Windows 11 otrzymał nową aktualizację w wersji testowej, która przynosi kilka naprawdę przydatnych usprawnień interfejsu. Problem w tym, że obok długo wyczekiwanych zmian pojawiły się też irytujące błędy, przez które część użytkowników zobaczyła w systemie gigantyczny biały kursor myszy albo czarne tło zamiast tapety.
Co nowego w tej aktualizacji?
Największą zaletą sierpniowego wydania jest to, że w końcu daje użytkownikom większą swobodę w personalizacji pulpitu. Wśród nowości znalazła się możliwość przeniesienia paska zadań z dolnej krawędzi ekranu, a także opcja zmiany rozmiaru menu Start. Do tego dochodzi jeszcze przydatna zmiana w wyszukiwarce Windows 11, która pozwala wyłączyć Bing.
To właśnie te funkcje sprawiły, że wielu użytkowników od razu zainteresowało się aktualizacją, mimo że nadal jest ona dostępna tylko w wersji preview. Dla części osób to wreszcie krok w stronę systemu bardziej elastycznego i mniej sztywnego w codziennym użyciu.
Moim zdaniem to dobry przykład tego, jak małe zmiany potrafią realnie poprawić wygodę pracy. Jednocześnie widać, że nawet testowe wydania Windowsa nadal potrafią zaskakiwać w najmniej pożądany sposób. Największe wrażenie robi tu kontrast między obiecującymi nowościami a bardzo podstawowymi błędami.
Niestety: nowości przyszły razem z błędami
Radość szybko przyćmiły zgłaszane problemy. W części komputerów po instalacji aktualizacji zamiast standardowego wskaźnika pojawia się ogromny, biały kursor w starym stylu, przypominający estetykę Windowsa sprzed lat. Co gorsza, według relacji użytkowników nie da się go po prostu zmienić z powrotem na normalny.
Pojawiły się też doniesienia o tym, że tapeta pulpitu znika i zastępuje ją czarne, puste tło. Choć brzmi to jak problem czysto wizualny, efekt dla użytkownika jest dość dotkliwy, bo system wygląda wtedy surowo i po prostu niedokończony.
Kursor, którego nie da się pozbyć
Najbardziej frustrujący jest właśnie błąd z kursorem. Użytkownicy opisują, że po próbie przywrócenia wcześniejszego wskaźnika system uparcie wraca do legacy pointera. W praktyce jedynym skutecznym rozwiązaniem ma być odinstalowanie aktualizacji.
Na forum Reddit, gdzie Microsoft opublikował wątek związany z tym wydaniem, pojawiło się sporo podobnych zgłoszeń. Niektórzy komentują wprost, że to „buggy mess”, czyli po prostu chaotyczna i niedopracowana aktualizacja.
Microsoft potwierdza, że aktualizacja Windows 11 26H2 jest nudna, ale ma swoje plusy — warto sprawdzić, jakie wnioski płyną z kolejnych zmian w Windows 11.
Nie wszyscy mają problemy, ale skala zgłoszeń niepokoi
Warto jednak pamiętać, że osoby, które natrafiły na błąd, częściej zgłaszają go publicznie niż ci, którzy zainstalowali łatkę bez żadnych komplikacji. To naturalnie może sprawiać wrażenie, że problem jest większy, niż pokazuje to rzeczywista skala użycia.
Są też użytkownicy, którzy instalację przeszli bez żadnych kłopotów. Co więcej, Windows Latest nie odnotował u siebie żadnych anomalii związanych z kursorem. Mimo to liczba powtarzających się raportów jest wystarczająca, by uznać sprawę za poważną.
Kulisy wdrożenia i pytania o testy
Najbardziej zaskakuje to, że taki błąd przedostał się do etapu, w którym Microsoft udostępnia aktualizację szerszej grupie użytkowników jako opcjonalną wersję preview. To rodzi pytania o jakość testów i o to, czy firma nie wypuszcza zmian zbyt szybko.
Takie sytuacje znów wracają do tematu QA, czyli kontroli jakości. Jeśli aktualizacja ma trafić do zwykłych użytkowników jeszcze przed publicznym wydaniem wrześniowej łatki, to tego typu problemy powinny zostać wyłapane wcześniej.
Funkcje wdrażane stopniowo też budzą frustrację
Dodatkowym źródłem niezadowolenia jest sposób, w jaki Microsoft rozprowadza nowe opcje. Nawet jeśli ktoś zainstaluje aktualizację, nie ma gwarancji, że od razu zobaczy wszystkie nowości. Zmiany związane z paskiem zadań czy menu Start są wdrażane stopniowo, więc trafiają tylko do części komputerów.
To oznacza, że można pobrać aktualizację właśnie po to, by dostać wyczekiwane funkcje, a ostatecznie nie otrzymać ich wcale albo dostać tylko jedną z nich. Nic dziwnego, że wielu użytkowników odbiera taki model jako chaotyczny i mało przejrzysty.
Co z tego wynika dla użytkowników?
Jeśli ktoś nie musi instalować aktualizacji od razu, rozsądniej będzie poczekać na poprawioną wersję. Wydanie preview kusi nowymi opcjami, ale obecnie wiąże się z ryzykiem trafienia na błędy, które potrafią zepsuć podstawową wygodę korzystania z systemu.
Microsoft powinien w najbliższym czasie naprawić problem, bo ta testowa wersja ma stać się wrześniową aktualizacją. Do tego momentu firma ma jeszcze czas, by usunąć najbardziej widoczne wpadki i dopracować wdrażanie nowych funkcji.


Zawsze byłem sceptyczny wobec aktualizacji w wersji preview. Mimo że nowe funkcje brzmią fajnie, to widziałem, jak Microsoft wielokrotnie wypuszczał niekompletne wersje. Nie mam ochoty na gigantyczny kursor ani brak tapety. Lepiej poczekać na stabilną wersję niż bawić się w beta testy.
Ciekawe, że aż tak dużo osób zgłosiło problemy z tą aktualizacją. Zawsze się mówi, że lepiej poczekać na przetestowaną wersję, ale czy ktoś w ogóle testuje te aktualizacje? Wielki biały kursor to kpiny, a brak tapety tylko dodaje smaczku tej 'nowej’ wersji Windows.
Ależ jestem zafascynowany nowym paskiem zadań! Choć… czekaj, coś mi tu nie pasuje. Dlaczego to ma być ostateczna wersja, skoro tyle osób zgłasza błędy? No i skoro nie da się wrócić do normalnego kursora, to ja się tym nie zajmuję, cała sytuacja jest co najmniej absurdalna.
Mam już tę aktualizację i co? Kursor nie zmienia się jak należy, tapeta znika. To moja praca, którą muszę prezentować, a nie mogę z tym nędznym czarnym tłem! Jeśli Microsoft myśli, że to akceptowalne, to się grubo myli. Gdzie jest jakość?
Na szczęście mi się udało bezproblemowo zainstalować nową wersję. Muszę przyznać, że personalizacja jest super. Mimo to, niepokojące jest, że w ogóle takie błędy przeszły przez testy. Rozumiem, że się zdarza, ale taki błąd z kursorem? To dopiero hańba.
Porównując to do innych aktualizacji, to wygląda jakby Microsoft rzucił wszystko na ochłapy, byle tylko było. Czy naprawdę trzeba było wydać coś z tak rażącymi błędami? Już się boję, jak to będzie się rozwijać w przyszłości. Niech lepiej usuną te błędy, zanim zrobią cokolwiek innego.