Kategorie:
piractwo

Zapowiedź świata post-nielegalnej kopii

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie duża liczba dyskusji przeprowadzonych na forach internetowych z różnymi ludźmi na temat oblicza piractwa komputerowego nielegalnego kopiowania oraz natury własności intelektualnej. Przy okazji tych dyskusji wypłynęła masa nieścisłości i dziur w obrazie rzeczywistości prezentowanym ludzkości przez organizacje takie jak ZAIKS, RIAA, MPAA, MAFIAA i różnorakich korporacyjnych lobbystów. Ponieważ nie znoszę kłamstw i niesprawiedliwości, postanowiłem, że nie będę dłużej tolerował panoszenia się fałszywej propagandy i napiszę ten artykuł, będący zwieńczeniem kilku lat przemyśleń, wspomnianych już dyskusji i argumentów użytych przez obie strony barykady.

1. Definicje.

Dużo się ostatnio mówi w mediach o własności intelektualnej oraz jej kradzieży, ale jak wielu z nas zastanawiało się, czym dokładnie jest ta własność intelektualna i jak ją zdefiniować? Według definicji z angielskiej Wikipedii, własność intelektualna, to “różne typy monopolów prawnych dotyczących tworów ludzkiego umysłu, zarówno artystycznych jak i komercyjnych (…)”. Dzięki prawu ochrony własności intelektualnej, “autorzy zyskują prawa wyłączności do prac artystycznych, muzycznych, literackich, a także wynalazków i odkryć oraz słów, fraz, symboli i projektów”. Jest to, jak widać, bardzo szeroka definicja.

Ochronie może zatem podlegać praktycznie wszystko, co zostało stworzone za pomocą ludzkiego umysłu i jest w jakiś sposób unikalne. Takie rozumienie tego zapisu nie jest wcale przesadzone ani dalekie od rzeczywistości, co pokazują przykłady zarezerwowania koloru magenta przez niemiecką markę T-Mobile, czy tzw. trolla patentowego, który pozwał cały Internet za używanie technologii, która rzekomo została przez niego wymyślona.

Sprawa nr 1

Skoro, jak widać, chronioną własnością intelektualną można uczynić prawie wszystko, nawet najprostszą i najbanalniejszą rzecz, to logicznie rzecz biorąc każdy z fragmentów, z których składa się ta “własność” też jest własnością intelektualną. Rozważmy przykład, w którym ktoś zarezerwuje / opatentuje słowo “dupa”. Od tej pory “dupa” jest własnością intelektualną tej osoby. Załóżmy też, że wszystkie kombinacje wyrazów, które zawierają się w słowie “dupa”, tj. “du”, “pa”, “dup”, “upa” itp. zostały już wcześniej wynalezione i użyte przez kogoś, więc są jego własnością intelektualną. Mało tego, jeżeli chcemy być naprawdę konsekwentni, to własnością intelektualną powinny być też literki “d”, “u”, “p” oraz “a”. No dobra, tylko czyją one są własnością? Logika podpowiada, że tego, kto je wymyślił. Kto je wymyślił? Społeczeństwo.

Skoro więc społeczeństwo jest autorem i właścicielem zarówno literek “a”, “b”, “c”, “d”, oraz wszelkich 2- i 3-literowych kombinacji literek tworzących wyraz “dupa”, to jakim prawem autor wyrazu “dupa” śmie twierdzić, że jest on w 100% jego własnością i dodatkowo żądać od państwa ochrony przed nielegalnym kopiowaniem tego wyrazu? W jaki sposób oszacować, w jakim procencie autor wspomnianego słowa jest jego właścicielem, a w jakim nie?

Analogię tę można w podobny sposób zastosować do każdej własności intelektualnej:

  • Muzyka: Skoro Britney Spears jest właścicielem swojego utworu i stworzyła go “od zera”, to czy stworzyła też słowa, nuty, sposób zapisu nut, instrumenty, rytm, taniec i śpiew? Wszystko to są własności intelektualne, których posiadaczem jest społeczeństwo.
  • Programy komputerowe: Skoro to programiści są wyłącznymi właścicielami swoich programów, czy są też właścicielami reguł i zasad matematycznych, fizycznych, algorytmów oraz wszystkich innych elementów umożliwiających stworzenie oraz kompilację programu komputerowego?
  • Filmy: Skoro to filmowcy są wyłącznymi właścicielami swoich filmów, czy są też właścicielami koncepcji gry aktorskiej, filmu udźwiękowionego, muzyki, zapisu obrazu i dźwięku na nośnikach trwałych itd. itp.? Skądże, wszystko to są własności intelektualne od tysięcy lat rozwijane przez ludzkość.
  • Książki: Skoro to pisarze i poeci są wyłącznymi właścicielami swoich książek, to czy są też właścicielami cyfr, liczb, liter, słów, stylów literackich oraz inspiracji, które pozwoliły te dzieła stworzyć? W żadnym wypadku. A przecież wszystkie te elementy są także własnością intelektualną, której jednak nikt nie zawłaszczył za pomocą monopolu.
  • Wynalazki: Skoro to wynalazca / twórca pomysłu jest wyłącznym autorem wynalazku / koncepcji, to czy jest też właścicielem wszystkich reguł i praw matematycznych, fizycznych, biologicznych i chemicznych, z których składa się jego wynalazek? Czy piekarz, który patentuje nowy rodzaj chleba, jest też wyłącznym autorem / właścicielem patentu na mąkę, zakwas, piec do wypieków, a także koncepcji, że w ogóle można tworzyć żywność podgrzewając zmielone ziarno z wodą i paroma innymi składnikami? Przecież “patent” na wszystkie te rzeczy należy do społeczeństwa i jest publiczną własnością.

Często można spotkać się z sytuacją, w której ludzie porównują kradzież własności intelektualnej do kradzieży własności materialnej (co oczywiście jest absurdem, ale o tym później). Użyjmy więc tej samej, bezsensownej broni i zastosujmy to samo porównanie tutaj. Pytanie brzmi następująco: kto jest prawowitym właścicielem mercedesa — pan Zbigniew, który posiada akt własności wszystkich części, z których składa się ten mercedes, czy raczej pan Marian, mechanik pana Zbigniewa, który do pojazdu przykręcił koła (które też są własnością pana Zbigniewa) zamieniając je miejscami?

Wniosek nr 1

Z punktu widzenia logiki, coś takiego jak “własność intelektualna” w praktyce nie powinno istnieć, bo nie można być wyłącznym właścicielem czegoś, co składa się z części, których właścicielami jest kto inny. Wszystkie wytwory ludzkiej wyobraźni składają się z innych, mniejszych fragmentów, które są wytworami wyobraźni innych ludzi. Jedyna różnica między całością a fragmentami jest taka, że te fragmenty nie są w większości chronione patentami i prawami autorskimi, a stanowią własność publiczną (public domain).

Rozumując tym tokiem, w najlepszym wypadku można być realnie właścicielem tylko niewielkiej (<5%) części wyprodukowanej przez siebie własności intelektualnej, gdyż wszystko co opracowujemy, wymyślamy, wyobrażamy sobie, w zdecydowanej większości składa się z myśli, wyobrażeń i realizacji innych ludzi.


2. Skąd się wzięła ochrona “własności intelektualnej”?

Sprawa nr 2a: prawo autorskie

Sama już nazwa “prawo autorskie” sugeruje, że to prawo jest tworem stworzonym przez autorów dla ochrony swoich potrzeb, ale nie jest to prawdą. Dzisiejsze prawo autorskie wywodzi się od organizacji cenzorskich XVI-wiecznej Anglii i zostało zaproponowane, zaprojektowane i wprowadzone jedynie z inicjatywy dystrybutorów i drukarzy. XVI wiek to czas, gdy pojawiła się pierwsza maszyna drukarska z prawdziwego zdarzenia, co spowodowało prawdziwą eksplozję twórczości różnorakich pisarzy oraz artystów, gdyż łatwość i szybkość z jaką można było kopiować dzieła była dla nich motywująca, przez co tworzyli więcej niż kiedykolwiek. Prawa autorów nie były zagrożone i pomimo nieistnienia żadnego systemu “ochrony” autorów, twórcy produkowali wielką ilość treści, co zaczęło martwić angielski rząd obawiający się rozpowszechniania treści wywrotowych. Ustanowił on więc cech prywatnych cenzorów pod nazwą “Londyńskie Zrzeszenie Sprzedawców Papieru”, który miał przyznany monopol na wszystkie druki w Anglii oraz dodatkowo mógł niszczyć dzieła wyprodukowane nielegalnie.

System ten działał dość sprawnie przez ponad półtora stulecia, ale pod koniec XVII wieku angielski rząd rozluźnił więzi cenzury i chciał zlikwidować monopol dystrybutorów, ku uciesze autorów. Sprzedawcy, zagrożeni wyrzuceniem na bruk, opracowali więc nową strategię działania: stwierdzili, że “autorzy nie mają środków aby rozpowszechniać swoje prace”, więc potrzebują maszyn drukarskich, sieci transportowej, inwestycji w materiały, zestawów typograficznych etc., co może zapewnić tylko dystrybutor. Zaproponowali więc utworzenie koncepcji prawa autorskiego dystrybutorskiego ograniczającego możliwość kopiowania do uprawnionych podmiotów, które to prawo autor mógł sprzedać komukolwiek (słusznie przewidując, że w większości przypadków autor odsprzeda prawa dystrybutorowi).

System ten został stworzony przez wydawców i dla wydawców jako przedłużenie ich cenzorskiego monopolu. W tamtych czasach twórcom wydawało się absurdalnym żądanie ograniczania rozpowszechniania swoich prac, bo niby dlaczego mieliby wracać do cenzury, od której właśnie udało im się uciec? Stworzenie systemu prawa autorskiego dystrybutorskiego było niezwykle przebiegłym posunięciem dystrybutorów, które pozwoliło im przetrwać w zmienionej postaci przez następnych 300 lat, aż do dzisiaj.

Więcej informacji z zakresu początków prawa autorskiego można uzyskać w doskonałym tekście Karla Fogela, “Zapowiedź świata post-copyright” (tutaj lub tutaj).

Wniosek nr 2a

Z punktu widzenia logiki, nie ma więc żadnego uzasadnienia wg którego system ochrony praw autorskich dystrybutorskich będący przedłużeniem cenzury i z założenia mający ograniczać rozpowszechnianie wytworów ludzkiego umysłu miałby istnieć. Skoro przed wprowadzeniem ochrony “własności intelektualnej” twórcy produkowali więcej, a tworzenie przez innych ludzi kopii było dla nich motywujące do działania, likwidacja tej “ochrony” z pewnością nie sprawi, że twórcy będą mniej kreatywni, jak twierdzą organizacje walczące z piractwem nielegalnym kopiowaniem.

Prawo “antypirackie” ustanawia prawny monopol blokujący przepływ myśli, idei i tworów wyobraźni, i tak samo jak każdy inny monopol, z definicji ogranicza ludzką kreatywność, powinno zatem zostać zlikwidowane najszybciej jak się tylko da.

Sprawa nr 2b: prawo patentowe

Prawo patentowe, podobnie do prawa autorskiego, zostało stworzone w celu ochrony unikalnych innowacji jakiejś jednostki przed kopiowaniem i korzystaniem z tych innowacji przez innych ludzi. Trzon koncepcji patentu nieznacznie więc różni się od prawa autorskiego. W przeciwieństwie jednak do praw autorskich, patent jest bardzo starym wynalazkiem, bo pierwszy raz został zastosowany już 500 lat przed naszą erą w greckim mieście Sybaris.

Typowe argumenty zwolenników słuszności prawa patentowego są następujące:

Pierwszy argument producenta: Gdyby nie było prawa patentowego, ludziom nie chciałoby się wynajdować żadnych wynalazków.

  • Kontrargument 1:

    Skoro bez prawa patentowego ludzie nie mają motywacji do wynajdowania nowych rzeczy, w jaki sposób rozwijaliśmy się cywilizacyjnie przez 10.000 lat przed wynalezieniem prawa patentowego? Czy brak prawa patentowego uniemożliwił wynalezienia koła, ognia, łuku, czy chowu bydła? Nie.

  • Kontrargument 2:

    Czy istnieją jakiekolwiek twarde dowody, które są w stanie choćby z 90-procentowym prawdopodobieństwem potwierdzić, że twórcy wynalazków nie opublikowaliby ich, gdyby nie mogli liczyć na otrzymanie monopolu na czerpanie zysków z tychże wynalazków?

  • Kontrargument 3:

    Czy jeżeli powyższe miałoby być prawdą, to należy rozumieć, że w razie braku istnienia ochrony patentowej większość wynalazców postępowałaby zgodnie z zasadą “na złość mamie odmrożę sobie uszy” i nie publikowała swoich inwencji w ogóle? Trzeba by wtedy założyć, że większość wynalazców jest skrajnymi egoistami, a prawdopodobieństwo tego, że taka sytuacja ma / miała miejsce jest niewielkie.

  • Kontrargument 4:

    Co do Kontrargumentu 3: czy gdyby prawo patentowe nigdy nie istniało i nikt nigdy nie wpadłby żeby je stworzyć, to czy kiedykolwiek jakikolwiek wynalazca wpadłby na to, żeby nie publikować swoich dzieł bo nie otrzyma ochrony? Oczywiście, że nie, bo byłoby to logicznie sprzeczne. Tak jak artyści sami nie wpadli na pomysł praw autorskich i nadal publikowaliby wszystko na wolnej licencji do dzisiaj gdyby nie dystrybutorzy, wynalazcy również nadal publikowaliby swoje pomysły, jeżeli nigdy nie istniałaby ochrona.

Drugi argument producenta: Bez prawa patentowego, korporacjom nie opłacałoby się przeznaczać bilionów dolarów na swoje działy R&D zajmujące się badaniami i wynajdowaniem nowych technologii.

  • Kontrargument:

    Owszem, argument mówiący że korporacje nie miałyby motywacji żeby wydawać bilionów dolarów na badania bez zapewnienia monopolu jest teoretycznie słuszny. Korporacje działają wyłącznie w swoim czysto egoistycznym interesie i dlatego inwestycje, które w bliższej lub dalszej perspektywie nie zwrócą się w 100%, nie mają z ich punktu widzenia racji bytu.

    Jednakże błąd koncepcyjny tego rozumowania polega na tym, że z góry zakładamy, że to korporacje muszą zajmować się badaniami i rozwojem nowych technologii. Tymczasem, gdyby nie istniały patenty, z pewnością powstałby jakiś odmienny model biznesowy uwzględniający to, że jednej korporacji nie opłaca się inwestować dużych sum w badania. Wszechświat nie znosi pustki. Być może tym modelem byłoby tworzenie różnych fundacji non-profit, które zajmowałyby się rozwojem nowych technologii. Innym przykładem, jednym z wielu, mogą być też dziesiątki tysięcy projektów rozwijanych każdego roku przez uniwersytety.

    Również przykład ścieżek rozwojowych Wikipedii, kernela Linuksa, serwera Apache czy samodzielnie replikującej się maszyny RepRap oraz innych niezliczonych projektów na wolnych licencjach, które rozwijają się bez przewodnictwa jakiejkolwiek firmy pokazuje, że taki model rozwoju jest nie tylko możliwy, ale może być bardzo skuteczny.

    Przy wykorzystaniu takiego modelu, decydowaniem o kierunku rozwoju zajmuje się założyciel fundacji / projektu, a korporacje mogą (ale nie muszą) przeznaczać fundusze oraz czas swych pracowników na jego dotowanie. Jednak przykład jądra Linuksa dobitnie pokazuje, że inwestowanie przez korporacje w tego rodzaju model biznesowy bardzo mocno leży w ich interesie (źródło 1, źródło 2, źródło 3 (PDF)).

Trzeci argument producenta: Z powodu wymienionych w argumentach pierwszym i drugim czynników, prawo patentowe przyśpiesza rozwój cywilizacyjny ludzkości.

  • Kontrargument 1:

    Z definicji, prawo patentowe tworzy prawny monopol rynkowy, który ogranicza możliwości wszystkich podmiotów oprócz jednego, będącego właścicielem patentu. Pozostałe podmioty nie mogą swobodnie korzystać z opatentowanej technologii, nie mogą jej rozwijać ani tworzyć produktów, które się na niej opierają. To są fakty. Skoro więc faktem jest, że taki monopol ogranicza możliwości wszystkich ludzi i firm, oprócz jednej / jednego, to logicznie rzecz biorąc, w jaki sposób można przyśpieszać rozwój hamując go?

    Przykład: rozważmy następujący przykład myślowy eksperymentalnego wyścigu: powiedzmy, że wypuszczamy na tor 10 samochodów sportowych, nakazując każdemu kierowcy jechać cały czas z prędkością średnią równą 100 km/h. Po zakończeniu każdej rundy, po dotarciu samochodów do mety, mierzymy średnią prędkość wszystkich pojazdów ogółem. Nie trzeba wiele kalkulacji, aby stwierdzić, że prędkość średnia wszystkich pojazdów ogółem będzie równa 100 km/h, co jest równe średniej prędkości każdego pojedynczego samochodu.

    A teraz wprowadźmy “patent” do układu. “Patent” polega na tym, że nakazujemy jednemu kierowcy jechać tak, by osiągał średnią prędkość 200 km/h. Gdy po zakończeniu wyścigu zmierzymy średnią prędkość wszystkich pojazdów, zauważymy, iż prędkość średnia wszystkich samochodów ogółem wcale nie zmieniła się znacząco, bo wynosi teraz 110 km/h. To jest sytuacja, która odwzorowuje istnienie ochrony patentowej wynalazku.

    A teraz zlikwidujmy “prawo patentowe” i pozwólmy każdemu kierowcy jechać ze średnią prędkością 200 km/h. Nie jest już chyba zaskoczeniem, że po zmierzeniu wyników ogólna średnia prędkość wszystkich pojazdów wzrosła znacząco i wynosi teraz 200 km/h.

    Oczywiście przykład ten jest tylko próbą oddania sedna problemu patentów, wszelkie liczby są zmyślone i ich precyzja jest minimalna.

  • Kontrargument 2:

    Czy pojawienie się monopolu na wolnym runku jest stymulujące czy też może hamujące dla rozwoju tego rynku? Czy jeżeli jedna firma dostanie monopol na jakąś krytyczną technologię i z jej pomocą wytnie konkurencję w pień, to klient zyska na tym, czy może raczej straci, ceny wzrosną czy spadną? Raczej wszyscy znamy odpowiedź na to pytanie. Więc dlaczego z prawnym monopolem patentowym miałoby być inaczej? Czy to jest jakiś czarodziejski rodzaj monopolu?

  • Kontrargument 3:

    Czy istnieje jakikolwiek przykład rynkowy sytuacji, w której monopol lub dominacja jednej firmy w jakiejkolwiek dziedzinie była bardziej stymulująca dla wzrostu i rozwoju rynku od wolnej konkurencji? Czy państwowo umocowany monopol Poczty Polskiej sprawia, że przesyłki są tańsze, dochodzą szybciej, a poziom obsługi klienta jest wyższy niż gdyby monopol nie istniał? Czy monopol Rosji na dostawy gazu do Ukrainy i Polski sprawił, że kraje te otrzymały więcej gazu po niższej cenie od krajów, które nie są w uzależnione od jednego dostawcy? Nie — a to przecież tylko kilka z wielu przykładów, które można by tutaj przytoczyć. Skoro więc nie istnieją (lub istnieją w marginalnej ilości) przypadki, w których monopol rozwija rynek bardziej od wolnej konkurencji, to na jakiej podstawie można twierdzić, że z prawnym monopolem ustanowionym przez traktaty patentowe jest inaczej?

  • Kontrargument 4:

    Przykład myślowy: czy “zarezerwowanie” przełomowych wynalazków takich jak ogień, koło czy pieniądz na 1000 lat (okres ochrony patentowej) przez małą grupkę uprzywilejowanych osób pobierających ogromne haracze od każdego przypadku wykorzystania tych technologii, byłoby korzystne, czy niekorzystne dla rozwoju całej ludzkości?

Wniosek nr 2b

Logicznie rzecz biorąc, system patentowy nie służy zdrowej konkurencji na rynku, a skoro nie służy konkurencji, to nie służy też klientom. Jest to patologiczny i całkowicie nieusprawiedliwiony (lub usprawiedliwiony, ale wyłącznie chciwością i egoizmem uprzywilejowanych jednostek) twór prawny, powodujący szerzenie się korporacyjnych monopolów, egoistycznego podejścia do korzystania z pracy i dokonań innych, spowalnianie naturalnego rozwoju ludzkości, który przez dziesiątki tysięcy lat odbywał się bez udziału jakiejkolwiek ochrony “własności intelektualnej” oraz tworzenia nienaturalnych monopolów. Przy braku istnienia twardych dowodów na to, że system ten jest korzystny, powinien zostać całkowicie zlikwidowany lub zastąpiony innym rozwiązaniem.


3. Piractwo Nielegalne kopiowanie muzyki, filmów, oprogramowania i książek a straty / zyski producentów.

Sprawa nr 3a: nielegalne kopiowanie = kradzież

Na początek może przypomnijmy sobie definicję kradzieży. Wikipedia mówi:

Kradzież (art. 278 kk) to zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia. Pod pojęciem zaboru rozumie się fizyczne wyjęcie rzeczy spod władztwa właściciela

A teraz pora na piractwo:

Potoczne określenie działalności polegającej na nielegalnym kopiowaniu i posługiwaniu się własnością intelektualną (programami komputerowymi, muzyką, filmami itp.) bez zgody autora lub producenta i bez uiszczenia odpowiednich opłat.

