Administracja w kleszczach vendor lock-in – raport z interwencji PPP IT

  • Home
  • /
  • Blog
  • /
  • Administracja w kleszczach vendor lock-in – raport z interwencji PPP IT

Data: 1 lipca, 2010

Złożony przez FWiOO wniosek (…) poruszył niezwykle trudne zagadnienie opisu przedmiotu zamówienia dotyczące oprogramowania systemowego. Stanowi on sygnał, iż problem ten zaczyna odgrywać istotną rolę w funkcjonowaniu administracji – napisał jeden z urzędów w odpowiedzi na list Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania. Wczoraj w serwisie PPP IT pojawiło się podsumowanie dotychczasowych interwencji, podejmowanych przez Fundację w sprawach niewłaściwie skonstruowanych przetargów na oprogramowanie.

Od początku kwietnia br. Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania podjęła – w ramach projektu “Prawidłowe przetargi publiczne IT” – 15 interwencji w sprawach przetargów, ogłaszanych przez urzędy administracji publicznej z naruszeniem przepisów ustawy Prawo Zamówień Publicznych. Przypomnijmy, że chodzi tu o art. 29 PZP, ust. 2 i 3, zgodnie z którymi Zamawiający nie może opisywać przedmiotu zamówienia w sposób, który mógłby utrudniać uczciwą konkurencję, ani też opisywać przedmiotu zamówienia przez wskazanie znaków towarowych, patentów lub pochodzenia, chyba że jest to uzasadnione specyfiką przedmiotu zamówienia i zamawiający nie może opisać przedmiotu zamówienia za pomocą dostatecznie dokładnych określeń, a wskazaniu takiemu towarzyszą wyrazy „lub równoważny“. Tymczasem we wszystkich przypadkach Zamawiający wprost wskazują na konkretne programy, ograniczając konkurencję na rynku IT do dostawców tego właśnie oprogramowania. Dodajmy, że taka praktyka nie służy rozwojowi krajowych przedsiębiorstw branży IT, promując firmy, które jedynie pośredniczą w sprzedaży produktów firm o pozycji niemal monopolistów w tej dziedzinie.

Opis efektów poszczególnych interwencji oraz pisma interwencyjne Fundacji i odpowiedzi urzędów (do pobrania w formacie pdf) znajdują się w serwisie PPP IT; tu ograniczmy się do podsumowania podejmowanych działań i wychwycenia pewnych ogólnych trendów.

Z piętnastu urzędów na nasze pisma odpowiedziało nam, jak dotąd, osiem. Jest to wynik daleki od oczekiwanego, jednak należy wziąć pod uwagę, że Prawo Zamówień Publicznych jest dość restrykcyjne, jeżeli chodzi o możliwość składania zapytań i odwołań, zaś po ostatniej nowelizacji w ogóle nie dopuszcza składania protestów. Nasze interwencje mają więc charakter obywatelskiego quasi-protestu (więcej na ten temat – wkrótce w serwisie PPP IT), co zresztą podkreślił jeden z urzędów, uzasadniając odmowę wprowadzenia zmian w SIWZ słowami: Przedłożona przez Państwa informacja nie stanowi zwrócenia się o wyjaśnienie treści specyfikacji istotnych warunków zamówienia. Spotkaliśmy się też z zarzutem, że nasze pismo ma charakter konfrontacyjny, pomimo, że podkreślamy, iż celem naszych działań jest zasygnalizowanie pewnych uchybień, a przy tym deklarujemy chęć współpracy i wsparcia w dziedzinie wyboru najlepszych rozwiązań IT dla  administracji.

