna.
Po co pisać, skoro się ma siano zamiast mózgu? StarWriter, to program napisany w 1985 na Z80, gdy jeszcze nie istniał żaden Microsoft Office, a sam Microsoft zajmował się głównie Basiciem i DOSem. StarWriter wyewoluował w StarOffice, ten został wykupiony przez Sun, potem częściowo oddany społeczności w postaci OpenOffice.org, którego próbował zagarnąć Oracle, skąd z kolei wziął się LibreOffice.
A usprawnienia w wykonaniu Microsoftu wszyscy znamy – wstążka i każdorazowa zmiana formatu pliku przy kompletnym olaniu standardu, również własnego.