Patrząc na definicje, podobieństwo obydwu terminów wydaje się minimalne. W przypadku kradzieży, wyraźnie jest określone, że aby ukraść, należy fizycznie wyjąć jakąś rzecz spod władzy właściciela. Jedno jest pewne: w przypadku nielegalnego kopiowania, nie zachodzi tutaj żadne ograniczenie możliwości dysponowania produktem przez autora.

Tym, co teoretycznie upodabnia nielegalne kopiowanie do kradzieży, jest przedstawiany przez wiele osób argument mówiący, że kopiowanie takie powoduje straty. Ale powodowanie strat przez piractwo nie jest wcale rzeczą oczywistą, co zostanie omówione w kolejnych działach tego artykułu.

Wniosek nr 3a

Nielegalne kopiowanie nie jest kradzieżą, ponieważ nie zachodzi jeden z warunków koniecznych dla kradzieży, tj. wyjęcie przedmiotu kradzieży spod władztwa właściciela. Aby kradzież miała miejsce, właściciel musi utracić możliwość zarządzania / dysponowania obiektem kradzieży, a kopiując w nieuprawniony sposób film, muzykę, czy program komputerowy bez jego zgody, nie zachodzi żadne zmniejszenia stopnia w jakim właściciel może zarządzać swoim przedmiotem oraz dowolną ilością jego fizycznych lub cyfrowych kopii.

Czym zatem jest nielegalne kopiowanie? Dalsza część artykułu próbuje odpowiedzieć na to pytanie.

Sprawa nr 3b: nielegalne kopiowanie — porównania z krainy absurdu

Jednymi z najbardziej absurdalnych wypowiedzi, z jakimi można się spotkać dyskutując na temat natury własności intelektualnej, są porównania piractwa do wielu czynów uznawanych przez społeczeństwo lub prawo za moralnie / etycznie negatywne. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, iż są w przeważającej większości kompletnie nietrafione.

  • Porównanie numer 1: “Nielegalne kopiowanie to jak jazda tramwajem na gapę. Tłumaczysz się, że przecież nikomu nie dzieje się krzywda więc to nic złego, ale jeżdżąc na gapę okradasz firmę transportową z pieniędzy, których nie zarobiła na tobie, bo jej nie zapłaciłeś, tak samo jak okradasz autorów programów / muzyki / filmów, które wykorzystujesz bez licencji, bo nie zapłaciłeś im za to.”

    Dlaczego jest nietrafne:
    Porównanie jest całkowicie nietrafne z bardzo prostego powodu. Tramwaj / autobus / trolejbus, który jest bardziej obciążony, zużywa więcej paliwa/energii. Dodatkowo każdy ekstra pasażer, to dodatkowe koszty sprzątania, naprawy zniszczonych siedzeń etc. Więc jednak firmie transportowej dzieje się “krzywda”, bo wywołujesz straty i realnie zmniejszasz bogactwo tej firmy. Coś takiego nie ma miejsca w przypadku nielegalnego kopiowania, gdzie w razie gdyby ktoś i tak nie kupił danego programu / utworu / filmu / książki, żadna strata nie występuje.

  • Porównanie numer 2: “Nielegalne kopiowanie to tak, jak gdybyś ty wynajął mi mieszkanie, a ja pomieszkałbym w nim miesiąc i bym ci nie zapłacił. Nikomu się krzywda nie stała, więc z mojego punktu widzenia to jest OK. Ale przecież okradłem cię z pieniędzy, które byś zarobił wynajmując mieszkanie komuś uczciwemu. Podobnie jest z nielegalnym oprogramowaniem / muzyką / filmem — wynajmujesz je w celu użytkowania, ale nie płacisz za to, więc autor traci.”

    Dlaczego jest nietrafne:
    Po pierwsze – przykład jest nieadekwatny, ponieważ przy wynajmowaniu mieszkania zawierana jest umowa między mieszkaniodawcą a lokatorem, która jest zobowiązująca i samo jej złamanie jest już oszustwem. W przypadku piractwa, nic podobnego nie zachodzi, gdyż nie jest zawierana żadna umowa między właścicielem własności intelektualnej, a nielegalnie kopiującym, więc nie jest on do niczego zobowiązany.
    Po drugie – sytuacja jest analogiczna do jeżdżenia na gapę. Tutaj także występuje strata osoby wynajmującej mieszkanie, bo przecież mieszkanie zużywa się podczas jego użytkowania — ściany się brudzą, podłogi się wycierają, powoli niszczą się wykładziny, meble oraz sprzęt AGD. Nie można przyrównywać tej sytuacji do piractwa, gdzie żadna strata nie musi nastąpić.

  • Porównanie numer 3: “Nielegalne kopiowanie to tak, jak gdybyś ty umył mi samochód, a ja bym ci za to nie zapłacił. Wytłumaczę się, że nic nie straciłeś w ten sposób, więc to nic złego.”

    Dlaczego jest nietrafne:
    Porównanie jest rażąco nietrafne. Przede wszystkim, nastąpiła istotna strata. Stracony został czas poświęcony na mycie samochodu oraz zużyta została energia w postaci użycia siły mięśni do wymycia samochodu. Więc nie można tutaj mówić o porównaniu do nielegalnego kopiowania, gdzie strata nie wystąpi, o ile ktoś nielegalnie kopiuje tylko to, czego i tak by nie kupił, bądź też po nielegalnym skopiowaniu kupuje legalną wersję.
    Druga sprawa jest taka, że podobnie jak w przypadku porównania numer 2, osoba posiadająca samochód do umycia zawiera umowę z osobą myjącą samochód. Taka umowa, nawet jeżeli jest tylko umową słowną, wciąż jest wiążąca, więc jej niedotrzymanie w świetle etyki jest oszustwem. Ponownie, w przypadku nielegalnego kopiowania, między kopiującym a właścicielem własności intelektualnej żadna umowa nie jest nawiązywana, wobec czego nielegalnie kopiujący nie jest zobowiązany do przestrzegania czegokolwiek.

Na koniec zostawiłem sobie dwa najbardziej idiotyczne porównania:

  • Ultrabzdurne porównanie numer 1: “Nielegalne kopiowanie jest jak skopiowanie sobie czyjejś pracy naukowej, a następnie podpisanie jej swoim nazwiskiem, po czym rozpowszechnianie jako własnej i czerpanie z niej korzyści”.

    Dlaczego jest nietrafne:
    To porównanie jest tak idiotyczne i ma tak niewiele wspólnego ze zjawiskiem zwanym piractwem nielegalnym kopiowaniem, że aż trudno uwierzyć że ktoś mógłby go używać. Nikt (albo prawie nikt) przecież nie odmawia uznania autorstwa Britney Spears, gdy rozpowszechnia jej utwory przez sieć P2P. Nikt też nie próbuje rozpowszechniać za pomocą P2P hollywoodzkiego filmu twierdząc, że to on jest jego autorem w celu uzyskania korzyści w postaci sławy, chwały, czy pieniędzy. To samo ma się do programów komputerowych. Owszem, wszystkie powyższe własności intelektualne są masowo nielegalnie kopiowane za pomocą sieci P2P, ale w 99,999% przypadków nikt celowo nie zmienia informacji o autorstwie utworu / programu w celu uzyskania publicznego uznania czy pieniędzy. Dokonanie czegoś takiego i tak jest w praktyce niewykonalne, gdyż internauci mają ogromną wiedzę na temat kinematografii, muzyki oraz programów komputerowych, więc taki “plagiat” natychmiast zostałby wykryty i ujawniony w komentarzach dotyczących danej “własności intelektualnej” na portalach internetowych zajmujących się sieciami P2P.

  • Ultrabzdurne porównanie numer 2: “Nielegalne kopiowanie to kradzież taka sama jak kradzież Mercedesa. Nie stać cię na Mercedesa, to nim nie jeźdź, zamiast kraść.”

    Dlaczego jest nietrafne:
    To porównanie jest prawdziwym Świętym Graalem wśród bezsensownych porównań. Czy zrobienie 100 kopii Mercedesa przy zerowych kosztach za pomocą czarodziejskiej różdżki, po czym rozdanie kopii wszystkim znajomym, to kradzież? Czy wykonanie kopii w systemie plików (kopiuj, wklej) to to samo, co wykonanie przeniesienia (wytnij, wklej)? Czy zabranie sąsiadowi telewizora to to samo, co złożenie takiego samego telewizora jak ma sąsiad u siebie w domu z użyciem własnych schematów i narzędzi? Jak już było wyjaśnione wyżej, żeby dokonać kradzieży, należy fizycznie przesunąć jakąś własność danej osoby, tak aby ta osoba straciła możliwość zarządzania swoją własnością. Taka sytuacja jednak nie zachodzi w przypadku “piractwa” nielegalnego kopiowania.

Sprawa nr 3c: nielegalne kopiowanie — porównania trafne

  • Trafne porównanie numer 1: “Nielegalne kopiowanie = biblioteka. Korzystając z P2P robimy dokładnie to samo, co korzystając z biblioteki – uzyskujemy dostęp do materiałów nie płacąc za nie.”

    Dlaczego jest trafne:
    Podobnie jak w przypadku korzystania z sieci P2P, z użyciem biblioteki możemy uzyskać dostęp do rzeczy, na które nas nie stać lub na które nie chcemy wydawać pieniędzy. W nowoczesnych bibliotekach w wielu krajach do wypożyczenia możliwe są nie tylko książki, ale muzyka i filmy. Podobnie jak w przypadku P2P, producenci mogliby powiedzieć, iż przez to, że ludzie korzystają z bibliotek, kupują mniej książek / filmów / muzyki, co przekłada się na straty dla twórców. Jedyna różnica jest taka, że biblioteki są umocowane prawnie, a korzystanie z sieci P2P nie.

  • Trafne porównanie numer 2: “Nielegalne kopiowanie = rozpalenie swojego domowego ogniska za pomocą drewienka odpalonego z innego ogniska.”

    Dlaczego jest trafne:
    Sytuacja jest bardzo analogiczna do kopiowania z użyciem sieci P2P. Czy jeżeli ktoś kupi sobie zapałki i rozpali ognisko, a ktoś inny zamiast iść do sklepu i kupować następną paczkę zapałek, odpali sobie drewienko od ogniska tego ktosia po czym za pomocą tego drewienka rozpali własne ognisko, to czy producent zapałek odniósł stratę? Czy można mówić o okradzeniu producenta zapałek poprzez “skopiowanie ognia” z innego ogniska, zamiast kupowania nowej paczki zapałek? Jedno jest pewne: Gdyby zapałki były przeraźliwie drogie, a przemysł producentów zapałek miał taką władzę i pieniądze jak przemysł rozrywkowy, z pewnością producenci zaczęliby lobbować za zakazem odpalania drewienek z innych ognisk.

Sprawa nr 3d: nielegalne kopiowanie to straty dla producentów. Czyżby?

Argument producenta: Każde nielegalne kopiowanie powoduje straty. Gdyby ludzie nie mieli dostępu do nielegalnego kopiowania, kupowaliby wszystko legalnie.

  • Kontrargument 1:

    Ten argument w zasadzie powinien być zdyskwalifikowany już na starcie, ponieważ nie istnieje i nigdy nie istniało środowisko czy społeczeństwo, w którym nie było nielegalnego kopiowania, więc nie ma żadnego “gdyby”. Tak jak obecnie nasze pokolenie korzysta z giełd komputerowych i P2P, tak poprzednie pokolenia korzystały z przegrywania kaset VHS, kaset magnetofonowych, odbitek zdjęć, podróbek płyt winylowych, czy prasy Gutenberga. Legalnie lub nielegalnie. Skoro nie istniało nigdy sytuacja, którą można by wskazać i powiedzieć “o — popatrz — wtedy nie było nielegalnego kopiowania i było tak fajnie”, to logicznym jest, iż nie da się stwierdzić “co by było gdyby”. Kopiowanie w takiej lub innej formie, legalne bądź nielegalne, towarzyszyło ludzkości od zawsze i wcale nie zanosi się na to, żeby nagle zniknęło.

  • Kontrargument 2:

    Część nielegalnego kopiowania to kopiowanie w przypadku, gdy dany produkt jest niedostępny na rynku i niemożliwy do legalnego zakupienia. Skoro ktoś i tak nie może legalnie kupić danego artykułu, to gdzie jest logika w twierdzeniu, że jego nielegalne kopiowanie powoduje straty? Przykłady:

    • Anime
    • Muzyka z egzotycznych krajów
    • Oprogramowanie, muzyka, filmy wycofane ze sprzedaży, w tym gros oprogramowania i gier starszych niż 10 lat
  • Kontrargument 3:

    Istotna część nielegalnego kopiowania to kopiowanie w celu przetestowania przed zakupem. Nikt nie chce kupować kota w worku. To logiczne, że nie można mówić o stracie, jeżeli ktoś najpierw skopiuje nielegalnie produkt, żeby potem go kupić.

  • Kontrargument 4:

    Ogromna część nielegalnego kopiowania to kopiowanie w przypadku, gdy osoba nielegalnie kopiująca nie posiada środków finansowych na zakup danej własności intelektualnej. Taka sytuacja w szczególności ma miejsce w krajach, gdzie zdecydowana większość obywateli żyje na bardzo niskim poziomie w porównaniu do “europejskich standardów”, krajów takich jak większość państw ameryki południowej, większość krajów afrykańskich, Rosja czy Chiny, a nawet Polska w latach 90-tych (zobacz: link 1, link 2, link 3 — w jęz. ang.). Nie ma żadnego logicznego powodu, żeby sądzić, że człowiek, który przykładowo zarabia miesięcznie równowartość ceny płyty DVD czy licencji OEM Windows XP, mógł sobie pozwolić na jej zakup. A skoro by nie kupił, to logiczne, że nie istnieje coś takiego jak strata producenta w takim wypadku.

  • Kontrargument 4a:

    Co do Kontrargumentu 4: Pewna część osób, których w momencie nielegalnego skopiowania danego produktu nie stać na ten produkt, w przyszłości poprawi swoją sytuację finansową i będzie chciała wynagrodzić twórców produktu za wcześniejsze jego nieautoryzowane użytkowanie. Taka sytuacja ma miejsce szczególnie w przypadku wiernego fana zespołu muzycznego, chcącego wspierać swojego idola.

  • Kontrargument 5:

    W przypadku nielegalnego kopiowania treści z pomocą sieci P2P, często zachodzi zjawisko, które można by nazwać “ultrakonsumpcją”. Polega ono na tym, że człowiek korzystający z sieci P2P nielegalnie kopiuje w regularnych odstępach czasu tyle własności intelektualnej, że przy swoich zarobkach nie byłby w stanie jej kupić. Rozważmy następujący przykład:

    Mieszkający w małym mieście Marek jest zatrudniony jako kasjer w małym lokalnym markecie i każdego miesiąca po otrzymaniu 1600 złotych wypłaty, opłaceniu czynszu (700zł) rachunków (250zł) oraz niezbędnych wydatków na żywność, środki czystości, ubrania (350 zł), zostaje mu 300 złotych na ekstra wydatki. Marek każdego miesiąca ogląda 10 filmów (takich których jeszcze nie oglądał), słucha 80 nieznanych mu wcześniej ścieżek muzycznych z 8 albumów oraz gra w jedną nową, nieznaną mu wcześniej grę. Marek stara się być uczciwym człowiekiem, więc całe 300 złotych wydaje na kupowanie gier, muzyki i filmów. Jednak przy założeniu, że średnia cena albumu muzycznego to 30 złotych, średnia cena gry to 70 złotych, a średnia cena filmu na DVD do 35 złotych, Marek musiałby wydać 8 x 30 + 1 x 70 + 10 x 35 = 240 + 70 + 350 = 660 złotych. Więc jeżeli Marek miałby wydać całe pieniądze, które mu zostają na gry, muzykę i filmy, to nadal nie byłby w stanie zapłacić za wszystko, co nielegalnie kopiuje. Logika podpowiada, że skoro i tak nie byłby w stanie zapłacić, to strata producenta tutaj nie istnieje.

    Powyższy przykład szczególnie dobrze oddaje realia życia młodych ludzi, którzy są częściowo lub całkowicie na utrzymaniu rodziców — a ta grupa społeczna najczęściej korzysta z uroków nielegalnego kopiowania, co pokazują badania (link 1 (DOC), link 2, link 3).

  • Kontrargument 6:

    W krajach takich jak Polska, Ukraina, Brazylia, Rosja i wielu innych, które są stosunkowo biedne w porównaniu do standardów starych krajów Unii Europejskiej, czy USA, często zachodzi też zjawisko pośredniego zmuszania lub zachęcania uczniów i studentów do nielegalnego kopiowania przez system edukacyjny. Nauczyciele / profesorowie często wymagają dostarczenia prac na zaliczenie w formatach obsługiwanych tylko przez ekstremalnie drogie oprogramowanie specjalistyczne, takie jak AutoCAD, MatLab, czy 3D Studio Max. Naturalnie, trudno sobie wyobrazić, żeby przeciętnego studenta było stać na produkt kosztujący 3000 dolarów. Zatem wysoce logiczne jest, że w przypadku gdy student taki wykona nielegalną kopię, nie zachodzi żadna strata producenta.

  • Kontrargument 7:

    Skoro każde nielegalne kopiowanie powoduje straty, lub nielegalne kopiowanie jako ogół powoduje straty (jak twierdzą wytwórnie filmowe, muzyczne i organizacje antypirackie, są to straty rzędu miliardów dolarów co roku), to logicznym następstwem powinno być to, iż najczęściej nielegalnie kopiowane oprogramowanie / utwory muzyczne / filmy powinny być też tymi najbardziej stratnymi. Czy tak jednak jest? Z pewnością każdy się zgodzi, że oprogramowanie takie jak Microsoft Windows czy Adobe Photoshop należy do najbardziej / najczęściej nielegalnie kopiowanego oprogramowania na świecie. Ale czy produkcja tych programów powoduje straty? Czy oprogramowanie to jest mało zyskowne? Nie, firmy Microsoft oraz Adobe są prawdziwymi potentatami, dominantami i monopolistami w swojej branży. Pomimo niewyobrażalnej skali nielegalnego kopiowania, która dotyka wymienione produkty, produkty te przynoszą kolosalne zyski, tym większe im większa skala nielegalnego kopiowania. Częsta jest też sytuacja, że autorzy najczęściej nielegalnie kopiowanych produktów zdobywają dominację na rynku. Czy byłoby to możliwe, gdyby większa skala nielegalnego kopiowania równała się większym stratom?

  • Kontrargument 7a:

    Co do Kontrargumentu 7: Skoro skala nielegalnego kopiowania produktu rośnie proporcjonalnie do jego popularności, czy nie jest możliwe i prawdopodobne, że nielegalne kopiowanie jest formą reklamy danego produktu, zwiększającą jego popularność i sprzedaż w dłuższym okresie? Tak, jak było to opisane w kontrargumentach 3, 4a, 6 — spora część osób (uczniów / studentów, ludzi o słabej kondycji finansowej oraz ludzi kopiujących nielegalnie w celu przetestowania), może być zainteresowana zakupem wcześniej nielegalnie skopiowanej własności intelektualnej w przyszłości. W takim przypadku producent zyskuje, a strata nie istnieje.

  • Kontrargument 8:

    Trudno także mówić o stracie producentów własności intelektualnej w sytuacji, gdy nie są oni w stanie nadążyć za rozwijającą się technologią i dostarczyć tak ogromnej ilości dóbr intelektualnych w tak błyskawicznym tempie i z tak niesamowitą wygodą, jaką dostarczają sieci P2P. Nie istnieje jeszcze zwyczajnie sieć dystrybucji oprogramowania, muzyki, czy filmów, która byłaby w stanie dostarczyć każdy twór intelektualny w ciągu kilku minut do kilku godzin, bez zbędnych formalności, użerania się z zabezpieczeniami i to bez wychodzenia z domu. Model dystrybucji obecny w sieciach P2P zwyczajnie o lata świetlne wyprzedza tradycyjne modele dystrybucji. Serwisy typu ITunes (muzyka) czy Steam (gry) to na pewno krok w dobrym kierunku, ale nadal tylko kropla w morzu potrzeb. Logicznie rzecz biorąc, firmy produkujące własność intelektualną nie mogą mówić o stratach, skoro i tak nie byłyby w stanie dostarczyć takiej ilości dóbr w takim tempie oraz o takich parametrach, jakie są każdego dnia dostępne w sieciach P2P. Można by powiedzieć, że ludzie korzystając z sieci P2P otrzymują zupełnie inny, lepszy (dla nich) produkt niż w tradycyjnych modelach dystrybucji. Takiego produktu wytwórnie nie są w stanie (lub są w stanie, ale nie chcą) dostarczyć, więc nic dziwnego, że nikt nie chce kupować tak przestarzałych i tak niskiej jakości produktów. A skoro nielegalnie kopiując dostajemy lepszy od produktu (X) produkt (X1), to trudno mówić o tym aby występowała strata w sprzedaży produktu (X).