Zdarza się też całkowite niezrozumienie zagadnień związanych z wolnym i otwartym oprogramowaniem – oto, co odpisał nam urząd, który w przetargu dopuścił co prawda alternatywne systemy operacyjne i pakiety biurowe, lecz zażyczył sobie jednocześnie, by w takim przypadku tak czy owak zostały dostarczone nośniki z system Windows i pakietem MS Office: oferta komputera PC wyposażonego zgodnie z wymaganiami Zamawiającego w sposób alternatywny, tj. w system Linux i pakiet Open Office + programy firmy Microsoft nie może być droższa od komputera wyposażonego jedynie w programy produkcji Microsoft, gdyż systemy otwarte, jak wiadomo, oferowane są jako darmowe!

We wszystkich odpowiedziach, jakie otrzymaliśmy, przewija się jeden wspólny wątek: każdy z urzędów uzasadnia takie a nie inne zapisy SIWZ tym, że zamawiane oprogramowanie musi być kompatybilne z już istniejącą infrastrukturą i/lub z oprogramowaniem narzuconym przez urzędy wyższej rangi. Nie jest tajemnicą, że od lat oprogramowanie do administracji zarówno rządowej, jak i samorządowej, dostarcza firma Microsoft – czytamy w jednej z odpowiedzi. Dodajmy: nie jest też tajemnicą, że wiele używanych w urzędach aplikacji istnieje tylko w wersjach na system Windows; mało tego – urzędy wojewódzkie czy powiatowe nie mają tu możliwości wyboru, gdyż muszą uwzględniać rozwiązania narzucane są przez urzędy wyższej rangi (przykład: MS Windows “obowiązującym standardem” w MON)

Niepokojące jest to, że organy administracji publicznej różnego szczebla w ogóle nie dostrzegają problemu związanego z uzależnieniem swych systemów informatycznych od firm-monopolistów. Chodzi tu bynajmniej nie tylko o giganta z Redmond, lecz także o przypadki, gdy urząd w trybie “z wolnej ręki” zleca lokalnej firmie obsługę informatyczną, gdyż tylko ta jedna firma posiada uprawnienia i dostęp do kodu używanych w urzędzie programów (więcej: Zamówienia z wolnej ręki – „z przyczyn technicznych o obiektywnym charakterze”).

W żadnej z odpowiedzi nie pojawił się fragment, który mógłby świadczyć o tym, że wybór takiego oprogramowania jest wynikiem przeprowadzenia długofalowej analizy wszystkich kosztów użytkowania (TCO) z uwzględnieniem tak istotnych w administracji publicznej czynników, jak bezpieczeństwo czy niezależność od producentów-monopolistów (co związane jest z otwartością kodu). Wskazuje się jedynie na utrzymanie kompatybilności z oprogramowaniem już istniejącym. Przy takim podejściu nawet najbardziej rygorystyczne przepisy Prawa zamówień publicznych na nic się nie zdadzą, a vendor lock-in naszej administracji trwać będzie w nieskończoność.

* * *

Znalezione w serwisie PPP IT. Jest on prowadzony w ramach projektu Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania pt. “Prawidłowe i transparentne przetargi publiczne na narzędzia informatyczne”. Projekt jest realizowany przy wsparciu udzielonym przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego, Norweskiego Mechanizmu Finansowego oraz budżetu Rzeczypospolitej Polskiej w ramach Funduszu dla Organizacji Pozarządowych.

Podobne wpisy

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone


  1. macias pisze:

    "organy administracji publicznej różnego szczebla w ogóle nie dostrzegają problemu"

    Dostrzegaja, dostrzegaja. Ale przeciez urzednik nie jest od dzialan na rzecz kraju, ale od tego aby jemu bylo milo i przyjemnie. Duzo wygodniej jest przyjac linie MS (zwlaszcza jesli ta rozdaje dlugopisy), w ten sposob urzednik gladko dotrwa do emerytury. Jesli po drodze cos sie zacznie walic, to trzeba bedzie zatrudnic wiecej urzednikow i ekspertow (z punktu widzenia biurokracji jest to stan pozadany, bo pokazuje jak ze urzednik jest b.potrzebny) a jesli walnie sie cos juz po, to tez nie jest zle — problem kolejnych generacji urzednikow.

