Valve od pewnego czasu robi dużo pozytywnego szumu wokół siebie jak i społeczności Linuksowej. Wydanie klienta Steam, portowanie gier, zapowiedź konsoli działającej pod Linuksem – te posunięcia z pewnością sprzyjają firmie oraz Linuksowi jako platformy do gier, która od wieków uważana jest za ziemię bardzo nieprzyjazną dla graczy. Z dniem dzisiejszym korporacja wstąpiła do fundacji The Linux Foundation, aby jeszcze bardziej wspierać rozwój Linuksa.
Valve wykupiło członkostwo w fundacji na poziomie srebrnym, co oznacza, że korporacja rocznie będzie musiała płacić około 20 tysięcy dolarów, jednak w zamian otrzyma:
– prawo głosu w fundacji
– możliwość wykorzystania logotypów
– dostęp do wewnętrznych materiałów fundacji
– możliwość otwierania własnych grup roboczych
– zastosowanie i wsparcie Linuksa we własnych produktach
No dobrze, ale jakie konkretne plany ma Valve w odniesieniu do Linuksa? Korporacja pragnie skupić się na trzech aspektach, takich jak tworzenie narzędzi programistycznych dla twórców gier na Linuksa, zachęcanie producentów sprzętu komputerowego do wspierania otwarto źródłowych systemów oraz budowanie własnej platformy w duchu Open Source, czyli opartej na Linuksie i przede wszystkim otwartej.
Czy Valve swoją heroiczną walką zdoła zmienić sposób patrzenia na dystrybucje Linuksa oraz obali tuzin mitów jak i problemów? Najbliższe 12 miesięcy przyniosą odpowiedź na to pytanie.
Źródło: The Linux Foundation


Na Steam jest już około 600 gier dla Linuksa – jeszcze dekadę temu to byłoby nie do pomyślenia. Valve mówi że główny feedback jaki otrzymują od twórców gier dotyczy braku wygodnego dobrego debugera – ten news to przede wszystkim dobra wiadomość dla developerów – tooling do robienia softwareu na Linuksa będzie coraz wygodniejszy
[citation needed]. Skąd 600 gier? http://steamdb.info/linux/ mówi o
344 games, 256 confirmed to be working. Każdy kto próbował wie, że i te 256 jest zawyżone.
Od dawna nie gram w gry Windows-only. I mimo wszystko mam w co grać. Tzw. tytuły AAA mnie zupełnie nie bawią. Pogram czasem w Half-life 1, 2 czy epizody, z sentymentu (świetnie działające natywne wersje Linuksowe). Do tego prawie każdy indie obecnie wydawany działa na Linuksie. Po co miałbym wracać do gigniota na glinianych nogach?
Gry na Steamie dla Linuksa to jest poważne niebezpieczeństwo. Każdy kto wie jak działają X’y wie, że jedyną barierą powstrzymującą program przed np. skopiowaniem wpisywanego hasła (słynna „luka” z xinput) jest jego otwartoźródłowość umożliwiająca proste namierzenie takiego kodu. Mając pod Linuksem Steama lub dowolny zamknięty soft nie wiesz co robi program, który może wszystko.
Ja wiem, że otwartych gier za wyjątkiem kilku multiplayerów z mechaniką sprzed 10 lat jest niewiele, ale trzeba myśleć o bezpieczeństwie i nie robić z Pingwina Windowsów.
Niebezpieczeństwo dla Linuksa? Tak, zawsze odpalając zamknięty kod na to się narażasz.
Większe niebezpieczeństwo niż analogiczne odpalenie gry na Windows? Nie. Windows to dziurawe sito, gdzie byle wirus jest w stanie przeżreć cały system aż po samo jądro i absolutnie wszędzie się wcisnąć. Na Linuksie ma dostęp tylko z prawami użytkownika. Jeśli się boisz, załóż sobie osobnego usera dla Steama i, jak bardzo chcesz, odpalaj w osobnym Xie i problem z głowy.
Dziurawy jak sito? Masz dostęp do kodu Windowsa? Od 5 lat nie miałem wirusa.
Microsoft zdycha. Aż widać jak wyje skupując na prawo i lewo różne marne buble, które mają rzekomo uratować mu dupę. Ale to dobrze. Im cięższy, tym szybciej zatonie.
Do widzenia microsofcie. Nikt nie będzie płakał. No chyba że nad tym, że taka historia z twoim istnieniem w ogóle miała miejsce w informatyce i na rynku.
Ok, wsztystko ładnie, pieknie, kiedy valve otwiera steama?
Prawdopodobnie nigdy. Dlaczego miałby?