  • Kontrargument 8a:

    Użytkownik sieci P2P otrzymuje lepszy produkt szczególnie w przypadku niektórych producentów muzyki, filmów DVD i gier, którzy to dostarczają towar wybrakowany, zawierający utrudniające korzystanie z produktu zabezpieczenia przed kopiowaniem DRM lub zmuszający legalnego użytkownika do oglądania kilku minut reklam oraz spotu kampanii antypirackiej, mówiącego że “piractwo to kradzież”.

  • Kontrargument 9:

    Wytwórnie i organizacje antypirackie wciąż nieustannie twierdzą, że nielegalne kopiowanie powoduje straty, ale jednak najwyraźniej są to tylko puste słowa, bo nie są w stanie tego udowodnić. Nie istnieją żadne twarde dowody czy jakiekolwiek niezależne badania, które potwierdzałyby tezę, że zjawisko nielegalnego kopiowania jako całość powoduje straty.

  • Kontrargument 9a:

    Wręcz przeciwnie, istnieją zlecone przez rządy niektórych krajów (Holandia, Kanada, Wielka Brytania) badania, które dały przeciwny wynik, mówiący że piractwo nielegalne kopiowanie jest korzystne dla gospodarki. Okazało się, że “piraci medialni” to po prostu ludzie, którzy najbardziej interesują się muzyką i jednocześnie kupują jej nawet 10 razy więcej niż jednostki nie korzystające z nielegalnego kopiowania. (Źródła: link 1 — w jęz. ang., link 2 — w jęz. ang., link 3 — w jęz. ang., link 4 — tłum. Google Translate).

  • Kontrargument 10:

    Pewna część nielegalnych kopii to kopie zapasowe, które w wielu przypadkach łatwiej wykonać ściągając piracką wersję własności intelektualnej z Internetu, zamiast wykonywać kopię lokalnie. Taka sytuacja w szczególności ma miejsce w przypadku zabezpieczonej przed kopiowaniem własności intelektualnej, której to kopię trudno jest wykonać bez umiejętności stosowania specjalistycznego oprogramowania kopiującego lub tzw. “cracków”. Skoro więc część wykonanych nielegalnych kopii jest wykonana w przypadku posiadania oryginalnego nośnika, nie można tutaj mówić o stracie producenta.

  • Kontrargument 10a:

    Niektóre z nielegalnych kopii, to kopie obrazów nośników CD/DVD pobrane w celu uruchamiania programu z obrazu płyty znajdującego się na dysku zamiast wkładania płyty do napędu za każdym razem pomimo posiadania kopii legalnej. Takie rozwiązanie nie tylko jest znacznie wygodniejsze, ale też działa szybciej. Tak, jak w poprzednim wypadku, pobranie jest łatwiejsze od wykonania kopii samemu. Naturalnie z powodu faktu posiadania legalnej kopii, nie można tu mówić o stracie producenta.

Wniosek nr 3d

Jak widać, istnieje ogromna liczba sytuacji, w których nielegalne kopiowanie nie powoduje żadnych strat producentów, a nawet powoduje zyski w długim okresie. Wobec tego można z całą pewnością stwierdzić, że określenie, czy istnieją jakiekolwiek straty producentów na skutek nielegalnego kopiowania, jest rzeczą ekstremalnie trudną, o ile w ogóle możliwą. Natomiast oczywistą bzdurą są przedstawiane przez koncerny medialne opinie, jakoby każda nielegalna kopia własności intelektualnej oznaczała stratę producenta w wysokości sklepowej ceny tej kopii.

Sprawa nr 3e: “Piractwo Nielegalne kopiowanie zabija przemysł muzyczny / drukarski / filmowy / oprogramowania”

Od wielu, wielu lat możemy usłyszeć argumenty drukarni, wytwórni muzycznych, filmowych i organizacji antypirackich postulujące, że “piractwo nielegalne kopiowanie zabija przemysł drukarski / muzyczny / filmowy / oprogramowania” (zob. link 1, link 2 — w jęz. ang.). I pomimo, że na przestrzeni lat kompletnie zmieniły się nośniki (papier => kasety audio => kasety video => płyty cd => Internet) oraz sposoby kopiowania (prasa drukarska => przegrywanie z magnetofonu na magnetofon => przegrywanie z magnetowidu na magnetowid => przegrywanie z użyciem nagrywarek CD / DVD => sieć P2P), to przewidywania koncernów zarządzających własnością intelektualną nigdy się nie sprawdziły. Nielegalne kopiowanie nigdy nie zabiło ani nawet ciężko nie raniło tego przemysłu.

Wniosek nr 3e

Argument, że nielegalne kopiowanie zabija przemysł produkcji własności intelektualnej jest co najwyżej urojeniem organizacji zajmujących się ochroną tych własności. Na przykładzie ostatnich kilkuset lat historii widać wyraźnie, że “problem” nielegalnego kopiowania nie wywołał żadnej katastrofy na rynku książek, muzyki, filmów, gier czy oprogramowania. Skoro kopiowanie (nielegalne lub legalne) towarzyszyło nam praktycznie od początków historii ludzkości, to niemożliwe jest, aby oskarżenia o powodowanie przez nie “armagedonu” sprzedaży dóbr intelektualnych mogły być prawdą.

Sprawa nr 3f: kiedy zatem nielegalne kopiowanie może powodować straty?

  • Sytuacja nr 1:

    Pierwszy oczywisty przypadek, to sytuacja, gdy jednostka dokonuje nielegalnego skopiowania własności intelektualnej, testuje produkt, po czym stwierdza że jego jakość jest satysfakcjonująca i zachowuje nielegalną kopię w celu dalszego użytkowania. Mimo posiadania odpowiednich środków finansowych, jednostka nie udziela jakiegokolwiek wsparcia autorom własności intelektualnej reprezentowanej przez nielegalną kopię.

    Sytuacja jest w tym przypadku jasna i klarowna. Klient miał możliwość zapłacenia, ale z premedytacją nie zapłacił. Strata producenta jest tutaj sprawą oczywistą.

  • Sytuacja nr 2:

    Logiczne wydaje się, że skoro (tak jak to zostało omówione w kontrargumencie 3 sprawy nr 3d) część zjawiska nielegalnego kopiowania powstaje z chęci przetestowania produktu przed zakupem, to producenci muzyki, filmów i oprogramowania o niskiej jakości będą zarabiać mniej niż zarabialiby, gdyby możliwość przetestowania przed zakupem nie istniała. Oczywiście działa to też w drugą stronę — producenci lepszych produktów będą zarabiali więcej, bo skoro każdy klient ma możliwość wygodnego przetestowania przed zakupem, to każdy będzie chciał kupować to co najlepsze. Tyle, że sprawa nie jest wcale taka prosta:

    • Po pierwsze: czy nie tego właśnie chcemy jako społeczeństwo? Odsiewania ziarna od plew? Odrzucania produktów miernych, a promowania produktów dobrych? Nasz rozwój kulturalny i intelektualny jest bezwzględnie powiązany z rozpowszechnianiem własności intelektualnej. Więc tempo i kierunek naszego rozwoju zależy od jakości tej własności. Skoro więc ludzie — pozbawieni możliwości przetestowania — będą konsumować własność intelektualną o niższej jakości, zatem logiczne rzecz biorąc nasza kultura i rozwój intelektualny na tym straci. Należy więc zatem zastanowić się, która strata jest dla nas jako ludzkości ważniejsza: strata producenta tracącego na produkowaniu szmir i próbującego walczyć z nielegalnym kopiowaniem, czy też może strata, która pośrednio lub bezpośrednio dotknie każdego z nas?
    • Po drugie: Czy to jest w ogóle etyczne, żeby zmuszać człowieka do zakupu “w ciemno” muzyki, filmu czy oprogramowania, którym nie będzie usatysfakcjonowany? Oczywiście, zaraz ktoś powie, że istnieją przecież wersje demo / trial oprogramowania, muzyki można posłuchać za darmo w Empiku, a co do filmów — są darmowe trailery. Jednak wszystkie te formy testowania albo są kroplą w morzu potrzeb (odsłuchiwanie muzyki w Empiku), albo nie pozwalają na dokładne przetestowanie produktu (wersja demo / trial), albo w ogóle tego nie umożliwiają (trailer filmowy). Nielegalne kopiowanie w sieciach P2P pozwala dokładnie przetestować każdy produkt, a do tego jest o rząd wielkości szybsze, wygodniejsze, tańsze i mniej czasochłonne. Jest to kolejny doskonały przykład tego, jak wytwórnie własności intelektualnej nie nadążają za postępem technicznym.


4. Etyka nielegalnego kopiowania filmów, muzyki, książek i oprogramowania.

Sprawa nr 4a: Etyka nielegalnie kopiującego

Skoro, jak zostało już wcześniej powiedziane, kopiowanie (legalne bądź nielegalne) jest zjawiskiem, które towarzyszy ludzkości od zawsze, ale może w pewnych przypadkach mieć negatywne skutki, to czy istnieje jakiś podział na “moralne” i “niemoralne” kopiowanie? Stosując się do zasady, że każde działanie, które w żaden sposób nie krzywdzi, nie ogranicza ani nie powoduje strat innych osób jest moralnie pozytywne, można z całą pewnością stwierdzić, iż kopiowanie (legalne bądź nielegalne) w sytuacji gdy nie kupilibyśmy danego produktu nie zostawia żadnych śladów na sumieniu. Ba, twórca dobra intelektualnego zyskuje na tym darmową reklamę swojego produktu, a więc można powiedzieć, iż jest to działanie zdecydowanie na plusie termometru etyki.

Rozumując w ten sposób, można stworzyć listę sytuacji, w których nielegalne skopiowanie będzie moralne:

  • Skopiowanie w celu przetestowania produktu przed zakupem
  • Skopiowanie w sytuacji, gdy nie stać nas na dany produkt
  • Skopiowanie w sytuacji, gdy produktu nie można kupić legalnie

Oraz takich, w których nielegalne skopiowanie będzie niemoralne:

  • Użytkowanie przez dłuższy czas nielegalnie skopiowanego dobra intelektualnego w sytuacji, gdy mamy aktualnie środki finansowe na zakup, a mimo to używamy wersji “pirackiej”
  • Niezakupienie oryginału po przetestowaniu nielegalnej kopii przed zakupem i stwierdzeniu że produkt nam odpowiada (pomimo posiadania wystarczających środków finansowych)

A także takich, gdzie nielegalne skopiowanie będzie na granicy etyki:

  • Użytkowanie nielegalnych kopii w firmie, gdzie firma nie ma środków finansowych na zakup własności intelektualnej. “Na granicy”, ponieważ z jednej strony firmy również może być nie stać na zakup własności intelektualnej, a jednak z drugiej strony każda firma istnieje, aby zarabiać pieniądze i każde dobro intelektualne w niej użytkowane służy zarabianiu pieniędzy, więc logiczne jest że firma powinna zapłacić kwotę żądaną przez autora własności intelektualnej za to, iż wykonuje dla niej usługę (np. udostępnia odpowiednie oprogramowanie) pośrednio lub bezpośrednio przynoszącą firmie zysk.

Oczywiście “posiadanie wystarczających środków finansowych” jest bardzo podchwytliwą, relatywną i śliską definicją, której rozumienie zależy od prawidłowego funkcjonowania moralności / sumienia osoby, która próbuje tą definicję zastosować. Więc określenie czy kogoś stać czy nie stać na zakup danego dobra intelektualnego może w wielu przypadkach okazać się sprawą niezwykle trudną.

Sprawa nr 4b: etyka producenta

Właściwie to dotychczasowa kolejność omawiania zagadnień jest nie do końca prawidłowa, bo zanim odpowiemy na pytanie czy to moralne kopiować dobra intelektualne bez zezwolenia ich twórcy, powinniśmy najpierw sprawdzić, czy twórca zachował się etycznie sprzedając nam dany produkt. Niestety często można mieć co do tego wątpliwości. Przykłady:

  • Nieuczciwość nr 1. Sprzedawanie szajsu za grube pieniądze.

    Producent próbuje nam sprzedać szmirę — produkt podrzędnej jakości, która nie będzie się nam podobała, ale nie udostępnia możliwości przetestowania produktu przed zakupem (np. w przypadku filmu, muzyki, dużej części oprogramowania). Czy “zmuszanie” do zakupu produktu o niskiej jakości w cenie zbliżonej do produktów o wysokiej jakości jest etyczne? W sytuacji takiego nieuczciwego postępowania producenta, nielegalne skopiowanie wydaje się jedynym rozsądnym, sprawiedliwym i moralnym wyjściem z sytuacji (oprócz całkowitej rezygnacji z zakupu dobra intelektualnego oczywiście).

  • Nieuczciwość nr 2. DRM, reklamy i kampania antypiracka na legalnych nośnikach.

    Producent sprzedaje nam płytę DVD z filmem, która przed każdym obejrzeniem zawartości obowiązkowo katuje nas kilkoma minutami reklam, plus do tego słynnym ostrzeżeniem wrzeszczącym z ekranu, że “piractwo nielegalne kopiowanie to kradzież”. Czy to etyczne zmuszać do oglądania reklam człowieka, który zapłacił za obejrzenie samego filmu? Czy to etyczne, żeby zmuszać uczciwą jednostkę (przecież zapłaciła za płytę, której zawartość właśnie ogląda!) do oglądania ekstra ostrzeżenia antypirackiego przed każdym wyświetleniem filmu? Nic dziwnego, że zniechęceni takim traktowaniem ludzie wolą korzystać z sieci P2P, które dostarczają dokładnie to czego chce klient i nic więcej. Właściwie to “piraci” z którymi organizacje lobbingu medialnego tak uparcie walczą, zdecydowanie lepiej traktują swoich “klientów”. Prawdopodobnie wielkie wytwórnie mogłyby się od “piratów” wiele nauczyć.

  • Nieuczciwość nr 3. Sprzedaż “kopii po zerowych kosztach”.

    Używane obecnie modele biznesowe produkcji dóbr intelektualnych są zdecydowanie mniej uczciwe względem kupującego niż te w produkcji dóbr tradycyjnych. Przy produkcji dóbr materialnych, wyprodukowanie każdej jednostki produktu wymaga podobnego nakładu pracy, a cena jest mniej lub bardziej dokładnym odwzorowaniem tego nakładu. Co innego w przypadku własności intelektualnej, gdzie w praktyce tylko wyprodukowanie pierwszego egzemplarza wymaga nakładu pracy, a każda następna kopia może zostać wyprodukowana po zerowych kosztach. Sprzedaż każdej kopii w nieskończoność, nawet po zwróceniu się kosztów produkcji pierwszej kopii, po cenie która nie ma absolutnie żadnego odzwierciedlenia w kosztach produkcji tej kopii jest, moim zdaniem, etycznie negatywna.

    Przykładowo dla własności materialnej wygląda to tak:

    • Piekarz musi włożyć mniej więcej tyle samo pracy i materiałów w wypieczenie każdego chleba. Cena każdej jednostki chleba jest więc uzasadniona takimi samymi nakładami surowców oraz roboczogodzin, które trzeba włożyć w jej wyprodukowanie.
    • Rolnik musi włożyć mniej więcej tyle samo pracy w produkcję każdej tony zboża. Dla wyprodukowania każdego hektara zboża rolnik zużyje podobną ilość roboczogodzin, podobną ilość ropy, nawozów, ziarna oraz innych materiałów.

    Natomiast sprawa ma się zupełnie inaczej przy produkcji własności intelektualnej:

    • Britney Spears wkłada realną pracę w postaci śpiewu, kompozycji i gry aktorskiej w teledyskach tylko w wyprodukowanie pierwszego egzemplarza płyty, którą wydaje. Koszt wyprodukowania każdej następnej kopii cyfrowej jest minimalny, a przy sprzedaży przez internet nawet bliski zeru. A więc, po tym gdy sprzedana zostanie taka ilość egzemplarzy, aby zwróciły się koszty produkcji pierwszej kopii, utrzymywanie ceny płyty na podobnym poziomie co wcześniej, nie ma absolutnie żadnego odwzorowania w kosztach jej produkcji.
    • Programiści Microsoftu wkładają realną pracę w postaci zużytej energii elektrycznej, materiałów i roboczogodzin spędzonych na projektowaniu, programowaniu, tworzeniu grafiki do systemu Windows 7 tylko w wyprodukowanie pierwszej kopii tego systemu operacyjnego. Utrzymywanie ceny każdej następnej kopii na takim samym poziomie po tym jak koszty produkcji się już zwrócą, nie ma żadnego realnego uzasadnienia w ilości pracy, którą trzeba włożyć w wyprodukowanie tej kopii. Przy tak masowej produkcji jaką stosuje Microsoft, można spokojnie przyjąć że koszt wyprodukowania jednego pudełka, instrukcji oraz płyty CD zamyka się w sumie 5 dolarów. Jakie uzasadnienie ma więc cena 100-150 dolarów za każdą kopię Windowsa podczas gdy jego wyprodukowanie kosztuje tak niewiele? Żadnego.

    Przykłady tego typu można wymieniać w nieskończoność. Łatwo zauważyć, że takie modele biznesowe produkcji własności intelektualnej mogą łatwo powodować powstawanie uprzywielejowanych kast w społeczeństwie, które otrzymują wysoką i nieuzasadnioną płacę za nierobienie niczego. Takie działanie promuje lenistwo, cwaniactwo i degraduje znaczenie pracy, przez co zwykli – nieuprzywilejowani ludzie tracą wiarę w to, iż ciężką i uczciwą pracą można do czegoś dojść.

Sprawa nr. 4c: A więc kopiować czy nie kopiować?

Osobiście uważam, że zdecydowanie tak.

Dlaczego?

  • Skoro, jak zostało już wyjaśnione wyżej, można skopiować nielegalnie nie krzywdząc przy tym nikogo i nadal mieć czyste sumienie, nie istnieje żadne logiczne ani etyczne uzasadnienie dla którego należałoby tego nie robić. Oczywiście takie działanie wymaga wysokiej samodyscypliny i sztywnego kręgosłupa moralnego.
  • Każda jednostka powinna dążyć do maksymilizacji poziomu swojego szczęścia i rozwoju intelektualnego w taki sposób, aby nie szkodzić innym. To nie tylko w 100% logiczne, ale i zgodne z zasadami etyki oraz większości istniejących religii. Nikt chyba nie zaprzeczy, że to własność intelektualna w postaci kultury, sztuki, wzorów matematycznych, wiedzy z różnych dziedzin nauki a ostatnio również programów komputerowych umożliwia rozwój ludzkości i czyni każdego z nas lepszym.
  • Wymiana własności intelektualnej między dwiema osobami to nic innego niż wymiana informacji. Konstytucje większości krajów europejskich, a także różne konwencje międzynarodowe gwarantują obywatelom swobodę wymiany informacji w ramach wolności słowa. To, że można rozmawiać bez ograniczeń, oznacza też że można komunikować się (wymieniać się informacjami) bez ograniczeń ze swoim sąsiadem. A więc można mu dać jakąkolwiek informację, w tym film, MP3 lub cyfrową książkę (ebook). Nikt chyba nie zaprzeczy iż własności intelektualne są tylko formą informacji. Można więc potraktować wymianę własności intelektualnej jako element wolności słowa.
  • Kopiując (legalnie bądź nielegalnie) tworzymy cyfrowo-wirtualną rzeczywistość, w której każdy może mieć wszystko. Taka rzeczywistość jest ciekawsza, daje więcej wolności i równości od materialnej rzeczywistości rozwarstwionej na nędzarzy, klasę średnią i bogaczy. Skoro cyfrowo-wirtualny świat jest lepszy, nie ma sensu psuć go wadami świata materialnego.

Oczywiście celowo pominąłem tutaj, co ma prawo do powiedzenia w kwestii nielegalnego kopiowania, bo ja nie zajmuję się prawem. Interesuje mnie tylko to, co uczciwe i logiczne. Prawo powinno być maksymalnie dokładnym odwzorowaniem etyki i logiki. Jeżeli tak nie jest, takie prawo należy zmienić.


5. Podsumowanie.

Własność intelektualna, podobnie jak własność materialna jest niezbędnym budulcem ludzkiej cywilizacji. Nieposkromione kopiowane tej własności towarzyszyło nam od zawsze – a zaczęło się już w jaskiniach, gdy ktoś podejrzał technikę budowania łuku, pałki czy siekiery stosowaną przez kogoś innego. Dzisiaj także każdy z nas od dziecka uczy i rozwija się poprzez kopiowanie tego, co robią inni ludzie.

- Czy zatem, skoro kopiowanie jest czymś zupełnie dla nas naturalnym, czy uzasadnione jest rozdzielanie go na “złe” kopiowanie i “dobre” kopiowanie?
- Być może, z racji tego, że każdy z nas potrzebuje kopiować aby żyć, każde kopiowanie (legalne czy nielegalne) jest z góry moralne, a to czy ktoś zapłaci za swoją kopię jest kwestią jego indywidualnego wyboru?
- Może każdy z nas ma od urodzenia prawo do korzystania z każdej własności intelektualnej wyprodukowanej przez inne osoby, ponieważ i tak składa się ona z fragmentów wypracowanych przez naszych przodków i przez nas odziedziczonych?
- Może powinniśmy zrezygnować z egzekwowania prawa własności intelektualnej, bo jego stosowanie tworzy masę niepotrzebnych i nielogicznych absurdów?
- A może coś takiego jak “własność intelektualna” w ogóle nie istnieje i jest to abstrakcyjne pojęcie stworzone przez silnych i bogatych w celu utrzymania ich monopolu i przewagi nad słabszymi i biednymi?