    1. Maciej Grela pisze:

      @macias:

      Eh, gdyby takie krótkowzroczne podejście było tylko domeną urzędników to świat byłby piękny.

      1. macias pisze:

        Oczywiscie. Ale w przypadku urzednikow jest to o tyle odpychajace, ze ci ludzie zyja (czesto cale zycie!) z ukradzionych innym pieniedzy. To urzednicy decyduja, ze urzednicy sa "niezbedni" i naleza im sie pieniadze.

        1. Mieszko Kaczmarczyk pisze:

          To urzednicy decyduja, ze urzednicy sa “niezbedni” i naleza im sie pieniadze.

          Bingo!

    2. moniek pisze:

      Tak naprawde to tylko malenka kropelka w morzu marnotrawstwa jest. Licencje na Windowsy i Officey to mały pikuś przy siedmio(i wiecej)-cyfrowych kwotach jakie wydaje sie na pisanie na zamoweienie naprawde srednio wyrafinowanych systemow. Pracowalem, widzialem, wiem

      1. pdemb pisze:

        Licencje na jedno stanowisko to kilka tysięcy PLN. Siedmiocyfrową kwotę masz już przy tysiącu komputerach.

        1. Budyń pisze:

          Tzn. dalej zakładasz, że nie ma innej drogi niż kupować w markecie pojedyncze licencje retail na każde stanowisko ?

        2. pdemb pisze:

          A co? Niby ktoś mi da sto procent zniżki jak podpiszę jakiś cyrograf? Umowy negocjowane czasami są fajne, czasami nie.

        3. pdemb pisze:

          Poza tym — zauważ, że retail zwykle można odsprzedać, a oprogramowanie nie traci na wartości tak szybko, jak sprzęt. Biorąc to pod uwagę, wersje pudełkowe retail mogą być lepszą inwestycją od umowy negocjowanej.

    3. 5565556555556656 pisze:

      a mi marzy sie takie panstwo, w ktorym tacy debile z urzedow, za dzialanie na szkode panstwa szli siedziec… najlepiej z akumulatorem na jajach :] moze troche szacunku by nabrali do wszystkich ludzi ktorzy pracuja na ich pensyjki, 13stki, swiadczenia, dodatki, sanatoria, itp.

  2. patyczak pisze:

    Sam mam mocno libertariańskie poglądy (im mniej państwa – tym lepiej), ale uważam, że takie stawianie sprawy jest dla wielu urzędników krzywdzące. Wielu z nich to naprawdę dobrzy fachowcy, pracujący z zaangażowaniem, ale związani odgórnymi zaleceniami i blokowani istniejąca infrastrukturą. Rozmawiałem (przy okazji organizacji szkoleń Fundacji) z urzędnikami od przetargów i informatykami – sytuacja wygląda tak, że w wielu przypadkach nie mają po prostu żadnego pola manewru; co więcej: w sytuacji gdy finanse planuje się w kategoriach "roku budżetowego" nie ma szans na wieloletnią analizę TCO. Nie wieszajmy zbyt pochopnie psów na urzędnikach, szczególnie w instytucjach nie-centralnych, gdyż oni w większości po prostu nie zasługują na takie traktowanie.

    Chora jest tutaj struktura, problem wymaga rozwiązań systemowych – wyżywanie się na urzędnikach nic tu nie pomoże.

    1. Budyń pisze:

      Dokładnie, mądrze napisane Patyczak. Zauważcie, jak chore jest u nas prawo o zamówieniach publicznych – wieloletni kontrakt państwowy na zakup samolotów dla wojska wymagał OSOBNEJ USTAWY !!!
      Zaś budżety planuje się z roku na rok.

      I byłoby dobrze, aby FWiOO zrozumiała wreszcie, że zakup licencji odbywa się na nieco innych zasadach w dużych zakupach niż w "sklepie" a po drugie – że cena systemu operacyjnego i popularnych aplikacji biurowych to grosze w stosunku do reszty.