W jakiś sposób (szczególnie młodzi) ludzie intuicyjnie czują, że swobodna wymiana dóbr intelektualnych nie jest niczym złym, co potwierdzają badania przeprowadzone w różnych krajach. (Źródła: link 1, link 2, link 3, link 4, link 5). W ostatnich latach ma też miejsce intensywny rozwój ruchu i oprogramowania otwartoźródłowego (Open Source) oraz promocji wolnej kultury na licencjach CreativeCommons, które likwidują ograniczenia kopiowania, a nawet zachęcają do kopiowania. Może to być znakiem, który pokazuje, iż ludzie zaczynają dostrzegać, że prawo do kopiowania powinno być czymś naturalnym, należnym każdemu od urodzenia i wszelkie jego ograniczanie jest patologią i złem.

Niezależnie jednak od tego, jaka jest prawda, jedno jest pewne: kopiując możemy, przynajmniej w obszarze cyfrowo-wirtualnym, stworzyć to, czego ludzkości nigdy się nie udało zrobić w świecie materialnym: zapewnić dowolną ilość dóbr każdej jednostce w każdym punkcie globu. Tak długo jak w świecie cyfrowo-wirtualnym istnieje nieograniczona możliwość kopiowania, nie będą w nim istnieć bieda, głód ani choroby, a każda jednostka jest w nim równa każdej innej. Jest tak dlatego, że w świecie cyfrowym, każdy może jeździć cyfrowym Mercedesem lub Bentleyem, każdy może wybudować cyfrowy dom za 100 milionów dolarów, każdy może mieć nieograniczoną ilość cyfrowej żywności, mebli lub artykułów luksusowych, każdy może korzystać z usług najlepszej cyfrowej przychodni, każdy może kupić dla siebie warte setki tysięcy dolarów cyfrowe lekarstwo na cyfrowego raka. Czy naprawdę chcemy niszczyć to wszystko ograniczeniami, które znamy ze świata materialnego?

Być może świat cyfrowo-wirtualnych dóbr obecnie jest wzorem budowy utraconego raju, którego ludzkość szukała przez całą swoją historię? Może zamiast psuć świat wirtualny na wzór materialnego, powinniśmy pójść w drugą stronę i stworzyć urządzenie identyczne w działaniu do Star-Trek‘owego replikatora, po czym pozwolić na nieograniczone kopiowanie materii, co raz na zawsze zakończy epokę wojen, głodu, chorób i nędzy?

Dodatek 1. Ciekawe wycinki ze stron internetowych.

Na każdą stronę internetową, którą zamkniecie; na każde zDDoSowanie serwera IRC, za które zapłacicie; na każdy węzeł eMula, na który zrobicie nalot; pięć nowych wskoczy na ich miejsce.
Możecie zanieczyszczać sieć eDonkey za pomocą malware; przeniesiemy się na IRC. Możecie zabijać publiczne strony; przerobimy je na prywatne, wymagające zaproszeń podziemne sieci, których nie możecie zobaczyć, znaleźć, ani regulować.
Społeczeństwo, którego formowanie się próbujecie powstrzymać już w większości tutaj jest. Będziemy kontynuować jego zakładanie, dla ostatecznej korzyści i wzbogacenia wszystkich; ironicznie – w końcu nawet Was.
Koniec niedostatku jest nieuchronny. Możecie próbować przeszkadzać, możecie to spowolnić, marginalnie… ale nie zatrzymacie tego.

Źródło: Komentarz na serwisie Slashdot

Własność intelektualna jest wynalazkiem bogatych krajów by przymusić biedne kraje do modelu ekonomicznego, który jest dla nich [bogatych] korzystny.
Wiedza zawsze była potęgą i kraje rozwinięte na świecie zdały sobie sprawę, że poprzez zablokowanie ich książek i ograniczanie wolnego handlu informacją i wiedzą, mogą efektywnie utrzymywać te [biedne] kraje w niewoli — produkujące prawdziwe, materialne dobra w zamian za urojone.
To, ludzie, jest prawdziwym celem własności intelektualnej. Wy ludzie myślicie, że oni przejmują się tym, że robicie pirackie kopie CD i DVD? Jakie to żałośnie egocentryczne! Prawda jest znacznie większa niż zawartość waszych twardych dysków.

Źródło: Komentarz na serwisie Slashdot



Autor: TheBlackMan, korekta: argasek, michuk

Podziel się tym niusem:

  • del.icio.us
  • Facebook
  • Wykop
  • Google Bookmarks
  • Identi.ca
  • Twitter
  • Śledzik
  • Blip
  • Flaker
  • Kciuk.pl

«
»

Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!


Komentarze (RSS)

Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.

170 komentarzy

zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 11:18 #
Gravatar

Szkoda slow na komentowanie tego steku bzdur – autor pisze o czyms, o czym nie ma pojecia – ale pozwole sobie zasugerowac blogonotke, ktora swietnie, zwiezle i do rzeczy tlumaczy roznice miedzy prawem autorskim, patentami i trademarkiem. Przeczytanie jej przez autora uchroniloby go przed wynurzeniami takimi jak powyzsze.

http://wo.blox.pl/2008/12/Kolory-patentuja.html

zwiń wątek TheBlackMan  7 stycznia 2010 o godz. 11:54 #
Gravatar

O, trasz się pojawił. Oczekiwałem na ciebie w napięciu :)

 
zwiń wątek TheBlackMan  7 stycznia 2010 o godz. 12:05 #
Gravatar

Co do twojego argumentu:

Patent czy prawo autorskie – wszystko mi jedno.

Każda z tych form jest nienaturalnym ograniczeniem ludzkiej kreatywności. Twój patent/twór intelektualny nie jest nawet twój, lecz składa się z własności przekazywanych od tysięcy lat z pokolenia na pokolenie.

Więc jako spadkobierca tych własności intelektualnych, z których składa się twój patent/produkt, powinienem mieć pełne prawo do korzystania z niego.

zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 16:07 #
Gravatar

@TheBlackMan: Twoj samochod tez nie jest twoj – sklada sie z atomow przekazywanych od tysiecy lat z pokolenia na pokolenie. Wiec, jako spadkobierca tych pokolen, powinienem miec pelne prawo korzystania z niego, nie?

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek michuk  7 stycznia 2010 o godz. 16:42 #
Gravatar

Atomy – rzecz materialna.
“Własność intelektualna” – rzecz niematerialna (urojona?)
Kula w płot.

 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 17:02 #
Gravatar

@michuk: Wlasnosc materialna jest nią tylko dlatego, ze ktos kiedys tak wymyslil, narzucil ludziom dookola i przyzwyczail ich do koncepcji. Z niczego wiecej to nie wynika. Wlasnosc intelektualna opiera sie na dokladnie tych samych podstawach. Z oczywistych przyczyn jest zorganizowana inaczej – i zupelnie inaczej wyglada regulujace ja ustawodawstwo – ale jest to tak samo realna.

 
zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 17:09 #
Gravatar

Własność to oczywiście bardzo złożone zjawisko pełne min, jeśli się nad nim zastanowić (ja się akurat zastanawiałem), ale podział na własność przedmiotów materialnych i rzeczy niematerialnych jest MSZ minimum jakie należy uwzględniać.

Dwie dobre książki jakie warto sobie zaaplikować jako paliwo do myślenia o przygodach własności w świecie rzeczy niematerialnych to “Against Intellectual Monopoly” autorstwa ekonomistów (Michele Boldrin, David K. Levine) oraz “The Public Domain: Enclosing the Commons of the Mind” autorstwa prawnika (James Boyle) – obie dostępne do pobrania z sieci.

 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 17:15 #
Gravatar

@trasz: jak kłócisz się z ludźmi na takie tematy zapamiętaj bardzo prostą formułę: “Prawa autorskie i część własności intelektualnej powstały dlatego, że bez nich nie da się w pełni gospodarować wartościami stojącymi za nimi” (w przeciwieństwie do rzeczy materialnych). Jeśli ktoś pyta jakie to wartości, odpowiedź jest jedna: “Wartości wymierzalne ludzką pracą”.
Dlatego nigdy nie wolno próbować sprowadzać dyskusji na grunt rzeczy materialnych, bo to walenie kulą w płot (jak ładnie michuk zresztą zauważył).

 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 17:22 #
Gravatar

@kocio: Podzial na wlasnosc przemiotow materialnych i rzeczy niematerialnych to takie samo minimum, jak odroznianie trademarkow, patentow i praw autorskich.

 
zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 17:45 #
Gravatar

“Minimum” w sensie “zasadniczy” – pomyłki materialne/niematerialne prowadzą na straszliwe manowce, natomiast jeśli się to uwzględnia to już można sensownie rozmawiać nawet nie znając specjalnie poszczególnych konstrukcji, choć oczywiście lepiej wiedzieć więcej niż mniej.

 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 18:31 #
Gravatar

@kocio: Mylenie trademarkow, patentow i praw autorskich prowadzi na dokladnie takie same manowce. Vide spora czesc artykulu powyzej.

 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 19:41 #
Gravatar

@vries: I w jaki sposob rozni sie to od praw dotyczacych “wlasnosci materialnej”? One takze powstaly dlatego, ze bez nich nie da sie w pelni gospodarowac wartosciami stojacymi za nimi – w szczegolnosci, nie da sie bez nich niczego posiadac, sprzedac lub wydzierzawic.

Owszem, wlasnosc materialna rozni sie od intelektualnej rownie mocno, jak trademark od prawa autorskiego. Nie znaczy to jednak, ze nie mozna probowac przyblizyc pewnych idei przy uzyciu innych, bardziej znanych.

 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 22:32 #
Gravatar

Skoro własność intelektualna jest dokładnie tym samym, to czy może mi ktoś ją odbierać. Jeżeli mam coś na własność, to chyba mam obie formy własności. Jeżeli ktoś ma własność intelektualną do zakupionego przeze mnie przedmiotu, to kto ma ten przedmiot(czy nadal będę jego właścicielem).

Ujmę to jeszcze tak. To jest dokładnie to samo(z założenia)! Proszę Cię jednak o zwrócenie uwagi na jedną rzecz: Czy odtwarzając jakiś przedmiot z mego otoczenia, wyjadam autorowi mózg czy patentuję jego rozwiązanie?

 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 22:35 #
Gravatar

Ogólnie, to ujmę to tak: za czasów komunizmu lepiej traktowana własność intelektualną. Sądzę, że własność intelektualna ma znamiona komunizmu(przy przechodzeniu jakiegoś przedmiotu, nie zmienia on właściciela), a dodatkowo stanowi ona zagrożenie dla konsumpcyjnego trybu życia.

 
 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 17:05 #
Gravatar

Tu istnieje prosta logika. Treść utworu jest twoja. Język jakim go zapisujesz nie jest twój.

Oczywiście nie przekłada się to na języki oprogramowania i dlatego powstały patenty na oprogramowanie (które są swoją drogą niejednokrotnie durne).

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
zwiń wątek michuk  7 stycznia 2010 o godz. 13:17 #
Gravatar

@trasz jeśli chcesz się dalej wypowiadać w tym wątku, używaj lepszych argumentów niż “stek bzdur”. W przeciwnym wypadku, Twoje komentarze będą wycinane jako niemerytoryczne.

zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 16:04 #
Gravatar

@michuk: Problem w tym, ze ten artykul jest jak tworczosc na temat myslacej wody czy UFO w Klewkach – autor wychodzi z zalozen nie majacych nic wspolnego z rzeczywistoscia, a potem brnie, wyciagajac z nich, zgodnie z zasada GIGO, bzdurne wnioski. Naprawde trudno podsumowac to inaczej niz “wez poczytaj o podstawach”.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek michuk  7 stycznia 2010 o godz. 16:43 #
Gravatar

A jednak spróbuj, wysil się. Albo nie pisz nic. A na czole proponuję przykleić sobie kartkę “nie pozjadałem wszystkich rozumów, mogę się czasem mylić”.

 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 17:03 #
Gravatar

@michuk: Po co moim rozmowcom informacja, ze nie zjadlem wszystkich rozumow i moge sie mylic? (Hint: nie mam lustra przy biurku.)

 
zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 17:13 #
Gravatar

Heh, chyba zjem gazetę, jeśli gdzieś zobaczę taką odważną deklarację z jego strony… A jak gdzieś zgodzi się z kimś, ze nie miał racji, to nawet i książkę. =}

 
zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 17:47 #
Gravatar

@michuk: A może by tak zorganizować zbiórkę na lusterko na biurko trasza (a być może także na kartkę i długopis)?

 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 22:41 #
Gravatar

Człowieku. Artykuł jest odpowiedzią na papkę podawaną przez koncerny. Autor chciał udowodnić, że kłamią. W tym celu założył, że politycy darzą i etycy(posługują się tym terminem) szacunkiem tzw. własność intelektualną. Problem jest taki, że własność intelektualna nie może istnieć, bo jest zaprzeczeniem tego, co znamy od dawien dawna. Nawet prawnicy wiedzą, że wiele spraw, niby będących własnością intelektualną, wymaga oddzielnego uregulowania. Jednak należy jakoś dowieść, że UFO(też mamy taki twór językowy) nie istnieje. To, że coś jest w naszym języku, nie oznacza, że istnieje, a autor używa tego twierdzenia tylko do udowadniania komuś mówienia nieprawdy. Smoki też nie mogły pluć ogniem, prawda(chociaż może jednak mogłyby)?

 
zwiń wątek jellonek  10 stycznia 2010 o godz. 13:38 #
Gravatar

kocio: moge Ci podac nr mojego konta – obiecuje (jako samozwancza organizacja zarzadzania zbiorowego) ze po wplynieciu na to konto przelewami (z dopiskiem “straszowane pieniadze”) kwoty przekraczajacej 100 pln, kupie traszowi zarowno lusterko na biurko jak i kartke/dlugopis.
ba, moze nawet kiedys mu je postaram sie przekazac!

 
 
 
zwiń wątek mateyko  7 stycznia 2010 o godz. 16:37 #
Gravatar

Święte słowa.

 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 22:29 #
Gravatar

Masz całkowitą rację. Autor miesza skrajnie różne pojęcia. Ale zaraz… Czy przypadkiem nie to samo robią koncerny medialne?! Może jednak autora uda się uratować przed praniem mózgu koncernów(ten artykuł mówi mi, że tak)?

 
 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 11:22 #
Gravatar

Heh, cos mnie tknelo, zeby rzucic okiem dalej. Drogi autorze, fragment:

‘Wręcz przeciwnie, istnieją zlecone przez rządy niektórych krajów (Holandia, Kanada, Wielka Brytania) badania, które dały przeciwny wynik, mówiący że piractwo nielegalne kopiowanie jest korzystne dla gospodarki. Okazało się, że “piraci medialni” to po prostu ludzie, którzy najbardziej interesują się muzyką i jednocześnie kupują jej nawet 10 razy więcej niż jednostki nie korzystające z nielegalnego kopiowania.’

… dowodzi, ze pojecia nie masz nie tylko o wlasnosci intelektualnej, ale takze o logice. Hint: korelacja vs. przyczynowosc.

zwiń wątek TheBlackMan  7 stycznia 2010 o godz. 12:00 #
Gravatar

Naturalnie że korelacja to nie przyczynowość. Ale to czy jest tutaj przyczynowość czy tylko sama korelacja, nie ma żadnego znacznenia.

Twórcy własności intelektualnej twierdzą, że nielegalnie kopiujący powodują straty. Tyle że jak mogą powodować straty, gdy to właśnie ci nielegalnie kopiujący kupują najwięcej ?

Przecież, zgodnie z wynikami tych badań, gdyby nie kopiowali nielegalnie, to również by nie kupowali. Bilans wychodzi na plus dla wytwórcy.

Pomyśl.

zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 15:33 #
Gravatar

@TheBlackMan: Nie. Tworcy twierdza, ze _nielegalne kopiowanie_ powoduje straty.

“Przecież, zgodnie z wynikami tych badań, gdyby nie kopiowali nielegalnie, to również by nie kupowali.”

Dziekuje za ponowna demonstracje tego, o czym pisalem. Podstawy logiki sie klaniaja.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek TheBlackMan  7 stycznia 2010 o godz. 17:09 #
Gravatar

Trasz, dalej nie rozumiesz.

W tym przypadku sama korelacja wystarczy żeby potwierdzić, że mam rację. Przyczynowość nie jest tutaj potrzebna.

Nieważne czy to zwiększone piractwo powoduje zwiększone kupowanie, czy odwrotnie. Końcowy efekt jest taki sam – są to samonakręcające się zjawiska.

Tak czy siak, ten który więcej piraci, więcej również kupuje.

 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 19:43 #
Gravatar

@TheBlackMan: Wiec moze zdecyduj sie, czy twierdzisz, cyt. “Przecież, zgodnie z wynikami tych badań, gdyby nie kopiowali nielegalnie, to również by nie kupowali”, czy moze “Przyczynowość nie jest tutaj potrzebna”. Troche dziwnie rozmawia sie z kims, kto sam sobie przeczy.

 
zwiń wątek el.pescado  7 stycznia 2010 o godz. 21:16 #
Gravatar

Nieważne czy to zwiększone piractwo powoduje zwiększone kupowanie, czy odwrotnie.

Żadna z tych implikacji nie jest prawdziwa.

Ludzi możnaby podzielić na dwie grupy: muzykalnych i niemuzykalnych.

Ludzie muzykalni mają dużą potrzebę obcowania z muzyką. Potrzebę tą zaspokajają kupując płyty oraz ściągając je z internetu.

Ludzie niemuzykalni nie odczuwają wielkiej potrzeby słuchania muzyki. Nie kupują więc wielu płyt, nie zawracają sobie głowy ściąganiem muzyki.

Widać tu korelację, ale nie ma żadnej przyczynowości między ilością kupowanej i ściąganej muzyki.

Przyczynowość, owszem jest, ale zupełnie inna:

Ktoś jest muzykalny => ktoś kupuje dużo płyt
Ktoś jest muzykalny => ktoś ściąga dużo muzyki

Jeżeli komuś ograniczy się dostęp do piratów, nie znaczy to że zacznie kupować mniej płyt (co sugerowałaby przyczynowość między oboma zjawiskami). Już bardziej prawdopodobne jest twierdzenie przeciwne: taka osoba będzie dążyć do zaspokojenia potrzeby obcowania z muzyką na inne sposoby, np. kupując więcej płyt.

 
zwiń wątek TheBlackMan  8 stycznia 2010 o godz. 9:41 #
Gravatar

[[[Żadna z tych implikacji nie jest prawdziwa.]]]

Faktycznie, wczoraj byłem mocno niewyspany. Błędy się zdarzają.

Masz rację.

Ale nawet mimo tego, piractwo daje dodatkowy efekt darmowej reklamy muzyki i może “umuzykalnić” większą ilość ludzi niż umuzykalniłoby się, gdyby nie było piractwa.

Tak jak w twoim przykładzie:
Więcej ludzi muzykalnych => Więcej ludzi kupujących muzykę

Tak więc mimo wszystko piractwo nakręca sprzedaż, czyli udowodnienie że piractwo powoduje straty graniczy z cudem.

 
 
zwiń wątek el.pescado  7 stycznia 2010 o godz. 21:07 #
Gravatar

Większego gwałtu na logice dawno nie widziałem.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 12:05 #
Gravatar

No nie wiem. Piractwo stanowi element promocji i w pewnym wymiarze jest korzystne (istnieją rynki wytworzone dzięki piractwu). W UK akurat przeprowadzono na ten temat badania statystyczne i okazało się, że ludzie chcą być legalni, ale ściągają materiały z netu bo jest taniej. Aczkolwiek gdyby piractwo było legalne, to pewnie moralny aspekt kupowania płyt by osłabł i wielkość sprzedaży by się zmniejszyła.

 
 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 11:56 #
Gravatar

Chciałem napisać długi komentarz na temat artykułu, ale raczej się powstrzymam. Nie znalazłem w nim nic nowego, czego bym nie widział w głupich komentarzach do artykułów i newsów o prawie autorskim i patentach.
Ja wiem, ze w teorii wszystko pięknie wygląda. Praktyka pokazuje jednak zgoła coś innego.
Z jednym mogę się zgodzić. Wszystkie ograniczenia prawne nie są korzystne dla biedniejszych krajów, z głupimi społeczeństwami jak Polska, gdzie nic mądrego się nie wymyśla i nic ciekawego się nie tworzy. I faktem jest, że ograniczenia prawne są korzystne dla firm i wydawców. Problem polega na tym, ze większość twórców korzysta z usług wydawców, a większość naukowców z pieniędzy firm (jeśli nie na R&D, to produkcję, czy dystrybucję i promocję). Tu mamy synergię.

zwiń wątek SasQ  7 stycznia 2010 o godz. 18:38 #
Gravatar

“Wszystkie ograniczenia prawne nie są korzystne dla biedniejszych krajów, z głupimi społeczeństwami jak Polska, gdzie nic mądrego się nie wymyśla i nic ciekawego się nie tworzy.”
A zdarzyło Ci się kiedyś pomyśleć: “O, wpadłem na fajny pomysł, ale nie mogę go zrealizować, bo nie wiem, czy nie naruszałbym nim jakichś patentów, a nie stać mnie na sprawdzanie tego, armię prawników którzy w razie problemów mnie z tego wyciągną, i kasy żeby im zapłacić”? Albo “O, wpadłem na fajny pomysł, jak połączyć X i Y by zrobić coś zupełnie nowego (Z), ale X i Y są opatentowane a mnie nie stać na licencję”? No to masz odpowiedź, dlaczego w biedniejszych krajach “nic mądrego się nie wymyśla i nic ciekawego się nie tworzy”. ;)

zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 19:20 #
Gravatar

Nie bardzo. Wykupuje wtedy patent (to nie są zbyt wysokie koszta) i sprzedaję temu, kto ma kasę. Oczywiście muszę być przekonany o wartości wynalazku. Samemu zresztą trudno otworzyć produkcję. Chyba, że ma się sporo pieniędzy…

“No to masz odpowiedź, dlaczego w biedniejszych krajach “nic mądrego się nie wymyśla i nic ciekawego się nie tworzy”.”
Nie prawda. Jedne z wykładowców na uczelni na której studiuje zajmuje się badaniami innowacyjności polskiej gospodarki. Zwyczajnie w Polsce nie płaci się ludziom za wymyślanie (do tego nie daje się im czasu myśleć nad nowymi rozwiązaniami). Dlatego nie mamy innowacji.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 19:46 #
Gravatar

@SasQ: Patenty nie dzialaja w ten sposob.

Gdyby nie bylo patentow, mala firma nie mialaby zadnych szans w starciu z duza. Dowolny wynalazek zostalby natychmiast skopiowany, a sama firma wyparta z rynku, bo duza firma produkuje taniej.

Z patentami mala firma albo znajdzie inwestora i dogada sie w kwestii patentow, albo sprzeda wynalazek duzej.

Nie bez powodu najwiecej startupow – w tym software’owych – jest w kraju slynacym z patentow – w tym patentow na software.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 23:02 #
Gravatar

Patenty nie działają w taki prosty, jednostronny sposób.

Mała firma może nawet komuś sprzedać swój patent, ale gdyby nie patenty, to sama mogłaby kopiować od dużej pomysły i budować własny rynek – potencjalnie bardziej dochodowy niż ta wymuszona sprzedaż patentu, a w dodatku bardziej niezależny, czyli po prostu normalnie konkurować produkcją, a nie restrykcjami na produkcję.

A może konkurować, bo o ile większa może taniej, to mała może szybciej reagować na rynek. No, chyba że ta duża ma arsenał środków (np. portfolio patentów), którymi może hamować jej mobilność i elastycznosć.

 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 23:59 #
Gravatar

@kocio: mała firma high tech nie ma możliwości produkcji. Nawet jeśli by coś wymyślili i skopiowali to firma, zajmująca się produkcją dla nich im to ukradnie.

 
zwiń wątek kocio  8 stycznia 2010 o godz. 0:48 #
Gravatar

Ale dlaczego mamy skupiać się akurat na firmach high-tech? Jednym z zarzutów wobec obecnego systemu jest to, że specjalne przypadki mają automatycznie usprawiedliwiać wszystko.

 
zwiń wątek trasz  8 stycznia 2010 o godz. 8:18 #
Gravatar

@kocio: Bo firm low-tech – piekarni, zakladow stolarskich czy salonow fryzjerskich – patenty generalnie nie dotycza.

 
zwiń wątek kocio  8 stycznia 2010 o godz. 11:11 #
Gravatar

Wcale nie przekonuje mnie taka efektowna żonglerka polaryzacją świata – że istnieje albo tylko high-tech, albo low-tech i resztę można pominąć. To tak jak w tych przykładach, że “ktoś coś skopiował i zarobił na tym fortunę”. To może malownicze i dodatkowo gra na emocjach (jak człowiek usłyszy o fortunie albo super technologii, najlepiej kosmicznej, to mu się od razu włączają ślinianki), ale w większości przypadków nie chodzi o żadne fortuny ani super wynalazki.

W książce Boyle’a jest przykład OIDP bazy danych, której jedna firma nie chciała dać skopiować, a jak okazało się, że konkurencja może, to potem i tak konkurencja splajtowała, a oni sobie dobrze poradzili. Czyli okazało się, że ta ich cenna “własność intelektualna”, którą ktoś im odebrał, nie była aż takim cudem, żeby ich wysadzić z siodła tylko dlatego, że ktoś nie włożył w to wkładu początkowego.

To taka obsesja mitycznego “Wunderwaffe” czy “silver bullet”, która zniekształca obraz całości.

 
zwiń wątek Low Year  8 stycznia 2010 o godz. 12:27 #
Gravatar

@Edek:

Gdyby nie bylo patentow, mala firma nie mialaby zadnych szans w starciu z duza. Dowolny wynalazek zostalby natychmiast skopiowany, a sama firma wyparta z rynku, bo duza firma produkuje taniej.
(…)
Nie bez powodu najwiecej startupow – w tym software’owych – jest w kraju slynacym z patentow – w tym patentow na software.

W Europie nie ma patentów na oprogramowanie. Możesz podać przykład małej, szalenie innowacyjnej firmy, wypartej przez dużą, która zawłaszczyła sobie jej innowację?

 
zwiń wątek trasz  11 stycznia 2010 o godz. 1:38 #
Gravatar

@Low Year: Naprawde myslisz, ze ktos bylby tak glupi, zeby taka firme zalozyc w kraju, ktory na to pozwala?

Porownaj sobie po prostu ilosc startupow software’owych w USA i w Europie. Skad sie ta roznica bierze, wedlug ciebie – z tanszych nachos?

 
zwiń wątek Low Year  11 stycznia 2010 o godz. 18:09 #
Gravatar

Naprawde myslisz, ze ktos bylby tak glupi, zeby taka firme zalozyc w kraju, ktory na to pozwala?

Znaczy znowu podajesz argument którego nie potrafisz udowodnić? ;)

Porownaj sobie po prostu ilosc startupow software’owych w USA i w Europie. Skad sie ta roznica bierze, wedlug ciebie – z tanszych nachos?

Po pierwsze – link do danych. Nie ja próbuję to udowodnić, więc nie ja powinienem ich szukać. Po drugie – nawet jeśli powstaje ich więcej, to nie oznacza jeszcze związku z patentami, siły oddziaływania patentów lub ich roli (może bez nich powstawałoby jeszcze więcej?).

 
 
 
 
zwiń wątek hering  7 stycznia 2010 o godz. 12:04 #
Gravatar

Niesamowity artykuł. Nie mogłem się oderwać, a oczy pieką jak diabli.
Popieram kopiowanie dóbr intelektualnych dlatego używam Linuksa i innych zwierzątek (GNU) oraz open source itp. Rozpowszechniam tę ideę jak tylko mogę. Świat może być lepszy.

zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 12:08 #
Gravatar

GPL to licencja chroniona prawem autorskim.

zwiń wątek hering  7 stycznia 2010 o godz. 12:16 #
Gravatar

Jeżeli już to licencja chroniąca prawa autorskie.
Właśnie o takich rodzajach błędów w logicznym myśleniu pisze autor.
Nauczcie się myśleć > logicznie przy jednoczesnym odsunięciu wpajanych wam błędnych teorii i światopoglądów. Historia pokazuje, że wiele razy ustanowione przez kogoś brednie, w końcu muszą lec w gruzach dzięki inteligencji mniejszości (patrz: kretyńskie i zakłamane życie w celibacie katolicy>protestanci / płaska ziemia / krążenie słońca dookoła ziemi itp. itd.)

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 12:25 #
Gravatar

Fakt, jestem niewyspany i mam problemy z poprawnym formułowaniem zdań. Może to jest również powód dla którego nie rozumiem, jaki ma związek dalsza część twojego komentarza z moją wypowiedzią.

 
zwiń wątek TheBlackMan  7 stycznia 2010 o godz. 12:31 #
Gravatar

@vries

[[[GPL to licencja chroniona prawem autorskim.]]]

Twój argument jest nieprawidłowy, dlatego że “prawo autorskie” nie jest tak naprawdę prawem autorskim, ale dystrybutorskim.

Prawdziwe prawo autorskie powinno gwarantować tylko jedną rzecz – uznanie autorstwa w celu ochrony przed plagiatami. Ochrona przed kopiowaniem to już prawo dystrybutorskie, a nie autorskie.

GPL nie chroni przed kopiowaniem, więc nie jest to prawo autorskie dystrybutorskie w rozumieniu ZAIKSowym, ale bliższe prawdziwemu prawu autorskiemu.

 
zwiń wątek michuk  7 stycznia 2010 o godz. 13:14 #
Gravatar

W GPL jednak wiele się mówi o dystrybucji kodu i zasadach na jakich można taki modyfikowany kod dystrybuować, więc chyba jednak jest to coś pomiędzy prawem autorskim i dystrybutorskim.

Gdyby GPL powstał w okolicznościach, w których prawo dystrybutorskie by nie istniało i panowałaby tu wolna amerykanka (czyli: wszystkie treści z automatu uzyskiwałyby licencję BSD-like czyli jedynie chronienie autorstwa), byłby on najbardziej restrykcyjną dystrybutorsko licencją, bo chroniłby on kod przed ukryciem i wykorzystaniem go bez ujawniania zmian. I zapewne byłby prawnie zakazany.

 
zwiń wątek TheBlackMan  7 stycznia 2010 o godz. 13:37 #
Gravatar

@michuk

Zgadzam się, “coś pomiędzy” to jest chyba dobre określenie.

W każdym razie to co oferują ZAIKSoidy, jest znacznie bardziej oddalone od tego, czym prawo autorskie powinno być.

 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 16:06 #
Gravatar

@hering: Bzdura konkretna (hint: znow klania sie nieznajomosc podstaw tego, o czym piszesz). Prawo autorskie nie wymaga zadnej ochrony – jest chronione z urzedu. GPL to licencja jak kazda inna – i jak kazda inna nie moze dzialac bez praw autorskich.

A co do ustalonych przez kogos bredni – wiesz, przeciwko liczbom zespolonym tez kiedys studenci we Francji protestowali, poslugujac sie taka sama argumentacja. ;->

 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 16:16 #
Gravatar

@TheBlackMan: “Prawdziwe prawo autorskie powinno gwarantować tylko jedną rzecz – uznanie autorstwa w celu ochrony przed plagiatami. Ochrona przed kopiowaniem to już prawo dystrybutorskie, a nie autorskie.”
Prawo autorskie to w Polsce termin prawny. Ja się nim posługuję. Nazwy takich terminów nie są tu superistotne, ważna jest treść prawa. Jeśli chcesz tylko uznania dla autorów to dobierasz odpowiednią licencję.

 
zwiń wątek hering  8 stycznia 2010 o godz. 10:59 #
Gravatar

@trasz
co do liczb zespolonych/urojonych. Są wykorzystywane w praktyce więc nie są bredniami. Bredniami są natomiast nauki pseudo profesorów szkół średnich i podstawowych, którzy wtłaczają dzieciom, że nie istnieją pierwiastki z liczb ujemnych, a potęgowanie zawsze daje liczby dodatnie.
Przez takie zacofanie dostałem w technikum tróję na koniec piątego roku, a dopiero na studiach zostałem niejako zrehabilitowany.

 
zwiń wątek trasz  10 stycznia 2010 o godz. 14:22 #
Gravatar

@hering: Wszelkie zasady dotyczace wlasnosci intelektualnej tez sa wykorzystywane w praktyce. Wiecej – niejedna galaz przemyslu sie na nich opiera.

 
 
zwiń wątek hering  7 stycznia 2010 o godz. 12:24 #
Gravatar

GPL nie będzie potrzebna gdy zniesione będą prawa autorskie itp. Teraz musi istnieć bo w świecie rządzonym przez wielkie korporacje tylko dzięki niej może uda się doprowadzić do zniesienia ograniczeń dostępu do dóbr intelektualnych.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 12:27 #
Gravatar

Nie będzie możliwości zabezpieczenia się przed zamykaniem kodu.

 
 
 
 
 
zwiń wątek Low Year  7 stycznia 2010 o godz. 14:07 #
Gravatar

W zasadzie mój pogląd na kwestie prawnoautorskie jest zbliżony, ale sądzę, że w wielu miejscach autor przytacza chybione argumenty, strzelając sobie w stopę. Właściwie nie wiem, jaki jest tego cel, skoro pozostałe argumenty są najzupełniej wystarczające. Przecież w OSnews chyba się nie płaci za wierszówkę ;)

Skoro więc społeczeństwo jest autorem i właścicielem zarówno literek “a”, “b”, “c”, “d”, oraz wszelkich 2- i 3-literowych kombinacji literek tworzących wyraz “dupa”, to jakim prawem autor wyrazu “dupa” śmie twierdzić, że jest on w 100% jego własnością i dodatkowo żądać od państwa ochrony przed nielegalnym kopiowaniem tego wyrazu? W jaki sposób oszacować, w jakim procencie autor wspomnianego słowa jest jego właścicielem, a w jakim nie?

Logika jest słuszna, ale nietrafna, gdyż idea prawa autorskiego nie wygląda w ten sposób. Słuszne jest przekonanie, że gdyby autor utworu miał do niego prawa, miałby też prawa do wszystkich elementów składowych (nuty, słowa, litery, cyfry…). Wpadamy jednak w pułapkę skrótów myślowych, gdyż “własność utworu” jedynie takowym skrótem jest. W rzeczywistości, autor nie ma prawa do utworu w sensie materialnym, lecz do utworu jako całości. Własności intelektualnej nie stanowi książka i każdy wyraz z osobna, lecz połączenie tychże w kreatywny sposób. Nie sam złożony telewizor, lecz sposób jego złożenia (tak, by działał w określony sposób – i nie inaczej). Mam nadzieję, że wystarczająco jasno się wyraziłem ;)

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by argumentować brak sensu tej idei. Dla przykładu, za dobry argument uważam tu porównanie do praw fizyki, matematyki czy innych. O ile można polemizować w przypadku dzieł sztuki – jak książka czy film – o tyle wspomniany telewizor czy każdy inny wytwór techniki również stanowi opis rzeczywistości: złóż to tak i tak, a zadziała tak i tak. Każde wykonanie tego algorytmu w naszym trójwymiarowym świecie będzie miało identyczny efekt. Podobnie jak wykonanie rachunku różniczkowego. Dlaczego więc modele telewizorów to “wynalazki” a rachunek różniczkowy to “odkrycie”? Krytycy tej argumentacji zwracają uwagę na stopień skomplikowania, jednak jest to, moim zdaniem, argument chybiony – chroniona prawem autorskim budowa telewizora jest nieporównywalnie prostsza od chociażby teorii strun, która chroniona prawem autorskim nie jest.

Porównanie numer 2: “Nielegalne kopiowanie to tak, jak gdybyś ty wynajął mi mieszkanie, a ja pomieszkałbym w nim miesiąc i bym ci nie zapłacił. Nikomu się krzywda nie stała, więc z mojego punktu widzenia to jest OK. Ale przecież okradłem cię z pieniędzy, które byś zarobił wynajmując mieszkanie komuś uczciwemu. Podobnie jest z nielegalnym oprogramowaniem / muzyką / filmem — wynajmujesz je w celu użytkowania, ale nie płacisz za to, więc autor traci.”
Dlaczego jest nietrafne:
Po pierwsze – przykład jest nieadekwatny, ponieważ przy wynajmowaniu mieszkania zawierana jest umowa między mieszkaniodawcą a lokatorem, która jest zobowiązująca i samo jej złamanie jest już oszustwem. W przypadku piractwa, nic podobnego nie zachodzi, gdyż nie jest zawierana żadna umowa między właścicielem własności intelektualnej, a nielegalnie kopiującym, więc nie jest on do niczego zobowiązany.

W wielu przypadkach jest – umowa licencyjna.

Porównanie numer 3: “Nielegalne kopiowanie to tak, jak gdybyś ty umył mi samochód, a ja bym ci za to nie zapłacił. Wytłumaczę się, że nic nie straciłeś w ten sposób, więc to nic złego.”
Dlaczego jest nietrafne:
Porównanie jest rażąco nietrafne. Przede wszystkim, nastąpiła istotna strata. Stracony został czas poświęcony na mycie samochodu oraz zużyta została energia w postaci użycia siły mięśni do wymycia samochodu. Więc nie można tutaj mówić o porównaniu do nielegalnego kopiowania, gdzie strata nie wystąpi, o ile ktoś nielegalnie kopiuje tylko to, czego i tak by nie kupił, bądź też po nielegalnym skopiowaniu kupuje legalną wersję.

Analogicznie – na produkcję utworu został poświęcony czas i zużyta niemała energia. Lepszym kontrargumentem byłoby moim zdaniem to, że gdyby odnieść prawa autorskie do mycia samochodu, to za umyty samochód płacilibyśmy nie raz, a do śmierci pracownika myjni + jego dzieciom przez 70 lat ;)

zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 16:20 #
Gravatar

@Low Year: Samochod, podobnie jak ksiazke czy film, mozna zrobic na wiele sposobow, i efekty beda jezdzic, mimo ze nie sa specjalnie do siebie podobne. Z calkowaniem tego nie masz.

A analogia do mycia jest o tyle bez sensu, ze na odwrot – gdyby odniesc prawa autorskie do samochodu, to za dozywotnie utrzymywanie samochodu w czystosci (tudziez mozliwosc odsluchiwania plyty CD, kiedy tylko zechcesz) placilibysmy raz, z gory. Bez sensu, prawda? To dlatego, ze porownywanie jednorazowego wykonania uslugi do rzeczy zwiazanych z prawem autorskim jest rownie sensowne, jak porownywanie zakupu prodiża do rzeczy zwiazanych z kodeksem drogowym.

zwiń wątek Low Year  7 stycznia 2010 o godz. 19:00 #
Gravatar

Samochod, podobnie jak ksiazke czy film, mozna zrobic na wiele sposobow, i efekty beda jezdzic, mimo ze nie sa specjalnie do siebie podobne. Z calkowaniem tego nie masz.

Jak to nie? Przecież całki też można rozpisać na wiele sposobów przy użyciu różnych działań matematycznych. Będą oczywiście (właściwie to wcale nie takie oczywiste, ale nieważne ;) ) bardziej skomplikowane od powszechnego zapisu, ale:
1) nadal będą działały tak samo,
2) nadal nie będą chronione prawem autorskim.

A analogia do mycia jest o tyle bez sensu, ze na odwrot – gdyby odniesc prawa autorskie do samochodu, to za dozywotnie utrzymywanie samochodu w czystosci (tudziez mozliwosc odsluchiwania plyty CD, kiedy tylko zechcesz) placilibysmy raz, z gory.

Logika ci się posypała. Primo: jakie na odwrót, skoro ja też pisałem o odnoszeniu praw autorskich? Secundo: skoro odnosisz do samochodu, a nie do usługi mycia samochodu, to utrzymywanie w czystości i odsłuchiwanie płyt pasują tu jak kwiatki do kożucha. Tertio: chcesz powiedzieć, że autor dostaje tantiemy raz, z góry? ;>

To dlatego, ze porownywanie jednorazowego wykonania uslugi do rzeczy zwiazanych z prawem autorskim jest rownie sensowne, jak porownywanie zakupu prodiża do rzeczy zwiazanych z kodeksem drogowym.

Nie, to tylko twoje analogie są dziurawe jak sito, z nielicznymi chlubnymi wyjątkami.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 19:38 #
Gravatar

@Low Year: “Zasada dzialania” calek jest jedna. Masz oczywiscie racje mowiac, ze wyprowadzenia moga byc rozne – i wydaje mi sie, ze sposob wyprowadzenia czegos opisany w ksiazce jak najbardziej podpada pod prawo autorskie, chyba ze nie da sie tego zrobic rownie dobrze inaczej inaczej. (Bo co mialoby niby w takim Szpikowskim podpadac pod prawo autorskie, “Z czego w oczywisty sposob wynika, ze:”)?

Co do przykladu z samochodem – milo, ze zauwazyles, ze logika mojego przykladu jest absurdalna. Gorzej, ze nie zauwazyles, ze przyklad sluzyl jedynie pokazaniu absurdalnosci twojego, rownie naciaganego.

 
zwiń wątek Low Year  7 stycznia 2010 o godz. 23:08 #
Gravatar

wydaje mi sie, ze sposob wyprowadzenia czegos opisany w ksiazce jak najbardziej podpada pod prawo autorskie, chyba ze nie da sie tego zrobic rownie dobrze inaczej inaczej

A to paradne. Pragnę przypomnieć, że w tej ustawie, której nieczytanie zarzucasz wszystkim wkoło, pierwszy artykuł stwierdza explicite:

nie są objęte ochroną (…) koncepcje matematyczne

Epic fail z twojej strony.

Co do przykladu z samochodem – milo, ze zauwazyles, ze logika mojego przykladu jest absurdalna.

Pudło. Zauważyłem, że logika twojego zapisu jest absurdalna. Krótko mówiąc, jest to bełkot. Ironizować też trzeba z sensem.