      1. DeBill pisze:

        "cena systemu operacyjnego i popularnych aplikacji biurowych to grosze w stosunku do reszty"

        Tu się nie tylko o pieniądze rozchodzi. Oczywiście mają one duże znaczenie, ale tytuł "Administracja w kleszczach vendor lock-in (…)" sugeruje, że nie tylko.

        OK można się sprzeczać co do szeroko rozumianej 'wolności oprogramowania' ale w przypadku administracji publicznej uzależnienie się od konkretnych firm i zamkniętych formatów to porażka.

        1. BoBsoN pisze:

          Dokładnie – vendor lock-in jest niebezpieczny dla administracji nawet jeśli open source by nie istniało. To jest problem ponad podziałami na copyright vs. copyleft, czy CS vs. FLOSS.

      2. pdemb pisze:

        Nie chodzi o cenę systemu operacyjnego, tylko o uwikłanie we własnościową technologię przedsiębiorcy, czyli o koszty serwisu i konserwacji, które zwykle są kilkadziesiąt razy wyższe od kosztów uzyskania. W przypadku oparcia rozwiązania na otwartych standardach i oprogramowaniu z otwartym kodem źródłowym można wybierać wśród niezależnych dostawców serwisu.

        1. Budyń pisze:

          @pdemb

          Tzn. uważasz, że koszty serwisu i konserwacji oprogramowania OpenSource będą niższe ? Właśnie "wybuchnąłeś" model zarobków dla tego rodzaju oprogramowania. W przypadku oparcia o dowolne systemy, można wybierać wśród niezależnych dostawców tak samo przy rozwiązaniach zamkniętych, jak i otwartych. Zresztą, w większości przypadków to nie M$ i Oracle robią wdrożenia, tylko właśnie zewnętrzni, niezalezni dostawcy…

        2. pdemb pisze:

          Po pierwsze, koszty serwisu i konserwacji oprogramowania w systemach produkcyjnych są o wiele wyższe od kosztów uzyskania tego oprogramowania niezależnie od tego, czy to open source, czy closed source. Tak już po prostu jest, tak wynika z dotychczasowej praktyki i jest to ogólnie zaakceptowana prawda dotycząca oprogramowania, nic tu nie "wybuchnąłem", bo nie ja to wymyśliłem.

          W przypadku open source masz dodatkowo wybór pomiędzy różnymi dostawcami serwisu, czyli zdrową, rynkową konkurencję, której efektem może być wyższa jakość i niższa cena serwisu. Ci zewnętrzni, niezależni dostawcy serwisu o których piszesz w przypadku oprogramowania closed source zwykle muszą płacić za dostęp do wiedzy, certyfikaty, uprawnienia dostawcy rozwiązania, co podwyższa koszt ich usług.

    2. LucaS pisze:

      Wszystko było by cacy i w większości można się zgodzić z Twoją wypowiedzią. Niestety tylko do pewnego momentu. W ostatnich słowach napisałeś że winne są rozwiązania systemowe tak jak by to zwalniało urzędników z odpowiedzialności.
      Ale niestety któż inny jak nie urzędnicy właśnie Tworzą te rozwiązania systemowe! I tu właśnie spada spowrotem na nich odpowiedzialność – za to iż tworzą chory i zły system rozwiązań.

      Osobiście uważam że jeśli ktoś jest profesjonalistą i dobrym fachowcem – tak jak piszesz – to zamiast podjąć złą decyzje -po prosty by się zwolnił, podał do dymisji lub zrobił cokolwiek ale nie podjął złej decyzji. Ktoś kto podejmuje złe decyzje po prostu nie może być nazywany dobrym fachowcem, niezależnie od sytuacji w której je podjął.

      1. macias pisze:

        @Lucas, otoz to — urzednicy (nawet Ci fachowcy niby) tlumacza sie tak, jakby ktos ich do tych posad przyspawal. Urodzili sie z pietnem urzednika, czy jak?

        Czemu np. w gazetach jest tak malo oddolnej analizy bledow popelnianych na szczeblu centralnych? Gazety boja sie drukowac? Nie, zasada BMW obowiazuje.

  3. Artwi pisze:

    Pierwszym małym krokiem powinien być bezwzględny zakaz przechowywania informacji w systemach opłaconych przez podatników w zamkniętych formatach, tak jak to jest już w Skandynawii. Wtedy po pewnym czasie zaczęłoby już iść "z górki"!

    1. DeBill pisze:

      Święte słowa! Od dawna przy tego typu tematach zwracam na to uwagę. Otwarte, dobrze udokumentowane formaty plików są potrzebne. Inaczej ewentualna migracja i przenoszenie danych 'na piechotę' pochłonie dużo czasu i jednocześnie pieniędzy. Nagle okaże się, że to się nie opłaca, bo trzeba się cackać z danymi już zebranymi itp. i że najtaniej wychodzi zostać przy tym co jest.

  4. revcorey pisze:

    Powiem tyle dopóki wykorzystują otwarte standardy(jakieś odf itd.) nie widzę problemu. Są oczywiście jakieś zapotrzebowania co nie da się przeskoczyć, może w jakimś urzędzie gminy base/kexi zdałby egzamin ale w ogólnopolska baza danych siłą rzeczy to musi być jakiś oracel albo ibm, mysql czy postgresql nie dadzą rady. Oczywiście pomijam poziom wiedzy na temat IT wielu urzędników a raczej jej brak. Cóż takie szkolnictwo w tym zakresie mamy.

    1. LucaS pisze:

      Ale dlaczego upierać się przy zintegrowanym systemie danych? Wiadomo że jest on zdecydowanie bardziej narażony od rozproszonego. Może warto by było stworzyć rozproszony system przechowywania danych w małych bazach MySQL lub SQLite z dobrymi powiązaniami?

      1. LucaS pisze:

        Dobra – ochłonąłłem – tak tak wiem, to przekracza nawet najlepsze urzędnicze pojęcie – do tego potrzebny jest profesjonalny informatyk.

        1. heniuus pisze:

          A ktory profesjonalny informatyk przyjdzie pracowac za 2-3k w urzedzie??

        2. DeBill pisze:

          Chyba se jaja robicie… Tak jakby w tym kraju nie było 'profesjonalnych informatyków' i tak jakby wszyscy zarabiali po 2-3 tys. zł.
          Zbudowanie takiego systemu to duże przedsięwzięcie. Nie chodzi tylko o to, żeby to w ogóle działało, ale żeby działało jak należy. Tak się składa, że z bazami danych od lat jestem za pan brat i wiem, że to nie jest robota dla 'profesjonalnego informatyka' tylko dla grupy specjalistów od baz danych.

      2. zZzZ pisze:

        Od kiedy to MySQL nadaje się do profesjonalnych zastosowań?

        1. Mieszko Kaczmarczyk pisze:

          @zZzZ: może od czasów, gdy używa go Google?
          .
          Czegoś nie da się zrobić w MySQL, czy też nie umiesz zrobić – a chciałbyś przenieść gotowy skrypt zapytania/procedury z Oracle'a (profesjonalny bo najdroższy)?
          .
          A tak na marginesie – to nie ilość operatorów decyduje czy baza nadaje się na zastosowania profesjonalne.

        2. profesjonalny = dający zarabiać, a nie: godny, supper, rocket sciense, topowy. Wielu ludzi tego nie rozumie i słowa profesjonalista lub profesjonalny podciagaj do potężnego komplementu. A teraz zadaj sobie trud zastanowienia się z czego żyli tworcy MySQL, po co ludzie uczą się MySQL, gdzie to funkcjonuje itd. Zarabia? Zarabia. W profesji? W profesji. Profesjonalny. PHP też jest profesjonalny jakby co. Tak jak każdy szewc na rogu. Wielkie halo.