Pomijając już, że sposób rozpoczęcia wypowiedzi (“A analogia do mycia jest o tyle bez sensu, ze…”) wskazuje na kontrargumentację, z czego teraz próbujesz się wyłgać i obrócić porażkę w sarkazm.

 
zwiń wątek trasz  8 stycznia 2010 o godz. 8:21 #
Gravatar

@Low Year: I po raz kolejny klania sie nieznajomosc podstaw. “Sposob wyprowadzenia czegos opisany w ksiazce [..], chyba ze nie da sie tego zrobic rownie dobrze inaczej inaczej” to nie jest “koncepcja matematyczna”, tak samo jak tekst ksiazki nie jest fabułą.

 
zwiń wątek Low Year  8 stycznia 2010 o godz. 12:17 #
Gravatar

Sposób wyprowadzenia całki nie jest koncepcją matematyczną? A czym? Bananem? Rzadkim gatunkiem strusia? Może iglicą Pałacu Kultury? Widzę, że korelacja się sprawdza :D

tak samo jak tekst ksiazki nie jest fabułą

Znowu brak logiki:
1) “tak samo” byłoby, gdybyś pisał nie o sposobie, a o opisie tego sposobu
2) fabuła w utworze artystycznym może być przedmiotem prawa autorskiego, w przeciwieństwie do koncepcji matematycznych ktre prawo explicite wyłącza.

Sry, nie dasz rady się wykręcić. Fail to fail.

 
zwiń wątek trasz  10 stycznia 2010 o godz. 14:27 #
Gravatar

@Low Year: Ech, nadal mylisz podstawowe koncepcje.

_Idea_ wyprowadzenia calki jest czyms jak fabula utworu. I oczywiscie nie moze byc przedmiotem prawa autorskiego, podobnie jak koncepcje matematyczne.

_Konkretne_ wyprowadzenie – na przyklad copy/paste ze Szpikowskiego – podpada pod prawo autorskie, chyba ze jest oczywiste i wprost wynika z idei matematycznych. Czyli, w tym konkretnym przypadku, wynika.

Wiec, jeszcze raz: idea, fabula, “sposob myslenia” lub sciezka dojscia do – nie podpada. Konkretna realizacja idei majaca cechy tworcze, jesli idee mozna wprowadzic w zycie na wiele sposobow – podpada.

 
zwiń wątek Low Year  11 stycznia 2010 o godz. 18:16 #
Gravatar

_Konkretne_ wyprowadzenie – na przyklad copy/paste ze Szpikowskiego – podpada pod prawo autorskie, chyba ze jest oczywiste i wprost wynika z idei matematycznych. Czyli, w tym konkretnym przypadku, wynika.

Konkretne wyprowadzenie czy konkretna metoda wyprowadzenia? Bo to spora różnica, a nie chciałbym gdzieś potem utknąć na semantyce. Jeśli chodzi o metodę, to dalej stoję na stanowisku, że jest to koncepcja matematyczna. Ustawa nic nie mówi o tym, by koncepcje nieoczywiste nie traktować jak koncepcje.

 
zwiń wątek Rad3k  11 stycznia 2010 o godz. 23:59 #
Gravatar

@trasz
Co w matematyce jest, a co nie jest oczywiste? Kto o tym decyduje?

 
 
 
zwiń wątek iurabos  7 stycznia 2010 o godz. 16:21 #
Gravatar

dodam mało błyskotliwie – argumenty autora są słabe, coś tam trzyma się kupy, a rozciągnięte to jest w niemożliwy sposób. Świetnym argumentem dla kopiowania (nie sprzedaży) jest porównanie ze skopiowaniem Mercedesa i podarowaniem kopii potrzebującym (abstrahując od realnej wartości tego podarunku).
Kopiarz (czarodziej) tworzy wartość, która wzbogaca społeczeństwo. Trafiłem ostatnio na perełki muzyczne, o których nic bym nie wiedział, gdyby nie blogi i torrent. Nie sprzedaję pobranych kopii, więc nie uzyskuję w ten sposób korzyści materialnych, tylko kulturalne.
Myślę, że to tutaj należałoby poszukać kamienia węgielnego nowego systemu ochrony praw autora. Britney zarabia wykonywaniem tak zwanej piosenki :) na życie, więc ma prawo do ochrony przed nielegalną sprzedażą. Każde inne użycie jej “pracy” powinno znaleźć się poza jurysdykcją prawa autorskiego. Sądy powinny określić “wartość kulturalno-społeczną” bliżej nieokreślonych dóbr niematerialnych i postawić ją jako wyższą względem wartości materialnej tychże dóbr.
Prawo autorskie winno chronić autora przed nielegalnym wzbogaceniem się na jego myśli (patencie), używanie tego dobra(patentu) do własnego użytku nie powinno być ścigane, jako dobro społeczne.

zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 16:53 #
Gravatar

@iurabos: Zapewne ucieszy cie informacja, ze tak wlasnie jest – posiadanie (lub sciganie) pirackich kopii muzyki czy filmow nie jest w Polsce sprzeczne z prawem, a za lamanie patentu w celach domowo-hobbystycznych nikogo nie da sie pozwac.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 17:26 #
Gravatar

A jeśli każdy będzie korzystał z dobra artysty jako dobra społecznego, to autor umrze z głodu.
Moim zdaniem chyba najciekawszym rozwiązaniem jest skrócenie obowiązywania czasu trwania praw autorskich. Nie przesadne skrócenie oczywiście. Dajmy na to 35 lat. Dzięki temu będziesz mógł odkrywać wartość artystyczną z tamtego okresu i jednocześnie będziesz zmuszony utrzymywać artystów, którzy tworzą w chwili obecnej.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek michuk  8 stycznia 2010 o godz. 12:26 #
Gravatar

No cóż, jeśli autor nie jest w stanie przekonać swoich fanów do płacenia to może po prostu powinien zająć się inną pracą, a tworzyć hobbystycznie po godzinach?
Kafce się udało :)

 
zwiń wątek Sparrow1  8 stycznia 2010 o godz. 14:07 #
Gravatar

To znaczy że wśród artystów nie może być rzemieślników? Niekonieczne wirtuozów, których fani i tak daliby się pokroić za kolejną płytę? Oni nie zasługują na utrzymywanie się ze swojej twórczości?

 
zwiń wątek vries  8 stycznia 2010 o godz. 20:18 #
Gravatar

@michuk: tu chodzi o efekt skali. Amerykanie są mają tu lepiej. Polacy mają tu gorzej. Łotysze nie mają najmniejszych szans. Jeśli masz ochotę pogrzebać polską kulturę to bardzo proszę.

 
 
 
 
zwiń wątek raj  7 stycznia 2010 o godz. 15:23 #
Gravatar

Miałem nadzieję, że w twoim tekście znajdę link do tego tekstu: http://mises.pl/255/255/ – niestety go nie znalazłem, więc pozwalam go sobie dodać. Jest to znakomita analiza bezsensowności tzw. “własności intelektualnej” w świetle podstawowych zasad prawno-ekonomicznych rządzących własnością (tą rzeczywistą).

zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 16:56 #
Gravatar

Skasowanie jednego wpisu usunęło też niestety wpis potomny, więc napisz go jeszcze raz.

 
 
zwiń wątek mateyko  7 stycznia 2010 o godz. 16:34 #
Gravatar

Ściągnięcie dajmy na to Avatara z internetu nie jest przestępstwem! Przestępstwem jest jego UDOSTĘPNIENIE. Eh… jak kamień w wodę. A media piorą ludziom mózgi …

zwiń wątek skiter  10 stycznia 2010 o godz. 1:04 #
Gravatar

Czyli np torrent, nie jako protokol, ale jako … system wymiany jest w pewnym sensie ‘nie legalny’, z racji wysylania podczas pobierania.

Mowa oczywiscie o utworach licencjonowanych/czy tez ze tak to ujme ‘autoryzowanych’.

 
 
zwiń wątek Raju  7 stycznia 2010 o godz. 16:54 #
Gravatar

Szacunek – świetny tekst! :)

 
zwiń wątek Odysseusz  7 stycznia 2010 o godz. 17:34 #
Gravatar

Czy Chopin korzystał z praw patentowych do swoich utworów? A Bach?

zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 17:38 #
Gravatar

W tamtych czasach nie było możliwości zapisu muzyki na nośniku. Więc nie było o czym mówić.

zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 17:50 #
Gravatar

Zapis nutowy już był (ty mówisz o wykonaniach muzyki, ale chodziło raczej o same kompozycje muzyczne).

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 17:58 #
Gravatar

O to mi właśnie chodzi. Wtedy jedną możliwością usłyszenia muzyki Chopina było wykonanie jej przez innych (Chopin dawał mało koncertów). Dziś mamy inne możliwości.
Co prawda nie jestem entuzjastą praw autorskich dla zapisu muzyki, ale jestem świadom tego, że stworzenie utworu na orkiestrę to kupa pracy.

 
zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 18:14 #
Gravatar

Liczenie ilości pracy jest strasznie subiektywne. Przykładowo ja ostatnio robiłem tłumaczenie połowy komiksu o domenie publicznej przez 3 tygodnie, a potem przyszedł Polimerek i skończył resztę w 3 dni, choć w ilości tekstu to wyszłoby tyle samo.

A ile pracy zostało włożone w ułożenie krótkiego wzoru “E=mc2″? I czy w ogóle ma sens to liczyć, skoro merytoryczna wartość tego jest związana raczej ze skutkami praktycznymi i wpływem na nasze rozumienie świata, a nie z długością wzoru ani z ilością pracy?

 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 19:04 #
Gravatar

@kocio: Mierzenie wymiarem godzinowym pracy nie ma tu nic do rzeczy. Liczy się tu wartość za którą stoi ludzka praca. Ludzka praca jest tu dowodem, że ta wartość nie wzięła się z powietrza. A sama wartość może być różna i tą kwestię określa rynek.
Patenty i prawa autorskie to narzędzia, które pozwalają tą wartością gospodarować i na niej zarabiać, gdy nie da się jej przełożyć na materialne efekty (w sensie materialnego produktu, czyli np. upieczonego chleba).

 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 19:09 #
Gravatar

@kocio: Zapomniałbym. Mam nadzieję, że nie przekładacie szkolnej komedii romantycznej o Ubuntu?

 
zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 21:02 #
Gravatar

Ale przecież bez patentów i praw autorskich też można gospodarować taką wartością, tylko akurat nie poprzez ograniczanie innym możliwości jej wykorzystania. Strasznie wąsko dostrzegasz i uznajesz te narzędzia.

A komiks napisali i narysowali profesorowie prawa z Centre for the Study of Public Domain (Duke University) – w tym autor książki “The Public Domain: Enclosing the Commons of the Mind” – dla każdego edukacja prawna na odpowiednim poziomie i w odpowiedniej formie. A tak a propos przytyku do komedii romantycznych – byłbym bardzo pozytywnie zaskoczony gdyby się okazało, że wiesz o domenie publicznej tyle, ile zawarto w tym komiksie.

Tu są linki do oryginału i polskiego tłumaczenia: http://cspd.wikidot.com/ . Mocno skrócona wersja “demo” polskiej wersji z już nałożonymi napisami była rozdawana na Dniu Domeny Publicznej.

 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 22:05 #
Gravatar

“Ale przecież bez patentów i praw autorskich też można gospodarować taką wartością, tylko akurat nie poprzez ograniczanie innym możliwości jej wykorzystania. Strasznie wąsko dostrzegasz i uznajesz te narzędzia.”
hmm… osobiście nie widzę takiej możliwości. Może mam jakieś braki w wiedzy.

“A tak a propos przytyku do komedii romantycznych ”
heh, chciałbyś… Coś takiego faktycznie istnieje i co gorsza nie jest totalną amatorszczyzną. Ale fakt, nie jest w domenie publicznej tylko na GPL. Autor sobie tu fajnie wykombinował, że udostępni “źródła” w postaci plików .psd (z warstwami, by ułatwić tłumaczenie i ewentualną edycję). Co w sumie jest dość zabawne. Wolność wolnością, ale jednak Photoshop tu nadaje się tu dużo bardziej niż Gimp (nad czym ubolewam).

A sam komiks o domenie wygląda całkiem nieźle i pewnie poczytam jak znajdę trochę czasu.

 
zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 22:52 #
Gravatar

Nie sądzę żeby brakowały ci jakiejś wiedzy, raczej wyobraźni. Wyobrażasz sobie, że jeśli przestaniesz zabraniać, to reszta sama się skopiuje, wypromuje i wdroży itp. A taki Asterisk np. specjalnie buduje sieć dystrybutorów i na nią chucha, zamiast trzymać na wszystkim łapę. A taka np. Nina Paley przyjmuje różne zaproszenia na płatne wystąpienia albo oznacza gadżety swoim “stempelkiem”. Tu działa siła “marki” – w morzu ludzi pobierających darmowe kopie są też tacy, którzy chcą mieć wsparcie/błogosławieństwo twórców i za to płacą. To też jest sposób gospodarowania wartością rzeczy niematerialnych.

Pogubiłem się za to dalej – co niby “chciałbym” a propos komedii romantycznych?

 
zwiń wątek vries  7 stycznia 2010 o godz. 23:22 #
Gravatar

Mówisz o modelu premium. I tu jest problem. Bo dla takiego modelu trzeba mieć duży rynek. Więc nie ma mowy np. o takim modelu dla polskojęzycznych wydań książkowych. Nie ma również możliwości opierania o taki model produkcji wyrobów materialnych. Innymi słowy taki model nie jest w stanie zastąpić patentów i prawa autorskiego.

“Pogubiłem się za to dalej – co niby “chciałbym” a propos komedii romantycznych?”
Żeby to był przytyk…(patrz: nie umiem przeboleć, ze ludzie robią takie głupoty).

 
zwiń wątek kocio  8 stycznia 2010 o godz. 0:30 #
Gravatar

Masz rację, nie ma jednego optymalnego modelu korzystnego dla wszystkiego – i myślę, że stąd takie przywiązanie do gospodarowania przez zabranianie innym, bo wtedy nie trzeba nic kombinować, tylko sprzedawać zezwolenia. Teoretycznie więc można przy tym pozostać.

Jednak rzeczywistość łatwego kopiowania wskazuje, że zmiany zajdą i tak – jednym będzie się opłacało znaleźć inny model, innym nie będzie się opłacać robić wedle starego modelu i nie znajdą nowego, a część jednych i drugich jeszcze będzie inwestowała w utrudnianie kopiowania. Moim zdaniem (oczywiście to tylko moje przekonanie) w którymś momencie koszta i zakres takiej kontroli okażą się absurdalne, a jednocześnie powstanie dostateczna liczba sprawdzonych modeli dla różnych przypadków, i metoda gospodarowania przez zabranianie zaniknie.

A niektóre komedie romantyczne bardzo lubię akurat – sęk nie tyle w gatunku, co w wykonaniu.

 
zwiń wątek vries  8 stycznia 2010 o godz. 2:14 #
Gravatar

@kocio: Zgadzam się z faktem, że nowe modele będą powstawać. To oczywiste. Ale nie zgadzam się z tym, ze wszędzie znajdzie się alternatywne rozwiązanie. Zauważ, że system patentowy i prawa autorskie to nie jest wynalazek nowy. Funkcjonuje od jakiegoś czasu. O ile prawa autorskie zagrożone są przez piractwo, to patenty nie są zagrożone przez praktycznie nic. Mają się dobrze. A piractwo zaczyna być dla państwa problemem, gdy te odkrywa, ze nagle jego przemysł rozrywkowy się kurczy. I wtedy wchodzą restrykcje. Myślę, ze prawnie spokojnie dałoby się przytemperować piractwo, gdyby była taka konieczność (nawet przy przyzwoitych kosztach). Ale byłaby to niepopularna decyzja (naruszająca to co większość nazywa wolnością osobistą). Zresztą nie wiadomo, czy taka konieczność zajdzie.

 
zwiń wątek Low Year  8 stycznia 2010 o godz. 12:19 #
Gravatar

A piractwo zaczyna być dla państwa problemem, gdy te odkrywa, ze nagle jego przemysł rozrywkowy się kurczy.

Sugerujesz, że amerykański przemysł rozrywkowy się kurczy? :D

 
zwiń wątek vries  8 stycznia 2010 o godz. 15:03 #
Gravatar

“Sugerujesz, że amerykański przemysł rozrywkowy się kurczy?”
Amerykański przemysł ma się całkiem nieźle. Aczkolwiek lepiej maił się półtorej dekady temu. Zresztą to chyba jeden z paru przemysłów, który może załapać się na model premium (z racji języka i wielkości rynku).

 
zwiń wątek mby7930  8 stycznia 2010 o godz. 15:06 #
Gravatar

“Sugerujesz, że amerykański przemysł rozrywkowy się kurczy?”

Jak widać, ktoś, kto popiera absurd, jakim jest prawo własności intelektualnej, MUSI żyć w alternatywnej rzeczywistości, aby móc to jakoś pogodzić z tym wszystkim, co można dostrzec na co dzień.

I tylko dla porządku dodam, że w ostatnim (2009) roku sprzedaż biletów w kinach w USA WZROSŁA.

 
zwiń wątek Low Year  8 stycznia 2010 o godz. 17:16 #
Gravatar

Amerykański przemysł ma się całkiem nieźle. Aczkolwiek lepiej maił się półtorej dekady temu.

Zmiany dochodów tego przemysłu twierdzą co innego. Np. chyba najgłośniej gardłująca o piractwie branża fonograficzna pobiła w zeszłym roku kolejny rekord zysków ze sprzedaży.

Zresztą to chyba jeden z paru przemysłów, który może załapać się na model premium (z racji języka i wielkości rynku).
Z jakiegoś powodu nie przeszkadza to amerykanom w dalszym zaostrzaniu antypirackich regulacji.

 
zwiń wątek vries  8 stycznia 2010 o godz. 18:27 #
Gravatar

@Low Year: O ile więcej?

“Z jakiegoś powodu nie przeszkadza to amerykanom w dalszym zaostrzaniu antypirackich regulacji.”
Coś się zmieniło ostatnio w tej kwestii?

 
zwiń wątek Low Year  8 stycznia 2010 o godz. 21:50 #
Gravatar

Zależy jak bardzo ostatnio. DMCA jakieś bardzo stare nie jest, a ACTA w drodze.
O ile więcej?
Nie pamiętam gdzie to czytałem, poszukam. Pod ręką mam dane o branży filmowej:
http://abcnews.go.com/Entertainment/wireStory?id=9303449

 
zwiń wątek vries  9 stycznia 2010 o godz. 0:00 #
Gravatar

Te dane o przychodach, nie zyskach.

 
zwiń wątek Low Year  9 stycznia 2010 o godz. 0:27 #
Gravatar

Co nie zmienia faktu, że są najwyższe w historii.

Zysku nie da się wyliczyć nie znając wydatków.

 
zwiń wątek vries  9 stycznia 2010 o godz. 1:14 #
Gravatar

Zapomniałbym
“Zależy jak bardzo ostatnio. DMCA jakieś bardzo stare nie jest, a ACTA w drodze.”
DMCA jest dość stare. Gdy wchodziło w życie nie miałem nawet internetu. A tym, ze przepisy będą się zmieniać mówiłem zawsze. Aczkolwiek myślę, że jeszcze trochę wody upłynie nim coś się z tym ruszy.

Podawanie przychodów jako miary sukcesu branży jest głupotą. Można mieć rekordowe przychody i być na minusie.

 
zwiń wątek Low Year  9 stycznia 2010 o godz. 2:01 #
Gravatar

Jako miary sukcesu – nie jest. Co lepiej mierzy sukces niż to, ile się na nim zarobiło? Z kolei kompletną głupotą byłoby, gdybym chciał przychodami potwierdzać gospodarność ;)

 
zwiń wątek Low Year  9 stycznia 2010 o godz. 2:02 #
Gravatar

s/ile się na nim zarobiło/ile pieniędzy przyniósł/. Zarobek to właśnie to, co byłoby użyte w kwestii z trzeciego zdania :P

 
 
 
zwiń wątek trasz  7 stycznia 2010 o godz. 19:48 #
Gravatar

@Odysseusz: Z Linuksa Chopin tez nie korzystal. Proponujesz delegalizacje Linuksa?

 
 
zwiń wątek Nazwa  7 stycznia 2010 o godz. 18:11 #
Gravatar

“Koniec niedostatku jest nieuchronny. Możecie próbować przeszkadzać, możecie to spowolnić, marginalnie… ale nie zatrzymacie tego.”

Buhahaha – ktoś tu chyba zafascynował się komunizmem xD

zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 21:07 #
Gravatar

Miliony ludzi kopiujących ogromne ilości danych prawdopodobnie nic nie wie o tych swoich rzekomych fascynacjach. Po prostu to robią i chyba skutecznie, bo coraz trudniej znaleźć przykład na coś niematerialnego, czego nie dałoby się tą prostą drogą zdobyć.

 
zwiń wątek mby7930  8 stycznia 2010 o godz. 15:08 #
Gravatar

“Buhahaha – ktoś tu chyba zafascynował się komunizmem xD”

NIE. Po prostu dostrzega fakty i konsekwencje, jakie za sobą pociągają, w przeciwieństwie do co po niektórych.

 
 
zwiń wątek Lifter  7 stycznia 2010 o godz. 18:20 #
Gravatar

“Nie ma takiej bzdury i podlosci, ktore popelniamy, jakiej nie da sie ladnie wytlumaczyc”.

W tej dyskusji bardzo prosta metoda jest inwersja. Jesli ktos uwaza, ze kopiowania efektow cudzej pracy za friko jest OK, to prosta sprawa – jest tym, co kopiuje. Ale niech odwroci sytuacje – jesli uwaza, ze kopiowanie jest OK, to niech mi powie Z REKA NA SERCU I POD SLOWEM HONORU – czy bedzie uwazal za sluszne, jesli JA za darmo skorzystam z efektow JEGO powiedzmy dwurocznej ciezkiej pracy [bo tworzyles to jako produkt komercyjny]. (A do tego jeszcze bede uwazal tych, co mu za nia zaplacili za frajerow). I jesli takich jak ja bedzie tylu, ze zarobi 20% tego, co oczekiwal zarobic. I moge sie zalozyc, ze wiekszosc wstedy wrzasnie “O, zlodzieje! Jak wam nie wstyd! Jak mozecie! To nieetyczne! To chamskie!” itd.

A cala wypowiedz to szczerze mowiac jeden wielki popis erystyki i demagogii, z paroma – nie powiem – sensownymi fragmentami, ktore tona jednak w bezmiarze demagogii.

zwiń wątek TheBlackMan  8 stycznia 2010 o godz. 9:49 #
Gravatar

@Lifter

[[[W tej dyskusji bardzo prosta metoda jest inwersja. Jesli ktos uwaza, ze kopiowania efektow cudzej pracy za friko jest OK, to prosta sprawa – jest tym, co kopiuje. Ale niech odwroci sytuacje (...) Z REKA NA SERCU I POD SLOWEM HONORU (...) jesli JA za darmo skorzystam z efektow JEGO powiedzmy dwurocznej ciezkiej pracy [bo tworzyles to jako produkt komercyjny]. (A do tego jeszcze bede uwazal tych, co mu za nia zaplacili za frajerow). I jesli takich jak ja bedzie tylu, ze zarobi 20% tego, co oczekiwal zarobic. I moge sie zalozyc, ze wiekszosc wstedy wrzasnie “O, zlodzieje! Jak wam nie wstyd! Jak mozecie! To nieetyczne! To chamskie!” itd.]]]

Oczywiście, mówię ci z ręką na sercu że nie mam żadnych przeciwskazań do tego żeby ludzie dowolnie kopiowali mój produkt.

Już jakiś czas temu się z tym pogodziłem, że piractwo jest stanem naturalnym. Jeżeli więc wyprodukuję jakiś produkt, to zastosuję taki model biznesowy, żeby uwzględnić ogromną skalę piractwa.

zwiń wątek Sparrow1  8 stycznia 2010 o godz. 13:51 #
Gravatar

Problem w tym, że jak dotąd zapewne niczego nie wyprodukowałeś, więc takie zapewnienia nie są wiele warte. Chlapać ma lewo i prawo przechwałkami jest bardzo łatwo, trudniej wprowadzić je w życie.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
 
zwiń wątek nelse  7 stycznia 2010 o godz. 18:30 #
Gravatar

Wszystko super, ale… Wyobraźmy sobie małą (np. jednoosobową) firmę tworzącą oprogramowanie. Zrobiła ona program o nazwie X, który jest super przydatny, innowacyjny i ludzie chcą go mieć, ale X kosztuje Y zł (Y > na przykład 1000 zł, więc drogi) przez co wolą ściągnąć “nielegalną” kopię z sieci nie płacąc firmie nic.

Oczywiście, przy tworzeniu programu używano powszechnie znanych praw matematyki, fizyki czy czego tam jeszcze i kompilatora (płatnego), ale programista siedział nad nim przez pół roku o głodzie i chłodzie ;) . Czy za jego pracę nie należy mu się wynagrodzenie?

Odnoszę wrażenie że do momentu aż ktoś sam czegoś nie stworzy i nie zobaczy jak inni korzystają z jego ciężkiej pracy za darmo, będzie uważał że “piractwo” (czy jak nazwać) jest OK.

zwiń wątek TheBlackMan  8 stycznia 2010 o godz. 9:55 #
Gravatar

@nelse

[[[Oczywiście, przy tworzeniu programu używano powszechnie znanych praw matematyki, fizyki czy czego tam jeszcze i kompilatora (płatnego), ale programista siedział nad nim przez pół roku o głodzie i chłodzie ;) . Czy za jego pracę nie należy mu się wynagrodzenie?]]]

No dobra, ale tutaj mówimy o sytuacji nieuczciwego piractwa.

Mój artykuł porusza głównie kwestię piractwa w sytuacji, gdy ktoś i tak nie kupiłby danego produktu bo go nie stać, albo kupił w celu przetestowania.

Nie twierdzę nigdzie, że każde nielegalne kopiowanie jest uczciwe. Można nielegalnie kopiować uczciwie i nieuczciwie.

A samo to, że jest to “nielegalne” to kwestia tylko błędnie zorganizowanego prawa autorskiego dystrybutorskiego.

 
 
zwiń wątek eaxene  7 stycznia 2010 o godz. 18:52 #
Gravatar

Nie mam czasu ani chęci dłuższego odpisywania, bo po pierwsze jest to troche bez sensu- jeżeli ktoś daje przykład odpalenia ognia od innego ognia to sorry, ale dyskusja nam się kleić nie będzie, a po drugie zaraz wychodze.
1) Na prawie to Ty się chłopie nie znasz, jest sporo więcej ustaw, które należałoby tu przytoczyć- także to co próbowałeś udowodnić z prawnego punktu widzenia jest zupełnie niepotrzebne, ponieważ prawo jednoznacznie reguluje tę kwestię.
2) Jeżeli ktoś pisząc poważny tekst polega na wikipedii to chyba jest to jakimś nieporozumieniem. Nie będe tego rozpisywał ale:
“Ochronie może zatem podlegać praktycznie wszystko, co zostało stworzone za pomocą ludzkiego umysłu i jest w jakiś sposób unikalne.”
Prawo angielskie/ amerykańskie ma określone ograniczenia tego co może być przedmiotem patentu(chociażby nie może to być coś oczywistego- dlatego nie można opatentować słowa “dupa”, lub też nei można opatentować wody), ale może być to wynikiem połączenia jakichś istniejących elementów(chociażby w chemii- gdy tworzymy nowe związki chemiczne np. do katalizatorów)
3) Co do przykładów, gdy pisałeś o tym że przecież producent nie ma straty. Skoro nie widzisz możliwości, że producent może tu osiągnąć stratę to… ech nie ważne. Gdyby choć 10% tych co ma nielegalną kopie kupiło oryginał to jakieś zyski by były prawda? Czyli firma traci przyszłe, prawdopodobne zyski- prawo dopuszcza takie figury prawne(od razu napiszę żeby było wiadomo).

Dobra muszę już lecieć, ale gdyby coś mogę dokładniej odpisać w razie potrzeby, a nie tak po łebkach jak to zrobiłem teraz.

zwiń wątek Rad3k  15 stycznia 2010 o godz. 1:29 #
Gravatar

3) Co do przykładów, gdy pisałeś o tym że przecież producent nie ma straty. Skoro nie widzisz możliwości, że producent może tu osiągnąć stratę to… ech nie ważne. Gdyby choć 10% tych co ma nielegalną kopie kupiło oryginał to jakieś zyski by były prawda? Czyli firma traci przyszłe, prawdopodobne zyski- prawo dopuszcza takie figury prawne(od razu napiszę żeby było wiadomo).

Ja te zyski nazywam wyimaginowanymi, i tak samo wyimaginowane są straty spowodowane ich brakiem. Jeśli ktoś nie zarobi tyle, ile by chciał, to już znaczy, że poniósł stratę? Co to za logika?

 
 
zwiń wątek Pieczarka  7 stycznia 2010 o godz. 18:53 #
Gravatar

A co w przypadku, gdy ktoś ściąga np. Photoshopa, a potem pracując w nim zarabia? Ten aspekt nie został w artykule poruszony, a najabrdziej mnie interesuje.

zwiń wątek TheBlackMan  8 stycznia 2010 o godz. 9:57 #
Gravatar

@Pieczarka

Poruszyłem ten aspekt w dziale, który mówi o nielegalnym kopiowaniu “na granicy etyki”.

Pisałem o firmie, która nielegalnie kopiuje pomimo iż produkt przynosi jej zysk. Ten przykład można zastosować też do osoby fizycznej, a nie tylko firmy.

 
 
zwiń wątek efreet  7 stycznia 2010 o godz. 20:20 #
Gravatar

Mam pomysł na biznes, wymyślę nowy, lżejszy, wytrzymalszy stop metalu i będę go sprzedawał. Będę miał monopol na dysponowanie stopem. Społeczeństwo zyska tyle ile będę chciał, ja proporcjonalnie.

Jaki sposób na życie mi proponujesz w twoim modelu?

zwiń wątek TheBlackMan  8 stycznia 2010 o godz. 10:01 #
Gravatar

Za kogo ty mnie masz ? Nie jestem jakimś omnibusem i geniuszem, więc nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania we wszechświecie.

Widzisz, nie obmyślono jeszcze odpowiednich modelów biznesowych adekwatnych do argumentów, które opisuję w artykule.

Jednak z czasem, jak już wszyscy pogodzą się z tym, iż własność intelektualna należy do wszystkich i zaprzestaną walczyć z wiatrakami (piractwem), to na pewno odpowiednie modele biznesowe zostaną stworzone.

zwiń wątek aegis maelstrom  13 stycznia 2010 o godz. 12:50 #
Gravatar

Za kogo Cię mamy?
Ja Cię miałem za człowieka poważnego. Ale się myliłem.

Kolego, naucz się jednego.
Jeśli krytykujesz jakieś rozwiązanie, naucz się dawać LEPSZĄ ALTERNATYWĘ.

Jeśli nie znasz rozwiązania lepszego od przyjętego, to na cholerę ten cały Twój artykuł i “krytyka”?
Równie dobrze mógłbyś krytykować słońce, że “świeci nierównomiernie”, “można się oparzyć”, “zimą jest zimno i ciemno”.

Jeśli znasz lepsze rozwiązanie – dawaj!
Jeśli nie znasz, zajmij się czymś pożytecznym…

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek Arsen7  16 stycznia 2010 o godz. 12:19 #
Gravatar

Kolego, naucz się jednego.
Jeśli krytykujesz jakieś rozwiązanie, naucz się dawać LEPSZĄ ALTERNATYWĘ.

Skin kopie babcię. Powinienem zareagować, skrytykować, ale nie mam dla niego lepszej propozycji rozładowania jego agresji.
Chyba lepiej pójdę swoją drogą.

Czy na pewno krytyka bez propozycji zmiany jest nic nie warta?

Z naszej dziedziny: Nie widziałem, żeby jakaś Bugzilla miała taki tekst:
“Raportując błąd naszego programu dołącz patcha.
Jeśli nie umiesz tego zrobić, spadaj na szczaw.”

Jeden człowiek potrafi zauważyć problem, a zupełnie inny człowiek potrafi go naprawić. Jeśli ten pierwszy będzie milczał, ten drugi nigdy się nie dowie, że jego pomysły mogą się komuś przydać.

 
 
 
zwiń wątek Low Year  8 stycznia 2010 o godz. 17:24 #
Gravatar

Ja proponuję żebyś wziął się do roboty, bo za to należy się ludziom wynagrodzenie. Dostaniesz patent na 5 lat, a gdy się skończy – wymyśl coś nowego. Za siedzenie na czterech literach kasy nie ma.

 
zwiń wątek Rad3k  15 stycznia 2010 o godz. 1:38 #
Gravatar

Najpierw wymyśl, a potem pogadamy. Ale od razu powiem – jeśli chcesz zrobić to tylko dla pieniędzy, to lepiej najpierw znajdź sponsora, którego przekonasz do swojego geniuszu.

W historii nie brakuje wielkich wynalazców, którzy celowo nie patentowali swoich odkryć, bo uważali to za niemoralne. Potrafili wznieść się ponad egoizm, i między innymi to stanowi o ich wielkości – na ich dziełach skorzystała cała ludzkość (z nimi włącznie), a nie jedynie wybrani.

 
 
zwiń wątek Rozz  7 stycznia 2010 o godz. 20:38 #
Gravatar

Hej, jestesmy duza firma robiaca oprogamowanie, specjalizujemy sie w systemach operacyjnych. Chcielibysmy spytac jaki model biznesowy mamy zastosowac. Dotychczas rozkladalismy koszt na sprzedane kopie, ale ponoc to nie modne. Koszt wytworzenia pierwszej kopii 70mld USD.

 
zwiń wątek el.pescado  7 stycznia 2010 o godz. 21:24 #
Gravatar

Co to jest MAFIAA?

zwiń wątek kocio  7 stycznia 2010 o godz. 22:19 #
Gravatar

To taki złośliwy skrót obejmujący stowarzyszenia amerykańskich producentów filmowych i muzycznych:

http://en.wiktionary.org/wiki/MAFIAA

zwiń wątek el.pescado  7 stycznia 2010 o godz. 23:31 #
Gravatar

Tyle to ja wiem. Prawdziwe pytanie: czy w poważnym artykule (a przynajmniej artykule aspirującym do takiego) wypada używać “złośliwych skrótów”?

Toż to dziecinada.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
zwiń wątek Low Year  8 stycznia 2010 o godz. 0:50 #
Gravatar

Jeśli w poważnych wypowiedziach wypada nazywać nieuprawnione kopiowanie “kradzieżą”, to tak.

 
zwiń wątek vries  8 stycznia 2010 o godz. 2:21 #
Gravatar

@el.pescado: te określenie jest ogólnie przyjęte. Nie ma się co o nie czepiać. Szczególnie, że te instytucje nie raz się już skompromitowały.

 
 
 
 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 21:45 #
Gravatar

Cały artykuł wydaje się zbiorem cytatów z książki Lawrence Lessinga, opublikowanej również na licencji CC(tylko nie wiem z jakimi dodatkami).

Mogę się mylić, lecz gdzieś to widziałem, a w artykule nie podano źródła.

 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 21:47 #
Gravatar

Świetnym przykładem zastosowania prawa patentowego w praktyce są algorytmy Huffman-a. Osoba ta wymyśliła sposoby kompresji danych, udostępniając je ogółowi. Po jego śmierci, ktoś nie będący z jego otoczenia, nie kontaktujący się z nim kiedykolwiek, nie pomagający mu w czymkolwiek, opatentował jego dzieło(bo chciał na nim zarobić)!

zwiń wątek trasz  8 stycznia 2010 o godz. 8:27 #
Gravatar

@Sławek: Mozesz podac numer patentu na algorytm Huffmana, czy tradycyjnie siejesz FUD?

 
 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 21:53 #
Gravatar

Do porównania z tramwajem trzeba dorzucić jeszcze jedną oczywistość(nie można jednak jej nikomu mówić, bo brzydko traktuje istotę człowieczą ;-) ). Jadąc tramwajem na gapę, zabieram miejsce innym.

 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 21:56 #
Gravatar

Przykład z mieszkaniem jest też nietrafny, bo być może chciałbym te mieszkanie komuś wynająć(autor z góry zakłada, że nie będę chcieć, a potem pisze, że być może bym chciał, pomijając – umyślnie – pozostałe aspekty). Skoro rozważamy sytuację, że chcę komuś wynająć mieszkanie, to jest to porównanie już nieadekwatne.

zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 22:08 #
Gravatar

Kontrargument 7a: To zostało już chyba obalone. Wiele utworów stało się popularnych(a także wielu artystów), dzięki publikacji w sieciach P2P.

zwiń wątek el.pescado  11 stycznia 2010 o godz. 21:06 #
Gravatar

Moim zdaniem to do artysty powinna należeć decyzja czy chce być popularny dzięki sieciom p2p. Nie chce – jego strata.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 22:13 #
Gravatar

W przypadku gry The Conduit na Wii w wersji kolekcjonerskiej, wraz z płytką otrzymuje się książeczkę, gdzie został wpisany praktycznie jedynie tekst w stylu:
“Dziękujemy ci za poszanowanie własności intelektualnej. Dzięki intelektualnej własności świat się szybciej rozwija…”. Nie napiszę, co dalej można w niej przeczytać. W jednym zdaniu: po co wpajać miłemu nam klientowi jeszcze jakąś ideologię? W dodatku jest to ideologia niczym nie popartym, a utworzona z czystych hedonistycznych pobudek.

 
zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 22:49 #
Gravatar

Z argumentami księgarzy, które zostały przytoczone w chwili chęci usunięcia ustawy hamującej postęp (odbierając władzę księgarzom) są śmieszne. Najpierw niszczyliśmy, grabiliśmy, plądrowaliśmy, paliliśmy, cenzorowaliśmy, ograniczaliśmy dostęp do rynku, zgodnie z literą prawa sprzęt do produkcji dzieł literackich i same dzieła. Potem zmieniliśmy się w przyjaciół artystów, postanowiliśmy ludzi przed faktem dokonanym(to my przez ponad 100 lat ograbiliśmy wszystkich ze sprzętu do druku, mając prawny monopol na dystrybucje stworzyliśmy najlepszą sieć dystrybucji, a teraz szanowna izba chce to wszystko zaprzepaścić?)..

He he ;-) ….

zwiń wątek Sławek  7 stycznia 2010 o godz. 22:51 #
Gravatar

“odbierające władzę księgarzom” -> “odbierając władzę księgarzom”

 
 
zwiń wątek Pan Jan  8 stycznia 2010 o godz. 0:19 #
Gravatar

Ciekawe jak autor by się czuł, gdyby coś wymyślił, a jego sąsiad podglądając Go codziennie przez dziurkę od klucza wziął jego wynalazek, powiedział, że sam go wymyślił i zbił na nim fortunę.
Takim wypadkom właśnie ma zapobiegać prawo patentowe.

zwiń wątek kocio  8 stycznia 2010 o godz. 0:39 #
Gravatar

A jakby się czuł, gdyby sąsiad napisał o nim książkę i zbił na niej fortunę? Zbicie fortuny zawsze budzi zawiść i dopatrywanie się swego, ale prawo przed tym nie ochroni.

Dla odmiany – jak ma się czuć ktoś, kto odkrył coś samodzielnie, ale kto inny szybciej dobiegł do okienka i zbija na tym fortunę? OIMW niezależne wynalazki wcale nie są takie rzadkie.

 
zwiń wątek Sławek  8 stycznia 2010 o godz. 9:27 #
Gravatar

Prawo patentowe w USA właściwie to umożliwia. Mało tego! Nie powinno dać się udostępniać czegoś, co nie jest stworzone/opracowane. Inaczej, to (jak jest obecnie) ktoś będzie mieć lepiej, po opatentuje coś wyssanego z palca, a następnie będzie czekać, aż ktoś to opatentuje, by mu to odebrać. Jeżeli jednak wprowadzić w życie zasadę, iż nie można patentować rzeczy nieistniejących, to znowu ochrona przed podglądaniem nie będzie istnieć.

Prawo patentowe na pewno nie zostało wprowadzone, by chronić przed podglądaniem przez dziurkę od klucza.

 
zwiń wątek mby7930  8 stycznia 2010 o godz. 15:13 #
Gravatar

“Ciekawe jak autor by się czuł, gdyby coś wymyślił, a jego sąsiad podglądając Go codziennie przez dziurkę od klucza wziął jego wynalazek, powiedział, że sam go wymyślił i zbił na nim fortunę.
Takim wypadkom właśnie ma zapobiegać prawo patentowe.”

Tak właśnie było z Antoniu Meuccim, którego pomysł na telefon “podpatrzył” niejaki Graham Bell (korzystali ze wspólnego warsztatu) i pierwszy poleciał do urzędu patentowego.
I spieszę donieść, że prawo patentowe NIE POMOGŁO Meucciemu, gdyż ZMARŁ w trakcie długotrwałego procesu.
Jego wkład uczcił dopiero kongres amerykański.

zwiń wątek Maciupeq  8 stycznia 2010 o godz. 17:20 #
Gravatar

no i widzisz, pierwszy poleciał do urzędu patentowego, gdyby nie było patentowania, to mogłoby się okazać, że jego telefon jest gorszy i nikt by nie chciał go kupić i Bell byłby nikim

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
 
zwiń wątek sadi  9 stycznia 2010 o godz. 1:15 #
Gravatar

1. Początek artykułu, to dla mnie bełkot. Istotą wymyślania czegoś nowego przez człowieka, jest korzystanie z rzeczy wymyślonych już wcześniej. To, że korzysta się z czegoś znanego wcześniej nie wyklucza, że końcowy wynalazek będzie na prawdę wartościowy, unikalny, czy genialny.