        3. Królik pisze:

          Oczywiście że nadaje się do profesjonalnych zastosowań… tak samo jak sznurek i taśma klejąca służą do profesjonalnych zastosowań w mechanice.

        4. macias pisze:

          Przypomne Ci, ze tasma klejaca uratowala zaloge Apollo 13. Narzedzia dobiera sie do zastosowan, a nie wg chciejstwa profesjonalny, czy nie.

      3. Budyń pisze:

        SQLite… SQLite, to jest dobry na komórki czy jako wew. storage prostej aplikacji.

    2. JaspEr pisze:

      ogólnopolska baza danych siłą rzeczy to musi być jakiś oracel albo ibm, mysql czy postgresql nie dadzą rady

      Taaa, Oracle. Zajrzyj tutaj: http://www.nac.gov.pl/ i dowiedz się czego używają.

      Kiedyś ładnie opowiadali na PyCON czemu wybrali PostgreSQL, a nie Oracle (jednym z kryteriów było funkcjonowanie w przyszłości w "nieskończoność", i co im na ten temat powiedzieli ludzie z Oracle'a).

      Czyli jednak da się zrobić coś dobrze za publiczne pieniądze, ale potrzebny jest po prostu zespół specjalistów.

      1. revcorey pisze:

        Przypadkowo tylko największe bazy danych i dość mocno obciążone są na oracle przypadek nie?

        1. Królik pisze:

          PostgreSQL a MySQL to jednak niebo a ziemia jest.
          PostgreSQL nie jest tak zaawansowany jak Oracle, ale przynajmniej MA optymalizator zapytań i umie robić złączenia większej liczby rekordów niż 10.

        2. JaspEr pisze:

          Przypadkowo tylko największe bazy danych i dość mocno obciążone są na oracle przypadek nie?

          Ja nie twierdzę, że Oracle jest do niczego (jest super i PostgreSQL musi jeszcze sporo nadrobić), ale Oracle wygrywa IMHO tylko rozwiązaniami Enterprise (replikacja itp.), ale tutaj przeciwstawić można EnterpriseDB (nawet chwalą się tym, że da się do nich przemigrować z Oraclea bez problemów).

          W każdym razie jak już ktoś wspomniał wcześniej: o profesjonalizmie zastosowanego narzędzie nie świadczy firma, która za nim stoi, ale to, czy można go użyć do zarabiania.

        3. el.pescado pisze:

          ale Oracle wygrywa IMHO tylko rozwiązaniami Enterprise

          Ale co dziwnego jest w tym, że produkt tworzony stricte z myślą o rozwiązaniach enterprise wygrywa głównie w zastosowaniach enterprise?

  5. Tomasz pisze:

    ->Są oczywiście jakieś zapotrzebowania co nie da się przeskoczyć, może w jakimś urzędzie gminy base/kexi zdałby egzamin ale w ogólnopolska baza danych siłą rzeczy to musi być jakiś oracel albo ibm, mysql czy postgresql nie dadzą rady.<-
    to jakaś bzdura.
    Zobacz sobie Zintegrowany System Informacji Archiwalnej "ZoSIA"

  6. stefan pisze:

    no wlasnie, mysql, sqlite…. 😐 zgroza

  7. Fedek6 pisze:

    Tym którzy twierdzą, że MySQL (obecnie też Oracle) nie nadaje się do zastosowań profesjonalnych, propouję zapoznać się z tym co używa Twitter i przy jakich narzutach danych.

    1. jimmy pisze:

      Ale zły nie jest sam wybór bazy Oracle. Złe jest to jak są podpisywane umowy. Duże instytucje mogłyby wynegocjować umowę pozwalającą na ewentualną łatwiejszą (i tańszą) migrację, ale o tym oczywiście nikt nie myśli.