2. Patenty nie są takie głupie, jak autor zdaje się uważać. Rozumiem, że ze względu na rodzaj serwisu, słowo “patent” może automatycznie się kojarzyć z amerykańskim systemem patentowym i patentach na dwuklik myszką, czy podobne bzdury. Amerykański system jest bardzo chory. W zdrowym systemie patenty przydzielane są tylko nowatorskim, nieoczywistym wynalazkom (co jest oceniane przez komisję specjalistów), gdzie osoba wnioskująca o patent może udowodnić, że na prawdę jest autorem. Patenty wpływają o tyle korzystnie na rozwój, że promują ludzi, którzy zechcieli poświęcić swój czas i pieniądze na odkrycie czegoś nowego. Gdyby nie było patentów wynajdowanie kończyłoby się niemal zawsze jedynie stratę czasu i pieniędzy – ci wszyscy ludzie zajęliby się innymi, dającymi dochody zajęciami. Bardzo poważny problem miałyby wszelkie firmy prowadzące własne badania. Badania są drogie, a bez patentów łatwo byłoby sobie wyobrazić sytuację, w której konkurencja wypuściłaby rewolucyjny produkt szybciej od firmy, która go wymyśliła. Śmiem twierdzić, że spowodowałoby to jeden wielki chaos, upadek wielu firm (plus wielkie bezrobocie), bogacenie się firm nie prowadzących żadnych badań, a jedynie czujnie obserwujących konkurencję i w perspektywie czasu zastój technologiczny. Osobną kwestią jest to, jak długo wynalazki powinny być chronione patentami – rzeczywiście zbyt długi czas jest niekorzystny dla społeczeństwa.

3. Z tezami dotyczącymi “piractwa” z grubsza się zgadzam, jednak parę rzeczy bym dopowiedział. Po pierwsze – biblioteki istnieją po to, żeby kultura mogła się w miarę równo rozwijać w społeczeństwie, a nie tylko wśród tych, których stać na kupno wielu książek. Chodzi o to, aby uniknąć zbędnego rozwarstwienia społecznego. Gdyby “piractwo” nie istniało, to bardzo podobne rozwarstwienie powstałoby na poziomie filmów, muzyki, czy gier komputerowych. A przecież to sztuka naszych czasów. Zgoda, sztuka popularna, rozrywkowa, często niezbyt wysokich lotów, ale jednak sztuka. Po drugie, niektórzy mówią, że “piractwo” jest dużo bliższe dzieleniu się, niż kradzieży. I faktycznie, jak dasz komuś jedzenie, to jest to niezaprzeczalnie dobre, a jak skopiujesz koledze program, to będziesz się smażył w piekle ;) Sama ta dysproporcja jest już zastanawiająca i ciekawa. Po trzecie, zgodzę się, że “piractwo” istniało zawsze i że istnieje jakaś naturalna skala “piractwa”, która pewnie nigdy nie zniknie. Zgodzę się również, że piractwo może nawet zwiększać zyski. Mimo wszystko cudów nie ma – ci ludzie muszą z czegoś żyć. Piractwo bliskie 100% ich po prostu zniszczy. Oczywiście, programista może zarabiać na Open Source (pytanie tylko, czy w każdej dziedzinie oprogramowania), muzyk może zarabiać z koncertów (co nawet wydaje się bardziej uczciwe), ale co np. z filmowcami? Po czwarte, ciekawostką jest to, że “piractwo” jest bardziej ekologiczne od kupowania oryginałów ;) Produkcja płyt i ich opakowań wiąże się ze zużyciem materiałów i energii, transport wymaga zużycia wielu litrów paliwa, a na końcu, gdy płyta się już znudzi wyląduje w śmietniku i pewnie będzie się rozkładać setki lat. “Piractwo” (czy raczej po prostu dystrybucja przez internet) wypada przy tym tak czysto, że nic tylko się zachwycać ;)

zwiń wątek aegis maelstrom  13 stycznia 2010 o godz. 12:43 #
Gravatar

Błąd logiczny.

Kiedy dajesz komuś jedzenie, nikt na tym nie traci (no, chyba że jedzenie by się zmarnowało :D ). Dajesz swoje i za swoje, sam je kupiłeś albo stworzyłeś.

Kiedy dajesz komuś kopię dzieła, które *wylicencjonowałeś*, jego producent jest potencjalnie stratny. Obdarowany przypuszczalnie nie kupi jego książki, płyty czy filmu – choć może to zrobiłby bez Twojej interwencji.

Efekt: np. płyty słucha milion osób, a kupiło ją 10 000. Autor ma prawo być wściekły. Na rynku żywności jest to niemożliwe – ostatnie opisywane przypadki rozmnożenia żywności znajdują się u braci Grimm i w Biblii… :)

 
 
zwiń wątek Fazer  9 stycznia 2010 o godz. 13:17 #
Gravatar

Czytam i nie mogę uwierzyć, że ten serwis daje się tak strolllować wypowiedziami Trasza. Już ktoś kiedyś napisał, że za trollowanie użytkownik powinien dostawać bana.

zwiń wątek Low Year  9 stycznia 2010 o godz. 15:57 #
Gravatar

Szef tego serwisu – z nieznanych mi przyczyn – uważa, że trasz może więcej od innych.

 
 
zwiń wątek zra  9 stycznia 2010 o godz. 17:39 #
Gravatar

Są ludzie, którzy za patentowanie swoich wynalazków byli zabijani. Przykład: Ernst Gray. Człowiek ten wykorzystał własność elektronu, o której uczymy się na fizyce w gimnazjum by “odepchnąć” blok z materiału nie-ferromagnetycznego. Hendershot, który nic właściwie nowego nie odkrył (że wirującym magnesem i zwojnicą można polepszyć wydajność silnika elektrycznego) zmarł “w tajemniczych okolicznościach”. Kilku zginęło (najczęściej otrutych), szczególnie ludzie próbujący coś zrobić z tzw. gazem HH-O, oraz Amerykanin, który powielił radzieckie “wózki na sprężone powietrze” stosowane do końca lat 70-tych w Związku Radzieckim.
Kolejny, z nieco dawniejszych czasów to Coler, który też bawił się nieładnie magnesami (akurat jego maszynka działa, sprawdzałem), pomijając szarlatanów (“energie” Reicha, lampa Rice’a). Pan Ziggano chyba nadal siedzi w kryminale, bo śmiał odparować benzynę w agregacie własnego pomysłu!
Do tego służy prawo patentowe – by sztucznie zaniżać rozwój technologiczny i by korporacje miały z tego hamowania zyski.

zwiń wątek totalizm  11 stycznia 2010 o godz. 11:13 #
Gravatar

Istnieje coś, co nazywamy “przekleństwem wynalazców”. Dotyka ono wszystkich wynalazców na całym globie, niezależnie od epoki w której żyją. Dzieje się tak dlatego, że nasza planeta jest we władaniu cywilizacji, która nas okupuje w celu rabowania energii życiowej. Ba

 
zwiń wątek totalizm  11 stycznia 2010 o godz. 11:13 #
Gravatar

Istnieje coś, co nazywamy “przekleństwem wynalazców”. Dotyka ono wszystkich wynalazców na całym globie, niezależnie od epoki w której żyją. Dzieje się tak dlatego, że nasza planeta jest we władaniu cywilizacji, która nas okupuje w celu rabowania energii życiowej. Badaniu tego zjawiska całe życie poświęcił nasz rodak Jan Pająk.

 
 
zwiń wątek Rad3k  9 stycznia 2010 o godz. 19:52 #
Gravatar

Świetny artykuł, nareszcie ktoś napisał jasno i rzeczowo, o co w tym wszystkim chodzi :) Niestety, jak widać, nawet na tak dobitną argumentację znajdą się “odporni”. O(d)porni, apeluję do Was – otwórzcie oczy! To nie prawo ani tradycja decydują o tym, co jest moralne/etyczne! Jak słusznie napisał autor artykułu, “Prawo powinno być maksymalnie dokładnym odwzorowaniem etyki i logiki. Jeżeli tak nie jest, takie prawo należy zmienić.”. Jeśli ktoś tu twierdzi, że obecne prawo spełnia ten wymóg, tylko naraża się na śmieszność.

I jeszcze jedno, do obu stron dyskusji – spieracie się o szczegóły różnych bardziej, lub mniej trafionych porównań. Żadne porównanie nie odda w pełni istoty sprawy, dlatego do każdego można się przyczepić. Ale też nie taki jest ich sens. Celem porównań jest ułatwienie dostrzeżenia pewnych zależności. Jeśli ktoś nie chce ich dostrzec, to porównania, choćby nie wiem jak poetyckie, nie pomogą.

zwiń wątek Mat  10 stycznia 2010 o godz. 13:00 #
Gravatar

Cały tekst to bełkot człowieka z zaniżonym poczuciem własnej wartości. W pewnym sensie oszukał mnie, bo niepotrzebnie poświęciłem czas na czytanie tych bzdur. Chętnie ustosunkuję się do wszystkich tez, ale kto mi zapłaci za mój czas? Skoro nie ma chętnych, to sobie daruję.

I jeszcze jedna konkluzja: środowisko OS jest zakłamane. Dlaczego nie powiecie wprost, że Wam też zależy na zarabianiu pieniędzy ale w innym modelu niż to robi MS. MS przynajmniej nie zaprzecza, że istnieje po to, żeby zarabiać.

zwiń wątek Rad3k  12 stycznia 2010 o godz. 23:25 #
Gravatar

To, że najhałaśliwsza część środowiska OS jest zakłamana (mam na myśli fanatyków, którzy wykrzykują, że OS jest zawsze i pod każdym względem lepsze, niż oprogramowanie własnościowe), nie znaczy, że całe takie jest. Gdyby tak było, nie powstałby żaden dobry program OS.

I spostrzeżenie, że każdy chce zarabiać, bo chce godnie żyć, to chyba żadna nowość. Jeśli jednak myślisz, że wszystkim, którzy propagują OS, chodzi o pieniądze, to się mylisz. A co do Microsoftu – tak, istnieje tylko po to, by zarabiać – niewiele poza tym się liczy. Czy dobrze się czujesz ufając takiemu tworowi?

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
 
zwiń wątek krzy3  9 stycznia 2010 o godz. 22:12 #
 
zwiń wątek pirogronian0  9 stycznia 2010 o godz. 22:23 #
Gravatar

Czytając niektóre posty (bo wszystkich nie sposób), widzę rację i tu i tu. No bo tak naprawdę NIE SPOSÓB uregulować prawnie pewnych rzeczy tak, żeby NIKT NIGDY nie był POKRZYWDZONY. Mam rację? Patenty raz pomagają, raz szkodzą, raz przyspieszają rozwój, raz go hamują, chociaż wydaje mi się, że raczej częściej szkodzą i hamują niż pomagają i napędzają. Może to dlatego, że stały się bronią, a w dzisiejszym świecie większość woli niszczyć konkurencję, niż z nią współpracować? To prawda, że jak ktoś władował pieniądze w wynalazek, to chciałby coś z tego mieć. Ale w ogromnej większości przypadków to inni mają z tego mniej, niż by mogli mieć, gdyby wynalazku nie opatentowano. Bo wynalazki to nie zawsze jest luksus, za który można kazać sobie słono płacić. To może być konieczność. Przykładem mogą być patenty na lekarstwa. Powiedzmy sobie szczerze – świat wielkiego handlu litości nie zna… A zderzak łagiewki? Czy komuś on służy? Nie, żadna z dużych ryb nie jest tym zainteresowana i odgradzają dostęp mniejszym rybom. Ok, ale z drugiej strony… Jan Gutenberg niewiele miał z tego, że wynalazł druk – zbankrutował, inni na jego wynalazku zbili kasę. Czytałem kiedyś historię pewnego pracownika amerykańskiej firmy zajmującej się technologią radiową AM. Opracował on technologię FM. Ale jego firma wkręciła go w długi proces, właśnie o prawa autorskie, który go wykończył z kretesem. Nic nie miał ze swojego wynalazku, oprócz zgryzot. Cóż, nie i nigdy nie będzie doskonale sprawiedliwych przepisów, bo nie ma sposobu na sprawiedliwe ich egzekwowanie. Tu potrzebny by był ktoś wszechwiedzący, że by wiedział, kto czego na prawdę potrzebuje, i ktoś wszechmocny, żeby mógł to wyegzekwować na przekór hamstwu. Po prostu tu byłby potrzebny Bóg :)

zwiń wątek vries  10 stycznia 2010 o godz. 13:27 #
Gravatar

Cóż, masz rację. Ale patrząc na lekarstwa i aspekt moralny z nimi związany nie można zapominać, ze 100 mln dolarów to grosze, gdy mówimy o badaniach na tym polu. Więc przychody z produkcji leków muszą być gigantyczne, by opłacało się prowadzić badania. Na pewno nie uzyska się tego, gdy lek będzie można skopiować.

zwiń wątek sadi  12 stycznia 2010 o godz. 13:05 #
Gravatar

Dokładnie. Na ile zgadzam się z większością komentarza pirogroniana, to w momencie, gdy wspomniał o lekach nastąpił pewien zgrzyt. Zgoda, że patentowanie leków, czy sprzedawanie ich za ciężkie pieniądze, jest przynajmniej śliskie moralnie. Z drugiej strony, nie widzę możliwości utworzenia doskonalszego systemu, który zapewniłby powszechność dobrych leków na lepszym poziomie, niż obecnie.

(Poniżej tego poziomu komentarze nie będą zagnieżdżane)
 
 
zwiń wątek Rad3k  12 stycznia 2010 o godz. 23:13 #
Gravatar

Ten zderzak Łągiewki to niestety kiepski przykład – z tego, co sam zweryfikowałem, demonstracja jego działania to sztuczka, na którą wynalazca sam się nabrał, głównie z powodu braków w edukacji. Widziałem wywiady z panem Ł. – popełnia w swoim rozumowaniu podstawowe błędy, które bynajmniej nie wynikają z odmiennej interpretacji praw fizyki, tylko z prostej logiki.

Jednak poza tym, masz sporo racji – prawo zazwyczaj stoi po stronie tych, których stać na większą armię prawników. Ogólnie rzecz biorąc, prawo i tak dyktują najsilniejsi. A dopóki ci najsilniejsi mają jakiś interes, o prawdziwej sprawiedliwości nie ma co marzyć.

 
 
zwiń wątek Isinlor  10 stycznia 2010 o godz. 13:53 #
Gravatar

A mnie zastanawia podejście do człowieka jak do maszyny w kontekście prawa… Tzn. człowiek a konkretnie mózg też jest maszyną rejestrującą, przeważającą informacje tak samo jak PC który koło mnie stoi, nie rozumiemy jednak procesu myślowego człowieka, nie wiemy nawet czy da rady go odtworzyć poza człowiekiem(spór o sztuczną inteligencje), a co najważniejsze nie jesteśmy wstanie kontrolować tego procesu. Czy więc osoba która zobaczy jakiś obraz, usłyszy jakaś muzykę, zarejestruje jakiś utwór dopuszcza się nielegalnego kopiowania? Przecież skoro człowiek może swoim umysłem kopiować to dlaczego swoją maszynie nie może? Czy możliwe są jakieś restrykcje? Z tego co wiem gdzie nie gdzie odcinają np. internet piratom, czyli mogą im też odciąć głowę?

 
zwiń wątek slonek  10 stycznia 2010 o godz. 22:26 #
Gravatar

Proponuję w rozważyć Chińskie podejście do własności intelektualnej, tam kopiowanie pracy mistrza uznawano za coś oczywistego, bycie mistrzem oznaczało bycie najlepszym w tym co się robi. Mistrz cieszył się że ktoś usiłuje go kopiować mało tego potrafił wyrazić uznanie jeżeli coś było dobrze skopiowane nie skarżył się władzom że go kopiują tylko był dumny że jego praca znajduje uznanie. Dlatego siedząc teraz klepię w chińską klawiaturę i zastanawiam się nad prawami do własności intelektualnej, wiadomo że Chiny rozwijają się bardzo szybko ciekawe gdzie by byli respektując prawa do patentów, wielkie konsorcja znalazły tam dla siebie oazę, tanią siłę roboczą i możliwość objechania większości przepisów prawa. Wszyscy potępiają Chiny za piractwo i robią z nimi interesy, jest to jedna z większych hipokryzji naszych czasów. Czy nam się to podoba czy nie jesteśmy w stanie nierównej konkurencji z Chinami. Dlatego też obecny model prawa patentowego uznaję za błędny i niedobry.

zwiń wątek vries  11 stycznia 2010 o godz. 1:20 #
Gravatar

Powiem ci, że ostatnio MS przegrał tam proces o czcionki. Więc Chiny to bardzo ciekawy kraj, który respektują prawa autorskie, gdy jest to na rękę ich firmom. Ale ostatnio Chińczycy sporo wydają na badania, więc pewnie era kopiowania się skończy.

 
 
zwiń wątek totalizm  11 stycznia 2010 o godz. 11:10 #
Gravatar

Gdyby wszyscy byli uczciwi, to autorzy mieliby pieniądze na tworzenie, gdyż osoby, które korzystają z ich dzieł dobrowolnie by za nie płacili.

Zatem dyskusja sprowadza się do moralności korzystania ze skopiowanych dzieł. Idąc dalej można filozofować nad całą konstrukcją społeczeństwa działającego w oparciu o pieniądze.

W tym punkcie obowiązkową lekturą mogą być:

Wyspa rozbitków — czyli jak pieniądz szkodzi naszej cywilizacji

Totalizm — filozofia moralnego życia, która daje odpowiedzi na pytania związane z moralnym postępowaniem; w tym świetle każdy kto korzysta z utworów i są one dla niego ważne powinien wysłać dobrowolną opłatę autorowi

zwiń wątek cutugno  13 stycznia 2010 o godz. 3:11 #
Gravatar

Wow, koncept dipolarnej grawitacji na osnews! Jak dawno tego nie czytałem…

 
 
zwiń wątek max  12 stycznia 2010 o godz. 21:58 #
Gravatar

Zgadzam się z autorem tekstu.Sam ściągam gry z netu przed zakupem bo nie wydam 100 zł na grę która okaże się nie warta funta kłaków.Filmy także ściągam i kiedy cena sklepowa idzie w dół to kupuję do kolekcji.Te całe RIAA ZAIKS i inne złodziejskie firmy okradają twórców ,bo gdyby ceny były odpowiednie to i sprzedaż była by na wysokim poziomie.

 
zwiń wątek aegis maelstrom  13 stycznia 2010 o godz. 12:27 #
Gravatar

Przepraszam, nie mam czasu na przebrnięcie przez całość tekstu.

Po bardzo pobieżnym skanie:

1. Autor nie wie o czym pisze. Nie odróżnia nawet praw autorskich i pochodnych od prawa patentowych i praw znaków towarowych. FAIL.

2.a) Autor stosuje słabe populistyczne chwyty
2.b) Autor ma problemy z logiką. Efekt, jego pseudoargumenty można zabić śmiechem albo jednym zdaniem.
Np. – dlaczego nikt nie sprowadza anime do Polski? Bo to nie ma sensu, bo i tak wszyscy je kradną z sieci.
2c) Autor nie przeprowadził prostego eksperymentu myślowego jak wyglądałby świat po przeprowadzonych zmianach. Nie widzę ani zrozumienia, czy jest moral hazard, ani też konstruktywnej propozycji czegoś w zamian.

Wg autora – skąd twórca ma wziąć środki na stworzenie swojego dzieła?

3. Całość wygląda na napisaną przez domorosłego filozofa, który przysiadł i wyklepał dzieło życia.

Przepraszam za brutalną szczerość, ale życie jest zbyt krótkie nawet na sensowne lektury. Ta to dla mnie co najwyżej ćwiczenie ze zbijania pseudoargumentów.

Tymczasem OSNews znów obniża poziom. :/

zwiń wątek michuk  15 stycznia 2010 o godz. 17:20 #
Gravatar

Przepraszam, ale nie mam czasu na przebrnięcie przez całość twojego komentarza, ale już na pierwszy rzut oka widać, że bredzisz.

Fajnie?

 
 
zwiń wątek Szeku  21 stycznia 2010 o godz. 23:42 #
Gravatar

Co do Mercedesa to uważam że jest to jednak dobry przykład. Jak by tak magiczną różdżką skopiować z milion sztuk i rozdać za darmo to czy ktoś by kupił oryginalnego od producenta ? Czy firma Benz by zbankrutowała ?

To co mi osobiście przychodzi na myśl po tym wątku i artykule to to:
Skoro 20-50 osób działu IT może się kłócić o to jak interpretować prawo autorskie a i niektórzy (Pzd Trash) jeszcze przejawiają podejście i prawodawstwo z USA (patenty na soft) to oznacza że prawo to jest przerośnięte ponad miarę. Pomyślcie sobie co by było gdyby to prawnicy znający się na tym dobrze zaczęli by o tym dyskutować ;) Ile by było wtedy stron komentarzy ? :D

 
zwiń wątek fortehhorde  22 lipca 2010 o godz. 20:54 #
Gravatar

Autor artykułu powinien zgodnie z prawem iść do więzienia za szerzenie poglądów skrajnie socjalistycznych. Bo te atomy tu były, więc są wszystkich. Tadam!

 

Uwaga! Niektóre komentarze, m.in. te dodane przez niezalogowanych i nowych użytkowników, są ręcznie moderowane. Jeśli Twój komentarz nie ukaże się od razu, nie dodawaj go ponownie, tylko cierpliwie poczekaj na akceptację.

W komentarzach możesz używać prostych znaczników HTML. Przykłady:
  • Link: <a href="http://osnews.pl">OSnews: niusy IT</a>,
  • Wytłuszczenie: <strong>tekst pogrubiony</strong>,
  • Kursywa: <em>tekst pochylony</em>,
  • Przekreślenie: <strike>tekst przekreślony</strike>,
  • Kod: <code>printf("blok kodu");</code>,
  • Cytat: <blockquote>cytat</blockquote>
Uwaga: jeśli dodasz nieznany znacznik, będzie on niewidoczny, gdyż system filtruje takie znaczniki.

Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

Twoja sugestia