    2. Królik pisze:

      Myk nie polega na tym, ile jest danych. Mogę zrobić bazę 10 TB, którą pociągnie baza danych napisana przez moich studentów na zaliczenie. I mogę też zrobić bazę na 5000 rekordów, która zabije PostgreSQLa i MySQLa, a Oracle nieźle się spoci.

    3. Budyń pisze:

      Twitter – no, szczyt profesjonalizmu i odpowiedzialności :OD

      1. macias pisze:

        @Budyn, zamiast uszczypliwosci, prosze podaj wg Ciebie co jest szczytem profesjonalizmu? Tak zebysmy znali miare. Z gory dziekuje.

        1. Budyń pisze:

          Odpowiedzialność, macias, odpowiedzialność.
          I pytanie, dlaczego Ci którzy decydują o wydawaniu pieniędzy prowadzącyc poważne biznesy (wojsko, firmy produkujące półprzewodniki, telekomunikacja, banki itp) kupują jednak obłędnie wysoko wycenionego i niekorzystnie licencjonowanego Oracle'a ?

        2. macias pisze:

          Nadal czekam na konkretna nazwe firmy.

        3. el.pescado pisze:

          http://www.oracle.com/customers/products/database…

  8. Budyń pisze:

    http://forsal.pl/artykuly/433438,rybinski_kto_oki…
    [..]
    W 1990 r., na początku transformacji, w administracji publicznej pracowało 159 tys. osób. W ubiegłym roku – 420 tys.
    [..]

    A ludzikom Windows przeszkadza :O)

    1. macias pisze:

      @Budyn, super tekst. dzieki! Zerknalem do wikipedii i wynika, ze urzednicy stanowia w Polsce ok. 6% wszystkich pracujacych.

      Czyste szalenstwo. No ale coz, socjalizm w Polsce jest niepodwazalny 🙁

      1. Budyń pisze:

        A wszyscy pracujący to nieco ponad 50% ludności _w wieku produkcyjnym_ i jeszcze mniejsza część, siłą rzeczy całości społeczeństwa…

    2. Maciej Grela pisze:

      Każdy działa na swoim polu, ze swojej strony możesz rozpocząć kampanię o ograniczenie ilości urzędników w administracji publicznej. Ba, wielu zwolenników WiOO na pewno się do takiej inicjatywy chętnie przyłączy :).

  9. patt pisze:

    Prawdą jest jeszcze to, że w strefie biznesu jest bardzo mało programów o otwartym kodzie źródłowym.
    Jeśli ktoś chce pisać pisma, ma do wyboru kilka aplikacji, które są wszystkie dojrzałe i stabilne (OO, koffice, gnome office)

    Jeśli chodzi o tak proste czynności jak fakturowanie to jest posucha, co mamy do wyboru? QFaktury, które są hmm daleko od doskonałości, mamy komercyjnego LH i kilka innych programów za duże pieniądze.

    Taki urząd, gdyby chciał prowadzić księgowość na linuxie i tak był by skazany na lock w postaci Left Hand'a bo nie ma innej alternatywy.

    No i tu pojawia się pytanie: czy najpierw powinny pojawić się alternatywy, czy urzędy powinny wspierać programistów otwartego oprogramowania co by przyczyniło się do pojawienia alternatyw również dla społeczeństwa.

    Wiadomo, że kasa wydawana na te softy jest niemała, jak by ją wydać w kierunku otwartego softu, to by wróciła do społeczeństwa w postaci dobrego lub świetnego produktu, ale być może a nawet na pewno tak jest, że przecież taki urząd potrzebuje tego softu na JUŻ, a przecież go nie ma….

    poprawicie mnie jeśli się mylę, i proszę nie wskazywać na GNUCash lub podobne.

    patt

  10. Alexander Adam pisze:

    some genuinely interesting info , well written and generally user genial .

{"email":"Email address invalid","url":"Website address invalid","required":"Required field missing"}

Newsletter OSnews raz w tygodniu. Bez reklam.